Nieodżałowany profesor Jerzy Vetulani opowiadał kiedyś historię, jak to w Krakowie w latach pięćdziesiątych Urząd Kwaterunkowy przydzielił dwupokojowe mieszkanie z kuchnią, na ulicy Zwierzynieckiej, czterem nieznającym się wzajemnie osobom. Trzem młodym paniom i jednemu panu.

Na początku sąsiedzi skarżyli się na awantury, lecz po pewnym czasie wyciszyło się, a po niespełna roku przed drzwiami pojawiły się trzy dziecinne wózki. Sąsiedzi oczywiście zareagowali i wystąpili do kwaterunku o przyznanie dodatkowego mieszkania przynajmniej dwóm kobietom, ale wtedy cała grupa zaprotestowała: „Tak nam się żyje znacznie lepiej. Marysia i Zosia oraz Janek pracują, a Kasia opiekuje się trójką dzieci, oczywiście przy pomocy pozostałych.”

 Jaki z tego jest wniosek? Są nawet dwa.

Pierwszy: gdy już człowiek znajdzie cudem właściwą osobę i, na nieszczęście, jest mu dobrze, to zawsze ktoś bliźni się przypierdoli.

I wniosek drugi: bardzo łatwo żyć tak jak chcą inni; bardzo trudno, zaś, ustalić, czego człowiek chce sam dla siebie.

Ta historia przypomniała mi się, gdy przeczytałem list od Pauli.

Kiedyś nie udawało się, że się kogoś lubi

Paula:

„Wiesz, kiedy miałam 16 lat to byłam w pierwszej klasie ogólniaka. Człowiek miał proste plany: skończyć szkołę, iść na studia, podbić świat. Zakochać się. I być całe życie z jednym facetem – mieć z nim dzieci. Być z nim, a nie zastanawiać się, czy lepiej nie byłoby mi z kim innym. Jeśli jakiś facet miał żonę to był automatycznie skasowany. Nie myślało się o nim wcale –  w końcu jakaś dziewczyna i on sobie przysięgali (nie ważne przed kim). Nawet jak był ciachem tysiąclecia to się nie tykało. Bo jakby się tknęło, to sumienie nie dawało spać. A teraz jak w piosence Sokoła: ” Dwa sumienia – wada genetyczna połowy pokolenia. Drugie zezwoli, jak to pierwsze nie da pozwolenia”.

Zasady były proste: nie podkładało się świń. Pewnych rzeczy nie można było robić i się nie robiło: nie flirtowało się z chłopakami koleżanek. Jeśli tak to trzeba było liczyć się z tym, że wytarga Cię za włosy…

Nie udawało się, że się kogoś lubi. Dużo częściej mówiło ‚spierdalaj’ przed, a nie po rozłączeniu rozmowy telefonicznej. Nie szpanowało na fejsie kasą i wyjazdami. Każdy kołował jakieś grosze – raz miałam ja, raz kto inny z mojej ekipy. Kupowało się paczkę fajek i wino i na wagarach piło je na ławce w parku. Śpiewając na głos: Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły (glany obligatoryjnie oparte o oparcie :D).

Miałam ostatnio taką kiepską zagwozdkę moralną i zastanowiłam się, co ta 16 latka, którą byłam, powiedziałaby o tej trzydziestolatce, którą jestem. I doszłam do wniosku, że zjebałaby mnie jak psa. Właśnie za to, że ‚dorosłość wymusiła na mnie’ wiele kompromisów. A potem z przyjaciółką (właśnie taką z ogólniaka) doszłyśmy do wniosku, że to nie ‚dorosłość’ coś na nas wymusiła. Po prostu wtedy obowiązywały zasady. Teraz zasad nie ma. To znaczy są. Ale kasuje je jedna naczelna: ” Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można„.

Ludziom często się wydaje, że jak dorosną, to życie się zacznie. Dorastają i widzą, że się skończyło. Bohater mojej ostatniej książki mówił:

Młodość jest fajna, bo jest intensywna. I można robić wtedy totalnie banalne rzeczy: siedzieć na koncercie, jechać pociągiem, pić piwo na plaży, całować kobietę na przejściu dla pieszych i ta chwila będzie trwała w twojej pamięci przez lata. I dekadę później możesz być na koncercie, jechać pociągiem, pić piwo na plaży, całować kobietę, która będzie jeszcze piękniejsza niż ta poprzednia, ale to już nie będzie to samo, bo zabraknie tamtej intensywności.

Nasze życie w pewnym momencie przyspiesza. Na początku jest gęste i upakowane, a później coraz rzadsze.”

Doskonale przeciętne. Jest przeciętny chłopak/dziewczyna, przeciętny seks, przeciętna praca, później dzieci. Ludzie leżą w łóżkach, patrzą w telefony, a później jest grill, emerytura i czekanie na paraliż, demencję oraz śmierć. Skupiamy się, aby zadowolić innych, żeby inni nas pochwalili. A później narzekamy, że życie nam się trochę nie udało. I od czasu do czasu pojawia się tęsknota, jak u Pauli. Za czasami, kiedy strach nie istniał. Za czasami, gdy do tworzenia wspomnień wystarczyła ławka i butelka taniego wina. Za momentami, kiedy siadało się na pomoście z przyjaciółmi, słońce świeciło, a wieczorem było ognisko. Pojawia się pragnienie, by zacząć jeszcze raz. Jak w grze: załadować etap od początku i spróbować go przejść. Lepiej. Bez strat. Jeszcze raz mieć szansę na wszystko.  

A tak, chce się tylko uciekać. Tylko nie wiadomo gdzie.

Z czasem się zamykamy. Na ludzi, na doświadczenia.

Ostatnio spotkałem się ze swoimi kumplami, piliśmy wino, koniak i piwo oraz rozmawialiśmy, kiedy zaczyna się moment, gdy życie więcej ci zabiera niż daje. Dyskutowaliśmy długo, a uradziliśmy tyle, że zależy to od konkretnego człowieka i w którym momencie mówi życiu: pas. Zależy to od naszego nastawienia.

Gdy miałem 35 lat leżałem w szpitalu. Gdy wyszedłem i wszystko nagle w mojej głowie ułożyło się inaczej. I ja całe życie wiedziałem, że trzeba być sobą, że trzeba patrzeć w kogo i w co inwestujesz swój czas. I że jak człowiek nie mówi tego, co myśli, to po co w ogóle ma myśleć, a w strefie komfortu niewiele się może wydarzyć.. 

Wiedziałem, ale tego nie rozumiałem.

I stałem przed wyjściem z tego szpitala, chwiałem się jeszcze lekko na nogach, wiał jesienny wiatr i w tym momencie wszystko nagle nabrało innego wymiaru. Wtedy się zawstydziłem. Że zabrało mi to aż tyle czasu.

Boimy się obnażyć.

Kiedy masz 20-kilka lat pojawia się strach. Bo już ładnych parę razy było się kopniętym w dupę. Boisz się, że kiedy się przed kimś obnażysz, kiedy pokażesz wszystko albo bardzo dużo, najwrażliwsze miejsca, to ktoś będzie mógł to wykorzystać. Boisz się, gdy masz przed sobą kogoś, kto widzi więcej, kto podchodzi za blisko i jest w stanie sprawić, że czujesz się nago i bezbronnie. Czyli trzeba spierdalać. A z drugiej strony, otaczają cię ludzie, którzy nie potrafią przebić się przez twoje warstwy. Nie potrafią. Nie chcą. Więc wasze kontakty są lekkie, miłe, przyjemne, BEZPIECZNE, ale powierzchowne i nudne. Takie kikuty prawdziwej konwersacji.

To domena całej generacji dzisiejszych dwudziesto i trzydziestokilkulatków. Patrzeć, ale nie widzieć, słuchać, ale nie słyszeć. Rozumieć, ale nie czuć. Pojawia się, więc, deficyt bliskości. Deficyt prawdziwej czułości. Kobiety marzą i rozpaczliwie tęsknią za miłością. Ale mężczyźni zdradzili je dla ciuchów, konsol i starych modeli BMW.

I później ludzie budzą się o trzeciej rano, skręcani bólem w środku, który nie wiadomo skąd się bierze, i marzą o prawdziwym uczuciu, nie dając mu rzecz jasna żadnej szansy.

Nie potrafimy pójść dalej

Ostatnio uśpiłem kota. 

Zobaczyłem go po raz pierwszy w połowie lipca 2004. Teraz miałby 13 urodziny. Kosztował dwa złote, transakcja była gdzieś na chodniku na Pradze. Był bury, brzuch miał rudy, ale z przodu miał krawat. Nadawał mu szlachetnego rysu, pierdolony arystokrata. Do tego uszy jak nietoperz i cholernie głupi wyraz pyska. Pamiętam, jak jeszcze w mieszkaniu na Ursynowie siedział w umywalce z Ikei i wystawały mu tylko uszy. Ten wyraz pyska już mu został na stare lata. Uszy były mniej widoczne, bo w miarę upływu czasu zaokrąglił się na mordzie. Ale ciągle sterczały. Był szalony jak kapelusznik.  Kochał i był kochany.  Uwielbiał świeżą pościel. Zawsze się w niej zagrzebywał. Często leżał mi na głowie. I mruczał. Uwielbiał seriale. Najbardziej ‘Grę o Tron’ i ‘Grey’s Anatomy’. Nie wiem, na czym to polegało, ale nigdy nie opuszczał nawet odcinka tych dwóch.

Odchodził powoli. Miesiąc temu przyszedł w gości pies i na niego naszczekał. Kot się przestraszył. Pierwszy raz w życiu. On, który traktował dom jak swoje imperium. To miało być zapalenie pęcherza. Dostał antybiotyki, po których poczuł się jak młody bóg.

Na moment.

Były to jednak nerki. Myślałem, że to się uda zwalczyć, że przecież jest jeszcze młody, że poczuje się lepiej. Był przecież zajebiście zdrowym kotem przez całe życie. U weterynarza był tylko kilka razy, poza tym co konieczne. Raz, kiedy go kastrowano. Raz, kiedy zeżarł trujący kwiat… U weterynarza trzymało go wtedy pięć osób. Syczał. Prychał. Gryzł. Walczył pazurami. Można było go dotknąć dopiero, kiedy zawinięto go w specjalną siatkę. Dostał opis: „Kot XXX, Uwagi: walczy jak lew.”

U weterynarza walczył jak lew jeszcze trzy dni przed śmiercią. Mimo, że był przerażony. Mimo, że był kocim seniorem. Ale i tak trzymały go trzy osoby. Nie mogłem na to patrzeć. Owszem, po powrocie od weta przespacerował się jeszcze po mieszkaniu. Później, jednak, leżał już tylko koło ciepłego kaloryfera na swojej ukochanej poduszce.

I gasł.

Z każdą chwilą.

Zrzut ekranu 2017-05-08 o 13.11.11

Tego dnia, kiedy wziąłem go na ręce po raz ostatni, był już wiotki. Pogłaskałem go. Był smutny. I sztywny. Mocno, jednak, opierał się przed wejściem do kontenera. Wpychałem go tam na siłę. Kiedyś by mi się nie udało zmusić go do tego. Ale teraz był tak potwornie słaby. W poczekalni zasnął. Tak jak wtedy, kiedy był małym kotem. Przebudził się, dopiero w gabinecie. Był zwinięty jak krewetka.  Kiedy już zapadła decyzja, na moment podniósł głowę. Tak jak dawniej. Otworzył oczy. Patrzył spojrzeniem swoich kocich oczu. Jestem przekonany, że rozumiał. Żegnał się po swojemu.

Był symbolem życia, które jest już za mną. W życiu musimy się pożegnać z wieloma rzeczami. Nie dlatego, że chcemy. Życie po prostu tak jest skonstruowane.

Żegnamy się z dzieciństwem.

Z młodością.

Ze złudzeniami.

Witamy ze strachem.

Nie potrafimy zapominać. Całymi latami przeżywamy, co by było gdyby. Liczymy na cud. Że spotkamy kogoś i ten ktoś nas uratuje i miłość będzie taka, jak na amerykańskich filmach. Że spadnie jebany meteoryt i wszystko się zmieni. Albo wygramy w Lotto. A chodzi o to, aby stanąć w obliczu prawdy:

Kim już nie będę.

Ale kim mogę być?

Co straciłem.

Ale co mogę zyskać?

Odkładamy na później.

Czytałem kilka książek, w których rozmawiano z ludźmi bliskimi śmierci. We wszystkich powtarzała się jedna myśl. Kiedy te osoby na skraju życia i śmierci pytano czego żałują, nie mówili, że tego, że nie zarobili więcej kasy. Ani tego, że nie spędzali więcej czasu w pracy. Żałowali niezrealizowanych planów.

Gdy człowiek żyje, to myśli, że jeszcze zdąży. Nie. Czasami nie zdąży. Kiedy jesteśmy młodzi trzeba robić głupoty, bo później będzie nam wstyd je robić (najlepsza rada, jakiej można udzielić młodej dziewczynie to: niech tańczy, niech się maluje, niech będzie szczęśliwa). A jeśli ktoś się nie wyszaleje, to mając 30-parę lat będzie cierpiał, że coś mu umknęło (a facet około 40 – tki będzie próbował dymać dwudziestoparolatki). Z kolei kiedy jesteśmy starsi, trzeba robić nowe rzeczy, bo to sprawia że czujemy się młodzi. Nie odkładaj na później tego, co możesz zrobić dziś. Bo później to już będzie za późno. Bo możesz stracić na to ochotę.  I będziesz żałować. Ja od kilku lat chcę pojechać do Lwowa i w tym roku pojadę, bo ten plan za chwilę mi się zestarzeje i nie będę miał już ochoty.  

Jak ktoś ładnie kiedyś powiedział: mamy dwa życia. Drugie zaczyna się wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że mamy tylko jedno.

Brakuje nam pchnięcia do przodu.

Patrz w kogo i w co inwestujesz czas. Bo ważne jest, kto nas otacza. Bo te osoby, które są najbliżej mogą nas popchnąć i powiedzieć: „Zrób”. Ale mogą też powiedzieć: „A po chuj się będziesz męczył? I tak nie wyjdzie. Weź piwa się napij.”

Zrobiłem w swoim życiu wiele rzeczy dlatego, że otaczały mnie osoby, które mówiły: „Zrób. Spróbuj. Zobacz.” I gdy ktoś do mnie przychodzi z prośbą o opinię, to mówię: „Spróbuj. Zobacz. Zrób.” Tak, będziesz się bać, czy wyjdzie. Ale warto.

Przestajemy marzyć.

Jeżeli praca przynosi kasę, ale nie daje satysfakcji to marnujemy większość swojego życia i żadne zakupy nie zapchają tej luki i lot samolotem na dwa tygodnie, gdzieś daleko, też tej luki nie zapcha. Teraz myślę, że marnuję czas, cały czas pracując. Bo mógłbym pobawić się z kotem.

Ludzie czasami mówią z zazdrością: udało się jej. Udało się mu. Nic się w życiu nie udaje. Za wszystkim stoisz ty. Twoje decyzje. Twoja praca. Twoja pasja. Albo jest się skutecznym, albo nie. Albo masz marzenia, albo nie. Albo sięgasz po nie, albo nie. Nie ma trzeciej drogi.

xxxx

Słuchałem sobie ostatnio jednej z moich ulubionych książek „Ojca Chrzestnego”, czyli książki, która jest w stanie wytłumaczyć kobietom, jak myślą mężczyźni. Na samym końcu, jeden z głównych bohaterów, stary szef mafii Don Vito Corleone, umiera w ogrodzie. I jedną z jego ostatnich myśli jest: Życie jest takie piękne. Więc życie jest takie piękne, mimo, że świat jest taki okropny.

Taki banał, a tak działa na wyobraźnię.

PS. Tak, mam nowego kota.

Zrzut ekranu 2017-05-08 o 13.10.50

annie-spratt-61561

unsplash.com

48 uwag do wpisu “Co powiemy swoim dzieciom, gdy zapytają, jacy byliśmy, mając 16 lat? A jacy mając 30?

  1. Don Vito nie umiera na końcu książki. Po jego śmierci interesy przejmuje jego syn – Michael i akcja książki toczy się dalej 😉

    Lubię

  2. Ciut nostalgiczne ale dobrze zakonczone z tym nowym kotem. Kolo 40-tki doszedles do podobnych wnioskow jak DalajLama wiec powinno byc dobrze zwazywszy ze masz jeszcze co najmniej drugie tyle lat do przezycia przed soba. Tak trzymaj no i rzuc kopro, pisz ksiazki i udzielaj sie jako motivational speaker…bedzie wiecej czasu na zycie i kota 🙂 pozdrawiam

    Lubię

  3. Jeśli jedziesz do Lwowa to polecam wybrać się do opery, są tam piękne sztuki i baaardzo niskie ceny, tylko trzeba zarezerwować bilet dużo wcześniej.
    Co do tekstu- ja, gówniara lat 26, mam czasem poczucie, że marnuję życie. Myślę że mam jeszcze chwilę by naprostować kurs.

    Lubię

    1. także polecam opere, jest świetna, ceny rewelacyjne, do tego koniecznie kopalnia kawy i kryjówka. Ja 23 lata także niestety marnuje swój potencjał, brak tego kopa do działania. Artykuł świetny

      Lubię

  4. Idealnie w sedno trafiony test!
    Niedługo kończę 25 lat i właśnie czuję, że nie tak chciałam żyć, do skończenia 25 chcę zrealizować w końcu moje młodzieńcze marzenia, które zatraciłam przez dorosłość…
    Kiedyś wszystko było łatwiejsze.

    Lubię

  5. Dokładnie tak. Jak miałem -naście lat, moja babcia mawiała że na wszystko jest w życiu właściwy czas, i w tym czasie powinno się robić właściwe rzeczy – za młodu wyszumieć, będąc młodym ale już wyszumianym, nie wcześniej – założyć rodzinę, potem jakiś czas popracować byle nie za ciężko bo szkoda zdrowia a potem co kto chce i nie przejmować się co ludzie gadają(ona akurat miała swój ogród i poza nim w dupie cały świat przeliczalny na dolary i warty opisania w gazetach).
    Oczywiście nie miałem pojęcia o czym mówi, ale byłem jej wdzięczny że zawsze udzielała azylu i robiła za adwokata gdy tak narozrabiałem, że mega awantura domowa z rękoczynami włącznie była gwarantowana.
    Babcia była całe życie(to, które znam – jak ją poznałem była już stara 🙂 szczęśliwa, zdrowa i żyje nadal, jako 89latka obecnie. I jest jedyną osobą w rodzinie do której przyjeżdzają sami z siebie wszyscy aby ją odwiedzić – od najstarszych po prawnuki, z całej Polski i nie tylko, bo rodzina się porozjeżdzała.

    Moja matka robiła wszystko wbrew jej słowom. Za młodu była grzeczna, nie wyszumiała się wcale, później żyła zasadami które jej wpoił pan ksiądz i pan propaganda z telewizora, pracowała tak, że przed 50 została neurotyczną, znerwicowaną inwalidką po zawale, bajpasach i połowie klasyfikacji ICD, a potem już nic nie mogła; Teraz jest zgorzkniała, ma poczucie opuszczenia i samotności, mało kto do niej zagląda bo toksyczne nastawienie powoduje że wychodzi się od niej o 10 lat starszym i chwilę trwa dojście do siebie.
    Nie tyle sikała pod wiatr, co żyła w nie-czasie i nie miała swoich poglądów tylko żyła cudzymi, wierząc w jakąś idiotyczną „jedyną słuszną drogę”.

    Pokolenie trzecie – gdy byłem młodym szczawikiem, całkiem nieźle się wyszumiałem, tak w sam raz żeby doświadczyć wielu rzeczy a przy tym bezpowrotnie się nie uszkodzić.
    Nie wdając się w detale, sex, drugs and każda dobra muza jaka wtedy istniała i była w zasięgu.
    Cudowne lata i przynajmniej wiem co naprawdę znaczy słowo psychodelia i dlaczego hippiesi ubierali się na kolorowo i wieszali na ciuchach dzwoneczki idąc na wycieczkę 😉
    Przed 30 poprosiłem babcię o rozmowę i kilka życiowych rad.
    Teraz powoli zbliżam się do wieku, w którym zaczynam mieć szczerze w dupie co kto sobie pomyśli na to co powiem albo napiszę.
    Do urny z prochami jeszcze mi bardzo daleko, mam nadzieję – aczkolwiek już po połowinkach, zdecydowanie. Czasem mam myśl – czy gdybym się dowiedział że mam guza w mózgu i max pół roku na zamknięcie spraw…to czego bym żałował? jeśli w ogóle?
    I do głowy przychodzi mi tylko jedna myśl – NIC z przeszłości. Była fajna.
    Nie dorobiłem się wielkiej kasy, nie ogłosiłem nowej teorii względności…i co z tego? To nie ma znaczenia – bo często byłem szczęśliwy, a tylko to się liczy.
    Dzięki babci i jej radom – uznałem że materializm to zgniły owoc, im więcej żresz tym biegunka większa a szczęścia to więcej zabiera niż daje.
    Więc czym jest ta jedna jedyna rzecz?
    Że nie zdążę już przeprowadzić się na stare lata na Kanary i przez ostatnie tygodnie życia będę oglądać szary, smutny, deszczowo-depresyjny kraj za oknem. No chyba że szcześliwie strzelę w kalendarz latem 🙂

    Liked by 1 osoba

  6. kiedy słyszę, że „udało ci się z tym projektem” – to fakt, szlag mnie trafia, bo sam się nie udał, tylko sporo doświadczenia i ślęczenia za tym stoi.
    Ale jest jednak parę spraw za które możemy być wdzięczni losowi, choćby to, że urodziliśmy się w kraju w którym nie było ostatnio trzęsienia ziemi, w którym nie ma na czele debila, który za krzywy uśmiech pozbawia życia. W którym jest ubezpieczenie społeczne. Owszem moglibyśmy być w kilku fajniejszych miejscach – ale to jest właśnie piękne – że jeśli naprawdę chcesz tam być – to jest to możliwe. Możesz tam wyemigrowac. Owszem to nie będzie łatwe, ale jest realne. Naprawdę możemy WSZYSTKO. I to nam sie udało, bo na to gdzie się urodziliśmy nie mamy wpływu.
    W kontekście lokalnym, bywa też takie „udało się”: http://thewireless.co.nz/articles/the-pencilsword-on-a-plate

    Lubię

  7. Ale po co robić cokolwiek po 30stce skoro: „… możesz być na koncercie, jechać pociągiem, pić piwo na plaży, całować kobietę, która będzie jeszcze piękniejsza niż ta poprzednia, ale (…) zabraknie tamtej intensywności.”
    Żeby wykonać procedurę? (procedura realizacji marzenia: pomarz, zaplanuj, zrealizuj)

    Lubię

  8. jest moment w tym tekście, który mnie wzruszył – bo tak dobrze wiedzieć, że ktoś też się zastanawia o co chodzi w tym życiu. Piękno autentyczności !

    dzięki.

    Lubię

  9. Mówi się, że wiele osób umiera w wieku 25 lat, ale trafia na cmentarz dopiero po 80tce. Niedawno uzmysłowiła sobie, że tak też wygląda moje „życie”. Skończyłam studia, które rodzice chcieli abym skończyła. Mój ex-chłopak w 90% odzwierciedlał mojego ojca. Poprzez mimowolny przymus obracałam sie w kręgach znajomych, zainteresowań, tylko takich, które rodzice uważali za stosowane. Spędzałam czas tylko tak „jak należy”. Nawet nie przychodziło mi do głowy kwestionować plan na życie, który został dla mnie wybrany, bo przecież „każda dziewczyna chce wyjść za mąż i urodzić kilkoro dzieci”.
    W tym momencie rozpoczynam nowe życie daleko od rodzinnej wioski. Poważnie rozważam otworzenie wlasnego biznesu. W planie zwiedzić pół świata. Zestarzeć sie majac gromadkę kotów 🙂
    Dzięki za ten tekst. Wzruszyłam się bardzo.

    Lubię

  10. No patrz.
    Jadę dziś do roboty i mnie w dołku ściska, że tam jadę i tak się zapytałem samego siebie.
    Proste pytanie.
    Taaa , proste … .
    „Czy ty Łysy jesteś szczęśliwy ? ”
    i musiałem sobie odpowiedzieć: „No kurwa, nie jesteś”.

    I potem zacząłem się zastanawiać dlaczego i co zrobić bym jednak był szczęśliwy.
    I nie wiem.
    Coś chcę zmienić, nie wiem co.
    Robotę.
    Żeby w jakimś gównie nie grzebać, żeby chcieć rano iść do biura.
    Ale to za proste, bo już za dużo razy zmieniałem pracę i wciąż to samo.
    „I can’t get no satisfaction” – on nie o pracy śpiewał, chociaż ja wiem … , tak czy siak … .

    Do jakiegoś psychologa pójść, żeby mi pomógł znaleźć odpowiedź ?
    Ciekawe ile tej odpowiedzi będziemy szukać i ile na końcu będzie kosztowała (150 PLN/godz.)

    I jak tu żyć … ?

    P.S.
    Od września mam kota a za chwilę będę miał drugiego.
    Miętka gadzina i mruczy fajnie i po nosie liże … 🙂

    Lubię

      1. Miałam na myśli szczęście w życiu.

        Wiesz, zatrzymujesz się na chwilę i ktoś zadaje Ci takie pytanie z dupy.

        Tak, jestem. Nie, nie jestem.

        Czytam bloga., książki i zawsze się zastanawiam, kimkolwiek jesteś – czy jesteś szczęśliwy?

        Lubię

  11. U mnie w zasadzie tej typowej „młodości” było niewiele. Od zawsze miałam pewne zasady wpojone, więc nie chodziłam na dyskoteki, nie piłam, nic nie brałam, nie paliłam. Nie łaziłam nocami z grupą znajomych. I po 20 zaczęłam żałować (poza tym że nic brałam nie). I przez parę lat dosłownie gniłam. Praca-dom-praca-dom. Nic mnie nie cieszyło. Związek zaczął się sypać. Byłam niekiedy tak wyczerpana, że coraz rzadziej wychodziłam z kimś na głupia kawę. I któregoś dnia głębiej pomyślałam, nie żebym wcześniej o tym nie myślała… I zaczęłam uczuć się języka, który będzie mi potrzebny by spełnić jedyne (jedyne tak mocne) marzenie jakie mam. Pojechac do kraju, o którym marzę od dziecięcych lat. Pracy nie zmieniłam. Nadal tyram, ale teraz po niej przychodzę, zrobię co nam do zrobienia (sprzątanie, obiad, prasowanie) i przystępuje do nauki. I wiecie co w tym momencie jest jeszcze ważne? Nie siedzę bezczynnie na internecie, nie wchodzę po sto razy na fb i inne portale, nie oglądam tv. I naprawdę tak się da! 😉 Wystarczy mieć jakiś plan w głowie i się w niego wkręcić.

    Lubię

  12. Jezu, co za pitolenie. Jakby skończywszy 30 lat, człowiek szykował się do grobu. Mam wrażenie, że jesteś człowiekiem, który chyba już urodził się z zadrą w dupie i który zamiast działać…pisze o dupie maryni. Albo po prostu zauważyłeś, co jest chwytliwe (życiowe rozkminy trzydziestolatka) i na tym trzepiesz kasiorę i nabijasz kabzę popularności. Z dwojga złego dla Ciebie chyba lepsza ta druga opcja, bo to by oznaczało, że jesteś przemyślnym biznesmenem. Dla niektórych młodość to też niepewność, niska samoocena, ciągły strach, najpierw przed wyborem szkoły, potem studiów. Strach przed pierwsza pracą, przed opuszczeniem rodzinnego gniazda. Podejmowanie pierwszych ważnych i nierzadko bardzo trudnych decyzji…tak, tak młodość to tylko tęcza i jednorożce. Za 30 lat będziesz wspominał jak to zajebiście było być 40-stolatkiem. Skończ. A Wam, którzy podążają za tymi banialukami, życzę trochę rozumu.

    Lubię

  13. Zrealizuj ten Lwów, bo naprawdę warto. Fantastyczne miasto, pod każdym możliwym względem – wspaniałe zabytki, przepiękne kobiety, przesympatyczni ludzie, niesamowicie niskie ceny. Uwielbiam i bywam regularnie.

    Lubię

  14. Czasami dostajemy kopa i mamy sekundę na decyzje czy polecimy czy upadniemy. Czasami tak mocno trzymamy się starej szmaty życia mamony fatalnych znajomych że nie zauważamy ile nam umyka.
    Tańczę, salsę i bachatę, chodzę na imprezy i stoję się gapie, na ludzi, na buty, na twarze, na gesty, uwielbiam to tak samo jak taniec. Właściwie na równi. Daje mi to tyle satysfakcji ze ładuje akumulatory na kolejny tydzień. Wczoraj mnie zapytała dziewczyna, przecież stoisz i się głupio gapisz, no dla ułomków to tak wygląda, ze tracę czas, gapiąc się na ludzi. Tyle że ja lubię patrzeć na te uśmiechnięte szczęśliwe twarze, na warze w ekstazie tańca, na zapomnienie na nieśmiałe uśmiechy, na czuły dotyk rąk, na figury dopracowane do perfekcji, na prace dłoni nóg, na ruch włosów podczas obrotów. Na nieśmiałe uśmiechy, na zaczepki i na cała ta grę jaka jest partnerstwo w tańcu. Na dopasowanie się dwojga ludzi w muzykę i grę świateł.
    Mogła bym siedzieć przed tv i oglądać seriale, mogła bym biegać maratony, mogła bym tańczyć w dyskotekach i polować na okazje (ONS) mogła bym się lansować w barze pijąc alkohol mogła bym. Ale…
    Ciesze się ze po wywaleniu z mojej złotej klatki rozłożyłam ramiona i pofrunęłam.
    ciesze się ze moje życie tak się ułożyło jak jest teraz, nie mam żalu co ex męża nie mam żalu do rodziców teściów i całego świata, ciągle się śmieje i przezywa życie na 100%.
    Myślałam ze do szczęścia potrzebuje mężczyzny, ze dopiero w oczach innego człowieka będę widzialna, myślałam ze jak ktoś mnie będzie kochał to ja siebie pokocham.
    myliłam się
    Jestem sama ale nie samotna, jestem sama ale żyje wśród cudownych ludzi, jestem sama z wyboru.
    Jestem jak kot który kosztował 2 złote, …pierdolony arystokrata…

    Lubię

  15. Stoję ostatnio na rogu Chmielnej i Zgoda (Warszawa), tuż przed przejściem dla pieszych, czekam na taksówkę, ot zwykła kobieta po 40 w szpilkach czerwonym płaszczu z torbą dokumentów. Podchodzi do mnie facet, około 30 lat i mówi …ja jestem młody i wysportowany ty jesteś doświadczona może zrobimy coś razem… pytam …a nie pomyliłeś się… słyszę …nie…
    i koleś ciągnie …nie mów że ci się nie podobam… na to ja …no na kawę to bym z tobą poszła ale do łóżka nie koniecznie…
    Wsiadam do taksówki i mówię do taksówkarza jaka miałam propozycje, a ten się odzywa i mówi …bo wie Pani są dwie opcje albo taki dostanie w ryj albo porucha… częściej się rucha …
    🙂
    mucha nie siada 🙂

    Lubię

  16. Nigdy nie komentuje, bo nigdy nie widzę w tym sensu, ale od wszystkiego są wyjątki. Tak, rzeczywiście skręca mnie w brzuchu jak czytam, ten post, Pokolenie Ikea, Brud, bo JA nie chce żyć w ten sposób, NIKT nie chce. Może to moja młodzieńcza naiwność, ale myślę, że wyjść ewakuacyjnych jest wiele, musimy je tylko znaleźć, a więc dzięki Everyman, młodszych prowadzisz, starszych nawracasz.
    Ps. Zastanawiające jest, czy odwołanie do Sound of Silence jest umyślne, czy bezmyślne 🙂

    Lubię

  17. Ja mam 20 kilka lat, nie minęłam ćwierćwiecza, i ciągle reprezentuje poglądy tej szesnastolatki. Kiedy zaczynamy myśleć inaczej- w porządku, ale jeżeli po jakimś działaniu mamy moralniaka, znaczy, że tracimy kontakt ze swoim ja, wielokrotnie łamane będzie tak słabe, że stanie się niewyczuwalne. Całe „klu” polega na tym, że ewentualnie zmieniać system wartości- świadomie, a nie w pijackim amoku czy w szale poszukiwania bliskości. Świadome, przemyślane wybory, ich nie można się czepiać.
    A problem zamknięcia na działanie wynosimy z domu, bo mama była nadopiekuńcza, bo ojciec nie pokazywał różnych rzeczy. Od dziecka wpajany lęk przed nieznanym, dlatego tak wielu rzeczy boimy się spróbować. Naszym życiowym zadaniem jest przezwyciężyć ten strach, miło wraz z kimś.

    Lubię

  18. To sa takie uniwersalne rady, na tyle ogole ze kazdy sie z nimi zgadza. Mlodosc jest swietna ale mlodosc to takze brak poznania siebie, i nie jest prawda ze poznawac siebie mozna tylko tulajac sie z plecakiem po Azji w ramach gap year bo czesto najciekawsze podroze mozemy przezyc nie ruszajac sie z fotela – to te w glab siebie, ale to trudniejsze i tylko pozronie nudniejsze niz ogladac nowe krajobrazy co chwila (Rolf Potts – polecam).
    W obecnym spoleczenstwie zaczyna dominowac jakis chory poglad ktory tez jest tu promowany, ze zycie po 40ce nie istnieje, sa tylko 20 i 30 parolatki.
    A wlasnie wydaje mi sie ze to jest okres kiedy zaczynamy rozumiec ze pewnych zalozen sie osiagnelismy, marzen nie zrealizowalismy i… zaczyna nam to latac kolo piora, bo zycie to tez kompromis, bo nie da sie ciagle patrzec wstecz, bo w miedzy czasie uleglismy zmianie, bo swoimi czynami zdecydowalismy wybrac cos innego, czesto podswiadomie ale tacy jestesmy, nasza podswiadomosc to takze czesc nas.

    Lubię

  19. Dziwne…zobaczyć swoje myśli na przypadkowym blogu. Wczoraj trafiłam na Pana stronę, przeczytałam kilka tekstów, ale ten dzisiejszy zmobilizował mnie do pozostawienia śladu. Mam wrażenie, że te myśli już gdzieś czytałam, to tak jakby powyjmować najtrafniejsze cytaty, rady, przemyślenia – swoje bądź przeczytane – i zawrzeć w jednym poście. Niby ludzie tak się różnią, ale na poziomie emocji, psychiki, wewnętrznych kompilacji – spotykają się z tym samym. Moje „eureka!” wyłapuję źrenicami w Pana literkach. A myślałam, że jest tylko moje.Ęh 😛 Pozdrawiam w wyjątkowo zimnym maju!

    Lubię

  20. Aby kot miał zdrowe nerki nie wolno dawać mu kranówki do picia, ani wody z zbyt dużą ilością minerałów, najlepsza jest przefiltrowana, ewentualnie przegotowana

    Lubię

  21. hehehe powiem tak , właśnie dopiero co wróciłam ze Lwowa ! Bawiłam się tam jak dziecko mimo ,że jestem chyba ciut starsza od Ciebie . Tańczyłam tango na ulicy , piłam wódkę o wdzięcznej nazwie Kozacka Rada , świetna !!! ( nie wiem czy wypada robić reklamę , ale to się najwyżej wytnie 😀 ) Zachwycałam się kamienicami , choć widać gołym okiem jak wiele pracy i pieniędzy potrzeba , żeby ocalić to piękno . Jechałam marszrutką ! od granicy ahahaha polecam ! Jakiś młody człowiek zapytał nas ( byliśmy we czworo) czym przybyliśmy i oczy zrobiły mu się okrągłe . Powiedział ,ze nie wyglądamy na takich co by się porwali na taką podróż . Czy wiek i „status ” ma znaczenie ? Doskonale rozumiem nie tylko ten wpis . Właśnie zrąbałam swoich znajomych , ze mało w pół nie pękniemy i napędzamy się sztucznie na mieć a nie być . A kiedyś wystarczyła szklanka herbaty i drugi człowiek . Dzisiaj mamy …. dostatecznie dużo , żeby być szczęśliwymi ? A tak naprawdę chujnia z patatajnią , brakuje nam bliskości drugiego człowieka i chodzimy jak zombie i nie mamy nawet z kim pogadać o tym co nas boli , więc bulimy na psychiatrów , psychologów i nie wiem co tam jeszcze . Albo kupujemy rzeczy , które tak na prawdę są nam zupełnie zbyteczne ale dobrze się jest pokazać ????? ( nie kumam osobiście ) . Moje dziecię właśnie za chwilę nabierze praw wyborczych . Uczę go , żeby dał sobie czas , wymagał od siebie ale nie ponad miarę , nie od razu Kraków zbudowano ,żeby nie bał się tańczyć na ulicy jeżeli ma na to ochotę . Jeżeli ktoś będzie się pukał w czoło to jego problem . Tak jak piszesz , jeżeli nie teraz to kiedy ? Staram się go nauczyć empatii ale nie żeby się w imię dobrego serca dał r…ć . Moje motto jako lekcja na przyszłość dla niego ” szanuj się ! bo inaczej inni nie będą Ciebie szanowali . Lepiej z mądrym zgubić jak z głupim znaleźć ” itd itd… Czasami się zastanawiam czy to ja jestem dziwna czy dziwnych czasów dożyłam ?! Ale fakt , jak się komuś powie spierdalaj zanim się odłoży słuchawkę to wywołuje to szok , jak można było ?! Ano można . Jak mam z ciulem się męczyć , żeby innych uszczęśliwić , bo ciul ma kasę , to niech spierdalają razem z nim . Wolę pogadać z żulem bo bywa ciekawszym rozmówcą . Największym komplementem z ust mojego dziecka było ” Jesteś szurnięta ! Będziesz najfajniejszą emerytką w tym kraju ” :D:D i mocno mnie przytulił .

    Lubię

  22. Kot wzruszyl nawet mnie jako 34letniego mezczyzne. Wlasnie po 7 latach zwiazku zaczynam jakby na nowo zycie i tez mam przemyslenia co osiagnalem i jaki jest w koncu ten poszukiwany przez wszystkich sens zycia…
    U mnie problemem z perspektywy czasu byly 3 zwiazki jeden po drugim (4, 5 i 7 lat)
    Chyba zaczne w koncu spelniac marzenia, zamiast pakowac sie w kolejny zwiazek, bo jakos mimo ze w pierwszych latach jest milo, jakos ten czas przelecial mi miedzy palcami.
    Tylko czy uda sie wytrwac szczesliwie po takim czasie w samotnosci w obcym kraju to czas pokaze…

    Lubię

    1. Kot poryczał i mnie – ale tak naprawdę mój pies którego żegnałem niedawno. Był staruszkiem, dobił „pełnoletności” i odszedł, u weta, w moich ramionach bo obiecałem mu że zaśnie gdy tylko zacznie cierpieć, ani wcześniej ani później.
      Ja, facet który w dorosłym życiu płakał tylko raz – gdy dowiedział się że ojciec ma nieuleczalnego raka – a na pogrzebie i później już nie bo byłem przygotowany, ryczałem po nim trzy dni, siedząc na urlopie.
      Ale nie o tym chciałem – tylko o tym poszukiwanym przez wszystkich sensie życia.
      Otóż nie przez wszystkich.
      Jeszcze wtedy, gdy mój pies miał 5 lat a ja nie miałem ani jednego siwego włosa – zrozumiałem że „sens życia” to tylko wytwór języka. Nieistniejący zbitek dwu słów, który ktoś kiedyś po raz pierwszy napisał a inni uznali że to opisuje coś, co trzeba odnaleźć.
      Życie nie ma sensu. Życie jest sensem samo w sobie.
      Kup sobie psa i przeżyj z nim 15 lat. Zrozumiesz. Nie musisz mieć celów, szukać potworków językowych wyszczekanych przez innych. Jaki jest sens istnienia Saturna, galaktyki Andromedy albo konika polnego skaczącego po łące?
      To tylko słowa.
      Żyjemy i nasze życie albo daje nam frajdę albo nie.
      Jesteśmy pożyteczni dla innych albo nie.
      Zamykasz oczy i wyobrażasz sobie na ostatnim piętrze szklanego biurowca, mając za plecami drzwi z tabliczką CEO…albo urządzającego w upalny dzień basenik dla swoich dzieci na podwórku swojego domu…albo siedzącego w zaroślach, w rozwiewającej się mgle, polującego z długim obiektywem na zdjęcie życia które wydrukuje „National…”. Albo siebie jako celebrytę w świetle fleszy, albo….co chcesz
      I już będziesz wiedział kim naprawdę chcesz być.
      A sens? Za późno. Już się urodziłeś. Teraz już nie pora na sens, teraz czas na życie.

      Lubię

  23. Masz rację pisząc, że w miarę dorastania czas przyspiesza! 🙂 To już zostało dawno naukowo wyjaśnione… Dowód? Proszę bardzo… Kiedy masz dajmy na to 15 lat, to każdy rok stanowi 1/15 twojego zycia, czyli jakieś 6 coma 7 % … A kiedy masz 40, to wtedy 1/40, co daje 2.5% … czyż nie? Rachunek iest prosty… 2.5 jest zawsze mniejsze (krótsze) od 6 coma 7! Dlatego, im mamy więcej lat, tym rok staje się krótszy! 🙂 Czysta matematyka

    Lubię

    1. Jest też inne wyjaśnienie. Sieć neuronalna 40 latka jest znacznie bardziej przypakowana wiedzą/doświadczeniem i jej przeszukiwanie/myślenie jest wolniejsze ale daje lepsze wyniki. 17 latek ma 100 pomysłów na minutę z czego 99 durnych, 40 latek ma 5 z czego durne 2 🙂
      Dolicz do tego naturalne ADHD małolatów oraz większą intensywność doznań zmysłowych i widzisz że mózg małolata naprawdę napierdala gęsto i intensywnie w porównaniu do 40 latka. Tylko zazwyczaj mocno durnowato 🙂
      A „JA” to mózg. Reszta to tak naprawdę tylko transporter/maszyna odżywiająca dla mózgu

      Liked by 1 osoba

      1. Jestem technofobem więc z zasady nie komentuje bo nie lubię ale zmusilam się bo naprawdę podoba mi się ten komentarz. Jest po prostu racjonalny i napisany przez osobę kochającą zwierzęta. Miła jest świadomość że gdzieś chodzi po świecie taki człowiek.

        Lubię

  24. Akurat moim zdaniem tak nie jest. Ludzie często sobie zadają pytania : Czy gdyby można było cofnąć czas to postąpiłbym (postąpiłabym) inaczej? I wiecie co? moim zdaniem każdy postąpiłby tak samo – wybrał jeszcze raz tego samego partnera i tą sama pracę – bo nie ma przypadków i zwracamy uwagę na to co jest nam w życiu potrzebne. To jest trochę jak z kupnem nowego samochodu – ktoś kupuje np. czerwonego opla i nagle na ulicy zaczyna zauważać inne czerwone ople co nie znaczy , że wcześniej ich nie było na ulicach, po prostu wcześniej nie zwracał na nie uwagi. Ludzie którzy czytają taki artykuły jak ten po prostu chcą coś zmienić w swoim życiu (spróbować inaczej) lub właśnie przeżyli jakieś rozczarowanie i chcą coś pozmieniać… tyle – nic więcej – reszta ludzi się nawet nie zastanawia nad takimi pierdołami. Dlaczego? Może np. nie maja co do garnka włożyć i to zabiera im większość czasu a może muszą zajmować się małym dzieckiem i w wolnym czasie chcą tylko odpocząć lub właśnie zdobyli pieniądze na jakiś nowy cel w życiu.

    Lubię

    1. Ja nie.
      Gdybym mógł cofnąć czas, to nie wybrałbym ponownie tej samej kobiety na zyciową partnerkę.
      Absolutnie nie żałuję.
      Po prostu z perspektywy czasu widać że to była pomyłka i oboje byliśmy za młodzi żeby dobrze wiedzieć dokąd razem chcemy pójść. Raczej obustronna pomyłka.
      A czy nie ma przypadków? W sprawach związków są prawie same przypadki.
      W naszym kręgu kulturowym związki planowane i ustawiane na długo przed tym jak zaistnieją nie są mile widziane, nawet swatki ostatnio bezrobotne.
      Teraz są same przypadki – przypadkiem kogoś poznajesz, przypadkiem zdarza się coś co spowoduje „zaiskrzenie”, chemia pojawia się lub nie…to jest wynik całego szeregu przypadków które po fakcie się racjonalizuje i układa w ciąg decyzyjno-skutkowy.

      Lubię

  25. Ja pożegnałam psa. Też nerki. I wiem na pewno, że każda chwila z nim to było szczęście całe w jego bursztynowych oczach.
    Nigdy już powroty do domu nie będą takie same.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s