7 lekcji dla idiotek, które może cię nauczą, dlaczego faceci źle cię traktują

Tani dymacze, oblatywacze, wcale nie są najgorsi. Po nich wiesz, czego się spodziewać. 

Przyjdzie, postęka, 10 minut później jest już po sprawie, a jak któryś jest szczególnie wydolny, to trening cardio w tym tygodniu masz już zaliczony. Ale jak liczysz w jego przypadku na wielkie uczucie, to po prostu głupia jesteś. Wiesz kto jest najgorszy? – pyta mnie kobieta i patrzy na mnie chmurnymi oczami. 

I nie, nie ma łóżka, nie ma podłogi, jest stół, ale między nami w kawiarni na warszawskiej Ochocie. 

Czytaj dalej

Moja nowa książka GWIAZDOR. „Przyjaźń kontra sława, miłość kontra koks”

Tak książka zabrała mi półtora roku życia, czyli co by nie mówić kawał czasu (robię to zdecydowanie za wolno, wiem, coś z tym muszę zrobić, wiem).

Ostatnio ktoś zadał mi na Fejsie pytanie: jak napisać bestseller? Odpowiedziałem szczerze, że nie wiem. Nigdy nie kalkulowałem, że to się opłaci a tamto nie.

Przy pierwszej książce pisałem, bo dobrze się przy tym bawiłem i fajnie się do tego piło. A poza tym i kobiety były jakoś bardziej wyrozumiałe jak słyszały, ze ktoś bawi się w literaturę.

Później starałem się po prostu opowiadać o tym co mi w duszy akurat grało. O tym co mnie śmieszyło i smuciło. O tym co budziło we mnie grozę. I to czego się bałem.

Piszę książki takie jakie chciałbym czytać. 

Tak jest i tym razem.

W wywiadzie dla Onetu o „Gwiazdorze” powiedziałem coś takiego:

Słuchałem, jak wygląda luksusowy seks biznes i dziwiłem się czasami mocno, słysząc nazwiska kobiet, które tam pracowały i pracują. Słuchałem, jak się ustawia związki, bo para internetowych celebrytów budzi większe zaangażowanie i lepiej się sprzedaje. Słuchałem, jak agenci ratują swoich klientów, słuchałem, dlaczego celebryci nie chcą się przyznawać do swojej orientacji seksualnej. Słuchałem tego wszystkiego nie po to jednak, aby napisać coś, co się wydarzyło, ale po to, aby historie, które opisuję, były prawdopodobne„.  

Mam nadzieję, że moje najnowsze „dziecko” wam się spodoba. Oto fragment książki. 

Czytaj dalej

Co jest na liście rzeczy, które chcesz zrobić przed śmiercią?/Czy chcesz zsikać się w majtki? 

Był 30 września 1956 roku. Thomas Fitzpatrick – ksywa Fitz – odwiedzał kumpli w Nowym Jorku. Siedzieli w barze o dość pretensjonalnej nazwie “New York City Bar”. 

Fitz (marine, który dostał Purpurowe Serce za wojnę w Korei) zrobił z nimi kilka kolejek. Jak to faceci mają w zwyczaju, najpierw poleciała jedna pijacka historia, później druga, trzecia, aż w końcu jeden wypalił: 

– Ale założę się, że nie wylądowałbyś samolotem przed tym barem???

– Jasne, że dam radę – obruszył się Fitz. 

– A w 15 minut ze swojego domu – tutaj? – podpuścił kumpel.

Problem w tym, że Thomas Fitzpatrick mieszkał w New Jersey: 90 mil od baru, bądź, jak kto woli, prawie dwie godziny jazdy samochodem. 

– Pewnie – odpowiedział Fitz. – Zakład?

– Zakład – odpowiedział kumpel. 

Fitz wrócił do domu i koło 3 rano zakradł się do Teterboro School Of Aeronautics. Rąbnął stamtąd samolot, którym następnie wylądował centralnie przed barem. W środku Nowego Jorku, czyli w Washington Heights na Manhattanie. 

Zrzut ekranu 2020-05-25 o 08.48.54
Fitz wyskoczył na drinka i parkuje przed barem

Trzeba przyznać, że policja miała naprawdę ochotę wsadzić go do pierdla. Sama kaucja miała wynosić 5 tys. dolarów. Ale właściciel samolotu, któremu z wrażenia opadła żuchwa, odmówił wniesienia zarzutów i skończyło się na grzywnie w wysokości 100 dolców.

Dwa lata później, w październiku 1958 roku, Fitz znowu siedział w barze. Na jego usprawiedliwienie dodam, że to był inny bar. 

– Naprawdę jesteś tym kolesiem, który wylądował na środku ulicy? – zapytał właściciel. 

– Yep – powiedział Fitz i pociągnął z kufla. 

– Nie – właściciel spojrzał z powątpiewaniem. – Nie wierzę. 

– Chcesz się założyć? – zaproponował Fitz. 

‘Na przypale albo wcale’, jak to mawia jeden z moich kumpli. 

Właściciel chciał. 

Tym samym Thomas Fitzpatrick znowu wylądował samolotem przed barem. Znowu w centrum Nowego Jorku. Tyle, że tym razem dostał sześć miesięcy więzienia.

Czytaj dalej

Czy chce ci się rzygać, kiedy myślisz o swoim życiu? 

Frank Farian potrafi śpiewać. Na rynku muzycznym w rodzimych Niemczech idzie mu nawet całkiem obiecująco. 

Ma jednak jedną, jedyną wadę. Wygląda jak pomocnik murarza na budowie, po dwóch lufach i paprykarzu szczecińskim na trzech. Trochę zasłania to fryzurą, ale nie zrobi specjalnej kariery jako wokalista. On uważa, że to dlatego, że nigdy, ale to nigdy nie będą do niego wzdychać kobiety. 

Prawda jednak jest taka, że nie chodzi tylko o wygląd: Farian ma charyzmę jak domestos albo niemiecki wurst. 

Zamyka się więc w studiu i zostaje producentem. 

Jeśli ktoś pamięta zespół Boney M. to występowało tam dwóch czarnych kolesi. Farian wymyślił ten zespół. I śpiewał za jednego z nich. A że był biały? Nikt nie jest doskonały.

Farian to jednak autor innego największego w historii muzyki pop przekrętu, który wydarzył się w roku 1989. Ma piosenkę o której wie, że będzie hitem. Nagrywa ją z kilkoma profesjonalnymi muzykami. Którzy mają jednak jedną wadę. Nie wyglądają. Frank znajduje więc dwóch bezrobotnych modeli Roba i Faba, którzy prezentują się wręcz rewelacyjnie. Że nie potrafią śpiewać? Oj, nie czepiajmy się szczegółów.

Tak powstaje grupa Milli Vanilli.

Czytaj dalej