Kiedy jesteś młody widzisz przed sobą setki drzwi. Każde z nich wydaje się łatwe do otworzenia. Każde daje nowe możliwości.

Możesz wszystko.

Życie ma być piękne. Nie wiesz jeszcze kim będziesz w przyszłości, ale czujesz, że będzie fajnie. Będzie dużo dobrej zabawy, przyjaciół, świetna praca, kariera sława i kasa.

Trzy S?

Seks.

Szmal

Sukces.

Miłość? Oczywiście, że będzie miłość. Taka jak w piosence, albo w filmie. Rysujesz plan w swojej wyobraźni. Ma być romantycznie. Mają być gwiazdy, ma być księżyc. Mają być długie, wilgotne pocałunki i rozmowy trwające do bladego świtu. Mają być spacery nocą po mieście i zaliczona każda brama.

Tyle, że życie w pewnym momencie przestaje być barwne. A później drzwi są tylko jedne; do ponurego biurowca w centrum miasta albo w mordorze.

Życie sprowadza się do schematu.

Jest praca.

Jest dom.

Wieczór przed telewizorem.

Weekend u teściów.

Wywiadówka w szkole, złe wyniki w nauce dzieci, które powoli zaczynają cię nienawidzić, browar z kumplami, którzy przestali cię rozumieć. Oni tkwią w swoim maraźmie. Ty tkwisz w swoim. Znacie się, ale już się nie znacie. Mówicie o samochodach, których już nie będziecie mieć. Czasami marzycie o kobietach, których wiecie, już ze nie będziecie mieć.

Patrzysz na osobę, która jest obok i wcale się nie dziwisz, że jest Tobą rozczarowana. Sam sobą jesteś rozczarowany.

Niedawno usłyszałem od kobiety: „miałam do wyboru trzech facetów. Jeden z nich dziś jest milionerem. Pewnie nie byłabym już jego żoną, ale byłabym za to bogatą rozwódką.”

Ona żałuje, że mając do wyboru kilku gości wybrała ciebie. 

Widzi co osiągnęli tamci. I porównuje.

Patrzysz w lustro. I powoli siebie nie lubisz.  

Dni mijają. I tak naprawdę nie ma już nadziei. Nie widzisz jej. Możesz sobie co najwyżej pograć na Playstation, zrobić tego grilla i skuć się do nieprzytomności.

W związku zawsze jest ktoś silniejszy

Jednym z większych mitów jakie usiłują nam wepchnąć media jest to, że układ powinien być partnerski. To pierdolenie

Zawsze ktoś w związku ma większą siłę, tylko nie zawsze się do tego przyznaje. Mieć moc a jej nie użyć z szacunku dla drugiej osoby jest formą miłości. Ale do tego trzeba posiadać dojrzałość, której nie mamy.

Między kobietą a mężczyzną od początku trwa próba sił. Mentalna przepychanka. Ustalanie granic.

Kiedy kobieta jest zaś najbardziej rozczarowana? Gdy zmieniła faceta, tak jak chciała. Kiedy jej zakazy (nie puszczę cię na kosza z kumplami, bo zawsze wracasz pijany, przestań pitolić na tej gitarze, pies się denerwuje, marnujesz czas z tym samochodem) są już zawsze skuteczne.

Widzi wtedy na swojej dłoni takiego wykastrowanego eunucha. I gardzi nim.

Dostała to co chciała. I wcale się jej to nie spodobało. Więc nie mówi o co jej chodzi, tylko dorzuca mu drobne złośliwości, aby mu dopiec i go wkurwić. Z czystej złośliwości. Z czystej radości gnębienia.

A czasami kończy się tak, jak w przypadku pewnej kobiety która tłukła wściekle rękę pijanemu mężowi tłuczkiem do schabowych.  Tłukła tak długo, że zmiażdżyła mu wszystkie kości. A on o tym nie wiedział, bo był pijany.

Czysta, pierwotna nienawiść  

Związek jest po to, aby wznosić, nie dołować

Mało kto mając 20, 30 lat wie co chce robić w życiu. Ja dochodziłem do tego całymi latami, próbując różnych rzeczy. I za dwudziestą, trzydziestą a może pięćdziesiątą próbą razem znalazłem swój spokój i dowiedziałem się czego ja chcę.

Związek jest po to aby wznosić, nie dołować. I nie mówię tu o stwarzaniu fałszywych złudzeń typu: możesz być najlepszy. Chodzi o słowo „spróbuj”. Chodzi o moment, kiedy ty jesteś już bliski rzucenia wszystkiego a ta druga osoba podchodzi do ciebie i mówi: zrób to jeszcze raz. Dla siebie.  

Związki są po to aby ta druga osoba nas wspierała i motywowała do tego, abyśmy byli lepsi. Abyśmy budowali swój świat, a nie pierdzieli w stołki. Bądź z kimś kto cię uskrzydla, a nie wiąże ci jaja w supeł.

Po prostu wstań i wyciągnij swoją, zakurzoną gitarę z szafy.  

2822267920_80357a9043_o

Photo by Stepan Radibog/CC Flickr.com 

90 uwag do wpisu “Dlaczego już nic się nie zmienia w twoim życiu? (dla mężczyzn)

  1. Cieszę się, że ten wpis ukazał się akurat teraz.. Dziękuję ci Piotrze.
    A ja wyryję sobie „Patrz na wszystko i wiedz, że jest tylko takie jakie jest”.

    Lubię to

  2. Samo życie…u mnie po 50 zmieniło się wszystko, jedna decyzja… myślałem że najgorsza jaką podjąłem w życiu, okazała się juz po paru latach najlepszą, mimo horrendalnej ceny…. mocno i celnie ujęte! W życiu płaci się za wszystko za zgodę na jaja zawiązane w supeł i za to, że decydyjemy aby dyndały swobodnie. Tylko my zanurzamy się we własne g… dobrowolnie i tylko my możemy z niego wyleźć! Nikt tego za nas nie zrobi.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Nigdy nie zrozumiem czemu ludzie to sobie robia. Kobiety kastruja mezczyzn. A mezczyzni daja sie kastrowac, narzekaja na zony i szukaja nowych mlodszych kobiet i traktuja je jak nic. I te kobiety potem kastruja swoich ‚prawdziwych’ partnerow… I kolko sie zamyka!

    Lubię to

  4. „Związki są po to aby ta druga osoba nas wspierała i motywowała do tego, abyśmy byli lepsi. Abyśmy budowali swój świat, a nie pierdzieli w stołki. Bądź z kimś kto cię uskrzydla, a nie wiąże ci jaja w supeł.” Czy to nie jest definicja partnerstwa? Dla mnie tak.

    Polubione przez 1 osoba

    1. O, to, to – dokładnie tak! Nasłuchaliśmy się wszyscy feminazistek, które twierdzą uparcie że partnerstwo znaczy, że one leżą kopytami do góry, wszyscy dookoła zasuwają i usługują. Nie! Partnerstwo znaczy – dzielenie między siebie tego co trzeba zrobić, dzielenie ze sobą co chce się robić, realizowanie siebie i pozwalanie na to samo drugiej osobie. Partnerstwo – czyli, tak jak w zawodach, które tego wymagają – współpraca. A nie sterowanie według własnego widzimisię.
      Pomijając ludzi nieracjonalnych, których się raczej nie zmieni, trudno mi uwierzyć że NIE DA SIĘ wypracować porozumienia, że NIE DA SIĘ pracować nad sobą – każdy musi zajmować się czymś w domu, ale przecież zostaje czas dla siebie. I nie uwierzę, że jak mąż nie jest kanapowym ziemniakiem, tylko robi, i nie oczekuje że wszystko będzie miał pod nosem i chce wyjść raz na miesiąc-dwa (do czego często sprowadza się zapracowane dorosłe życie) i powie: „kochanie, wrócę napierdolony jak szpadel” to po co mieć z tym problem? Jak chce wyjechać na weekend na ryby raz na jakiś czas, czy inne narty bądź góry – co z tego? Tak długo, jak (oczywiście) działa to w obie strony. I tak długo, jak całe życie nie sprowadza się do bycia jak najdalej od domu, najchętniej jeszcze pijanym w sztok i z wyłączonym telefonem, tak na wszelki wypadek.
      A że mamy ze sobą problemy? No Boże no, mamy, co mamy nie mieć. Ale to nie znaczy od razu że czas przyjąć postawę „ona pierdoli”, walnąć buciory na stół, otworzyć zmrożoną połówkę i krzyczeć „podaj kanapki!”. Chyba, że wyszło się za osobę, której zdanie się ma głęboko w poważaniu. Ale jeśli, to kto w ogóle czegokolwiek spodziewał się po takim małżeństwie, jak nie zmęczenia, depresji i w najlepszym wypadku rozwodu?

      Lubię to

      1. „Nasłuchaliśmy się wszyscy feminazistek, które twierdzą uparcie że partnerstwo znaczy, że one leżą kopytami do góry, wszyscy dookoła zasuwają i usługują.” może warto zapoznać się z teorią feminizmu a nie pisać takie bzdury? ja rozumiem,że w Polsce feminizm kojarzony jest z paniami o krótkich włosach i nieogolonych pachach, które chcą być górniczkami…ale c’mon!

        Lubię to

      2. Feminazizm to nie feminizm, katotaliban to nie katolicyzm, panowie w skórzanych paskach machajacy dildosami to nie przeciętny przedstawiciel LGBT. Wystarczy czytać i nie szukać wszędzie wroga 😉 no, chyba że pozwalamy sfrustrowanym półmózgom występować jako przedstawicielom ruchów których sami nie ogarniają i psują im renomę.

        Lubię to

  5. „Związki są po to aby ta druga osoba nas wspierała i motywowała do tego, abyśmy byli lepsi. Abyśmy budowali swój świat, a nie pierdzieli w stołki. Bądź z kimś kto cię uskrzydla, a nie wiąże ci jaja w supeł.”
    Kurwa…ta pradziwe,ze boli….

    Lubię to

  6. A co zrobić, kiedy się faceta motywuje, wspiera i często mówi o tym, by próbował, niczego nie zabrania, wręcz namawia do wszelkich wyjść, hobby itd, a on woli siedzieć i grać(niestety nie na gitarze tylko na kompie)?

    Lubię to

    1. Ciekawa jest jedno uniwersalne podejście:

      Zmień to co możesz zmienić.

      Zaakceptuj to czego nie możesz zmienić.

      Sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie które z tych dwóch rozwiązań wybierzesz w tym przypadku.

      Lubię to

    2. Jeśli nie lubisz grać , albo siedzieć w domu z nim . To trzeba sobie dać spokój i nie marnować sobie wzajemnie życia . Przecież to jest takie proste , przynajmniej tak mi się wydaję ale co ja tam wiem po 35 latach.

      Lubię to

    3. Pozwolić mu robić to co lubi.Przecież to jasne jak słońce.
      Pomyślałaś, że granie na kompie to jego hobby? To, że Ty wolałabyś gre na gitarze… Właśnie, TY byś wolała. Tak samo jak chciałabyś aby czegoś próbował, miał hobby (najlepiej takie, które sie Tobie podoba) itp. Pozwól człowiekowi być sobą…

      Lubię to

  7. Bo ludzie dobieraja sie w pary pod wplywem fascynacji a nie sympatii. Jesli nie lubisz swojego malzonka to masz przejebane bo milosc sie konczy i zaczyna sie jej siostra – nienawisc.

    Lubię to

    1. Przeciwnoscia milosci wcale nie jest nienawiść tylko wladza. To dlatego w zwiazkach, gdzie brak milosci, jest ponizanie, brak szacunku… Wszystko, co spowoduje, że druga strona poczuje sie „nikim” i ze napewno sobie nie poradzi bez swojego „wladcy”. Ci slabsi tkwia w takich relacjach do końca, bo innego zycia juz sobie nie wyobrażaja. Ci silniejsi- odchodza i zaczynaja zyc na nowo.

      Lubię to

      1. Nie ma jednej strony. Są dwie i raczej obie mają rozum. Wszystko da się po ludzku załatwić, tylko ludziom po prostu brak ludzkości. Jeżeli jedna strona lubi być poniżana i nie dostrzega toksyczności związku, tzn., że krzywdzi sama siebie… Brak zdecydowania jest najgorszym z możliwych. Najlepiej poznać siebie przed poważnymi decyzjami, niż wybierać pod wpływem uczuć i emocji, bo najważniejszy jest rozum, potem serce. Większość mężczyzn i kobiet kieruje się głównie wyglądem, reszta pozostaje w tyle. Przyznaję, że sama byłam tego typu ignorantką, do czasu. Po nieprzyjemnych doświadczeniach w nieudanych związkach, zrezygnowana, poznałam mężczyznę nie w ”moim typie”, ale o dobrym sercu. Jestem tak naprawdę pierwszy raz w życiu szczęśliwą kobietą, bo mam mężczyznę, który akceptuje mnie taką jaka jestem, moje wady i motywuje do spełniania się.

        Lubię to

  8. Niesamowite jest, że tyle osób nagle doznaje olśnienia, że w związku można się wspierać, a nie dołować?!
    Kurwa, co to za czasy… Nie dość że część ludzi idzie do pracy, której nienawidzi, to jeszcze wraca do partnerów, którzy ich dołują? Masakra… Choć z drugiej strony się nie dziwię. Doskonale znam ten mechanizm. Sam z niego wyszedłem gdy tylko go zauważyłem. Widzieć, że coś jest nie tak i dalej w tym trwać? Naprawdę czasy zatoczyły aż takie koło i wróciliśmy do średniowiecza gdzie brałeś ślub z wyznaczoną osobą i koniec tematu?!

    Straszne jest to, że coraz więcej facetów dziadzieje. Obserwując swoich ojców w ich ograniczonych materialnie światach, przejmują wzorce i odgrywają film pt: „praca-dom, dom-praca”. Byle by była partnerka – nie ważne jaka, skoro moi starzy ze sobą wytrzymywali, to ja też muszę…
    Ambicja, marzenia? Ile z facetów w ogóle ma świadomość jakie wartości są dla nich ważne w życiu?! A realizować te wartości w życiu?!
    Zapytaj faceta jaka powinna być idealna partnerka. Jeśli wymieni więcej niż 3 cechy niefizyczne, to już coś. A zapytaj kobiety? Wymieni kilkanaście cech. Faceci zdziadzieli i stawiają sobie coraz mniej wymagań… Jest to smutne, bo przecież za tę ambicję, chęć osiągania, wytrwałość, podnoszenie się i podnoszenie ich gdy upadną, nas uwielbiają.

    A oni kurwa wolą grać na komputerze…

    Jak dobrze nie być z pokolenia ikea…

    Lubię to

    1. Zdziadzieli powiadasz. Po dlugich wojnach z byla (na szczescie!) zona moge powiedziec, ze moim bledem bylo narzucenie sobie marzen kobiety: slub, dzieci, domek pod miastem, poranna kawa na tarasie, idylla. Szkoda, ze to ja mialem na ten sielski-anielski obrazek zapitalac, aby moja luba w tym czasie mogla sie ‚realizowac’. To nie faceci zdziadzieli, to polaczone konsorcjum kolorowych mediow, agresywnych feminazistek i jeczacych matkopolek wywiera na facetach tak ogromna presje na wprasowanie sie w schemat, ze wielu po prostu poddaje sie. A pozniej narzekania na pizdy w rurkach…

      Lubię to

    2. Hehe Ty też powielasz stereotypy 😄 Chociażby z tym, że to ja musz być szczęśliwy innych w tym moja partnerkę mam w dupie. Liczą sie tylko moje fantazje moje marzenia 😄 Ja z kolei zastanawiam sie dlaczego faceci właśnie wymagaj od kobiet a sami w stosunku do siebie nie maja wymagań :(. Piszesz stereotyp dom praca a co jeszcze chciałbyś ? Ten dom i praca to jest właśnie życie jeżeli w takich prozaicznych rzeczach nie potrafisz znaleźć przyjemności i być szczęśliwym to jak możesz ze związku czrpać radość ? Dla mnie największą przyjemnością jest właśnie bycie w domu z moim facetem, leżenie na leżaku w ogrodzie patrzenie na niebo i chwila ciszy. Dla mnie ważne jest to że jestem właśnie z nim ze mam chwilę aby z nim być a Ty mówisz ze to stereotyp i nuda. Nie rozumiem

      Lubię to

  9. To fakt, kobiety potrafią skutecznie wprowadzić faceta pod pantofel. Ale człowiekowi nie można nigdy dogodzić. I to zarówno kobiecie i mężczyźnie. Facet siedzi na kanapie – źle, leniwy, brak werwy, brak ochoty na cokolwiek (ale przynajmniej siedzi w domu a nie lata za babami). Facet outdoorowicz- wigor, chęć życia, ale także pies na baby…
    Znacie takie powiedzenie: „Za grzecznych chłopców się wychodzi, ale kocha skurwieli…” ?

    Lubię to

  10. nie, no Czarny, jeszcze trochę takich wpisów, a stwierdzę, że jestem ideałem! i zostanę świętą 😛
    w sumie to się zgadzam, tylko żeby jeszcze ten wspierany i motywowany i ciągnięty za uszy z dyndającymi jajami facet chociąz odrobinę doceniał te wysiłki;) bo mój to chyba za dużo ma tego masełka – pączuś nieprzeciętny i o dziwo to nie moja opinia. hehe.
    Miłego!

    Lubię to

  11. „Kiedy kobieta jest zaś najbardziej rozczarowana? Gdy zmieniła faceta, tak jak chciała.”
    W innej wersji można by za Flaubertem powtórzyć „Prawdziwa kobieta nie wie czego chce i jest zdeterminowana to osiągnąć.” Choć Flauberta bardzo lubię, za Panią Bovary, którą podobnie jak on się czuję, to jednak sformułowanie Piotra C. uważam za ciut mniej mizoginiczną wersję 😉
    Tak, kobieta jest rozczarowana, kiedy uda jej się zdominować faceta. Tylko refleksja na ten temat przychodzi zwykle zbyt późno. A zaraz potem myśl, że skoro trafiła na kogoś tak sterowalnego, to źle wybrała. I jeszcze potem następuje postanowienie, że następnym razem już nie będzie dążyć za wszelką cenę do dominacji w związku, bo to źle się kończy. Ale myślę, że facetów dotyczy to tak samo. Bo w związku chodzi o to, żeby szanować i siebie, i tą drugą osobę.

    Lubię to

  12. Oh, ale pisząc w ten sposób wiążesz nam jaja w supeł. Bo czasami potrafimy być dojrzali i związek przestaje być próbą sił. A Ty po prostu stwierdzasz, że nie potrafimy i koniec. A ja Ci powiem – spróbuj 🙂

    Lubię to

  13. „Bądź z kimś kto cię uskrzydla, a nie wiąże ci jaja w supeł.”
    to sie wlasnie nazywa partnerstwo, a nie pierdolenie.
    a jak dales se jajca zwiazac w supel, to jestes pizda i wcale mi cie nie szkoda.

    Lubię to

  14. Nigdy nie rozumiałem tej popularności BDSM w społeczeństwie . Po co robić sobie i innym krzywdę , po jakiego wała bawić się w jakieś pieprzone gierki jak z podrzędnego podręcznika psychologii. Nie wystarczy być sobą , rozmawiać z ludźmi i nie bawić się całe życie w jakiś pierdolony mecz kto kogo. Przecież to musi być skrajnie męczące zajęcie.

    Lubię to

    1. bo podświadomie wiemy jak powinno być. Facet powinien być pierwszym po BOGU w domu. Potem kobieta i dopiero dzieci. Pies powinien być na podwórku a chomik zjedzony przez kota.
      Obiad powinien być wspólnym posiłkiem gdzie pierwszy na talerz dostaje pan domu. Wtedy jest prawidłwoa hierarchIa. BDSM to wypaczenie ale przynajmniej kobiety czują go prawidlowo jako powrót do prawdziwych relacji damsko męskich.

      Lubię to

  15. Kurwa, przez Ciebie zaczęłam czytać pierdoły o związkach/układach – zwał jak zwał, więziach, samotności et cetera… Can’t believe it! ale mądre to, prawdziwe i życiowe, bez owijania w bawełnę, czy zbędnego koloryzowania. Lepiej być singielką, niż spędzać życie z eunuchem.

    pozdrawiam,
    sąsiadka z Ochoty

    Lubię to

  16. Tak dzisiaj czytam i czytam niektore artukuly z tego bloga i tak naprawde ? nic szczegolnego. W sumie pisanie o wszystkim i o niczym, a w szczegolnnosci o czyms o czym nie ma sie zielonego pojecia. Najbardziej to smiesza mnie wpisy, zauroczonycn fanek, ktore prawie ukleklyby przed blogerem, a facet sie z was smieje i zaciera raczki, bo kolejna idiotka kupila wypociny podstarzalego kawalera….

    Lubię to

  17. Zaczytałam się absolutnie. Jakby o swoim życiu/małżeństwie , które prowadzę juz 15 lat i właśnie podjęłam decyzję, żeby je zmienić. Mój mąż kompletnie nie rozumie dlaczego chce rozwodu. Przecież pracuje, przecież nic złego nie zrobił, przecież mnie kocha. Serio? To pokaż. No ale jak?!
    Otóż to.

    Lubię to

    1. Sama nie wiesz, czego chcesz i pragniesz, żeby Ci to mężczyzna powiedział. Łudzisz się, że ten następny będzie lepszy?
      Kobieto, jak jest wierny, nie zdradza, pracuje i uczciwie zyje, to sie go trzymaj a nie goń za idiotami.

      Lubię to

      1. Tylko dlatego, że jest porządnym obywatelem i jest wierny, to ma z nim być? Ciekawe, ile lat Ty, Pokręciu, wytrzymałbyś z kobietą, do której nie zywisz żadnych uczuć i traktujecie siebie nawzajem jak daleką rodzinę, a nie najbliższą osobę.

        Lubię to

      1. Fakt, strasznie się musiał męczyć. Pracuje w delegacji, w domu jest gościem. Ja śmigam na dwa etaty, jestem matką i ojcem. A jak wraca jaśnie pan, to dodatkowo musiałam być jeszcze służącą hrabiego. Wymarzone życie.

        Lubię to

    2. Nalezalo wziac 3 etat, mezowi kazac rzucic ta robote i kazac siedziec mu w domu i przy okazji obskoczyc inne fora uzalajac sie na soba 🙂 Nie mozna miec wszystkiego !!! Rzeczywiscie jakie to upokarzajace podac ukochanemu do stolu, o jej. Trzeba bylo nie wychodzic za maz, kupic kota, raz dziennie wrzucasz do miski, kot ktory ma zawsze pelna miche nie ucieknie, nie bedzie gosciem w domu, nie zdradzi 🙂

      Lubię to

    3. Sama ucięłaś mu jaja, to teraz sama mu je przyszyj. Może czas w końcu dorosnąć i potraktować drugą osobę na równi, a nie jak podwładnego. Rozmawiałaś kiedyś z nim na ten temat? Zachowujesz się jak nastolata, a nie jak dorosła kobieta

      Lubię to

  18. Piotrze.
    Myślę, że traktujesz związek i partnerkę przedmiotowo. Uciekam gdzie pieprz rośnie przed facetami z takim podejściem do związków, bo oni robią power play i nie biorą maksa odpowiedzialności za swoje porażki. Prędzej czy później wieszają się na mnie, wchodzimy w rolę syneczka co dał dupy i mamusi, która się zawiodła. A precz, won z tym. Potencjalna partnerka ma własną gitarę, aspiracje, marzenia, cele i potrzeby, swoje życie, które niekoniecznie musi chcieć poświęcać na fuckowanie kolesia na kanapie, ani operowanie wózkiem widłowym, by go zawieźć na lekcje gitary.

    Ten cieć na kanapie z wieżowca sam tam trafił. Żadna kobieta go tam nie wsadziła. Sam odłożył gitarę do szafy i zesrał się w gacie, że nie umie. Sam wybrał laskę, która urabia go na mielone. Sam zrobił związek, który ma. Bo on Ma związek.
    Jak coś co się ma, co ma Ci coś zapewnić. Związek to nie samochód, ani papier toaletowy. Żaden związek Ci nic nie da, jeśli żyjesz schematem zaliczania jakiś zewnętrznych celów i cudzych aspiracji, bo też masz obok kobietę, którą było nice to have, życie, które było nice to have i płacisz za to.
    Jeśli MASZ związek, jesteś w kategorii posiadania związku, to ktoś musi być górą, a ktoś dołem. Posiadanie i dominacja to takie prymitywne i koherentne nuty, jednak to tylko punkt widzenia.
    Jakbyś chciał być w związku, pracować nad sobą, szukać własnego życia i szczęścia, znalazłbyś partnerstwo i partnerkę, która by Ci mówiła, byś spróbował jeszcze raz itp. ale raczej jak czytam Twoje posty, choć lubię Twój potoczysty styl, humor i pomysły, to przypominasz antymateriał na związek.
    Choć to niepopularny pogląd, to jednak słowo SAMOOCENA wskazuje, że wyrabiasz ją sam.

    (Jeśli zbyt ad personam, przepraszam, a może, to wszystko wizerunek i nie bierz tego do siebie, choć wizerunek sugeruje, ze nie przejmujesz się takimi rzeczami.)

    Lubię to

  19. A jak mam 20 lat i myślę, że wszystko co dobre już za mną to znaczy, że się zestarzałem? Jak patrzę w lustro i się zaczynam nie lubić, jak patrzę na kobiety, których nie będę mieć, na książki, których nie napiszę, na samochody, którymi nie będę jeździł, na ludzi, których już nie rozumiem i którzy mnie też już nie rozumieją i tak dalej i tak dalej… Dziś ludzie starzeją się szybciej, Piotrek, a ich oczy otwierają się szerzej nie po czterdziestce tylko dwadzieścia pięć lat wcześniej. To brak złudzeń czy już poddanie się, lenistwo, depresja, starość czy niedojrzałość? Wszystkiego po trochu.

    Tekst motywuje, nie powiem, że nie, ale żeby się niektórzy nie zdziwili jak wyjmą gitarę, w której wszystkie struny pękły, a w pudle gnije mięso.

    Lubię to

    1. Możesz na to popatrzec tak:
      – oprócz tych paru kobiet są miliony innych;
      – na ch.. ci samochód piękny i drogi – szkoda kasy na to, kup sobie Tico ale za zaoszczędzone pieniądze jedź doookoła Polski;
      – co do trzeceigo nie jestem pewien. Po co chcesz pisać istniejące ksiązki?? Przecie to bez sensu. Masz niezły styl, ćwicz go, napiszesz swoje własne.

      Lubię to

    2. Mam 23 lata, to mój pierwszy komentarz tutaj.

      Krzysztofie – to najlepszy tekst jaki przeczytałam na tym blogu.
      To jestem tak bardzo ja teraz. A zdaniem „(…), ale żeby się niektórzy nie zdziwili jak wyjmą gitarę, w której wszystkie struny pękły, a w pudle gnije mięso.” powaliłeś mnie na łopatki.
      Chapeau bas!

      Lubię to

    3. Wiesz co – ja mam 28, bliżej 29. I mogę Ci zrobić przemowę ‚starego dziada’:
      nie zestarzałeś się, pierdolisz; pierdolisz do kwadratu – jasne, pojawiło się trochę realizmu: nie będziemy stukać Beyonce czy Monici Belucci (zresztą przecież one już stare są :)), nie będziemy jeździć BMW M6; być może nawet nie dorobimy się >100m domu pod ulubionym miastem czy na ulubionym osiedlu. W wieku 20 lat myślałem podobnie – ok, powinienem się ogarnąć i ożenić, być człowiekiem życiowo mądrym. Tak samo myślę i teraz, ale…

      Do poważnej pracy (w sensie zawodowym, nie finansowym) poszedłem w wieku 23 lat – głównie dlatego, że dziekan na uczelni mi powiedział, że nie chce mnie widzieć przez najbliższy semestr. Miałem dwie opcje – pić na osiedlu albo szukać roboty (jasne, można też pojechać na wariata na stopa do Azji; można zrobić wiele rzeczy – ja zawsze zakładałem, że do tego trzeba mieć choć trochę hajsu). Z tym, że nie miałem za co pić na osiedlu 🙂

      Poszedłem więc do roboty – pierwsze 3 – 4 miesiące to był dramat, czułem się gnojony. Ale przynajmniej zacząłem znowu mieć hajs (wcześniej to głównie żerowanie na podatniku w postaci rozmaitych stypendiów, bo całkiem dobrze dawałem sobie radę na studiach) – krótki wyjazd na rubieże Europy, kilka miesięcy później dłuższy do, powiedzmy, zachodniej Azji (co też było przełomem – bo postawiłem się szefom: „jadę – czy to będzie urlop bezpłatny, czy mnie zwolnicie na miesiąc – jadę; jeżeli chcecie to wrócę, jeżeli nie – trudno”. Łącznie zajęło mi przynajmniej dwa lata, żeby z robotą się pogodzić i polubić. Po 3 (a po 4 to już na poważnie) wziąłem dupę w troki i zainwestowałem w egzaminy branżowe (nie żadne mega drogie szkolenia z IT; nie żaden samorozwój – książka, samozaparcie i hajs tylko za egzamin). Zdałem – pierwszy, drugi i trzeci (na którym znowu egzaminator mnie gnoił; zdawalność 20-25%, zdawałem tylko z gościem z dużo większym doświadczeniem, który podchodził drugi raz). Gadka z egzaminatorem otworzyła mi oczy, trochę – po tym jak zdałeś ten egzamin, nie idź do roboty za mniej niż 10k. Pierdolenie, ale powysyłałem CVki.

      To były dla mnie absurdalne pieniądze (w sensie nie uważałem, żeby to było jakoś wybitnie dużo na życie w PL, ale więcej niż moi rodzice razem wzięci. Na dwa miesiące. Za co utrzymywali 4 dzieci). Zajebiście ciężko mi to przeszło przez gardło na rozmowie kwalifikacyjnej. Ale dostałem. Złożyłem więc wypowiedzenie i nagle okazało się, że korpo mnie ceni. Zostałem zaproszony na spotkanie z v-ce prezesem, potem zaproponowano mi robotę za granicą – przyzwoity hajs, sensowne warunki, absurdalne miejsce. A wtedy w mojej głowie była krótka piłka – dobra, dostanę dobrą kasę; idę tam roboty, odkładam ile się da – za rok idę w kredo i kupuję mieszkanie. W międzyczasie szukam żony.

      Na decyzję o wyjeździe – i finalne negocjacje warunków – miałem dwa dni; do wyjazdu dwa tygodnie. A wiecie – 24 h na lotniskach i w samolotach to taki dość spory kawał drogi; nie jest to wyjazd do UK, skąd możesz tanio i łatwo wrócić na weekend za 500 PLN w 3 h. Nie byłem pewien – nie znałem języka i burzyło mi to ten megastabilny plan na życie (w wieku 28, świeży temat). Ojciec powiedział mi „nie pierdol, przecież wiem że pojedziesz” i pojechałem.

      Nagle, w wieku 28 lat, kiedy moje życie miało zmienić się z „dobra mam hajs na życie i imprezę” na „ok, zarabiam elegancko, niedługo załatwię sobie mieszkanie, stabilność i dorosłość” na „ok, jestem na końcu świata, zarabiam elegancko, mam dużo opcji do podróżowania, których nigdy bym nie miał będąc w PL, dla tutejszych lasek jestem zajebiście atrakcyjnym, egzotycznym facetem – mogę wszystko”. Teraz zakładam, że podobnie się może przydarzyć za 3, 7, 10 i 15 lat – cholera wie gdzie wtedy będę, z kim i co będę robił. Ale przynajmniej na razie nie wierzę, że będzie nudno.

      Możesz powiedzieć – trzeba mieć farta, talent, zdolności, cokolwiek – jasne, trzeba. Ale temu trzeba też pomóc. Poznałem tu (na końcu świata) gościa z PL, który w małym mieście instalował okna – ale się zawziął, poszedł na studia zaoczne z informatyki. Wiedział, że tam jest hajs i że wcale nie trzeba być jakimś mega mózgiem – tak bardzo, akurat teraz, informatyków brakuje. Zapierdalał za darmo na 1/4 etatu jako „wolontariusz”; poszedł na chujowe stanowisko do korpo. Tam miał oczy i uszy szeroko otwarte. Bo wcale nie jest tak, że w informatycznym korpo ludzie słysząc o projekcie za granicą – w Azji, Ameryce czy innej Australii się na to rzucają. Przeciwnie – nikomu na dłużej niż 2-3 miesiące się nie chce wyjechać. A korpo lubi mieć człowieka w miarę zaufanego, zwłaszcza w obliczu współpracy przez pół świata z innym narodem. I pojechał; znowu za dobry hajs, w nowy świat.

      Podsumowując – rzuciłem tu swoją spowiedzią, co nie było celem; było środkiem. Stanów depresyjnych będziesz miał milion; zawsze się będziesz wkurwiał na swoich współpracowników i na te tępe laski, które Cię nie chcą. Wkurzysz się na to, że ludzie dokoła Ciebie są idiotami, a laski chcą tylko seksu (albo postrzegają Cię jako worek pieniędzy) i niczego się nie da zbudować. Ale, w gruncie rzeczy, poczujesz się pewniej, zarobisz kilka milionów kolumbijskich peso i połowa znajomych Ci będzie zazdrościć (Ty im też). Można gardzić ludźmi, którzy nie widzieli poważnej roboty i bazując na jednej umiejętności spędzają czas po hostelach na świecie, można gardzić tymi, którzy zapierdalają fizycznie za 2k PLN na żonę; ale można też pomóc szczęściu i brać okazję – nie jedną, to drugą. Jasne – do tego trzeba mieć pewien komfort – przede wszystkim finansowy. Jeżeli więc możesz – nie wyprowadzaj się od rodziców zaraz po znalezieniu roboty, nie podniecaj się tym pierwszym własnym hajsem (dobra, tego się nie da zrobić) – zaciśnij pasa i miej na koncie taki hajs, który pozwoli Ci przeżyć przez te 2-3 miesiące; kup tani bilet w ryanairze i prześpij się na plaży w Hiszpanii, ale zrób kilka fotek, których połowa znajomych Ci będzie zazdrościć. Małostkowość – bierzemy siłę, sens z zazdrości innych. Ale jest jednak dużą satysfakcją – przynajmniej dla mnie – powiedzenie sobie „chcę zobaczyć X, mam na to 4 dni; o kurwa – ale sam bilet na samolot kosztuje 1200 PLN; dobra, w sumie mogę sobie na to pozwolić” tudzież „ukradli mi telefon, potrzebuję jakiś mieć – dobra, kupię taki sam”. Po prostu – choć nie stać Cię na dobry hotel, latanie w klasie biznes – hajs nie stanowi problemu w normalnym życiu. To naprawdę dobre uczucie.

      A że nie ma z kim tego dzielić – spoko, zbierzesz starych, dobrych znajomych w pubie w centrum swojego miasta i zaczniesz snuć opowieści o Twoim życiu na końcu świata. W tej optymistycznej wersji; zaraz to usłyszy 5-10-15 innych osób, które poczują się tym zafascynowane. Przynajmniej na chwilę będziesz kimś, będziesz w centrum uwagi.

      Po czym obudzisz się z kacem, kupisz kolejną flaszkę i wypijesz ją z kumplem z piaskownicy czy liceum. Tak jakby nie było ostatnich 2 lat, tak jakbyś nigdy nie był 14000 km od „domu”. Bo na tych najstarszych znajomych najbardziej można liczyć. Bo oni znają Ciebie, z wszystkimi Twoimi rozterkami i dołami; nie kartę, którą piszesz o sobie za granicą. Ale, w tej karcie, możesz napisać co chcesz i być kim chcesz.

      Lubię to

  20. Ten post jest o mnie. Ale czy przypadkiem nie jest tak, że trawa jest zawsze bardziej zielona za płotem, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Rozwiodę się, zmienię pracę i będzie inaczej, ale nadal chu#@#owo.

    Lubię to

  21. Wszystko sprowadza się do tego że praca na etacie od 8 do 16 i życie w niewoli swojego szefa/korporacji = w większości przypadków bycie frajerem i sprzedwanie swojej duszy oraz szczęścia za marną wypłatę (kwota mniej niż pięć cyfr co miesiąc- bieda aż piszczy jeśli ma się jakieś zainteresowania albo aspiracje. Zwłaszcza że w PL emerytury nikt ci nie wypłaci, więc samemu trzeba na nią odłożć).

    Cały problem sprowadza się do pieniędzy i stylu życia. Jeśli zarabiasz przez internet albo masz rozkręcony biznes który gwarantuje Ci przypływ gotówki co miesiąc to życie się zmienia, ooooj zmienia – z lepszego na jeszcze lepsze. A facet ma o tyle lepiej że zazwyczaj starzeje się jak whiskey (chyba że spędza czas przed telewizorem oglądajac durne programy i żłopiąc piwsko). Więc zakładajcie swoje biznesy i róbcie hajs. Amen.

    Lubię to

  22. Dobrze powiedziane z tą siłą. Zdaję sobie sprawę, że zawsze musi być lider, choćby ten ukryty. Natomiast też rozumiem element zmieniania drugiej osoby ale w pewnym momencie po kilku zmianach nie mamy drugiej osoby, a mamy po prostu robota – sługę. Dlatego każdy powinien być w związku tylko dlatego, że związek mu coś daje, a nie dlatego aby być bo tak wypada.

    Lubię to

  23. Prawda, ja sama nie wiem czego chce, dlatego kotwicy nie zarzucam a facetowi mowie sorry koles ale jak mi sie nie bedzie podobało tu z toba za 3 miesiace to sie pakuje i spadam , plan B bez ciebie rowniez jest. W ogole małznstwo o jzu jest podwiazanie jaj, a dzieciaki podwiazanie jajników, nie polecam, choc nie probowalam 🙂

    Lubię to

  24. Nie chcę go, nie lubię, udaję… ale zostanę jego żoną i spierd**e mu życie. Bo.. bo tak. Nie wiem czego chcę ale to osiągnę a jeleń niech się męczy. Chyba tak to wygląda?
    To robienie cipy z faceta to wieloletni proces. Niestety wiem coś ma ten temat. I cieszy mnie, że ilość nowych małżeńst mocno spada. Koniec gry pod tytułem „dozgonne zobowiązanie prawne za trochę nędznego seksu”.

    Lubię to

  25. Cieszy mnie tak bardzo, że ja zrozumiałem to wszystko w wieku 30lat. A i tak miałem przez miesiąc traume, że było to tak oczywiste a pomimo tego doszedłem do tego tak późno 🙂

    Lubię to

  26. Nie chciało mi się czytać, wypadłem z gry już po trzech linijkach. Po co wy w ogóle takie rzeczy wrzucacie? Zaśmiecacie tylko internet, blokując tym samym ludziom naprawdę zagubionym i zdesperowanym możliwość odnalezienia w tym plastycznym syfie czegokolwiek, co ma jakiś smak. Przeglądarki coraz rzadziej spełniają swoją macierzystą funkcję… Przestały być filtrem.

    Jesteście tego świadomi? (Oczywiście, pewnie wam to odpowiada – szepczą moje mroczne myśli)

    Lubię to

  27. Gdzieś kiedyś przeczytałam (zdanie do mężczyzn, ale do kobiet pasuje też w 100%): jeżeli nie jesteś szczęśliwy jako singiel, to nie będziesz szczęśliwy w związku.

    Jeżeli sami nie potrafimy wzlatywać (mamy zapędy do opadania, a marzeniu o lataniu) – nie zwiążemy się z kimś kto nam będzie dmuchał w te skrzydełka, tylko z kimś, kto je podcina.

    Lubię to

      1. Po cholere tak narzekac… Jest taka modlitwa:”Boże uzycz mi pogody ducha , abym godzil sie z tym czego nie moge zmienic, odwagi-abym zmienial to co moge i madrosci-abym odroznial jedno od drugiego”. Ja jestem konserwatywny i wierze ze bede mial rodzine , ktora utrzymam i bede sie cieszyl chwilami, ze bede mial ciekawe zycie. Prawdziwe zycie zabija jedno- nuda. Wiec co? Coco Jumbo i do przodu:) !!

        Lubię to

  28. Początek kiepski, końcówka tekstu lepsza. Nie rozumiem wizji zmieniania kogoś w związku. Skoro z kimś jesteśmy to znaczy, że spodobał się nam całokształt.

    Lubię to

  29. Czlowiek w calym jego istnieniu i zyciu niestety albo i „stety „nie zmienia sie. Jakim sie urodziles, takim umrzesz. Dotyczy to wszystkich sfer zycia, pod wzgledem mentalnym,psychicznym,i kazdym innym. Nie ma sensu , ani powodu zmieniac kogos na sile. Jesli znajdziesz przyslowiowa polowke pomaranczy to nie bedzie potrzeby zmieniania partnera. puentujac; jesli tu i teraz masz problem w zwiazku, nie ludz sie, ze ty, albo partner sie zmieni. Nie ma takiej mozliwosci. Albo pasujecie do siebie z calym bagazem doswiadczen, z zaletami partnera i z jego wadami, ktore kochasz i ktore niejednokrotnie cie bawia, albo nie probuj zmieniac kogos na sile. najzwyczjniej do siebie nie pasujecie. przyslowie mowi- szukajcie, az znajdziecie, wiec szukajcie i nie meczcie sie w toksycznych zwiazkach, bo zycie masz jedno, wychowanie z domu masz jedno, zasady moralne masz niezmienne i sposob postrzegania zycia niezmienny. dlatego nie mecz sie i nie mecz drugiego czlowieka, bo zycie jest zbyt krotkie, aby przezyc go byle jak.

    Lubię to

  30. Byłam w związku, gdzie wspierałam (albo przynajmniej próbowałam) mężczyznę w jego działaniach i dzielnie znosiłam jego humory, gdy mu się nie powodziło. Krótko mówiąc: pomagałam mu w realizowaniu jego celów. Nie docenił tego. Rzucił mnie.
    Teraz sobie uświadamiam, że on nie był na tyle mocny, żeby wspierać mnie w mojej pasji i często mnie blokował.
    Chyba dobrze się stało; wszak staram się być mądrą kobietą i wyciągać wnioski.
    Dzięki.

    Lubię to

  31. To ja napisze tak. Sa tez sytuacja w ktorej ja się znalazlem gdzie mielismy pasje, hobby i z nich w zasadzie zylismy tylko ze ona miala taką ktora wymaga przerosnietego ego, sily wewnetrznej, energi jak wybuch tysiąca slonc i stu czakramow (taniec) a ja, taką ktora lubi dola, jest krytyczna wobec siebie ZAWSZE i tworzy sie ja w samotnosci zazwyczaj (muzyka) i tak to sie kulalo, z jednej strony roslo przekonanie o zajebistosci a z drugiej fura watpliwosci i jak do tego doszły problemy wynikajace z bardzo trudnej roli-pracy pt. syn szefa to ego nie dzwignelo i sie po dekadzie spakowalo w walizeczke i wyszlo bo „nie moze juz pomoc”. Takze pasje to tez tarcie
    ..a potem sie okazalo ze nie dalo się pomoc bo od jakiegoś czasu ego karmilo sie innym podobnym ego. Klasyczny Harlequin czyli „musze byc sama (bo sie zakochalam ale tego ci nie powiem”
    Za czesto przypisujemy bliskim i innym cechy ktorych oni nie maja a nam sie wydaje ze tak albo bardzo bysmy chcieli. Wysiadka z Matrixa boli ale to przeciez przeszlosc.
    Kobiety nie bądźcie tchorzami i kretaczami bo podobno tacy sa tylko faceci ale stawiam dobre piwo ze jestesci lepsze 😉

    Lubię to

  32. Boże, jedno wielkie pierdolenie sfrustrowanego człowieka, któremu nic nie wyszło. Żyjcie sobie dalej swoimi złudzeniami. Zamiast działać umiecie tylko marudzić. Kobieta Cię stłamsiła? I przykuła łańcuchami do siebie? Nie. Wygodnie Ci było. Rozleniwiłeś się. Miałeś pozorne bezpieczeństwo, zabijałeś nią samotność. Sukcesu człowieka nie określa ilość samochodów w garażu. Można być spełnionym żyjąc na minimum. Jak sam sobą gardzisz, to czemu się dziwisz, że inni tobą gardzą? Kolejny nieszczęśliwy romantyk, och i ach. Wziąłbyś się za prawdziwą robotę, pozapierdalał troszeczkę to poznałbyś smak życia no i kasa też by się pojawiła. Ale nie, lepiej pisać mrzonki. Mały samiec beta, chciałby być samcem alfa, ale za leniwy…

    Lubię to

  33. Związki to trudna przeprawa zwłaszcza dla facetów. Kobiety potrafią dojrzewać i uczyć się w jednym związku, mężczyźni niestety bardziej uczą się na rozstaniach.

    Lubię to

  34. hej hej hej Moi drodzy!
    Nie kastrujcie się tak nawzajem! Nie psioczcie na kobiety/ mężczyzn/feministki/ogierów/obiboków! Każdy z nas jest sobie potrzebny….
    Związek powstaje w momencie kiedy ludzie się poznają i są w stanie zaakceptować to jacy jesteśmy. Rzadko kto staje się obibokiem, psem na baby czy matką polką raptem, jednego dnia, no chyba że ktoś po 3 miesiącach wychodzi za mąż/ żeni wtedy bierze to jaki człowiek jest. Ja tak miała z mężem, nie żałuje, kryzys zaczął się dopiero po 7 latach małżeństwa bo ja się zmieniałam. Mój mąż dał mi swobodę żeby się rozwijać i zmieniać ale nie zawsze wszystko szło w dobrym kierunku. Wtedy kiedy zaczynało się pieprzyć dosłownie ‚zamykał nas w pokoju’ i było słuchaj rozmawiamy dopóki sobie wszystkiego nie wyjaśnimy. Mój płacz jego złość ale zawsze dochodziliśmy do konsensusu, bynajmniej kolejny dzień zaczynaliśmy bez rozgoryczenia i złości.
    Reasumując ludzie się zmieniają wspólnie ale w związku trzeba się nawzajem wypełniać, umieć prosić, wytłumaczyć a czasem zażądać a przede wszystkim rozmawiać.
    A wtedy kiedy czujemy, że na prawdę jesteśmy na końcu naszego związku, jesteśmy wykorzystywani, jesteśmy męczeni psychicznie to nie ma sensu tego ciągnąć. Życie jest zbyt krótkie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s