Co jest priorytetową sprawą dla Polaka? Nie dać się wydymać

Chciałbym zauważyć że sąsiad, który wjechał mi na parkingu podziemnym pod domem w zderzak zachował się nieobyczajnie a nawet jak chuj.

Bym powiedział, że to cecha narodowa, ale to nieprawda, bo dajmy na to taki Francuz wychowany na Molierze i Sophie Marceau w ubiegłe wakacje zerwał mi lusterko i też uciekł.

Zszedłem do garażu, patrzę na samochód i coś mi nie pasuje. To znaczy instynktownie czuję, że coś się zmieniło, ale nie wiem jeszcze co. Te nowe Hondy mają tyłki jak Kim Kardashian, rozszerzające się przy zderzaku.

Podchodzę, patrzę, widzę.

Wgniecenie jak pięść. Co może zrobić wgniecenie jak pieść? Hak holowniczy. Kto ma hak holowniczy? Sąsiad parkujący po przeciwnej stronie Mercedesem GLK. Znaczy się dużym wypasionym Mercedesem, który mówi: mam nieograniczony dostęp do dóbr konsumpcji. Możesz się przejrzeć w moim lakierze szmaciarzu.

Czytaj dalej

Historia, mojego kumpla która wam pokaże że można mieć wszystko a i tak nie odnieść sukcesu

Wyznam wam tajemnicę. Nikomu o tym nie mówiłem do tej pory. No może raz na starym, blogu, ale to było dawno i nieprawda (raz to nie zdrada,jak się nie jest do końca z kimś to nie zdrada, jak się włoży sam koniuszek to nie zdrada, na wczasach to nie zdrada a raz w dupę to nie gej).

Gotowi?

23 lata temu z trudnością dostałem się do liceum.

Czytaj dalej

Kilka rzeczy, których nie powiedzą ci rodzice (a powinni)

Nosił wąsy, ale to był czas kiedy każdy nosił wąsy i długie włosy. Kiedy miał 21 lat zaczął pracować przy giełdzie. Siedział w papierach, robił przyzwoitą kasę, a ponieważ robota nudziła go jak cholera zaczął malować. Malowanie było znacznie ciekawsze niż giełda.

Poznał dziewczynę. Niezbyt ładną, dość przy kości, ale coś między nimi zaskoczyło. Była nauczycielką, ale akurat przyjechała do jego miasta ze swoją kumpelą. Jej rodzice byli dość naładowani, jej ojciec był sędzią.

Ślub, pierwsze dziecko, dziewczynka. On idzie pracować do banku. Rodzi się im syn. Praca przynosi sporo szmalu, kolejny syn. On ciągle maluje, czasami bierze nawet udział w wystawach.

I kiedy wszystko idzie całkiem nieźle gówno uderza w wentylator. Giełda robi bum, przyszedł europejski kryzys finansowy. Stracił sporo kasy, spojrzał w lustro i stwierdził że w wieku 34 lat czas zająć się tym czym najbardziej lubi. Czyli malarstwem. 

Tak też zrobił. Narodziło się kolejne dziecko, przeprowadzka do innej chaty gdzie taniej, bo kasy generalnie nie było. Żona chodziła wkurwiona, przyzwyczajona do zupełnie innego standardu życia. Jej facetowi nagle się w dupie poprzewracało. Znalazła robotę jako nauczycielka i przeniosła się z dziećmi do rodziców.

On jeszcze tam pojechał, jeszcze usiłował walczyć o ich małżeństwo (wziął się za sprzedaż brezentu, co pokazuje do czego zdolni są mężczyźni dla kobiet), ale wykopała go za drzwi. Malował dalej, nikt za specjalnie nie chciał tego kupować ale z kumplami artystami nieźle się piło i generalnie wszystkie dupy były ich.

Pojechał do jednego z nich na dwa miesiące, pomalowali razem. Ale chata była niewielka więc jak to w życiu po czasie nawet najlepszy wspólokator zaczyna cię wnerwiać. Postanowił wrócić na swoje śmieci. Kiedy przekazał kumplowi tę informację (koniec chlania, koniec malowania) tamtemu coś jebnęło w instalacji i opierdolił sobie brzytwą kawałek ucha.

Na dodatek zawinął to ucho w gazetę i poszedł do pobliskiego burdelu. Wręczył je pani negocjowalnego afektu o imieniu Rachel i powiedział: popilnuj go.

Artysta potrzebuje więcej. Aby wiedzieć co tworzy. Obcięcie ucha nie pomogło. On i tak się zwinął, pojechał w objazd po nadmorskich wiochach, opychając malunki turystom. W końcu przeniósł się na Tahiti gdzie malował i stukał dupencję o 30 lat od niego młodszą.

Ten koleś nazywał się Paul Gauguin. Jego kumpel od ucha to Vincent van Gogh.

W lutym 2014 obraz Gauguina przedstawiający dwie młode Tahitanki sprzedano za 210 mln dolarów. Kupiła go katarska rodzina królewska.

210 mln dolarów. NIektórzy mówią, że cena była jeszcze wyższa 300 mln dolarów. Ten obraz nosi tytuł: Kiedy mnie poślubisz? Vincent van Gogh

Czytaj dalej

W 7 minut wyjaśnię ci dlaczego nie wychodzi ci w miłości

Kiedy byłem młody bardzo lubiłem jeździć autobusem. Nie ze względu na to, że ciągnęły mnie rury wydechowe, czy przegubowiec wyginał się w odpowiedni sposób.

Raz na trzy, cztery dni wchodziła tam dziewczyna, w której zakochiwałem się mniej więcej w takim czasie w jakim można powiedzieć: toabsolutnienajpięknieszadzidanaświecie.

A raczej szybciej.

Spalałem się do niej uczuciem gwałtownym, wyobrażając już sobie jak chodzimy za ręce po parku, jak przeczesuje jej włosy dłońmi (dziwnym zbiegiem okoliczności zazwyczaj moje wybranki miały blond włosy do tyłka), jak rozmawiamy do świtu (przypomina mi się genialny w tamtym czasie film „Przed wschodem słońca”) jak rozchylam jej usta i jak w końcu zdejmuję z niej obcisłą koszulkę (zawsze miały obcisłe koszulki) i zostawiam w samych skąpych majtkach a na koniec zdejmuje i je (seks, długie nogi skrzyżowane na moich plecach).

Pałałem do niej potężnym uczuciem przez pięć, siedem a czasami nawet 11 autobusowych przystanków.

Dziewczyna stała niewzruszona i nieświadoma naszej fantastycznej przyszłości. Nieświadoma również jak w akcie orgazmu krzyczy moje imię do ucha.

Oczywiście serce rozpadało mi się absolutnie na kawałki w momencie, kiedy wysiadała z autobusu. Przyzwyczajasz się do człowieka a on kurwa co? Wysiada na następnym przystanku.

A to była miłość. Naprawdę. Ślepa, szczeniacka miłość. Co z tego, że pięciominutowa?

Czytaj dalej