43-letnia kobieta nie była piękna i nie była brzydka. Urodę miała przeciętną. Nie miała obnażonych piersi, ani nóg. Ubrana była średnio i po prostu stała na środku szpitalnego oddziału ratunkowego. Cichym głosem błagała lekarza o lekarkę kobietę.

Kiedy on protekcjonalnym tonem usiłował jej tłumaczyć, że jest dobrym specjalistą, że zna się na swoim fachu, że wszystko już w swoim życiu widział (no może nie wszystko, ale z całą pewnością na tyle dużo, że żadna wódka nie jest już w stanie tych wspomnień wymazać, więc na nie zobojętniał) ona  się rozpłakała.  

Łzy spływały jej po twarzy wąskimi strużkami, robiąc z jej twarzy maskę clowna.

Lekarz, jak każdy mężczyzna, nie był w stanie poradzić sobie z płaczącą kobietą. Poddał się. Kwadrans później, już w gabinecie, kobieta, ciągle płacząc, wyjaśniła lekarce co się stało: mąż wkurwił się, że ona przepierdala jego pensję na jakieś pierdoły. Tego dnia kupiła świece w Home&You. Były piękne. Kręcone. Zaczęli się o nie kłócić i on głosem pełnym furii kazał jej wsadzić sobie te świeczki w dupę. A ona go posłuchała. I teraz prosiła lekarkę, aby je wyjąć.

Nie, nie żartuję.

Tak, to prawda.

Ja naprawdę dużo rozumiem, a czasami nawet jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego coś się stało. Ale w tym przypadku chuj mnie strzelił. Dlaczego ona wsadziła te świece w tyłek sobie zamiast jemu? Co ją doprowadziło do tego momentu? Kiedyś była przecież młoda. Ładna. Umawiała się z wieloma facetami, którzy jej pożądali. Marzyli o niej. Ktoś pamięta jej zapach. Smak jej ust. Komuś kojarzy się ona z jakąś piosenką.  

 

Później przyszła mi refleksja, że przecież wiem dlaczego. Bo bała się być sama. Bo przerażająco wiele kobiet myli miłość z całkowitym podporządkowaniem się i zrezygnowaniem z samej siebie. I bardzo chciałbym napisać, że nowe pokolenie 20-, 30-letnich kobiet jest mądrzejsze. Ale nie jest, kurwa. Mężczyźni zresztą też nie.

Ludzie udają.

Wpierw udają, aby kogoś poznać.

Później udają, aby z kimś być.

Jak to ładnie ujął Laurence Olivier:

„Tak wiele milionów ludzi stara się czuć coś, czego nie czują lub nie odczuwać czegoś, co czują.”

Żyjemy w czasach, gdy łatwo jest się obnażyć, lecz trudno odsłonić.

Kiedy czytasz, bądź oglądasz poradniki randkowe (kurwa, ile tego jest), na swoje problemy dostajesz bardzo prostą zasadę: ‚fake it till you make it’, czyli ‘udawaj tak długo, aż to, co udajesz, stanie się prawdą’.

 „Żeby zdobyć kobietę lub mężczyznę, trzeba mieć wyjebane, a jeśli nie ma się wyjebane, to trzeba udać, że ma się wyjebane.”

 „Po udanej pierwszej randce nie umawiaj się od razu na drugą. Daj mu/jej poczuć niepewność tego, czy jeszcze się odezwiesz.”

„Nie okazuj zainteresowania więcej, niż sam/a dostajesz.”

„Jeśli ktoś nie okazuje ci tyle samo uwagi co na początku, utnij kontakt i czekaj, aż tamta osoba się do ciebie odezwie.”

„Kiedy zaproponuje spotkanie, powiedz, że bardzo chętnie, ale na razie nie masz czasu.”

„Cały czas trzymaj się za gardą.”

„Nie mów ‘kocham cię’, jeśli nie masz pewności, że ta druga osoba czuje to samo.” 

Powiem to kulturalnie. Grzecznie. Z klasą.

To smętne i żałosne pierdolenie.

Ktoś ci się podoba? Powiedz to. Chcesz zadzwonić? Dzwoń. Chcesz wysyłać jej codziennie kwiaty, z liścikami, co jej zrobisz i w jakiej pozycji? Rób to. Możesz wszystko, jeśli tylko masz zdrowe poczucie własnej wartości. To znaczy, że potrafisz mówić TAK, ale potrafisz też powiedzieć NIE, jeśli coś ci nie pasuje. 

Boisz się takiej szczerości? No to masz kurwa przejebane.

Żyjemy w czasach, gdy łatwo jest się obnażyć, lecz trudno odsłonić.

Związek przypomina ćwiczenie na zaufanie, w którym masz upaść w tył, ufając, że partner cię chwyci.

Może chwycić, a może tego nie zrobić. I wtedy jebniesz boleśnie o podłogę. A najgorsze jest to, że w trakcie lotu nie masz wpływu na nic. Czyli lęk jest.  

Jesteśmy zdezorientowani. Niepewni jutra. Cierpimy na specyficzną odmianę rotawirusa. Z jednej strony boimy się, że stracimy miłość, jeśli nie zaryzykujemy. Z drugiej będąc w związku boimy się, że to nie to. Dlatego tak trudno się zdecydować na bycie z kimś. Dlatego tak wiele osób zamiast być parą, tylko bawi się w bycie parą. Bo fajnie się razem ogląda filmy i jest z kim na narty pojechać. Tak naprawdę, zaś, niewiele o sobie wiedzą, a boją się zapytać. To, że masz z kimś kota albo psa o niczym nie świadczy.

Wzorować się też nie ma za specjalnie na kim. Mama i tata, w większości przypadków, nie byli najlepszym przykładem udanego związku.

Relacje w związkach są teraz jak piosenki Sylwii Grzeszczak. La, la, la i chuj. Znaczy się płytkie i krótkie.

Dlaczego on już nie patrzy na mnie z zachwytem?

Zachowuję się moim zdaniem jak typowa egoistka. Jestem z cudownym facetem (po kilkuset rozczarowaniach nareszcie trafiłam na TEGO, chociaż związek jeszcze nie jest zalegalizowany), mieszkamy razem już pół roku i generalnie facet chyba traci mną zainteresowanie. Zamiast zachwycać się mną, kiedy wychodzę odpicowana rano do pracy, woli się ze mną posprzeczać o pierdoły dnia codziennego. Zamiast spędzać ze mną namiętne popołudnia, woli grać na komputerze, a w weekendy często bierze dodatkowe fuchy i pracuje w soboty. Mamy dla siebie właściwie tylko wieczory i niedziele, które to spędzamy zazwyczaj oboje na kacu (co sobotę musi być imprezka z jego znajomymi). Czasem się zachwyci moimi cyckami. Nie łokciem, nie uchem, nie pępkiem – zawsze cyckami.

I tu pojawia się problem, ponieważ mam znajomego, który wie, że jestem zajęta, który też długo był zajęty i nic nam nie wyszło, i właściwie nie chciałabym żeby cokolwiek nam wyszło, czasami nawet trochę gardzę jego ślepym zapatrzeniem w moją osobę; ale jaki by nie był, potrafi zachwycić się głupią zmianą moich rajstop z jesiennych grubaśnych na cieniutkie wiosenne delikatne rajstopy, które odsłaniają nogi. Nie ma znaczenia, że spódnica zakrywa te moje nogi aż do połowy łydki, widzę w jego oczach właśnie ten zachwyt, którego mi brakuje w związku. I wtedy czuję się winna, że pozwalam na to spojrzenie pełne pożądania, że nie jestem skromna i odkrywam nogi przeznaczone przecież wyłącznie dla mojego mężczyzny,

Panie Piotrze, co jest ze mną nie tak i jak mogę zrobić żeby było poprawnie?

Odpowiedź brzmi: wszystko jest ok. Poza tym, że się ze swoim facetem po prostu nie znacie. Nie wiecie o sobie nic. Ty szukasz krótkotrwałych uniesień w koledze z pracy. Twój facet maca myszkę, ale w komputerze a napięcie chłodzi wiatrakiem.

To tak jakby chciała pozwać McDonalds, bo nie jesteś szczęśliwa po zjedzeniu happy meal.

Zaskoczę cię, z kolegą z pracy za dwa lata byłoby tak samo. Dlaczego?

W związku musi pachnieć krwią, kłamstwem i nienawiścią

Ja wiem, że dla niektórych, w związku musi pachnieć krwią, kłamstwem, nienawiścią i pożądaniem oraz zazdrością. Żyjemy przecież w czasach wyżyłowanych oczekiwań, gdzie emocje muszą napierdalać każdym porem skóry. Jeśli kobieta albo mężczyzna, to tylko tacy jak na instagramie. Jeśli seks, to jak w pornosie, albo jak w Greyu.

Miłość ma być szaleńczym rodeo. Piekło i niebo jednocześnie, 24 godziny na dobę, bo przecież tak jest w filmach, serialach a nawet teledyskach.

Więc bardzo mi przykro, tak kurwa nie będzie, bo teledysk trwa tyle co przeciętny stosunek w polskim domu, czyli jakieś cztery minuty, a nieudany związek czasami całe życie. I jak pokazuje przykład z początku potrafi się skończyć ze świeczką w dupie.

Każdy związek ma swoją temperaturę relacji. Wyrabia ją w miarę upływu czasu. To trochę podobne do naturalnej wagi ciała.

Nasz mózg doskonale wie, ile powinniśmy ważyć. Ustalił sobie normę. Ta norma ustalana przez mózg nie jest stała. To przedział z wahaniami od 4 do 7 kilo. Teoretycznie, więc, właśnie tyle można schudnąć bez problemu

Waga łatwo idzie w górę. Trudno spada w dół.

W związku jest na odwrót.

Temperatura relacji łatwo spada, ale trudno rośnie.

Na początku, pozytywne myśli o partnerze są na tyle dominujące, że wypierają wszystko inne. Gotujecie w kuchni, on karmi cię łyżką, łyżka leci na podłogę, on opiera cię o blat. Po prostu podciąga kieckę w górę i wkłada rękę między twoje nogi i, nie zdejmuje, lecz zrywa wszystko, co masz na sobie. Plastikowe miski spadają w cholerę na podłogę, sól się rozsypuje, pieprz…  toczy po blacie, oddychasz ciężko i szybko, i zaprawdę nikt nie ma pretensji o upierdoloną kuchnię i nikt nie ma problemu, aby ją później posprzątać. 

Budzisz się obok niego i chcesz, żeby był ojcem twoich dzieci. A później budzi się on i wszelkie myśli przestają mieć na moment znaczenie. Seks jest rano, przed obiadem, po obiedzie, w sumie to zamiast obiadu też. I ze trzy razy podczas wieczornego filmu, z którego oczywiście się nic nie widziało. 

Gdy temperatura relacji jest wysoka, potencjalny konflikt jest trudniejszy.  

On spieszy się do pracy i szuka, dajmy na to, koszuli. Białej. I z każdą chwilą jest coraz bardziej wkurwiony. A ponieważ macica to, jak powszechnie wiadomo, urządzenie naprowadzające, pyta, więc, kobietę, tonem warczącym (śpieszy się, jest wkurwiony, jak wspominałem): „Gdzie wsadziłaś moją koszulę?!” I ona zamiast odpowiedzieć mu: „W dupie. Pilnuj swoich rzeczy”, odpowiada: „Kotku, przecież wisi w szafie, po lewej stronie, tam gdzie zwykle (kocham cię bardzo, ty ślepy debilu).” A później może nawet mu tę koszulę prasuje.

Ona rozumie, że on się nie wścieka na nią. Racjonalizuje sobie, że on się nie denerwuje na nią. Że ma jakieś tam spotkanie w pracy w celu sprzedaży rzeczy, których nikt nie potrzebuje i to tak naprawdę go wkurwia.

Bo przecież w pracy, w samochodzie i w sklepach spędzamy większość życia, które powinniśmy spędzać z ludźmi, którzy nas kochają.

Ale tej petardy z początku znajomości utrzymać się nie da. Temperatura relacji będzie powoli spadać. I spadać.

Tak, zgadzam się to jest przykre.

I są ludzie, którzy zamykają się w tych poszukiwaniach pierwszej adrenaliny. Co rok, najdalej dwa lata, nowy partner, licząc, że tym razem będzie inaczej. Takie powtarzanie rytualnych, tych samych, tańców godowych.

Po pewnym czasie intensywność przeżyć i tak będzie mniejsza. Seks gorszy i rzadziej. Bo ciężko powtórzyć poziom napięcia towarzyszący sytuacji, kiedy po raz pierwszy zdejmujesz stanik z kobiety. Bo wiesz, że gdy spadnie stanik, to spadnie już wszystko.

Związek powoli zejdzie do swojego własnego poziomu emocjonalnego. Dokąd dojdzie?

Jeśli ktoś mnie spytałby o zdanie, to ideałem jest sytuacja, kiedy ona i on siedzą przed telewizorem oglądając jakiś serial, była już butelka wina i właśnie otwierana jest druga, a nagle on już lekko wcięty spogląda na nią i mówi: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem.”  

Bo o to, mym zdaniem, chodzi w życiu.

I w drugim odcinku wyjaśnię jak to osiągnąć. A przynajmniej się kurwa postaram. 

CDN

11786079283_86a30bbf1e_b

Photo by Silvia Sala/CC Flickr.com

76 uwag do wpisu “Jak odbudować zjebany związek? Część 1.

  1. „Chcesz wysyłać jej codziennie kwiaty, z liścikami, co jej zrobisz i w jakiej pozycji? Rób to.” W dzisiejszych czasach??? Ta, jasne. Prosta droga, by trafić jako stalker i molestator na policję albo i do sądu. W krajach Zachodu nie polecam, w USA i Szwecji ABSOLUTNIE nie!

    Lubię to

  2. ludzie przez pryzmat wszystkich poradnikow na ‚związek idealny’ wpoili sobie, ze są na to jakieś reguły! najpierw go do siebie przyciągnij, doprowadź do białej gorączki, pocałuj go na dobranoc, później nie odzywaj się do pierwszego telefonu. a co, jesli sama zadzwonię do niego na kolejny dzień i powiem ‚cześć! czy moglibyśmy powtórzyć wczorajszy wieczór już dzisiaj? może wpadniesz do mnie z butelka wina?’ i to dla niego już znak, ze dzisiaj może być naprawdę gorąco. a dlaczego nie? nie zawsze facet musi robić ten pierwszy krok. jedni pomyślą, ze lafirynda, drudzy, ze laska wie czego chce. nawet jeśli miałaby być to przygoda na jedna noc, lub udany zwiazek do końca życia.
    do tej pory nie mogę spotkać faceta, który porządnie mnie spierze w łóżku, ale tez w życiu, gdy upadnę i poddam się, wątpiąc w samą siebie. który pójdzie ze mną na impreze, nawciaga się koksu, a później sala jest tylko dla nas. razem przejdziemy tez zjazd w łóżku. będzie moim najlepszym partnerem, przyjacielem i osoba, która będzie moja inspiracja. mężczyzna, z którego będę dumna, będę na niego nieraz wkurwiona za nieposprzątanie po sobie i zadowolona, ze raz na tydzień zabierze mnie na spacer lub do kina.

    nie ma na to reguły, ludzie spotykają na swojej drodze tak różne osobowości, które albo pokochasz, albo znienawidzisz.
    jestem zdrowo myśląca laska, która miłości na sile nie szuka, ale wierze, ze istnieją faceci, którzy są równie zdrowi jak ja. każdy marzy o miłości, tej szczęśliwej, pełnej namiętności i wulgaryzmu. w tych czasach bycie singlem, lub bycie z kimś w niewiernym związku jest zwyczajnie na topie. czasami myśle, ze urwalam sie z choinki, ale cóż poradzę.
    czekam wiec na kolejny post, z niecierpliwością 😉

    Lubię to

    1. dobrze jest spotkać osobę która wie czego chce i potrafi powiedzieć to sama (mówie tutaj akurat o kobietach). sam takiej szukam 😉
      do niedawna byłem w związku z kobietą, która mnie dopełniała (różne charaktery, które fajnie sie dopełniały), i było gorąco na początku (zwłaszcza że ja za granica przez dłuższy czas) i było miło. Ale gdy już zamieszkaliśmy razem, zaczęło wszystko uciekać, i nagle już nie było tego. Czy mi to przeszkadzało? Nie. wiedziałem że rutyna wchodzi w życie często, zwłaszcza jeśli obie osoby pracują, na różne zmiany czasami. Ale moja partnerka już tego nie zrozumiała i sie poddała gdy pojawiły sie pierwsze problemy (potem jeszcze pare doszło, zwłaszcza podczas rozstania…) Czy wiedziałem że tak bedzie? nope, wierzyłem że sie uda, ale słysząc słowa na koniec że nie jesteś taki jakim bym Cie chciała i sie nie zmienisz, cóż, troche bolą… bo człowiek zawsze troche spróbuje sie zmienić, najgorzej jeśli robisz to dla osoby która nie ma pojęcia czego chce od życia (a tak było tutaj). Nie jesteś jedyna która oczekuje takiego zwiazku, i też czasem zastanawiam sie czy jestem normalny z moim podejściem do życia – kwestia chyba jedynie poczekania na tą właściwą osobe, która bedzie myślała tak samo, nie tylko o zabawie i szczęściu, ale również o tym jak walczyć z problemami.

      Lubię to

      1. Czytając twoją historię, przeszło mi przez myśl, czy nie napisał tego przypadkiem mój narzeczony 🙂 Mieliśmy identyczną sytuację. Spakowałam się i wróciłam do domu. Bo dorosłe życie mnie przerosło. Jestem kobietą niezdecydowaną okropnie, mająca ciągle wątpliwości, wciąż się dziwie, że mój narzeczony dalej ze mną jest. Do czego zmierzam…ano do tego, że wszystkie problemy najlepiej wyjaśniać sobie od razu, nie chować w sobie urazy i nie udawać, że jest ok. Te negatywne myśli później tylko narastają w nas i rodzi się frustracja i nagle zdajecie sobie sprawę, że zamiast przytulania się, wolelibyście okładać się patelniami. Ja nienawidzę dąsania się, obrażania i jakiś gierek i nie akceptuje tego w sobie i w mężczyznach. Mój narzeczony jest dla mnie przyjacielem i kocham go właśnie za tą wyrozumiałość i ogromną cierpliwość i za to, że wszystko mi wyjaśnia i tłumaczy. Bo ze mną, jak z dzieckiem 😀 To jest jak słowa pewnej piosenki „Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.” Przy nim bardzo się zmieniłam i z flirciary, która leczyła w ten sposób kompleksy, stałam się pewną siebie kobietą, bo mam przy sobie MĘŻCZYZNĘ. Naszą receptą jest wzajemna akceptacja. Widząc jak on bardzo się stara, sama chciałam dawać mu siebie i pracować nad sobą i nie oceniać go przez pryzmat tego, że nie jest taki jak inni .

        Myślę, że dużo winy leży w popularnych dzisiaj hasłach, że to JA jestem najważniejsza/szy, liczy się MOJE szczęście. Te wszystkie poradniki o motywacji, zmianie życia, możliwości osiągnięcia wszystkiego, piorą nam mózg i uczą egoizmu. Sam czytałam i wiem, że trzeba do tego podejść z dystansem i nie łykać, super recept na życie. Trzeba przy tym myśleć.

        Lubię to

    2. Zaczęłaś od tego, że ludzie wpoili sobie jakieś reguły, a później opisałaś swoje reguły dobrego związku.

      Nic dziwnego, że nie spotkałaś takiego faceta, wystarczy, że policzysz czas potrzebny by nauczyć się i osiągnąć wszystkie rzeczy których oczekujesz. Pewności siebie w łóżku, jednocześnie czułości i pomagania ludziom. Bycia podporą i dobrym przyjacielem. Tańczenia. Do tego chcesz być dumna – czyli pewnie musiał już coś w życiu osiągnąć.

      Zaraz po studiach, 15 lat doświadczenia w zawodzie.

      Ile takich ludzi jest? A ile takich ludzi jest zainteresowanych Tobą? A ilu takich ludzi jest zainteresowanych Tobą i do których pasujesz? Zakładam się, że bardzo mało. (Sam „koks” zmniejsza Ci grupę pewnie 10-krotnie).

      Takie rzeczy buduje się latami, najlepiej razem.

      Skąd wiesz, że jesteś zdrowa? Pytam bez internetowej złośliwości.

      Lubię to

    3. ‚…bycie w niewiernym zwiazku jest na topie’ wtf haha przestan juz te koke wciagac dziewczyno albo przerzuc sie na mdma lepsza zabawa i tak mozgu nie lasuje 😉
      Ale na temat – Panie Ikea, ta teza z przyjaciolmi jest utopijna dla nowego pokolenia. My z lat 70′ jeszcze czasem kumamy ze zycie to nie bajka. Niestety obecni 20+ latkowie sa wychowani w innych realiach. Swiat przyspiesza a z nia roznice pokoleniowe. Instagram, facebook, teledyski gdzies tam zostawily swoj znak na mlodych mozgach. Dziewczyna nie rozumie ze jej zwiazek nie moze non stop dostarczac duzych dawek dopaminy. Przeciez jej kolezanki tak maja, co wyraznie widac na fejsie. I ona tez chce.
      Miejmy nadzieje ze ockniemy sie z tego uzaleznienia od like’ow i zycia na pokaz w sieci. Pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

    4. Z całym szacunkiem i sympatią, nie jesteś zdrowo myślącą osobą. Rozumiem to doskonale co piszesz, chociaż nigdy bym nie ujęła tego w słowa „spierze w łóżku i w życiu”. Nigdy bym też nie życzyła sobie wspólnych zjazdów po koksie. Jesteś osobą, która pragnie silnych emocji i namiętności, chciałaby symbiotycznego związku tak bardzo, że to może aż przerażać. Wiem , bo sama mam podobnie. To się wydaje romantyzmem, ale zdrowe nie jest. Nie obraź się, ale z całego serca polecam Ci mądrą terapię najpierw, dla poukładania swoich spraw. Bo z mojego doświadczenia wynika, że takie pragnienia źle się kończą.

      Lubię to

  3. Twierdzi Pan, że potrzebujemy tej huśtawki przez 24h? To nie prawda, mam tą huśtawkę cały czas- jak jest dobrze to iskry lecą, jak jest źle…to talerze, i mam już tego serdecznie dosyć. Jednak póki coś jeszcze do siebie czujemy, i nie jest to nienawiść do siebie nawzajem, to ciężko powiedzieć „stop”, bo ” z kim nam będzie tak dobrze? „, ” kto nas będzie tak (nie) rozumiał?” i najważniejsze, „czy jest sens zaczynać z kimś nowym, znowu się starać i mieć nadzieję, skoro za 3 lata znajdziemy się w tym samym punkcie, w którym jesteśmy teraz?”

    Lubię to

    1. Przeczytaj jeszcze raz ten tekst. Nie zrozumiałąs jego sensu… bo własnie Piotr pisze o tym ze najważniejsze jest być przyjacielem… Nie zrozumiałaś teksu…

      Lubię to

  4. Na pocieszenie – Jesteśmy 13 lat razem (bogatsi o dwie sztuki kochanych durnowatych dzieciorów) i da się. Da się pieprzyć, kochać, kłócić, wściekać, sprzątać, pracować, opierdalać i owijać o swoje nogi każdej nocy. Da się, choć w tej całej mieszance lat i zdarzeń były dni, tygodnie, a nawet miesiące kiedy szala przeważała się na negatywne stany. I trzeba było zacisnąć zęby i być, trwać i żyć i przymykać oko, bo któremuś z nas (najczęściej mi, bo jestem z patologicznej rodziny 😉 ) odbiła palma i musiało się „odnaleźć”. I chociaż nigdy bym w to nikomu nie uwierzyła – to przyznaję – po każdym kryzysie, drukowaniu papierów rozwodowych i przekonania „Skończony kretyn/kretynka! ;)”, odnajdywaliśmy się silniejsi i bardziej przekonani, że bycie razem ma jednak duży sens. Wchodziłam w ten związek jako 20 letnia dziewczynka z przekonaniem, że będziemy razem tak długo, póki będzie dobrze, a jak nie będzie dobrze, to się pożegnamy. Dziś wiem, że rozstanie z tym facetem zawsze byłoby porażką, bo jest jedyną osobą na świecie, której nie zajebałabym gdyby przyszło nam dryfować w jednym kajaku przez tydzień. Mimo upływu lat, jego umysł wciąż mnie fascynuje, żarty śmieszą, a opinie interesują. Oczywiście, to wszystko nie miałoby najmniejszego znaczenia, gdyby nie był zajebistym kochankiem 😉 więc recepta na dobry związek to chyba dopasowanie intelektualne, podobne poglądy, częsty sex i upór. Ostatni jest najważniejszy 😉 w końcu na koniec chodzi tylko o to, żeby być. a! i trwać i żyć 😉

    Lubię to

    1. AN..u mnie po 12 latach, mając 2 cudowne dziewczynki, niestety jebło wszystko..on po prostu sobie poszedł..machnął dziecko na boku z mężata i dzieciatą laską..a było bardzo podobnie jak piszesz..iskry leciały zawsze, seks był zajebisty, wydawało mi się, że nie ma rzeczy, których nie przetrwamy, tym bardziej, że dla mnie był człowiekiem na całe życie..po prostu przestał ze mną rozmawiać, spierdalał cichcem z domu..wszelkie próby rozmów z mojej strony kończyły się tekstem- ile będziemy o tym gadać?! Totalnie olał dzieci, nawet kiedy błagały go, aby został w domu z nimi..pakował się i jechał już otwarcie do kochanki..a ja walczyłam..wiele miesięcy o Niego najpierw, potem o nasze małżeństwo..nie uciągnęłam, nie dał szans..jesteśmy świeżutko po rozwodzie..i cóż..on nadal jeździ, mieszkam z dziećmi wciąż u jego rodziców, bo zostawił mi „w spadku” jeszcze zobowiązania do spłat..pozbawił wszystkiego, zabrał co mógł..jeszcze nie umiem uwierzyć, że to wszystko się stało..jak jakiś pieprzony film..! Można wszystko robić, starać się, dbać, a nie spodziewasz się co w tej drugiej stronie siedzi na prawdę..i na końcu zawsze Ty będziesz winna, choć stanęłaś na rzęsach, wszyscy naokoło widzieli Twoją walkę i starania, tylko nie On..chyba nigdy się nie dowiem, gdzie leżała przyczyna, że nasze życie przysłowiowo pier****ło..jednego jestem pewna..nie zależało mu w ogóle..jedna osoba nie uciągnie..na resztę życia zostałam z tym całym burdelem, przez który jeszcze muszę przeprowadzić córki ( 9 lat i 3,5 roku )…

      Lubię to

      1. „Można wszystko robić, starać się, dbać, a nie spodziewasz się co w tej drugiej stronie siedzi na prawdę..i na końcu zawsze Ty będziesz winna, choć stanęłaś na rzęsach, wszyscy naokoło widzieli Twoją walkę i starania, tylko nie On.” Niestety…

        Bardzo Ci współczuję, że tak się stało. Współczuję też Twoim dzieciom, bo trudno wychowywać się bez ojca. Ale wierzę, że któregoś dnia poznasz kogoś wspaniałego, kto pokocha Ciebie, Twoje dzieci i wynagrodzi Ci te wszystkie trudne czasy 🙂

        Lubię to

      2. To znaczy że Ty zrobilas wszystko, a karma spadnie na niego :/ glupi kutas. Przykro mi, ze tak sie czasem dzieje, ze jedno jest mądre i naprawde chce, ale nie moze nic zrobić bo drugie jest po prostu wstrętne. Mimo wszystko na pewno zyskalas – wiesz ze zrobilas co moglas i dzieci rowniez to wiedzą. Zycie z myślą ze jest sie uczciwym to bardzo duzo. On albo budzi sie i wie ze jest zlamanym kutasem, albo nie wie i wtedy jest zwykłym idiota. Koniec koncow skonczylo sie tez coś co nie bylo dobre, bo Twoje nerwy zeby on został na pewno dostaly po dupie. Dotarlas wiec do jasnej sytuacji – bez zastanawiania sie co czy i dlaczego. Gorzej nie będzie, klapki opadły i To tez plus. Ty wiesz kim jestes kiedy patrzysz w lustro i wyszlas silniejsza. I wierze ze dalsza część tego filmu będzie typowo amerykańska i to bedzie poczatek Twojej nowej przyjemnej drogi. Kiedys wspomnisz tylko ze zaczął sie troche słabo, ale potem to juz bylo super 🙂 tego Ci życzę.

        Lubię to

    2. „odnajdywaliśmy się silniejsi i bardziej przekonani, że bycie razem ma jednak duży sens.” Najważniejsze to, aby dwoje chciało. W innym przypadku jedna osoba może próbować to wszystko ciągnąć za dwoje, ale na dłuższą metę jest to męczące, denerwujące i wkurzające.

      Lubię to

  5. ,,Jeśli ktoś mnie spytałby o zdanie, to ideałem jest sytuacja, kiedy ona i on siedzą przed telewizorem oglądając jakiś serial, była już butelka wina i właśnie otwierana jest druga, a nagle on już lekko wcięty spogląda na nią i mówi: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem.” ” – zgadzam się z Tobą w 100%!

    A jeśli chodzi o to, czego pragną kobiety, to ostatnio napisałam o tym tekst:
    https://tochybaomnie.wordpress.com/2017/03/08/czego-pragna-kobiety/

    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy!

    Lubię to

  6. Jak kiedyś powiedziałam, że marzy mi się, aby mój partner był przedewszystkim moim najlepszym przyjacielem, to zostałam wyśmiana i nazwana naiwną idiotką, bo przecież w związku musi kipieć od emocji…
    tja…
    dzięki za ten tekst!

    Polubione przez 1 osoba

  7. Jestem od blisko 4 lat w takim związku , w którym czujemy się oboje jak przyjaciele. Oboje możemy na siebie liczyć , wspieramy się , każdy ma swoje pasje . Ale jest jedno ale które wypala nas – brak seksu. Nie wiem co się stało ale tego między nami nie ma ;(

    Lubię to

      1. A jaki może być powód? Brak wzajemnego pożądania.
        To jest układ brat-siostra.
        jednym się przez to związek wypala, innym utrwala i wzmacnia, jeszcze innym patologizuje(jedno lub oboje realizują się „na boku”), zależnie od poziomu libido.
        Inna sprawa, że 4 lata to już od dawna jest etap gdy pierwszy ogień się przepalił i rzeczy stabilizują się na poziomie uśrednionym. Skoro ustabilizowało się na „brak seksu” to tak już będzie. Nie można całe życie jechać na ekstazie.

        Lubię to

  8. No cóż… , kilkanaście lat małżeństwa – dwoje dzieci.
    Pobraliśmy się bo ona zaszłą w ciążę. To był syn. Wiem co to być nieślubnym dzieckiem, teraz już to tak nie jest.
    Znaliśmy się oczywiście wcześniej. Na ostatnim roku studiów „ogłosiłem”, że w zasadzie to szukam żony i że szczególnych wymagań, nie mam. Ot żeby coś tam umiała ugotować, miała duże cycki i już :-). Takie studenckie jaja se robiłem. Ktoś usłyszał te moje głupkowate deklaracje i powiedział – znam kogoś takiego. Ona okazała się ładną, długowłosą brunetką z rzeczywiście dużymi cyckami, potrafiąca gotować. Jeszcze studiowała.
    Końcem zeszłego roku sąd nas rozwiódł. Ona złożyła pozew, ja się nie zgadzałem, po kilkunastu miesiącach i spokojnym procesie, sąd orzekł obopólną winę. Już od ponad roku nie mieszkaliśmy razem. Syn został ze mną, małą zabrała.
    Nie kochałem jej ale jak ta rozwodowa zawierucha się rozpoczęła to muszę przyznać, że psychicznie klęknąłem. Nie mam do niej specjalnego żalu. Brakowało jej tego wszystkiego o czym to na tym blogu Czarny pisze.
    Może tylko mogła kiedyś tam jasno zakomunikować, że jak dalej tak będzie to ona wysiada. Oczywiście, że coś tam zauważałem ale wolałem spierdolić do roboty na świecie, tłumacząc sobie, że robię to dla rodziny. Do tego dołożył się mój brak satysfakcji zawodowej, frustracja, ciągłe poszukiwania ciekawszej roboty – ona tego nie widziała (?) , że coś się ze mną złego dzieje a ja za maską cwaniaka, oddalałem się.
    I stało się. Ktoś jej powiedział coś miłego gdy „delektowałem” się smakiem kolejnego egzotycznego kraju, daleko od domu, zarabiając kolejne tysiące PLN. Może i nawet rozłożyła przed nim nogi – może na pewno. Dalej jest piękna, zaczęło biegać, więc i szczupła (jak ją poznałem to była pulchniutka, zresztą lubię takie ).
    Chciała kochać i być kochana ale ma czego chciała ? Nie wiem. Rozmawiamy przez mejle i SMSy. Jej głos mnie irytuje, nie chcę wiedzieć co ona robi, czuje, myśli. Jestem na nią trochę wkurwiony, mimo że wielkiego żalu nie mam. WTF ?
    Czekam co będzie dalej.
    Od tego czasu już chyba z 5 innych spotkałem i na całe szczęście nie myślę już o niej gdy kocham się z nimi.
    Nie kocham (?) jej ale gdyby … .

    Lubię to

    1. „Może tylko mogła kiedyś tam jasno zakomunikować, że jak dalej tak będzie to ona wysiada. Oczywiście, że coś tam zauważałem ale wolałem spierdolić do roboty na świecie, tłumacząc sobie, że robię to dla rodziny.” Pewnie mówiła, ale nie słyszałeś. tzn. nie słuchałeś.
      Wy, faceci, oczekujecie, że się będzie stawiać sprawy na ostrzu noża. Nie wystarczy Wam nasze zwracanie uwagi raz po raz, kiedy coś nam nie pasuje. Ignorujecie to, olewacie, a potem się nagle dziwicie, że związek się Wam rozsypał. Nie, nie rozsypał SIĘ, to Wy na to pozwoliliście.
      (I vice versa, kobiet też to dotyczy.)

      Lubię to

  9. „…ona i on siedzą przed telewizorem oglądając jakiś serial, była już butelka wina i właśnie otwierana jest druga, a nagle on już lekko wcięty spogląda na nią i mówi: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem.”

    Pobeczałam się… pierwszy raz tutaj się na serio pobeczałam

    Lubię to

  10. „tak wiele osób zamiast być parą, tylko bawi się w bycie parą. Bo fajnie się razem ogląda filmy i jest z kim na narty pojechać. Tak naprawdę, zaś, niewiele o sobie wiedzą, a boją się zapytać.”

    „odkrywam nogi przeznaczone przecież wyłącznie dla mojego mężczyzny” 😮 Byłoby tak, gdyby żyła w krajach arabskich, ale, na Boga, jesteśmy w Europie. Jej nogi, jak i cała reszta ciała, należą wyłącznie DO NIEJ.

    „Waga łatwo idzie w górę. Trudno spada w dół. W związku jest na odwrót.” Dobrze powiedziane, choć straszne.

    Lubię to

    1. Waga łatwo spada. Szlaban na żarcie + dużo stresu, mózg wszystko przepali. Wbrew pozorom to nie mięśnie jarają najwięcej energii. To mózg, tylko potrzebuje sporo emocji. Np. nieszczęśliwą miłość, najlepiej na krawędzi popełnienia samobójstwa. Waga wali w dół dosłownie w oczach.

      Lubię to

  11. 31 lat po slubie.
    Spedzamy ze soba w zasadzie 24 godziny na dobe.
    Dzieci dorosle.
    Codziennie siadamy z winem przed tv.
    Dzis dowiedzialem sie, ze to przyjazn.
    W sumie spoko.
    W moim otoczeniu wszyscy tak maja. Wiec chyba jestesmy jednak z innego swiata.
    Wychowani na Pretty Woman , a nie na Greyu itp.

    Lubię to

      1. A co chciałbyś na trzeźwo wytrzymać ze współmałżonkiem 31 lat? No, weźże… Po dobrej wódzi każdy jest najlepszym przyjacielem. A jak robi się wrogiem (czyli po wódce rozrabiasz) – to się nazywa „przemoc domowa” i jest chryja. Wszystko zależy od tego, jak na obie strony małżeństwa działa alkohol. Jak w stronę rozluźnienia, błogości – to są przyjaciółmi.
        No, można jeszcze jechać na maryśce. Też powoduje przypływ empatii i uczuć przyjaźni a nie ma ryzyka powstania zjawiska „przemocy domowej”. Tylko, nie wiedzieć czemu, marihuana jest nielegalna a alkohol – jest.

        Lubię to

    1. Jak się ma już odpowiednio dużo lat, to się widzi że życie, światopoglądy, złote myśli i „ścieżki życia” to zazwyczaj okropny banał. I nie ma przed tym ucieczki.
      Jak łatwo policzyć, jeśli jesteś jeden na milion, to w samej tylko Polsce jest takich jak Ty trzydziestu siedmiu.
      A tymczasem zwykłym zwyklakom wydaje się że są tacy oryginalni i wyjątkowi…:)
      Od autora „pokolenia”, no rany…
      Jak chcemy czegoś nowatorskiego, to oglądamy TED a nie czytamy pokolenie ikea.

      Lubię to

      1. Niezupełnie o to chodziło, że „mało kto..samodzielnie”, bo jakoś trudno mi sobie przypomnieć, kiedy to były takie czasy że większy niż teraz procent ludzi był kreatywny :).
        Natomiast rzeczywiście, dzięki sieci mamy wręcz potop treści wtórnych, streszczeń streszczeń i kompilacji kompilacji.
        Czyli czasy jak zwykle, takie że mało kto(procentowo, bo w liczbach bezwzględnych to całkiem sporo) wymyśla coś samodzielnie.
        A o tyle inne od „innych czasów” że nigdy nie było tak szybkiego rozpowszechniania się idei i takiej ilości kopiarzy-klonerów.

        Lubię to

      2. Trudno przypomnieć? To pewnie wina tego męskiego modelu mózgu złożonego z pudeł niepołączonych. Zatem sobie wyobraź, że były kiedyś takie czasy, że nie było sieci dzięki której mieliśmy potop treści wtórnych, streszczeń streszczeń i kompilacji kompilacji. 🙂 I jeśli ktoś chciał coś napisać, to miał jakąś jedną byle jaką książkę i gazetę i nie mógł jedynie zebrać i przetworzyć informacji ze 100 źródeł, w związku z tym większy niż teraz procent ludzi musiał zdobyć się na minimum kreatywności.
        Btw to mnie specjalnie nie obchodzi czy to co czytamy na tym blogu jest tylko genialnie przetworzone. Autor nigdy już nie będzie w np. 50 letnim związku i nie opisze jak taki związek utrzymać.:)
        Zapewne znasz jakie globalne wyniki badań procentów i liczb bezwzględnych dot. kreatywności ludzi, a może nawet wyniki są w postaci hipnotycznie zmieniających się wykresów we fluorescencyjnych kolorach 🙂 Ja się w to nie wgłębiałam za bardzo, ale chyba więcej dzieci rodzi się z ludzi mniej inteligentnych …. te jakieś rodziny wielodzietne z kiepskim startem…. i teoretycznie ludzi mniej inteligentnych z mniej inteligentnych rodziców może rodzić się więcej (oczywiście zdarza się że pomimo przeciwności ktoś osiąga ssukces) Kiedyś oglądałam taką komedyjkę s-f „Idiokracja”. Ja w ogóle mam czasem wrażenie, że aktualnie (mam nadzieję, że chwilowo) siedzę w moim grajdołku z prawiebezmózgowcami, którzy wcale nie zauważają, że z braku obciążania mózgu zanika im ten organ. Jeśli w pracy jest konieczność wymyślania czegoś nowego – to jeszcze pół biedy.
        A jak chcesz szybko pomnożyć 16×17 , to liczysz w pamięci dla ruszenia szarej komórki czy sięgasz po kalkulator który masz ze sobą 24h/dobę w komórce. Albo 46+57+78+69 dodaj sobie na końcu = JAN250 i lepiej wygląda niż JANZERO 😉

        Lubię to

  12. Ludzie w dzisiejszych czasach karmieni są iluzją. Wydaje mi się, że tylko garstka wie, co to znaczy prawdziwie kochać i jak powinien wyglądać prawdziwy związek. Ludzie ubierają swoją „drugą połówkę” w ciuchy stworzone w swojej głowie. Na początku jest idealnie, lecz potem okazuje się, że nasz wybranek bądź wybranka nie są takimi, jakimi ich odbieraliśmy na samym początku.
    Bliższe poznanie? Po jakiego chuja? Potrzeba bodźców, emocji! Pierdolonego, kurwa, szczęścia tu i teraz! Nie ma na to czasu! Taa… To tak samo, jak chęć liźnięcia kropli szczęścia z kałuży smutku.

    Lubię to

  13. No własnie! Te cholerne filmy, seriale i teledyski. Wszystko takie piękne i idealne. Jak pewnie wiele kobiet często słyszałam od swojego faceta, że się naoglądałam za dużo seriali i komedii romantycznych i powinnam zejść na ziemię. Po prawie 10 latach nasz związek dotarł do tej idealnej sytuacji kiedy oboje siedzieliśmy na kanapie, popijaliśmy ulubione wino i wiedzieliśmy, że osoba obok jest naszym najlepszym przyjacielem. Niestety temat wygórowanych oczekiwań i niedoścignionych wyobrażeń powrócił. Jak się okazało nasze wizje szczęścia i miłości mocno się rozjechały. Między nami nie było już tak jak na początku. Nie było ognia, uniesień ani motyli w brzuchu. Więc trzeba było się rozstać. Tak właśnie powiedział on. Więc ja się pytam, kto się tu ku*wa naoglądał za dużo filmów?!

    Lubię to

  14. „Jeśli ktoś mnie spytałby o zdanie, to ideałem jest sytuacja, kiedy ona i on siedzą przed telewizorem oglądając jakiś serial, była już butelka wina i właśnie otwierana jest druga, a nagle on już lekko wcięty spogląda na nią i mówi: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem.” ”

    A co znaczy sytuacja dokładnie taka jak powyżej, może nie otwierana druga butelka ale owszem kończona pierwsza, w sytuacji kiedy po pół roku rozpaczliwej walki z jego strony i po pół roku jej stałego odchodzenia ze związku 20 letniego, z 18 letniego małżeństwa, dzieciatego i w ogóle, facet proszony przez nią zamieszkał wreszcie osobno (nie dało się razem, te jej jazdy, ranne powroty…)? I kiedy: on ją kocha, ona go nie, ale oboje nadal czują że są najlepszymi przyjaciółmi? I on wpada czasem do niej, może na film, na pewno na wino? Jak taką, kurwa, sytuację rozumieć?

    Lubię to

    1. A co tu rozumieć, jak sprawa ma się tak, że relacja popaprana emocjonalnie?
      Emocje w ogóle słabo się racjonalizują, a już popaprane wcale.
      A konkretnie to to co powyżej to sytuacja gdy dwie słabe osoby zczepiły się swoimi słabościami – ona nie ma odwagi odejść, on nie ma godności żeby odejść, oboje na tyle się boją siebie nawzajem, że żeby powiedzieć co myślą muszą się napić.
      Trochę to jak brat z siostrą, którym przydarzyła się taka dziwna przygoda że mają wspólne dziecko i moralniaka bo czują że coś jest w tym wszystkim nie halo 🙂

      Lubię to

  15. Czarny, mam wrażenie, że już czytałem ten tekst, a pamięć mam dobrą. Szczególnie do Twojej twórczości. Nie mniej, co ludzie to obyczaje. Czasami niektóre sztuczki można zastosować i skutkują, innym razem musisz zmienić taktykę, a czasami strategię.
    W ogóle to dobrałeś się do Marlenki ?

    Lubię to

  16. Nie możesz wrócić w miejsce gdzie nigdy nie byłeś. I analogicznie nie możez odbudować czegoś co nie istniało. Ta wizja miłości, z winem, tv i przyjacielem u boku – to nie miłość, to przyjaźń właśnie. A to za mało na związek. Na szczęśliwy związek.
    Niestety wchodząc w relacje często mylimy miłość z sympatią, fascynacją, pożądaniem, przyjaźnią. Potem dochodzi przywiązanie, dzieci, kredyty, i po latach dziwimy się że czegoś brak. No sorry, kupujemy meble z ikei, tymczasowe i bylejakie, i oczekujemy że będą nam służyć do końca życia? I nadal będą ładne i wygodne? To tak nie działa. Jeśli godzimy się na półśrodki, z nadzieją że może się przyzwyczaimy, że jakoś to będzie, to takie są efekty jak na załączonych obrazkach. Miłość to coś więcej niż picie wina przed tv. To niekończąca się fascynacja drugim człowiekiem, chęć dania mu tego co najlepsze, stawiania go przed własnymi potrzebami – ale z własnej, nieprzymuszonej woli, to pożądanie, zrozumienie, czasem wkurwienie, i przyjaźń też. Może jestem idealistką, ale wierzę że nie należy godzić się na półśrodki. Na związek z kimś kto jest tylko wystarczajaco dobry. Bo to się nie ma prawa udać. A jesli już ktoś się decyduje, to niechże zrobi to odpowiedzialnie, i nie oczekuje uniesień po latach.

    Lubię to

  17. No to poznałam idealnego faceta. Który wciąż powtarza że chce żebym była jego przyjaciółką. Jest tylko kilka komplikacji: Jest pakistanczykiem (a oni podobno słyną z tego że dobrze udają a potem życie zamieniaja w piekło), porozumiewamy sie po angielsku którego ja sie ciągle ucze, a teraz pojechał na miesiac do ojczyzny a ja juz po tygodniu dostaje świra, nie sprzatam, leze w łóżku, ewentualnie do pracy pojde. A nie było miedzy nami ani erotycznego super wzlotu ani nic z tych rzeczy.

    Lubię to

    1. Weź się ogarnij. Jest szansa, że wszystko będzie OK, ale prawdopodobieństwo tego jest znikome. I tylko, jeśli pozostaniecie w Polsce, z dala od innych jego ziomali / islamców.
      Lepiej zacznij grać w totolotka. No, ale to Twoje życie. Ja tylko mogę dać dobrą radę, czy z niej skorzystasz, czy nie – Twoja brocha.

      Lubię to

  18. Im więcej Pana czytam, tym bardziej jestem przekonana, że jest Pan moim mentalnym bliźniakiem. Nie mówię już nawet konkretnie o tym wpisie, ale o ogóle. Za każdym razem pojawia mi się w głowie myśl „Czy ja tego już gdzieś nie czytałam? A nie, przecież ja TAK myślę..”

    Lubię to

  19. boszszszsz to jest NAJGORSZY ( i najgłupszy) grafomański tekst jaki kiedykolwiek dane było mi czytać …..brzmi jakby go napisał alkoholik na zjeździe , kiedy nie ma na tanie wino….a ludzie się zachwycają ….to coś mówi o naszym dzisiejszym poziomie edukacji ….. jedyne co poza złością mnie naszło jako refleksja to spostrzeżenie że dla społeczeństwa WSZYSTKO kolokwialnie rzecz ujmując kręci się wokół dupy…. tragifarsa …really ….tragifarsa ….a może by tak znaleźć w sobie jakąś pasję jakąś jasną stronę mocy anie tylko pogoń za …..samcem ?!

    Lubię to

    1. Aneta, ale tego nie przeskoczysz…”rozmnóż się” to imperatyw, prymitywny, powszechny…nieusuwalny poprzez rozmnażanie 🙂
      Oczywiście, rzecz się stopniuje.
      Jedni w zasadzie nie zajmują się niczym innym niż tematami „rodzinnymi” co w zasadzie oznacza kupulację i zdobywanie żarcia i kasy na skutki tej kopulacji.
      A są i tacy, co tematem w ogóle są zainteresowani słabo, czasowo albo wcale.
      Tych pierwszych jest większość. Duża większość.
      Jak ludzkość stanie się za sprawą technologii długowieczna, to i pewnie zainteresowanie seksem przeminie…a na pewno tzw. „związkami” których środek ciężkości zawsze jest pomiędzy nogami(gdyby tak nie było, po przyjacielsku ludzie tworzyliby zupełnie inne związki, innego rodzaju).

      Lubię to

  20. Fajne o nieudawaniu i mieniu wyjebane. To ja. Naprawdę mam wyjebane. Nie udaję – serio mam, odsłaniam się właśnie. A że jestem z natury introwertykiem, to nie lubię imprez, towarzystwo mnie częściej męczy niż bawi – okazji sprawdzenia teorii o wyjebaniu – daniu nie mam. I to się zgadza – mam wyjebane właśnie i dokładnie tak postępuję.
    Tak naprawdę, ktoś kto liczy na to, że będzie mu dane, traktuje wyjebanie instrumentalnie. Czyli po prostu gra rolę w teatrze życia.
    A życie polega na niczym innym jak wszystkie chwyty dozwolone w kierunku celu – zwiększenia populacji gatunku. Nawet jeśli na ostatniej prostej do owego celu miałaby się pojawić błona z lateksu, czy innego, lepszego tworzywa sztucznego. Niemniej jednak natura działa ekstensywnie – nawet najlepsza błona na tyle cienka, żeby zapewnić choćby resztki czucia raz na 1000 razy zawiedzie… Natura po prostu na ślepo wali na bramkę z nadzieją, że za którymś razem strzeli gola. A my kombinujemy jak koń pod górkę i dorabiamy do tego ideologię, romantyzm, gadki o przyjaźni, seksie, wspólnej butelce wina przed TV, świeczkach w kiszce stolcowej…

    Lubię to

  21. Mądre…tylko, że większość mężczyzn to gracze tak jak i kobiety. Byłam w 13to letnim związku i nic oparte na przyjaźni nie przetrwa… chyba, że jako sztuczny twór, wygasa pożądanie i wygasa wszystko…(dla mnie seks jest ważny). Jestem z pokolenia trzydziestolatków mam swoje pasje nie kontroluję, nie osaczam, nie manipuluje, ważne żeby czuć się tą najważniejszą, jestem szczera i nie chce zmieniać drugiej osoby a jestem sama bo mężczyźni wolą przysłowiowe „głupie blondynki” najlepiej zaraz po 20-tce. Poza tym znaleźć wolnego mężczyznę po 30tce graniczy z cudem…

    Ps jednak każdy jest inny i nie ma złotego środka na związek czy odbudowanie czegoś.

    Lubię to

    1. „mężczyźni wolą przysłowiowe „głupie blondynki” najlepiej zaraz po 20-tce”

      No bez przesady…Nie sądzę żeby mój związek z głupią -ką, niezależnie od farby na włosach, mógł przetrwać dłużej niż przysłowiową jedną noc. A już tym bardziej wczesną dwudziestką. To w ogóle inna…bajka. Raczej nawet do łóżka nie.
      Mam wrażenie że faceci którzy „wolą głupie” to po prostu faceci którzy, gdyby nie to cholerne libido, w życiu w żadne związki/rodziny by się nie pchali bo się do tego nie nadają.
      A skoro już muszą, to przynajmniej niech to nie będzie ktoś kto ich przerasta i ma wymagania, zwłaszcza intelektualno/społeczne 🙂
      W czasie gdy pisałaś „mam swoje pasje nie kontroluję, nie osaczam, nie manipuluje, ważne żeby czuć się tą najważniejszą, jestem szczera i nie chce zmieniać drugiej osoby” zapewne wielu facetów zastanawiało się dlaczego one zawsze kontrolują, osaczają etc. etc.

      Nie ma co generalizować. Zamiast tego lepiej po prostu starać się patrzeć na faceta – jaki jest, jak Cię traktuje, jak mówi o kobietach. A nie wkręcać sobie i światu że „misio jest taaaaki super” 🙂

      Lubię to

  22. Dobry tekst. Przeczytałam dwa razy, żeby lepiej dotarł. Jedyne (naprawdę jedyne) co mi tu nie odpowiada to pisanie nam, że świat bazuje na radach z poradników, że to smętne pierd*lenie, mówię głównie o tym, by kobieta dała się docenić i wymagała szacunku, a w innych wpisach sam tak „radziłeś” 🙂 no ale nie o tym chciałam najbardziej.
    Związek buduje się całe życie, więc nie da się wytyczyć rad, ponieważ każdy jest inny. I to jest moje zdanie. Ty lubisz pierogi, nie lubisz zup a Twój partner lubi pomidorową, u mnie ja lubię risotto a mój facet kotlety, ja jem mięso gotowane. Naprawdę nie ma reguł. To trzeba ustalać latami miedzy sobą. I nie chodzi o to, by dojść do perfekcjonizmu, bo czegoś takiego nigdy się nie osiągnie. Można kur*a na obiad zrobić kotleta chłopu, a sobie ugotować fileta i sprawa załatwiona. Może chi*owy przykład ale chyba każdy zrozumie.
    Jeszcze jeden zarzut. Piszesz, aby rozmawiać. Tak tak… Z tym że który facet tak szczerze, naprawę chce „rozmawiać” . Raczej to są krótkie rozmówki. Co w pracy, jak dzien minął, może jeszcze jak samopoczucie, co na obiad, kto pierwszy do łazienki, idę porobić coś z autem i takie pierdy. Rozmowa. Nie wiem jak u Was ale u mnie z partnerem to naprawde ciężkie. Przyziemne rozmowy są, tak jak pisałam wyżej, co tam jak zdrowie, przeszedł ból głowy, pomasujesz plecy itp ale nie da się zmusić do rozmowy. A przyjaźń kur*a na rozmowach polega głównie. Tyle.

    Lubię to

  23. związek musi ewoluować, bo i my się zmieniamy, a zatem temperatura w związku się zmienia, to naturalna kolej rzeczy, choć żal godzić się z tym faktem… jedyną szansą na to, żeby być ze sobą całe życie jest przyjaźń, a w przyjaźni trochę więcej się wybacza, troche mniej udaje kogoś lepszego i na więcej rzeczy przymyka się oko. jeśli miłość ma przyjacielskie fundamenty to będzie nie do ruszenia mimo etapów zimy w związku…

    Lubię to

  24. były…były… Jego deklaracje… że jestem mu bratnią duszą… i najlepszym przyjacielem… też go tak postrzegałam, mieliśmy podobne pasje, był też ten wewnętrzny ogień… i co? wybrał urodę innej, żyją razem ale osobno, nie rozmawiają, chyba rzadko uprawiają seks, ona nim gardzi, traktuje jak służącego… przestał być człowiekiem, którego znałam i kochałam – ale ładnej żony zazdroszczą mu koledzy…niech żyje życie na pokaz

    Lubię to

  25. Jak zawsze lubimy czytać Twoje artykuły. Prymitywny język, ale głębszy sens, niczym hojnie obdarzony dres z podwórka. Ale, nosz kurwa, „SPADA W DÓŁ”!? A jak inaczej może? Może jeszcze cofa do tyłu? Pcha do przodu? Fuj. Wstyd. 😛

    Lubię to

  26. Stek bzdur, wzmocnionych nieprzystającymi przekleństwami. strawiłem 1/3. I dalej nie przeszło. Współczuję Panu, Panie Piotrze, współczuję wszystkim osobom którym Pan daje rady, a jeszcze bardziej współczuję tym, którzy Pana rad posłuchają…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s