Gdy ktoś mnie pyta czy coś zmieniło się na lepsze w relacjach między kobietami a mężczyznami, odpowiadam: Tak, zmieniło. Seks jest dłuższy. 

W 1948 roku Alfred Kinsey zbadał, że 75 proc. facetów dochodzi w ciągu pierwszych dwóch minut. Teraz jest to 5,4 minuty.

Nie, nie żartuję. Ustalono to na podstawie 500 par z pięciu krajów (Holandia, Wielka Brytania, USA, Hiszpania, Turcja). Liczono bez gry wstępnej, czyli od chwili wejścia do momentu wytrysku. Mężczyźni mieli na sobie kondom. Turcy mieli najszybciej wytrysk.

Nasze największe osiągnięcie w ciągu 70 lat: dymanie jest dłuższe o 3 minuty i 40 sekund. Mamy progres. Wiecie, natomiast, co jest stałe w stosunkach między kobietami a mężczyznami?

Kobiety głupieją, bo nie mają mężczyzny.

Kobiety głupieją, bo mają mężczyznę.

Kobiety głupieją na widok dobrze zrobionego sześciopaka.

Kobiety głupieją, kiedy jest pełnia.

Kobiety głupieją, gdy dochodzą do wniosku, że ich życie się zmieni, jeśli zmieni się kolor ich włosów.

Ale najbardziej głupieją, kiedy odzywa się do nich eks. I chce wrócić.

Dorota:  

Miałam kiedyś relację z facetem, od którego ja chciałam kwiatków, motylków i serduszek, a on każdorazowo dawał mi whiskey i świetny seks. Tyle. Później następowała  dwutygodniowa zupełna cisza i znowu niespodziewana wiadomość/telefon, że cześć, co tam i czy się widzimy. Nie mogę powiedzieć, że to był sam seks. Przed seksem i po seksie były długie rozmowy, facet mi się zwierzał. Lubiliśmy się, ja się zaczęłam zakochiwać, chociaż nigdy mu o tym nie powiedziałam.

Niemniej, musiał się zorientować, bo jego olewka w stosunku do mnie osiągnęła poziom hard. Było mi smuto, przykro. Ale szybko weszłam w nowy związek, bardzo emocjonalny (dużo awantur, dużo miłości), ale udany. I mijają sobie 2 lata, kiedy facet się odzywa. Dzwoni, pisze. Twierdzi, że dojrzał (!!!), że rozkręcił własny biznes, że jest bardziej odpowiedzialny i ponieważ żadna nie była taka jak ja to chciałby, żebyśmy spróbowali poważnego związku.

Nie powiem, czasem zastanawiałam się, co by było gdyby znowu chciał ode mnie seksu. Ale nigdy nie pomyślałabym, że on zacznie o mnie zabiegać. Bo wcześniej wysilił się tylko przed pierwszym seksem (na trzeciej randce).”

Co zrobiła Dorota? Umówiła się z byłym.

Umówiła, choć wie, że skończyć się to może tylko w jeden sposób. Że jeśli pójdzie, to trafi z nim do łazienki. Przebieralni w sklepie. Na hotelowe łóżko, hotelową wykładzinę i do hotelowej wanny.  

Dlaczego kobieta decyduje się na spotkanie z eks?

Jaka jest dynamika związku? Na początku jest namiętność. To ten etap, kiedy wystarczy, że kobieta pokaże kawałek cycka, a już kończy z nogami w górze. To ten etap, kiedy jest rano, po południu i dwa razy wieczorem. Kiedy siada z trudnością, a malując usta czuje, jak pieką od jego pogryzień. To ta chwila, gdy wchodzi do domu niosąc torbę z zakupami, a po chwili one turlają się po podłodze. A jej tyłek leży na bardzo niewygodnej podłodze i nie ma nic przeciwko. (Ten tyłek.)

I to trwa przez jakiś czas. Rok. Dwa. Trzy lata. Trzy miesiące. A czasami trzy godziny.

To jeden silnik związku. Drugi to intymność. Trzeci to zaangażowanie.

I kiedy silnik numer jeden się kończy, a drugi działa słabo, to kobieta zaczyna się rozglądać na boki. Owszem, wcześniej daje do zrozumienia, że coś jest nie tak. Są długie dyskusje. Owszem, czasami na tematy, które wydają się z dupy wyjęte, ale w rzeczywistości to komunikat: ‘Nie czuję się doceniana, nie czuję się kochana, nie dbasz o mnie.’ Jest foch. Nie ma lodzika. Czasami jest całkowite odcięcie od seksu.

I taka kobieta jest dużo łatwiejsza do wzięcia niż singielka. Bo ma deficyty. Uwagi. Pożądania. A w tym momencie pojawia się były, który mówi: ‘Ależ ty masz fenomenalną dupę (lub coś mniej lirycznego). Chcę ciebie. Działasz na mnie. Chcę zerwać z ciebie twoją kieckę, chce zedrzeć z ciebie stanik, nie chcę nawet zdejmować ci majtek. Przesunę je na bok.’ Nagle otrzymuje sms i robi się jej ciepło. I czuje wielką, gorąca kulę w brzuchu, która rozlewa się po całym ciele. I ten stan się jej podoba. Przy czym to jest mężczyzna, z którym ona już była w łóżku. A skoro była w łóżku już raz, to dużo łatwiej będzie jej tam trafić po raz drugi. Kobieta zaczyna się, więc, zastanawiać.

To sytuacja, kiedy każdego dnia jesz sałatkę. Tyle, że nagle się orientujesz, że liście jakoś przywiędły, pomidory z lipcowych zrobiły się grudniowe.  A tu nagle ktoś stawia przed tobą hamburgera i frytki i pyta: ‘Chcesz do tego coli?’ I  nie chodzi o to, że ty nie lubisz sałatki, ty przyzwyczaiłaś się do sałatki. Chodzi o to, że masz ochotę jebnąć tę dietę i najeść się na moment do syta. Choćby był po tym moralniak. Choć wiesz, że twoja dupa na tym ucierpi.

Bo czasami masz już tak po nos tej jebanej sałacianej diety, że zwyczajnie chcesz przejść na inną. Kopenhaską, dajmy na to. Albo szwedzką, bo Alexander Skarsgård to taki przystojny mężczyzna. Bo masz ochotę wymienić swojego faceta, nawet na Świeżaka.

A jak to wygląda z punktu widzenia mężczyzny?

Dorota:

Piotrze, dlaczego faceci wracają? Serio dorastają do poważnego związku? Czy aktualnie nie kręci się wokół żadna chętna, więc jeśli seks był dobry, chcą powtórki z rozrywki?” 

Faceci odzywają się do eks, bo zwyczajnie chcą seksu z kobietą inną niż ta, którą mają

Dla kobiet liczą się relacje, dla mężczyzn wsady. W psychologii  mówi się o tym, jako „efekcie Coolidge’a”.

Calvin Coolidge nie był żadnym uczonym, ani greckim wyczynowcem, ale 30. prezydentem USA, mężem Grace Coolidge. I pewnego dnia zwiedzali razem kurzą fermę. A na fermie, jak to na fermie, jeden kogut, a kur od cholery. Grace słysząc, że kogut jest w stanie odbyć dziesiątki stosunków dziennie, powiedziała:

– Proszę powtórzyć to panu Coolidge’owi!

Gdy to zrobiono, prezydent zadał jedno, ale to celne pytanie, które sprawiło, że trafił do historii:

– A czy za każdym razem z tą samą kurą?

– Nie, ciągle z innymi – usłyszał.

– Czy byłby pan uprzejmy powtórzyć to pani Coolidge…? — poprosił prezydent.

I tak to już jest. Zmiana partnerki podnosi męskie libido. Staje facetowi mocniej. Nawet, a zwłaszcza jeśli, jest to zmiana tylko na chwilę.

Faceci odzywają się do eks, bo czują się nieszczęśliwi w obecnym związku

Mała Syrenka ratuje faceta z opresji. Od tej pory myśli o nim nieustająco, bo ‘ON JEST TAKI PRZYSTOJNY’. Teraz Syrence odjebało na jego punkcie. Zamienia ogon na nogi, daje sobie obciąć język i taka niema, z bolącymi girami, lezie do tego zamku, a on i tak ma ją w dupie i żeni się z inną. 

Ludzie wiążą się z innymi ludźmi z chujowych powodów. Bo kiedyś przez moment podobał mu się jej tyłek. A młodość i uroda szybko odchodzi. Nieszczęśliwy w związku mężczyzna odzywa się, więc, do eks, bo czuje kilka emocji:

Żal – fajnie wyglądała nago. Może jednak coś straciłem.

Nadzieję – może jeszcze mi da.

Nudę – grę skończyłem, może eks podeśle mi jakieś nagie zdjęcia, to zwalę do nich.

Refleksję – w sumie nieźle się z nią gadało. Mimo, że bimbały miała mniejsze. (A jak powszechnie wiadomo, większe bimbały mają więcej do powiedzenia.)

Faceci odzywają się do eks, bo jednak są sentymentalni

W średniowieczu to ojcowie wybierali synom i córkom żony oraz mężów. Teraz kobiety czują się na tyle niezależne, że jak mają być w kiepskim związku, to często wolą być same.

Gdzieś w międzyczasie, koło roku 2003, płocki zespół Jeden Osiem L zrobił kawałek: “Jak zapomnieć”.

Szło to tak:

Ile dałbym, by zapomnieć Cię,
Wszystkie chwile te, które są na nie,
Bo chcę (bo chcę) nie myśleć o tym już,
Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz,
Tak już (tak już)
Po prostu nie pamiętać sytuacji, w których serce klęka,
Wiem, nie wyrwę się, chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wiesz i Ty.

4963_f284

Jest takie powiedzenie: kobiety pamiętają jeszcze o pierwszym pocałunku, gdy mężczyźni zapomnieli już o ostatnim. To gówno prawda. Jestem przekonany, że kolo z Jeden Osiem L nie zapomniał. Bo pewnych rzeczy, pewnych kobiet, my mężczyźni nie zapominamy. Zawsze gdzieś w naszej pamięci jest laska, na wspomnienie której coś nas tam ściska w bebechach.

Tak jak pisałem w swojej książce Pokolenie Ikea Kobiety:

Każdy mężczyzna, każda kobieta ma słabość do jednej osoby na całym świecie. Gdyby ona zadzwoniła i powiedziała: ” Przyjedź do mnie, chcę być z tobą” zerwałbym się z końca świata, aby to zrobić. Aby z nią być.” 

Faceci odzywają się do eks bo chcą do niej wrócić

Tak, też są takie przypadki. Rzadkie, ale są.

W tym pragnieniu powrotu zapominamy jednak o jednym. Miłość, a zwłaszcza niespełnioną miłość, idealizujemy. Kobieta z tej piosenki, nawet jeśli nadal jest piękna i urocza, jest zupełnie inną osobą, niż była 5 czy 15 lat temu. Tak samo facet, który to rymuje jest innym kolesiem niż był wtedy. Bo mężczyźni żyją przeszłością. On tęskniąc za nią tak naprawdę tęskni za swoją młodością, za swoimi złudzeniami, za swoją wolnością.

Co zrobić, kiedy on chce wrócić?

Jeśli twój eks odzywa się do ciebie po długiej przerwie, a ty nagle zaczynasz mieć wątpliwości i rodzi się w tobie coś, czego dawno już nie czułaś, to pamiętaj:

  1. To, że się zastanawiasz nad skokiem w bok znaczy tyle, że czegoś w twoim związku brakuje. Inaczej nie zwróciłabyś na niego uwagi.  Być może to się da naprawić. Być może nie.
  2. W związkach jest tak, że dobre rzeczy uznajemy za pewnik, złe zaś są powodami do kłótni. Nie cenimy tego, co jest. Traktujemy to jako pewnik. Nie liczy się wiec, że on zrobił obiad, skoro nie wyrzucił śmieci. Nowy mężczyzna nie zmieni twoich starych problemów, nie zmieni twojego sposobu postrzegania związku. Tak samo jak nowa kobieta nie zmieni starych problemów mężczyzny. To trzeba zmienić samemu.
  3. Nie wierz w słowa, wierz w czyny. Mężczyźni opowiadają wiele historii, aby tylko zaliczyć. Łatwo jest zburzyć swoje życie dla chwili namiętności. Pytanie, czy warto.

Wierzę w miłość. Wierzę, choć to wiara absurdalna, bolesna, a czasami idiotyczna. Ale jak widać jestem ‘człowiekiem dużej wiary’. To może dość niepopularna teza, ale mężczyźni też szukają miłości. Nawet najwięksi dymacze z Tindera chcą, aby ktoś ich przytulił. Chcą miłości i stabilizacji. Czasami trudno jest im się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. 

Tak, jesteśmy nieprzygotowani do stałych związków. Nieprzygotowują nas do tego rodzice, bo sami tkwią w spierdolonych relacjach. Wychodzimy na świat bezbronni, skrzywieni, uczymy się na błędach, bądź – co gorsza – nie uczymy w ogóle. 

Mężczyźni i kobiety opowiadają sobie później różne historie, czynią różne wyznania. “Kocham”. “Nie opuszczę cię aż do śmierci.”  Łączą ich dzieci i kredyt hipoteczny. A następnie oddychają z ulgą i sami umierają. To nie jest życie. To wegetacja. Ktoś kona mając 20, 30 lat, tylko ciało do grobu składane jest trochę później. 

Kiedy ktoś mnie pyta, jak wyobrażam sobie modelowy związek, odpowiadam, że jest on dobrowolny. Że jest kobieta, która jest przekonana o własnej wartości i jest mężczyzna, który jest pewien tego, kim jest. I są ze sobą, bo chcą ze sobą być. Bo razem jest im lepiej, niż osobno. Bo stojąc plecami do siebie są w stanie walczyć z całym światem, który jest cudownym, ale i potwornym miejscem. Bo chronią się w ten sposób. 

Kiedy jedna osoba w związku klęczy przed drugą, pełna obaw, kompleksów i strachu przed samotnością, to nie jest w stanie nikogo bronić. Zwłaszcza siebie. I ta druga osoba też ma gołe plecy i walczy sama.

alex-blajan-341953

Photo by Alex Blăjan on Unsplash

 

EPILOG

Jak skończyła się historia Doroty? Dzień przed planowanym wyjściem z byłym, spotkała się ze swoim facetem. Była w podłym humorze. On widząc to, zabrał ją na obiad. Później wlekli się przez centrum handlowe, a on chcąc zobaczyć jej uśmiech, kupił jej buty. Dzień skończyli w swoim ulubionym lokalu, gdzie wypili kilka drinków. Normalny, miły wieczór.

Dorota odwołała spotkanie. Zablokowała eksa na Fejsie.

I nie chodzi o to, że powstrzymały ją nowe buty, które dostała od swojego faceta.

Skakał przy mnie jak przy księżniczce. Mimo, że sam był zdechły i sam miał problemy. Wtedy sobie uświadomiłam, ze właściwie to nie pierwszy raz. I że chociaż czasem niemiłosiernie mnie wkurza (teksty typu: „nigdy się nie ożenię, jakbym chciał, byłabyś przecież idealną kandydatką na żonę”, a następnego dnia: „jak po ślubie na tydzień przyjedzie do nas moja mama to nie będziesz mogła co drugi dzień być najebana” ) to i tak jest kochany (spacer po czipsy o 22:00 po jego 12 godzinach pracy, cierpliwe trzymanie włosów przy wymiotowaniu po metaxie).”

A eks?

„ Do ostatniej chwili miałam ochotę. I chyba gdyby nie to, co się wydarzyło dzień wcześniej, przespałabym się z nim i dziś miałabym mętlik w głowie.”

Choć mówiąc szczerze jestem przekonany, że to nie koniec tej historii.

85 uwag do wpisu “Dlaczego mężczyźni chcą wrócić do swojej eks?

  1. „to i tak jest kochany (spacer po czipsy o 22:00 po jego 12 godzinach pracy”

    No a ten fragment epilogu jak Ty, Czarny, skomentujesz?
    Bo wg wiedzy wyniesionej z innych Twoich 200 wpisów, taki facet to konkretna pizda. Taki co – utkwiło mi to w głowie – nie stawia cukiernicy przed laską chcącą słodzonej herbaty, tylko sam jej słodzi i miesza i pyta jeszcze czy wystarczająco słodkie.

    Rozumiem że ten fragment należy rozumieć tak (z perspektywy kobiety): „na razie uległam iluzji że jest kochany, ale tak naprawdę to chyba pora rozglądać się za facetem. No bo ten, który idzie po 12 godzinach pracy po czipsy o 22:00 dla swej laski, to przecież pizda, nie facet.

    Faktem jest że moje, skromne bo skromne, doświadczenia, potwierdzają tą retorykę

    Polubienie

    1. ad vocem jeszcze – do swojej wypowiedzi- lektura Czarnego i jeszcze innych podobnych mu znawców serc i umysłów kobiet, doświadczenia własne, doświadczenia znajomych – potwierdzają prawdę o kobietach: nie da się ich zrozumieć, nie da się z nimi realnie na trwałe być, można je UŻYWAĆ, jeśli będzie się umiało teorię („miej wyjebane…”) przełożyć na praktykę co nie jest takie oczywiste.
      Pytanie moje na moim obecnym etapie (dość późnym , 45 rok życia, ogólny bilans to katastrofa pomimo pozorów sukcesu zawodowego) brzmi – czy chcę w ogóle dążyć do sukcesu w tym procesie nieudolnych i nieudanych prób stworzenia relacji: czy inwestowanie w zmianę która kiedyś może da mi zainteresowanie jakiejkolwiek kobiety, ma sens wobec i tak przewidywalnego finału (jej zdrada, jej odejście, przerobienie mnie na potulnego kanapowca i oczywiste tym rozczarowanie, zrujnowanie zdrowia, finansów, i tak dalej….). Cóż, jak pisze inny guru, Marek Kotoński- trzeba się zastanowić: 150 zł (!!!)
      Tyle, tylko tyle kosztuje „bezpieczny” wsad. Bez zobowiązań, bez gry, bez teatru, bez usiłowań, bez zaangażowania które zawsze zaboli.
      Tak wiem, czasami miło jest gdy ktoś po prostu szczerze (a nie za 150 zł) po prostu przytuli, tak. Ale na szali jest po drugiej stronie tak wielkie cierpienie, że pytam się, czy warto…..
      Czy warto robić z siebie dupka/skurwiela który ma wyjebane po to tylko by zaliczyć, by spotkać się z kimś w weekend, by się przytulić……Nie mówię że już wiem na pewno, że nie warto. Ale chyba wątpię….

      Polubienie

      1. Jeśli celem nadrzędnym jest UŻYWANIE kobiety, to zdecydowanie rekomenduję każdorazowo wydatek 150 zł.
        Mam bogatą historię… podobno powinnam napisać książkę – ja myślę, że byłby to dobry scenariusz do wenezuelskiej telenoweli, ale kto wie.
        Jedno jest pewne – nawet wtedy, kiedy twierdzimy, ze chcemy sie razem „zużywać”, angażujemy i cierpimy, kiedy odchodzicie…

        Polubienie

    2. Taki tekst od kobiety dowodzi jedynie, moim skromnym zdaniem, ze Dorota bardzo mądrą kobietą jest. I już. A to czy facet jest pizdą, czy nie.. Wystarczy zamiast ‚kobieta chce chipsów’ wstawić ‚pies chce siku’. I ów twardy facet, który nie pójdzie po chipsy kobiecie powinien wyjść z psem, czy nie? Jak nie, to będzie sprzątał kałużę po psie (albo ogarniał się po rozstaniu. gdy kobieta w końcu znajdzie kogoś, kto potrafi zaspokajać jej potrzeby). Jak tak, to znaczy że twardy facet ma traktować swoją kobietę znacznie gorzej niż psa. O to chodzi w niepizdowatości owego twardziela?

      Tyle że takich kobiet jest niewiele, to fakt. Natomiast ot czy facet jest pizdą, czy nie.. kryterium posadowiłbym zupełnie gdzie indziej. A powyższe to tylko cień na ścianie tej jaskini z problemami.

      Polubienie

    3. chyba jestem jakaś nienormalna, bo nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby mężczyznę, który wyświadcza mi tego typu przysługę (niechby to było to przykładowe pójście po coś, czego zapomniałam ze sklepu, mimo jego zmęczenia) oceniać czy traktować jak pizdę. To jest jakieś pojebane podejście, pardon my Klatchian, jakiś kompletny pieprznik w głowie…

      natomiast tak poza konkursem – w kwestii bilansu życiowego w materii związków damsko-męskich – dołączam się do tego bilansu. Tragikomedia wymieszana z żalem. Z tym, że ja zrezygnowałam już całkiem z dalszej walki/poszukiwań. Zamrażarka i kaganiec na emocje i odczucia, i dziękuję bardzo, przynajmniej już nie boli…

      Krzysztofie – natomiast Tobie życzę, żeby jednak Ci się udało. Szczerze.

      Polubienie

      1. @Tiganza
        „To jest jakieś pojebane podejście, pardon my Klatchian, jakiś kompletny pieprznik w głowie…”

        Hm, z bardzo wnikliwej i często wielokrotnej lektury większości wpisów Czarnego na cały, blogu (i nie tylko, inni słynni blogowicze piszący o relacjach damsko-męskich piszą podobnie), wynika że to jest jedyny, najbardziej oczywisty i ekstremalnie najmniej popieprzony wniosek…. Co najgorsze, życie to potwierdza. Najgorsze dlatego, że wielu facetów (w tym ja) tak nie potrafi, nawet przy pełnej intelektualnej świadomości że tak „trzeba”, to jedyne co skutkuje. Związku i tak się nie stworzy, ale przynajmniej może chwilowo bywa miło (osobiście nie wiem, legendy ale dość liczne i spójne, tak głoszą).

        „dołączam się do tego bilansu. Tragikomedia wymieszana z żalem. Z tym, że ja zrezygnowałam już całkiem z dalszej walki/poszukiwań. Zamrażarka i kaganiec na emocje i odczucia”

        dokładnie tak, też wiem co tracę rezygnując, ale zyskuję spokój. Tak wiem że jest to trochę spokój dawno powieszonego wisielca dyndającego łagodnie na sznurze przy spokojnym wiaterku, ale…..już nic nie boli. To dużo.
        Przy czym z mojej strony- problem polega na tym że ja w związku zawsze chciałem dawać i dawałem. Siebie, zasoby, uwagę, jakieś tam (podobno) bycie ciekawym….Ale jako spokojny domator zawsze przegrywam: dla innych domatorek jestem przeźroczysty bo nie daję im emocji (co która większa domatorka, to jej tym bardziej emocji potrzeba), a z popieprzonymi laskami z kolei nie jestem w stanie stworzyć tego co ja sam bym chciał- spokojnego domatorskiego życia, łagodnego przyjaznego spełnienia w rzeczach małych, w codziennej wzajemnej trosce itd.

        Polubienie

    4. owszem, także mam skojarzenia wisielczo-grobowe, jeśli chodzi o ten typ „spokoju”. Chociaż to nie tyle spokój, ile zabetonowanie pragnień, marzeń, potrzeb i zaciekłe wdrukowywanie sobie do mózgu, że to jest ok, że to właściwy stan rzeczy.
      Bo rzeczywiście zapada iluzja spokoju nad taką spustoszoną ziemią serca i duszy, i można próbować budować sobie jakieś tam małe życie w takiej niszy. Pytanie, czy uda mi się w tym wytrwać – mam nadzieję, że tak. Czasem łapię się na odczuciu dziwnego żalu, że nie jestem typem kobiety, która „weźmie sobie kochanka na dochodne” – gdzieś tam jest przecież głęboko pogrzebane pragnienie bliskości fizycznej, dotyku. Ale nie, znam siebie na tyle, żeby mieć pewność, że skomplikowałabym sobie taką relację uczuciami pozaerotycznymi i szlag całą misterną wieżę z lodu trafi.
      Ciekawe to, co piszesz o byciu domatorem – ja, stety albo niestety, jestem jakimś cholernym miksem, odmieńcem z pogranicza, który nigdzie nie pasuje: dla mężczyzny „świrusa”, zawadiaki, niespokojnego ducha – jestem zbyt spokojna, mało rozrywkowa, no i nieatrakcyjna fizycznie; dla klasycznego domatora – z kolei zbyt „szalona”: w upodobaniach muzycznych, w zamiłowaniu do szwendania się po ruinach i lasach i innych sprawach.
      Ni to ni sio, ni pies ni wydra, nigdzie nie pasująca. I o dawaniu i braniu czułości, troski i innych uczuć mogę spokojnie zapomnieć.
      Czy raczej niespokojnie, ale to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia.

      Polubienie

  2. Ewidentnie „bohaterka” Dorota ma problemy ze sobą.
    Później kobiety się dziwią, dlaczego on mi to zrobił, jak mógł itp. Same traktują facetów przedmiotowo i zadaniowo w stylu zrób to, bo inaczej…i taki gamoń się uczy i wykorzystuje nabytą wiedzę do większej ilości wsadów.

    Polubienie

  3. Pomio iż roztałem się z dziewczyną 3 lata temu to wciąż chciałbym wrócić mimo iż staram się zapomnieć o niej w 100% nie chodzę w okolice jej mieszkania, w nasze ulubione knajpki staram się zapomnieć i co? Wciąż czekam na mini informacje co u niej słychać. Boje się otworzyć na nowy związek, bo znowu pomyśle o byłej i wszystko pierdolnie i cały dzień będe łaził przybity.

    Polubienie

    1. Mam to samo jeśli chodzi o faceta. Zdarzały się już nie raz „wzloty”, że wydawało mi się że teraz da się, teraz zapomnę, teraz będzie dobrze. Po czym przychodziły święta, urodziny – życzenia od niego. I znowu się zaczynalo. Jak to było kiedyś, myśl czy teraz mogłoby być podobnie. Miną niedługo 3 lata a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć.

      Polubienie

    1. > To nie miejsce na promocję pseudo-guru-Kotońskiego.

      nie promuję, Kotoński w zadziwiająco wielu i to kluczowych sprawach związanych z kobietami mówi DOKŁADNIE to co Czarny. To co ich dzieli, to wnioski wysuwane z tych spostrzeżeń, poza tym Kotoński jest większym radykałem. Ale kluczowe kwestie związane z próbą zrozumienia zachowań i wyborów kobiet oraz przede wszystkim spostrzeżenie że jest w tej kwestii jakby inaczej niż przekaz społeczno-kulturowy chce nam wpoić, jest u obu panów bardzo zbliżone, tak więc nie sądzę by Pan Piotr był bardzo oburzony wspomnieniem tu Pana Marka.

      Polubienie

    2. > Klina trzeba klinem. Inaczej ciężko wyskoczyć ze starych torów.

      może po trzech latach to już tak. Ale jako zasada ogólna i uniwersalna- nie działa.
      Nowa kobieta jako lek na starą kobietę która porzuciła- jedynie wzmaga smutek i poczucie bezsensu. To jest zadziwiająco często przytaczane spostrzeżenie.

      Polubienie

  4. „Kiedy jedna osoba w związku klęczy przed drugą, pełna obaw, kompleksów i strachu przed samotnością, to nie jest w stanie nikogo bronić. Zwłaszcza siebie. I ta druga osoba też ma gołe plecy i walczy sama.” – kurcze, masz rację 😦 niestety

    Polubienie

  5. Mam ochotę napisać mejla do mojego eks.
    Mejla, bo numer skasowałam kilka lat temu.
    Tylko, czy warto? Po domu krząta się Mąż, obok śpi dziecko. Można pomyśleć, że sielanka. Z tym, że ja umarłam kilka lat temu- wegetuje. I mam wrażenie, że Eks także- mimo, że niedługo jego Wielki Dzień… 😣 Echhh, idę jednak zrobić sobie kawę.

    Polubienie

    1. Nie rób tego. Weź męża na spacer, dziecko wyślij do dziadków, spróbuj zobaczyć w swoim mężczyźnie tego, który kilka lat wcześniej urzekł Cię na tyle, że zgodziłaś się zostać jego żoną. Wyłączcie telewizor, odłóżcie telefony, zjedźcie coś dobrego, porozmawiajcie od serca, nie tylko o pracy i dziecku. Jeśli będzie lepiej – to trzeba to powtarzać. Spróbujcie oboje podjąć wysiłek przypomnienia sobie co was połączyło, to pomoże, obiecuję 🙂

      Polubienie

      1. Staram się i jestem wbrew pozorom dobrą żoną. To tylko takie małe diabliki w mojej głowie idealizuja eks. Jednak przypominam sobie czemu się rozstalismy. Widzę, to ze takiego Męża jakiego mam- ze swiacą szukać. Wiec zamykam umysł. Wyłączam wspomnienia i żyje chwila. Dzięki temu mężczyźnie mam najprawdziwszą miłość na Ziemii. Swoją córkę. Tego nie da się zniszczyć. 💓💕

        Polubienie

      2. Masz nie tylko córkę, masz też i jego! Proszę, proszę, ze względu na niego tak samo, jak ze względu na Ciebie – nie zapominaj, że nie jesteś tylko matką, jesteś też żoną. Wybrałaś go, on wybrał ciebie. Spójrz na niego inaczej, nie zaniedbuj go, nie okazuj, że córka jest ważniejsza, to jest prosty przepis na to, żeby on był sfrustrowany, a ty nieszczęśliwa i niespełniona. Rozumiem, nie ma specjalnie chemii, on cię nie pociąga, ale z jakiegoś powodu dokonaliście takiego wyboru – więc nie rozumiem, dlaczego postanowiłaś unieszczęśliwić i siebie i jego. Jeśli niczego nie zmienicie, nadal będziesz umierać wewnętrznie, a jak podejrzewam, on także.

        Polubienie

    2. O ty głupia cipo. Wziełaś męża . Macie dziecko. i pierdolisz ,że wegetujesz i tęsknisz do byłego eks. A o tamtym byłym to pójdz po rozum do głowy i skreśl jego temat.
      Już jebie inne panienki -to tyle w temacie.

      Polubienie

  6. „Nowy mężczyzna nie zmieni twoich starych problemów, nie zmieni twojego sposobu postrzegania związku. Tak samo jak nowa kobieta nie zmieni starych problemów mężczyzny. To trzeba zmienić samemu.” Jakie to mądre i prawdziwe!

    „Wierzę w miłość. Wierzę, choć to wiara absurdalna, bolesna, a czasami idiotyczna. Ale jak widać jestem ‘człowiekiem dużej wiary’. To może dość niepopularna teza, ale mężczyźni też szukają miłości. Nawet najwięksi dymacze z Tindera chcą, aby ktoś ich przytulił. Chcą miłości i stabilizacji. Czasami trudno jest im się do tego przyznać, nawet przed samym sobą.
    Tak, jesteśmy nieprzygotowani do stałych związków. Nieprzygotowują nas do tego rodzice, bo sami tkwią w spierdolonych relacjach. Wychodzimy na świat bezbronni, skrzywieni, uczymy się na błędach, bądź – co gorsza – nie uczymy w ogóle.
    Mężczyźni i kobiety opowiadają sobie później różne historie, czynią różne wyznania. “Kocham”. “Nie opuszczę cię aż do śmierci.” Łączą ich dzieci i kredyt hipoteczny. A następnie oddychają z ulgą i sami umierają. To nie jest życie. To wegetacja. Ktoś kona mając 20, 30 lat, tylko ciało do grobu składane jest trochę później.
    Kiedy ktoś mnie pyta, jak wyobrażam sobie modelowy związek, odpowiadam, że jest on dobrowolny. Że jest kobieta, która jest przekonana o własnej wartości i jest mężczyzna, który jest pewien tego, kim jest. I są ze sobą, bo chcą ze sobą być. Bo razem jest im lepiej, niż osobno. Bo stojąc plecami do siebie są w stanie walczyć z całym światem, który jest cudownym, ale i potwornym miejscem. Bo chronią się w ten sposób.” ❤ Zgadzam się w 100%

    Polubienie

  7. Zgadzam się z przekazem wpisu mimo, że w moim przypadku ,,odruchy powrotne” dotyczą w zasadzie związku aseksualnego. Zerwaliśmy 4 lata temu, ale nadal zdarza się mi o niej myśleć i śnić. Wklepuję to trzecie zdanie od 15 minut, bo ciężko mi przyznać się przed samym sobą, że jakby się odezwała to bym do niej poleciał.

    Polubienie

  8. To jest tak – szukamy ruchania, prostych związków i trafiamy na miłość. Swoją głupota to psujemy. Potem szukamy miłości i trwałych związków i trafiamy no coś zupełnie pustego. A potem zaczynamy szukać naszej najlepszej eks z nadzieją że może „ta” miłość wróci – i tu trafiamy w błędne koło bo jak Piotr napisał -po latach jesteśmy zupełnie innymi ludźmi i proces docierania do czegoś trwałego został pominięty ktoś inny znalazł się na ten czas – i pełni nadziei próbujemy odzyskać te utracone emocje. Niestety – zostanie po tym tylko płytki niekończący się romans

    Polubienie

  9. 42 lata ..w cholerę” byłych „za sobą, kredyt, dziecko (..a raczej już prawie dorosły facet )z podobno ” kochanym i kochającym” facetem..podobno..A tu nagle brzuchaty, wielki i wiecznie na wszystko wkurwiony MÓJ ZAJEBISTY FACET się nadarza..Nie wisimy na sobie, pracuje tak że widzimy się rzadko ale pomimo że jak to kiedyś Czarny( chyba..) napisał:” mogę żyć bez niego ale..nie chcę”. Na to właśnie czekałam..

    Polubienie

    1. @Anka
      „A tu nagle brzuchaty, wielki i wiecznie na wszystko wkurwiony MÓJ ZAJEBISTY FACET się nadarza..Nie wisimy na sobie, pracuje tak że widzimy się rzadko ale pomimo że jak to kiedyś Czarny( chyba..) napisał:” mogę żyć bez niego ale..nie chcę”. Na to właśnie czekałam..”

      cieszę się że masz chwile szczęścia (bo tak to brzmi), ale w sumie jakie to smutne, że nijak nie przybliża nas to do poszukiwanej tu chyba i to rozpaczliwie, przez większość z nas, odpowiedzi na pytanie czy taki mitologiczny (acz silnie obecny w kulturze, przekazach, opowieściach) twór jak „trwały związek” – w ogóle istnieje.
      Wiem że to może jedna z najbardziej fundamentalnych zasad rzeczywistości, że nic nie jest na trwałe (i bodaj tak brzmiał tytuł jednego z najlepszych wpisów tego blogu). OK- w takim razie skąd to rozpaczliwe i wypowiadane zgodnie ustami tysięcy marzenie – dlaczego z pokolenia na pokolenie wciąż gonimy za efemerydą, której nie umiemy stworzyć, a im bardziej się staramy, im większe kompromisy i inwestycje, im większa wierność i „porządność” w tym wszystkim- tym szybszy i większy huk katastrofy?

      Cieszę się że masz to co masz, ale jakoś tak bardzo na pierwszy plan tego co piszesz wysuwa się tymczasowość tej sytuacji. Tu i teraz: tak, szczęście, ale…
      Wiem że nigdy nie będzie gwarancji na trwałe szczęście ale jakoś tak ogólnie mi z tą świadomością ciężko….Mijające lata i kolejne katastrofy które dobitnie mi pokazują że inaczej być nie może – jakoś mi nie ułatwiają pogodzenia się z tą myślą.

      Polubienie

      1. Krzysztofie, to co mnie spotkało ugruntowało moje przekonanie iż :
        1. wszystko w życiu jest możliwe trzeba tylko nie bać się tego przyjąć,
        2.nie należy się spieszyć z wyborami,
        3. czas działa na korzyść naszego pojmowania wartości,
        4. nie jesteśmy naj- i nie ma sensu czekać na księżniczkę/księciunia bo to co wartościowe przejdzie koło nosa niezauważone,
        5. jeśli dajesz z siebie jest większe prawdopodobieństwo że otrzymasz wzajemnie ale nie jest to pewnikiem
        6. niezależność finansowa i emocjonalna obojga to jedna z podstaw dobrego i mocnego związku
        7. ..spełnienie wszystkich powyższych punktów nie gwarantuje „wiecznej szczęśliwości”
        Życzę wszystkim pomimo wszystko poczucia zadowolenia z własnego życia czego żaden człowiek nam nie zapewni oprócz nas samych.

        Polubienie

  10. Fascynują mnie Twoje interpretacje bajek . W życiu nie wpadłam na pomysł , że macocha przegląda się w męskich oczach a Syrence odjebało na punkcie faceta :))) Z przyjemnością czytam Twoje wpisy bo patrzę z fascynacją jak pewne rzeczy przypisane są nie tyle do płci co do wieku . Pokrywają się przemyślenia , doświadczenia (jeżeli nie własne to bliższych i dalszych ) . Jeżeli ktoś Twoje wpisy traktuje jak przepis na życie to mu współczuję :)) I cieszę się , że mam u boku faceta , który przyjął mnie z dobrodziejstwem wad i zalet . Pozwala mi być sobą, a ja mu się rewanżuję tym samym . I to chyba jest ten złoty środek .

    Polubienie

  11. @Anka
    >4. nie jesteśmy naj- i nie ma sensu czekać na księżniczkę/księciunia bo to co wartościowe
    >przejdzie koło nosa niezauważone,

    Oj jak bardzo mnie przeceniasz. Mi chodziłoby o jakikolwiek udany związek…Nie szukam żadnej księżniczki. Pisałem o tym już kiedyś w komentarzu do innego wpisu, Jestem trochę typem „Mietka” z typologii Czarnego, a trochę typem który ma najmniejsze szansę na relację: „miły facet”:- odpowiedzialny, podobno inteligentny, miły, niezależny finansowo, gotowy inwestować zasoby, wierny, podobno ciekawy w sensie pasji: czyli definicyjny przeciwległy biegun dla kobiecych potrzeb; życie udowadnia że tak jest faktycznie. Kobiety są koło mnie od zawsze, więc to nie tak że się ich boję, ale są jako przyjaciółki, kumpelki, koleżanki, powierniczki, albo to ja jestem ich powiernikiem. Nie czekam na księżniczkę. Te najzwyczajniejsze kobiety: lubią mnie, rozmawiają ze mną, piją ze mną wino, opowiadają mi o szczegółach alkowy, o skurwysynach którzy je użyli i porzucili…Tak. Ale w sensie relacyjności są poza moim zasięgiem. Zasoby (IQ powiedzmy mocne 140 wg testów, podobno ciekawe pasje, poczucie humoru, dochody powiedzmy 4 średnie krajowe) też tego nie zmieniają.

    Polubienie

    1. trzeba by chyba zdefiniować”udany związek” dla każdej zbłąkanej duszy i to po 200 razy gdyż jak dobrze pamiętam z 25 laty temu gostek który mnie wkur..jak mój aktualny poszedłby w odstawkę wydrwiony i poniżony przeze mnie bo wtedy ten naj- miał być wysoki, przystojny, mieć co najmniej MTZ-tę i niekoniecznie własne zdanie, ba! -niekoniecznie jakiekolwiek zdanie a teraz ? Kiedy ślini się na widok i zapach mojego krupniku czy czekoladowej babki z czekoladą o smaku czekoladowym to wiem że to TEN, może nie na zawsze, może nawet nie na bardzo długo, nie wiem co się wydarzy ale jestem pewna że DAJĘ i OTRZYMUJĘ i już samo to jest warte tej miłosnej znajomości ( ..o IQ stanowczo poniżej normy i krytyki)

      Polubienie

    2. Krzysztof przypominasz mi kogoś z Krakowskiego Corpo , opisał bym go identycznie i problemy tez, Kobiety go lubią ale jeśli chodzi o związki mówią ze instynkt mówi im nie (uciekaj) albo trafiają się emocjonalnie dziecinne. a taki miły facet … cholernie to trudne sam przeszedłem teraz niezły młynek, może warto szczerze Kobiet z którymi jesteś blisko zapytać jaki one widzą problem z Tobą, robisz dla nich dużo może czas na rewanż ? Mi to pomogło, do kolegi nie dotarło jakoś.

      Polubienie

  12. Tak sobie czytam te wpisy i im dłużej je czytam, to zastanawiam się czy ja w jakimś innym świecie żyję… Większość moich najbliższych znajomych i przyjaciół to małżeństwa, które są ze sobą od czasów gimnazjum/liceum (mam 28 lat). Związki są oparte na partnerstwie, każdy siebie wspiera, rozmowa to podstawa i nie ma jakiegoś podejścia, że facet pójdzie po czipsy po 22 kobicie to już pipa. Wręcz przeciwnie! Jeszcze tampony czy podpaski kupi jak trzeba będzie! Nie wyobrażam sobie być w związku z kimś kto ma mnie daleko gdzieś.
    W kręgu naszych znajomych jest jeden, który nie traktował swojej dziewczyny, powiedźmy hmmm.. z szacunkiem. To niesamowite, gdy od innych facetów się słyszy jak krytykują go za podejście, że jak tak można mówić o swojej partnerce i tak ją traktować! Inna sprawa, że dziewczynie chyba jest nieczuła na takie podejście. Bywa.
    Kilku moich znajomych płci męskiej nie miało dziewczyny do nawet 20-kilku lat, bo jak stwierdzili: nie poznali jeszcze tej jednej jedynej. I co? W końcu je poznali i są świetnymi parami.
    Jednak my należymy do tych ludzi, którzy nie mają telewizora, seriale amerykańskie i życie gwiazd obchodzi nas tyle co zeszłoroczny śnieg, a imprezki i galerie handlowe odwiedzamy od święta.
    Trwaj chwilo, jesteś piękna – oby całe życie.

    Polubienie

    1. Gosiu, tak sobie czytam Twój wpis i im dłużej go czytam, tym dłużej zastanawiam się jak długo jeszcze w takim świecie pożyjesz. Ja mam 39 lat i w wieku 28 lat, mój były potrafił przyjechać do mnie pędząc przez pół Polski w nocy taksówką, stopem, pociągiem, tylko dlatego, że zadzwoniłam, że boję się być sama w domu… Często w weekendy kazał mi wsiadać w auto i po paru godzinach byliśmy ku mojemu zaskoczeniu na Mazurach…Byliśmy ze sobą od szkoły średniej, też dla wszystkich i dla siebie związek ideał. I nagle jeb-odpierdoliło nam obojgu. I teraz wiem, że takie związki od gimnazjum, czy liceum rzadko kiedy trwają do śmierci, bo jak można z jedną osobą sypiać całe życie…? Jasne, seks nie jest najważniejszy, ale zawsze będzie ta ciekawość- a jak jest z innym/inną…? Wróć tu za 20 lat i jeśli nadal będziesz z tym samym kolesiem, to zdradź wszystkim przepis na nudę 😉 Też nie mam telewizora, też nie interesuje mnie Pudelmania, też kupuję rzeczy przez internet, bo szkoda i czasu na lanserkę po „galeriach”- ale to akurat bzdurny argument na szczęśliwe życie. Ludzi unieszczęśliwia nie telewizornia, czy nadmiar wszystkiego, a nieznośna lekkość bytu… Życzę Ci jednak jak najlepiej.

      Polubienie

      1. @Madzia
        „Wróć tu za 20 lat i jeśli nadal będziesz z tym samym kolesiem, to zdradź wszystkim przepis na nudę”

        należałoby powiedzieć „nadal będziesz realnie szczęśliwa z tym samym kolesiem”, bo takie co to prostu jakoś tam są z tym samym kolesiem po 20 a nawet 40 latach, jeszcze się zdarzają, tylko że treści w tym żadnej nie ma i sensu poza lękiem przed wyjściem ze strefy komfortu.
        To jedna z najważniejszych chyba dyskusji jakie teraz toczymy: czy jest tak, że kiedyś związki się naprawiało a teraz po prostu wymienia, czy raczej tak, że dawniej związkiem nazywano bezcelowe trwanie obok siebie dwóch de facto obcych sobie ludzi a teraz znacznie łatwiej zauważyć że tak jest i uznać że to nie ma sensu. A wiecie co jest w tym naprawdę smutnego? Że obie wersje, oba podejścia skutkują cierpieniem…

        Polubienie

      2. Zapytam inaczej: Dlaczego książę Karol wrócił do Camilli Parker?
        Chociaż jestem niedościgłym niedowiarkiem, to też wierzę w miłość.
        Bez miłości jest ciężko, a „bezpieczne wsady” – jeśli ktoś je rozważa – dyskwalifikują całokształt. Dla mnie modelowy związek to dwie osoby, które postrzegają świat i odczuwają tak samo i „patrzą w tym samym kierunku” czyli ogólnie „nadają na tych samych falach”. Dlatego tęsknimy – a jeśli to możliwe – wracamy do naszych najlepszych EKS, ponieważ najlepszy oznacza najbardziej do nas pasujący i najbardziej emocjonujący. I to nieprawda, że po latach jesteśmy zupełnie innymi ludźmi – być może zewnętrznie – lecz w środku nasze wnętrze, nasze JA pozostanie do końca takie samo. To stanowi nasze jestestwo. Przy spełnieniu powyższych warunków można stworzyć trwały związek i jest multum takich par. Ale jest też mnóstwo pseudo-związków, par z przyzwyczajenia, gdyż być może nie mają lub nie widzą lepszej opcji. A jeśli partner po X-latach chce sprawdzić, jak to jest z innym/inną, to zupełnie nie moja bajka.

        Polubienie

      3. @Krzysztof
        buddyści zapewne powiedzieliby Ci – że zaczynasz rozumieć :).
        Cała ich doktryna to „spokój ducha za cenę wyrzeczenia się pragnień i przywiązania”.
        No, może nie cała – ale w wersji instant jakoś tak to leci.
        Jako że jesteśmy równolatkami mniej więcej – to zapewne poziom zrozumienia(wynikający z doświadczenia mentalnego i zużycia biologicznego 🙂 podobny…
        Myślałem o tym wiele, a podparłszy to obserwacjami – a tak. A jakże. Tekst o „kiedyś naprawianiu” to kit przeraźliwy, odrealniony i nigdy nieprawdziwy.
        I tak. Kiedyś ludzie męczyli się ze sobą na dożywocie, teraz tylko do progu dużego bólu.
        Paradoksalnie, teraz jest uczciwiej.

        Mi przekroczenie 40 dało niezachwianą pewność, że jednym celem i sensem długofalowego , takiego na kilka dekad albo na zawsze związku(w Polsce optymalnie małżeństwa ze względu na status prawny) jest oddanie się idei „rodu”.
        Czyli dzieci, ich przyszłość i materialne powodzenie.

        Gdy nie mówimy o „przeżyjmy wspólnie życie – czyli zróbmy dzieci, wychowajmy je, pobudujmy im domy/kupmy mieszkania”, to w ogóle oczekiwanie i dążenie do czegoś permanentnego jest…a i owszem – źródłem cierpienia.
        Pewnie są wyjątki – jeśli to sobie dobrze przepracowały i poluzowały ciśnienia 🙂

        Piszę jako 44latek, po rozpadzie 20+ letniego związku. Z miłością wielką na początku i statusem wyjątkowo zgodna para – od czasów zaraz po studiach do niedawno.

        Wcale nie wykluczam że się w coś jeszcze nie uwikłam.
        Ale jeśli, to na pewno nie z założeniem że wszystko albo nic.
        Wręcz przeciwnie…na obecnym etapie – jedyne co jest możliwe to dorosły związek z niezależną kobietą. Zwłaszcza mentalnie niezależną i mądrą.

        Realistycznie rozważając szanse, czuję relaks i brak tajfunów w bliskiej przyszłosci 🙂

        Polubienie

      4. Szanowna Madziu.
        _do madzi z 23 października 2017 roku-
        Jak uważasz że nudzisz sie w związku i ty czy on potrzebujecie zmiany w seksie ; żeby nie spać z jedna osobą przez całe życie.
        Mam dla was radę: -kupcie sobie sztuczne penisy. Niech on nie rucha cię w przednią dziurkę tylko tylną -i będziesz miała odmianę. Ty zaś dla uatrakcyjnienia przyczep sobie sztucznego penisa i poruchaj go w tylną dziurkę. Będzie odmiennie i atrakcyjnie ,a więc to czego poszukujesz. Pozdrawiam i powodzenia życzę –

        Polubienie

    2. Wiesz co, w Twoim wieku jestem i faceta też mam już długo. Odnosząc się do tego co napisałaś – problem polega na tym, że w tym wieku dorosłe życie to się dla nas dopiero zaczyna 😉 Niedawno pokończone studia, świeżo po ślubie albo chwilę przed. Dzieci zwykle raczej jeszcze nie ma, albo dopiero się pojawiają u niektórych znajomych. W moim otoczeniu mam wiele par. Różnych. Także starszych. Są tacy na których patrzę i widzę, że za kilka lat będzie rozwód. Bo są skrajnie różni. Są tacy, u których po pojawieniu się dzieci dynamika związku się przestawiła i nie mają już o czym ze sobą rozmawiać. Albo orientują się, że ślub brali dlatego że brali wszyscy i w sumie to nigdy jej/jego nie kochali. Sytuacja się przestawia jak jesteś po 30stce i nagle widzisz, że już jest „kiedyś” a nie wygląda ono tak jak sobie wyobrażałaś. A naukowcy twierdzą, że istnieje coś takiego jak kryzys trzydziestolatka 😉
      Także jeszcze życie zdąży nam dokopać. Chociaż mam szczerą nadzieję, że tak się nie stanie 😉
      Inną sprawą jest, że ludzie teraz jakoś dziwnie w związkach funkcjonują. Jakby po drugiej stronie był przeciwnik, jakiś człowiek-zagadka, do którego trzeba mieć instrukcję obsługi. A przecież wystarczyłoby pogadać. Przynajmniej w części przypadków.

      Polubienie

    3. Gosha, mam bardzo podobne przemyślenia. Trafiłam tu przypadkiem, poczytałam, i ciągle nie mogę wyjść z szoku: co ja, qrwa, paczę, czy ja żyję na innej planecie, jakaś nie teges jestem…?
      Czytam odpowiedź Madzi, która się zastanawia, jak długo na takim świecie jeszcze pożyjesz.
      Mam 35 lat, od 12 jestem związana z jednym chłopem, mężem moim. 10 lat po ślubie. Poznaliśmy się, zakochaliśmy w sobie, wzięliśmy ślub i żyjemy sobie szczęśliwie, mając wywalone na gadanie czarnowidzów jojczysławów, że zakochanie to mija po roku czy tam po 3, a w ogóle, to ludzie to chuje i nie ma się co angażować. Chyba oboje jesteśmy porąbani, bo jakoś nam nie minęło. No więc, żyjemy sobie spokojnie i szczęśliwie (taaak, wiem, czy długo, to się jeszcze okaże).
      Może tajemnica tkwi w tym, że za dużo nie filozofujemy i nie szukamy, pardon, chuj wie czego, tylko pielęgnujemy to, co mamy. Nie zastanawiamy się, czy któreś jest pizda czy nie, bo obudzone w środku nocy i poproszone, zrobi drugiemu herbatę czy pójdzie po robocie po chipsy. Nie traktujemy się wzajemnie jak wrogowie, nasze życie nie jest jak pole minowe, nikt nikomu niczego nie musi udowadniać, wychowywać. Traktujemy się dobrze, po ludzku. Nikt nikomu nie robi za rodzica, ale też nie uprawiamy dziwnych podchodów typu, kto kogo musi trzymać krótko i inne pierdzielenie.
      Madzia pyta, jak można sypiać z jedną osobą przez całe życie. Srak. Przepraszam. Normalnie. (No dobra, może nie jedną, mój pierwszy facet był fiutem i nie wyszło) Życie to nie tylko rżnięcie. Tak, seks jest bardzo, zajebiście ważny. Tyle, że dla mnie, bez uczucia, to tyko zestaw śmiesznych ruchów i jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do bzykania tyko dla funu. Jak pomyślę o seksie z jakimś ledwo znanym gościem, czy w ogóle z kimś, kogo nie kocham, to mi się słabo robi. Ale bez ironii stwierdzam, że przyjmuję do wiadomości, że może rzeczywiście jestem jakaś upośledzona, bo wystarcza mi własny chłop. A gdyby się miało okazać, że tylko ja tak myślę, to chłop wie. Jak go najdzie ciekawość nie do opanowania, to niech sobie puknie na boku, zadba, co by syfa mi nie przywlec, i ja nie chcę o tym nic wiedzieć. Zarucha, to niech sam to dźwiga.
      Nie jestem dzieckiem, w gruncie rzeczy widzę z grubsza, na jakim świecie żyję, choć pojąc tego ni huhu nie potrafię. Obserwuję otoczenie, widzę, jak bardzo i o jakie bzdury można się do bliźniego dopieprzać, jak sprzeczne i nierealne mieć oczekiwania, jak instrumentalnie traktować kogoś, z kim się żyje i podobno go kocha, w jakie gierki pogrywać, jak wiele wymagać, samemu nic albo niewiele dając. Widzę, wiem, ale nie rozumiem.

      Polubienie

  13. Panie kochany, napisz dlaczego ludzie to kretyni i ładują się w syf, o którym z góry wiedzą, że to katastrofa. Dlaczego boją się usiąść sami ze sobą i spojrzeć prawdzie w oczy? Dlaczego wziąłem ślub z moją żoną, chociaż wiedziałem, że ma paskudny charakter i teraz wyję, bo szkoda mi naszego dziecka? Dlaczego jestem taką pizdą, zamiast się postawić i powiedzieć za wczasu „łaski bez”? Dlaczego lazłem w to, pomimo miliona sytuacji, gdy doprowadzała mnie do kurwicy i chciałem pie… nie tylko drzwiami? Kogo mam winić za mój pizdowaty charakter i skłonność do unikania konfrontacji?

    Polubienie

    1. No, to byłby naprawdę dobry temat na następny post. Ciekawe, czy Piter Cię wysłucha, bo coś średnio słucha ludzi 🙂 Jak coś, to ja jestem za 😉 A Tobie życzę szczęścia. Pamiętaj, jak dzieciak urośnie i wywieje z chaty, zostaw sukę i spierdalaj jak najdalej, czego Ci serdecznie życzę 🙂

      Polubienie

    2. Szukanie „winnego” nie tylko pizdowatość pogłębia, ale wręcz przestawia ją na nowy level – starego wujka pierdoły.
      A tymczasem, nie ma powodu ani potrzeby. Nieważne dlaczego(ale tak naprawdę to dlatego że miałeś biorąc ślub zjebane poczucie własnej wartości, więc brałeś na zasadzie „widzę że to jędza ale alternatywą dla mnie jest[i tu jakaś wizja katastrofy, zapewne pęcherze na łapach bo co innego młodego może tak wystraszyć). Nieważne kogo winić. Olać to.
      Jesteś pizdowaty? To albo się z tego wyrwij, a jak się nie da, bo to Twoje jestestwo – to polub swoją pizdowatość. Zabezpiecz finanse i złap ją na zdradzie. Jak jesteś pizdą to na pewno masz rogi. Nie dramatyzuj, bo to bez znaczenia tylko wykorzystaj to!
      No, chyba że wolisz stopniowo osuwać się w beznadzieję i depresyjno-żałosne „nie wyszło mi”.
      A dzieckiem się nie zasłaniaj. Aż taką pizdą nie wolno być.

      Polubienie

    3. Ad Czytelnik i Madzia.
      Byłem w takiej samej sytuacji jak ty Czytelniku . Również miałem taki pizdowaty charakter . Spokój za wszelką cenę ,bez konfrontacji . Jednego dnia przelała się czara goryczy i zrobiłem to co zaleca Madzia. Dzisiaj mam spokój ducha i żyję . Życzę tobie aby ten dzień nadszedł jak najszybciej . Może jutro ?.

      Polubienie

  14. To nie koniec tej historii.. na pewno nie! Uczucie wtedy odsunięte wróci jak bumerang. Jak ktoś na początku bierze pod uwagę skok w bok, prędzej czy później tego dokona. Życie nie jest usłane różami, ciężkich dni, trudnych chwil będzie więcej i tym samym okazji do tego by innych ramionach chociażby rozładować napięcie..

    Polubienie

  15. do Chucky , tez myśle ,ze nie koniec.WIele bylo takich powrotów ex kochanków bo jak mawiaja stara miłośc nie rdzewieje a nawet odzyskuje szlif po latach .I niezbadane sa wyroki losu.Gdy tęsknota w sercu za kims kogo sie znalo kochalo a porzucilo a moze utracilo z roznych przyczyn ,i gdytesknota ta wielka jest to musza byc jakies sily ktore przywioda serca te do siebie z powrotem o ile te dwa serca sa jednakowo czule i biją w rownym tonie.czy te powroty sa dobre napewno tak bo oboje śa mądrzejsi zyciowo bardziej wyrozumieli i potrafią cieszyc sie chwila bo wiedża ze zycie juz i tak im uczieklo i po co tracic reszte na gdybanie..Jak wielu z was tez i u mnie kiedys ktos byl dawno jeszcze zanim nie trafilam na nieudanego meza ktorego nie mam juz.Niestety jako mlodzi kochankowie chyba nie bardzo wiedzielismy o co nam chodzi pzoa zblizeniem potem wyjazdy szkoly prace i kazdy zaginąl w akcji zyciowego wiru.PO latach stwierdizlam ze miloby sie zobaczyc nawet tylko przelotnie ,usmiechnąc sie do siebie oczyma ,odszukac moze moc dawnych wibracji i odkryc pozadanie jak zatopiony skarb w glebi tej tesknoty za czyms zwanym miloscią o ile to jeszcze mozliwe , o ile czas nie zabił uczucia.Wiek nie gralby przynajmniej roli to co z tego ze oboje sa starsi ale uczucia mogą trwać wiecznie one się licza.Taki krotki czas życia niektorym dany jest a innym przerwany nagle ,dlaczego mają udawac hipokrytow.Powinno sie poddać fali pierwszych uniesien .A gdy ktos sie boi bo ma w domu zone lub meza i nie chce rozwalac zwiazku to jego wybor moze w starym ukladzie pozostac .Ja jedna bylabym za tym by na nowo to dawne uczucie rozbudzic ,niech poszaleje jak maly rozkoszny elf niech znow radosc jak musujace wino z babelkami zawiruje zamiesza zmyslami .Dla chwil warto zyc bo dla czego dla gonitwy za paroma rzeczami z galeri i gadzetami technicznymi.USiaśc gdzies razem w ciszy w jakimś ladnym zakątku blisko przyrody(ja preferuje wodospad i las sosowy )rozumiejac sie bez słow nie patrząc za siebie a tylko przed siebie i ufać sobie to cenne najcenniejsze .

    Polubienie

  16. A mi się udało znaleźć drugą połowę a to dlatego; że w pewnym momencie odwróciłam schemat wielokrotnie tutaj przedstawiany czyli zauroczenie; dziki seks; fascynacja i rozczarowanie. Dałam szanse facetowi skromnemu o pogodnym charakterze nie dlatego; ze mnie pociągnął ale miał fajne cechy rokujace na przyszłość. I nie żałuję. Namiętność tez przyszła; miłość i wielka przyjaźń. Trzeba próbować zadziałać inaczej żeby nie zostawał lament nie wyszło mi z kolejną królowa insta/ lowczynią banknotow/ rozrywkowym chłopcem ☺

    Polubienie

    1. No, ja akurat z żoną tak się dobrałem. W zasadzie – w myśl tego bloga – wydarzyło się niemożliwe – parka obopólnie w głębokim friendzone opuściła strefę komfortu i mając bazę dłuższej znajomości bez zagrywek z teatrem jednego widza – odpaliła bliskość, namiętność i wszystkie te fajne co potem się kończą.
      Starczyło na 15 lat. Więc to co piszesz to żadna recepta. To po prostu jeden z milionów możliwych scenariuszy. Jak wszystkie pozostałe – w żaden sposób nie gwarantujący niczego 🙂

      Polubienie

  17. @ Madzia. Jeśli związek z dlugim stażem jest nudny twym zdaniem to spoko. To nie jest przygoda dla kazdego ale też i nie zgodzę się; ze nie uda się takiego stworzyć. Ja na stare lata wole jednak wspominać życie z bliskim człowiekiem niż rajdy po galeriach handlowych; imprezki; kilogramy botoksu i smutne anonimowe wpisy na blogach czynione z nadmiaru wolnego czasu.

    Polubienie

    1. Czytelniczko o jawnym (nie anonimowym wpisie)! Moi rodzice są ze sobą 40 lat i są mega szczęśliwi, więc oczywiście, że się da. Ale to inne pokolenie, pokolenie dorobkiewiczów, zapierdalających 12 h dziennie, potem jadących na budowę, własnymi rękami robiące pustaki do własnego domu, stojących w kolejkach, którzy nie mieli czasu, na to, na co czas mają obecnie ludzie-zastanawianie się, czy dobrze trafiłem/am. Jeśli natomiast kogoś uszczęśliwia botoks, sztuczne cycki, rajdy po galeriach, torebki Versucze, anonimowe wpisy na necie, czy inne z „wyższej” półki pierdy, to niech sobie to wszystko z nadmiarem zapodaje zgodnie z wewnętrznym zapotrezebowaniem. Nie mierz szczęścia swoją miarą i nie twórz jego definicji wedle swoich upodobań.

      Polubienie

  18. myślę, że powroty do eks mają sens w nie za długiej odległości od rozstania z ta osobą . Powroty po latach chyba u większości skutkują rozczarowaniem . Tworzymy sobie a raczej pielęgnujemy ostatni wizerunek tej osoby, co nijak się ma do rzeczywistości i kończy się zaledwie jednym „numerkiem” na pocieszenie a niesmak zostaje jeszcze na bardzo długo. Nie chciałabym już pomimo wielkiej energii uczuć , myśli, zmysłów które nas łączyły- „nasz” czas minął

    Polubienie

    1. ..i niestety zgadzam się z Krzysztofem: pseudo-związki o długoletnim stażu dla innych, bo strach przed samotnością, przyzwyczajenie, dzieci i znajomi ..no i wstyd ! Widać je na każdym kroku, obchodzą kolejne rocznice coraz bardziej huczne i głośne ..byle tylko zakrzyczeć i zagłuszyć samotność obydwojga

      Polubienie

  19. Moje szczęście; ze mój eks był menda i jakbym go spotkała to w pysk mógłby co najwyżej zarobić. Czasem powraca w koszmarnych snach jeśli mam jakiś problem. A poza konkursem to problem jest taki; ze ludzie chcieli by miec wszystko i stabilizację i ekstytacje. Przypominamy Burbonow; których największym wrogiem była nuda. Jak się nie ma problemu to się go wymyśla goniac za jakimiś fantazjami. A na tym blogu dostajemy potwierdzenia własnych frustracji.

    Polubienie

  20. @ Madzia; a może tak w 39 wiośnie życia warto byłoby dorosnąć do Magdaleny jeśli nicki sobie wymawiamy? Bardzo osobiście potraktowałas moja uwagę także trochę dystansu polecam. I właśnie dla mnie to dojrzałość decyduje co się uda w życiu zbudować a nie jakieś pokolenia. Pozdrawiam Madziu.

    Polubienie

    1. Ale ja się tak nazywam CZYTELNICZKO i wszyscy tak się do mnie zwracają, i jak będę miała 80 lat to nadal będę Madzią, bo to mi daje szczęście kochana 😉 A Twoja definicja szczęścia jest lekko zaburzona, mam nadzieję, że masz tego świadomość. Polecam zerknąć do Tatarkiewicza, mądry facet 😉 Nie zaglądaj nikomu pod skórę, do szaf, majtek etc., a nikt nie będzie zaglądał Tobie. Bądź szczęśliwa i daj cieszyć się szczęściem ludziom. 🙂 Pozdrawiam CZYTELNICZKO 😉 MADZIA na wieki wieków. Amen 😉

      Polubienie

  21. Hm…. większość zawartych tu spraw to półprawdy. Większość problemów wynika z naszego lenistwa emocjonalnego….asekuracji. Boimy się zaryzykować, nawet jeśli byłoby to ekscytujące. Dlaczego tak trudno o trwały związek ? Bo ( nie wiedzieć czemu) musi iść w parze z monogamią,a to już nie jest naszą wrodzoną i naturalną cechą. Myślę, że gdyby „przynależność seksualna” do jednej osoby nie była tak ważna ( przynajmniej dla niektórych) to byłoby więcej trwałych związków. Bo związek to nie tylko seks, ale masa innych czynników ( ten nieszczęsny kredyt również, heh) i często poświęcamy dobry seks na rzecz tych innych czynników. Bo bądźmy szczerzy, nikt nie jest dobry we wszystkim :))). A seks to motor życia, nasza motywacja do wielu działań na wielu ( wbrew pozorom) płaszczyznach, więc wcześniej czy później pojawia się frustracja. A to niszczy każde szczęście i każdy związek. I wbrew pozorom miłość i dobry sex nie muszą iść w parze
    ( pewnie mnie zlinczujecie , heheh).

    Polubienie

    1. Popieram a nie linczuje ☺ Z małżonkiem seks jest rutynowy jak M jak Miłość odcinek 567889. Ale też nie mam ochoty na otwarty związek i zdrady, jest to cena która place za wszystko co dostaje w zamian. Seks nie jest na szczęście dla mnie super ważny; mam bardzo przeciętne libido i pozytywne wibracje w szafce. Haha

      Polubienie

      1. Ło Matyldo Sakrameńska😧..gdybym z sypialni wychodziła w poczuciu” dobrze wykonanego obowiązku” każdy związek kończyłby się moją zdradą.Dla mnie zaje…sex zawsze jest jedną z podstawowych składowych dobrego związku i wydaje mi się( bez chęci obrażenia kogokolwiek), że tylko nieświadomość własnych pragnień, brak porównania i zawsze ” letniość” w tej sferze mogą doprowadzić do takich stwierdzeń iż sex nie jest aż tak istotny..jest CHOLERNIE ISTOTNY i Bogu dzięki w Niebiosach!

        Polubienie

      2. @Anka…no ale sama piszesz o tej letniości.
        Jak się spikną dwie osoby o libido poniżej przeciętnej, to tak im brakuje seksu, jak większości ludzi łażenia po głębokich jaskiniach. Znaczy wierzymy grotołazom że to fajne, ale spoko można i bez tego żyć i nie cierpieć 🙂

        Polubienie

    2. „I wbrew pozorom miłość i dobry sex nie muszą iść w parze”.
      Wytykasz półprawdy(i słusznie, bo to wręcz cwierćprawdy albo gównoprawdy :), ale sama na końcu sprzedajesz taką. Bo miłość i dobry seks nie muszą iść w parze…
      A cóż to jest miłość? Ta euforyczna, początkowa i robiąca z ludzi zaślepionych idiotów? Ta zrównoważona po kilku latach, gdy decydują się sprawy produkcji potomków i wzięcia wspólnej hipoteki? Czy ta późniejsza, oparta na bezpieczeństwie, zaufaniu, przyzwyczajeniu i przyjaźni?
      Początkowe zauroczenie to seks i tylko seks. Wszystko w takim „młodym związku” kręci się wokół seksu, dopiero później przestaje. A jak od początku nie…to w kolejne etapy wchodzi się od razu „na chłodno”.
      Ale co to jest dobry seks? Ja przez długie lata zwiedziłem trochę łóżek mężatek. Różnie bywało, również kiepsko. Ale zaskakująco wiele z nich wyznawało że nie miało pojęcia, że tak może być, że w ogóle muszą sobie przedefiniować pojęcia. A przecież wiem, że żaden ze mnie „super”. Zwyczajnie mam doświadczenie, lubię to i jak chcę to potrafię „cuda, panie, cuda”. Więc nie żaden mistrz – zwyczajnie dobry i nie dla każdej.
      Jak miałem 25lat, myślałem ze wiem co to dobry seks. Nie tylko w tym się myliłem :).
      Ale wracając do tematu – uważam że miłość musi iść w parze z seksem. Przyjaźń i przywiązanie nie muszą.
      A co do idiotycznej manii na punkcie monogamii…cóż. Zwyczajnie to się opiera na strachu, chęci zawłaszczania, wpajanych od dziecka modelach „dobrych”, na chęci uśredniania się.
      I na „dobru dziecka”. Nawet, jeśli go jeszcze nie ma 🙂

      Polubienie

    3. cyt ===
      Bo związek to nie tylko seks, ale masa innych czynników ( ten nieszczęsny kredyt również, heh) i często poświęcamy dobry seks na rzecz tych innych czynników. Bo bądźmy szczerzy, nikt nie jest dobry we wszystkim :))). A seks to motor życia, nasza motywacja do wielu działań na wielu ( wbrew pozorom) płaszczyznach, więc wcześniej czy później pojawia się frustracja. A to niszczy każde szczęście i każdy związek. I wbrew pozorom miłość i dobry sex nie muszą iść w parze
      ( pewnie mnie zlinczujecie , heheh).
      cyt===

      Pierdol swoje teksty dalej Joasiu. To jeden mężczyzna jest dobry do bycia w domu , prowadzenia codziennych spraw i codziennego życia, do dawania tobie bliskości. (?) A drugi do seksu.
      Jest równość praw i obowiązków kobiet i mężczyzn.
      Przed Sądem Rejonowym Kobieta która przyłapie mężczyzne na zdradzie otrzymuje wszystko: . – Rozwód z jego winy
      – przejmuje jego majątek i alimenty
      – -zabiera dzieci bez prawa do widzenia dla ojca.
      A ty bezczelna cipo chciałabyś przyzwolenia ruchania na boku , bo tak cię ta cipa śwędzi.? To rozwiedź sie, weź winę na siebie i ruchania będziesz miała wtedy ‚luz blus’.

      Polubienie

  22. Uwielbiam takie bzdety, jak „Dlaczego mężczyźni chcą wrócić do swojej eks?”.
    A chcą?
    Ja NIGDY nie chciałem. Każda „ex” to był temat zamknięty, było, minęło, nie psujmy dobrych wspomnień albo nie rozgrzebujmy tego…czegoś.
    Nikt z moich kumplo-przyjaciół nie wspominał nigdy o chęci powrotu.
    No, poza jednym który narozrabiał i go wyrzuciła z domu. Ale to nie była w sumie „ex” tylko wkurwiona żona w separacji 🙂
    Ja bym nie pytał „dlaczego chcą” tylko – ilu tak naprawdę chce. Ci co ich nie stać na nikogo nowego? Ilu takich?

    Polubienie

  23. ,, Kiedy ktoś mnie pyta, jak wyobrażam sobie modelowy związek, odpowiadam, że jest on dobrowolny. Że jest kobieta, która jest przekonana o własnej wartości i jest mężczyzna, który jest pewien tego, kim jest. I są ze sobą, bo chcą ze sobą być. Bo razem jest im lepiej, niż osobno. Bo stojąc plecami do siebie są w stanie walczyć z całym światem, który jest cudownym, ale i potwornym miejscem. Bo chronią się w ten sposób. ”
    Świetna puenta.

    Polubienie

  24. @MONIKA
    „Jeśli celem nadrzędnym jest UŻYWANIE kobiety, to zdecydowanie rekomenduję każdorazowo wydatek 150 zł.”

    Myślę że nie zrozumiałaś istoty przekazu. Otóż chodziło mi o to, że przez ok czterdzieści lat (żyję ponad czterdzieści) całe moje myślenie, postawa i działania były dokładnie zaprzeczeniem takiego podejścia. Całe dziesięciolecia ofiarowałem kobietom: wierność, oddanie, dobrą przyjacielskość, przyjazność, zaangażowanie emocjonalne, finansowe, odpowiedzialność, konsekwencję dalekosiężnych planów itd. Epickie katastrofy tych działań, obrzydzenie i chęć ucieczki na drugi koniec świata w reakcji na te działania, wzmocnione dokładnie identycznymi spostrzeżeniami czynionymi przez zupełnie innych niż ja mężczyzn, nie pozwalają na inny wniosek. Innymi słowy: tak , wydaje się iż brzmi to okrutnie i przedmiotowo, ALE jednak- stwierdzenie że „jedyne racjonalne działanie to używanie kobiety, i wobec tego należy się zastanowić czy nie najoptymalniejsze jest czyste emocjonalnie i biznesowo po prostu opłacanie tego”- stwierdzenie to bierze się w naszych umysłach (a w każdym razie w umysłach podgrupy mężczyzn do których należę, niestety jest to podgrupa „fajnych facetów” – czytaj friendzone ever and for ever) WYŁĄCZNIE na skutek analizy sytuacji, w której inne, alternatywne działania- ponoszą powtarzalne, spektakularne, epickie i żałosne klęski. Nie wiem, może wy kobiety chcecie na swój sposób takich facetów, ale gdy już ich dostajecie, gnoicie je w sposób cokolwiek wykraczający poza granice rozsądnie pojętej przyzwoitości….

    Polubienie

    1. @KRZYSZTOF
      Ależ dokładnie zrozumiałam, co chciałeś przekazać. Nie bulwersuje mnie określenie „UŻYWANIE kobiet”, bo mam również swoje przemyślenia w tym temacie… Inna, bo kobieca perspektywa, pozwolila mi podpowiedzieć, moim zdaniem najsensowniejsze rozwiazanie.

      Dwa dni temu, przypadkowo przeczytałam artykuł na tym portalu – pojawilam się tutaj pierwszy raz. Dyskusja trwa… A, ze lubię mieć własne zdanie, to zostawilam komentarz. Nie spodziewałam się, ze jeszcze tutaj wrócę, ale poczułam sie Twoim komentarzem wywołaną do odpowiedzi.
      Żeby nie zanudzić… Żyje na tym świecie trzydzieści parę lat. Byłam żoną, przez wiele lat, potem partnerka przez chwile, a potem było juz tylko gorzej. Dziś jestem juz przede wszystkim matką. Mam w domu towarzystwo, wiec nie mam problemu wracania do pustego mieszkania. Zarabiam tyle, ze wystarczy, zeby zyc tak jak lubię. Jestemoptymistką, dlatego wiele osób traktuje mnie jak psychoterapeutkę. Przez chwilę czytajac Twoje komentarze pod tym artykułem, pomyślałam, ze jesteśmy do siebie podobni. W ramach żartu dodam, ze różnimy się tym, że ja nie znam swojego IQ, zadowolilam się opiniami, ze jestem bardzo inteligentną kobietą, o ponadprzeciętnej mądrości życiowej. 😀 Wracajac dob meritum… Lubię sex. Teraz nawet bardziej niż kiedyś. I co z tym zrobić? Problem tkwi w oddaniu sie drugiemu człowiekowi. Raz zraniony, ma ograniczone zaufanie. Ale czy to znaczy, ze mozna pójść do łóżka z przypadkowym mężczyzną? NIGDY!
      Ciebie nie interesuja kobiety, ktore nie są ambitne. A te ambitne maja wszystkie dobra materialne, które masz do zaoferowania – wiem, ze to dla Ciebie ważne, bo piszesz o tym sporo. A te które byłyby tym zainteresowanie, są na chwilę, bo nie potrafimy stworzyć z nimi zwiazku, ale świetnie nadają się do używania, chociaż wielokrotnie kosztuje to więcej niż 150 zł. 😂

      Polubienie

  25. myślę że w dużej mierze jest dokładnie tak jak myślą faceci: dopóki jesteśmy młode , o napiętej naturalnym kolagenem skórze, dopóki świat leży u naszych stóp dopóty chcemy wrażeń, śmiechu, podziwu dla siebie, dobrego sexu ale nade wszystko uwielbiamy błagać o to, łasić się i czekać na ochłapy”uczuć” które łaskawie otrzymujemy od naszych macho. Faceci którzy sypią perłami przed wieprze są postrzegani właśnie jako pizdusie. Wszystko przychodzi z wiekiem i z doświadczeniami a szczególnie kobieca mądrość(..choć nie zawsze)

    Polubienie

    1. To nawet nie chodzi o wygląd – ten czynnik tylko zaciemnia sprawę bo zauważ, że ludzie znakomicie się parują niezależnie od atrakcyjności. Albo inaczej – kombinacja „jest miła i lubi seks” wygrywa z „jest ładna i nie lubi seksu”.
      Ale tak naprawdę to w młodości wszystko kręci się wokół prokreacji, w wieku średnim wokól skutków prokreacji a w wieku starszym wokół ogrodu i pierogów środków łagodzących na rozczarowanie skutkami prokreacji 🙂

      Polubienie

  26. Do problemów Krzysztofa pasuje tekst, „wszystko chciałbym Izie dać – ale one wcale nie chciały brać” (Wilki) oraz „nie mam nic; czego ty nie możesz mieć” (Kowalska). Prawda taka, że zaradne kobiety mężczyzn nie potrzebują a tym kraju jak ktoś chce przeżyć na jako takim poziomie to zaradnym być musi. Dom ograniają, robotę ogarniają, dziecko z porzedniego związku ogarniają; dobry wygląd ogarniąją i swoje hobby też to po im ty – jako zabieracz czasu?
    Myślę, że po 50-tce pogodzisz się z sytuacją.

    Polubienie

  27. Wraca bo kocha (13 lat). Wraca bo wie, że przy niej będzie mu bardzo dobrze. Wraca bo nie boi się codzienności i zobowiązań. Nie krzyczy z daleka ” pokaż cycki”. On potrafi…

    Polubienie

  28. Jak dorosnąć do rozstania? Kiedy uczucia jeszcze mam, ale poczucie własnej wartości skopane tak bardzo, że już nawet się nie rusza… jak odejść? Nie zgodzić się na ciągłe przesuwanie granic? Gdzie są granice? Bo na pewno nie tam, gdzie je wyznaczyliśmy. Nie jestem głupia, nie jestem ślepa. Nie potrafię pogodzić się z tym, kim się przy nim stałam i że po 5 latach czuję się naga, odepchnięta, bezwartościowa. Kiedyś mnie podziwiał, dzisiaj nawet nie potrafi potraktować z ułamkiem dawnego szacunku.

    Polubienie

    1. ..może się stałaś a może jedynie uwierzyłaś w to co widzisz w jego oczach a on może po prostu nie dorósł do miłości i zatrzymał się na etapie podziwiania kobiet które chciał ciągle zdobywać a nie widzieć w nich czasem zmęczonej żony, niekoniecznie zawsze idealnie wydepilowanej. Przekonałam się nie raz że podporzadkowanie, zależność, ufność i tzw. stabilizacja są na przeciwleglym biegunie podziwu i pożądania.

      Polubienie

    2. Trochę jakbym czytała o sobie ponad 2,5 roku temu…Pomogło kilka miesięcy psychoterapii, która przywróciła pewność siebie i pozwoliła spojrzeć na pewne rzeczy z dystansu…i odejść (po 10-ciu latach razem)
      „Kiedyś mnie podziwiał, dzisiaj nawet nie potrafi potraktować z ułamkiem dawnego szacunku.” Szacunek w związku to podstawa. Szacunek do siebie samej? – długo zajęło mi po rozstaniu zanim go odzyskałam. Długo trwało stawanie na nogi z kolan oraz uczenie się jak być silną w pojedynkę. Po czasie wzlotów i upadków nastapił okres, w którym poczułam się wreszcie stabilnym człowiekiem. Spotkałam meżczyznę, dla którego jestem boginią (on dla mnie również jest Tym Jedynym). Teraz to ja rozdaję karty, a dla mojego eks-męża stałam się na nowo atrakcyjna. I jak w historii powyżej…z tym, że ja wiem jaki będzie jej koniec 🙂

      Polubienie

  29. Co ja mam zrobic .chce wrocic do mojego eks .kiedys laczylo nas wielkie uczucie lecz krotkiepo jednej .zdradzilam go z jego kumplem.ale ten kumpel byl fatalny w lozku .pragne znow mojego eks i czekam .on jednak obrazony nie odzywa sie gdy pisze do niego na fejsie.pop…. Sie wszystko .mezczyzni sa pamietliwi bardzo i nie umieja wybaczac a szkoda bo mialby teraz w e mnie wspaniala partnerke.co robic jak go odzyskac?

    Polubienie

    1. auć. To jest fake, prawda?…. Znaczy, nie ma aż tak głupich ludzi….?
      są? a to ja przepraszam.
      rzeczywiście, wspaniała partnerka, która dąsa się, że mężczyzna się „obraził”, bo nie chce jej znać po tym jak dała dupy innemu. Zaiste, wielkie to musiało być uczucie.

      Polubienie

  30. Do Tiganza wyobraz sobie ze ja przespałam się zkumplrm bylego eks tylko z powodu tego ze eks mnie rzucil po jakiejś klótni.bylam kilka tygodni sama i akurat napatoczyl się ten kolega .Jak tylko eks dowiedział się o zdradzie to zaraz najpierw mnie wyzwal smsowo a potem zamilknął nie dal sobie nic wytlumaczyc .Kobieta zdradzając wcale nie musi kochac jednoracowego kochanka .co ma milosc wspólnego z seksem .seks to tylko pożądanie chwilowe zauroczenie i fatalne zauroczenie jak w pewnym filmie.Najgorzej ze potem trudno takie sprawy odwrocic.Eks się obrazil ja smutna same zgliszcza. nadal kocham tylko eks AON MYSLI O MNIE ŻLE .gdyby tylko mnie wysłuchał a on NIE obrazil sie na cale życie , k…a mezczyzni wcale nie chcą wracac do eks partnerek .potrafią się tylko pozamykać i zabarykadować w swojej jaskini czy na planecie marsie

    Polubienie

    1. Co ty za bzdury kosmiczne piszesz?
      „rzespałam się zkumplrm bylego eks tylko z powodu tego ze eks mnie rzucil po jakiejś klótni”. Cóż za bzdet, urągający rozumowi?
      Przespałas się z nim bo chciałaś seksu, czy bo chciałaś „odegrać się” w ten sposób bo facet cię rzucił?
      Jak chciałaś w ten sposób się odegrać, to jesteś ciężką idiotką, kompletnie nierozumiejącą czym jest związek, zaufanie i szacunek. W tym do samej siebie.
      Jak chciałaś tylko seksu – to jesteś ciężką idiotką bo miałaś do wyboru cały świat a wybrałaś akurat…kumpla swojego faceta.
      A z tego co piszesz dalej, widać gołym okiem że w ogóle jesteś ciężką idiotką, jeśli uważasz że „potrafią się tylko pozamykać i zabarykadować”…nie. Potrafią wiele rzeczy, w tym – po zorientowaniu się że mają do czynienia z ciężką idiotką – zwyczajnie się od niej odciąć. Tak po prostu.
      Jest takie powiedzenie, że jak nie wiesz jak postąpić, na wszelki wypadek postępuj przyzwoicie.
      Ty nie masz pojęcia na czym polega zdrowa relacja, jesteś kretynką więc dobra rada…znajdź sobie przyzwoitego faceta i niech on decyduje jak wasze życie będzie wyglądało – dobrze na tym wyjdziesz. A ty się skup na technikach robienia loda, żeby mu się jakoś odwdzięczyć za „prowadzenie kretynki przez życie”.

      Polubienie

    2. Do zagubiona nie pograxaj sie w rozpaczy .ja doskonale cie rozumiem.sama wfwpnelam w grzadkie gowno z moim.malzenstwem i konsekwencjami. Pohopnych decyzji.tez zaluje ze kogos tam.kiedys olalam.wierze jefnak w to ze i nawt mi sie ulozy na nowo.fala zycioeego wiru rxuca mna i miota .przez ostatni czas moje zycie to szalona karuzela zmiany w pracy klopoty z kasa brak milego kogos rozwod a trzeba dalej niesc swoj cezar.rozumiem cie bo bylas chwilowo samotna nie wiefxialas czy eks do ciebie piwroci poddalas sie tamtemu.nie mysl o tym co bylo nie zawrocisz niegu rzeki czasu tylko postarsejesz sie wrwnetrznie od nafmiaru trosk.musisz tylko czyms zyc robic cos co da ci ukojenie a wtedy sie naprwno znadzie ktos kto doceni ciebie i okocha nie zwazajac na to mowia o tobie
      Plotkarze i oszczetcy nie widza swoich grzechow jakos zyja innymi. P mnie tez mowiono ze chodze w chmurach ze nnawiedzona a ja mam na to wywalone
      Jestem w trakcie realizacji swjej osji pod kryptonimem NPAOkiefys moze wyjasnie o co chodzi .pozdrawiam cie zagubiona ale nie stracona zegluj na doobrych falach przez zycie

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s