Jestem w takim wieku, że dookoła mam wielu kumpli, którzy właśnie płynnie przechodzą z pierwszego poważnego związku w drugi, oczywiście bardzo poważny, a jak ktoś się już rozpędził to nawet trzeci, i ten także jest bardzo poważny. O ile jeszcze ten pierwszy to miał być na wieki, do końca, aż po tę bieloną brzozę, która będzie stała na ich wspólnym grobie, tak już przy kolejnych ta determinacja nie jest tak potężna. Ta ludzka strona ich osobowości bardzo mnie ujmuje.

W byciu z kimś na dłużej pewne są dwie rzeczy: weźmiecie ślub/zamieszkacie ze sobą, albo się rozstaniecie.

Jest takie powiedzenie, że ludzie uczą się na błędach. Ja się z nim nie zgadzam i zgadzam jednocześnie. Ludzie popełniają cały czas te same błędy licząc, że jednak tym razem rezultaty ich działań będą zupełnie inne.

Mam na przykład dobrego kumpla, który ma skłonność do cycatych blondyn z tipsami. Z pierwszą tego typu, od razu zawarł nawet związek małżeński. To była miłość jak nic. Jemu podobało się jej mieszkanie. Jej krój jego garniturów. Ona lubiła chodzić razem z nim do klubów, on wielbił spojrzenia facetów, jakimi ją obcinali. Czuł się dzięki temu bardziej męski.

W rozstaniu, owszem, przyznaję, miał swój udział fakt, że wrócił pewnego dnia do domu i znalazł na swoim łóżku żonę, bardzo energicznie zaspokajaną przez jej kolegę z pracy, w pozycji określanej jako „na pieska”. I w całej tej sytuacji najbardziej go ubodło nie to, że ona mu dała, ale to, że ten facet używał jego ulubionego szlafroka. Kumpel zareagował bardzo po polsku, czyli alkoholizmem.  I my wtedy wypiliśmy bardzo dużo wódki pod pomnikiem szczęśliwego psa na Polu Mokotowskim i – nie żartuję, tak naprawdę było – a rok później była już partnerka numer dwa.

Ta dla odmiany też miała duże cycki i tipsy, które ekstatycznie wbijała mu w plecy w początkowej fazie związku, czyli przez mniej więcej dwa miesiące. A później pewnej niedzieli rzuciła w niego patelnią z jajecznicą, spakowała się i wyszła. Kumpel był przekonany, że to przez te cycki i tipsy, i że laski z tipsami i cyckami są zwyczajnie pierdolnięte. I chyba myśli tak do tej pory, choć właśnie umawia się z kolejną blondynką z cyckami, która dziwnym trafem wygląda jak klon dwóch poprzednich.

To triumf nadziei nad doświadczeniem.

Kumpel nie bierze pod uwagę, że jego panie są korpobiurwami, nastawionymi przynajmniej przez najbliższe 10 lat na karierę, że uwielbiają wracać do domu o czwartej rano, bo wtedy czują, że żyją, że chcą żyć, oddychać, podróżować, tańczyć i kochać się do świtu.

I chcą to robić właśnie teraz, kiedy są młode i kiedy wino smakuje tak cudownie.

I trudno im z tego faktu robić jakikolwiek zarzut.

Mój kumpel, okazując typowy męski egoizm chciał, zaś, coś pomiędzy dziwką, a gosposią. Ładnej kobiety, która wróci do domu o godzinie 17, zrobi mu obiad, loda, a później urodzi dziecko. Te priorytety jakby się, kurwa, trochę rozjeżdżały.

Miłość to spacer. Małżeństwo to marsz

Kiedyś mówiłem ludziom rzeczy, które chcieli usłyszeć, aby być lubianym. Teraz mówię rzeczy, które myślę, tak aby być szczerym względem siebie. Nauczyłem się, że jest bardzo ważne, aby umieć wyrażać siebie.

Swoje oczekiwania.

Swoje pragnienia.

Swoje plany.

Jak to mi powiedziała kiedyś bardzo ładna kobieta, chwilę po tym, jak już zrobiła wszystko, co może robić młoda kobieta w wysokich szpilkach, aby tylko pocieszyć mężczyznę: „Miłość to spacer, małżeństwo to marsz”.

W upale.

Z plecakiem.

Pod górę.

Ze skurczonymi jajami.  

Po czym wróciła do swojego męża, a ja nalałem sobie koniaku i zacząłem zastanawiać się nad tym dylematem.

Ludzie coraz częściej zawiązują związki, karmiąc się złudzeniami na swój temat. Jedna i druga strona udaje kogoś, kim nie jest, aby tylko wypaść lepiej w oczach tej drugiej osoby. Kobieta i mężczyzna nie są ze sobą, ale ze swoimi wyobrażeniami. Przypomina to sytuację, kiedy ktoś usiłuje wyrobić sobie opinię na czyjś temat, śledząc jego profil na Instagramie i Facebooku. Niby prawda, niby tyłek się zgadza, niby twarz i cycki podobne do tych ze zdjęć, ale jakoś w realu całkiem inne. I w oczach, jak się głębiej popatrzy to jest tylko niepewność i strach.

Ale na dłuższą metę samemu jest trudno. Kogoś się, więc, do swojego świata wpuszcza, przez moment jest ulga, a później okazuje się, że nagle w tym naszym świecie powstał tłok i że trzeba trochę przewietrzyć pomieszczenia.

Poza tym kobiety nie szukają wymarzonego faceta. One często szukają jakiegokolwiek faceta, a później jak go już mają to chcą go przerobić na wymarzonego.

Więc 36,7 proc. nowo zawieranych małżeństw kończy się rozwodem.

Po tym jak już wypiłem ten koniak, wysnułem kilka pytań dla osób świeżo rozpoczynających tzw. poważny związek. Generalnie to można je zadać i sobie i partnerowi i niestety tak to wygląda, że czasami już jedna odpowiedź potrafi wprowadzić obie strony w zakłopotanie.  

1. Gdzie widzicie się za 5 lat?

Wiem, to brzmi jak z tandetnej rozmowy kwalifikacyjnej. Jakie ma pani hobby? – pyta przesłuchujący. Robótki ręczne. – odpowiada ona i trudno w takiej sytuacji nie myśleć o seksie.

Ale może on widzi się za te pięć lat, dajmy na to, w porsche u boku 20-letniej szczupłej wydry i nie chodzi o waszą opiekunkę do dziecka, którą właśnie odwozi do domu. Albo ona chce wrócić z Warszawy/Krakowa/Poznania do swojego rodzinnego miasta, otworzyć prywatną praktykę lekarską i sadzić iglaki, kiedy on pragnie zostać tu gdzie jest.  

Ludzie mają plany na przyszłość, mają swoje marzenia. I jeśli muszą z nich rezygnować dla swojego związku, to zwyczajnie będą nieszczęśliwi. Zawsze to podkreślam: osoba, z którą jesteśmy ma nas motywować do tego, abyśmy byli lepsi, abyśmy wychodzili ze swojej strefy komfortu i spełniali swoje marzenia.

2. Czy lubicie rodziców drugiej strony i ile czasu z nimi będziecie spędzać?

Otóż mój Ziomek w samym rozkwicie swojej miłości od pierwszego włożenia poznał mamusię swojej ówczesnej partnerki. Z partnerką łączyły go zaawansowane plany, bo kupił nawet pierścionek za złotych polskich 3 tys. Czyli związek był już w początkowej fazie finalizacji. I świetnie pamiętam, że mamusia była bardzo sympatyczna, bo ją osobiście poznałem. Problem w tym, że w każdą sobotę rano, kiedy mój kumpel budził się, przeciągał, obserwował poranny wzwód i właśnie miał zamiar go użyć, słyszał pukanie przyszłej teściowej do ich drzwi. Zostawała u nich do późnego wieczora, i znowu powracała w niedzielę.

Na składane zastrzeżenia, partnerka odpowiadała ze zdumieniem: „Ale ty nie lubisz mojej mamusi???” Ziomek nawet tłumaczył, że on nic przeciwko mamusi nie ma, nawet lubi, ale steka też lubi, a nie je go od rana do wieczora. Poza tym, w sobotę rano z chęcią oglądałby czubek jej głowy między swoimi kolanami, a nie teściową.

Nie przekonał, piękny związek się rozpadł. 

3. Jak załatwiacie kłótnie?

Znam kobiety, które – wkurwione – potrafią wbić facetowi nóż w tyłek. To erotyczny, choć krótkotrwały układ. 

Nie ma ludzi, którzy się nie kłócą, a jeśli znacie takich, to dajcie mi namiar, co biorą. Kłótnie są dobre, kłótnie są oczyszczające, ale pod jednym warunkiem. Że nie chodzi w nich tylko o to, aby drugiej stronie dokopać. Jeśli ona/on cały czas będzie ci wytykać stare błędy, które ponoć zostały już wybaczone („A w 2010 zostawiłeś mnie samą na imprezie!”, „Dałaś dupy temu kretynowi.” „Owszem, dałam, ale nie miałam orgazmu”), to zwyczajnie jest to toksyczne.

Jeśli coś jest wybaczone, to jest załatwione. Jeśli ciągle nie jest wybaczone, to będzie narastać między wami.

04.03_Ilustracja-01

Rysunek: Aleksandra Wysocka

4. Czy i kiedy chcecie mieć dzieci?

Czasami napiera na dziecko kobieta, coraz częściej robią to, jednak, mężczyźni.

Rzeczywistość jest taka, że są kobiety, które nie chcą mieć dzieci i w dupie mają, kto je będzie utrzymywał na starość. Owszem, przyjmują, że dziecko jest cudem, ale lepiej ten cud trzymać z daleka od niej. Nie potępiam, nie oceniam i nie osądzam. Wam radzę to samo. Ale nie widzę związku, w którym jedna strona chce mieć dziecko, a druga nie.

I teraz odmiana tego wyzwania: ile ma być tych dzieci? I kto będzie zmieniał pieluchy?

Rodzicielstwo to permanentny stan alarmowy. I większość osób mogłaby być świetnymi rodzicami, gdyby tylko mogła się wyspać.

5. Jak ważna jest dla was religia?

Czy będziecie razem, co niedziela, chodzić do kościoła, wychowywać dzieci w wierze katolickiej, chrzcić, posyłać na religię i takie tam?

Ja kawy i pacierza nie odmawiam. Ale religia, podobnie jak i aborcja, to kłótnia o wartości. Nikt nie dojdzie tutaj do porozumienia. To wartości zerojedynkowe. Jesteś na tak. Albo jesteś na nie. Ktoś w tym związku będzie musiał zamknąć się w sobie.

6. Jak ważny jest seks?

Jeśli na początku jest słabo i ona daje niczym dziewica orleańska i Matka Polka chroniąca partyzanta, zamykając oczy i ku chwale ojczyzny, albo on rozpina rozporek i sypie się z niego co najwyżej kasa i naftalina, to później będzie coraz gorzej. Seks będzie zastąpiony przez wory pod oczami i nieświeży oddech od kawy. Bo praca jest przecież święta.

Jeśli dla obydwojga seks jest mało istotny to oczywiście nie ma problemu. Jeśli jednak nie, to prędzej czy później pojawi się ktoś trzeci.

7. Jak podchodzicie do pieniędzy?

Jak się składacie na wspólne życie, jak traktujecie swoje długi i dochody? Wspólne konto? Odrębne konta?

Zaprawdę powiadam wam, nic nie potrafi tak spieprzyć dobrego związku, jak kłótnie o prozaiczną mamonę.

8. Jak wygląda wasza autonomia? Czy możecie wychodzić sami z domu?

To prosty test: czy puściłabyś swojego faceta na spotkanie z jego eks? Czy chciałabyś, aby on pozwolił ci na spotkanie z twoim byłym mężczyzną?

Trudne, prawda? To w rzeczywistości pytanie o to, jak bardzo zazdrosna jest druga osoba. Jeśli wkurwia się za każdym razem, kiedy wychodzisz sam/sama z domu, pyta za każdym razem do kogo dzwonisz, piszesz, wysyłasz sms, to znaczy, że będzie próbowała cię kontrolować. Będzie włamywać się do twojego komputera i do twojego telefonu. To, oczywiście, bierze się z kompleksów i braku pewności siebie, wyhodowanych jeszcze w młodości przez rodziców, w rodzaju: Dziewczynka powinna być szczupła i nie wstaniesz od stołu, dopóki nie dokończysz kartofli. Nikt w świecie, jednak, nie wytrzyma permanentnej inwigilacji. Coś takiego musi się skończyć nieszczęściem.

Miłość to za mało

I owszem, rozumiem, w związku chodzi przede wszystkim o miłość, która przezwycięży wszystko, nigdy cię nie opuszczę, nasz związek będzie dłuższy niż kredyt hipoteczny i takie tam. Ale żaden związek nie przetrwa, jeśli ludzie w nim nie potrafią ze sobą rozmawiać.

6690175719_d582a7e91b_o

Photo by D. Sarle/CC Flickr.com

Inspiracje: 13 Questions to Ask Before Getting Married

131 uwag do wpisu “8 pytań, które lepiej zadać zanim się z kimś zwiążesz

  1. Takie pytania to stawiaja sobie ludzie juz z pewnym doswiadczeniem.mlodzi malo znajacy zycie bez zbednych pytan czesto pod wplywem hormonow tylko osiagaja pelne emocji zblizenia.potem z wiekiem gdybanie wypytywanie i taki stary kawaler istara panna sa juz zbyt zgorzkniali aby cos przezyc.mlodzi popelniaja najwiecej bledow ale emocje sa soczystsze i zwiazki ogniste a ze potem gasna plomienie.to oczywiste .ci co niby sa w dlugich zwiazkach sa czesto w nich sami i obcyvdla siebie

    Lubię

  2. Mam wrażenie, że osoba, która napisała ten tekst nigdy kogoś nie kochała, albo kochała i została zraniona. Jestem w związku już piąty rok i nie wyobrażam sobie zadawania takich pytań na początku…obdzierania go z tego pięknego okresu jakim jest poznawanie sie ale w ten naturalny sposób. Taki kwestionariusz pytań moze i fajny do poczytania ale nie do wcielenia w zycie. Moglabym krok po kroku obalic kazde pytanie. Czesto komentowane „czy pozwolilabys na spotkanie z ex…”. Jesli byloby to spotkanie gdzies przy okazji przypadkowe a nie celowe to nie mialabym zadnego ale. Jesli obecny partner ma potrzebe spotkania sie ze swoim ex to mozliwe ze cos jest nie tak. Dlugi zwiazek to powazna inwestycja i kazdy chce zwrotu z inwestycji a nie utupienia czash i energii i emocji to zrozumiale. Ale to ciagla praca kompromisy.

    Lubię

    1. Nie trzeba dawać kwesionariusza do wypełnienia na pierwszej randce.
      Ale zanim się powie sakramentalne „tak”, trzeba znać odpowiedzi na te pytania. Najprościej oczywiście rozmawiać. Jak się rozmawia o czymś więcej niż seks, impreza i co będzie na obiad, to takie tematy samoistnie normalnie wychodzą.

      Związek to nie inwestycja, ale powodzenia 🙂

      Dziwne pytanie z tym pozwalaniem, przecież jesteśmy dorośli. Możemy wetować coś, co wpływa na nas oboje, np. dzisiaj nie chcę, żebyś wychodził, bo ja mam zajęcia zaplanowane a ktos musi zostać z dziećmi 😉 Ale nie wyobrażam sobie zabraniać spotkania konkretnych osób. Poprosiłam tylko o jedno – jak sobie opowiadamy historie seksualne z przeszłości, to nie chcę znać imion ;P

      Ja ex żonę! mojęgo partnera poznałam tydzień po nim. Akurat była impreza, gdzie byli wszyscy znajomi, zaprosił mnie, wyjaśnił sprawę z byłą. Są dobrymi przyjaciółmi. Niesamowicie zyskał w moich oczach pełną szczerością, bezkompromisowością w tej kwestii, oraz samym faktem, że ma z byłą dobre relacje – to wiele mówi o ludziach.

      Ja z moim byłym teraz działam w wolontariacie, więc też często się spotykamy i nie ma problemu. Nie potrzebujemy zazdrości, żeby się czuć dobrze w związku.

      Lubię

    2. „Mam wrażenie, że osoba, która napisała ten tekst nigdy kogoś nie kochała, albo kochała i została zraniona.”
      Skąd taki wniosek?

      „Jestem w związku już piąty rok i nie wyobrażam sobie zadawania takich pytań na początku”
      Jaki jest sens być z kimś w związku przez długi czas, jeśli różni was drastycznie kwestia posiadania dzieci? Po co w ogóle w taki związek wchodzić?

      „Moglabym krok po kroku obalic kazde pytanie.”
      Poproszę. Według mnie są fundamentalne przy budowaniu relacji opartej na tym by każdej osobie w związku było lepiej.

      Kompromisy zabiją związki. Przecież wtedy obie strony nie są w pełni zadowolone. Nie lepiej poszukać rozwiązania satysfakcjonującego oboje?
      No tak! Nie ma takiego, jeśli chodzi o posiadanie dzieci. Może dlatego warto od razu zadać pytania takie jak w tym wpisie?

      Myślę sobie, że można się łudzić „romantycznością” przeżywania uniesień zamiast szczerze porozmawiać. Naprawdę można, ale potem nie powinno się dziwić, że nasza relacja to nie do końca jest taka jaka by nas w pełni satysfakcjonowała.
      Większość ludzi przecież żyje w związkach „nie jest tak źle”.
      Ale ja chcę być w związku „jest cudownie”.
      No, ale większość nie może się przecież mylić 😉

      Lubię

    3. Dlatego zmieniłabym tytuł wpisu na „8 pytań, które lepiej zadań zanim się z kimś zaręczysz/zanim weźmiesz z kimś ślub”. Wtedy wszystko pasuje idealnie 🙂

      Lubię

    4. Obaliłabyś każde z tych pytań chyba w oparciu swoje widzimisię, a nie przekonujące uzasadnienia. O spotkaniu z ex piszesz, że pozwoliłabyś gdyby było przypadkowe…gdyby było przypadkowe, to nie musiałabyś pozwalać lub też nie bo do niego po prostu by doszło…przypadkiem.

      Lubię

  3. Kiedyś Piotrze napisałeś mi, że nikomu nic nie radzisz tylko opisujesz historie. A tu kolejny numer „Urody Życia” czy „Zwierciadła” ? Czytając takie poradniki czy artykuły w kolorowych gazetach gdzie wypowiadają się psycholodzy, socjolodzy i inni, zastanawiam się, ile osób z nich wierzy w to co pisze i ilu z nich stosuje we własnym życiu te wszystkie rady czy zasady. Czasem wydaje mi się, Ci wszyscy psycholodzy i inni tak jak księża uczą matki i ojców jak mają wychowywać dzieci. Człowiek jest tylko człowiekiem oczywiście można pisać wiele porad, zasad postępowania itd.. zresztą papier wszystko przyjmie ale czy z czystym sercem Piotrze możesz napisać, że chociaż raz udało Ci się te porady wdrożyć we własne życie ? Przyznam się, mi nie ale może to i dobrze. Z natury jestem cholernie zazdrosna, niedowartościowana, z potwornymi kompleksami, swojemu facetowi wypominam rzeczy z przed 20 lat, jestem strasznie pamiętliwa itd… ale mogę napisać jedno po 25 latach wspólnego małżeństwa wiem, że w życiu trzeba postępować uczciwie i tak jak mówi serce i sumienie to wystarczy zamiast tysiąca poradników i zasad postępowania. Dopóki kieruje się sercem wszystko się udaje i życie szczęśliwie płynie dalej jak zaczynam wszystko obmyślać i kierować się czyimiś radami wszystko się rozpada a łódź płynie ku przepaści. Może jestem wyjątkiem nie wiem, może kiedyś spadnę w przepaść też tego nie wiem 🙂

    Lubię

    1. Wszystko to racja Elle ale zawsze trzeba mieć miękkie a może wrażliwe i współczujące serce i twardą dupę. Bo życie kopie jak prąd z rozj….ego kontaktu, bo życie to codzienne z problemami h….owe jest , bo ludzie ,których spotykamy to nie samarytanie a czesto piłąci lub fałszywi celnicy swiadczacy przeciw nam.Bo los nasz jest niepewny i dziś lub jutro może kogoś zabraknąć nieważne jak wielkim rekinem czy płotka by był,Bo natury się nie oszuka a walka ze swoim instynktami może wielu przerosnąć. Bo nie ma człowieka którego fala grzechu nie sciągała by na dno .Bo wtedy darem jest ta pomocna dłoń .Bo darem jest gdy w zagubieniu i samotności stworzymy sobie swój świat i zajmiemy się czyms konstruktywnym

      Lubię

      1. Tak Lukrecjo ale to co napisałam dotyczy tylko mnie i mojej drugiej połówki. W stosunku do innych ludzi staram się być otwarta ale też mam instynkt samozachowawczy bo ludzie są różni. Oczywiście czasem dobrze jest poczytać poradniki może one otworzą nam oczy na jakieś sprawy ale tak jak napisałam, mi ich wdrażanie w życie nie wychodzi :(.

        Lubię

  4. Hym… Aż boję się to pisać, ale jestem z moim mężem w związku od 8 lat, mieszkamy razem od 5ciu i nigdy się nie pokłóciliśmy. Naprawdę. Zdarza się, oczywiście, że się nie zgadzamy, ale nigdy nie było kłótni i pretensji. Nigdy nie doszło nawet do krzyków. Zawsze jest to rozmowa na argumenty i wyjaśnienie co i dlaczego. Wszystcy zawsze chcą mi wmówić, że kłótnie są dobre, że pewnie to brak emocji, ale to bzdura. Moi rodzice odkąd pamiętam pokłócili się może ze trzy razy, ale zawsze było to przez osoby trzecie.

    Liked by 2 people

  5. patrze wokol i widze super fajne dziewczyny okolo 30.tki, wszystkie singielki, ladne, z normalna praca w biurze, kazda ze swoimi malymi kompleksami. I wszystkie w glebi duszy szukajace zwyczajnego fajnego faceta z ktorym moglyby spedzic fajnie czas, bo o calym zyciu to nikt glosno nawet nie mowi.
    A ja siedze i slucham ich czasem i mysle jak moj zwiazek wyglada. Ciagla walka o to ze jestesmy z innych swiatow, ciagle obrazanie (czesciej jego na mnie bo znowu napisalam kolezance jakim to jest idiota bo sie staram a on nic nie docenia). Moja wina lezy w tym, ze mowie o nim innym bo sam nie chce ze mna rozmawiac. kazda proba konczy sie tekstem w stylu: przestan pieprzyc. Wiec zgadzam sie z podsumowaniem: milosc nie wystarczy. jestesmy tylko ludzmi ktorzy popelniaja bledy i jezeli ktos swoich w ogole nie dostrzega i nie chce sie zmieniac na lepsze- nie dla innych ale dla siebie- to czasem trzeba sie w koncu poddac, czyc nie?

    Lubię

  6. Od ostatniego zdania powinien zaczynać się wstęp. Brak chęci/umiejętności/zdolności do rozmów to niezaprzeczalny fakt rozpadu wszystkiego co zostało stworzone na dokładnie tych samych podstawach.
    Nie rozmawiacie na początku, bo… (dopisz co Ci odpowiada).
    Jeśli nawet rozmawiacie to częściej udajecie kogoś kim nie jesteście (jak w tekście).
    Nie można stworzyć zgodnego związku bez podstawy jaką jest rozmowa.
    Napisała po wielokrotnych rozstaniach z powodu braku rozmowy i ilości zazdrości zahaczającej o niebo.
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię

  7. Też Was może Panowie wkurwiają laski na portalach randkowych które mają w opisie teksty „tylko jednak wiadomość dziennie”, „brak aktywacji”, „fotki za kredyty” itp ?
    Czy w kraju jest aż tak bieda że szanowna księżniczka nie jest w stanie wydać kilkunastu złotych na aktywacje raz na miesiąc ? W takim razie może niech najpierw poszuka lepszej pracy a potem męża.
    Jestem w stanie wydać na kobietę sporo jeśli jest tego warta, mogę pokrywać większość rachunków, stać mnie bo pracowałem na to lata, ale czemu te panie nie stać na odrobinę klasy ?

    Lubię

    1. Drogi Tra. Wszyscy wiedzą czego mężczyzna szuka na takim portalu bo przecież nie matki swoich pociech. Toteż 99% kobiet loguje się tam z tego samego powodu. A sponsoring jest tak modny i łatwo dostępny ze szanowne Panie lepszej pracy szukać nie potrzebują. Co do tekstu to sama bym chętnie zadała takie pytania potencjalnemu. Lubię jasne sytuacje. Pozdrawiam

      Lubię

      1. To co napisałaś to są Twoje hipotezy, stwierdzenie „wszyscy wiedzą” to nie jest argument w żadnej dyskusji, chyba że podajesz przykład jakiś teorii z nauk ścisłych.
        Masz rację, na portalach tego typu jest sporo sponsoringów, zazwyczaj jednak w opisie wspominają otwarcie o co chodzi ale nie o nich to było.
        Ja pisałem o tzw „normalnych” dziewczynach, które wstawiają takie „rumuńskie” teksty 🙂

        Lubię

  8. Ja już kilka razy nieszczęśliwie się z kimś zadałam więc takich pytań zadaję sobie 200 co najmniej, bo szkoda później rzeżywać jeszcze raz to wszystko…

    Lubię

  9. Masz rację… pisze to dziewczyna. Trzeba rozmawiać , a nie liczyć na cud. Ja nie chcę mieć dzieci i mi trudno znaleźć rockowego, alternatywnego chłopaka, co jest dojrzały psychicznie, achociażby pracuje nad sobą i nie chce mieć dzieci. Marzenie. ?Mój bardzo poważny związek 😄 miał 5 lat i mnie wykończył.
    JoanRebel,pamiętaj mnie, kiedyś przyjdę po autograf 😀

    Lubię

  10. Myślę, ze w tym przepisie nie ma miejsca na miłość, tu jest przepis na rozsądny związek bez niespodzianek w przyszłości. Miłość to gotowość do stanięcia na rzęsach aby kogoś uszczęśliwić i znam osoby, które zaczęły chodzić do kościoła, bo „ona” chodzi. Człowiek zakochany naprawdę „może iść za swoją miłością na kraniec świata” , bo tak jest.
    Popęd i podobanie to nie miłość. Szukajcie miłości, a gdy przyjdzie – rozpoznacie i zrozumiecie, że nie można dać jej odejść, bo to najlepsze co człowieka spotyka.. – trzeba schować dumę do kieszeni, logikę i racjonalność, a także miłość własną – to jest jedyna nauka w tym temacie ode mnie.
    Jakby człowiek wolał być z kimś niż sam, to niech skorzysta z tych 10 rad, ale to nie dotyczy miłości… wszak każdy wie, że miłość to rzadki kwiat..

    Lubię

    1. Cóż, istnieją różne definicje miłości.

      To co opisałeś to wg mnie nie jest miłość tylko zaślepienie. Jeśli ktoś zmienia siebie i swoje zwyczaje dla drugiej osoby, to gubi siebie samego. Nie chciałabym, żeby mój mężczyzna się do mnie w ten sposób dostosowywał.
      Żeby kogoś naprawdę kochać, trzeba też kochać siebie. Wtedy i miłość i związek rozwijają się we wzajemnym szacunku.

      To o czym mówisz to nastoletnie idealizacje, które produkują patologie, jeśli się z nich nie wyrasta.

      Miłość nie jest binarna. Miłość nie spada jak grom z jasnego nieba. Miłość to jest wspólna droga, to uczucie, które się zmienia i rozwija z biegiem wspólnie spędzonych lat.

      No ale wiesz, powodzenia 🙂

      Lubię

      1. Kiedys tez mi sie tak wydawalo. A teraz wcale mi nie przeszkadza, ze moj mezczyzna chce dbac i dba o mnie bardziej niz o siebie 🙂 o kant d…y roztrzasc te wszystkie nowomodne psychologiczne bzdety-musisz najpierw pokochac siebie zeby moc kochac kogos innego i najbardziej musi ci zalezec na sobie samym. Nie kazdego warto zmieniac. Zawsze chocby bedac w towarzystwie w jakiejs czesci dostosowujesz sie do niego. Cos tracisz a cos zyskujesz to nieuniknione-jezeli koniecznie chcesz to rozpatrywac w takich kategoriach.

        Lubię

      2. MALAB
        Nigdzie nie mówiłam, że miłość własna ma być większa. Raczej równa, po prostu.

        MHMMM
        Dostosowanie się i kompromisy to oczywistość. Można kochać, ale nie można żyć w długotrwałym związku bez nich. Ale pewna elastyczność, to coś innego, niż kompletne dostosowanie się do drugiej osoby.

        Nie teoretyzuję, piszę z perspektywy dojrzałego związku z dwójką dzieci.

        Lubię

    2. Jest tylko mały problem. Człowiek nie jest w stanie przewidzieć, że mu się z czasem odmieni. Ktoś, kto chciał pięcioro dzieci, po jednym pakuje walizki i się wyprowadza. Ktoś, kto marzył o podróżowaniu, zwyczajnie się zestarzał i teraz woli w domu ćwiczyć jogę. Ktoś, komu imponowały cycaste blondyny i imprezy, po 15 latach stwierdzi, że jednak woli grubą Kachnę z biblioteki, która ostatni raz na imprezie była w podstawówce. Dlaczego 1/3 małżeństw się rozwodzi? Bo może. Kiedyś kobietę rozwiedzioną czekał społeczny ostracyzm, może nawet wyrzucenie z pracy za rozsiewanie demoralizacji, utrata przyjaciół i wsparcia rodziny. Dziś nikt nie zwraca na to uwagi. Że ludzie pochopnie decydują się na małżeństwo, święta racja, ale akurat zawsze tak było (odejmując czasy, kiedy młodzi nie mieli prawa o tym decydować bez zgody rodziców, co samo w sobie nie było takie głupie), tylko było też więcej nieszczęśliwych ludzi, którzy nie mogli się rozstać i po cichu się nawzajem zdradzali.

      Lubię

  11. Cholera, chyba dojrzewasz, bo trzeci tekst pod rząd który przeczytałam i z którym całkowicie się zgadzam 🙂 (choć poprzedni był w sumie z 2014r-ten o artefaktach i białym domku na plaży ❤ aż chciałam krzyczeć-zaproś mnie choć na tydzień jak już spełnisz marzenie.. ot tak po prostu.. bez żadnych oczekiwań/podchodów/gierek/akcji damsko męskich.. jedynie dla zrobienia komuś ot tak po ludzku frajdy w jego przegranym życiu, w którym nigdy takiego domku mieć nie będzie, jak i wielu innych przyjemności.. ale jest dobrym człowiekiem z wartościami, tak kompletnie różnym od tego świata który opisujesz.. i pamięta Samantę, Sabrinę, a nawet Kajagoogoo i Shakina Stevensa.. i nawet tęskni za tymi czasami.. a zrozumieć potrafi nawet więcej niż to że mężczyźnie może się podobać "Gra o tron" i inne rzeczy:))
    A trzeci tekst (pierwszy dziś przeczytany) to majowy o sukcesie. Smutne ale prawdziwe. Wprawdzie temat sukcesu osobiście mnie nie dotyczy, ale ze swoją naiwnością, głupią wiarą w ludzi i ich dobro, oraz z takimi nierealnymi "oczekiwaniami" jak np wspomniałam powyżej, tym bardziej cierpię zderzając się z rzeczywistością i TAKIM światem i TAKIMI ludźmi.. Może to dobrze że od wielu lat praktycznie nie poznaję bliżej ludzi, nie wychodzę niemal z domu, i ogólnie wegetuję wyłączona z normalnej egzystencji (cokolwiek uznamy za NORMALNE), bo dawno bym w łeb sobie szczeliła?:] A może przeciwnie-może wreszcie spotkałabym odpowiednich ludzi na swej drodze?? Bo niby dobro przyciąga dobro, uczynki wracają, bla bla bla…
    Mam jednak wrażenie że wśród ludzi którzy mają pieniądze, sukces (w sferze zawodowo finansowej), tym trudniej o dobrych szczerych pomocnych bezinteresownych ludzi, którzy wiedzą co naprawdę jest ważne w życiu.. Choć pieniądze też niestety są ważne, a na pewno potrzebne w dzisiejszych czasach (acz nie równoważne ze szczęściem), bo bez nich to tylko kopa w dupę można dostać, a już zwłaszcza jak człowiek chory, słaby, nieobrotny etc.. To pewnie jeden z błędów, że gdy byłam piękna i młoda, to twierdziłam że kasa jest nieważna i kompletnie nie patrzyłam na facetów pod kątem portfela (nadal tego nie robię). Wręcz miałam do czynienia z niebieskimi ptaszkami, których to JA dokarmiałam, i potem przez kilka lat pragnęłam poznać "normalnych odpowiedzialnych panów z dobrą pracą i garniturem":)) No ale cóż.. Poznałam jedynie samotność czterech ścian. A poza Rodzicami nigdy nikt nic mi nie dał ani nic dla mnie nie zrobił. Za to zawsze mogę umierać z honorem że nie sprzedałam się nawet za dupę a co innego za cenniejsze duchowe wartości;]
    Uff.. Zboczyłam niezamierzenie w jakieś wynurzenia. Wystarczy.
    Pozdrawiam:)
    Ps. Gdybyś tak jeszcze na tej wyspie czy gdzieś tam w tym białym domku gotował mi dobre rzeczy do jedzenia, to uznałabym że doczekałam raju i niech już wali się świat;P
    Choć w sumie jedynie przez tydzień to warto by miejscowej kuchni spróbować. No ale jako mieszkaniec to może już byś opanował jej tajniki:) Tylko niestety coraz bardziej wysiada mi żołądek itp, więc jakbyś zechciał zrobić dobry uczynek i mnie zaprosić to spiesz się:))

    Edit: Jak to czytam to aż sama się pukam w głowę 8) no ale ja naprawdę spontaniczna szczera naiwna zawsze byłam (i jak zaczynam pisanie to się rozpisuję), choć brzmi to może jak bajanie pacjenta Tworek oderwanego od rzeczywistości.

    Lubię

  12. „Te priorytety jakby się, kurwa, trochę rozjeżdżały.” 😀

    „Jeśli coś jest wybaczone, to jest załatwione. Jeśli ciągle nie jest wybaczone, to będzie narastać między wami.” Właśnie tak powinno być. W innym przypadku dalszy związek nie ma sensu.

    „Jeśli na początku jest słabo i ona daje niczym dziewica orleańska i Matka Polka chroniąca partyzanta, zamykając oczy i ku chwale ojczyzny, albo on rozpina rozporek i sypie się z niego co najwyżej kasa i naftalina.” Rozbawiłeś mnie tymi porównaniami 😀

    „Ale żaden związek nie przetrwa, jeśli ludzie w nim nie potrafią ze sobą rozmawiać.” Najmądrzejsze zdanie z całego wpisu. Idealne podsumowanie!

    Lubię

  13. wszystko się zgadza…
    po 1. Trzeba umieć rozmawiać bo niestety jak nikt nie rozmawia to c**j wie co się spodziewać czy przypadkiem nie jest tak super cudownie tylko przez 1 rok do akcji „dziecko” bo to najczęstszy powód rozstania osób około 25+
    2. nie dopuścić do prawienia pieprzonych słodkości do końca swojego związku i na koniec skomentować ” obiecałeś że będziemy ze sobą do końca epoki internetu” – ” sorry, akurat o tym nie gadaliśmy” – albo wszystko jest jasne i kochamy się albo idziemy na wieczny kompromis co do koloru włosów i ścian a na koniec niezadowolenia żadnego z osób.

    Lubię

  14. Litości, zabijasz mnie prawdą o kobietach : ” Poza tym kobiety nie szukają wymarzonego faceta. One często szukają jakiegokolwiek faceta, a później jak go już mają to chcą go przerobić na wymarzonego”. – lepiej nie można ująć prawdy o poszukiwaniu „faceta na stałe”.

    Lubię

  15. Hmm , Panie P 🙂 Jestem ,mniej więcej ,w Pana wieku . Mój mąż jest moim pierwszy i jedynym partnerem . Poznaliśmy się mając 18 lat i jesteśmy 20 lat po ślubie . Zabłądziłam na tego bloga przez koleżankę . Poczytuję go trochę z ciekawości , trochę z przymrużeniem oka . Pyta Pan co biorą Ci którzy się nie kłócą . W naszym przypadku ? Absolutnie nic :)) Po ponad 25 latach potrafimy w dalszym ciągu śmiać się do rozpuku . Tak nam się trafiło 😀 A nieco poważniej w sprawie kłótni . Mój mąż kiedyś powiedział „nie sprowokujesz mnie ” i jest konsekwentny do bólu .Oczywiście , że początki były burzliwe. Teraz żyjemy sobie spokojnie , można by rzec zaściankowo, bez wojaży , bez dużych pieniędzy , bez zazdrości o siebie . Nauczyliśmy się tolerancji wobec siebie , mamy świat wspólny i odrębny , jeżeli tego potrzebujemy . I nie umiemy bez siebie żyć :))

    Lubię

  16. A ja będąc z kolejnymi Kobietami zadawałem sobie 2 fundamentalne pytania:
    1) czy chcę, by ta Kobieta była matką moich dzieci?
    2) czy będę miał z Nią o czym rozmawiać na starość?

    Te 2 pytania, mimo, że pozornie banalne, wiele tłumaczą,
    Polecam. Mam zonę i 2-kę dzieci. Nie gadamy :]

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s