Naszym życiem uczuciowym kieruje prosty dogmat: nie opuszczę cię aż do śmierci, kocham cię i będę ci wierny. I zgodnie z tym dogmatem dostaniesz to wszystko, jeśli tylko się trochę postarasz. 

Wiesz co? To czysty sadyzm.  

Tych, którzy na sukces w związku skazani nie są, jest od startu mniej więcej połowa. Bo i tyle małżeństw kończy się rozwodem. Kolejne 40 proc. czeka w najlepszym razie pełna nudy wegetacja. Częściowo udane małżeństwo. Częściowo udane relacje z dziećmi. Często spierdolone relacje z rodzicami. Tymczasem memy, poradniki, blogerzy, filmy, piosenki prezentują triumf miłości romantycznej, która będzie łatwa i prosta, pod warunkiem, że rzecz jasna trafi się na odpowiednią osobę. 

Tę osobę zazwyczaj identyfikuje się jako połówkę. Tu można zacytować starego mema: 

„Wszyscy szukają drugiej połowy swojego serca, tymczasem większość powinna rozejrzeć się za brakującą połową mózgu”.

Wmawia się do tego ludziom kolejny wyświechtany frazes, że nad związkiem trzeba pracować i potrzebny jest kompromis. Jak ktoś mi mówi coś takiego, to od razu pytam, co to znaczy pracować nad związkiem?

Przykłady, poproszę. 

Myć go? Szorować? 

Podlewać?

I wtedy zapada niezręczna cisza.  

Tak tworzone miraże świetnie się sprzedają, a jeszcze lepiej się klikają. Ludzie chcą bowiem wierzyć, że w bezmiarze gówna, które ich otacza, nieudanej pracy, ogólnego bezsensu życia trafią choć na jeden na prawdziwy diament, czyli udany związek. 

Nie lubimy słuchać ponurych kazań 

Dlatego gdy ktoś ma 20 lat to sądzi, że jestem idiotą i się nie znam, bo takich rzeczy o jakich piszę w książkach i na blogu to nie ma. Miłość jest piękna i romantyczna i aż po grób i ostatnie kwiatki i wystarczy się postarać, a czasami mieć wyjebane. 

Nie wykluczam. 

Kiedy ktoś podrósł i ma już 20-kilka lat nadal sądzi, że jestem idiotą i się nie znam, ewentualnie rzeczy, które piszę o relacjach między kobietą a mężczyzną np. w “Brudzie” czy “# To o nas” to patololo, bo my z Przemkiem mamy zupełnie inaczej. Normalni ludzie nie mają takich problemów. 

Wtedy zazwyczaj gratuluję.  

A kiedy ktoś ma 30-kilka lat i jest po kilku długoterminowych relacjach – nagle zmienia zdanie. 

Po 10 latach bycia razem, Przemo przestaje być już taki fajny. Te ciuchy porozwalane po chałupie przestały być już takie rozkoszne i nagle rozumiesz, że żyjesz z fleją. 

Kobiety i mężczyźni zaczynają żyć w niespełnieniu.

‘Na zawsze’ przestaje być tak twarde, ‘nigdy nie zdradzę’, i ‘każda co zdradza to dziwka’, również tracą swoje ostrze. Ba, ‘nigdy nie zwiążę się z żonatym’ – również wiele razy nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością, bo żonaty nagle okazał się tak cholernie pociągający, jak hamburger z frytkami i pudełko belgijskich czekoladek. Tak jak w pewnej piosence „Przeżyj to sam”. Tak, ja też mam czasami słaby charakter. Dlatego nie jem frytek. Mimo, że lubię. 

Są rzeczy, które prędzej czy później trafiają się w każdym związku i go niszczą. 

Jak agresywna chemia. 

Jak kwaśny deszcz. 

Jak tłuczone szkło sypane na skórę. 

Nikt ci nie powie, że jednak nie przerobisz zająca w jednorożca 

Większość bajek opiera się na trójkącie bermudzkim: 

Jest książę – męski, sprawny, przystojny, z mieczem do kostek. 

Jest księżniczka – ładna, zgrabna, dobry cyc, długie, mocne włosy, zazwyczaj w wieży, może zawodzić rozdzierająco, śpiewając o swej samotności.

Jest zły smok. Ale równie dobrze w tej roli może być wiedźma, czy wilk z wielkim chwostem.  

Wygląda to tak:

I książę zabija tego złego smoka. Bierze księżniczkę w ramiona, ona patrzy z wytrzeszczem i miłością na jego pysk, on nabija ją na swój miecz, a później jest ‘i żyli długo i szczęśliwie’. Kobiety tego słuchają od dzieciństwa i później jedna z drugą myśli: PRZECIEŻ TO CAŁKIEM PRAWDOPODOBNE. I CZEKA NA TEGO KSIĘCIA I CZEKA.  

Mężczyźni zresztą też, tyle że na księżniczkę. 

A później jedni i drudzy przyglądają się swoim wybrankom i sapią w myśli: gdyby tylko on był inny. Gdyby był bogatszy. Gdyby był wyższy. Gdyby nie była taką suką. 

Uwaga! To teraz będzie lekki szoczek: gdyby ten ktoś był inny to nie byłby sobą! 

Pewne rzeczy druga osoba może dla ciebie zmienić, pewnych rzeczy nie zmieni. 

Gdy ktoś mnie pyta jak wyglądają proporcje między tymi dwoma grupami – uczciwie odpowiadam, że 15 proc. do 85  proc. Te 15 proc. to właśnie rzeczy, które można jakoś tam dogadać. Wywalczyć. Wynegocjować. Ale nie zrobisz z zająca jednorożca, ani z chomika legwana.  

Chcesz mieć jednorożca? To szukaj jednorożca, a nie doprawiaj zającowi rogi. Związek to akceptacja. Lecz nie tylko zalet, ale i wad. Nie tylko wad, ale i opinii.  

Nikt ci nie powie, że facet powinien umieć odciąć się od matki

Na południu USA był kiedyś taki ładny zwyczaj. Gdy młody gentleman przychodził z zamiarami do domu oblubienicy to stawiano świecę. 

I ta świeca wyznaczała długość jego pobytu. Jak świeca się wypalała to gość miał spadać. 

I oczywiście rodzice wyrażali swoją przychylność, bądź jej brak, wobec kawalera rodzajem świecy. Jeśli się mamusi podobał, to była to gromnica, wielka i gruba jak marzenie nastolatki, albo świeżej rozwódki. Jeśli się nie podobał to była to świeczka, jak na torcie na urodziny dla czterolatka. 

Jaki z tej historii płynie wniosek? Matki zawsze się wtrącały do związków swoich dzieci, a w rozwodzie są zawsze winne dwie osoby: adwokat i teściowa.

Teściowa i żona prowadzą między sobą ZAWSZE wojnę o wpływy. Są w niej wyjątkowo wredne i podstępne. 

„A ty bardziej kochasz mamusię czy mnie?”

„A dlaczego wybrałeś taką wredną babę za żonę?”

„A dlaczego twoja matka do wszystkiego się wpierdala?”

Dwie kobiety walczą o miłość tego samego faceta i jedna chce udowodnić sobie i tej drugiej, że jest ważniejsza od niej. Facet jest w stanie to przerwać tylko w jeden sposób: odcinając pępowinę. Stając po stronie swojej żony/partnerki. Pokazując, że kocha matkę, ale to jego kobieta oraz założona właśnie rodzina jest dla niego numerem jeden. To układnie relacji na nowo. Jak w kostce rubika, klocki się przesuwają, aby pokazać nowy obraz. Na tym polega dorastanie. 

Oczywiście to nie będzie przyjemne. Matka będzie robić sceny. Będzie strzelać fochy. 

Ale jeśli facet nie podejmie tu zdecydowanych kroków, to zostanie gniazdownikiem, niezdolnym do samodzielnego życia bez opieki mamusi.   

A żona go zostawi. Albo zwyczajnie będzie zdradzać. 

Nikt ci nie powie, że związki rozpadają się nie z braku miłości, ale ze stresu

Tego nikt na początku nie bierze pod uwagę. Dziś pary spędzają w pracy przeciętnie tysiąc godzin rocznie więcej niż 30 lat temu. Przynosząc do domu całe zmęczenie i wkurw, jakie tam dostały. Tam nie mogą eksplodować. Muszą być poprawne, miłe, grzeczne i do wyrzygu sympatyczne. Bo w pracy trzeba być przecież profesjonalnym. Ą. Ę. Fą, fą, fą. 

A później następuje wyładowanie. 

Na kim można się najlepiej wyładować? Na osobie, która czeka na ciebie w domu. A zaczyna się to od wejścia do domu i frazy: “a co ty taki nie w humorze?” I trzy godzinki później obie strony są już bardzo zaawansowane w wymienianiu swoich wad, z czego jedna płacze. 

Każda osoba w związku powinna mieć swój bufor. 

Co to będzie?

Nie wiem. Jeden potrzebuje, aby po powrocie z pracy zamknąć się na pół godziny w pokoju, tak żeby nikt mu nie zawracał dupy. Puzzle poukładać z Disneya, na szydełku zrobić takiego kurczaczka z żółtej włóczki. Ktoś woli podnoszenie ciężarów. Ktoś inny musi wsiąść w auto i zrobić mu BDSM na obwodnicy. 

Ale ludzie w związku muszą mieć swoją własną strefę dekompresji. Inaczej eksplodują. Albo zeżrą się na śmierć, jak Człowiek-pizza w “Spaceballs”.

Nikt ci nie powie, że dziecko wszystko zmienia na gorsze

W ciągu 12 miesięcy od urodzenia dziecka 70 proc. kobiet odczuwa drastyczny spadek zadowolenia ze związku. 

70 proc.!!!

I to nie jest z mojego brudnego palucha ciągnięte. Tak z badań wynika. 

Ten spadek jest tym silniejszy, im bardziej ojciec jest wyłączony z opieki nad dzieckiem. Im bardziej matka zajmuje się nim sama. Im bardziej nie dopuszcza go do tego dziecka. Bo przecież może je zepsuć. Czujesz to? Przed momentem kobieta wyciskała piłkę wielkości arbuza przez otwór o średnicy piłki do tenisa, piłka jest cała a ona się boi, że facet może ją uszkodzić! 

Po ciąży jednak zmienia się nie tylko ciało kobiety ale i jej życiowe cele. I nagle zaczyna się pojawiać fraza: “a ty kiedyś byłaś inna”. Na co kobieta odpowiada: “i chuj, byłam. Ty też kiedyś byłeś inny.” Oczywiście kobiety nie mówią tak brzydko, kobiety pachną, są rozkoszne i romantyczne). (- Dlaczego kobiety się malują i perfumują? – Bo widocznie są brzydkie i śmierdzą…)

Para musi mieć czas, który spędza razem, bez dziecka. Po prostu. 

Nikt ci nie powie, że seks w miarę upływu czasu jest coraz gorszy

U gwiazd fejsa i instagrama, ładnie się podkreśla (i tak lirycznie,) że w miarę upływu czasu seks będzie coraz lepszy, bo para lepiej się zrozumie. I, że na początku to tylko fitness. Albo zumba, bo tu się dużo i zazwyczaj bez sensu krzyczy.

To prawda. Ot, tak mniej więcej przez cztery lata. Później lirę ktoś zajebał.

A laska może sobie przewiązać bobra francuską koronką i w tyłek wepchnąć flagę Grecji, bo i tak jej facet owszem podnieci się, ale na widok brzydkiej kelnerki, która przez przypadek pokazała mu kawałek cycka wielkości 2 mm.

Dlaczego? BO ON TEGO CYCKA JESZCZE NIE WIDZIAŁ.

I nie ma tu znaczenia, że większość facetów widząc ją (żonę) wyobraża sobie, co by z nią robili i w jakiej pozycji.

W stałym związku seks bywa. Dzikie pożądanie zazwyczaj odchodzi.

Nikt nie mówi, że kobieta po porodzie już nigdy nie będzie wyglądać tak jak przed (chyba, że wpuści się w ten projekt ot, tak z 50 tysięcy).

Że poród siłami natury to cudowna sprawa, ale nigdy już nie będzie tak ciasna, jak przed ciążą a dość często facet będzie czuł jakby wsadzał nogę do studni.
Że kiszka stolcowa po porodzie naturalnym ma tendencję do wyglądania ze zwieracza.

Że faceci w miarę upływu czasu zaczynają dążyć do ideału sferycznego.
I że ta sferycznośc oraz alko mocno wpływa na zdolność do uzyskania erekcji (ja wiem, w młodości było inaczej).

Nikt ci nie powie, że pojawią się problemy nie do rozwiązania

Kumpela ma psa. Takie małe szczekające gówno: Yorkshire Terrier czy Shih Tzu (nie rozróżniam). 

Ma też faceta, który nienawidzi tego psa. Nienawidzi jak się ślini. Nienawidzi jak wszystko gryzie, łącznie z jego butami. A najbardziej go wkurza kiedy chce przelecieć kumpelę, a to zwierzę zaczyna go lizać po jajach. 

I nie, że zawodnik jest kawałem palanta. Imaginuj, on jest w największym napięciu, zaraz eksploduje, a tu nagle czuje szorstki język. I nie jest to język jego wybranki. 

Wtedy  ma ochotę kopnąć tego psa centralnie w dupę.  

On mówi: zamieszkajmy razem. Tylko pozbądź się tego psa (nie każdy musi lubić psy, ja na przykład wolę koty). . 

Ona bezradnie odpowiada: jesteś dla mnie bardzo ważny. Ale pies jest częścią mnie. Jest moim przyjacielem. 

On: To tylko zwierzę! Jestem dla ciebie mniej ważny niż jakiś kundel???

Ona: Jak to, mam oddać swojego przyjaciela?

I nikt nie chce ustąpić. Co z tym zrobić? Gdzie tu jest kompromis?

Takich konfliktów bez rozwiązania jest dużo. On jest ateistą, ona chce żeby chodzili co tydzień do kościoła. On chce seksu codziennie, jej wystarczy raz na tydzień. On flirtuje z laskami na imprezach, ona jest wściekle zazdrosna (żaden pornol nie ma tak zakręconej fabuły, jak ta, która powstaje w głowie kobiety, której facet nie odbiera telefonu). 

Gdy o tym wszystkim myślę, przypomina mi się zdanie, które napisałem kilka lat temu: 

 „Związki są po to aby ta druga osoba nas wspierała i motywowała do tego, abyśmy byli lepsi. Abyśmy budowali swój świat, a nie pierdzieli w stołki. Bądź z kimś kto cię uskrzydla, a nie wiąże ci jaja w supeł.

Związki są po to abyśmy rozumieli marzenia drugiej osoby. Abyśmy rozmawiali o nich. Mimo, że czasami masz ochotę zajebać tę drugą osobę siekierą, a ona ciebie tłuczkiem. Wszystko da się wynegocjować. Jeśli tylko pogadacie ze sobą o godzinę dłużej. 

I ja się zgadzam, że nic tak czasami nie wkurwia jak to, że ta druga strona ma inne zdanie na jakiś temat. Ale czasami trzeba się przymknąć i ROZWAŻYĆ co ta druga strona ma do powiedzenia. Zaskakująco często może mieć rację. 

To co nazywamy miłością, tak naprawdę jest bowiem komunikacją. Cielesną – przez dotyk. I słowną, przez rozmowę, w której tworzy nasz własny, prywatny język. 

Nie ma komunikacji, nie ma też miłości.

Bo zakochanie jest tylko wstępem do niej.

Nie spodziewam się oklasków. Mam przynajmniej tę satysfakcję, że napisałem coś, co jest całkowicie szczere.

roberto-nickson-q9nZUFC1nTw-unsplash

Photo by Roberto Nickson on Unsplash

 

 

19 uwag do wpisu “Rzeczy, których nikt ci nie mówi o związku, a powinien

  1. trudny temat, zawsze trzeba ustępować, a tego się nie chce, a po za tym świadomość że możesz zmienić u partnera tylko 10-20% i u siebie także tyle… Życie to kłopot , a życie z kimś to kłopot podwójny, a jak są dzieci to … każdy sobie dopisze..

    Polubienie

  2. Kurde, ludzie są różni, teściowe różnią się od siebie a wszystko sprowadzasz do jednego modelu związku. Ja mam teściową monstera, którego musiałam siłą odpempowić- pół roku z nami nie rozmawiała a teraz zwyczajnie jej do nas nie zapraszam. Ma szczęście jak pojedziemy do niej na jeden dzień i to jeśli jest miła. Natomiast mam koleżanki, które mają teściowe anioły, które się nie wtrącają a synom jeszcze tłumaczą, że mają być zawsze po stronie żony. To samo tyczy się tej odskoczni- jedni jej potrzebują a inni potrzebują żeby być razem a czas rozłąki jest przymusem. Ja z mężem należę do tej grupy ludzi, którzy nie lubią bez siebie wychodzić i mnóstwo ludzi mówiło nam „wyjedźcie sami, odpocznijcie od siebie” i dawaliśmy nie raz się skusić i co? I gó…o! Na tej odskoczni się męczyliśmy a później zwykle jakiś mini kryzys po powrocie zamiast czułych powitań. Nie ma dwóch takich samych związków i takich samych ludzi. Teraz mamy 9 lat za sobą i dwójkę dzieci (trzecie w drodze) i chce nam się śmiać jak ktoś nam mówi, że powinniśmy odpoczywać od siebie albo od dzieci. Tak jest nam dobrze i gdzieś mamy te cudowne rady.

    Polubienie

  3. Mega słaby tekst. Placzesz, bo odkryłeś, że sw. Mikołaj nie istnieje. A mamy obok nie ma by Cię pocieszyć. Wake up and grow up. Sam jesteś odpowiedzialny za to kogo wpuszczasz do swojego kręgu (przyjaciół czy partnerskiego), tysiące wymówek i tłumaczeń dlaczego ten świat jest taki zły i jak to jest ciężko. Nuda. Kolejny marudny tekst i wyplakiwania małego chlopca.

    Polubienie

  4. zgrzyty są w każdym związku cała sztuka polega na tym, aby odnaleść wyjście z tej sytuacji. U mnie w tym roku zaczyna się 13 rok wspólnego życia mogę śmiało stwierdzić, że miłość to sztuka kompromisu z obu stron jak również kochanie partenera za jego wady, a nie tylko zalety. Osobiście odciąłem się od rodziny bo za dużo pchali się z butami w nasze życie teraz możemy spokojnie żyć z naszymi pociechami.

    Polubienie

  5. Te żółte kropki na muszli każdego dnia, rozwalone buty w przedpokoju ..ukhhh!!
    ..a potem przypominam sobie dziesiątki razy kiedy nie spłukałam brodzika po prysznicu lub zostawiłam zużyte waciki na widoku. Cóż..korona spada każdego dnia🙄

    Polubienie

  6. Myślałam, że to jakiś stary wpis – ale latka lecą, a tu wciąż jest tyle amatorskich błędów poznawczych, tanich heurystyk i „objawień”, że nie wiem, od czego zacząć. To może skończę na: idź na terapię, naucz się rozumieć i nazywać swoje potrzeby, stawiać granice i wtedy zobaczymy. I przestań pierdolić mierne głupoty, bo za mało masz materiału zbadanego, żeby jakiekolwiek Twoje wnioski miały wartość merytoryczną. 🙂

    Polubienie

  7. Niestety, ale ten tekst brzmi jak napisany przez takiego 20-latka po dłuższym związku, który odkrył, że nie jest kolorowo. Jasne, że nie jest, żadna sfera życia nie jest taka, jak ją pokazują w filmach czy innych popkulturowych tekstach.
    Natomiast jeśli chodzi o związki to wydaje mi się, że po kilku nieudanych próbach, człowiek zaczyna zauważać, że najwięcej to musi pracować nad sobą. żeby nie unosić się złością za pierdoły, żeby nie czuć zazdrości bez powodu, żeby nie dać swojemu problemowi z samooceną i poczuciem własnej wartości wchodzić z butami w relację. To najcięższa praca moim zdaniem, bo najpierw trzeba zauważyć w sobie te schematy i jak one działają na relacje.
    Ps. Co do anegdoty z pieskiem, to facet niestety popełnił błąd już na początku. Nie lubi psów – ok, ale wybrał dziewczynę z psem. Pies jest w pakiecie, tak samo kot, tak samo dzieci. Oczekiwanie, że się go pozbędzie jest durne i nie chciałabym być z takim facetem, który próbuje to na mnie wymusić.

    Polubienie

  8. W punkt. Jeśli chcesz jednorożca to szukaj jednorożca. Ludzie mają problem z akceptacją drugiej osoby taką jaką jest. Mimowolnie zmieniają siebie pod własne widzimisie. I nagle po 20 latach małżeństwa oboje jesteście innymi ludźmi. Ba, ludźmi których sami nie lubicie. O ile prościej byłoby wiązać się z kimś, kto nam po prostu odpowiada a nie z kimś, kto będzie stanie zmienić się w nasz pieprzony ideał.

    Polubienie

  9. Ze wszystkim oprócz oddaniem psa się zgadzam. Jeżeli facet prosi Cię o pozbycie się psa/kota/chomika to w tym momencie każesz mu wypierdalać. Podczas seksu wystarczy psa zamknąć w łazience a buty chować w szafie. Koniec i .

    Polubienie

  10. Po pierwsz musze pana panieikea pozdrowic w imieniu koleżanek które zawsze sa żadne sensacji zwiazanych z panem.A przeciez jest pan czlowiekiem wielowymiarowym .Nie łątwo nadążycc za panem .Chyba nie ma kobiety ktora sprosta panu w sferze intelektualnej. życie jest trudne czasem boli i jak mawia pewien dojrzały pan życie jest podobne do koszuli dziecka.Zapytałam dlaczego ?–Bo jest krótkie i zasrane odpowedział bez namysłu .a wiec ten odcinek czasu ktory mamy musimy jakos zagospodarowac tak by tego gowna bylo najmniej .chyba najwazniejsze to kierowac sie dobrymi intencjami ale tez twardo stąpac po ziemi i nie za bardzo poddawac sie zludzeniom brac to co jest z wdzeicznoscia i nie ranic innych slowem i czynem .

    Polubienie

  11. stale czytam. nigdy nie komentuję. przesyłam Twoje teksty znajomym. uwielbiam. prawdziwe aż do bólu, czasem przerysowane, ale cudowne. przeżyłam związki beznadziejne. a teraz jestem w najlepszym. choć nie zawsze jest idealnie. szczerość i rozmowa. chęć dogadania się zawsze mimo różnic. czasem spór bez rozwiązania. ale On mnie uskrzydla. zawsze

    Polubienie

  12. Tak serio to z wieloma rzeczami napisanymi tu się zgadzam.

    Jenak uważam, że pisząc to :

    „Że poród siłami natury to cudowna sprawa, ale nigdy już nie będzie tak ciasna, jak przed ciążą a dość często facet będzie czuł jakby wsadzał nogę do studni.
    Że kiszka stolcowa po porodzie naturalnym ma tendencję do wyglądania ze zwieracza.”

    OSTRO PRZEGIĄŁEŚ.

    Jak można pisać o pewności siebie, radzić kobietom i jednocześnie tak bardzo je upokarzać? Że już NIGDY nie będą takie jak przed? A tak serio, co Ty o tym wiesz? Gówno.
    Mogłabym rozwinąć myśl ale po co. Piszesz tylko stereotypowo zamiast wgłębić się w temat.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.