O tej kobiecie przeczytałem w sieci jakiś czas temu. Ona była jeszcze piękną trzydziestoletnią, on już nie. Przyszedł do niej pewnego dnia i wyrzygał: „Jestem nieszczęśliwy. Bla. Chcę spróbować czegoś nowego. Męczę się. Bla. Nie wiem dokąd zmierzam. Bla.” „Myślałem o tym dużo”. – powiedział. „Życie jest krótkie. Bla, bla.” Później przeszedł do liryki: „Taki związek jest jak rozbita szklanka. Lepiej ją wyrzucić, niż ranić się, próbując poskładać ją z powrotem. Bla. Bla. Bla. Chcę się wyprowadzić. Bla.”

Kobieta spojrzała na niego i nie powiedziała: „Spadaj! Obcasy w moich szpilkach są większe niż twój kutas.” Nie powiedziała też: „Lubię chuje, lecz niestety są przymocowane do mężczyzn.” Nie powiedziała, bo mieli razem małe dziecko. Bo znała go i kochała. I bała się być sama.

Spokojnym tonem – chociaż była bardzo daleka od bycia spokojną – wyjaśniła: „Chcesz więcej swobody? To weź sobie więcej swobody. Nie interesuje mnie, co robisz wieczorami. Chcesz wychodzić? Wychodź. Chcesz poznawać nowe osoby (patrz: 25-latki o ponadnormatywnym rozmiarze biustu)? Poznawaj. Po prostu bądź dyskretny, ale się na razie nie wyprowadzaj. Muszę coś wymyślić, jak o tym powiedzieć naszemu synowi.” 

Mężczyzna zdziwił się. Zdziwił się, ale się zgodził. I przez kilka miesięcy wyglądało to tak, że mieszkał z nimi, bawił się z dzieckiem, a wieczorami znikał. Zrzucił kilka kilo, kupił sobie nowy samochód i dużo nowych ubrań. Nie wiedział tego, co wiedziała ona.

Że mężczyźni tęsknią za młodością. Za uczuciem, kiedy mijasz kobiety i każda może być tą, która się w tobie zakocha. Za nowym związkiem, nową kobietą, nową poduszką. Ale po pewnym czasie problemy pozostają te same, mimo, że cipka jest inna. Że  umawianie się z nowymi osobami, zwłaszcza po długiej abstynencji, przypomina jedzenie tortu z dużą ilością kremu. Pierwszy kawałek jest doskonały. Ale później, z każdą kolejną łyżką zaczyna ci się chcieć rzygać. Że w pewnym momencie mężczyzna wstaje, patrzy na nagie ciało obok (które trochę zna) i osobę, która jest w nie obleczona (której nie zna w ogóle) i czuje lęk i niesmak. I zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno decyzja o rozstaniu miała sens.

I on pewnego dnia wrócił do domu, wyciągnął kosiarkę i po prostu przystrzygł trawnik. Ona odetchnęła z ulgą, bo wiedziała, że  jeśli facet strzyże trawnik przed domem to raczej się nie wyprowadzi. Bo uważa, że to jego dom.  

Wiele kobiet słuchając tej historii mówi, że one nigdy na coś takiego by się nie zgodziły. Że jak facet chce spierdalać, to niech spierdala, tam są drzwi a na koniec mogą jeszcze poprawić celnym kopem w dupę. Ale znam też przypadek, kiedy on powiedział jej – prześlicznej, szczupłej blondynce – że ma kogoś. I później pół tygodnia mieszkał u żony, a drugie pół u kochanki, z niewielkimi korektami w jedną bądź druga stronę. Spał z żoną, budził się rano, jadł w domu śniadanie, żegnał się z dziećmi i jechał do tej drugiej. Obie wiedziały o sobie.

Żona płakała, robiła awantury, dziko się z nim pieprzyła, robiła mu loda, a on ciągle twierdził, że nie może się zdecydować. Liczyła, że się opamięta i zostanie z nią, ale on i tak po roku odszedł do tej drugiej.

Czasami nie ma łatwych rozwiązań.

189713200_87a87419af_o

Photo by ahmed mando/CC Flickr.com

Zmarnowałaś mi życie, dziwko

Pierwszy rok związku jest, powinien najlepszy, bo ludzie się jeszcze nie znają i chce im się udawać. Później pojawia się irytacja. Następna jest złość. A potem obie strony trzaskają się zdechłymi karpiami po gębie. Dochodzi do sytuacji, gdy neutralne słowa brane są za obelgi. On powie: „Deszcz pada.”, a ona to zrozumie jako: „Zmarnowałaś mi życie, dziwko.”

Ona siedzi w tej kuchni pół dnia aby zrobić mu coś specjalnego do jedzenia, na sobie ma już gorset, na dupie stringi, które strasznie wrzynają się w tyłek, ale bardzo ładnie go podkreślają, na nogach są pończochy (koleżanki określają całość przedsięwzięcia jako ‘pracę nad związkiem’), a on wchodzi do tej kuchni i pyta wkurwiony co tu wszystko tak upierdolone i jeżeli ona myśli, że on to będzie sprzątał, to ją pojebało. Poziom uczuć negatywnych do partnera skoczył bowiem do takiego poziomu, że byle gówno jest w stanie doprowadzić ich do furii.

Kobiety są zwykle niepewne i często wierzą, że wszystko to, co dzieje się na świecie to ich wina. Zazwyczaj, więc, to ona chce ratować związek. Zaczyna od monologu. Zadaje pytanie na które nie ma odpowiedzi, czyli: dlaczego nie jest jak dawniej?

Zresztą mężczyźni nie lubią mówić o związku. To dla nich jak kopulacja z europaletą przykrytą papą.

Dalej sekwencja wydarzeń przypomina już nie film fabularny z TVN –u, ale duńskie kino niezależne. Jego irytacja rośnie. Ona to widzi, emocjonalnie zaczyna jej odpierdalać, więc za chwilę awantura się powtarza. On nie słucha, obieca jej wszystko, aby tylko się zamknęła (na początku, owszem, pomaga seks, bo po seksie przez chwilę jest tak, jak było). On zaczyna uciekać z domu pod byle pretekstem.  Pojawia się kolejne paliwo rakietowe do kłótni: „Wolisz kolegów ode mnie.” Ponieważ jej niepokój rośnie, jego irytacja też rośnie. Ona to widzi, nakręca się jeszcze bardziej, a w tle już czeka cycata 20-latka, która oczywiście go utuli i zrozumie (mężczyzna nie odchodzi, bo poznał młodszą i ładniejszą, odchodzi bo jego związek się wypalił).

A dalej?

A dalej chemia tej relacji jest taka, że wszystko może doprowadzić do eksplozji. Później okazuje się, że dwójka osób się rozstała dlatego, że pokłóciła się kto tego dnia miał wyprowadzić psa.

O co mi, kurwa, chodzi?

Serca są jak umowy. Ludzie je łamią, a później idą sobie dalej. A dalej to już mijają się jak nieznajomi, mimo, że wcześniej kochali się ponoć na zawsze.

Zadaj sobie pięć pytań.

1. Czy jesteś z nim/z nią z właściwych powodów?

Więcej czasu czytamy instrukcję obsługi lodówki, niż zastanawiamy się kim jesteśmy i czego chcemy od związku.

Ludzie decydują się na związek, bo są samotni. Bo zżera ich desperacka potrzeba bliskości. Bo czują się nieszczęśliwi. Bo czegoś im brakuje. Bo matka marudzi (A kiedy będziesz mieć dziecko? A dlaczego jesteś sama/ sam?). Bo dobrze razem wyglądają na zdjęciach na Facebooku. Bo inni twierdzą, że są tak fantastyczną parą. Bo wyobrazili sobie partnera, który przykleili zestaw cech, wyjęty prosto z hollywoodzkiego filmu, a teraz łudzą się, że będzie taki naprawdę. Bo są z kimś kto ich nie kocha, a wierzą, że z upływem czasu to się zmieni.

Jeśli uciekamy od prawdy, to żyjemy udając. A prawda jest taka, że nie zmusisz nikogo do tego aby cię kochał, jeśli cię nie kocha. Nie będziesz kochana/kochany tylko dlatego, że tego chcesz. Albo dlatego, że to czujesz, albo wydaje ci się, że to czujesz.

O co mi, kurwa, chodzi?

Chodzi mi o bycie z kimś, kto cię chce. Kto idzie obok ciebie, mimo, że się czasami na ciebie wkurwia. Kto rezygnuje dla ciebie z części swojej wolności i mu/jej to nie przeszkadza. Chodzi o to, aby wracając do domu czuć to samo, co czujesz w sytuacji, kiedy kelner w restauracji przynosi ci w końcu żarcie.

2. Jak traktuje cię osoba z którą jesteś?

Między głową, a sercem jest mniej więcej 50 cm. Ale to w chuj daleka droga.

Ostatnio pewna blond-ruda kobieta (jest bystra i ma ładne usta, a mężczyźni chcą od razu spróbować jak bardzo są smaczne) opowiedziała mi o swojej przyjaciółce Joannie. Joannie nie wolno do niej dzwonić. Nie wolno się z nią spotykać.  Joannie zakazał tego jej facet.  

Dlaczego zakazał?

Też zadałem sobie to pytanie, ale nie wiem czy odpowiedź przejdzie mi przez instalację. Zabronił, bo….jego przyjaciel pokłócił się z tą blond-rudą kobietą. I Joanna go posłuchała.

Nie o każdy związek warto walczyć, bo niektóre są jak teledysk disco – polo, tylko, że bez muzyki. I smakują jak sushi z Biedronki. Są zimne, gumowe i suche, a jedyne co chcesz zrobić po konsumpcji, to zamknąć się samotnie w łazience. Miłość nie polega na tym, ze się poświęca wszystko, czas, godność, szacunek do siebie, swoje marzenia, pragnienia, cele oraz przyjaciół, aby tylko z kimś być.  Jeśli ktoś tak zrobił, to jest chory. A jeśli przy tym uważa, że miłość musi bezwarunkowa, i w jej imię powinno się znosić różne rzeczy, to informuję, że jak ktoś szmaci drugą osobę to jej nie tylko nie kocha, ale też zwyczajnie nie szanuje. A jak jej nie szanuje, to i tak ją/jego zostawi. To, że z kimś jesteś oznacza, że cały czas musisz być dla tej osoby wyzwaniem. 

Najlepszym testem, jaki można sobie zrobić w związku jest pytanie: a pozwoliłabyś/pozwoliłbyś, aby tak cię traktował twój najlepszy przyjaciel? Czy pozwoliłabyś, aby twoja przyjaciółka wsadziła ci świeczkę w dupę?

Raczej nie, prawda? Patologii się nie ratuje. Z patologii się spierdala. I nie ma znaczenia, że patologia później płacze, albo przeprasza, albo obiecuje poprawę, albo wmawia, że to twoja wina, albo przekonuje, że się na to „zasłużyło”, albo zawistni ludzie chcą zniszczyć wasz związek.  

3. Czy Ty potrafisz dawać?

W związku nie liczy się, jak jest naprawdę. Liczy się, jakie są nasze odczucia. Przeświadczenia. Czy uważamy, ze jesteśmy traktowani dobrze, czy ktoś nas wykorzystuje.

Kiedy związek jest zbalansowany, to nikt nie mówi: „A to ja przedwczoraj ściszałem telewizor.” Bo naturalnym jest, że ty robisz jedno, a osoba z którą jesteś coś innego.

Ale żyjemy w czasach fejkowych. Oczekujemy od drugiej strony doskonałości, bo uważamy, że się nam ona należy, ale sami nie chcemy nic dać w zamian.  

A w związku, aby dostawać, trzeba dawać.

4. Czy potraficie jeszcze ze sobą rozmawiać?

Kiedyś przeczytałem, że największym problemem w komunikacji w dzisiejszych czasach jest to, że nie słuchamy, by zrozumieć. Słuchamy po to, by odpowiedzieć . By zabłysnąć. By zripostować.

Żyjemy w czasach Instagrama i Facebooka, gdy na wszystko nakłada się filtry maskujące rzeczywistość. Gdy nieustająco szukamy aprobaty poprzez lajki. Gdy w przypadku kłopotów nie zwracamy się do ludzi, tylko do urządzeń, do telefonu, albo do laptopa.

Do seksu można znaleźć aplikację. Do związku już nie.

Ktoś z kim jesteś tak naprawdę mówi ci o swoich lękach. O swoich słabościach. Pokazuje swoje ja i nie boi się, że go zostawisz. Swoją drogą jeśli kiedykolwiek mężczyzna powie ci szczerze o swoich kompleksach to znaczy, że jest twój.

Że go masz. Że ci ufa. Że wierzy w was.

Jeśli, więc, masz problem w związku, to pierwszą osobą, której powinnaś/ powinieneś o tym powiedzieć nie jest tata, nie jest mama, nie jest kochanka, czy kochanek, nie jest to barman, ani nawet ja.

Jeśli coś ci przeszkadza w związku to powiedz o tym tej drugiej osobie. Jeśli coś cię wkurwia to mów, że cię wkurwia, a nie że ‘złowrogo szumią wierzby’, czy też ‘duch mój na rozżarzone węgle dupą siadł.’ Osoba z  którą jesteś ma prawo wiedzieć, kim jesteś. Co ci przeszkadza. Czego pragniesz. Jakie są twoje wartości.

Wystarczy powiedzieć. Nie trzeba wymyślać od razu rozwiązań. Nie trzeba oceniać. Tak długo jak chcesz z kimś rozmawiać, tak długo chcesz z nim być. Reszta to tylko obrączki, mieszkania i kredyty hipoteczne.

5. Czy możesz go/ją dotknąć?

To najprostszy gest. Ale gest, który buduje intymność. Dotyk wewnątrz dłoni. Dotyk karku. Tam pod włosami, gdzie skóra jest wrażliwa. Dotyk ust.

Weź jej/ jego rękę.

Spójrz na nią.

I dotknij.  

W przypadku faceta, weź ją na ręce.

Dotyk leczy.

Każdy potrzebuje dotyku. I nawet jeśli uważa, że jest totalnie zajebistą singielką albo singlem, to i tak go świadomie albo podświadomie szuka. Dotyku oraz miłości.

Czy dasz mu/jej swój telefon?

Dzisiejsze związki polegają na tym, że ludzie zdzierają z siebie ubrania, on dochodzi na jej brzuch albo tyłek, ale nie mogą nawzajem dotykać swoich telefonów. Że żyjemy niby razem, ale jednak osobno.

Czy znam przepis na idealny związek? Nie. Ale wiem, że aby być w dobrym związku z mężczyzną trzeba budować razem z nim historię. Zaś by być w udanym związku z kobietą, trzeba dawać jej emocje.

W każdym związku są kłótnie. Lecz nie chodzi o to, że ludzie się kłócą, bo kłócić się będą zawsze. Chodzi o to, jak się wtedy traktują.

crew-56837

unsplash.com

80 uwag do wpisu “Jak odbudować zjebany związek? Część 2.

  1. Przeczytałam książki, czytam bloga. Wytyczyłeś sobie cel szybkiego sprowadzania ludzi na ziemię. Doceniam Twoją pracę, ale czekam na tekst, który nakręci do działania, który pokaże, ile z życia, związków, miłości można czerpać. Że życie daje mnóstwo pozytywnych chwil, żeby brać ile się da. Że przydaje się w życiu, chociaż przez chwilę, być romantykiem, nieracjonalnym, wariatem. Wiem, że umiesz to zrobić.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Często zapomina się o tym, że aby naprawić jakieś problemy w związku należy je obgadać z partnerem. Nawet najlepsza przyjaciółka nie zdoła wytłumaczyć zachowania Twojego faceta tak jak on sam.

    Polubione przez 1 osoba

    1. W moim związku jest niestety ten problem, że mój mąż nie jest w stanie wytłumaczyć swojego zachowania i uważa, że wszystko ja sobie wmawiam. Bo chyba, wg niego dla mnie normalne powinno być, że kontaktuje się z kochanką, z którą będzie miał dziecko. Tylko nasze dziecko ma 15 miesięcy…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Marlena co się stało to się nie odstanie. I pomyśl, że to naprawdę normalne, że Twój mąż kontaktuje się z każdą matką swojego dziecka. Nawet jakby miał ich kilkoro.

        Lubię to

    1. Stereotypy nie biora sie znikad 🙂 Czy wolalabys wiednac w zwiazku z przewidywalna ciepla klucha (wakacje co roku w tym samym Hiszpanskim miasteczku, rocznica slubu co roku w tej samej restauracji, rozmowy przy stole o dzieciach i pracy, film i 10 minut seksu w sobote po winie). Czy raczej pociagalby cie bardziej adventurous typ ktory na wakacje zabierze cie na G20 najtrudniejszy szlak w Europie, a w lozku bedzie jeszcze bardziej spontaniczny niz twoj pierwszy kochanek z akademika? Wszystko z umiarem ale ja uwazam ze zyje sie raz, w zycie po smierci nie wierze, wiec warto posluchac Amerykanskiego idola: Dream as if you were to live forever. Live as if you were to die tomorrow.
      Pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

    2. Nie stereotyp. Myślę, że nie ma na świecie takiej osoby, kobiety czy mężczyzny, która powie wprost „lubię nudziarzy”. Oczywiście można mieć wspólne „nudne” (dla poszczególnych ludzi) pasje, ale emocje są wszędzie – w podejmowaniu decyzji, w małych codziennych rozmowach, w seksie na blacie w kuchni, w wycieczce za miasto w weekend, a nawet w wybieraniu warzyw w Lidlu. Ludzie obdarci z emocji nigdy nie są dobrymi parterami.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Ależ prawdziwy tekst! Kiedy go czytałam, wciąż miałam przed oczami swój ostatni związek, a w sercu ogromną wdzięczność za to, że się ostatecznie i nieodwołalnie skończył.

    Lubię to

  4. Nie do końca bym się zgodziła że wszystkim. W moim związku jest szacunek, po jego zachowaniu wobec mnie widzę, że mu zależy. Tylko nigdzie po prostu nie wychodzimy. On jest typem człowieka: FIFA, kumple, pospać, pojeść. Na wszystkie moje propozycję znajduje wymówkę. Poza kinem i poza jednymi wakacjami nad morzem i jednym weekendem w górach- nic przy nim nie zwiedziłam ani nie zobaczyłam. Basen be, chyba że dają piwo, opalanie nad wodą be, bo nie lubi słońca, teatr opera be, bo nudy. Jakieś wspinaczki, parki trampolin, domy strachów, narty, góry, siłowni i wszelkie inne atrakcje też są be i na wszystko wymówka. Nie wiem już jak przemówić, żeby gdzieś mnie zabrał. Piszesz, że jeśli Cię coś wkurwia w związku to powiedz to drugiej osobie. I tak to nie skutkuje. Mówiłam kulturalne, krzyczałam, mówiłam na domysły, wzorowałam się na innych parach, prosiłam. I naprawde kurwa nic. Jeśli więc na wszystko masz odpowiedź to chciałabym ją przeczytać i do mojej sytuacji.

    Lubię to

    1. To, że jesteście razem nie oznacza, że wszystko musicie robić razem. Masz faceta, który ma inny pomysł na siebie.
      Możesz go zaakceptować albo nie. Przecież nie wziął cię z zaskoczenia. Wiedziałaś jaki jest.

      Lubię to

    2. To jest właśnie ten typ faceta z którym po 31 latach ląduje się z winem przed telewizorem. 🙂 Facet chce leżeć w domu a kobieta iść potańczyć. Widać to typowe
      W moim przypadku po kilku latach związku nasze zainteresowania i hobby zaczęły się rozmijać i teraz większość rzeczy robimy osobo, a nawet trudno nam znaleźć film który interesuje nas oboje. Do robienia takich rzeczy o których piszesz mam oddzielne osoby 🙂
      Chociaż, jakiś czas temu udało mi się w pół godziny wyciągnąć męża na basen i był później zadowolony. XDD

      Lubię to

    3. Jezu to wyjezdzaj bez niego, baw się pij i spiewaj amorecantare i cudawianki. Ktos znajomy zawsze się znajdzie. Zanim się obejrzysz bedzie sie pakował szybciej od ciebie. Albo akceptujecie taki stan rzeczy i to jest ok albo sorry winnetu, ale jak nie stanie na rzęsach tak jakbys chciała, przynajmniej czasami, to ja bym się zastanowiła powaznie nad sensem takiego siedzenia i wpatrywania sie w gre chociaż aż ci podchodzi do gardła. Z czasem nie bedzie lepiej uwierz mi. Zalatuje uwieszaniem sie na szyji, wspoluzaleznieniem. Facetowi trzeba POKAZAĆ czego i jak chcesz a nie mowic i prosic aż ci zycie zleci. elo.

      Polubione przez 1 osoba

    4. Tu chyba wracamy do pkt nr 1 z powyższego tekstu: ‚Więcej czasu czytamy instrukcję obsługi lodówki, niż zastanawiamy się kim jesteśmy i czego chcemy od związku’. Tak się zastanawiam na ile Ty wiesz czego chcesz od swojego związku i jaką masz wizję na siebie i na Was. Ewidentnie widać że są to dwa kompletnie różne pomysły na życie, żaden lepszy czy gorszy od drugie, tylko po prostu inne. Pytanie czy da się to pogodzić i czy chcesz żeby w ogóle się dało….

      Polubione przez 1 osoba

    5. „żeby gdzieś mnie zabrał”…
      Sorry, ale skoro sama z siebie robisz bagaż to będziesz bagażem.
      Masz potrzebę ‚tego co inne pary’ to sobie weź faceta ‚takiego jak z innych par’.
      A tak to Ty nieszczęśliwa, on wkurwiony, a oboje nawzajem się blokujecie.
      On mógłby być z introwertyczką-domatorką, Ty z dorosłym facetem z ADHD, który pęka z dumy że „ją zabiera a ona z tego robi wrzutki na fejsa i insta” i wszyscy byliby zadowoleni.
      To takie trudne skonstatować, że zwyczajnie do siebie nie pasujecie?
      Trzeba filozofować do tego, żale wylewać i pytać o poradę w internetach?
      Znajdź sobie kogucika co lubi się pokazać i ma motorek w dupie i będziesz miała tak jak chcesz.

      Lubię to

      1. Ale czy ja mam 16 lat żeby robić wrzutki? Nie nie, nie jestem z tych i nie chodzi o to by „mnie zabierał” po to, abym się tym chwaliła publicznie. Dla dobra związku. Bo poza życiem osobnym np. on mecz z kumplem, ja kosmetyczka , powinny być też wspólne wypady.
        Moi drodzy, nie róbcie ze mnie wariatki 🙂 po komentarzach niektórych czuje się jak pietnastka w pierwszym związku, w którym zobaczyła pierwszego kutasa u faceta i która zakochana po uszy mówi „nawet bij mnie po ryju tylko zostań”. Ja po prostu pytam, bo na pewno wśród Was są tacy, którzy przerabiali tego typu związki. W naszym związku reszta rzeczy mi odpowiada (może nie na 100% ale i ja nie jestem idealna), tylko to o czym pisałam jest rzeczą, która mi w jakiś sposób przeszkadza i chciałam tylko wiedzieć czy są jakieś sposoby, aby wpłynąć na partnera, czy facet możliwe że z czasem się zmieni czy niemozliwe, czy dorośnie do takiej „wspólnoty”, że są kumple, są koleżanki ale bycie razem jest ważniejsze. Tylko o tyle mi chodzi, nie róbcie szumu, jakbym miała zrywać z facetem, bo ma mnie w dupie. Gdyby faktycznie miał, to bym to bym to zaznaczyła.

        Lubię to

      2. Nie chodzi o to, żeby Ci dowalić. No no. Jesteśmy tu tylko nickami w końcu. Łącznie z autorem.
        Ale zakładam że to co piszesz jest realną sytuacją i piszę co na ten temat myślę – owszem – na podstawie tego co sam widziałem, doświadczyłem ale też i zafundowałem innym.
        Ja kiedyś bylem w czymś takim. Bardzo za młodu. właśnie takie „wspólne ty my mamy tylko seks i wyjścia na pizzę”.
        Z perspektywy czasu stwierdzam że dwie rzeczy były prawdą:
        mieliśmy kompletnie różne oczekiwania i zupełnie się nie rozumieliśmy nawzajem i druga – owszem, miałem ją w dupie i niepotrzebnie zająłem jej rok, przez który mogła sobie budować relację z przyszłością. Albo karierę albo chociaż pieprzony ogródek uprawiać.
        Było minęło. Dobrze że straciła na mnie rok, a nie 10 bo wiesz…mi zegar biologiczny nie tyka, jej tak.
        Niestety, z czasem straciłem również ochotę wgłębiać się w „on mnie nigdzie nie zabiera”. Cierpliwość się skończyła nieodwracalnie na takie XIXwieczne bzdety.
        jest wiek XXI i mamy równouprawnienie. Albo jesteś jego utrzymanką żeby „gdzieś zabierał” albo nie, i wtedy nie ma mowy o zabieraniu tylko o robieniu czegoś wspólnie, bądź nie.
        I jak się 99% rzeczy robi osobno, to to nie jest związek tylko „umowa o seksie od czasu do czasu”. Sorry ale tak to widzę. I tego dotyczył „bagaż”. Bo z opisu to Ty nie jesteś kimś z kim on chciałby mieć wspólną przyszłość, tylko kimś dla kogo jesteś jak bagaż -kłopot, który trzeba nieść żeby raz na jakiś czas wyciągnąć sobie z niego czekoladkę. Jakby były już w sprzedaży androidki zdolne do kopulacji to w ogóle by Ciebie już nie potrzebował, tylko robiłby sobie przerwę od FIFA na kilka minut z nią.
        A jeśli nie zamierzasz niczego robić na pokaz to z mojej strony ukłony i wyrazy szacunku.
        Sam nie znoszę „food porno” ani dokumentowania swojego życia na portalach społecznościowych i doceniam tych którzy też tego nie robią.

        Lubię to

    6. Jedz sama, albo ze zajomymi. Moj facet jest niestety czy tez stety „dusigroszem” i w moim zwiazku stala wymowka sa pieniadze. Ja tez rozrzutna nie jestem, ale czasami ciekawosc swiata bierze gore i wtedy pakuje plecak i ruszam w niezane a on siedzi w domu i dusi ten swoj grosz…

      Lubię to

    7. o tak, u mnie jest dokładnie tak samo. nie chodzi o to, żeby robić wszystko razem ale o to, żeby robić cokolwiek razem. cokolwiek oprócz codziennych czynności. głupi spacer z psem razem w słoneczną pogodę czasem potrafi być problemem.

      Lubię to

    8. Jakbym o sobie czytała! Ha dziewczyno Ty masz chociaż seks! Ja już nawet straciłam na niwgo ochotę. Mój facet to typ domownika- ja nie. Tyle, że jak on siedzi w domu to ja nie mogę wyjść, bo zaraz mam miesiąć posądzań o zdrady…
      Szczerze to musisz sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego chcesz z nim być i czy na dłuższą metę wyobrażasz sobie życie z nim czy bez niego.
      Ja poszłam na terapię. Może spróbuj tego?

      Lubię to

  5. Najbardziej rozpierdala mnie to, że ludzie wiążą się, bo są samotni. Moim zdaniem stąd biorą się pato-związki etc. Jak coś się odpierdala to osoba boi się to zakończyć, bo będzie potem sama i tak gnije w toksycznej relacji i się męczy.
    Według mnie najpierw trzeba pokochać samego siebie i uświadomić sobie, że samemu można mieć zajebiste życie. Potem, jak się trafi ktoś odpowiedni to będzie prawdziwym dopełnieniem, a nie kimś, kto na jakiś czas zakryje nasze lęki i kompleksy.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Właśnie całą sztuczka polega na tym, żeby mieć pracę w której wir można się rzucić na wypadek gdy przynuda albo trauma. Najlepiej jak praca sama wciąga w wir. Wiem o czym piszę, bo miałam kiedyś taką pracę. Wymagała koncentracji i 8 godzin mijało jak 2. Ale postanowiłam sprawdzić jak jest w innych miejscach, nie wymagających takiego silnego stanu skupiania. Okazało się, że absolutnie nic ciekawego. Łącznie z monotonnymi ludźmi. Żadnych sympatycznych ekscentryków w stylu z „Adult world” na przykład.

      Polubione przez 1 osoba

  6. U mnie jest identycznie… nie ma w związku tego „polotu i finezji”… zero zainteresowania, ciągle w pracy a jak nie w pracy to FIFA i tak w kółko. Przypomina mu się o mnie w sobotę wieczorem jak zachce mu się ruchać… Tak bardzo pragnę go zmienić bo tak bardzo go kocham… Jaka ja głupiaaaa….

    Lubię to

    1. „Przypomina mu się o mnie w sobotę wieczorem jak zachce mu się ruchać… ” Ach, ci faceci. I jak np. my mamy ochotę na seks, to wielce zajęci, bo mecz, wyjście z kumplami, a to coś świetnego w tv leci, itd.

      Lubię to

  7. Koncowka dobra. Poczatek.. Ech. Jak mozesz wrzucac facetow do jednego worka? Robisz z facetow bogow swiata. Oni maja ochote na inne, oni moga zdradzac. Kobiety czekaja i stroja sie i kusza zeby zatrzymac mezczyzne. Bzdura. 🙂 znacznie czesciej jest odwrotnie. I nie rob wiecej z kobiet cipki „niewydymki”. One tez maja ochote na penisy i tez kosza trawniki. A chlopaczki za nimi placza i skacza z radosci, ze wracaja do domu.
    Troszke mniej kurwa. Bedzie bardziej naturalnie.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Ciekawe, bo zazwyczaj Twoje wnioski to „wszyscy faceci to dupki”. Tymczasem widzę taką delikatną uwagę do kobiet: „nie kastruj go, bo nie na tym polega równouprawnienie”.

    Faktycznie jest tak, że to najczęściej faceci poświęcają marzenia, bo marzenia kobiet stały się obowiązkowe: domek z ogródkiem, stylowe meble, wakacje w modnym miejscu, ręczniki dla gości jakie pokazała Majdanowa w TVN Style, itepe… Tymczasem marzenia facetów idą w diabły, bo są dziecinne. „Chcesz zbudować perpetum mobile w garażu? A obrazek powiesiłeś?”, „Chcesz pojechać na trecking z plecakiem? A nie lepiej żebyś wziął nadgodziny?”, „Chcesz się bzykać na dachu wieżowca? Chyba oszalałeś, lepiej umyj piekarnik”, „Chcesz pojechać ma motocyklu wokół Europy? Tu jest oferta na olinkuzif z przelotem” itd. Lata tak mijają, a irytacja rośnie. Z wiekiem pojawia się pytanie: czy zdążę jeszcze zrobić to co odkładałem, bo już w krzyżu mnie łupie, a łodyga już tak nie dyga. Gdy dojdzie u faceta do etapu spełniania marzeń u boku panienki dobranej wg. wzoru wiek/2+7 to może być za późno. A prawda jest taka, że mężczyźni w głębi duszy chcieliby te wszystkie „głupie” i „dziecinne” marzenia spełniać razem z kobietą ich życia. Tylko priorytety w związku się rozjechały.

    Lubię to

    1. I znów następny co pakuje do jednego worka. U mnie moje marzenia poszły na bok. Mój partner chciał zajebiście szybkie auto- kupił je. Chciał jechać na koncert ulubionego rapera- pojechał i to beze mnie mimo że też go lubię. Chciał robić za granicą- pojechał już 3raz mimo, że zawsze marzyłam by zarobić więcej i odłożyć choćby na te zakichane ,wymarzone, jedyne wakacje w zyciu. Chciał jechać na marsz do Warszawy (jesteśmy z gór)- pojechał z kumplami nie zabierając mnie. Chciał skoczyć na bungee-skoczyl. Teraz chce kupić zajebiście szybki motor i ja w końcu się nie zgodzilam. I kurwa wiesz co? Powiedział że go kupi choćbym focha miała rok. A gdzie to wszystko czego ja pragnę? Jedyne co robię to raz do czasu kawa z koleżanką. Bo tyram po 10h dziennie plus soboty a jemu ciężko zabrać mnie gdziekolwiek, żebym się chociaż trochę odbiła.

      Lubię to

      1. W statystyce mamy coś takiego jak „rozkład normalny”, który pokazuje jakie cechy jak często występują w populacji. Wartość występująca najczęściej to mediana i „generalizowanie” to właśnie wskazanie na tę wartość. Ale przecież jest cała masa przypadków przesuniętych bardziej lub mniej i w kierunku jednej lub drugiej skrajności.

        Ja akurat mam w związku miejsce na zrozumienie, akceptację i kompromis dla spełniania zachcianek stron obu, ale wymagało to świadomej pracy nad związkiem. Obu stron. A i też nie zawsze się udaje. A „generalizuję” jak wyżej, bo dramatycznie częściej widzę wykastrowanych z marzeń i osobowości facetów niż sytuacji, które opisujesz Ty.

        Nie wiem ile macie lat? Może chłopak, z Twojego postu zachowuje się jak samolubny dzieciak, bo po prostu jest jeszcze dzieciakiem? Ale jeżeli ma >30 lat to uciekaj, bo to już mu nigdy nie przejdzie. A Ty skończysz ze świeczkami.

        Lubię to

    2. Bardzo częsty przypadek. Dlatego mężczyźni wykonujący pewne zawody lub zajmujący się czymś „wyższym” albo znajdują kobietę, która to rozumie (niewielki odsetek), albo są samotni. Widzę, że kolega zna zasadę brytyjskich dżentelmenów. Kłaniam się.

      Lubię to

  9. Jesteśmy oboje przed 30-tką. Bardziej chodzi mi o to, byście przedstawili jakiś pomysł. Nie chodzi mi o to, by go zmieniać na siłę (bo po prostu tak się nie da a w ostateczności zmieni się osobę lecz jestem typem bardziej „starodawnym” i jak to mówią, nie chcę zmieniać zabawek kiedy się zepsują, tylko staram się naprawić, co zepsute). Czyli: jak wpłynąć na mojego partnera, aby zechciał coś zmienić, coś zrobić dla mnie, pomyśleć o mnie, kiedy tego po prostu potrzebuje (i nie dlatego że jestem kobietą, tylko dlatego, że tego u nas brakuje, a bynajmniej ja tak uważam)? Czy w ogóle da się wpłynąć na partnera w jakimś stopniu, kiedy facet jest jeszcze przed 30 i no nie oszukujmy się, trochę w głowie ma pierdoły, a nie poważne życie?
    I jeszcze jedno, jak wyżej pisała dziewczyna „to jedz i pij sama”. Tylko to nie jest takie chop. Jak pisałam, pracuje całymi dniami. Pieniądze zarabiam niewielkie za 240h miesięcznie. Wydatków mam sporo, raty, abonament, samochód, opłaty za dom (z rodzicem na pół, gdyż tylko my dwoje razem pracujemy w całym domu), jestem też kobieta więc trochę kosmetyków uda mi się kupić i zrobić te jebane żele na palcach i kasy nie ma na różne wypady, jak pisano wcześniej. A on, pracując za granicą ma tej kasy ogrom. Stąd nowe auta, buty tylko markowe i oglądanie świata… Beze mnie. Jakieś pomysły na taki typ związku?

    Lubię to

      1. Może banalne, ale kocham. I naprawdę szczerze kocham, bo zakładam, że połowę (może nawet ponad) zrezygnowałoby z takiego związku. To nie jest strach przed samotnością, bo jak pisałam, często wyjeżdżał zagranicę w celach zarobkowych, raz na krócej, raz na dłużej i dawałam radę bez niego, a więc strach przed byciem samą nie trzyma mnie. Po prostu wolałabym coś wymyślić, by to co złe (bynajmniej dla mnie) zmienić a nie zrywać, bo tak wygodniej. Jasne, że w tych czasach to najprostsze. Jesteśmy już ze sobą parę lat, a więc to nie pierwsze miesiące zauroczenia, także odpada też fakt, że jestem z nim, bo szaleją mi hormony. Po prostu kocham. Jest to ktoś, z kim w przyszłości chciałabym parzyć kawę, przy kim chciałabym zasnąć po ciężkim dniu, czy nawet mieć dzieci. Chociaż nie do końca jestem pewna czy i z jego strony jest to samo.

        Lubię to

      2. No to jak tak bezwarunkowo kochasz, to co jojczysz na forum bloga? Hm?
        Zastanów się nad tym cytatem: „Najlepszym testem, jaki można sobie zrobić w związku jest pytanie: a pozwoliłabyś/pozwoliłbyś, aby tak cię traktował twój najlepszy przyjaciel?”

        Lubię to

    1. Ludzie sie nie zmieniaja. Masz 3 opcje:
      A) robisz to co lubisz sama lub ze znajomymi i on sie przylacza albo nie
      B) akceotujesz sytuacje
      C) zmieniasz faceta
      Innych magicznych rozwiazan jak „wezmiesz czarna kure…” a potem on sie zmieni nie ma. Po prostu nie.

      Lubię to

  10. „Po prostu bądź dyskretny, ale się na razie nie wyprowadzaj. Muszę coś wymyślić, jak o tym powiedzieć naszemu synowi.” Właśnie, chłop zdradza, a tylko ona myśli o rodzinie i martwi się, co powiedzieć synowi.
    I tylko dlatego nie wywaliła go na zbity pysk, ze względu na syna. Choć moim zdaniem to błąd: nie warto być z kimś ze względu na dziecko. Ono zrozumie, trzeba go wspierać, mówić jasno i otwarcie, że rodzice się rozstali, bo nie potrafią już ze sobą rozmawiać, być, ale nadal kochają dziecko; utwierdzać je, że w tej kwestii nic się nie zmieniło. Ale oczywiście nie popieram życia dziecka to w domu matki, to w domu ojca – to takie przerzucanie sobie dziecka jak przedmiotu…

    „Serca są jak umowy. Ludzie je łamią, a później idą sobie dalej. A dalej to już mijają się jak nieznajomi, mimo, że wcześniej kochali się ponoć na zawsze.” Zgadzam się.

    „Patologii się nie ratuje. Z patologii się spierdala. I nie ma znaczenia, że patologia później płacze, albo przeprasza, albo obiecuje poprawę, albo wmawia, że to twoja wina, albo przekonuje, że się na to „zasłużyło”, albo zawistni ludzie chcą zniszczyć wasz związek.” Podpisuję się pod tym. 100% racji.

    „W związku nie liczy się, jak jest naprawdę. Liczy się, jakie są nasze odczucia. Przeświadczenia. Czy uważamy, ze jesteśmy traktowani dobrze, czy ktoś nas wykorzystuje.” Dobrze, że to napisałeś. Utwierdziłam się w przekonaniu, że mam rację.

    Lubię to

  11. Ale dlaczego od razu atakujesz? Nie wiem czy jestem za stara ale zupelnie nie rozumiem „nowego” świata. Pytam, bo nie wiem. Radzę się Was, bo może macie podobne doświadczenia, albo znacie kogoś o podobnych. A jak zwykłe w świecie spotykam się albo z atakiem albo krytyka…

    Lubię to

    1. Przyjdzie taki czas, że zrozumiesz i odejdziesz 🙂 jeszcze jesteś młoda i zakładam (chociaż Cię nie znam) że jest on tym pierwszym ewentualnie drugim facetem w Twoim życiu. Narazie żyjesz złudzeniami na temat drugiej osoby i tym, że będzie inaczej…Byłam w bardzo podobnej sytuacji tylko my byliśmy małżeństwem a teraz się przyjaźnimy i od paru lat jestem sama i sobie radzę chociaż czasami brakuje drugiej osoby :). Nikt Ci nic nie doradzi… Pozdrawiam

      Lubię to

    2. Ależ nie atakuję. Z jednej strony dajesz opis związku zupełnie patologicznego, w którym jedna strona nie szanuje drugiej i nie jest w stanie pochylić się nad jej potrzebami, a z drugiej piszesz o wspaniałej miłości i związku, którego można Ci tylko zazdrościć. Sorry, ale to się klei.
      Sama musisz odpowiedzieć sobie, czy to ma sens. A tekst Piotra doskonale naprowadza osoby poszukujący takiej wiedzy. Przeczytaj go jeszcze raz i szczerze odpowiedz sama przed sobą na zadane tam pytania.

      Lubię to

  12. Nie znam Ciebie ani Twojego partnera ale z opisu wnioskuję, że on ma Cię w dupie. Trzyma Cię na haczyku i wie, że zawsze ma gdzie wrócić co jest zajebiście wygodne. Kopnij w tyłek i nie marnuj życia. Straconego czasu już nie odzyskasz ale nie zmarnujesz go więcej bo ludzie niestety się nie zmieniają.

    Lubię to

  13. Byłam kiedyś w bardzo podobnym zwiazku, który opisuje Joga. Mój pierwszy facet, byliśmy razem 7 lat. Na początku było wielkie zauroczenie i miłość, a później okazało się, że każde z nas dorosło i chce od życia czegoś innego i chociaż dobrze siedziało się z nim na kanapie i lubiłam patrzeć jak gra na konsoli, to chciałam w moim życiu czegoś więcej. Rozstaliśmy się, nie było łatwo na początku, mieliśmy wspólny dom, nasze rodziny się znały. Ale od czasu rozstania (3 lata) poznałam więcej ludzi, zwiedziłam więcej miejsc niż w okresie kiedy byliśmy razem. Okazało się nagle, że facet nie jest potrzebny do realizacji planów (Eureca!;), wystarczą dobrzy ludzie wokół i samozaparcie. Z perspektywy czasu cieszę się, ze podjęłam taka decyzje, otworzyła mi ona oczy na to, ze istnieje życie poza byciem w związku. Niby prosta rzecz, ale łatwo o niej zapomnieć po 7 latach bycia z kimś.

    Lubię to

  14. JOGA, a u mnie właśnie skończył się czteroletni związek, w którym się nawet pierścionka doczekałam. Też podobna sytuacja – z jego strony praca, komputer i piwko, sporadycznie wyjścia ze znajomymi. Z mojej – kobieta z ADHD, chciałabym, żeby dzień trwał minimum 48h. 😀 Razem – film czy serial, jakieś czasami gry na tel lub komputer, rzadkie wypady. A jednak potrafiliśmy gadać godzinami i się rozumieć, kochać. Ale było też mnóóstwo kłótni, głównie z mojej „inicjatywy”, bo nie wytrzymywałam. Bo nie mogłam patrzeć, jak mój ukochany „tylko” siedzi i jego rozrywka to ww. rzeczy. Bo ja ciągle parłam do przodu, a on.. jakby się zatrzymał, bo mu pasowało to, co miał. Staraliśmy się jakoś to połączyć, ale więcej mieliśmy chęci niż działania. Niestety. Większość moich prób wyciągnięcia go na coś kończyła się albo na samych zachętach, albo po pierwszym spróbowaniu z odpowiedzią: „To nie dla mnie”. W sumie.. ja mu zainteresowania nie dałam rady znaleźć, a on jakoś nie palił się do tego by się zaktywizować. Ale żeby nie było – aktywność nie była jedynym powodem do rozstania. Bo też mimo, że umieliśmy ze sobą rozmawiać, to nie potrafiliśmy się dogadywać. A to chyba są też dwie różne rzeczy (? :)).

    Lubię to

    1. Dokładnie poczułam, jakbym czytała o nas 🙂 też pierścionek jest, a mi od tego czekania odechciało się wychodzić za mąż. Lepiej niech tak zostanie. U mnie poza tym, co napisałaś jest jeszcze z jego strony nie dotrzymywanie słów, obietnic. Potrafi jednego dnia obiecać, że coś zrobi a drugiego albo całkiem o tym zapomnieć albo uparcie zrobić na odwrót. Ale jak wyżej pisałam i ja nie jestem ideałem. Po prostu mój największy problem to bycie zasadniczą. Mam pewne zasady i kiedy ktoś ich nie stosuje to bardzo mnie irytuje. Ale nie zasady typu: kiedy mówię zmyj naczynia to mają być umyte, tylko kiedy obiecujesz to dotrzymaj tego, kiedy mówisz staramy się o dziecko to nie ćpaj. Więc chyba nie jestem znów wredną baba.

      Lubię to

      1. JOGA, teraz to „jedyny problem w Waszym związku” za kilka miesięcy / lat będziesz żałować dlaczego sobie i jemu, nie będziesz mogła na niego patrzeć, nawet słyszeć jego głosu. Będziesz wyobrażała sobie go jako ciapka w dresie z padem w dłoni, wlepionego w ekran. Jeżeli przestanie Ci się podobać, przestanie Cię pociągać. Wtedy jego obecność będzie Cię drażnić. Ty staniesz się dla niego zrzędzącą „babą”, której będzie miał dość. Razem tego nie naprawicie. Albo się nie zmieni i znajdzie taką, która będzie podzielała jego „pasje” albo jak On straci to, co kochał (Ciebie) być może zacznie postępować inaczej… ba, będzie Ci wdzięczny,że czuje się lepiej w swojej skórze. Tyle,że Ty już nie będziesz brała w tym udziału. To nie jest problem typu „denerwuje mnie,że mój mężczyzna jest zazdrosny” lub „przeszkadza mi,że pali papierosy”. To jest jedna z najważniejszych rzeczy – jak wspólnie spędzacie czas. Ważniejsza, niż to jak jest Wam w łóżku. W tym przypadku czy w ogóle go spędzacie… Nie marnuj swojego czasu i nie marnuj jego. Miłość, chociażby piękna, prawdziwa i namiętna wyparuje, jeżeli jest coś, co nie zniknie i czego nie zaakceptujesz.

        Lubię to

  15. Sam dotyk jest tylko drażnieniem skóry lub zmysłów. Dotyk przepełniony miłością daje zupełnie inną jakość, przynosi ukojenie. Tego szukaj, tego Ci życzę. Czółko 🙂
    PS
    Czym byłoby życie bez Miłości? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  16. Jestem twoją nową czytelniczką, więc sry za mały offtop 🙂 Dopiero skończyłam czytać Brud-reszta przede mną. Polubiłam Rela, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niego wrócisz. Chociaż mam wrażenie, że odbieram go na swój pewnie nie do końca właściwy sposób. Dla mnie to skomplikowana postać. Mało jest takich nie tyle mężczyzn, a w ogóle ludzi. Relu nie jest aniołem. Jest szczery w stosunku do obcych, a nieszczery dla bliższych mu osób-trochę kuriozum. Pewnie tylko w taki sposób potrafi utrzymywać jakiekolwiek relacje. Poznajesz go, masz wrażenie, że możesz mu powiedzieć wszystko i tak właśnie jest. Dlaczego? Ponieważ kompletnie go to nie interesuje. Nie wykorzysta tej wiedzy przeciw tobie. Można się w niego wydalić jak kot w kuwetę. Materiał na przyjaciela, nie tylko dla wampirów-Relu nie traci energii, od dawna już jej nie ma. Człowiek zamknięty w szklanej kuli, ale hartowanej. Nim coś powie musi dokładnie przemyśleć. To dobrze, przynajmniej wie, że słowa mogą boleć.
    Co mi się nie podobało? Kilka banałów-jak w większości tego typu książek. Tzn. kolega zabawny palant (w kobiecym wydaniu głupawa, ale dziana imprezowiczka) oraz finalne „uszlachetnienie” Julki.
    Takich Julii znam wiele. Wszystkie chcą być seksowne, kobiece, a jednocześnie chodzić w spodniach. Na początku sprawiają wrażenie cholernie oryginalnych-mężczyźni mogą z nimi rozmawiać jak z kumplem, a jednocześnie zaspokajać inne sprawy. Tylko, ze pod maską obojętności, samowystarczalności i zgrywanej wulgarności, kryje się despera, To ona pchnęła ją do dostosowywania się pod męskie gusta. Ci, którzy silą się na oryginalność, oryginalni nie są. Zachowanie bohaterki-bardzo wymuszone, ale niesamowicie realne. Bardzo dobra postać.

    Co do wpisu: jak odbudować zjebany związek? Myślę, że przede wszystkim trzeba się zastanowić czy jest sens go odbudowywać. Żyjemy w takich czasach, że część osób ratuje swoje związki również przez względy materialne. Trzeba się zastanowić co stanowi dla nas większą wartość-dobre samopoczucie czy pieniądze? Czy już zawsze chcemy być nieszczęśliwi? Jeżeli komuś bardzo przeszkadzają jakieś pojedyncze cechy drugiej osoby to trzeba odejść. Partnera można wymienić, ale nie zmienić. Potrzebna jest odwaga, żeby przyznać przed samym sobą, że już lepiej nie będzie. Tu jeszcze dochodzą osoby z dzieckiem, które często traktują je jako wymówkę, żeby w swoim życiu nie zmienić nic-niby dla jego dobra.

    Lubię to

  17. Jane, uważam że Twój komentarz o zegarze biologicznym jest najlepsza odpowiedzią na zarzuty Piotra a propos rzekomego panicznego leku kobiet wbc samotnosci. Kobieta kurwa nie może mieć dziecka w wieku 50 lat, podczas gdy facet jak udowadnia nijaki Mike Jagger nawet po 70atce daje radę! Przepraszam ale przyrost naturalny podnosi PKB. Każdy facet interesuje się ekonomia, ale pieluch kurwa nie chce zmieniać!!!

    Lubię to

    1. Pewnie dlatego, że „nieco” mniej macicy posiadają, „nieco” inny zestaw hormonów i „nieco” inaczej reagują na oksytocynę.
      I potem są takie kwiatki, jak to że każda kobieta interesuje się jakimi samochodami jeżdżą sąsiedzi/faceci/koleżanki ale do mechanika kurwa nie chce jej się podjechać, nawet głupi olej zmienić – tylko wysyła z tym faceta do warsztatu.

      Lubię to

    1. Uhm.
      Mam na koncie jeden odbudowany. Pięć lat w plecy. Jeden na odbudowę, jeden na uzmysłowienie sobie że poprawki budowlane spowodowały że sypie się teraz z innej strony i trzy na uzmysłowienie sobie że tym razem jest gorzej niż 5 lat temu.
      Tak że tak, sentymentalne pieprzenie że „kiedyś to były czasy gdy się naprawiało”…proponuję wrzucić tam gdzie jego miejsce, i na wszelki wypadek powtórnie spuścić wodę.
      Kiedyś się nie naprawiało bo to takie mądre, tylko dlatego że „co ludzie powiedzą”.
      Dulszczyzna, nie jakaś wyższa moralność. I silniejsze wpływy religii.
      ALE…absolutnie przez to nie chcę powiedzieć, żeby rozwalać czy nie ratować czegoś, co jest fajne tylko ma ryskę. Ratować. Tylko coś co w 90% jest ok, a nie coś co w 90% jest chujowe i tylko od czasu do czasu jest w porzadku.

      Lubię to

  18. 1. „Kobiety są zwykle niepewne i często wierzą, że wszystko to, co dzieje się na świecie to ich wina. ” – bardzo nielogiczne zdanie! puknij się autorze w głowę.

    2. Kochanka mojego faceta poinformowała mnie, że od ośmiu lat mają romans z małymi przerwami – najczęściej gzili się w pracy po godzinach – on pan prezes (celowe użycie małych liter), ona jakaś specjalistka . Chwilę potem skonfrontowałam wiadomość z panem – trochę się wił, ale chyba potwierdził u dziwy, że faktycznie sama się przyznała do tego. Zarządziłam koniec związku okraszając tą informację niewymyślnymi słowami – do widzenia, nie chcę go znać, widywać. Odcięłam się od tego sukinsyna, nie odbierałam telefonów, zero kontaktu. Kilka dni po rozstaniu wpadliśmy na siebie i dowiedziałam się od tej gnidy, że moja decyzja o rozstaniu była z okrutna, bo nie podjęłam walki o odbudowanie związku. I to najbardziej pana zabolało, że nie prosiłam, żeby rzucił dziwę i żebyśmy zaczęli jeszcze raz, nie starałam się… Popłakałam się ze śmiechu !
    ps. okazało się, że dziwa puszczała się też jednym takim z rady nadzorczej -trzeba przyznać ambitna sztuka wysoko mierzy 🙂 😉 🙂

    Lubię to

  19. Witam,
    nie uważam, żeby pisanie o stereotypowych facetach, oczami kobiet, mózgiem mężczyzny było obiektywnym zabiegiem, oczywiście wiadome jest, że ten blog musi na siebie zarabiać, a kobiety to bystre stworzenia i lubią narzekać na swoich facetów, związki i cały wszechświat, a mają tutaj piękną możliwość.

    Apel do kobiet:
    „myślcie samodzielnie i nie starajcie się konfrontować waszych opinii z innymi ludźmi, bo zawsze znajdzie się podstępny argument, żeby wasz pogląd zmienić na bardziej przychylny rozmówcy”.

    „Moja prawda jest najmojsza!”

    Pozdrawiam,
    Świr

    Lubię to

  20. Jak odbudować …… podobno każdy Polak jest specem od budowlanki, ale to nieprawda i powstają gnioty z rozjechanymi proporcjami, zaorana gleba i wierzby. A w związku konieczna jest technologia jak w Taipei 101. 🙂
    Związek to jednak nie budowla – jest dużo bardziej zmienny. Na początku robi się wszystko razem, tylko dla idei robienia czegoś wspólnie. A później nie ma na to czasu (dom praca dzieci). I zauważa się że zupełnie fajnie jest robić coś samemu albo z innymi. których się gdzieś tam spotka. Jak puzzel. Z każdej strony pasuje się do innego. Ale przecież nie rzuca się długoletniego męża tylko dlatego że nie lubi gór, czy czegoś tam. Na dodatek jeśli ma inne zalety, albo tylko parę. Czy gdybyśmy spotkali się teraz byłoby coś z tego. Nie wiem. Czy teraz mój mąż kimś by się zainteresował – biorąc pod uwagę parę młodszych ode mnie o 10-20 lat znajomych kobiet, pustaków bez swojego świata – raczej nie.

    A co to w ogóle za pomysł żeby grzebać w telefonach partnerów?

    Lubię to

    1. Z psychologicznego ponktu widzenia, gzebanie w telefonach, poczcie i innych partnera – to zawsze krzyzówka obsesji z obawą…można się doktoryzować czy to spaprana psychika, samoocena, spaprane wzorce(nie partner tylko forma własności)…tylko po co?
      Lekko chore to to jest i tyle.
      Ale z tego co piszesz, to chwilę dłużej żyjesz, niż mediana czytelniczek tego bloga i obawiam się że jak ktoś ma tyle lat(wliczając sikanie w pieluchy) ile Ty jesteś w związku – to wiesz że jesteś głosem na puszczy? 😉

      Lubię to

      1. Może i wiem. Zdarza mi się trafiać w miejsce gdzie pasuję „absolutnie do nikogo”. Całkiem wygodna sytuacja. 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s