W te święta upłynęło pięć lat od kiedy skończył się jej związek. Związek, który trwał dekadę, a został jej po nim rozwód, 7 letni syn, chujowa praca i dom. Dom właściwie był stanie surowym.
Katarzyna w pierwsze święta (równo 30 dni po rozstaniu, faceci jak widać lubią rzucać żony zimą) położyła sobie pod choinką rajstopy. Na więcej nie było jej stać. Zarabiało słabo. A alimenty? Alimenty to było 400 zł. Potem był rok odreagowywania i oswajania się z nową sytuacją. O facetach nie myślała. Seks? Brak. Jak czegoś się jej chciało to szła na basen. Albo na siłownię. Produkować endorfiny, aby poprawić sobie nastrój.
Była… obojętna. Zdrętwiała emocjonalnie. Uschła.
Na kolejne święta nie chciało się jej ubierać nawet choinki. Przemogła się z trudem. Dla syna. Cieszył ją tylko on. Sylwester był koszmarem. Matko kochana, przecież trzeba się dobrze bawić. Gdzie iść? Z kim? Jakoś przeżyła. Kolejny rok był już nieco lepszy. Zaczęła się ogarniać. Tak, to popularne słowo. Słyszała je wcześniej wiele razy. Każdy jej to powtarzał. Nawet były mąż. Czytaj dalej