Co zostawiliście swojej/swojemu eks? Po sobie?

„Gdy moja eks opowiadała o swoim byłym, powiedziałem, że był idiotą, że zostawił taką dziewczynę. Teraz wiem, że obraziłem porządnego człowieka”. 

Lubię tego mema. Dotyka czegoś prawdziwego. 

Bo rzadko wspominamy byłych partnerów z sympatią. W końcu nie wyszło. Z czego tu się szczerzyć jak pojebany? Nie wyszło, to nie wyszło. A to błąd i zaraz wyjaśnię dlaczego. 

Czytaj dalej

Dlaczego kobiety po 30-tce nie mogą znaleźć faceta

Jeśli chodzi o związki samotnych kobiet po 30-tce, to przypominają one historię umieszczoną kiedyś w komentarzu u mnie na Fejsie. 

„Jechałam autobusem do szkoły, była piękna wiosna, więc założyłam długą, kwiecistą spódnicę na gumce. Wysiadając z autobusu zapomniałam ją chwycić i jak byłam na ostatnim schodzie, poczułam szarpnięcie i wypadłam z autobusu na chodnik, ponieważ ktoś stanął mi na tej spódnicy. Jakby tego było mało, spódnica została w autobusie, a ja w majtkach na chodniku 😀😀😀 nigdy tego nie zapomnę 😀😀

Czyli na koniec zostajesz sama, z wypiętą gołą dupą i zastanawiasz się, jak do tego mogło dojść???

Gdzie jest twoja spódnica?
Czytaj dalej

Fragment mojej nowej książki. „Solista, czyli on, ona i jego żona” 

PROLOG

Dwudziestego czwartego września o siedemnastej czterdzieści siedem furgonetka marki Mercedes Sprinter z dużą literą S w kółku na budzie (kółko czerwone, litera S również czerwona, nazywana przez lekarzy i sanitariuszy eską od „specjalistyczna karetka do przeprowadzenia reanimacji”), zwolniła gwałtownie, zjechała z ulicy Żurawiej, skręciła w Książęcą, po czym kierowca znów wcisnął gaz do dechy.

Pasażerami, poza leżącym na noszach mężczyzną, zatrzęsło niczym workiem ziemniaków.

Syrena karetki wyła, lekarkę medycyny Kamilę Lej (zwaną przez koleżanki i kolegów Pyskaczem) uwierał stanik, a facet na materacu w kolorze hiszpańskiej pomarańczy właśnie miał zawał.

– Mężczyzna, lat czterdzieści, nieleczony przewlekle, brak historii choroby. Przytomny, w pełnym kontakcie, zorientowany. Pieczenie w klatce piersiowej, ból lewego barku i kończyny górnej, ostatni posiłek wczoraj wieczorem. Kod dwa: „ból w klatce piersiowej”, czas dojazdu, Mario? – zapytała.

– Jeszcze pięć minut – odpowiedział gruby sanitariusz.

– Pięć minut – powtórzyła i westchnęła ciężko.

Nie tak miał wyglądać ten dzień. Nie tak miał wyglądać cały tydzień. O tej porze powinna być już w Alpach, i to od ładnych paru godzin. Marzyła o tym, aby spakować sprzęt i pójść w góry, gdzie niebo jest błękitne, a powietrze świeże. W miejsce, w którym nikt nie zawracałby jej przez kilka dni dupy. Kupiła sobie nawet nowy plecak i nową parę butów. Tysiąc pięćset złotych wyrzuconych w błoto.

Wakacje rozwiały się w ciągu pięciu minut rozmowy telefonicznej z ordynatorem.

– Cześć, Kami, dzwonię do ciebie ze słabą informacją. Muszę ci odwołać urlop. Bartek złamał rękę. Bardzo mi przykro, ale tylko ty nie masz dzieci…

I co z tego, że nie ma dzieci? Czy to znaczy, że pozbawiona prawa do odpoczynku??? Niezrażony ordynator ciągnął, że Bartek poszedł z jakąś dziewczyną poskakać na trampolinach, tam debil się popisywał i spadł na ryj. Ryj podrapał, rękę złamał, dziewczyny nie zaliczył, a Kamila została w Warszawie. Kurwa jego mać.

Spojrzała na pacjenta.

W sumie, jakby się zastanowić, to facet na noszach wyglądał na całkiem przystojnego. Przypominał tego gościa z boysbandu, którego słuchała piętnaście lat temu, w pierwszej klasie liceum. Jak on się nazywał? Matko Boska, zaczęły się dziury w pamięci.

No, przystojny – przyznała po namyśle. – Ale wygląda jak aktor z serialu na TVN–ie. Kamila lubiła mężczyzn, którzy wyglądali jak mężczyźni, którzy – jak by to powiedziała jej babka – śmierdzieli koniem i potem. Ten śmierdział co najwyżej ledwo przetrawionym alkoholem i drogimi perfumami.

Monitor z EKG nagle oszalał.

– Migocze. Mario dawaj elektrody! – ryknęła. Zaczęła rytmicznie uciskać klatkę piersiową leżącego. W tym samym czasie Mario oklejał go miękkimi elektrodami.

– Defibrylacja dwieście dżuli – zakomenderowała.

Pacjentem leżącym na noszach targnął prąd.

Czytaj dalej

Czy istnieje zdrowa zazdrość w związku?

Tak, tak samo jak zdrowy zestaw w Maczku. Fryteczki, Big Mac, cola i 1300 kalorii leci. 

Zazdrość jest męcząca, zazdrość niszczy. Wywołuje smutek, strach, złość frustrację, płacz, bezsenność. To denerwowanie się, co on/ona robi, gdzie robi, z kim robi, śledzenie, a do kogo pisze, a z kim rozmawia – jest w chuj męczące.

To jak coś takiego może być zdrowe? Zazdrość to po prostu sabotaż własnego związku. Ludzie opowiadają jednak przy tym kosmiczne brednie, mające to chore zjawisko usprawiedliwić. 

Czytaj dalej

Jak rozpoznać zjeba i odróżnić go od normalnego mężczyzny TYLKO DLA KOBIET

Na początku wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy. Jak chcesz ustawiać sobie życie na podstawie memów w Internecie, oraz złudzeń, to nie tutaj. Darz Bór i Szczęść Boże.

A druga rzecz?

Nie jestem miły, jestem szczery. Tak, na końcu w komentarzach możesz napisać, jak bardzo cię zawiodłem.

Czytaj dalej