Nosił wąsy, ale to był czas kiedy każdy nosił wąsy i długie włosy. Kiedy miał 21 lat zaczął pracować przy giełdzie. Siedział w papierach, robił przyzwoitą kasę, a ponieważ robota nudziła go jak cholera zaczął malować. Malowanie było znacznie ciekawsze niż giełda.

Poznał dziewczynę. Niezbyt ładną, dość przy kości, ale coś między nimi zaskoczyło. Była nauczycielką, ale akurat przyjechała do jego miasta ze swoją kumpelą. Jej rodzice byli dość naładowani, jej ojciec był sędzią.

Ślub, pierwsze dziecko, dziewczynka. On idzie pracować do banku. Rodzi się im syn. Praca przynosi sporo szmalu, kolejny syn. On ciągle maluje, czasami bierze nawet udział w wystawach.

I kiedy wszystko idzie całkiem nieźle gówno uderza w wentylator. Giełda robi bum, przyszedł europejski kryzys finansowy. Stracił sporo kasy, spojrzał w lustro i stwierdził że w wieku 34 lat czas zająć się tym czym najbardziej lubi. Czyli malarstwem. 

Tak też zrobił. Narodziło się kolejne dziecko, przeprowadzka do innej chaty gdzie taniej, bo kasy generalnie nie było. Żona chodziła wkurwiona, przyzwyczajona do zupełnie innego standardu życia. Jej facetowi nagle się w dupie poprzewracało. Znalazła robotę jako nauczycielka i przeniosła się z dziećmi do rodziców.

On jeszcze tam pojechał, jeszcze usiłował walczyć o ich małżeństwo (wziął się za sprzedaż brezentu, co pokazuje do czego zdolni są mężczyźni dla kobiet), ale wykopała go za drzwi. Malował dalej, nikt za specjalnie nie chciał tego kupować ale z kumplami artystami nieźle się piło i generalnie wszystkie dupy były ich.

Pojechał do jednego z nich na dwa miesiące, pomalowali razem. Ale chata była niewielka więc jak to w życiu po czasie nawet najlepszy wspólokator zaczyna cię wnerwiać. Postanowił wrócić na swoje śmieci. Kiedy przekazał kumplowi tę informację (koniec chlania, koniec malowania) tamtemu coś jebnęło w instalacji i opierdolił sobie brzytwą kawałek ucha.

Na dodatek zawinął to ucho w gazetę i poszedł do pobliskiego burdelu. Wręczył je pani negocjowalnego afektu o imieniu Rachel i powiedział: popilnuj go.

Artysta potrzebuje więcej. Aby wiedzieć co tworzy. Obcięcie ucha nie pomogło. On i tak się zwinął, pojechał w objazd po nadmorskich wiochach, opychając malunki turystom. W końcu przeniósł się na Tahiti gdzie malował i stukał dupencję o 30 lat od niego młodszą.

Ten koleś nazywał się Paul Gauguin. Jego kumpel od ucha to Vincent van Gogh.

W lutym tego roku obraz Gauguina przedstawiający dwie młode Tahitanki sprzedano za 300 mln dolarów. Kupiła go katarska rodzina królewska.

Młodość jest intensywna

Moi rodzice są z innego świata, który nazwał się PRL.

Większość ich życia przypadała na czas, kiedy zarabiało się mało, ale do domu wracało o 16, były dwa kanały w telewizji, na dodatek czarno – białe, kupno szynki było wyzwaniem, a pomarańcze jadło się raz w roku. Mało kto za ich czasów wiedział co to jest depilacja, prawie nikt co to jest internet. Nie wiedzą więc tak do końca gdzie żyją teraz. Nie rozumieją sporej części świata, który się zmienił, Nie nadążają za nim.

Jeśli zaś nie rozumieli, nie mogli ostrzec. Bo ponoć dzieci nie można powstrzymać można tylko ostrzec. Są takie rzeczy, które chciałbym, żeby ktoś mi wyjaśnił kiedy miałem 20 kilka lat.

Teraz jesteśmy młodzi za chwilę będziemy starzy i nikt tego nie zauważy. Młodość jest fajna bo młodość jest intensywna. I możesz robić wtedy totalnie banalne rzeczy siedzieć na koncercie, jechać pociągiem, pić piwo na plaży, całować kobietę na przejściu dla pieszych i ta chwila będzie trwała w twojej pamięci przez lata.

I dekadę później możesz być na koncercie, jechać pociągiem, pić piwo na plaży, całować kobietę, która będzie jeszcze piękniejsza niż ta poprzednia i to już nie będzie to samo, bo zabraknie tej intensywności.

I to wspomnienie zamaże się, wymiesza, przetrawi, a później zostanie odłożone jakaś nieużywaną półkę do której nigdy się już nie zajrzy. Co najwyżej oglądając stare zdjęcia.

Młodość jest naznaczona tęsknotą. Bo tego nie da się powtórzyć. Tej inensywności, beztroski, słońca, opalonych kobiecych, nóg, uśmiechów i czekolady. Wiele razy słyszałem, że nasze życie w pewnym momencie przyspiesza. Że na początku jest gęste i upakowane, a później coraz rzadsze.

Chciałbym, żeby moi rodzice powiedzieli: staraj się wykorzystać swój czas, napakuj go intensywnie, naucz się cieszyć drobnymi rzeczami, to zaprocentuje w przyszłości, bo to małe rzeczy w ostatecznym rachunku dostarczają nam najwięcej przyjemności.

Chciałbym żeby mi powiedzieli: szkoła nie da ci dobrej pracy. Dobrą pracę daje wiedza.

A to nie to samo. To bardzo polskie – uczymy się dla stopni. Stąd bierze się to ściąganie, pisanie na zamówienie prac, te często bezsensowne doktoraty. Chcesz mieć dobrą pracę? Inwestuj w umiejętności, nie oceny. A jeszcze lepiej inwestuj w pasję.

Nic nie jest dane na zawsze

Przyjaźnie, które wydają się teraz wieczne – rozłażą się. Kobiety i mężczyźni odchodzą z naszego życia. Czasami z naszej winy – bo o to co masz trzeba dbać.

Czasami nie. Bo ktoś nas zdradził, nadużył naszego zaufania, nie traktuje nas z szacunkiem. Najważniejsze jest aby pamiętać to co te osoby dały nam dobrego. Nie dlatego, że im będzie z tego powodu lepiej. To nam będzie lepiej. Bo te osoby zbudowały nas takimi jacy teraz jesteśmy.

Rodzice nie powiedzieli mi: nie przywiązuj się do rzeczy. Bo za ich czasów rzeczy było mało a więc trzeba było je szanować.

A to tylko rzeczy. W generalnym rozliczeniu dostałeś/dostałaś je na chwilę. To, że coś jest porysowane oznacza, tylko tyle że ma rysę. Możesz to naprawić albo nie.

Nie warto więc się tym zadręczać.

I skoro już przy rzeczach jesteśmy: nie kupuj mieszkania na kredyt kiedy jesteś młody. Nic cię w życiu tak nie usztywni. Nic nie pozbawi cię tak bardzo kręgosłupa, jak świadomość że co miesiąc w zębach przez 30 lat musisz zanosić kasę do banku.

„Pracodawca, chcąc sobie stworzyć grupę pokornych niewolników, razem z umową o pracę powinien podstawiać do podpisania umowę kredytu hipotecznego. Takie dwa w jednym, wash & go. Wszyscy dostają to, czego chcą. A jaka oszczędność czasu. Czterdzieści lat pracy, czterdzieści lat spłaty kredytu. Trumna w promocji po spłacie.”

Napisałem ten fragment w „Pokoleniu Ikea” . Pamiętaj zawsze idąc do księgarni po moją książkę spełniasz moje marzenie z młodości. 

Pożeracze badziewia

Kobieta była za chuda. I za drobna. Ale z całą pewnością była bardzo atrakcyjna. Była brunetką, miała duże oczy i pełne usta, przyzwoite nogi. Stanęła niedaleko mnie i w pewnym momencie powiedziała: nie mogłabym umówić z facetem, który jeździ Skodą. Znajomy gej, który był tuż obok wykrzyknął od razu: ja też!!!

Zamurowało mnie.

Nawet wiem, co oni chcieli przez to powiedzieć. Że postrzegany przez nich zespół cech charakteru, który posiadają nabywcy tego typu auta, jest dla nich nieatrakcyjny. Chcą czegoś bardziej oryginalnego, niebanalnego, zaskakującego.

Ale to potwornie głupie. I płytkie.

Nie wierz że chińska elektronika sprawi, że jesteś wart więcej. Nie wierz że jesteś wart mniej bo masz gorszy dostęp do konsumpcji: samochodu, telefonu, ubrania etc. 

Nie dajmy się przerabiać na pożeraczy badziewia.

Zawsze będzie ktoś bogatszy od ciebie

I zawsze znajdzie się ktoś kto odniósł większy sukces. Po prostu. Tak skonstruowane jest życie. I w ostatecznym rozrachunku możesz się z tym pogodzić albo nie. Jeśli się pogodzisz będzie ci łatwiej.

Nadmiar przeszkadza ci wybrać

Wyobraź sobie, że stajesz przed szafą. Jesteś szczupłą kobietą o miodowych włosach, zielonych oczach, wystającym tyłku i nawet nie masz na tym tyłku cellulitu (no, prawie go nie masz).

W szafie masz w 50 par butów. Ile będziesz się zastanawiać nad wyborem? Ile razy będziesz je przymierzać? Ile razy zmieniać koncepcję?

Teraz stań przed tą samą szafą w której są tylko trzy pary. O ile szybciej podejmiesz decyzję? W minutę? W pięć? 

Żyjemy w świecie, w którym jest nieograniczona liczba możliwości. Nasze życie stało się nieustannym poszukiwaniem. Najlepszych spodni, najlepszego samochodu, najlepszego proszku do prania, najlepszego partnera i laptopa.

Nie ta to inna, nie ten to następny. I zawsze, zawsze już po wyborze nachodzi nas wątpliwość: czy aby na pewno, to co wzięliśmy jest ok? A może gdzieś, jest coś lepszego? A może czegoś nie dostrzegliśmy? A może ta blondynka z pracy lepiej ciągnie (znam przypadek faceta, dla którego kluczowym argumentem przemawiającym za rozwodem był brak regularnego loda, nie nie jest półgłówkiem, tylko prawnikiem z całkiem dużą kancelarią).

Ten nadmiar, w pewnym momencie młodych ludzi usztywnia. Nie wybierają, bo boją się że zrobią źle. A życie polega właśnie na selekcji. W pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć: niestety nie będę dobrym we wszystkim. Trudno. Skupię się na tym co najlepiej mi wychodzi i sprawia najwięcej przyjemności.

Rzeczy nie muszą być zrobione na 100 proc. Aby być skutecznym wystarczy 80 proc.

Możesz zacząć od nowa. Zawsze

To co zrobił Gauguin, czyli rzucił w pizdu wszystko i zaczął od nowa nazywa się w psychologii syndromem Gauguina. Sram na to jak się to nazywa. Ale Gauguin to przykład, że zawsze można zacząć od nowa.

Jest tylko jedna rzecz, którą trzeba wtedy przeczytać, bo napisana jest naprawdę drobnym drukiem.

Wszystko ma swoją cenę

Gauguin został światowej sławy malarzem, wykopcił wiele kobiet, niektóre z nich były mocno nieletnie co nie pomogło mu w karierze, obcował z najlepszymi malarzami swoich czasów.

Cena?

Zapłacił swoją rodziną.

16958454717_87d56a65e3_b

Photo by Caitlin ‚Caity’ Tobias/CC Flickr.com

———-

inspiracje:

1. The Paradox of Choice: Why More Is Less Barry Schwartz

2. Zdanie: „dzieci nie można powstrzymać można tylko ostrzec”, usłyszałem w wykładzie Jacka Walkiewicza.

77 uwag do wpisu “Kilka rzeczy, których nie powiedzą ci rodzice (a powinni)

  1. Z moim facetem odwiedziliśmy znajomego architekta. Oprowadzał nas po swoim domu. Parenaście pokoi. Zaprojektował tak. aby w przyszłości w razie potrzeby można było go podzielić na dwa osobne. Dwa garaże, wielki ogród zimowy, sauna, dwie szopki na narzędzia i inne badziewie, mini stawik z tłustymi rybami z Azji. O wszystkim pomyślał. Byłam pod wrażeniem. Gość może właściwie nie wychodzić z domu. Mój facet skomentował to krótkim „Człowiek nie potrzebuje tylu rzeczy”. Niby banał. Jednak faktycznie możnaby było zamieszkać w domku wielkości jego sauny i nie cierpieć na brak czegokolwiek.
    Czasami ciężko mi się czyta twoje teksty. Trudno mi przełknąć rzeczywistość w taki sposób w jaki ją serwujesz. Jednak lubię jak przypominasz o tych najprostszych rzeczach. Człowiek się potrafi zagalopować nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Łatwo stracić uważność w imię wygodnego automatyzmu. Wydaje się, że posiadamy przedmioty, a to przedmioty posiadają nas. Im więcej ich mamy tym trudniej tak po prostu robić na co ma się ochotę.
    To tyle. Za późna godzina na więcej refleksji.
    Pozdrawiam serdecznie

    Lubię

  2. W sumie racja wytłumacz, to jednak swojej kobiecie.
    Kobiety mimo, ze dłużej żyją „przemijają” szybciej i wszystkiego chcą tu i teraz. Przykład z życia, „mam już 36 lat i nie mam nawet samochodu”, „to idź do salonu i powiedz, że masz 36 lat i nie masz samochodu – na pewno Ci dadzą”. Za dużo papki serwowanej przez media o tym jaka życie powinno wyglądać .Jest dobra książka Tomka Piątka, gdzie pisze, że ludzie stworzyli posągi, bo cielesność taka jaką jest ich nie zadowalała i dążyli do ideału, potem pojawili się rycerze – też wg. Piątka żywe, lśniące posągi idealne. A następnie kolorowe pisma i „idealny dom”, „wymarzone wakacje”, i ludzie też poprawieni tak, że w istocie nawiązują do starożytnej idei, powleczeni korektą grafika zamiast wykuci w marmurze. I dąży się do tego nieosiągalnego ideału, rzeźbiąc na fitnessach ciało na kształt owych posągów, a wżyciu do tych kolorowych obrazków z mediów. Niestety poprzeczka postawiona jest tak wysoko, że o ile w ogóle osiągalna /pod względem wyglądu fizycznego/ to w tej krótkiej młodości właśnie, a materialny poziom lasowany przez media przy odpowiednio ciężkiej pracy i sporej dozie szczęścia przychodzi około 50’tki. Słowem, wszystko mija i nie można miec wszystkiego naraz. Do tego zmiana ról społecznych z tradycyjnych na związki partnerskie i w efekcie 30% rozwodów w pokoleniu 30-latków. Życie za snem o życiu nie nadąża, frustracja rośnie, apogeum osiągając około 40, bo jak nie teraz, to kiedy – nigdy? I ciągłe niezadowolenie, kłótnie najgorsze są święta, kiedy wiesz, że zrobisz coś na co Cię nie stać a i tak będzie to za mało. Zostaje ta szczęśliwa młodość, kiedy to idealne życie miało się dopiero wydarzyć i towarzyszyła temu charakterystyczna dla młodych pewność, że się wydarzy. I faktycznie do tych chwil chce się wracać, do momentu po maturze, kiedy dostałeś się na wymarzone studia i masz 3 miesiące tylko dla siebie, nie spieszysz się, idziesz drogą, łapiesz autostop, samochody się nie zatrzymują, ale nie szkodzi, jak nie ten to inny, dzielisz się wszystkim co masz, bo rzeczy wtedy ne mają znaczenia… piękny okres, który nie wróci.

    Lubię

  3. Niestety. Tak bardzo boimy się, że gdzieś za rogiem może czekać ktoś lepszy, że nie skupiamy się na tym, z kim obecnie jesteśmy i dlaczego z nim jesteśmy. Okropnie mnie to irytuje. Zaobserwowałam to zarówno na swoim przykładzie, jak i na osobach wokół mnie. Zostałam wychowana tak, aby szanować siebie i drugiego człowieka. Czasami mam wrażenie, że jestem ostatnią osobą na tym świecie, która szanuje innych.

    Brak szacunku przejawia się w wielu momentach w życiu. Gdy przyjaciółka mówi „Może w sobotę się spotkamy?” Odpowiadasz: „Pewnie. Akurat mam wolne. O której?” – „Zdzwonimy się rano.” – słyszysz w odpowiedzi. Później okazuje się, że jeszcze nie wie… nadal nie wie… A na koniec, że jednak nie ma czasu. W końcu coś w tobie pęka i gdy ktoś proponuje, żeby się zdzwonić, nawet już nie podnosisz słuchawki. O sytuacjach damsko-męskich pisałeś nie raz i to chyba czytelne. Rodzina to samo – jeśli zawsze możesz coś dla niej zrobić, to przestanie szanować to, że odmówiłeś sobie czegoś, co planowałeś od dawna, żeby wyciągnąć ich tyłek, np. z długów. Można tak wymieniać i wymieniać. Niestety, ludzie często, gdy ty ich szanujesz – odpłacają się brakiem szacunku – bo jesteś na czas, bo dotrzymujesz słowa – ergo – można tobą pomiatać. Po jakimś czasie wracają z płaczem, że ktoś ich źle traktuje, ale kogo to wtedy obchodzi?

    Za szacunkiem idzie odpowiedzialność. Jeśli marzysz o tym, aby malować, to maluj – na zdrowie, ale do k… nędzy, jeśli do tego masz rodzinę – to o niej pamiętaj. Często wystarczy rozmowa, aby przekonać drugą osobę, że przecież kasa to nie wszystko i najważniejsze, aby mieć na przetrwanie miesiąca. Jeśli ta druga osoba twierdzi inaczej – można rozstać się bez żalu.

    Podsumowując: jak masz ciszyć się z małych rzeczy, jeśli od innych chcesz tylko brać i myślisz tylko o sobie?

    To jak z seksem. Jeśli dbasz tylko o swój orgazm, możesz być pewien, że prędzej czy później panna przypomni sobie o tym jak to jest przeżywać ekstazę. Tylko, że doprowadzi ją do niej kolega z pracy, trener fitness albo nowy sąsiad z piętra wyżej.

    Lubię

  4. Od jakiegoś czasu mam tak często, ale opiszę sytuację sprzed pięciu dni. Jadę do centrum Szczecina. Na dworze upał – ponad trzydzieści stopni. Ludzie rozpuszczają się. Rozpuszczają i narzekają. Ja – jadę uśmiechnięty. Czekając na następny transport zamykam oczy i wchłaniam słońce. Dzwoni telefon, odbieram i mówię że jestem w centrum i tak, tu też jest równie gorąco jak na prawym brzegu. Czemu jestem uśmiechnięty? Bo czuję to ciepło. Bo wchłaniam to słońce, bo patrzę na piękne kobiety i te młodsze dziewczyny, którym też bym nie odpuścił i cieszę się tymi krągłościami, które z ochotą bym zwiedził przez weekend lub dwa, bo żyję. Banał? Niewiele mi trzeba?

    Potrzeb mam wiele! Zarówno finansowych, jak i materialnych. Mam kilkanaście tysięcy złotych kredytu do spłacenia, a nie mam pracy – pobieram zasiłek. Do pracy pójść nie mogę, chyba, że na czarno, co też robię, dorabiając sobie tu i ówdzie. Jestem elektroinstalatorem (po staremu elektryk), dość dobrym, do tego większość prac fizycznych, jak i tych wymagających myślenia jestem w stanie ogarnąć. Do tego jestem pracowity (tak sądzę) i jak nie mam nic do roboty, to szukam sobie zajęcia. Aha. Mam 32 lata i nie najgorszy fizys.

    No to w czym problem? A no dwa lata temu usłyszałem, że mam nowotwór. W skrócie: rok chemii, później lampy i od dziesięciu miesięcy rekonwalescencja. Ostatnia kontrola: coś tam Pan ma. Albo guz, albo coś innego, jeszcze nie wiemy, zobaczymy za pół roku. Kolejne pół roku w zawieszeniu. To gdzie tu się cieszyć?

    To proste! Cieszę się, że żyję!!! Przez ostatnie dwa lata miałem wystarczająco dużo czasu do przemyśleń. Zaktualizowałem swoje poglądy – miałem na to czas. Oceniłem swoje życie, popatrzyłem na znajomych. Zacząłem cieszyć się z małych rzeczy. Z porannej kawy, z kostki czekolady (prawdziwej! bo 77% kakao), którą jadam rano i drugiej kostki na wieczór (wyobrażam sobie wtedy, że żyję w czasach kolonialnych), z tego, że słońce mnie grzeje, bo długo wierzyłem w to, że już nie wyjdę na dwór poopalać się, z tego, że zapakowałem swój plecak turystyczny,który kupiłem osiem lat temu i nie miałem okazji zabrać go na żadną prawdziwą wyprawę, bo nigdy nie miałem w tym samym czasie wystarczających ilości: czasu, kasy, sposobności – praktycznie wszystkie trzy czynniki występowały cały czas – i pojechałem na wycieczkę na południe Polski, nieważne, że do Krakowa i Zakopanego, a nie w plener. Ważne, że była to moja pierwsza taka podróż od piętnastu chyba lat, kiedy mogłem wyjechać z domu i nie martwić się o to, że rachunki trzeba zapłacić, że pies zostaje w domu, a pierwszy wyjazd poza miejsce zamieszkania (nie licząc wyjazdów do szpitala) od prawie trzech lat.

    Cieszę się, że mam teraz dobry kontakt z rodziną. Że udało mi się i okazało się, że rodzina pomogła mi i zaopiekowała się mną – wiem, że nie wszyscy mają tyle szczęścia.

    Kiedy masz rodzinę, na którą możesz liczyć, oraz zdrowie (lub jego namiastkę) wiele problemów blednie. Z kilkudziesięciu osób, które poznałem w ciągu ostatnich dwóch lat błąkania się po szpitalach, potwierdzone mam, że żyją dwie osoby (wliczając siebie), co do kilku nie mam informacji, reszta to potwierdzone zgony.

    Może niewiele mi potrzeba, owszem. Chociaż z drugiej strony, wiele chciałbym mieć, ale zdaję sobie sprawę, że mieć nie będę. Ale nie widzę tragedii w tym, jeśli mieć tego nie będę. Patrzę na znajomych i patrzę jak gnają za mrzonkami, próbując spełnić standardy kreowane przez ludzi, którzy sami niczego nie osiągnęli, którym na nich nie zależy, lub po prostu, którzy gardzą nimi. W imię czego?

    Gdzieś na tej stronie widziałem genialny wpis, który minimalnie sparafrazuję:

    „Jeśli patrząc na szklankę, widzisz, że jest do połowy pusta, to weź szklankę mniejszą o połowę, przelej w nią wodę i przestań się mazać. Jeśli postawisz przed sobą zbyt dużą szklankę, to nie zobaczysz, ile świat ma Ci do zaoferowania”.

    Lubię

    1. Trochę banaly trochę rzeczywiście ludzie zapominają o radości z prostych rzeczy. Denerwują się bez powodu. Skody są potwornie zachowawcze, praktyczne i bez charakteru, na narzędzie spoko, na samochód marzeń trochę lipa;-) a teraz rzecz która mnie najbardziej uderzyła z tego tekstu. Kredyt cie wiąże tylko wtedy gdy pozwolisz mu na to. A ludzie którzy tak myślą nie odrobił lekcji z finansów. To co najgorsze można zrobić, to kochać się z dziewczyną której się nie zna. Gdybym w młodości wpadł z jedną z moich znajomości… Gdybym miał dziecko z kimś innym niż moja obecna żona… To dopiero potrafi odciąć młodemu człowiekowi skrzydła. Kredyt to pikuś.

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s