Jak odróżnić dupę od miłości? 

Kiedy dekadę temu na poważnie zaczynałem zabawę z blogiem, amerykańscy komandosi zabili Bin Ladena, Breivik zastrzelił 69 osób na norweskiej wyspie Utoya, mimo niewiarygodnej fortuny z powodu kłopotów z trzustką umarł Steve Jobs (pieniądze nie ocaliły mu życia), i zaczęto emitować „Suits”. Dziś większość osób nawet o tym nie pamięta. Nigdy nie przypuszczałem, że to potrwa tak długo.

Przez te 10 lat przeczytałem o sobie właściwie wszystko. Że świat, który opisuję to margines, bo ludzie są dobrzy, związki się układają, a tylko w pato-Warszawie jest zdrada, jest samotność, są uśmiechy skrywające wewnętrzną pustkę. I jeśli ktoś tak uważa, to niech tak zostanie. Bo jej/mu będzie lepiej w życiu. 

Dzisiaj jednak napiszę wam w co wierzę i czego się przez ten czas nauczyłem (tak, tak czuję, że będzie gorąco). 

Czytaj dalej

Dlaczego kobiety po 30-tce nie mogą znaleźć faceta

Jeśli chodzi o związki samotnych kobiet po 30-tce, to przypominają one historię umieszczoną kiedyś w komentarzu u mnie na Fejsie. 

„Jechałam autobusem do szkoły, była piękna wiosna, więc założyłam długą, kwiecistą spódnicę na gumce. Wysiadając z autobusu zapomniałam ją chwycić i jak byłam na ostatnim schodzie, poczułam szarpnięcie i wypadłam z autobusu na chodnik, ponieważ ktoś stanął mi na tej spódnicy. Jakby tego było mało, spódnica została w autobusie, a ja w majtkach na chodniku 😀😀😀 nigdy tego nie zapomnę 😀😀

Czyli na koniec zostajesz sama, z wypiętą gołą dupą i zastanawiasz się, jak do tego mogło dojść???

Gdzie jest twoja spódnica?
Czytaj dalej

Fragment mojej nowej książki. „Solista, czyli on, ona i jego żona” 

PROLOG

Dwudziestego czwartego września o siedemnastej czterdzieści siedem furgonetka marki Mercedes Sprinter z dużą literą S w kółku na budzie (kółko czerwone, litera S również czerwona, nazywana przez lekarzy i sanitariuszy eską od „specjalistyczna karetka do przeprowadzenia reanimacji”), zwolniła gwałtownie, zjechała z ulicy Żurawiej, skręciła w Książęcą, po czym kierowca znów wcisnął gaz do dechy.

Pasażerami, poza leżącym na noszach mężczyzną, zatrzęsło niczym workiem ziemniaków.

Syrena karetki wyła, lekarkę medycyny Kamilę Lej (zwaną przez koleżanki i kolegów Pyskaczem) uwierał stanik, a facet na materacu w kolorze hiszpańskiej pomarańczy właśnie miał zawał.

– Mężczyzna, lat czterdzieści, nieleczony przewlekle, brak historii choroby. Przytomny, w pełnym kontakcie, zorientowany. Pieczenie w klatce piersiowej, ból lewego barku i kończyny górnej, ostatni posiłek wczoraj wieczorem. Kod dwa: „ból w klatce piersiowej”, czas dojazdu, Mario? – zapytała.

– Jeszcze pięć minut – odpowiedział gruby sanitariusz.

– Pięć minut – powtórzyła i westchnęła ciężko.

Nie tak miał wyglądać ten dzień. Nie tak miał wyglądać cały tydzień. O tej porze powinna być już w Alpach, i to od ładnych paru godzin. Marzyła o tym, aby spakować sprzęt i pójść w góry, gdzie niebo jest błękitne, a powietrze świeże. W miejsce, w którym nikt nie zawracałby jej przez kilka dni dupy. Kupiła sobie nawet nowy plecak i nową parę butów. Tysiąc pięćset złotych wyrzuconych w błoto.

Wakacje rozwiały się w ciągu pięciu minut rozmowy telefonicznej z ordynatorem.

– Cześć, Kami, dzwonię do ciebie ze słabą informacją. Muszę ci odwołać urlop. Bartek złamał rękę. Bardzo mi przykro, ale tylko ty nie masz dzieci…

I co z tego, że nie ma dzieci? Czy to znaczy, że pozbawiona prawa do odpoczynku??? Niezrażony ordynator ciągnął, że Bartek poszedł z jakąś dziewczyną poskakać na trampolinach, tam debil się popisywał i spadł na ryj. Ryj podrapał, rękę złamał, dziewczyny nie zaliczył, a Kamila została w Warszawie. Kurwa jego mać.

Spojrzała na pacjenta.

W sumie, jakby się zastanowić, to facet na noszach wyglądał na całkiem przystojnego. Przypominał tego gościa z boysbandu, którego słuchała piętnaście lat temu, w pierwszej klasie liceum. Jak on się nazywał? Matko Boska, zaczęły się dziury w pamięci.

No, przystojny – przyznała po namyśle. – Ale wygląda jak aktor z serialu na TVN–ie. Kamila lubiła mężczyzn, którzy wyglądali jak mężczyźni, którzy – jak by to powiedziała jej babka – śmierdzieli koniem i potem. Ten śmierdział co najwyżej ledwo przetrawionym alkoholem i drogimi perfumami.

Monitor z EKG nagle oszalał.

– Migocze. Mario dawaj elektrody! – ryknęła. Zaczęła rytmicznie uciskać klatkę piersiową leżącego. W tym samym czasie Mario oklejał go miękkimi elektrodami.

– Defibrylacja dwieście dżuli – zakomenderowała.

Pacjentem leżącym na noszach targnął prąd.

Czytaj dalej

Skandalizująca królowa Dzikiego Zachodu. Piękna, młoda i szalona

Spójrzcie na tę kobietę. Tak wtedy wyglądała bogini seksu. Gdyby w XIX wieku istniał serwis na literę I, ona dostawałaby najwięcej lajków. Lekko pyzata, duże oczy, lekko nadęta, twarz dziecka. (Moja babcia Lodzia wyglądała podobnie w czasach młodości). To Baby Doe Tabor. 

Rozpaskudzona, pożądana, wyszła za mąż za człowieka dwa razy od niej starszego, którego odbiła jego żonie. Żyła w luksusach, umarła w nędzy. A wszystko na Dzikim Zachodzie. 

Czytaj dalej

O kobietach i mężczyznach, którzy dają za dużo

Lubię sobie pójść na balet. 

Będąc w Odessie poszedłem więc do opery na Giselle, czyli „najpiękniejszy balet romantyczny XIX wieku”. Zaczęło się dobrze, bo przed spektaklem lali w barku całkiem niezły koniaczek. Po dwóch – świat wydał nam się miejscem pięknym i szlachetnym. 

Do czasu. Zasiadłem na balkonie, oglądam i aż mi się czajnik zagotował. Ale – nie uprzedzajmy faktów. 

Mamy ładną dzidę, w tej roli przepiękna wieśniaczka Giselle. O Giselle stara się beta, czyli leśniczy Hilaron. Ma stabilną fuchę, wielką flintę i zero szans. Każda kobieta już czytając te słowa wie, że taki kolo to się może do małżeństwa nadaje, ale do romantycznej miłości już nie bardzo. Giselle poznaje Chada z kwadratową szczeną, powyżej 180 cm wzrostu, który podchodzi do niej i mówi: “Siema maleńka, pomogę ci z winobraniem”. 

(Jestem Dominik i podoba mi się Twoja mini 

Kręcą mnie Twoje cycuchy o wielkości dyni 

Rozbieraj się do bikini by czynić swoją powinność)

Giselle nie wie, że ten facet to w rzeczywistości książę Albert ze Śląska (młody, przystojny, bez chorób wenerycznych, moja beta nigdy pusta). Nie był Polakiem, tylko był Ślązakiem. To różnica, jak między twarogiem, a serem. Niby podobne, ale jednak nie. Miłość jest wielka i oczywiście od pierwszego wejrzenia (dzisiaj: włożenia). 

Czytaj dalej