Kupujesz kupon lotto. Twoja przyjaciółka też go kupuje. Do wygrania jest 12 mln zł. 

Wymienicie się losami? 

Raczej nie, mimo, że szansa na wygraną jest jak 1 do 13 983 816. I zaraz wyjaśnię dlaczego. 

Pakiet 600 sms wykorzystany w jeden wieczór

Kilka miesięcy temu umieściłem na Facebooku pytanie: „napisz jedną rzecz z dzieciństwa, której młode pokolenie nie zrozumie.”

Pod tym wpisem było prawie 10 tys. komentarzy, czyli dużo. Część z nich obudziła we mnie sentyment za starymi „dobrymi” czasami, większość wywołała banana na gębie, przypominając chwile, kiedy na MTV leciała jeszcze muzyka, pierwszą moją komórką była Nokia 3210 z monochromatycznym wyświetlaczem, a telefon miałem w sieci Era i później w Idei też.

Padały pod tym pytaniem różne odpowiedzi: 

„Ja dzwonię Ty mówisz”. 

Pamiętacie?

„Pakiet na 600 sms wykorzystany w jeden wieczór”. 

„Robienie zdjęć aparatem kodak, który miał tylko 24 zdjęcia, a jak ojciec kupił droższą rolkę to było chyba z 36 🙂I to rozkminianie, żeby nie zmarnować niepotrzebnie żadnego zdjęcia 🙂potem oczekiwanie na to co wyszło i nie było możliwości zmiany 🤭 piękne”

„Zawsze wspominam jak trzeba było iść do koleżanki spytać czy wyjdzie na dwór 🤣albo mama wołała na całą ulice do domu kolacja 🙈brak komórek byl super” 

„Podwórkowe kluby, dyskoteki i przebieranki 😁🙃, gumy do żucia Turbo z samochodami, złote myśli i pamiętnik i Jean – Claude Van Damme 😍, Roxette ❤- plakaty na ścianie, kasety i przyczepiane plakietki. Listy od pierwszego chłopaka, kartki Walentynkowe 🙃I Odyseja 2000 aaaa to były czasy .”

„Zbieranie puszek po piwie i układanie na meblach, przewijanie kasety z magnetofonu ołówkiem 🤣🤣🤟”

Pamiętacie darmowe rozmowy do 5 sekund?

Pod tym postem wpisałem: „Modlenie się przed kompem czy gra się wgra. Cytroneta w foliowych torebkach przebijana słomką. Dresy z kreszu, spodnie piramidy i tureckie swetry…”

Pamiętam z tamtych czasów malucha, którego kupił sobie mój ojciec i był z niego tak strasznie dumny. Pojechaliśmy nim kiedyś nad morze. Ja z moim kumplem siedzieliśmy z tyłu, on z matką z przodu, na kolanach mieliśmy bambetle, a u góry na bagażniku był namiot i sterta innych gratów. Poruszenie paluchem u nogi wywoływało drgania całej konstrukcji. Totalna masakra, ale było super. 

Pamiętam czasy, kiedy pójście do Maca było czymś specjalnym, kiedy w Warszawie Ikea była w centrum miasta i był Taco Bell, gdy na Woli był klub Planeta, którego właścicielem był Masa, kiedy ludzie ode mnie z roku marzyli o pracy w firmie Arthur Andersen, kiedy kobiety chodziły w topach z gołymi brzuchami, największa gwiazdą była nie Kim, ale Paris Hilton, a dziewczęta piszczały dla Backstreet Boys. 

Kiedyś to było – wzdychają ludzie. Ogniska nad jeziorem z pieczoną kiełbą, balety do rana pod paczkę czipsów, szykowanie się na dyskoteki, wyjazdy nad morze, spanie w jakichś dziurach. 

Patrzymy w przeszłość szukając tam ludzi, którzy odeszli, kobiet które kochaliśmy (bądź mężczyzn, co kto lubi). Tego, co braliśmy za pewnik, już nie ma. 

Dlaczego tak bardzo tęsknimy z tym, co było?

Zawsze się zastanawiałam, dlaczego wszyscy tak bardzo tęsknimy do tego, co było. Ty też, Piotrze. Dlaczego „kiedyś było jakoś inaczej”. Dlaczego nasze myśli grzęzną w pazurach przeszłości, wywołując znajome ciepełko, sentymentalne pomruki….i deprechę. Właściwie odpowiedź nasunęła mi się niespodziewanie ze swoją prostotą. Nie tęsknimy do czasów. Nie tęsknimy do chwil. Może nawet nie tęsknimy do ludzi. Tęsknimy do emocji. A nawet nie tęsknimy – pragniemy emocji. Pragniemy beztroski, która przepełniała nasze serca „kiedyś”, jak byliśmy dziećmi. Pragniemy umysłu czystego od niepotrzebnych myśli. Pragniemy wewnętrznego dziecka. 

– Mery

(listy do Czarnego na pokolenieikea.com)

Ta nostalgia za przeszłością, która uderza jak tępy nóż, która w miarę upływu czasu nas dopada to zazwyczaj sygnał, że coś w życiu nie idzie tak, jak powinno. To co wspominamy, zaskakująco często jest tym, za czym aktualnie tęsknimy

Ta tęsknota za cytronetą w przebijanych słomką plastikowych opakowaniach to tęsknota za rzeczami prostymi, które dawały nam mnóstwo radości. Człowiek idąc do sklepu po oranżadę jarał się tak, jak gdyby teraz nowy samochód kupował. Ceniliśmy bardziej drobne rzeczy. To tęsknota za czasem, kiedy ktoś był odpowiedzialny za nas. Kiedy matka i ojciec znali odpowiedź na każde pytanie i byli absolutnymi bogami.

Te wspomnienia za wysyłaniem po 600 esemesów jednego wieczora to w rzeczywistości tęsknota za ludźmi, którzy nas wtedy otaczali. To tęsknota za miłością, która była prostsza, za randkami, które były przyjemnością (pocałowała mnie!!! pocałowała mnie!!!), które dawały ekscytację. 

Wspomnienia bolą w zestawieniu z rzeczywistością. Przypominają, że nie robimy teraz w życiu rzeczy, które nas jarają, że porzuciliśmy swoje pasje, że za bardzo kierujemy się opiniami innych, że jesteśmy rozczarowani ludźmi, którzy nas otaczają. Że nie wykorzystaliśmy tylu szans. 

A ludzie często boją się to zmienić. 

Strach przed poczuciem żalu

Kawałek czasu temu dwie panie psycholog prof. Maya Bar-Hillel i prof. Efrat Neter zrobiły badanie, które pokazuje jak potrafi na nas wpływać możliwość poczucia żalu.

W tym badaniu uczestnicy dostali kupony na loterię. Nie jakąś prawdziwą tylko organizowaną przez badaczy. Mogła wygrać tylko jedna osoba. Następnie badaczki zapytały uczestników czy chcieliby się wymienić losami. Kusiły: jak ktoś się wymieni to w zamian dostanie czekoladową pralinkę. 

Mimo tego, że losy niczym się nie różniły, że nagroda była chuja warta, mimo łapówki w postaci słodyczy, na zamianę zgodziła się mniej niż połowa uczestników. Ten eksperyment był powtórzony z innymi uczestnikami. Tym razem zamiast losów, dostali długopisy. I co? I zgodziło się je wymienić 90 proc. badanych. 

Skąd ta różnica? Niby długopis to tylko długopis, a los to tylko los. Tyle, że przy losie ludzie od razu zaczęli się zastanawiać nad możliwymi konsekwencjami swojej decyzji. A co, jeśli się wymienię i stracę zwycięski los? Jak się wtedy poczuję? No, jak ostatni frajer. Sama potencjalna możliwość wystąpienia tego żalu, tego rozczarowania, zniechęcała uczestników do zamiany losów. A chodziło tylko o kawałki papieru. A nie o życie. 

Żal jest zazwyczaj związany z przeszłością. Żałujemy podjętych decyzji, niepodjętych decyzji (do tej pory żałuję, że nie pociągnąłem do łóżka pewnej blondynki w Kopenhadze, która sama przyszła do mojego hotelowego pokoju o czym pisałem w „Pokoleniu Ikea”, głupi byłem, wiem). Żałujemy swoich wyborów. Niektórzy tego, że nie poszli za głosem serca, niektórzy, że posłuchali złych rad, niektórzy, że nie uwierzyli w siebie. Ja, żałuję, że mając lat 20-kilka nie wsiadłem w pociągi, aby pojeździć po Europie. Wydawało mi się, że zdążę, a korpo wołało moje imię i kusiło. To marzenie nie jest już moje, zestarzało się.

Tak naprawdę jednak strach przed tym żalem wpływa na decyzje, które podejmujemy tu i teraz. Kiedy zaczynamy zastanawiać się nad tym, a co się stanie jeśli zrobimy to i to, sama możliwość poczucia tego żalu zaczyna nas paraliżować. W efekcie ludzie nie robią nic i dalej żyją niezadowoleni. 

Czy kobieta z dzieckiem potrzebuje kabrio?

Pisze do mnie N. Jest w ciąży i musi sprzedać swoje, stare ostro poturbowane kabrio. Płacze. Nie chodzi tutaj o samą sprzedaż samochodu. To tylko trochę blachy i plastiku. Chodzi o etap życia, z którym to auto jej się kojarzy. 

Bo w tym samochodzie z otwartym dachem jeździła po mieście w słoneczne dni. Bo w tym samochodzie całowała się i kochała. Bo w tym aucie spędzała czas, wygłupiając się przyjaciółkami. Bo będąc w nim przyciągała spojrzenia mężczyzn, bo czuła się w nim młoda i piękna. I racjonalnie wie, że to auto jest jej do niczego niepotrzebne. Ale jego sprzedaż to nieodwołalny koniec tego etapu beztroski i wolności, początek czasu, w którym trzeba wziąć odpowiedzialność za kogoś jeszcze. 

Kiedy kabrio zastąpi kombi, kiedy imprezy zastąpią bezsenne noce z powodu dziecka, kiedy przyjemności zastąpią obowiązki, kiedy beztroskę zastąpi odpowiedzialność za córkę

Coś się zmienia nieodwracalnie. I nie da się tutaj rzucić żadnego zaklęcia, ani wgrać starego sejwa. 

Życie idzie etapami i zakończenie każdego etapu mocno przeżywamy. Coś nam daje i coś nam zabiera. Tego malucha, o którym pisałem na początku, już nie ma, mojego ojca zresztą też. Jedno i drugie jest w mojej pamięci, a jak umrę to przestanie istnieć już całkowicie.

Każdy z tych momentów z przeszłości za którymi dziś tęsknimy doprowadził nas jednak w miejsce, w którym jesteśmy teraz.

Gdybym x lat temu nie opuścił swojego rodzinnego miasta, nie skończyłbym studiów w Warszawie, nie mieszkałbym na Ochocie, nie wiedział jak pachnie Saska Kępa wiosną, czy jak wygląda wschód słońca na Hawajach. Gdybym nie wyprowadził się z domu, porzucając swój dotychczasowy bezpieczny świat, nie spotkałbym swojego dobrego przyjaciela na studiach. Gdybym pewnego popołudnia nie zaczął dla żartu pisać swojego bloga, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. 

Jest w tym wszystkim jakaś prostota, jakaś tajemnica i jakieś piękno. 

To, co jest za nami, jest ważne, ale to już minęło.

Jeśli ktoś żyje przeszłością i wspomnieniami tego, co było, jeśli świat nas rozczarowuje to nie on musi się zmienić, to my musimy się zmienić. 

Trzeba odszukać to, za czym tęsknimy. 

Znaleźć ludzi, którzy na nowo przyniosą nam ciekawość świata, wprowadzą tam radość i ożywienie. Znaleźć nowe miejsca, gdzie nasze serca będą bić szybciej. Odkryć nowe pasje, które sprawią, że przestaniemy narzekać na nudę, pryskać żółcią, przeistaczać się w zrzędliwe marudy, którym wszystko przeszkadza. 

To, co jest za nami, jest ważne, ale już minęło. 

Jedyne, co możemy zrobić, to tworzyć nowe wspomnienia, aż nie zamkniemy oczu na zawsze. Miej więc cały czas oczy otwarte. 

Chcesz więcej takich opowieści? 

Kup moją nową książkę Gwiazdor . Albo jak masz mi później jęczeć to lepiej nie kupuj. To tylko dla ogarniętych. 

https://www.empik.com/gwiazdor-piotr-c,p1244548376,ksiazka-p

To nie ja. To WY. Spośród 20 tys. książek wydanych w ubiegłym roku sięgnęliście właśnie po moją. Dzięki!

13 uwag do wpisu “Napisz jedną rzecz z dzieciństwa, której młode pokolenie nie zrozumie

  1. Piotrze C.
    bo nic nie zdarza się przypadkiem. Ale jak powiada Roberto Santiago: „Powodzenie, jak każdy wie, choć często nie chce tego przyznać, nie istnieje.To tylko bliżej nieokreślony punkt powstały w miejscu przecięcia dwóch linii:sprzyjających okoliczności i dobrego przygotowania”
    Miałeś i jedno i drugie.
    P.S.1 ja uwielbiałam Visolvit z torebki i listy od Babci na koloniach
    P.S.2 co do wygranych losów polecam fantastyczną książkę: „Lista moich zachcianek”

    Polubienie

  2. Taka jest już natura istot śmiertelnych, że nie podoba im się nic bardziej niż to, co stracili. Z żalu za tym, co nam zabrano, jesteśmy niesprawiedliwi w stosunku do tego, co nam zostało.

    Lucius Annaeus Seneca (Seneka), O pocieszeniu do Marcji

    Polubienie

  3. Nie rozumiem trochę tego sentymentalizmu wielu ludzi. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, moda się zmienia, zmieniają się możliwości, technologie, zmieniają się nawet zawody. Kiedyś do zapalania i gaszenia latarń w mieście był latarnik, też się musiał pogodzić z tym, że świat się zmienia, przebranżowić się. Kiedyś inaczej się drukowało gazety niż dzisiaj, inaczej się projektowało. Jestem po trzydziestce i za niczym nie tęsknię, bo wiele z rzeczy, które sprawiały mi radość wciąż robię, w innym miejscu na Ziemi, w otoczeniu innych ludzi, ale robię, to co sprawia mi przyjemość. Ja właśnie żałuję, że tak późno z domu udało mi się wyrwać i mimo iż dom kochający, to jednak teraz żyję w 100% tak jak chcę i nie tęsknię do niczego 🙂 nawet nie tęsknię już za zmarłymi rodzicami, odeszli razem z pewną epoką, zamknięty pewien etap życia. Mam to szczęście, że pozostaję w zgodzie ze sobią i mam możliwość wsłuchać się i zastanowić czego mi brakuje, albo docenić to, co mam. A mam np. pełną lodówkę, dostęp do czystej bierzącej wody, jestem za to wdzięczna i jestem szczęściarą, że urodziłam się w takiej a nie innej szerokości geograficznej. Oglądałam taki dokument „Water & Power: A California Heist” (2017), czy „Plastic Planet”. Otwiera to oczy na miejsce gdzie się znajdujemy. Tęsknię za częstrzymi ogniskami- ale to jest w procesie i będą odbywały się częściej. Tęsknię też za śniegiem i gdy spadnie, to celebruję te chwile, siadam w oknie z kubkiem herbaty i patrzę póki mi się nie znudzi 🙂 Postanowiłam, że nie nakładam na siebie ram czasowych, planerów etc., bo później niezależnie ile z nieskończonej listy obowiązków zrobiłam, to czułam, że nie wystarczająco się wywiązałam, lista wcale się nie skracała. Obrałam inną strategię i teraz robię jednen obowiązek dziennie, 8 godz. pracuję a przez resztę czasu celebruję bycie człowiekiem i życie. Jest fajnie. I nawet w zeszłym tygodniu z ciekawości weszłam na google map przejechać się po moim rodzinnym mieście i zobaczyć jak się zmieniło, no i szczerze mówiąc uważam, że fajnie było tam spędzić dzieciństwo, ale nie mogłabym tam mieszkać obecnie, np.przeprowadzić się-jest to dla mnie zamknięty etap i wzięłam wszystko co dobre, teraz odnalazłam swoje miejsce na Ziemi całkowicie gdzieś indziej i wcale nie wykluczam w przyszłości kolejnych zmian. I szczerze mówiąc nie mogę się doczekać czasów, gdy mięso hodowane labolatoryjnie w probówkach będzie tym powszechnie dostępnym produktem… dziwi mnie np. sceptyczność Europy co do takich rozwiązań, ale cieszy, że są kraje, które tego próbują, wierzę, że będzie to przełom. Przyszłość niesie możliwości. A drzwi przeszłości lepiej jest zamykać, bo człowiek jeszcze ugrzęźnie w przestrzeni między teraźniejszością a przeszłością i będzie nieszczęśliwy goniąc za duchami przeszłości. Coś się zmienia, bo zmieniają się oczekiwania, bo pojawiają się lepsze rozwiązania. Nie muszę tęsknić do czasów bez telefonu, bo potrafię wyjść z domu bez telefonu, nie muszę tęsknić za smakiem lodów, bo sobie sama zrobię lepsze lody. Nawet już za babcinym kompotem- pitym ostatni raz 23 lata temu- tęsknić nie muszę, bo znalazłam gotowca o tym samym smaku. Fajna jest przeszłość, bo na niej zbudowana jest teraźniejszość.

    Polubienie

    1. Zgadzam się z Panią w całej rozciągłości. Sami układamy swoje życie i nie musimy być niewolnikami współczesności, telewizora, reklam, czy stylu życia, którego oczekuje od nas „wielki świat”. Mimo, że oczekiwania mam od Pani całkowicie odmienne, to również udało mi się wszysko tak poukładać, że cieszę się każdym obecnym dniem i mimo, że z radością wracam do wielu wspomnień i z radością przeglądam zdjęcia to jedynie w celu odtworzenia przyjemnych chwil i doznań, a nie żalu nad minionym czasem. Jednocześnie staram się budować nowe, tak, by mieć również do czego wracać w przyszłości.
      Nie mam Netfliksów, telefon komórkowy trzymam na kablu (co prawda ostatnio przez te chińskowirusowe oprogramowanie konieczne było przejście na taki bez guzików, co nie jest łatwe ale i z tym jakoś sobie poradzimy), muzyki słucham sobie z czarnych płyt pijąc gorącą czekoladę. Nie ma obowiązku uczestnictwa w „owczym pędzie” XXI w. Podobnie, jak nie ma przymusu nostalgii nad wiekiem dwudziestym.
      Każdy jest panem swojego, a powiedzenie „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” nic nie traci na swoim znaczeniu.
      Łóżko z Ikei, choć niewątpliwie dobrze się sprzedaje nie jest najwygodniejsze i skrojone pod każdego.

      Polubienie

  4. Miej teraz takie życie, żeby nie tęsknić za tym co było. Jak? To proste, realizuj swoje pasje! Ja już nie mogę się doczekać najbliższej niedzieli. Wsiądę wtedy na mój motocykl i pojedziemy ze znajomymi gdzieś, gdzie jeszcze nas nie było. Ostatnio było niesamowicie i tak sobie myślę, że teraz będzie jeszcze lepiej 🙂

    Polubienie

  5. Fajne powspominać młode lata. Mój świat był nie co inny, bardziej szalony i spontaniczny.
    Pamiętam i często wspominam nieźle zabawy w wojnę. Moim zadaniem było przemy ic jak najwięcej dexodorantow, czy gazu w aerozolu na plac boju. To wszystko podpalalismy i krzyczelismy padnij. Taka rozrywka haha. Koledzy zawsze byli zajebiscie w pomysłach.
    Innym razem już o jedno pokolenie w dorosłym życiu, mając 30 lat z plusem, postanowiłam pomoc kolegom nagrać przesłuchanie wcaltanie. Ile śmiechu było. Jako dorosła mężatką musiałam sciemniać ojca po co mi lampa biurkowa srebrna i starej daty. Haha. Wciskal. Mi nowszy model.
    A ja ja potrzebowałam do tej altany. Później nagranie puszczalismy na youtube.
    Dziś są to wspomnienia a jakie zajebiaszcze.
    Za malolata potrafiłam siedzieć w samochodzie kolegi matki z koleżanką (zastawa) i gadać o duperelach. Do dziś pamiętam jak za każ razem opowiadał o swojej kolekcji kryształów, które gdzieś udało mu się wyłowić.
    Imprezy to była podstawa. Kino po kółka seansów, po to aby nie marznac na dworze.
    Wiele by wymieniać.
    Był też on, koleszka z warsztatów teatralnych.
    Był bardzo utalentowany i nauczył mnie tańczyć w rytm (bo że mnie taka niezdatna) ale było warto nie jedna książkę przeczytalismy😁
    Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć że oczytalam się w jeden sezon jak nigdy. 🤣

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.