Jest taka teoria, że wszystkie problemy ludzi sprowadzają się do tego, kto kogo dyma, kto kogo chce wydymać, albo kto nie chce się dymać. Ewentualnie kto za to wszystko płaci i kto ile zarabia. Jednakże, po raz kolejny w życiu popełniam błąd i twierdzę, że ludziom zależy jednak na czymś więcej. Dziś będzie lekcja życia według Czarnego. Coś, co długo wahałem się napisać.

I jak zwykle pewnie dostanę po dupie.

Życie jest proste. Przez 25 lat uczysz się. Następne 40 lat pracujesz. A później 15 lat spędzasz na emeryturze. I w pewnym momencie rozumiesz, że życie przestało być tym, czym jest kucyk Pony dla pięciolatki.

Przypomniałam sobie taką jedną imprezę na studiach. Nawaleni w cholerę staliśmy w kółku trzymając się za ramiona i śpiewaliśmy. Pomyślałam wtedy, że to jest zajebisty czas dla nas. Jesteśmy młodzi, w głowach mamy tyle planów! Kurwa nic tylko je realizować! Teraz patrzę na tych wszystkich ludzi i widzę, że nie tylko moje plany dały w łeb.

Rozwody, zamiast szczęśliwych małżeństw i smutny etacik w polskiej podrzędnej firmie zamiast kontraktu życia w Japonii. Wynajęte kawalerki, zamiast domów z ogródkiem. Jak masz 20 lat to myślisz, że zawojujesz świat. I my tacy byliśmy. Że co, nam się nie uda? Pfff. Zderzyliśmy się brutalnie z rzeczywistością, polskim rynkiem pracy, a ci co mieli być w naszych życiach na zawsze ulotnili się po kilku latach. 

Zbyt często nie sięgamy po to, czego chcemy, tylko bierzemy to, co jest. Rozkładamy ręce i mówimy „tak wyszło”. Nie walczymy o lepszą pracę, nie naprawiamy związków – siadamy na dupie i narzekamy. Boimy się ryzyka, zmian, boimy się żyć, szukamy wiecznych wymówek. Czasem dobrze się wypierdolić, żeby potem wstać i być silniejszym. Zacząć żyć po swojemu...” 

– B. (z listów do Czarnego na pokolenieikea.com)

Miało być fajnie, a tu nagle widzisz, że dookoła chujnia, szarość i mrok. Ale nie to jest najgorsze. To, że jesteś w dupie jest jasne.  Najgorsze jest to, że (cytując Stefana Kisielewskiego), zaczynasz się w niej urządzać. Jest łóżko, komputer, stolik, a nawet, kurwa, kwiaty na stoliku i kredyt hipoteczny.

Dlaczego 33-, 35-, 37-letni facet przychodzi z roboty, siada na kanapie i tylko ogląda telewizję? Jaja mu tam uwiązali? Przecież jest, kurwa, młody. Dlaczego nie marzeń? Nie ma planów?  Dlaczego kobieta przez miesiąc, dwa, trzy, pół roku, potrafi robić „metamorfozę pośladków”, a nie potrafi zrobić metamorfozy swojego życia?

Zasada numer jeden: jeśli Ty nie zaplanujesz jak ma wyglądać twoje życie, ktoś to zrobi za ciebie.

I zazwyczaj finalny efekt ci się nie spodoba.

Czytałem ostatnio wywiad z amerykańskim lekarzem pracującym w hospicjum: Brucem Millerem. Przystojny facet, mimo, że na łbie jest coraz bardziej siwy. Kiedy był studentem wdrapał się na dach pociągu, gdzie poraził go prąd. 11 tys. wolt. Nie ma nóg od kolan. Nie ma jednej ręki.

Zapytano go, czego najczęściej żałują pacjenci. Odpowiedź była prosta, bądź banalna – jak kto woli. Że zmarnowali mnóstwo czasu. Będąc w pracy, której nie lubili. Przy partnerze, którego nie kochali. Że nie byli w miejscach, które chcieli zobaczyć.  

Zrzut ekranu 2017-11-04 o 12.18.14

Photo: screenshot Spiegiel Online

Jeden z pacjentów Millera miał HIV, zaawansowanego raka prostaty i pożerał go ból. A  jednocześnie całe życie marzył, żeby popłynąć tratwą między skałami Wielkiego Kanionu. Nie zrobił tego przez całe życie, bo myślał, że zdąży.  A teraz był w hospicjum. 

Miller wziął go na tratwę, co było skrajnie nieodpowiedzialne, niebezpieczne i tu można dodać dowolną liczbę ‘nie’. Ale z drugiej strony, co temu umierającemu człowiekowi się mogło więcej stać? I tak miał przejebane. Po tej podróży pacjent umarł. Spokojny. Spełnił się w ostatniej chwili. Cudem. I wiesz co? Nie każdy będzie miał na to szansę.

Nie możesz złożyć odpowiedzialności za to, czy jesteś szczęśliwy czy nie, w ręce swojego kierownika, swojej pracy. Jak zaprojektowane są firmy? Nawet te najlepsze, nawet te najbardziej ludzkie? Tak, aby wziąć maksymalnie dużo od ciebie i dać maksymalnie mało od siebie. To się nazywa zysk.

Ale nie twój. 

Chcesz umrzeć za swojego iPhona? Jeśli tak, dawaj kurwa. 

xxx

Mam na ścianie zdjęcie babci i dziadka. Na tym zdjęciu stoją przed Morskim Okiem. Jest 1936 rok. Ma 20 lat. Dla niej była to wyprawa życia, którą wspominała do śmierci. Oglądam to zdjęcie, kiedy przychodzi mi do głowy myśl, że czegoś nie mogę. Ja chcę wspominać więcej.   

Jeżeli nie będziesz realizować swoich planów i marzeń teraz, to nie zrobisz tego prawdopodobnie nigdy. Umrzesz rozczarowany. Umrzesz pełna żalu. 

Tak, tak wiem zawsze sie znajdzie jakaś wymówka. Tyle, że możesz mieć życie albo wymówki. 

Zasada numer dwa: życie nie zacznie się później.

Mam kumpla, lat 40, który łudzi się, że będzie miał życie jak przejdzie na emeryturę. 

Kiedyś leciały na niego foki z całego miasta. Teraz ma laskę, która go nienawidzi. Rozstać się z nią nie chce. To oznaczałoby przyznanie się do porażki. Kiedyś marzył, że zostanie archeologiem i był bystrzejszy ode mnie. Później został w pracy w której dorabiał na studiach.

Pamiętam, jak odpowiedziałem mu, że na emeryturze nie zacznie życia, bo nie będzie wiedział, co to jest życie.

– Będziesz zmęczony oglądać telewizję, wkurwiony spoglądając na swoją  laskę, mając nadzieję, że pożyjesz dłużej od niej. Na dodatek nawet na tej jebanej kanapie będzie ciężko ci się siedziało, bo będziesz miał hemoroidy.

– Może wcześniej wygram w Lotto – stwierdził. 

I wtedy witki mi opadły. Nie zmienisz nikogo, jeśli on nie chce się zmienić. Widząc moją minę sprzedał mi czerstwy dowcip:

 Żona mówi do męża:
– Jak wygrasz w lotto, to od razu idę na plastykę. Naciągnę sobie zmarszczki, zrobię se botoks i sztuczne cycki. Co ty na to?
– A co byś powiedziała, gdybym za tę kasę zrobił tuning naszego Tico?
– Ochujałeś? – zdziwiła się żona. Po co będziesz ładował kasę w starego grata, jak możesz mieć nówkę sztukę?
– Cieszę się, że mnie rozumiesz.

Śmialiśmy się długo, on bardziej. Tyle, że on dalej będzie jeździł tym Tico. Kurwa do emerytury. 

Zasada numer trzy. Nie wierz w to, że ktoś cię uszczęśliwi i załatwi tym samym wszystkie twoje problemy

Rozumiem, że naoglądałaś/eś się filmów, w których opowiadali, że całe nasze życie sprowadza się do znalezienia właściwej osoby

W tej narracji nie ma znaczenia, że jesteś chuja wart.  Że, dajmy na to, jesteś egoistycznym, narcystycznym, psychotycznym skurwysynem, który ma tendencję do wykorzystywania wszystkich dookoła. Liczy się przecież znalezienie drugiej połówki! Druga połówka w cudowny sposób sprawi, że się zmienisz i twoje życie nabierze blasku.

To teraz będzie rozczarowanko.

Jeśli ktoś jest szczęśliwy przed związkiem, to istnieje zajebiście duża szansa, że będzie szczęśliwy i w związku. Jeśli ktoś jednak był nieszczęśliwy przed związkiem, to – uwaga, kurwa – niespodzianka: istnieje bardzo duża szansa, że będzie nieszczęśliwy już i w związku. Jeśli ktoś ma cię uszczęśliwić, to masz przejebane. Bo nikt poza Tobą cię nie uszczęśliwi.  

I jeszcze jedno.

Zasada numer cztery: nie wymagasz, to nie dostajesz

Dziewczyny, kobiety, gubią się w dzisiejszych czasach. Coraz częściej nie mają wymagań wobec facetów.

Jak na tym rysunku, który umieściłem na Fejsie.

Nie przejmuj się, życie obdarło mnie ze wszystkich wymagań wobec mężczyzn. Teraz wystarczy mi, że masz dwie ręce i nogi, a jak Bóg da, to może nawet i penisa.”

13626646_1312284235455995_5466167156756328205_n

Ale dobry związek to taki, w którym kobieta nie musi się bać, przejmować się, że on nie chce zakładać rodziny.

W którym nie musi się stresować, że będzie musiała chodzić za nim przez rok i jęczeć jak bardzo chce wyjść w białej sukni. Bo może wtedy zrobi łaskę i się kurwa zgodzi na ślub, a on się boi „zaangażowania”.

To taki, w którym kobieta wie, że  nie będzie musiała  tańczyć na rzęsach, aby on zajął się dzieckiem. Bo ona chce wyjść i spotkać się z dziewczynami.

Gdzie ona nie musi wymuszać, aby on powiedział: ‘Ładnie wyglądasz, kocham cię’. Że on posprząta i ugotuje i nie zrobi z tego wielkiego halo i nie każe sobie dziękować na klęczkach. Bo wie, że ona robi dokładnie to samo.

Po co być z osobą, która nie jara się faktem, że może być z Tobą???? NO PO CO KURWA?

Zasada numer pięć:  jeśli jesteś z osobą, której reakcje przestały ci się podobać, idź dalej.

Prawdziwy charakter każdej osoby poznajemy dopiero po czasie, obserwując, jak ten ktoś  zachowuje się wkurwiony albo zirytowany. To właśnie z tą wkurwioną osobą stworzysz związek. To z tą zirytowaną osobą będziesz żyć.

Jedną z najgłupszych rzeczy, którą robią ludzie, a już zwłaszcza kobiety, jest przeczucie, że kogoś da się naprawić. Że kto jak kto, ale one są tak zajebiste, że na pewno dadzą radę. Otóż nie da się naprawić. Jeśli ktoś wygląda jak skunks, zachowuje się jak skunks, śmierdzi jak skunks, to niespodzianka: TO JEST, KURWA, SKUNKS.

Zasada numer sześć:  związek się zużywa.

„Ach, jak ty dziś ślicznie wyglądasz” będzie fajne przez rok, a po pięciu latach zrobi się lekko nudne. Ale jeśli powie to inny facet, to kobiecie od razu zmiękną nogi. Może nie dać tego po sobie poznać, ale zmiękną.

Nic tak szybko nie zabija miłości, jak życie.  

Zasada ręcznika.

W trakcie pierwszego roku związku, laska idąca w ręczniku do sypialni traci ręcznik a później jest seks.

Powyżej trzeciego roku związku, jest opierdalana za zostawienie ręcznika na łóżku w sypialni.

Nasz mózg inaczej zlicza doświadczenia negatywne w związku, a inaczej pozytywne. Im dłużej związek trwa, tym ten przelicznik staje się gorszy.

Startujemy z pozycji 1 za 1.

Czyli on robi zakupy, dajmy na to, szybka pasta z tuńczykiem, kaparami i chilli w sosie pomidorowym. Z dużą pewnością można uznać, że tego wieczora nie obejrzą serialu ani filmu do końca, bo będą mieli inne ciekawsze zajęcia. A ona się postara, aby jemu było bardzo przyjemnie. Również do końca.

W miarę kolejnego roku związku będzie dwa za jeden, czyli dwie dobre rzeczy potencjalnie będą mogły zniwelować jedną. A później i 10 załatwionych rzeczy będzie niczym w obliczu tego, że ten złamany kutas nie jest w stanie opuścić pierdolonej deski od kibla. Jebnięty nie? Przecież mówiłam mu o tym 2 miliony razy!!!!

Zasada numer siedem: kiedy się kłócisz, pamiętaj, że mężczyźni myślą inaczej niż kobiety

Kiedyś słyszałem historię, czym różni się mózg kobiety od mózgu mężczyzny.

Otóż mózg mężczyzny składa się z pudełek. Jest pudełko na wszystko.  W jednym pudełku jest samochód. W drugim  jest praca. W trzecim pudełku jest kobieta. W czwartym rodzice. W piątym pies (jeśli ma psa). W szóstym siłownia, w siódmym ciuchy, w ósmym miś z dzieciństwa, w dziewiątym jego komputer, w dziesiątym konsola, w jedenastym kolekcja ulubionych filmów na pornhubie, itd.

Te pudełka stoją obok siebie i się nie dotykają. Gdy mężczyzna chce coś zrobić albo ma jakiś problem, to wyjmuje to swoje pudełko, stawia na stole przed sobą i grzebie, grzebie, grzebie. I nic innego go nie interesuje, aż zakończy grzebać w swoim pudełku. Można mu wtedy mówić na dowolny inny temat, tylko się zirytuje. 

Dla mężczyzny w danym momencie najważniejsze jest pudełko, które ma przed sobą. 

NIE MOŻNA SIĘ ZJAMOWAĆ DWOMA PUDEŁKAMI JEDNOCZEŚNIE

Dla odmiany, mózg kobiety to jest jedno wielkie kłębowisko kabli, w którym wszystko łączy się z wszystkim. Kobiety pamiętają wszystko, bo każde wydarzenie łączy się jej z emocjami. Kiedy kobieta zaczyna świrować, co chce zrobić mężczyzna? Wyciągnąć swoje pudełko i jej jakoś pomóc. Ona zaś nie chce żadnej jego rady. Facet ma się zamknąć, słuchać, ewentualnie współczuć.

Zasada numer osiem: nie ma sensu podgrzewać chujowego kotleta

„Odpowiedz mi drogi Piotrze jak to jest z pożądaniem? Dlaczego po kilku latach związku go nie ma i nie zapowiada się że będzie? Dlaczego na początku myślałam, że tak cudownie się rozmawia, że możemy godzinami siedzieć i paplać o pierdołach. A teraz? Trzy zdania na temat tego jak wkurwiła mnie dzisiaj koleżanka z pracy, a on niemrawie rzuca „Aaaa, bo ona jest głupia”. Kiedy to się traci? 

Przyszedł moment, jakieś trzy miesiące temu. Siadłam na dupie. I zaczęłam myśleć o plusach i minusach mojego związku. Wspaniały mężczyzna, przyszłość z nim mam bardzo dobrą, pewną, nie wylądujemy na ulicy, dba o mnie, pamięta o rocznicach, o świętach, o mnie. Jest inteligentny. Przystojny. 

Ale. Nie ciągnie mnie do niego. Nie czuję pożądania. Nie ma pierdolnięcia. Każdy dzień mija szaro. Niby się uśmiecham, ale nie czuję szczęścia. Kiedyś czułam, przynajmniej tak mi się wydawało. 

Nie lubię z nim rozmawiać, nie umiem, nie mam o czym. 

Czy da się to naprawić? Czy zawsze tak już będzie? Czy odgrzewać tego kotleta? Już chyba nigdy nie będzie miał takiego smaku jak na początku.”

Aleksandra: (z listów do Czarnego na pokolenieikea.com)

To nie chodzi o to, że ten kotlet jest stary. Chodzi o to, że został chujowo zrobiony. Ze złych składników.  

Prawdziwa miłość jest wyborem.

W stałym związku będą chwile, że ta druga osoba będzie cię kosmicznie wkurwiać. Wiesz dlaczego ludzie wytrzymują razem? Bo najważniejsza w związku jest intymność. Chęć rozmawiania ze sobą. Chodzi WŁAŚNIE o sytuacje, kiedy on wysłucha, że ta Zośka z pracy to kretynka, mimo, że może gdzieś tam pomyśli, Że trochę marudzisz. Ale przyjdzie i przytuli. Przyniesie kota. Skoczy do sklepu po wino.

Kiedy przyjdziesz do niego i powiesz, że wiesz i że rozumiesz, że się martwi o porysowane drzwi (na metalowym przedłużeniu swojego penisa). Ale może zrobić dzisiaj coś fajnego do żarcia i spędzić miły wieczór.  

Większość osób nie ma z kim porozmawiać o swoich problemach. A związek polega na szukaniu i otrzymywaniu wsparcia. I to jest najważniejsze. 

ryan-moreno-99464

Photo by Ryan Moreno on Unsplash

Źródła:

  1. Teoria pudełek i kabli pochodzi od Marka Gungora
  2. Polskie tłumaczenie rozmowy z Brucem Millerem można znaleźć w listopadowym numerze „Forum”z roku 2017.

 

42 uwagi do wpisu “Co jest po: „i żyli długo i szczęśliwie”?

  1. No i widzisz Panie Piotrze.C i Panie Czarny.

    Ja nie będę epatował swoim wiekiem. Nie będę wywewnętrzniał swego życia . mam MARZENIA.
    Buduję rakietę. A wy gdzieś podobno macie jaja poprzywiązywane. pozdrawiam-

    Polubienie

  2. I jeszcze co do lekarza BRUCE Miullera.
    Nie powierzyłbym zdrowia takiemu popierdoleńcowi, który nie wie co to jest 11 tysięcy woltów. I z tej głupoty/niewiedzy traci ręke i dwie nogi. Dlatego każde twierdzenie Pana doktora jest dla minie nie wartą wysłuchania brednią.

    Polubienie

  3. Tomaszu widać, że nic zupełnie nie rozumiesz z tego co Piotr C przez postać lekarza chciał przytoczyć.

    Mianowicie, lekarz był wtedy młodym studentem…jak się jest młodym robi się z reguły sporo głupot. Skutki jednej z nich lekarz odczuwa do dziś, ale wyrósł na bardzo inteligentnego człowieka. Sama chciałabym kiedyś na takowego trafić. Daje nadzieję, szczęście, spełnienie i spokój innym. Tak cenne w dzisiejszych czasach.

    Dziękuję Piotrze C, za znowu sprowadzenie na ziemię i przypomnienie tego, co jest na prawdę ważne w życiu…nie ciągła pogoń i tkwienie w marazmie oraz myślenie, że ktoś nas uszczęśliwi, jeśli my tego nie ZROBIMY SAMI.

    Tylko JA mogę sprawić, że będę szczęśliwa w swoim własnym jebanym życiu….nie mój facet, nie moi znajomi, nie moi rodzice bądź rodzina, tylko i wyłącznie JA…!!!

    Też nie szczęśliwa od później…tylko TU I TERAZ!

    Dziękuję :-).

    Polubienie

  4. Zastanawia mnie tylko jedno – dlaczego większość naprawdę inteligentnych ludzi, naprawdę bystrzaków dała się na to nabrać? Tzn. na to, że ten model – dobre liceum, dobre studia a potem praca w korporacji + oczywiście rozbuchane, samonapędzające się potrzeby + oczywiście kredyt hipoteczny + oczywiście ślub przed trzydziestką jest tym „najoptymalniejszym” 😉 modelem. Mam kolegę z podstawówki, który uczył się naprawdę kiepsko, jakoś nie mógł tej matematyki zakumać. Ale teraz on hoduje byczki (jakąś specjalną czerwoną rasę), wychodzi na tym świetnie, mieszka w przepięknym miejscu nad jeziorem, ma fajną żonę i jeżdżą sobie po świecie. Kolega akurat wybrał hodowlę byków, ale dla mnie to tylko przykład podjęcia się jakiegoś zajęcia, do wykonywania którego nie potrzeba wielkich szkół, które nie jest merytoryczne. Ale za to jest … prawdziwe. A my wykonujemy abstrakcyjne, skomplikowane rzeczy, od których można się zwymiotować bleeee. Kto nam to zrobił?

    Polubienie

    1. Do hodowli byczków trzeba dużego kapitału: gospodarstwo rolne, stodoła, obora, maszyny, wykształcenie rolnicze (choćby kursy) itd. Nie wystartuje się bez paru milionów. Kompletnie poza zasięgiem korposzczura. Pewnie miał bogatego tatusia, albo odziedziczył po wujku.

      Większość korposzczurów zrobiła możliwie najlepszy użytek ze swoich zasobów (tj. umysłu) – żyją z tego i nie umierają z głodu. Na hodowanie byczków zasobów mają za mało.

      Polubienie

      1. Akurat nie. Rodzice nie mogli mu dać za wiele. Podczas gdy ja studiowałam, kolega wyjechał do pracy fizycznej za granicę i zarobił pierwsze pieniądze. Te 5 lat naprawdę robi różnicę. Ja nie twierdzę, że studia są niepotrzebne, bo przecież mamy też jakieś ambicje i chcemy się realizować. Hodowli byczków ja akurat bym się nie podjęła, bo kłóci się to z moimi przekonaniami (jestem vege). Przykład mojego kolegi pokazuje jedynie, że istnieją alternatywne modele dla korpo. Rodzaj działalności jest tu kwestią wtórną, a czasami naprawdę może się udać. Mam wrażenie, że najważniejsze to potrafić wykorzystać jakąś okazję – taniej kupić, drożej sprzedać. A żeby takie okazje dostrzec, trzeba mieć czas i wolną głowę. A nie być wyciśniętym jak cytryna przez korpo, bo wtedy się już nic nie chce. No i w przypadku własnej działalności zawsze jest ryzyko – można nic nie zarobić i jeszcze wszystko stracić. Korpo daje komfort bezpieczeństwa. Generalnie chodziło mi też o to, że jesteśmy w pewnym sensie ofiarami merytokracji – nawkładano nam do głowy, że skoro dobrze uczyliśmy się w podstawówce, to jesteśmy stworzeni do jakichś wyższych, trudniejszych rzeczy. Nie dla nas przecież hodowla byczków ;- ) Ja dopiero w wieku ok 30 lat zobaczyłam, jaka to wszystko ściema. Prawdziwe życie to tak naprawdę proste rzeczy. A nie jakieś abstrakcyjne teoretyczne konstrukcje, tak naprawdę nie wiadomo komu tak właściwie potrzebne 😉 pozdrawiam

        Polubienie

  5. Wkurza mnie roszczeniowość ludzi. Ojej, utknęliśmy w czarnej dupie, na kijowym polskim rynku. Jak mi źle, jak niedobrze. Rozpieszczone dzieci… To normalne, że nie ma się często idealnej pracy, wymarzonego mieszkania itd. To jest proces. Na początku ma się cokolwiek, ale pamiętając o swoich marzeniach, ambicjach czy jak to nazwiecie, dąży się do zmiany. Krok po kroku, dzięki oszczędnościom jedzie się na wymarzoną wyprawę, kupuje mniej awaryjny samochód. Życie trzeba własnoręcznie buduje. Nie myślcie, że „i żyli długo i szczęśliwie” ma tu miejsce. Życie trwa i trzeba je wziąć w swoje ręce, bo inaczej po setki utkniecie na kanapie z wiecznym żalem, że nie przyjechał bogaty książę na białym koniu i nie popłacił nam rachunków.

    Polubienie

  6. Wreszcie fajny tekst tatku. A ten list od dziewczyny „B”, to jeden z najlepszych listów jaki tutaj czytałam. Cytujesz go chyba po raz drugi. I dobrze. Bardzo życiowy jest i prawdziwy.
    I nie wiem czemu miałbyś dostać opierdol? Chyba tylko za brak puenty. Mamy sobie ją dopisać? „Nic tak szybko nie zabija miłości, jak życie”. Taka jest dla mnie…

    PS Myślę jednak, że na starość, jeśli nie ma o czym rozmawiać, to nie kończy się związku, bo następny będzie tak samo wypalony za parę lat jak ten. Jak motylki spierdolą, to żyje się fajnymi, wspólnymi wspomnieniami, że kiedyś świat należał do nas. Nawet jeśli macie 2 telewizory w domu, to dźwięk telewizora tej drugiej osoby daje spokój, widok obsranych majtek, nawet jeśli leżą tam, gdzie nie powinny, daje spokój; stary, zrzędliwy głos i zwisający brzuch/cycki tej drugiej osoby, dają spokój. To jest prawdziwe życie. Trzeba to zrozumieć, ale myślę, że to wymaga wielkiej mądrości, która przegrywa zazwyczaj z myśleniem pochwowo-rozporkowym…

    Polubienie

  7. Wielkie brawa! Wpis mega, a opierdol może być jedynie za to, że prędzej Go nie wstawiłeś. Zgadzam się z tym. Trzeba lubić siebie i nie szukać nikogo, ani niczego na siłę, być sobą, bo udawać kogoś kim się nie jest nie można zbyt długo, bo koniec końców, to i tak się sypnie. Lepiej oszczędzać sobie i innym rozczarowania.
    Fakt ludzie maja roszczeniowe podejście i tego się nie zmieni, bo dla większości wszystko co jest ważne, to ich potrzeby i dobre samopoczucie, nie potrafią być z kimś, bo chcą kogoś kto będzie dla nich. Zawsze jest tylko JA, dla MNIE, MOJE- zapomina się, że druga strona też, tak jak MY może czegoś chcieć, mieć zmartwienie itp.

    Polubienie

  8. Moim zdaniem problemem z marzeniami ludzi jest to, że żyją czyimiś, a nie swoimi. Chłoną styl życia celebrytów, popkulturę, opowieści z filmów, ale nie zastanawiają się czego oni naprawdę chcą. Więc chcą tego co inni i to ich gubi.

    Stąd wychodzimy dalej. Układają sobie życie pod schemat jaki jest im narzucony. Z czasem zostają ludźmi, których nienawidzą. Nie czują się ze sobą dobrze mimo fajnego ciała, gadżetów i kasy na koncie.

    Jak ktoś, kto czuje się nieszczęśliwy ze sobą ma budować szczęśliwy związek. Ba, nawet nie związek, ale relacje z innymi ludźmi? Ktoś kto nie jest szczęśliwy nie jest w stanie szczęścia dawać. Mamy więc ludzi, którzy żyją życiem, którego nie lubią. Pustkę wypełniają podróżami, rzeczami, chwilowymi uniesieniami. Nie zaglądają „w głąb” siebie, żeby zobaczyć czego im naprawdę potrzeba. Łatwiej jest w takim momencie powiedzieć, że to takie „pieprzenie” niż spróbować.

    Co do związków to wydaje mi się, że najtrwalszy można zbudować z kimś, kto Cię po prostu nie wkur***. Banał, prawda? Kiedy wypali się romantyzm i pożądanie, kiedy ciało już nie jest takie pociągające i znamy tą drugą osobę lepiej, żebyśmy ją po prostu lubili. Znowu oczywistość, prawda? To czemu ludzie, którzy się nawet nie lubią, łączą się w pary? Z miłości do dzieci, bo mamusia truje, bo koleżanki już są, bo „już czas”, bo ładna jest, bo kasa jest, bo „kocham”. A gdzie najprostsze „bo lubimy to samo, jesteśmy po prostu podobni i będzie nam lepiej razem, niż osobno”? Bez dzikich namiętności, seksu 8 razy w tygodniu i obietnic szczęścia. Po pierwsze człowiek, który mnie nie irytuje i chcę z nim spędzać każdą wolną chwilę bo jest… przyjacielem.

    Wydaje mi się, że jestem szczęśliwy z tym co mam i cieszę się nawet z tego, że czasami życie mnie kopnie w dupę. Bo to oznacza, że przetrwałem i być może czegoś się nauczyłem. Ale, prawdę mówiąc, nie rozumiem wielu ludzi. Są pełni sprzeczności, hipokryzji i wielbią kłamstwo bo jest łatwiejsze.

    Polubione przez 1 osoba

  9. „Zasada siódma (…) NIE MOŻNA SIĘ ZJAMOWAĆ DWOMA PUDEŁKAMI JEDNOCZEŚNIE „

    Zjamować może i nie, ale zajmować już prędzej. Poza tym małym szczegółem – kolejny dobry wpis, i zdecydowanie trafne użycie wykładu Gungora. Dziękuję Piotrze.

    Polubienie

  10. „Odpowiedz mi drogi Piotrze jak to jest z pożądaniem? Dlaczego po kilku latach związku go nie ma i nie zapowiada się że będzie?
    Co za kretynka… a o haju hormonalnym słyszała? O tym że mija? O tym że zwiazek nie daje szczęścia? A nie słyszała, bo przecież o tym nie mówili w komediach romantycznych, tam zawsze było miło i cudnie.. Kup książke Marka Kotońskiego „Kobietopedia” to sie dowiesz jak to wygląda i nie wymyślaj koła na nowo.

    Polubienie

    1. A mnie wkurza, że dzisiaj każdy gość jak Kotoński, Grzesiak, Piotr C. nie posiadając wiedzy ani kompetencji udzielają porad ludziom na masową skalę i uchodzą za wielkich guru i znawców tematu. Wolę osobiście poczytać prof. Kołakowksiego , Mikołejko ponieważ jednak dla mnie to autorytety w relacjach międzyludzkich. Ten blog i wypocinki autora to dla mnie odskocznia w robocie a nie jakieś źrodło wiedzy objawionej.

      Polubienie

  11. 1. Dziękuję Ci z całego serca za ten wpis. Dzięki niemu moja przyjaciółka robi kolejny krok w zauważaniu, że skunks cały czas nim jest i nim pozostanie. Przynajmniej dla niej. Ja mogę mówić, śpiewać i tańczyć o tym, ale nie jestem tak przekonująca, a może ona po prostu nie docenia mojego artyzmu.
    2. „Dlaczego kobieta przez miesiąc, dwa, trzy, pół roku, potrafi robić „metamorfozę pośladków”, a nie potrafi zrobić metamorfozy swojego życia?” A no zwyczajnie dlatego, że największe podróże zaczyna się od małego, pierwszego kroku i po tych pośladkach za jakiś czas może i poukłada sobie resztę życia. Albo rzuci wszystko i wyjedzie w bieszczady.
    Trochę wiary w człowieka 🙂
    3. I swoją drogą, mężczyźni mogliby się nauczyć już otwierać choćby dwa pudełka na raz.
    4. Straaaaasznie dużo opierdzielu w tych wszystkich punktach, a tylko mały fragment o tym, że może, nie musi i prawdopodobnie mało kto będzie miał dobrze.

    Polubienie

  12. Ludzie są w dupie na swoje własne życzenie… bo nie umieją się ze sobą nawzajem obejść. Urzadzanie czarnej dupy… jest proste, wypelnisz troche przestrzeni i już… tylko że krzesło obok nadal jest puste, a druga połowa łóżka nadal ładnie poscielona i nie ma nikogo kto zniszczył by ten ład… Pustą przestrzeń można wypełnić wszystkim… Puste serce da sie wypełnić tylko innym pustym sercem…

    Polubienie

  13. 1. Czarny, nie pierdol, kiedy Ty dostałeś po dupie? Nie chodzi traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Na blogu tylko pompujesz swoje ego. Nie twierdzę, że to źle.
    2. Zasada nr 1 – kiedy planujemy swoje życie mamy 20 –kilka lat i nic wiemy, a już na pewno nic o życiu. Jakie dane takie planowanie. I nie pisz o umierającym na raka/AIDS pacjencie – on nie miał nic do stracenia, co najwyżej skrócenie cierpienia. Umieranie na raka jest dość bolesne. Większość ludzi ma coś do stracenia – komfort. Może urządzili się w dupie ale jest to ich własna, dobrze znana, bezpieczna dupa.
    3. Zasada nr 2 – no owszem życie nie zacznie się później. Najczęściej już jest za późno. Dlaczego? Bo coś spieprzyliśmy na etapie planowania. Tak naprawdę to nie było planowanie tylko kopiowanie – żyjemy tak jak żyje nasze otoczenie. Spójrz na rodzinę swojego 40-letnienie zgorzkniałego kumpla, który będzie żył na emeryturze, na większość jego kumpli. Pewnie mają podobnie.
    4. Zasada nr 3 – założenie, że związek rozwiąże wszystkie problemy jest po prostu wygodne. A gdzie w tym wszystkim bardzo częste założenie –ona/on zmieni się dla mnie i będzie taki/taka jak ja chcę? To dopiero jest oszustwo na całego. No ale filmy i cała pop-kultura dokładnie nam to wmawiają. Dlaczego spora część społeczeństwa w to wierzy? Nie wiem. I nie chcę wiedzieć.
    5. Zasada nr 4 – nie wymagasz nie dostajesz. Wymagasz – nie masz od kogo wymagać. Związek to nie negocjacje o podwyżkę. Związek to partnerstwo. A teraz Czarny zastanów się dobrze i znajdź wśród swoich znajomych 10 związków partnerskich. Partnerskich!!! A nie opartych na wymianie barterowej – on zostanie z dzieckiem bo ona chce się spotkać z koleżankami ale pod warunkiem, że on będzie mógł (tu wstawić dowolny pomysł np. spędzić sobotę z kumplami na strzelnicy).
    6. Zasada nr 5 – idź dalej, nie patrz na wspólne zobowiązania (dziecko, kredyt, pies, kot…). Wygodne podejście – ma jej mój prawie były mąż. Karma powoli wraca, chłopak trochę zderza się z rzeczywistością, ale sam chciał się wyprowadzić i rozwieść, więc zgodnie z zasadą nr 5 – droga wolna.
    7. Zasada nr 6 – no niestety. To co nazywamy miłością trwa (z neurologicznego punktu widzenia – skoro sam zahaczyłeś o mózg w kolejnym punkcie) około 3 miesięcy. Reszta to akt woli z obu stron. Jeśli chociaż jednej ze stron nie będzie się chciało nic z tego nie będzie.
    8. Zasada nr 7 – kolejna wariacja nt. mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. Bez względu na to jak opisać różnice w sposobie myślenia między płciami wszystko sprowadza się do skutecznej komunikacji.
    9. Zasada nr 8 – nie da się zrealizować jeśli nie zrealizowało się zasad 1-7.
    10. Czarny, zapomniałeś tylko dodać, że wszystko to da się zrealizować jeśli: masz wielkie i niezachwiane poczucie własnej wartości, wysoką asertywność (nie mylić z mieniem w dupie), wiedzę czego nie chcesz mieć w życiu, umiejętność podejmowania decyzji i wprowadzania ich w życie i nie boisz się zmian. A to są cechy rzadkie i w dodatku bardzo źle widziane u kobiet. U faceta jakoś ujdą.

    Polubienie

    1. 1. Czarny, o ile jest tym człowiekiem o którym myślę że jest – to dostał po dupie kilka lat temu, i to publicznie, tak na cały kraj. Co wcale nie neguje czy wyklucza spostrzeżenia, że na blogu pompuje ego. również nie wartościuję. Jego blog, jego (super)ego
      2. Napisałaś coś, co uruchomiło u mnie długa refleksję krążącą wokół „utraty stref komfortu” i co jest lepsze(subiektywnie, rzecz jasna, każdy sam sobie odpowie) – zasiedlanie ich na stałe czy traktowanie jak wynajmowanego mieszkania. Za duży temat jak na tutaj ale za uruchomienie wewnętrznego myśliciela dziękuję. Cegiełka do przemyśleń n/t coachów i tego całego bałaganu p.t. bądź sobą i rób tak, jak nam się wydaje że powinieneś.
      3. Owszem. Skoro się nad wym zastanawiamy, to już jest za późno. Bo to oznacza że wyrośliśmy już z wieku „a teraz szybko, zanim do nas dotrze że to bez sensu” 😉
      4. Jest to wygodne ale też bywa prawdziwe. Związek(niekoniecznie wybitny, byle nie dysfunkcyjny) ma w sobie wartość dodaną. Tylko że to i tak bez znaczenia bo nie rozwiąże wszystkich problemów a tylko niektóre, dołoży nowe…przeniesie myślenie o problemach na inną półkę po prostu. No, chyba że pan pierdoła trafi na rzutką matkopolkę to i owszem – ona mu rozwiąże 99% problemów, po prostu zrobi to za niego.
      5. Autor zdaje się nie był nigdy w długoterminowym związku. A patrzenie na znajomych bywa cudowną iluzją. Jak słucham od moich znajomych jak postrzegali moje małżeństwo(20+ lat) to szczęka mi opada. Wow…normalnie aż zazdroszczę sam sobie :). Szkoda że to tylko iluzja. Myślę że idea partnerstwa jest ogólnie niezrozumiana…i masz rację, tak ludzie przez pomyłkę określają „symetryczną wymianę dóbr a zwłaszcza usług”.
      6. ciszej nad tą trumną…;-)
      7. Te trzy miesiące to „peak of the experience”. Ale cały proces trwa dłużej, i jak wszystko co związane z reakcją neuroprzekaźników na bodźcowanie chemiczno-zmysłowe, ma fazy „onset->peak->plateau”. Natura dobrze wiedziała co robi(ekonomia życia). Mówiąc cynicznie – trzy miesiące rżnięcia non-stop-kolor i jeszcze kilka już z mniejszym natężeniem w zupełności wystarczają aby spłodzić potomka lub uznać że starczy tego dobrego, nie działa to dawać innego chętnego. Nasz kulturowy model „kultu miłości(na zawsze, ma się rozumieć)” nijak do tego nie przystaje.
      8. Owszem. Byle to nie był „chiński pokój”. jeśli mnie coś rozczula u ostro zakochanych to ich głębokie przekonanie o doskonałym, wręcz nieludzko perfekcyjnym telepatycznym porozumieniu ;-). Nawet jeśli ona myśli o małym białym domku ze słonecznikami w ogrodzie i porannej kawie na tarasie tego domku a on o tym czy w piwnicy zmieszczą się zabawki do bdsm.
      Natomiast bla bla ble a rację masz. Komunikacja to w ogóle postawa złożonych relacji.
      9. n/a
      10. Nie miałem szczęścia trafić na taką osobę. Dla pełnego obrazu – moje partnerki również 🙂

      A tak poza punktowo – świetny komentarz napisałaś. Naprawdę…wow!

      Polubione przez 1 osoba

      1. 1. Moja obserwacja dotyczy tylko bytu internetowego, a tu zdecydowanie Czarny jest człowiekiem sukcesu.
        2. Mocno skomplikowane. Zawsze chętnie popchnę do przemyśleń. A co do coachów -proszę wstawić ilustrację hipopotama na bieżni zapatrzonego w jednorożca jako w ideał wyglądu 😉 Za cholerę nie wiem czemu tylu ludzi się na to nabiera.
        4. To były piękne czasy. Teraz ideałem jest fajne i z sensem z akcentem na sens.
        5. Rozwiązać nie rozwiąże ale na pewno zmieni optykę. Po prostu we dwoje jest inaczej. Generalnie lepiej bo człowiek to mimo wszystko istota stadna. Jak matkopolka dojdzie do ściany są piękne efekty – wiem, widziałam, polecam. Obserwować należy z dużej odległości.
        6. Mam to samo wrażenie 😉 stąd poprosiłam o przyjrzenie się znajomym.
        7. Kto przerobił wie w czym rzecz, kto nie przerobił nie zrozumie. Ale dlaczego trumna?
        8. Właśnie plateau to akt woli. Nie chcę się tu zagłębiać w kwestie neuro ale w wielkim skrócie – tak długo jak długo będzie stymulowany ośrodek nagrody będziemy zakochani. Wbrew pozorom całkiem nieźle opisane zagadnienie. To ostre zakochanie ładnie widać na MRI 🙂
        9. 🙂
        10. Znam jednego osobnika. Ciężko z nim wytrzymać.
        Poza punktowo – Dziękuję 🙂

        Polubienie

    2. 1. No jak tak, to tak 🙂
      2. Co do hipo wpatrzonego w jednorożca – pewnie że tak. Też oczy przecieram, patrząc ilu ludzi wierzy w to urojenie. A przecież naprawdę nie trzeba bogatej wyobraźni żeby sobie uzmysłowić na ile miesięcy wyląduje się w szpitalu, jak się zacznie utrzymywać że przy dobrych chęciach każdy może zostać bokserem wagi ciężkiej. Ale w tym konkretnym przypadku, chodziło mi o to słynne opuszczanie strefy komfortu. Kurczę…przecież ludzie, walcząc o ten przysłowiowy biały domek, zapasy gotówy czy co tam kto…walczą o – docelowy – komfort. Bezpieczeństwo. Tylko w marzeniach jest on pomieszany zazwyczaj z jakąś formą luksusu. Czy więc opuszczanie – może mało luksusowej ale jednak komfortowej, bezpiecznej strefy, nie jest wypychaniem ludzi z jednej bańki w drugą, tylko trochę lepszą? Inaczej mówiąc – ciekawi mnie, ilu opuszczających strefy komfortu znajduje z czasem inne, lepsze, a ilu zostaje w efekcie bezkomfortowcami? Dla jasności – tkwienie w toksycznym związku to nie jest strefa komfortu, to strefa piekła. Nie o opuszczanie tego chodzi 🙂
      5. Mam w rodzinie dostatek matkopolek. Widziałem to i owo…z tą obserwacją z odległości – dobra rada 🙂
      7. Ostatnio miałem sporo kontaktu z pewną panią notariusz(sprzątanie w życiu) i chyba mnie zaraziła tą trumną. Określała tak każdą sprawę która się przedawniła albo zmierza do tego i dla własnego dobra nie ma co tego wyciągać/poruszać…Wspomniałaś o „prawie byłym mężu” więc tak mi się skojarzyło. 😉
      8. Byłbym BARDZO zdziwiony gdyby tego nie było widać na skanach ;-). Gdzieś nawet spotkałem się z tym, że przypomina to obraz kogoś nawalonego jakimś euforykiem, mniej więcej. Ciekawe. Bo logicznie rzecz biorąc, skoro zakochanie obserwowane jako fenomen psyche, ma podłoże neuro-fizyczne(a ma), to powinno też się dać farmakologicznie odkochać :). A są przypadki które chciałyby, bo cierpią…
      10. Tak też sobie myślę – że taki ideał na dłuższą metę jest kompletnie nie do zniesienia 😉

      Polubienie

      1. Na temat coachów, mówców motywacyjnych i innych tego typu osobników mam bardzo negatywne zdanie. Założenie, że jeśli mnie się udało to i tobie się uda jest po prostu nierealne. Tak jak założenie równego startu. Z drugiej strony, każdy chce wierzyć, że jeśli Nick Vujicic (facet bez rąk i nóg) ma kasę, piękną żonę, dziecko i jest szczęśliwy to i jemu też się uda. Sukces jest widoczny jednak mało kto zdaje sobie sprawę z ilości porażek (często też z kalibru porażek) jakie w ponieśli tzw. ludzie sukcesu. To raczej nie jest kwestia wyobraźni co poczucia rzeczywistości, które obecnie jest mocno zachwiane. Wystarczy parę zabiegów chirurgii plastycznej i każdy może być piękny – już nie tylko geny o tym decydują. Chcesz większe mieszkanie- weź kredyt, nawet na zarżnięcie, ale chata będzie. Masz ambicje być pierwszym w rodzinie magistrem, ale jakoś rozumku nie starcza – płatne, prywatne studia. Dlatego większość ludzi łatwo nabiera się na „prawdy” głoszone przez coachów. Po prostu chcą wierzyć, że sukces i splendor z tym związany jest pisany każdemu i dla każdego oznacza to samo.
        Strefa komfortu to w ogóle jest ciekawa sprawa. Można spróbować wszystko sprowadzić do piramidy potrzeb Maslova ale nie do końca o to chodzi. Chyba bardziej jest to związane z bezpiecznym otoczeniem tak fizycznym jak i emocjonalnym, z poczuciem stałości i przewidywalności. Owa słynna dupa, w której zaczynamy się urządzać oraz chujowo ale stabilnie 😉 . Według mnie ludzie dzielą się na dwie grupy pod względem strefy komfortu: grupa 1 – chujowo ale stabilnie (ta grupa jest dużo liczniejsza); grupa 2 – jest chujowo i muszę to zmienić. Każda zmiana to opuszczenie strefy komfortu czasem w skali mikro (np. obcięcie włosów – kobiety zrozumieją), czasem makro (np. zmiana partnera, zmiana pracy, zmiana miejsca zamieszkania). Myślę, że nie ma bezkomfortowców, co najwyżej nie zawsze komfort jest tak samo zdefiniowany. Wyjście z jednej strefy komfortu powoduje natychmiastową budowę nowej. Komfort zawsze będzie powiązany z kasą i sukcesem (chociaż to jak ten sukces będzie mierzalny jest już sprawą bardzo indywidualną). Pieniądze pozwalają zaspokoić potrzeby materialne. Co do niematerialnych – w Wawie właśnie otwarto profesjonalny salon przytulania. Czyli za kasę można kupić komfort niematerialny. Super, nie?
        W temacie związków, zwłaszcza tych toksycznych, mało kto zdaje sobie sprawę, że w takim tkwi. Nie, moje małżeństwo nie było toksyczne. Po prostu, po kilku latach prób posklejana tego co się kiedyś posypało, doszliśmy do wniosku, że trzeba to zakończyć sposób kulturalny i rozsądny póki jeszcze nie mamy ochoty skakać sobie do gardeł.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Zgadzam się. Coach to u mnie tak 20/80, przy czym 80 to negatywy. To co napisałaś. Natomiast na plus – działania ogólnie motywujące.
        Bo czasami ktoś chciałby coś zrobić, ma pomysły ale zero pary żeby je wdrożyć, zero wiedzy jak sobie zrobić „kick off”. I pomysły przepadają we mgle zapomnienia.
        Niemniej – więcej szkody niż pożytku. Trochę to jak ze sportowcami…jasne, każdy chłopak chce być jak Lewandowski, tylko nie bardzo zdają sobie sprawę że na jednego Lewandowskiego przypada tysiąc kopaczy piłki bez większych sukcesów, z czego część wychodzi z próby zrobienia kariery sportowej jako stali klienci ortopedii.
        Wcale nie chcę-przez to powiedzieć że nie warto próbować. Warto, tylko nie w stylu coach 🙂
        Tak, strefy komfortu to nie jest wcale taki trywialny temat. Ale czy po opuszczeniu jednej natychmiast wpada się w drugą? Niekoniecznie. Popatrz na emigrację ekonomiczną.
        To jest zazwyczaj mniej lub bardziej świadome wyrzekanie się bańki komfortu na nieokreślony czas, w nadziei że kiedyś…może dopiero w następnym pokoleniu będzie nowa, piękniejsza bańka. A tymczasem będzie chujowo i niestabilnie 🙂
        Co do piramidy Maslova to taka…popularna idea ale już mocno zdezaktualizowana i bardziej nieprawdziwa niż prawdziwa.
        Obserwacje „z życia” to potwierdzają. To nie jest takie proste, że jak się zaspokoi potrzeby niższego rzędu to się wtedy wchodzi na realizację potrzeb wyższego etc. etc.
        Raczej to nie tak…raczej jest tak, że ludzie próbują zaspokoić wszystkie te potrzeby równocześnie, w miarę możliwości!. Przy naprawdę zerowym braku możliwości to może wywoływać błędne wrażenie że taka osoba nie ma takich potrzeb.
        A dla mnie widok kogoś kto ma kasę, komfort i możliwości, a zajmuje się wyłącznie przeżuwaniem prostej papki konsumpcyjnej jest tak samo zwyczajny jak widok kogoś kto za ostatnie pieniądze kupuje książkę albo wpłaca je na schronisko dla zwierzaków.
        Co do twojego ostatniego zdania, to równie dobrze mogłaby je napisać moja była(prawie) żona 😉
        Bo dokładnie tak jest – zapadła decyzja o pokojowym i „z klasą” zamknięciu tematu, zanim zaczniemy na siebie warczeć albo mieć dziwne pomysły o wojnie czy szarpaniu się o podziały.
        Czego nie mogą, paradoksalnie, zrozumieć rodziny.
        Zachowują się tak, jakby mieli nam za złe że…”ale jak to, tak bez wojny, prania brudów i ostrzeliwania się z „katjuszy” ;-). No jak to tak…to po co w ogóle się rozchodzić…
        I właśnie to jest smutne i rozczarowujące, nie sam fakt rozstania.
        Zaskakująco mało ludzi rozumie ideę kulturalnego zakończenia związku, zaskakująco wiele rozumie ideę „to na koniec pokażę ci kumulację wszystkich moich najgorszych cech, przemnożonych przez najgorsze cechy tych co za mną stoją(rodzina, znajomi).
        A ja chcę zapamiętać te lata i wieloletnią żonę dobrze. I tak samo być zapamiętanym.
        Tak żeby temat tej notki P.I, można było zakończyć „żyli długo i szczęśliwie a później…kontynuowali w innym składzie” 😉

        Polubienie

  14. „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” – Albert Einstein. To à propos ludzi, którzy marzą o zmianie swojego życia, jednocześnie nie dając sobie na to żadnej szansy z powodu nie podejmowania jakiejkolwiek inicjatywy w tym kierunku.

    Polubienie

  15. jestem 4 lata po ślubie, 11lat razem,mam zaledwie 29lat, mąż 33
    nie mamy dzieci,mieszkamy razem 8lat , mamy dobrą pracę obydwoje, mamy kasę, superchatę, superbrykę, czas po 16 codziennie. weekendy wolne. nie robimy nic razem,poza oglądaniem tv, a mój mąż dodatkowo też i porno (sam się przyznał gdy chciałam zainicjować seks, zbulwersowany, że o co się focham, mam spadać, bo on już sobie zwalił) ręce mi opadły. nawet nie mamy o czym gadać , siedzimy każde z nosem w swoim smartonie/laptopie/książce
    próbowałam rozmawiać, bo ciągle go kocham,ale brakuje mi „życia”
    wg niego marudzę,czego ja w ogole chcę, i pytania czy znowu włączył mi się dopierdalacz
    wg niego jest ok, bo jak ma być po 11latach?
    jestem młoda,a czuję się jak stara kobieta,zmęczona życiem.
    dodam,że jestem atrakcyjna, komplementy słyszę od obcych mężczyzn, jednak od męża już nie. mówiłam wprost – boli mnie to.
    nie ma zmian, przecież jest ok… a ja czuję,że życie przecieka mi przez palce, dni,miesiące,lata. nie mam wspomnień, może z pierwszych lat.. nie mam marzeń, poza tym jednym,żeby było jak kiedyś. jak na początku..

    Polubienie

    1. On później będzie się dziwił, że go rzuciłaś dla innego mężczyzny. Albo poszłaś z kimś do łóżka szukając emocji i zainteresowania. Nie zrozumie, że to on wcześniej zjebał sprawę. Że miał mnóstwo sygnałów ostzegawczych.
      Bo w pewnym momencie i kobiety i mężczyźni zaczynają traktować swoich partnerow jako coś pewnego. Jako coś stałego. I później następuje wielkie zdziwienie.

      Polubienie

  16. Do Ona właśnie my kobiety często padamy ofiara swojej nie .do końca sprawdzonej intuicji która w pewnym momencie życia zacina się.Jaka jest tego przyczyna -poprostu problemy tego zycia wspolczesnego pedzacego z szybkoscia torpedy i ten kobiecy móżg pełen splatanych kabli i pełen zapętleń.Stajemy się do końca ofiarami swoich urojeń idealizacji i h…j tam czegos jeszcze .Tak tak drodzy panowie powiadam wam kobiety śa fantastyczkami idealistkami tylko udają takie silne bo zycie zmusza .Otóż ja stałam się taką ofiara własnych k…a marzen .Mój były maz do którego nic nie czuje i się z nim na szczesice nie widze (wyjechal za granice), osobnik ten na początku naszej wspólnej drogi wydawał się dla mnie uosobieniem męskiego idaalnego partnera niepijacy , niepalący katolik gorliwy opiekuńczy zaradny .Z biegiem lat zamienil się w typa despotycznego kaznodzieje domowego wynaturzonego libertyna i cynika -miał w pracy ksywke pastor -moralizował pouczal kazdanapotkaną istotę ,to była jego ideologia głupio mądra, zle ulokowal hajs i stracil na tym pogrążając mnie w długach które udało się jakos spalacic kosztem 2 etatów .Wlasnie ja naiwna ciagle wierzyłam w dobrą opatrznośc i w to ze się on zmieni iw końcu wyjdzie to pozal się Boze malżenstwo na prosta .Niestety lata ciężkie jak cholerna niewola na galerach .Az przyszlo na mnie olśnienie i sama zakonczylam cos czego nie dalo się dalej znieśc ani psychicznie ani fizycznie.Na początku kiedy piekno kobiety, jej delikatna linia bioder pośladków kragle piersi i wcieta talia zaleje zmysły mezczyzy on jest wspanialy wsp[aniale ja traktuje .kobiety chciałyby być pożądane do końca swoich dni ale kiedy kobieta z lekka sie zmieni , przyjda kłopoty to zaczną się konflikty . Gdy facet nie zrozumie ze jest niereformowalny kazda normalna i ogarnieta laska zacznie szukac w roznych zrodlach nowego faceta i niekoniecznie tylko kochanka.Gwoli ciekawości panów powiem ze wlasnie żeby latwiej było życ trzeba się ROZUMIEC a o to teraz jest trudno bo zbyt wiele zewnętrznych bodzcow zafalszowalo prawdziwe relacje , za duzy dostęp do nowych partnerów , ostra pornografia w mediach i ludzie blądza sa jak slepcy , niby szukają drugiej polówki ale nie umieją jej znaleźć .Wielu włąsnie samych siebie nie ceni .Dlatego jeżeli ktoś jest samotny i lepiej niż męka z kims zyjacym obok a obcym nam mentalnie to powinien znaleźć dla siebie jakies inne dążenie np. budowanie pisanie badanie czegos pomoc komus .JA niczym jakas tam bohaterka serialu brazylijskiego wierze jeszcze w prawdziwe uczucie nawet przelotne i nie tracę nadziei mimo ze podobno ona jest matką głupich.Moze i tak ale nikt nikomu nie zabroni wierzyć i życ w zgodzie ze sobą i ze swiatem

    Polubienie

  17. „Po co być z osobą, która nie jara się faktem, że może być z Tobą” to jest najlepsze zdanie jakie ostatnio usłyszałam/przeczytałam. Krótkie a zarazem treściwe. Spotykałam się z gościem kilka miesięcy (ponad pół roku) i myślałam że coś z tego będzie (ja się zauroczyłam), no ale okazało się, że ON nic do mnie nie czuje: sympatię i takie tam to tak, ale miłości nie. Nauczona doświadczeniem i zmotywowana wpisami na blogu postanowiłam to zakończyć bo nie wierzę, że za miesiąc czy dwa coś się zmieni. Tym bardziej, że żyliśmy jak w związku,więc naprawdę miał „okazje” się zakochać. Myślę, że to facet w stylu „pobawmy się w związek”, ale bez zobowiązań. Kobiecie trudno jednak rozdzielić łóżko od emocji, więc wolałam uciec zanim się nie zakochałam bo wtedy pisałabym ckliwe teksty w komentarzach 😉 choć nie powiem, że nie boli…
    Mam 28 lat i znowu jestem sama to boli najbardziej. Nie to, że nie udało się z tym kolesiem, tylko że znowu będę sama.
    Piszę w zasadzie dlatego, iż usłyszałam ostatnio tekst od faceta, że jak laska ma trzydziestkę i jest sama to musi mieć jakiś fuck up. Jasne od razu miałam w głowie, że to bzdura, ale… jeśli każdy facet który spotyka się z laską szuka w niej tego fuck-up’u to średnio prognozuje na przyszłość…

    Polubienie

    1. Smutne to jakieś. Zarówno to, że przejmujesz się tym, co pomyśli jakiś „myślący” stereotypami facet(znaczy wiesz, zawsze możesz zamienić „ktoś kto ma mnie w dupie(jeszcze) doszukuje się fuckupu” na „żeby ktoś kto ma mnie w dupie nie doszukiwał się fuckupu, zamieniłam swoje życie na fuckup”), jak to że komuś udało Ci się wmówić takie idiotyzmy jak to, że 28latka domyslnie powinna być zajęta. Znając życie była to kochająca najbliższa rodzina lub życzliwy zestaw przyjaciółek.
      Małżeństwo jest „about children”. Przyjmij to do wiadomości jako przekaz od 40+ latka, który będąc w Twoim wieku też tego nie dostrzegał, a w dodatku kultura masowa i masa bez kultury(oraz rodzina) wmawiała mu z każdej strony że małżeństwo jest o miłości i dobrostanie. To są opcje. A podstawą wokół której kręci się ta instytucja są dzieci.
      I dopóki nie poznasz faceta z którym chcesz je mieć i wychowywać – związki są niczym więcej jak – związkami właśnie. Nie „bawieniem się w związek”, bo taki związek to jest zabawa w małżeństwo, skupiające się na orgazmach i wspólnym konsumowaniu imprez, podróży, drugs and rock’n’roll i co tam kto jeszcze chce.
      Zabawa w małżeństwo(uwaga, to tylko ćwiczenia).
      Zabaw w związki nie ma – bo w rachubę wchodzą uczucia, traumy i zjebanie psyche.
      Żal za „etapem zauroczenia” jest w zasadzie dokładnie tym samym, co żal kolesia który jeszcze godzinę wcześniej był naćpany a teraz ma „zjazd”. Do tego samego to się sprowadza i jak na to tak spojrzysz to okres singlowania jest zwyczajnie czasem życia na trzeźwo.
      Naprawdę, to nie takie złe 🙂

      Polubienie

      1. No tak. Emocje zawsze mają „bezwładność”, ale jest tak, że racjonalne nastawienie/powtarzanie sobie skutkuje tym, że emocje nie mają wyjścia jak podążyć za rozumem. Inaczej nie działałyby terapie. Inaczej stres nie ustępowałby po tym, jak racjonalny rozum dostrzegł że problem się rozwiązał/niebezpieczeństwo zniknęło.
        Mam wrażenie że ci, którzy „nie potrafią się odkochać” to ci, którzy zamiast „tamto skończone, czas się otrząsnąć i zrobić miejsce na inne/nowe” powtarzają sobie w kółko „a może on/ona jeszcze do mnie wróci…może kocha bla bla bla”.
        W każdym razie, pozdrawiam ciepło i powodzenia(w porzuceniu bólu i w dalszych wyborach życiowych).

        Polubienie

  18. Goszczę u Ciebie pierwszy raz i czuje pewien niedosyt… Piszesz, że to od nas samych zależy nasz los.. że życie upływa, a my nie realizujemy marzeń… że nasze związki się rozpadają… bo nie umiemy o nie zadbać…. I tak przewijam Twojego posta… mówiąc sobie to jest to, to jest moje życie, jeszcze tyle mogę zrobić,… zmienić… i dochodzę do końca… i emocje opadają… Jak zwykle po przeczytaniu tak życiowych tekstów w głowie pozostają pytania bez odpowiedzi.. No bo KUR** czy ktoś krok, po kroku może mi powiedzieć, jak realizować marzenia? Czy ktoś krok po kroku może mi powiedzieć, jak zadbać o związek póki nie jest za późno, czy ktoś kroku po kroku może mi powiedzieć, jak stać się szczęśliwym człowiekiem.. Dlaczego nikt nas tego nie uczy…..
    I wracam do mojej rzeczywistości..

    ..

    Polubienie

    1. Doris, dla Ciebie i wszystkich poszukujących wskazówek, polecam te 10 sugestii.

      Moim zdaniem krótko i na temat.
      Ogólnie polecam tzw. „commencement speech” znanych ludzi na różnych uniwersytetach (Steve Jobs, Sherly Sandberg, Will Ferrel etc.). Oglądając je, że żadna z tych osób nie ma w pełni racji, ale że wszyscy lub większość ma rację po trochu i w pewnych sprawach.

      Polubienie

    2. STARYCZLOWIEKIMOŻEALEMUSIEJUŻODECHCIAŁOCONIECO jeszcze raz dziękuję 😉 ból na pewno przeminie, faktycznie emocje za kilka dni opadną i będzie dobrze. Wiem, że decyzja była dobra , ale rysa zostanie. Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s