Czy chce ci się rzygać, kiedy myślisz o swoim życiu? 

Frank Farian potrafi śpiewać. Na rynku muzycznym w rodzimych Niemczech idzie mu nawet całkiem obiecująco. 

Ma jednak jedną, jedyną wadę. Wygląda jak pomocnik murarza na budowie, po dwóch lufach i paprykarzu szczecińskim na trzech. Trochę zasłania to fryzurą, ale nie zrobi specjalnej kariery jako wokalista. On uważa, że to dlatego, że nigdy, ale to nigdy nie będą do niego wzdychać kobiety. 

Prawda jednak jest taka, że nie chodzi tylko o wygląd: Farian ma charyzmę jak domestos albo niemiecki wurst. 

Zamyka się więc w studiu i zostaje producentem. 

Jeśli ktoś pamięta zespół Boney M. to występowało tam dwóch czarnych kolesi. Farian wymyślił ten zespół. I śpiewał za jednego z nich. A że był biały? Nikt nie jest doskonały.

Farian to jednak autor innego największego w historii muzyki pop przekrętu, który wydarzył się w roku 1989. Ma piosenkę o której wie, że będzie hitem. Nagrywa ją z kilkoma profesjonalnymi muzykami. Którzy mają jednak jedną wadę. Nie wyglądają. Frank znajduje więc dwóch bezrobotnych modeli Roba i Faba, którzy prezentują się wręcz rewelacyjnie. Że nie potrafią śpiewać? Oj, nie czepiajmy się szczegółów.

Tak powstaje grupa Milli Vanilli.

Czytaj dalej

Czy mając siedem lat byłbyś zadowolny z tego, kim stałeś się dzisiaj?

Była środa, o której mój przyjaciel mówi „środa – dzień loda”. 1 listopada. W sumie nie ma się z czego cieszyć. Rozpoczęcie sezonu na zimno i pada.  Rozpoczęcie sezonu, na wszyscy cię wkurwiają. Podszedłem do stołu, który  udawał bar, nalałem sobie przyzwoitą porcję czegoś starego i dobrego, o nazwie A niech to wszystko spierdala. Po czym dolałem sobie jeszcze odrobinę. I  postanowiłem,  że zostanę jeszcze pół godziny zanim się stąd zwinę.  Nie jest to może najlepszy sposób na zawiązywanie znajomości, ale ja nie chciałem tego dnia zawiązywać znajomości.

Dookoła były bardzo ładnie zrobione kobiety. I bardzo przystojni mężczyźni w białych koszulach.

Często oglądam ich na Facebooku.

Są bardzo dobrze wykształceni. 

Biegają.

Dobrze się odżywiają.

Odwiedzają różne kraje.

Robią sobie zdjęcia w restauracjach.

Z psem. Z kotem. Z pieprzoną lamą. Z dziubkiem. No i zawsze z kawą i ciastkiem. Że relaks i zen.  

Tak patrzyłem i, kurwa, szczerze im zazdrościłem. Też bym tak chciał.  Bo ja się często szarpię i robię pięćset rzeczy na raz.  Pracuję, piszę, pracuję, później gdzieś jadę i cholernie ciężko mi na tym wyjeździe zapomnieć o pracy lub o pisaniu.  I przeważnie biorę ze sobą komputer.

Wybiła północ i nagle makijaż spłynął, w czym pomógł przemysłowy przerób alkoholu. To jest TEN moment na imprezach.

Wódę lejąc w gardło by ukoić żal.

Dziesięć minut później ktoś zaczyna rzygać, a ludzie zaczynają się zwierzać. I nagle okazało się, że ci idealni ludzie, w dobrze dobranych ubraniach, są nieszczęśliwi.

Czytaj dalej

Co powiemy swoim dzieciom, gdy zapytają, jacy byliśmy, mając 16 lat? A jacy mając 30?

Nieodżałowany profesor Jerzy Vetulani opowiadał kiedyś historię, jak to w Krakowie w latach pięćdziesiątych Urząd Kwaterunkowy przydzielił dwupokojowe mieszkanie z kuchnią, na ulicy Zwierzynieckiej, czterem nieznającym się wzajemnie osobom. Trzem młodym paniom i jednemu panu.

Na początku sąsiedzi skarżyli się na awantury, lecz po pewnym czasie wyciszyło się, a po niespełna roku przed drzwiami pojawiły się trzy dziecinne wózki. Sąsiedzi oczywiście zareagowali i wystąpili do kwaterunku o przyznanie dodatkowego mieszkania przynajmniej dwóm kobietom, ale wtedy cała grupa zaprotestowała: „Tak nam się żyje znacznie lepiej. Marysia i Zosia oraz Janek pracują, a Kasia opiekuje się trójką dzieci, oczywiście przy pomocy pozostałych.”

 Jaki z tego jest wniosek? Są nawet dwa.

Pierwszy: gdy już człowiek znajdzie cudem właściwą osobę i, na nieszczęście, jest mu dobrze, to zawsze ktoś bliźni się przypierdoli.

I wniosek drugi: bardzo łatwo żyć tak jak chcą inni; bardzo trudno, zaś, ustalić, czego człowiek chce sam dla siebie.

Czytaj dalej

Jak spełnić swoje noworoczne postanowienia (prawie pewny sposób) 

„Jeśli chodzi o zeszłoroczne postanowienie noworoczne zrzucenia 10 kg, wszystko zmierza w dobrą stronę. Zostało jeszcze tylko 15 kg.”

To mój ulubiony mem, jeśli chodzi o postanowienia noworoczne, bo jest prawie szczery, a w ciągu ostatnich kilku dni widziałem go na Facebooku tylko milion dwieście tysięcy razy. Taki czas.

To w sumie niezwykle optymistyczne, że w ludziach jest tak potężne pragnienie zmian i to zmian na lepsze. Jak to było w mojej nowej ulubionej książce: „Potrzebuję zmiany. Potrzebuję nowego życia. Dlaczego nowego życia nie można kupić, zamówić przez internet, dlaczego go nie przesyłają zapakowanego w celofan i przygotowanego do użytku?” No nie można, niestety. Nikt za ciebie nic nie zrobi, nikt cię nie zbawi, nikt cię nie zmieni. Musisz zrobić to sam/sama. Nie zrobisz? To chuj, jak Batorego komin (chodzi mi o statek).

Te nasze pragnienia są w swojej masie dość proste. Wszystkim nam chodzi o to, aby schudnąć parę kilo, rzucić palenie, pojeździć po świecie, mieć trochę kasy i dużo miłości. Ewentualnie, jak to mawia pewna ładna brunetka o robionych cyckach, ta kolejność może ulec zmianom, bo: „będzie kasa, będzie miłość”.

Czujemy się brudni, chcemy, aby wraz z nowym rokiem nasz świat stał się nagle czysty, jakby go ktoś potraktował wybielaczem. 

Czytaj dalej