15 maja Niedziela,

godzina 19.25

Nazywają mnie Relu. Kiedyś miałem telefon na ścianie. Gdy dzwonił, odbierałem, nie wiedząc, kto chce ze mną rozmawiać. Teraz jest łatwiej. Teraz wiem, kto dzwoni, bo numery się wyświetlają. Mogę nie odebrać.

Nazywają mnie Relu. Lubię bary w hotelach i lotniska. Nie lubię poznawać ludzi. Ludzie są przewartościowani. Cały czas czegoś ode mnie chcą. A ja się wtedy męczę. Ludzie cały czas opowiadają mi historie. Rzadko kiedy są w nich szczęśliwi. Zazwyczaj są bardzo nieszczęśliwi. A w barach i na lotniskach można ich tylko obserwować. Jak bakterie pod mikroskopem. Tak jest okej.

Jest maj. 19.25. Jestem w Koszalinie. Nie lubię Koszalina. Jest w pierwszej trójce najbrzydszych miast w kraju. Trójkąt bermudzki: Włocławek, Radom, Koszalin. Wielka płyta i koleiny jak tory tramwajowe ciągną się tu przez całe miasto. W tle Agnieszka śpiewa, że ona już tutaj nie mieszka. Słusznie, ja też bym się wyprowadził.

W Koszalinie jest jeden w miarę przyzwoity hotel oraz apartamenty koło dworca kolejowego. Tym razem spałem w hotelu. Chciałem dostać smażony boczek na śniadanie. Niedaleko jest stacja benzynowa, McDonald’s, Biedronka, bar z bilardem, a facet z recepcji od razu zapytał, czy jestem w delegacji. Kiedy potwierdziłem, polecił mi jakiś dom publiczny, w którym „ukraińskie agenturki” o „słodkich dupkach” miały się pobawić moimi kulami.

Podziękowałem. Chyba grzecznie. Nie mam nic przeciwko prostytutkom, to ciężko pracujące kobiety, ale nie mam ochoty na prostytutki.

Jestem Relu. Lubię whisky, zimną wódkę i zimnego szampana. Lubię dobre jedzenie, lubię rano smażony boczek i świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy, wygodne samochody, kubańskie cygara, dalekie podróże. Nie lubię zupy mlecznej.

Mam na sobie ręcznie szyty szary garnitur od krakowskiego krawca Turbasy. Jeśli chcesz budzić zaufanie, włóż szary albo granatowy garnitur z niebieskimi koszulami i stonowanymi krawatami. Jeśli chcesz kogoś rozproszyć w trakcie rozmowy, zakładasz krawat w paski. Jeśli chcesz dominować, zakładasz krawat w mocnym kolorze, czerwony albo żółty. Masz mocno zaciśnięty węzeł? Przywiązujesz uwagę do detali.

Na stopach mam czarne, gładkie oxfordy od warszawskiego szewca Kielmana z ulicy Chmielnej. Drugie, takie same, leżą na górze w prawidłach. Buty muszą odpoczywać przez dwadzieścia cztery godziny po każdym użyciu. Ludzie nie. Ludzie są widać bardziej wytrzymali.

Jestem w barze, siedzę przy stoliku, mam przy sobie „Gazetę Wyborczą”, ale nie czytam. Gazeta jest na wypadek, gdyby ktoś chciał ze mną rozmawiać. Nie lubię, kiedy ludzie chcą ze mną rozmawiać.

Zamiast żołądka mam napięty do granic możliwości bukłak, w którym chlupocze kawa z mlekiem ze stacji Orlen, jeden red bull, zjedzony w pośpiechu schabowy z ziemniakami w gospodzie krytej strzechą przy drodze krajowej. Na szczęście nie zjadłem żurku, za żurek podziękowałem. Nie lubię zup z torebki. Czy to taki problem wziąć trochę razowej mąki żytniej i zrobić zakwas? Czy w tym świecie wszystko musi być w wersji instant?

Oczy mam czerwone, a pod nimi wory kończące się na pierwszy rzut oka mniej więcej w połowie twarzy. I to tylko dlatego, że dalej zasłaniała je broda.

Wyglądam jak nieboszczyk. Jestem nieboszczykiem? Szczypię się w rękę. Boli. Jeśli boli, to żyję.

Przed chwilą oddałem do hotelowego sejfu paczkę zapakowaną w brązowy papier i starannie oklejoną brązową taśmą. Wygląda niepozornie. Jak przesyłka ekonomiczna Poczty Polskiej. Nie chciałem jej trzymać w hotelowym pokoju. Paczka waży cztery i pół kilograma. W środku jest dwa tysiące dwieście pięćdziesiąt banknotów po dwieście złotych. Jeszcze godzinę temu miałem drugą, niemal identyczną paczkę. Obie trzymałem w skórzanej, staromodnej torbie, która przypomina te używane kiedyś przez lekarzy jeżdżących do pacjentów z domowymi wizytami.

Za tę torbę dałem półtora tysiąca złotych. Lubię ją. Jest zapinana skórzanymi krótkimi pasami. Wygląda staroświecko i elegancko.

Rano wracam do Warszawy. Powinienem wrócić do pokoju i się położyć. Rozłożyć hotelowe zasłony. Zdjąć sztywny gors koszuli, zdjąć swój luksusowy garnitur, wsadzić buty w prawidła, stanąć pod prysznicem, zdjąć narzutę, na którą onanizowały się setki osób. Widziałem to na kanale National Geographic. W ultrafiolecie pokazywali ślady nasienia na rzadko pranych narzutach hotelowych. Przykryć się kołdrą okrywającą wcześniej setki osób. I zasnąć.

Bez snów.

nowe-zycie
Rysunek: porysunki

Jestem Relu. Na razie zamówiłem trzecią whisky. Aby się wyleczyć. Aby wyleczyć chory żołądek.

Barmanka jest nieco otyłą szatynką z czarnym lakierem na paznokciach, czerwonymi ustami i całkiem sporym biustem, którego fragmenty racjonuje mi przy każdym wypełnianiu szklanki lodem i szkocką. Czasami pół piersi. A czasami więcej. Ma stanik, który ten biust podnosi. Ma białą koszulę, rozpiętą o jeden guzik za dużo. Już wiedziałem, że dostanie ode mnie duży napiwek. Ona też o tym wiedziała. Myliła się jednak co do powodu.

Byłem gotów się założyć, że pod tą koszulą ma wytatuowanego motyla, jakiegoś ptaka albo napis: „Mateusz forever”. A Mateusz jest dresiarzem w starym bmw, chodzi w bluzie z kapturem i w butach z fajką. Giba się na boki na ławce przed blokiem niczym gibon i pije piwo marki VIP albo Perła.

W swojej pracy widywałem takie kobiety. Zazwyczaj po drugiej stronie kontuaru. Polska B i C. Pokolenie biedoty, wykształconej w lokalnych zawodówkach i wyższych szkołach gotowania na gazie. Kasy w sklepach, półki w OBI, budowy, roznoszenie ulotek i bary z kebabem. Marzenia: bycie manago w McDonaldzie. Wiecznie na granicy ryzyka, na czarno albo na zleceniu. Współczesna pańszczyzna, jarzmo trudne do zrzucenia. Mieszkanie z rodzicami, meblościanka, a w środku za szklaną witryną słonie z podniesioną trąbą. Te z opuszczoną przynoszą pecha.

W piątek i sobotę jest dyskoteka, sześć piw i seks w samochodzie. Gdy jest ciepło, ona jest oparta o maskę. Jeśli to się powtarza często, to ona jest łatwa. Później jest test ciążowy, ślub – bo tak wypada i babcia się obrazi. Przeprowadzka do rodziców. Jego lub jej. Częściej jej. Pojawia się dziecko, w sobotę jest grill, on stuka jakieś młode dresiary, ona tyje. Bieda rodzi biedę, schemat rodzi schemat, powtarzany przez ich potomka upasionego na snickersach. Cały czas jest źle, wszyscy mają lepiej, ale i tak nikomu nie chce się zmienić swojego życia. O twoich szansach w życiu w coraz większym stopniu decyduje to, kim byli twoi rodzice, a nie twoje IQ. Jak w średniowieczu. Barmanka miała dostać ode mnie napiwek. Ale nie za piersi. Choć jej piersi były bardzo dobre. Miała go dostać, abym ja poczuł się lepiej.

***

Przy oknie siedzą dwaj biznesmeni koło pięćdziesiątki. Jeden jest z wąsem, drugi bez wąsa. Ten z wąsem jest szczupły, wysoki, obcięty na jeża i lekko zgarbiony. Wygląda jak sęp albo przedsiębiorca pogrzebowy. Drugi jest niższy, blady, piegowaty i rudawy. Ma za ciasną koszulę, przez którą przebija się brzuch. Piją czystą pod sok porzeczkowy i zakąszają orzeszkami na przemian z czipsami. Rytualnie co jakiś czas serwetkami ocierają twarze z potu. Właściwie nie rozmawiają. Piją szybko. Kolejka za kolejką. Stara socjalistyczna szkoła. Chyba brakuje im meduzy, śledzia i ogórków. Ale i tak mają dobry wieczór.

Obok nich są trzy kobiety zawieszone między czterdziestym którymś a pięćdziesiątym którymś rokiem życia. Dwie blondyny i jedna czarna. Hybryda na paznokciach, raz w miesiącu wstrzykiwane osocze małopłytkowe, żeby wyglądać dziesięć lat młodziej, rzęsy z norki, fryzjer co dwa tygodnie, a farba skrywająca siwe włosy koniecznie z olaplexem; wtedy nie niszczy włosów. Nie zwracają uwagi na swoich rówieśników. Szukają cały czas wzrokiem seksownego dwudziestoletniego kelnera, który podaje im drogie słodkie koktajle z parasolką. Mają nadzieję, że wejdzie w ich rubensowskie powłoki dwudziestoletnim penisem, doprowadzi przywiędłe, obwieszone złotem ciała do zgięcia się w łuk, pogryzie im wargi, zejdzie ustami między ich uda. A gdy wstaną rano po nieprzespanej nocy, okaże się, że wygładził im zmarszczki w kącikach oczu lepiej niż najskuteczniejszy kwas hialuronowy.

Boją się, że dłonie ich mężów będą ostatnimi, które je dotkną. Chcą się czuć pożądane. Jeszcze raz, jeszcze przez moment, jeszcze przez piętnaście minut, jeszcze uciekając przed czymś, co jest dla kobiety gorsze niż śmierć, czyli starością. Rzucają resztki swojej urody, zakładając krótkie spódniczki, pokazując uda wyćwiczone w drogim fitness clubie z trenerem personalnym, błyskając biustem i karminową szminką po to, aby wabić do siebie młodych mężczyzn z prekariatu.

Ich czas miał nastąpić, kiedy zrobi się ciemno, kiedy zmierzch ukryje to, co już do pokazania się nie nadaje, kiedy w półmroku hotelowego światła będą mogły zrzucić z siebie drogą bieliznę.

Tyle że kelner jest jeden, a one trzy. Więc gadają, ale od czasu do czasu każda łypie w jego kierunku, wypina piersi, poprawia ręką włosy, gapi mu się na krocze i chichocze zachęcająco, usiłując przebić koleżankę.

Były razem, ale grały solo. Wybierz mnie, wybierz mnie, WYBIERZ MNIE.

Kelner to widzi. Kelner to czuje. Ale one nie wiedzą i ja też nie, że on ma w głowie pewną drobną osiemnastolatkę, którą poznał trzy miesiące temu i która sprawiła, że cały czas jest mężczyzną jednej kobiety i innej nie chce. I on też nie wie, że jego osiemnastolatka, kiedy on teraz siedzi na swojej zmianie, zdradza go z jego własnym kumplem, który jest o tyle lepszy, że jest muzykiem, że rapuje, a kobiety zawsze lubią oddawać się artystom, bo to je uwzniośla i razem z nasieniem przechodzi na nie część ich chwały.

Za mniej więcej dwa miesiące ta jeszcze nie kobieta, a już nie dziewczyna zajdzie w ciążę. I nie będzie za specjalnie nawet wiedzieć z którym, i będzie się zastanawiać, co dalej.

Ale to później, jeszcze nie teraz.

***

W barze jest młody mężczyzna w niebieskim garniturze o starannie ułożonych brylantyną włosach. Widziałem ten jasnoniebieski garnitur w ubiegłym roku w Vistuli, kosztował osiemset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych i dziewięćdziesiąt groszy w promocji, minąłem go bez słowa. Nigdy bym nie założył takiego garnituru. Mężczyzna ma buty ciemnobrązowe, starannie wypastowane, lśniące. Koszula biała, krawat granatowy w biało-czerwone pasy, obowiązkowa poszetka w brustaszy. Głowa wysoko podniesiona, w ręku biała filiżanka, pije kawę. Najmniejszy palec wystawiony do przodu i sterczący. Wygląda trochę jak prezenter telewizyjny, trochę jak początkujący mówca motywacyjny. Garnitur ponoć dobrze leży w trzecim pokoleniu. On jest pierwszym. Ale stara się, to już coś.

Blondyn patrzy na ładną blondynkę. Ja na nią nie patrzę, co najwyżej zerkam od czasu do czasu, bo siedzi mi za plecami.

Blondynka wybrała stolik pod żółtą ścianą, na której wisi tani landszaft z kucem i żołnierzem (Polska, dziewica, Bóg, honor, Matka Polka na pomniku, zawsze dziewica, jak daje, to powściągliwie i raz na miesiąc. Wysyła swojego faceta na wojny, on ginie, ona zostaje w żałobie i przez resztę życia, upamiętniając tego jedynego, nie rozkłada ud i instaluje tam szwajcarski zamek od sejfu).

Blondynka siedzi sama, pije zimną wódkę z wodą i cytryną i maże piórem na stercie komputerowych wydruków. Na stopach nosi buty na niewysokim obcasie. Na tyle niewysokim, aby chodzić bez problemów. Na tyle wysokim, aby podkreślić nogi. Spódnicę ma jakieś dziesięć centymetrów przed kolana. Cienkie pęciny. Nie, to konie mają pęciny. Jej nogi są po prostu długie, szczupłe i gładkie. Siedząc z nogą założoną na nogę, pokazuje kawałek uda. Włosy długie. Opadają jej na plecy. Oczy zielone, wystające kości policzkowe, usta niewielkie, ale dolna warga duża. Pompowana? Chyba nie, chyba tak naturalnie. Ciemnoczerwona szminka na ustach. Pachnie pieniędzmi. I może kogoś może zmylić jej sukienka wyglądająca jak z taniej sieciówki. Ale jej włosy są świetnie obcięte i doskonale ułożone. Nawet jeśli farbowane, to tego nie widać. Kobieta ma skórzane, nie plastikowe, buty. Na ręce drogi zegarek. Bransoletkę z Pandory.

Niebieski garnitur obserwuje ją łapczywie. Patrzę na niego i wiem, że szuka w głowie słów, którymi mógłby ją przekonać do seksu, bo przecież żyjemy w czasach, w których wymiana śliny między ludźmi o niczym nie świadczy. Jest jak fitness albo zumba, tylko że bez majtek, a po treningu wszyscy się myją i wracają do domu.

Mężczyzna szuka w swojej głowie kłamstw. Kłamstwa mogą być jednak dobre, czyli przekonujące, i złe, czyli nieprzekonujące.

Mężczyźni obiecują kobietom różne rzeczy, których nie mają zamiaru dotrzymać, tylko po to, aby na chwilę zdjąć im majtki.

Kocham (twój tyłek).

Tęsknię (za twoimi piersiami).

Śniłaś mi się (jak dobrze operowałaś ustami).

Nigdy cię nie opuszczę (do momentu, aż dojdę).

Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie (moim zdaniem w tej sukience wyglądasz jak absolwentka dyskoteki, ale skoro dobrze ruszasz biodrami, a ja nie mogę być z kimś innym, to poudawajmy jeszcze trochę, że jest nam razem dobrze, okej?).

Mężczyźni chcą wypełnić inne ciała. Kobiety chcą, aby ktoś wypełnił ich duszę. Nadał ich pustce sens. Ale miłości nie ma. Są tylko złudzenia, którymi ściągamy się do łóżka.

***

unnamed

Rysunek: porysunki

Patrzę na zegarek na swoim przegubie. Zegarek nie jest drogi. Jest bardzo drogi. To Breitling Chronomat GMT Automatic na skórzanym pasku. Jest 19.40. Piję. Whisky jest delikatna, słodowa, pachnie jabłkiem i cytrusem. Kiwam ręką. Barmanka skwapliwie nalewa mi kolejną porcję. Nie powinienem już pić. Za dużo piłem dzisiaj. Rano jadę z tego miasta. Mam nadzieję, że nie wrócę tu zbyt szybko. Chcę się upić. Nie mogę się upić. Rano mam zjeść jajecznicę na boczku, napić się kawy z mlekiem, bo dzięki mleku jest zdrowsza dla żołądka, zjeść francuskiego rogala z masłem i powidłami, wrzucić swój neseser do bagażnika i jechać do Warszawy.

Niebieski garnitur przełyka ślinę, zbiera się na odwagę, usiłuje coś powiedzieć. Chce być bogiem seksu. Chce, aby kobiety służyły mu swoimi ciałami. Chce, aby blondynka służyła mu swoim. Więc wstaje, idzie, uśmiecha się z daleka. Wszystko, czego pragnie, jest po drugiej stronie strachu.

– Puk, puk – mówi. Głos ma zaskakująco sympatyczny.

– Kto tam? – pyta uprzejmie blondyna.

Ja słucham. Barmanka słucha. Kelner nie słucha, nie może słuchać, jest za daleko.

– Pukanko – wyjaśnia niebieski garnitur i się uśmiecha.

Blondynka wie, że jest ładna, a jak o to zadba, to piękna. A ten mężczyzna mógłby się nawet jej spodobać. Mógłby ją pociągać, bo ma mocno zarysowany podbródek, duże oczy i silne ręce.

– Jak masz na imię?

– Aldona – odpowiada ponuro.

– Jestem Antek. Mogę postawić ci drinka? – pyta on.

– Nie piję.

On patrzy zdziwiony na jej szklankę.

– To wódka. – Pokazuje na szkło.

– W sumie to nie wiem. Kiedy mi nalewali, butelka była już otwarta – odpowiada blondynka.

Garnitur baranieje.

– Kłamczuszka – mówi w końcu.

Blondynka pociąga soczysty łyk ze swojej szklanki, uśmiecha się do niego szatańsko.

– Mężczyźni zawsze kłamią. Dlaczego nam nie wolno? Kłamanie to najlepsza rozrywka kobiety – mówi. – Poza zrzucaniem z siebie ciuchów.

Jest okrutna. Niebieski garnitur nie nadąża. Jego skrypt nie przewiduje takiej odpowiedzi.

– Może zrzucisz je przede mną? – próbuje jeszcze.

Barmanka prycha pod nosem z lekceważeniem. Ja nie prycham. Trochę mi go żal. Trochę jestem zażenowany. Blondynka udaje cień zainteresowania, udaje, że zastanawia się przez chwilę, a w końcu odpowiada:

– Na świecie nie ma tyle alkoholu.

Niebieski garnitur nie wie, co robić dalej. Czuje się upokorzony, czuje się wściekły. Stoi przez moment w miejscu i w końcu odchodzi do swojego stolika.

Barmanka uśmiecha się, ale niezbyt szeroko. Nie takie rzeczy tu widziała, nie takie rzeczy jeszcze zobaczy. Blondynka siedzi dalej nad swoimi wydrukami.

Odwracam głowę w innym kierunku. Piję.

Kiedyś, w podobnym barze, na drugim końcu kraju, pewna bardzo ładna pani z lekko rozmazanym makijażem opowiedziała mi, że najbardziej nieprzystępna kobieta to taka, która pamięta, że ma nieogolone nogi i okolice bikini. Bałagan w mieszkaniu się już nie liczy. Bałagan liczył się dekadę temu. A później wyszła z takim Włochem, który cierpliwie czekał, aż ona się upije.

Najlepszy sposób na kobiety miał porucznik Dimitrij Rżewski. Porucznik Rżewski usłyszał, że aby poznać kobietę, trzeba do niej podejść (swobodnie i męsko), porozmawiać o pogodzie i się przedstawić. Pewnego dnia porucznik Rżewski spotkał dziewczę cudnej urody. Dziewczę spacerowało z psem. W oryginale był to pudel, ale biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, byłby to pewnie yorkshire terrier. Podszedł do kobiety, z całej siły kopnął psa w dupę i zagaił: „Nisko leci. Chyba na deszcz… Nawiasem mówiąc, niech pani pozwoli się przedstawić: porucznik Rżewski”.

***

– Macie tutaj jakieś kanapki? – Blondynka zaczepia kelnera.

– Tuńczyk, kurczak albo żółty ser – wymienia. – Co podać?

Zawahała się.

– A może przyniosę pani całą kartę? – zaproponował kelner. Zniknął na zapleczu.

Blondynka się zastanawia. A ja bardziej niż ona wiem, że powinna się zastanawiać jeszcze bardziej rozważnie. Byłem tutaj pięć albo sześć razy. Wiedziałem, że tutejszy kurczak smakuje jak opona od traktora, z tą różnicą, że jest jeszcze suchy i łykowaty. I odbija się tak strasznie, że żaden alkohol nie pomoże. Po tuńczyku dwa razy miałem ostre sranie i spędziłem wieczór w pozycji skoczka narciarskiego. Nie wierzę w przypadki.

Pociągnąłem solidny łyk ze szklanki. Nie miałem ochoty na rozmowę. Nawet z ładną blondynką. Jakoś sobie poradzi, prawda? Są na świecie większe problemy niż sraczka. Jej stolik jest tuż przy barze. Jakiś metr dwadzieścia ode mnie.

unnamed-1
Rysunek: porysunki

– Dobry wieczór – mówię do niej i sam się sobie dziwię.

Ona nie. Statystycznie rzecz biorąc, samotna kobieta w barze przyzwyczajona jest do tego, że zaczepiają ją obcy mężczyźni.

– Dobry wieczór – odpowiada.

– Jest pani głodna – stwierdzam.

– Trochę.

Przekrzywia nieco głowę na bok, traktując mnie widać jak ciekawego chrząszcza.

– Nie jadłbym z rybą – radzę. Wydaje mi się, że uprzejmie. Tak, jak na mnie to uprzejmie.

Blondynka patrzy na mnie badawczo.

– Dlaczego? – pyta.

Zastanawiam się chwilę, co jej odpowiedzieć i nadal pozostać kulturalnym mężczyzną, w dobrym garniturze, w wypastowanych starannie butach.

– Tuńczyk będzie się pani odbijał przez pół nocy – wyjaśniam w końcu.

Chyba chwyciło, bo kiwa głową ze zrozumieniem.

– Kurczak? – próbuje.

– Resztki z obiadu. Kucharzowi udaje się uzyskać coś, co jest gumowe i suche jednocześnie. Ratują to majonezem. Ale to nie jest dobry majonez.

– Widzę, że często tu pan bywa.

– Za często.

Biorę gazetę i ją otwieram. Artykuł jest o strajku szykującym się na Poczcie Polskiej. Pracownice okienek narzekają w nim, że zarabiają mniej niż kasjerki w Biedronce.

Blondynka zamawia kanapkę z serem, wyciskany sok z pomarańczy oraz jeszcze jedną wódkę. Kelner przyjmuje zamówienie, facet w niebieskim garniturze wypija jednym haustem resztkę swojej kawy, odsuwa krzesło. Nie dosuwa go z powrotem, odchodzi, rzuca mi jeszcze tylko spojrzenie pełne zawiści. Nie rozumiem dlaczego.

Blondynka nie zwraca na niego uwagi. Je kanapkę. Żuje ją jak za karę. W końcu się poddaje. Zostawia połowę na talerzu.

– Dziękuję za radę.

Pociągam kolejny łyk. Depresja pojawia się w momencie, kiedy pijesz i alkohol już na nic ci nie pomaga. Nie mam depresji. Lubię pić.

– Nie ma za co – odpowiadam w końcu.

Wracam do gazety. Czytam, że OECD wymaga od nas podniesienia podatków, bo wydatki publiczne są zbyt rozbuchane. W tekście wypowiada się kilku zatroskanych ekspertów, którzy do pracy dojeżdżają volvo albo subaru w najwyższej konfiguracji, mieszkają w przyjemnych apartamentach na warszawskim Powiślu, a ich myśli skupiają się wokół prywatnych szkół dla dzieci, kochanek i wakacji na Bali. W tekście są zatroskani. W tekście apelują o społeczną solidarność.

– Dlaczego pan się zatrzymuje w tym hotelu, skoro jest tak kiepski? – pyta ona.

– Słucham?

– Dlaczego zatrzymuje się pan w tym hotelu, skoro jest tak kiepski?

– Dla boczku. Podają tu rano smażony boczek – wyjaśniam spokojnie.

Nie wracam do gazety. Nie mogę wrócić do gazety, kiedy ta kobieta mnie o coś pyta. To byłoby nieuprzejme. Człowiek dobrze wychowany ma się odnaleźć we wszystkich okolicznościach życia.

– Wiesz pan, co rozczarowuje kobiety?

Patrzę na nią. Oceniam, że jest nieco pijana. Później zastanawiam się nad jej pytaniem i odpowiadam w końcu:

– Metr dziewięćdziesiąt. Dziesięć centymetrów. Tysiąc pięćset netto.

Kobieta się śmieje.

– Kobiety są w stanie wybaczyć tysiąc pięćset na rękę. Kobiety są w stanie dużo wybaczyć mężczyznom pod warunkiem, że ich kochają. Kobiety są w stanie wszystko zrobić dla miłości. Ale zawsze są rozczarowane brakiem zainteresowania – mówi blondynka, a ja kiwam głową ze zrozumieniem.

Po prostu jest zaciekawiona. Po prostu jesteśmy w barze. Bar ma swoje prawa. Po prostu mężczyźni są zawsze dla niej dyspozycyjni. Nie dziwi mnie to. Kiedyś pewnie też byłbym dyspozycyjny.

porno
Rysunek: porysunki

– Co tutaj robisz?

– Dopieszczam ludzi.

– Jesteś prostytutką? – pyta.

– Jak każdy w Warszawie – odpowiadam.

– Marta – łże blondynka i podnosi swoją wódkę z cytryną.

– Teodor – łżę ja, choć nie lubię, i podnoszę swoją szklankę.

Jestem Relu. Przyjechałem tu pracować. Im mniej osób o tym wie, tym lepiej. Ta blondynka kojarzy mi się z wakacjami. Z błękitnym niebem, białym piaskiem na wydmach w Łebie. Na tych wydmach zazwyczaj były młode dziewczyny w krótkich dżinsowych spodenkach i z długimi blond włosami.

A później zdejmowały te spodenki. Nosiły skąpe bikini. Ich pocałunki były słodkie i wilgotne. Usta smakowały tanim błyszczykiem. Skóra była nagrzana od sierpniowego słońca. Włosy targał wiatr. Miały ziarna piasku na płaskich brzuchach, na udach i na stopach. Gdy się uśmiechały, lśniły ich białe zęby. Ta biel odcinała się od opalonych twarzy. Kiedy o tym myślę, czuję w lędźwiach tęsknotę za tym, co było. Za tym, czego już nie będzie.

Ta kobieta była kiedyś taką dziewczyną na piasku.

Blondynka, która chce, aby nazywać ją Martą, mówi, że kiedy kobieta ma więcej niż dwadzieścia pięć lat, to żadne słowa faceta nie są w stanie jej zaskoczyć.

Pije swojego drinka i cedzi nagle udawanym basem:

– „Chodź, pokażę ci małe kotki”. „Zerżnąłbym cię nawet na trzeźwo”. „Byłaś kiedyś na Kubie?” „Nie”. „Cześć, Kuba jestem”. I moje ulubione: „Widzę, że lubisz wpierdalać. Coś nas łączy”. Akurat jadłam hamburgera z frytkami – wyjaśnia.

– Ładne – przyznaję. – Podoba mi się. Jest w tym pewna szczerość.

Kobieta umiera, kiedy odchodzi jej młodość. Ile czasu ci jeszcze zostało, Marto? Piętnaście lat? Może nawet dwadzieścia. Ma typ urody, który bardzo wolno się starzeje.

– Pozwoliłam mu postawić sobie drinka. Temu od kotków również. Ach, i oczywiście zapomniałabym o takim jednym, który podszedł, stanął obok, spojrzał i powiedział: „Masz linijkę? To odmierz dwadzieścia jeden centymetrów”. Niestety, brakowało mu dwóch zębów z przodu. Powiedział, że wybili mu, jak był w więzieniu.

Tym razem śmiejemy się obydwoje.

– Najgorszy jest typ: postawię ci, bo mnie stać, bejbe – zauważyła. – Jak byłam w ubiegłym roku w klubie w Berlinie, podszedł do mnie łysy, z brodą, w garniturze. Dość wysoki. Razem nawet to dobrze wyglądało. Pyta: „Jesteś Szwedką?”. „Polką”. „Super! Seks?” „Eee… Nie?…” „Dlaczego? Mam pieniądze”.

Barmanka wyszła na chwilę. Kelner zapytał, czy chcę jeszcze.

Jasne, proszę.

– Jeszcze jedną wódkę z cytryną – powiedziała blondynka.

Kelner uwinął się migiem. Ładne kobiety mają swoje przywileje.

Barmanka wróciła, wyciera teraz kawałek dalej suchą ścierką kieliszki, żeby dobrze się błyszczały, żeby nie miały żadnej plamki.

Pytam blondynkę, czym się zajmuje. Mówi, że wykonuje najbardziej obsceniczny zawód świata.

– Jesteś prawnikiem?

– Nie. Ale ciepło.

– Lekarzem – stwierdzam i gratuluję jej szczerze. Wyrażam opinię, że jeśli ktoś miałby mi wtykać palec w odbyt, wolałbym ładną dwudziestosiedmiolatkę niż wielkiego, owłosionego niczym orangutan lekarza o łapach z żyłami jak cumy okrętowe.

– To wcale nie zawsze wygląda tak fajnie, jak to Brazzers czy inny Red Tube wymyślił – odpowiada. – Że wchodzi lekarka, ma pod fartuchem bieliznę i pończochy, zdejmuje facetowi spodnie od piżamy, a on ma największego, jakiego w życiu widziała. Wyobraź sobie, że trafiasz do szpitala z czymkolwiek mało romantycznym. Przychodzi do ciebie taka dziewczynka jak ja i pierwsze, co robi, to wsadza ci palec w tyłek, bez żadnego wstępu. Ja z reguły się przedstawiam, ale mało kto to robi. Potem stwierdzam, że trzeba ci umieścić cewnik. Mimo fajnej okolicy to wsadzanie cewnika nie jest fajne. I co? Czar pryska – stwierdza.

15 maja

Niedziela, godzina 21.23

szczescie

Rysunek: porysunki

Wypiłem kolejną whisky. Odstawiłem szklankę i podjąłem decyzję, że ta jest ostatnia. Zamówiłem u barmanki gazowaną wodę. Bez lodu. Bez cytryny.

Przedsiębiorcy budowlani skończyli butelkę wódki i wyszli. Jedna z rubensowskich kobiet poszła chwiejnym krokiem do toalety. Długo jej nie było, wróciła blada. Jej koleżanka poszła ją teraz odprowadzić do pokoju. Podtrzymując w pasie. Trzecia kobieta została przy stoliku.

Zawołała kelnera, długo wypytywała go o różne drinki i potrawy. Poprawia włosy. Wyjaśnia, że jest tutaj przejazdem z koleżankami, jest właścicielką spa, błota, solaria, hydroterapie, zatrudnia dwanaście osób, ich specjalność to masaże i ona czasem też masuje, ale tylko specjalnych gości, którzy zaraz po tym masażu czują się jak nowo narodzeni. I że pokój numer dwadzieścia cztery w tym hotelu jest całkiem sympatyczny, łóżka mają bardzo wygodne, a ona przed snem chce się napić kieliszek szampana i nawet ma schłodzoną butelkę. A tak w ogóle to dawno nie miała nic konkretnego w ustach. A lubi grube rzeczy. Jak pasztetowa czy salami. Ale niestety dawno nie była w mięsnym. Zbyt dawno. Czy może on jest w stanie jej jakoś pomóc? Kelner uśmiecha się tajemniczo. Ale mówi mało i odpowiada niekonkretnie. Jakby nie mógł się zdecydować, czego chce. Nie potrafi się zgodzić. Nie potrafi jednak też odmówić.

Blondynka mi się podoba, bo jestem pijany. Nie powinna mi się podobać. Uśmiecham się do niej. Odpowiada śladem uśmiechu.

sprzatanie
Rysunek: porysunki

Nie wiem wielu rzeczy.

Że Marta tak naprawdę ma na imię Lidka. I mieszka we Wrocławiu. Chodzi po szpitalu w białym, dopasowanym fartuchu i czerwonych conversach, a cała fala mężczyzn patrzy na nią z pożądaniem. Ale ona nie chce wszystkich mężczyzn, ona chce jednego, którego poznała rok temu na festiwalu Open’er, podczas występu zespołu The Vaccines, który chciała zobaczyć tylko dlatego, że spodobała się jej nazwa.

On był/jest fotografem. Podszedł do niej i nie było żadnego „nie wypada”, „nie można”, spojrzał jej w oczy, podniósł niewielki aparat marki Leica i zrobił jej zdjęcie, później następne, a zrobił to tak, jakby ją rozbierał, i czuła się naga.

A potem faktycznie ją rozebrał.

Żaden głupiec. Żaden facet-miś, facet-przyjaciel, facet-chłopiec, tylko facet-facet.

Jeździł na czarnym, wielkim motorze o litrowej pojemności. Na twarzy miał ślady czarnego zarostu, tak silnego, że właściwie powinien się golić rano i wieczorem.

Ona ma silny charakterek, więc facet-facet musiał mieć jeszcze silniejszy.

To była wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Było ekstra. Było wesoło. Było tak, jak powinno być. On przyjeżdżał do niej, czasami nawet co drugi weekend, raz w miesiącu najrzadziej, i dzwonili do siebie prawie codziennie. Jaka była z nich dumna, że tak dają radę tworzyć związek na odległość!

W Koszalinie zjawiła się przez tego mężczyznę. Chciała mu zrobić niespodziankę, przyjechała pociągiem, żeby wyskoczyć jak ten królik z kapelusza. Dotarła do jego mieszkania. A wcześniej w damskiej toalecie na paskudnym dworcu długo poprawiała makijaż. Zadzwoniła do jego drzwi, odtwarzając w wyobraźni sekwencję wydarzeń, w której będzie przy ścianie, a później na podłodze, a jeszcze później to się zobaczy. Na pewno pod prysznicem.

Zamiast niego otworzyła jej młoda dziewczyna ubrana tylko w męską koszulę. Bardzo ładna dziewczyna, musiała przyznać, o białej skórze i małych piersiach.

Lidka odwróciła się na pięcie i bez słowa poszła na dworzec łapać pociąg powrotny. Tyle że pociąg był dopiero rano.

Wylądowała w hotelu, on dzwonił i przepraszał, że to nikt ważny, taka dziewczyna na chwilę, ale ona nie chciała słuchać jego przeprosin, bo w tym momencie do krawężnika na chodniku miała większe zaufanie niż do facetów.

Chciała tylko upić się z rozpaczy.

I piła, i czytała sterty notatek, które miały ją uczynić pełnoprawną panią doktor, i mazała po nich długopisem, a w środku czuła, jak zamiast serca rosła w niej wielka czarna dziura.

– Nie możesz się umawiać z lekarzami? – pytam.

– Nie rozśmieszaj mnie! – Wzrusza ramionami. – Panowie doktorstwo: wiek trzydzieści dziewięć i pół, zazwyczaj turbosamochód, zazwyczaj w domu już gotuje i pierze przepiękna żona i biegają przepiękne dzieci. Pan doktor jest przystojny, szczupły, wysportowany, błyszczy wiedzą i żartem. Zaczyna od tego, że chce zaimponować, najpierw wiedzą. Więc się popisuje przed studentką, czego to on nie wie, i wyłapuje, czy studentka jest zainteresowana jego specjalizacją. Powiedzmy, że jest. No to zaczyna czarować: „Mogę panią nauczyć robić to i tamto, może pani wpaść na dyżur, to pokażę pani taki czy inny zabieg, nauczę panią”. Studentka się zgadza, podekscytowana, że nauczy się medycyny. Pan doktor szybciutko przechodzi na ty, zamiast nauki zawodu są rozmowy o życiu, planach. Oczywiście pan doktor bardzo chętnie odwiezie panią studentkę do domu, bo przecież ma taki ekstrasamochód.

Blondynka patrzy na moje dłonie. Od kciuka do palca wskazującego na prawej dłoni mam bliznę. To ślad po wypadku na rowerze, kiedy byłem dzieckiem. Jeździliśmy po placu, bawiąc się w berka. Przewróciłem się prosto na żwir. Nie pamiętam już prawie nic z czasów, kiedy byłem dzieckiem, ale tę chwilę tak. Musiała być dla mnie ważna.

– Później jest zawsze prezentacja samochodu, czyli jedziemy bardzo szybko i jest brum, brum! Tyle że po roku pracy kupię sobie lepszy, więc panowie lekarze tak bardzo w ten samochód nie idą, bo wiedzą, że też mnie będzie stać. No i teraz jest moment, kiedy on pyta o numer. „Jakby był ciekawy przypadek, to dam znać. Wpadniesz, przeanalizujemy wspólnie”. Wieczorem już jest pierwszy SMS zwiadowczy, zazwyczaj z lekkim flirtem, ale jeszcze w miarę. Na drugi dzień jawny flirt, wieczorem konkretna propozycja. Dramat – ocenia. – Wydaje mi się, że dziewięćdziesiąt procent lekarzy zdradza swoje żony. Nie wyjdę za lekarza, never. Ja miałam dobrą lekcję, bo żona doktorka zorientowała się, co się święci po SMS-ie zwiadowczym, i na drugi dzień rano już czekała zapłakana na korytarzu. Widok – dla mnie trauma, jestem młodociana, jeszcze nie taka zepsuta i podziałało. Ale na pięć innych nie podziała.

– Co ci napisał?

– Zwiadowczo zazwyczaj jest coś w stylu: bardzo miło spędziłem z tobą czas/przypomniałem sobie, jak to jest być młodym/powiew młodości i świeżości/przypomniałaś mi, jaka medycyna jest fascynująca, chce ci przekazać jak najwięcej, będziesz fantastycznym lekarzem/bla, bla, bla, masz piękne oczy. A ona, stojąc przede mną, beczała, że nie ma pracy, ma trójkę dzieci, kocha męża i żebym tego nie niszczyła, bo gdzie ona pójdzie i co zrobi bez niego? Oni zazwyczaj nie żenią się z lekarkami, bo nie chcą mieć w domu konkurencji, wolą znaleźć jakąś szarą myszkę, która im ugotuje, posprząta, a przede wszystkim będzie bardzo wdzięczna za cudowną złotą rękę, która pozwala jej żyć na wysokiej stopie. Taka będzie oddana i nie podskoczy, bo wie, że bez mężusia świat się skończy.

zrzut-ekranu-2016-09-17-o-07-20-15

Brud

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-346-3

© Piotr C. i Wydawnictwo Novae Res 2016

83 uwagi do wpisu “Każdy kryje w sobie jakiś BRUD

  1. Nawiązując do cytatu z książki… „autor raczej Nobla nie weźmie, ale ostatecznie nawet czyta się nieźle”😉

    Jest bardziej refleksyjnie niż w Pokoleniach, pozostały męczące oralne przepychanki z suczymi laskami (czyżby Czarnego kręciły klimaty BDSM?), a trawa u sąsiada wydaje się bardziej zielona😉

    Lubię

  2. Zaczęło się dobrze, a skończyło jak zwykle…nie chce mi się już czytać kolejnych opowiadań o kurwach, sukach, panach w drogich garniturach, butach i jakże jedynym tematem – o seksie.
    Oczywiście, są panie szukające seksu, są panowie, którzy za taki seks chcą płacić. Są też Kobiety i Mężczyźni, którzy stoją obok całego tego gówna – nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
    Życzę, aby spotkał Pan na swojej drodze Kobietę, która wpłynie na zmianę światopoglądu.

    Ja już dziękuję.

    Lubię

    1. Zgadzam się z Panią powyzej🙂 opisujesz czarny pewien fragment rzeczywistosci, jakbys wzorowal sie na znanych pesymistach-alkoholikach na be i ka. Po pierwsze przestan chlac, bo to brak wit z grupy b, powoduje, ze wszystko wokol jest mroczne. Nie pieniadz i seks rzadzi swiatem, rządzi słabymi ludzmi. Ja jestem jedna z kobiet, ktora zrezygnowala z blichtru, taak poznalam to wszystko i zapracowalam na to sobie sama. Mialam tez i partnerow, z ktorymi bujalam sie jachtami i latalam prywatnymi samolotami, ale czegos brakowalo. To bylo sztuczne. Szukalam prawdziwej milosci. I kiedys zapragnelam spokoju, zamieszkalam na wsi, gdzie jeszcze idealy nie pozdychaly utopione w morzu drogiego alkoholu. I znalazlam milosc prawdziwa, nigdy tak naprawde nie wierzylam, ze istnieje. Bezinteresowną i czego trzeba? Trzeba tylko wytrwac w postanowieniu, ze sie kocha i bedzie sie kochac. Zrozumiec, ze nie jest sie 7 cudem swiata, spotkac kogos kto nauczy nas kochac. Zrewidowac swoje poglady i to czego sie boimy, wielu z nas boi sie samotnosci i zamiast rozmawiac reaguja od razu tworzac w glowie historie, trzeba umiec otworzyc sie na czlowieka, zeby opowiedziec o swoich lękach nie raniac drugiego. Kolejna kwestia jest znalezc kogos podobnego do siebie, ale bez rozmow i poprzez ciagle udawanie supermana przed innymi nie odkrywamy siebie przed innymi, nie pokazujemy slabosci, boimy sie pokazac, ze jestesmy glupi, ilez ludzi boi sie przyznac do bledu?! A kto ci karze biegac pod tym krawatem? Dlaczego nie rzucisz tego i nie zmienisz profesji, nie zmienisz swojego zycia i srodowiska, glupich kolezkow, ktorzy przechwalaja sie ile zaliczyli i jaki drogi bajer kupili. Dla madrych kobiet poszukujacych prawdziwej milosci sie to nie liczy. Wejdziesz miedzy kruki kraczesz tak jak one. Zapewne widziales La Haine, grali w pewnym znanym warszawskim offowym kinie wiele razy, tak w tym, w ktorym slychac bylo auta. Zmien towarzystwo, bo z obecnymi priorytetami szans na milosc nie masz. Trzeba silnej wiary, ze w tej breji gowna jaka widzisz na codzien jest cos pozytywnego. Zacznij od prostych rzeczy-ciesz sie, ze slonce swieci, potem, ze jestes zdrowy, ze masz co jesc i gdzie sie schronic. Walcz se swoimi slabosciami-bo bez tego jestes nikim, przestan chlac, seksic sie, jesc, robic zakupy kiedy czujes sie zle, tylko zacznij rozwiazywac problemy. Czujesz sie samotny to szukaj 2 polowki. Tylko miej cierpliwosc zeby poczekac a nie idziesz do lozka z pierwsza lepsza. Zlodziej wszedzie wokol widzi tylko zlodziei, tak i seksocholik bedzie wszedzie widzial seks i podejrzewal go o wladze nad swiatem, a ktos kto przecenia pieniadze bedzie mial podobnie z pieniedzmi. To jak sie ubierasz i w co wierzysz sprawia ze gakich ludzi przyciagasz do siebie. Porozmawiaj i wysluchaj tych, z ktorymi nigdy nie zamienilbys slowa. Sprobuj rzeczy, ktorych nigdy bys nie sprobowal. Wyprowadz siw i zmien prace-nie marnuj zycia na zarabianie pieniedzy-tak szczescia nie znajdziesz. Slawa i dyplomy tez niczego nie daja, wiem to doskonale. Prawdziwe szczescie osiagasz wtedy kiedy dajesz innym, czujesz sie potrzebny i kochany-wcale to nie musi byc partner. Pocwicz, moze na chomiku na poczatek?

      Liked by 2 people

      1. Witam, ten chomik rozłożył mnie na łopatki🙂
        Z całym szacunkiem do tego co pani napisała…
        ” Prawdziwe szczescie osiagasz wtedy kiedy dajesz innym (..)” – to rodzaj egoizmu, tylko nieco bardziej wyrafinowanego. „Dobroczynność jest prawdziwą maskaradą interesowności przebranej za altruizm. Mówicie, że trudno się z tym zgodzić , bowiem jesteście uczciwi usiłując kochać i spełniać pokładane w was zaufanie. (..) Istnieją dwa rodzaje samolubstwa. Pierwszy polega na tym, że mam przyjemność w sprawianiu sobie przyjemności. Nazywamy to po prostu egocentryzmem. Z drugim mamy do czynienia wówczas, gdy odnajduję przyjemność w sprawianiu przyjemności innym. Jest to nieco bardziej wyrafinowany rodzaj egocentryzmu. Pierwszy typ samolubstwa sam narzuca się ludzkim oczom, drugi natomiast jest ukryty, głęboko ukryty, dlatego też nader niebezpieczny. Powoduje on bowiem, iż zaczynamy wierzyć, że jesteśmy naprawdę wspaniali.” Więc… podaruj szczęście innym ludziom, a sam będziesz szczęśliwy – tak, ale z egocentrycznych pobudek. Wszyscy jesteśmy egoistami🙂
        „Czujesz się potrzebny i kochany.” – zasada zależności. Jesteśmy zależni od wielu ludzi, od piekarza, który piecze chleb, od sprzedawcy, który ten chleb nam później sprzedaje, od pani z targu, która oferuję świeże jaja i masło ręcznie ubijane, a my później siup… na kanapkę, od hydraulika, lekarza itp. Jest to zależność wzajemna. W ten sposób tworzymy społeczeństwo. Wiem, Ameryki tym nie odkryłam, ale jeżeli uzależniasz swoje szczęście od innych ludzi, czyli „czujesz się potrzebny” – „(..) to następnie, bez względu na to, czy sobie uświadamiacie to czy nie, żądacie od innych, by jakoś przyczyniali się do waszego szczęścia.” A następnym krokiem jest strach. Strach przed utratą, przed odrzuceniem, alienacją (A jak przestaniesz czuć się potrzebny?). Oczywiście fajnie jest, gdy ktoś powie, że jesteśmy potrzebni i kochani, ale… tak samo jest, gdy koleżanka zachwyci się naszą sukienką, naszego ego wzrasta czujemy się dobrze, dowartościowane, gdy ktoś powie ‚Jesteś mi potrzebna, kocham Cię’ – naszego ego też wzrasta, znów czujemy się dobrze. Czy szczęście równa się połechtanie naszego ego?
        Czym jest prawdziwe szczęście, prawdziwe, nie powierzchowne, nie zależne od przedmiotów i istnienia innych ludzi? Nie wiem, może każdy z nas ma w sobie prawdziwe szczęście, ale karmi się substytutami i nie odróżnia które jest które.
        Pozdrawiam cieplutko🙂

        Lubię

      2. Dobrze napisane. Ale Autor nie może rzucić tego całego szajsu gdyż o czym by wtedy pisał? jak wychodzi do ogrodu na wsi i koty karmi flakami z jałówki co przed chwilą z tambylcami ubili co by szynkę zdrową powędzić na wiśni? On może ma z tego polew ale i dystans. Fakt faktem dużo jest bulszitu dookoła a rodzaj ucieczki od tego (jak ktośchce) jest za każdym razem jest inny (wieś, dragi, nowa rodzina,wyjazd,gap-year…..) Pozdro

        Lubię

      3. Ale czesc czytajacych widzi co innego niz ty a ci co widza oba aspekty dobrze sie bawia tyle i tylko tyle strasznie osobiscle to odbierasz ?znajoma autora czy moze sam autor ?

        Lubię

    2. Mnie tylko zastanawia na ile to fikcja autora. Może Pan autor nie jest żadnym prawnikiem ze stolycy, tylko pracownikiem administracji, albo księgowym? Zaś ten cały jego high life jest tylko fikcją i żyje u niego w głowie?

      Lubię

  3. Zamówiłem książkę po rekomendacji znajomej, przeczytałem fragment i wiem, że jak ją dostanę w ręce, to ją pożrę! Nie mogę się doczekać – wstyd się przyznać, ale nawet szukałem pdfa🙂

    Liked by 1 osoba

  4. Fragment o tym, za co (pomimo czego) – kochają kobiety – ciekawy. Reszta – nie moja parafia. Nie przemawia do mnie wyśmiewanie się z garniturów za 899zł, czy pozerskie zachowanie głównego bohatera.

    Lubię

    1. karolu popieram twój wpis, od siebie dodam, ze caly fragment odbieram jako reklama gadzetow i podzial ludzi ze wzgledu na ich stan posiadania, a co za czym idzie sposob zachowania, popakowani w szufladki kategorii b i c, a to taka nieprawda, smutne to jak autor kreuje rzeczywistosc w swojej ksiazce

      Lubię

  5. Zaglądam tu co jakiś czas, co jakiś czas myśląc, że będzie ciekawie. Inaczej. A zawsze jest to samo. Do znudzenia… bogaty mężczyzna (wysmiewajacy „tanie” garnitury), tajemniczy, uwodzicielski i manierami …kobiety seks seks seks. Nie dziękuję. Nuda. Z trudem dotrwalam do konca.

    Lubię

    1. Zgadzam sie, coraz gorzej, juz nawet nie szukasz wyjscia z sytuacji. Odpowiedzi na pytania. Juz cie to Czarny nawet nie oburza. Empatię uwazasz juz chyba za przezytek minionej ery poetow. To w co wierzysz to cie spotyka i to do siebie przyciagasz. Wiara to podstawa twoich dzialan. A ty w co wierzysz? W to, ze kazda marzy o tym aby wciaz rozkladac nogi? Tylko nie czaisz, ze np kobiecy orgazm jest zalezny takze od takiego czegos jak poczucie bezpieczenstwa. A jezeli spotyka samych napalonych samcow to przesuwa granice ryzyka dalej, a bezpieczenstwo opiera na anonimowosci. A czy ty potrafisz kobiecie zapewnic poczucie bezpieczenstwa? Sprawic, ze dla ciebie czuje sie najwazniejsza i wyjatkowa? To, ze kobieta sie z toba przespi nie znaczy, ze ci ufa i nabiera sie na twoje bzdury, tylko, ze swedzi ja cytrynka. A ty co bys wolal? Przychodzic do domu, gdzie wita cie ukochana, tuli i caluje i pyta jak bylo w pracy, a wieczorem jecie kolacje, kladziecie siw przytuleni i zycie jest proste czy szukac wrazen w nocnych klubach? Najdrozsza zabawka nie da ci tego uczucia co kochajaca kobieta, ale do tego trzeba polubic „nudę”. Czyli docenic proste rzeczy jak dotyk czyjejs dloni, to, ze sie do ciebie usmiecha i ze jest obok i chce byc i nie doszukiwac sie nie wiadomo czego, ze ma krzywą stopę, czy 1 pieprzyk za duzo. Sporo czasu uplynie zanim nauczysz sie kochac. Znam jednego takiego jak ty. Identyko, słówko w słówko. Mial wiele kobiet, uwodził je jak chciał, gral na ich emocjach. W koncu zalał najbrzydsza u najglupsza jaka znalazl i ma z nia syna. Kloca sie i on stal sie pantoflarzem, robi dla niej wszystko a na boku czasem probuje sie umowic z kims aby nadrobic ro czego brakuje, zeby czasem uslyszec dobre slowo. Ale w wieku 38 lat nie ma juz tyle okazji i dotarlo do niego, ze samotnosc mu doskwiera i zeozumial za pozno, ze kochac mozna kazdego, trzeba tylko chciec i nie stawiac warunkow. I pokochal ja i zyja sobie razem swoja szalona toksyczna miloscia, bo wszystko co dobre juz przebrane. Nie spoznij sie.

      Lubię

      1. Od kiedy lubie nudy jest pozytywem? To raczej oznaka zblizającej sie starości i lenistwa.
        Można żyć miłością prawdziwą pełna energii i emocji, tylko trzeba chcieć i stawiać poprzeczke wysoko przede wszystkim sobie, ale to niestety wymaga troche wysiłku.

        Lubię

  6. ale to już było… i pani doktor i te kocham.. tęsknie.. Ale cóż, stęskniłam się za Pokoleniem, więc przeczytam. Pozdrawiam.

    p.s. Chciałoby się poznać autora😀 haha ciekawe czy taki facet-facet…😀

    Lubię

  7. Sam już nie wiem, co myśleć o tekstach na tym blogu… Czyta się dobrze, ale często jest to samo…
    Nie mówię, że moje teksty są wybitne bo nie są… ale tematyka kurew, dupaki itd. się w końcu przejada.
    Jednego autorowi nie można zarzucić: baaardzo lekkie pióro, miłe w odbiorze😉 Pozdrawiam

    Lubię

  8. Czytam i płaczę ze śmiechu. Wszyscy lekarze mają chyba taki sam schemat podrywania. Wszystko się zgadza krok po kroku. Tylko żona mnie nie odwiedziła. Ja nie wiem jakie problemy mają faceci w tym środowisku?

    Liked by 1 osoba

    1. Nie wypowiadaj sie o lekarzach na podstawie tego co napisal 1 mlody czlowiek. Ja z nimi pracuje i gwarantuje ci, ze nie jest tak. Jak mozesz budowac sobie swiatopoglad na podstawie 1 historyjki i to nie sprawdzonej?

      Lubię

    1. a ktoś Ci przykłada lufę do skroni byś czytała ? bo Ja i domyślam się większość normalnych ludzi jak coś nie lubi to zamyka wątek i uruchamia google i wpisuje : „Ellle krytykuję najnowszą książkę i jaki ma w tym interes” bo jakbyś była troszku inteligenta od skarpetek za 1,50 zł , których nosze na prawej i lewej nodze to byś nic nie napisała i po prostu zamknęła stronę i żyła jak normalny człowiek ale nie Ty chciałaś coś nabroić jak………… resztę dopisz bo mi szkoda na Ciebie czasu . Pozdrawiam serdecznie. Jurek lat 37, cudowna żona, cudowni synowie lat 12 i 6. Zdrowie normalnym😛

      Lubię

      1. 🙂 Panie Jerzy chyba musiałam nacisnąć na odcisk i to mocno skoro powstał taki krzyk 😄😄 Jeżeli jestem taka nic nie warta to nie wiem po co ta cała riposta i komentarz w Pańskim wykonaniu 😄 Trzeba było zgodnie ze swoją poradą przejść obok. Na koniec jeszcze te dzieci i żona i te 37 lat 😄😄😄 Zresztą jak jest taka fajna rodzina to tym bardziej nie rozumiem po co czytać takie pierdoły. Moje pytanie powstało tylko po to aby ktoś uczciwie napisał recenzje tej książki ale niestety nikt tego nie zrobił tylko mnie zwyczajnie obraził a o książce dalej cisza. Jakby co kobieta 46 lat kochający mąż i dwóch synów 😄😄😄

        Lubię

  9. Słabo, panie, sprzedać się sprzeda, ale jakość taka sobie. Ostatnie dobre teksty to były o Oldze, była w tym jakaś energia. Domyślasz się, dlaczego tak było, prawda…? : ) A takie krytyczno-wypaleniowe teksty to powinien być przerywnik, nie norma. Hameryki nie odkrywasz pisząc o szarzyźnie… to pociąga, ale to… hm… za łatwa ścieżka. W sumie współczuję, ale i powodzenia szczerze życzę! Głowa do góry, panie autorze, ogarnij się Pan!

    Lubię

  10. ten psudobohater pseudopowieści z powyższego ustępu -tekstu to jakiś wypalony amator sensacji i życia innych.Błąka sie po przemijalnym swiecie , podskakuje jak kogut kopnięty prądem w ostatniej konwulsji . jego myśli sa pełne chaosu bo nie umie chyba życ swoim życiem i musi wiecznie podglądać innych .Tu wlasnie patrzy na starsze babki uwodzące kelnera.ALe fajny z d…y temat. Ten Relu wie , ze traci na wartości oglada się za młodymi laskami Te w zasadzie i tak mają go gdzieś.To taki antybohater ze złamanym kut…m .Ubranie aparycja dobre buty ale w glowie sieczkarnia -dobry tylko na pozarcie jako jedno danie dla drapieżnych wilczyc hehe

    Lubię

  11. Wiem,że taki świat istnieje, kilku moich znajomych ( chcąc lub nie koniecznie) się tam zgubiło, może nawet na zawsze. Czytanie o patologii, a jakże , wciąga, jeszcze się opieram, ale nie za mocno.

    Lubię

  12. Zabawne, że często trafne oceny rzeczywistości wzbudzaja ogromną krytykę pewnych osób. Mam wrażenie, że uderzaja one mocno i prawdziwie w miękkie punkty, potwierdzając obawy o atrakcyjności, o tym co można i co sie chce w życiu robić.

    Raczej smutna diagnoza dzisiejszego świata, ale prawdziwa, mimo że podana w krzywym zwierciadle.

    Lubię

  13. Właśnie skończyłam czytać „Brud”. Początkowo rozczarowana, że nie znalazłam kontynuacji historii z poprzednich książek, zaczęłam poznawać Rela i moje rozczarowanie szybko zniknęło. Książka w moim odczuciu zupełnie inna od poprzednich, może nawet ciekawsza. Jedno co mi się bardzo nie podobało – wrzuciłes przed wydaniem książki kilka jej fragmentów na fb, czytając książkę odnajdywalam te fragmenty i niestety pojawiało się uczucie – gdzieś to już czytałam…. W każdym razie – czekam z niecierpliwością na kolejną książkę i mam nadzieję, że będzie tak samo dobra, a może i lepsza od dotychczasowych. Miło byłoby się dowiedzieć co u Ciebie i Olgi😉 pozdrawiam

    Liked by 1 osoba

  14. Płytkość, nijakość i makdonaldowe przemyślenia!

    Czytając to widzę przed oczami scenę z Fight Club, gdzie bohater ma urządzone mieszkanie, pełne etykietek i pozorów.

    Świat jest nieskończenie bardziej fascynujący. Autor pisząc to pokazuje swoją percepcję rzeczywistości. Swój filtr, przez który patrzy na świat, swoją osobowość. Niestety jest żałosna. Pseudogłębia przemyśleń i siłowanie się na refleksję bez umiejętności głębszego spojrzenia na życie.

    To nie jest trafna ocena rzeczywistości. To obraz świata jaki autor nosi w sobie. Mogę tylko współczuć.

    Lubię

    1. No i, zakładając że jest to percepcja rzeczywistości autora – a jest, bo jest to spójne z jego notkami, to autor ma poważny problem z alkoholem. Do tego stopnia, że u niego WSZYSCY piją i to w takim chłopskim stylu. Każdy patrzy przez profil świata jaki zna.
      Autor zna świat show biznesu, polskiego. Z widoku panoramy jaką przedstawia autor widać, że to raczej przygnębiające miejsce, skoro aby funkcjonować, trzeba się notorycznie znieczulać.
      Wyobrażenie gościa z klasą, którego to klasa wyraża się tym, że pije jak szewc po robocie ALE łyskacza czy koniak a nie wódkę, a ubiera się w miejscach o których przeczytał gdzieś w „Gentleman” albo innym odpowiedniku „Twój Styl” dla facetów – bezcenne😉
      Dyzma XXI wieku

      Lubię

      1. Dokładnie, Dyzma😀 i te gadki o lekarzach. Jestem młodym lekarzem (lekarką) więc coś o tym wiem – po roku nie ma bata żeby było cię stać na ekskluzywne auto (no chyba że tata kupi), środowisko zawiera pełen przegląd postaw życiowych i charakterów spotykanych w społeczeństwie. Nie znoszę swoją drogą takich generalizujących tekstów jak tej „pani doktor” – wszyscy lekarze biorą za żony nie-lekarki, wszyscy podrywają tak samo… to że ciebie niunia coś spotkało nie upoważnia cię do takiej generalizacji, bo jest przede wszystkim nieprawdziwa. A jeżeli Autor daje wyraz takiemu poglądowi na moje środowisko, to strasznie to trąci zaściankiem – widać że lekarze mu imponują🙂 Miło, ale to nie do końca tak jest .
        Generalnie – na nie. Wtórna i duszna atmosfera, jeżeli ten wyrywek miał zachęcić , to słabo.

        Lubię

      2. DO Fikołki: jak zwykle masz dużo racji. Bohater książki ,,Brud ” nie jest doskonały .Jest pełen sprzeczności jak my wszyscy a przede wszystkim nie do końca spełniony i szczęśliwy. . Jedno wiem jako kobieta o wielu odcieniach mogłabym się zakochać tylko w mężczyźnie naprawdę nieszczęśliwym ale o takich jest trudniej z wielu powodów .I prawdą jest ze lekarze zdradzają żony często z pielęgniarkami ,Ale ponieważ dobry lekarz jest na wage złota nie diwię się ze mają wzięcie.A teraz specjalnie dla pań z okazji Halloween zamieszczam fragment mojego dziełka o nieobliczalnej kobiecie.Ma wydżwiek nieco drastyczny ale lubię gdy postacie sa uwikłani w skomplikowane układy . Moja bohaterka ma szczęscie do nietypowych zdrzeń i zjawisk. ;)Gdy stała na półpietrze jednym ruchem została skrępowana przez jakiegos napastnika .Silnym uchwytem trzymał
        ją w pasie i ciagnął prawdopodobnie do piwnicy.Nie widac było jego twarzy .Miał maskę weneckiego doktora zarazy ,która w bladym swietle robiła upiorne wrazenie .Na wyzszych piętrach słychać było dżwiek gongu zegara wybijającego godzinę 23.00 w tym momencie gdy obca dłoń na chwilę uwolniła jej usta powiedziała -Nie nie chcę i powtarzała to oraz bezskutecznie wyrywała się z jego objęć-a jednak zamaskowany napastnik nie dawał za wygraną Mocno chwycił ją za nadgarski-teraz gdy mam cię tak blisko nie licz na litość.Poczuła ,ze w tym momencie przykuł ją kajdankami do poręczy ,za którą rzędem stały dojrzałe Burbony.-Czekałem długo na tą chwilę.-Moment zwycięstwa i dominacji jest przywilejem prawdziwego faceta powiedział bez emocji.Jak każdy bezduszny oprawca domyśliła się. Wystraszona nadal nie mogąc się poruszyć usłyszała głuchy dżwiek .W ciemnosciach zorientowała się ze ktoś rozkuł ją z kajdanek.Nie widziała kto bo owa postac była ubrana cała na czarno . Uwolniona natychmiast wybiegła z piwnicy szybko w górę w stronę schodów.Odruchowo obejrzała się za siebie i zauwazyła 2 ksztąłty cieni sylwetek w walce. . Zdyszana pobiegła po schodach na 4 kondygnację i usiadła na barokowym krześle koło greckiej rzeźby Apolla. Koronkowa bluzka była rozdarta na plecach ale maska na twarzy ukryła wszelkie emocje. Resztę czasu spędziła schowana za marmurowa kolumną wpatrując się w migajacy płomień swiecy odbity w kryształowym lustrze .Nie wiedziała przez kogo została napadnięta ani kto ją wyzwolił. .Oddychała szybko i płytko.-Jak się pani podoba moje Przyjęcie? Usłyszala głos nieskazitelnego sir Jenneya lecz nie traciła refleksu-jest upiornie fajne i na dodatek pełne tajemnic ale pan Sir wypada najlepiej .

        Lubię

      3. @Lukrecja –
        w opisie brakuje najistotniejszej informacji – czy bohaterka żałowała że została uwolniona zanim napastnik ją przeleciał, czy czuła się urażona i przerażona że pierdoła która nie potrafi normalnie jej zdobyć, o mało nie osiągnęła swojego celu poprzez prymitywny, odrażający gwałt.
        Bez tego historyjka sama w sobie nie ma sensu, nie w świecie gdy widziałyśmy już dziesiątki dobrych horrorów, czytałyśmy z 10x tyle – nie mówiąc o wiadomościach telewizyjnych.
        Oraz znam bardzo fajnego, nieszczęśliwego a mimo to optymistycznego i pozytywnego faceta. Oczywiście, zalet ma więcej(ale wybory personalne popełniał w życiu do bani).Myślę że wiem, dlaczego takiego chcesz😉

        Lubię

      4. Ha, i może w tym cała rzecz. Ja też bym chciała – i takich wybieram, faceta który nie ma złudzeń co do rzeczywistości i w tym sensie jest egzystencjonalnie nieszczęśliwy. Dzięki dziewczyny za nazwanie rzeczy po imieniu.
        To nie znaczy że z takim facetem musi się nie ułożyć. Oczywiście że więcej jest przykładów dobrych związków w sytuacji, gdzie facet jest takim Braveheartem, a poza tym wesołym, sympatycznym gościem. Ale ani ja bym z takim nie wytrzymała ani on ze mną.

        Lubię

      5. Zgadzam się z Anią – znam zarobki lekarzy, zwłaszcza w dużych szpitalach z wielkich miast – dno i kupa mułu, gorzej niż gdziekolwiek. Także te ładne auta to niezła wyobraźnia.

        Lubię

    2. Świat w większości przypadków przypomina te etykietki z Fight Clubu. W większości przypadków jest taki właśnie mierny, przaśny, mdły i bez fantazji. To, że ktoś pije flaszkę za 1000 zamiast za 20 nie czyni go ciekawszym, po prostu go stać.

      Bardzo chciałbym od malkontentów usłyszeć historie mówiące, że jednak jest inaczej i to co tutaj jest opisane nie jest światem w krzywym zwieciadle, ale jednak jego odbiciem. Tylko poza „pokochaj codzienność, bo mierność jest zajebista” nie można usłyszeć niczego innego….

      Lubię

      1. Nie bardzo chyba zrozumiałam, jakie jest właściwie twoje stanowisko. Chcesz opowieści o innym świecie – są ich przecież setki i tysiące.
        O PRL można opowiadać na setki sposobów, można z perspektywy chłopaków z pegeeru pijących tanie wino pod jedynym w miasteczku spożywczym-monopolem, można z perspektywy cinkciarza obracającego się w półświatku, z perspektywy aktywisty Solidarności, księdza żyjącego w dużej mierze „obok” tego systemu ale też z perspektywy sekretarza czy innej szyszki partyjnej.
        Otrzymasz 5 różnych spojrzeń na ten sam kraj i tych samych ludzi. W dużej mierzy Ty, jako słuchacz decydujesz, którą narrację przyjmiesz za „tak bylo”.
        A może wszystkie naraz?
        Każdy człowiek sam jest krzywym zwierciadłem. Taki obraz odbija jaki widzi, taki jaki jest w jego zasięgu – i tak go zniekształca jak sam jest zbudowany/wykrzywiony.

        Lubię

      2. Fikołka, każdy z tych 5 opisów będzie prawdą.
        Tak jak w Rashomonie.
        Natomiast jeśli ktoś jest rzekomym księdzem a będzie zaprzeczać istnieniu cinkciarzy to będzie to zakłamanie rzeczywistości.
        Licentia poetica zezwala wkładać w usta postaci słowa (o dziwo), które moga być generalizacjami, uproszczeniami, etc. Krzywe zwierciadło, żeby byc skuteczne musi zniekształcać mocno, bo minimalnych zmian nie zauważy nikt. Słowo pisane – podobnie.

        Lubię

      3. korekta : bohaterka upiotrnego wieczoru z mojej opowieści zadzwonila oczywiście na policje a później …było jeszcze wiele przygód. Bo zycie bez roznorodnosci wrażeń jest jałowe i szorstkie i bez wyrazu jak papier ścierny Ale wrazenia te powinny mieć jakiś poziom odpowiednio rózny dla odmiennych osobowości.Jeden delektuje się kieliszkiem wodki i wieczorem spędzonym z ladna miła przystępną i niekoniecznie inteligentną panią,lub paniami inny zas woli wieczór w odosobnieniu przy muzyce reiki lekki uczuciem braku ppoządliwości wobec uciech ciała .Sztuką jest znaleźć swoja drogę jak również trudnoscią wielką jest dobranie się dwojga ludzi w krótkim czasie życia jaki mamy do przejścia.

        Lubię

      4. Do Fikołki : to jest tylko fragment sporej całości .Napadnieta nie znała napastnika i w momencie ataku z zaskoczenia czuła strach .Tym bardziej ,ze stało sie to podczas przyjecia ,na którym była w zwiazku z pewnym przedsięwzieciem.Co do wybawcy przeżyla podwójne zdziwienie bo również na tym etapie go nie znała. . Kto z nas cieszyłby sie gdyby wyszedł na chwilę na przerwę z zatłoczonego miejsca i został lekko pddouszony i zaciagniety do lochu.Reakcją szokowa po ucieczce pozniej powiadomila policje .. Miło ,ze podzielasz mój pogląd.

        Lubię

  15. Dziś rano podróżowałam pociągiem, po przekątnej siedziała młoda dziewczyna i czytała książkę Ałtora z ogromną pasją, co jakiś czas uśmiechała się jakby ktoś postawił przed nią filiżankę gorącej czekolady🙂 Pomyślałam, napiszę, bo to miłe.
    Gratuluję Ałtorowi kolejnej książki🙂

    Lubię

  16. Szanowny Autorze, masz lekkie pióro i talent do doboru słów. Czytam teraz książkę jednej z uznanych polskich autorek i tak sobie myślę ‚Pomysły ma świetne, fabuła ciekawa, tylko jak jej redaktor pozwolił by te głupie sformułowania poszły do druku…”. U Ciebie jest odwrotnie, niestety częściowo muszę przychylił się do powyższych opinii, że pewne tematy się powtarzają. Ale intencję mam inną. Po prostu wiem, że stać Cię na więcej. Dotykasz tematów będących w obszarze nielicznych, taki Seks w wielkim mieście po polsku, którego nie odczuwamy na co dzień w naszej kulturze. Ale masz bystre obserwacje, talent do słów i wierzę, że jeszcze nas zdziwisz. Zainteresuj się też innymi sprawami, moze wyjdzie cos ciekawego. Trzymam kciuki.

    Liked by 1 osoba

  17. A mi tam się podoba. Ta powieść po prostu daje po pysku, jak wiadro z lodem po saunie. Życie to nie film, gdzie koleś pojawia się z kwiatami w drzwiach po 4 latach i stwierdza, że była jest miłością jego życia… Z drugiej strony życie to film, gdzie czasem dobro i zło rozjeżdza się jak Jean-Claude Van Damme w reklamie ciężarówek i bohater musi zdecydować czy postąpić prawilnie, czy ratować własny tyłek i trzymać w sobie ten „Brud”. Seks, wóda, garnitury, ale mnie osobiście książka sprowadza na ziemię z nierealistycznych wyobrażeń o życiu i facetach i uodparnia na wszelkie rozczarowania w rzeczywistości.

    Lubię

  18. Miałam zdiagnozowaną depresje, nerwice natręctw, nienawidziłam samej siebie i czułam, że świat również mnie nienawidzi. Uważałam, że ludzie się mnie brzydzą, bo nie jestem w ogóle atrakcyjna i kto by mnie chciał? Czując się tragicznie szukałam wszedzie pomocy. Znalazłam stronę http://energiaduchowa.co.pl/?p=21 i zamówiłam rytuał oczyszczenia aury. Był to strzał w dziesiątkę. Kilkanaście dni od wykonania moje życie nabrało rozpędu. Zaczęłam w siebie wierzyć i co wydawało mi się wcześniej niemożliwe- znalazłam chłopaka. Dziś wspominam tamten czas jako koszmar.

    Lubię

    1. Poczekaj kilka lat. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale efekty różnych takich „oczyszczeń aury” są tyleż piorunujące, co krótkotrwałe. Rachunek może być bardzo wysoki…

      Lubię

  19. Przeczytałam. Nie mogłam się oderwać, bo nie chciałam. Dobra, ale nie najlepsza. Pokolenia lepsze, ale inne. Bawi mnie, bardzo mnie bawi. Czy zmusza do refleksji? Tak, trochę tak! Czy chce więcej? Pewnie, że tak! Szkoda, że taka cienka…
    Myślę, że trzeba ją czytać z dystansem… przymrużeniem oka… To Piotr C, a nie Dostojewski, nie wielka literatura🙂

    Lubię

  20. Scena z ptakiem w kominku – fantastyczna. Uśmiałam się. Do mojego kominka ptak nie wpadł, ale niedawno czyściłam kominek, płyta też mi spadła i niezamierzony efekt był podobny, z tym, że żyrandol pozostał czysty🙂
    Niepotrzebna tylko śmierć młodej dziewczyny.
    Gdyby mi pozostał rok życia , to zupełnie odwrotnie, skupiłabym się na pracy i zabezpieczeniu finansowym rodziny.

    Lubię

  21. A ja widze tu na sile high life. I znam swiat lekarzy i nie widze tych fur i takich gigantycznych zarobkow w wieku 27 lat – toz to dopiero rezydentura.

    Lubię

  22. Najbardziej przeraża mnie w tej książce fakt, że w dużej mierze to wszystko prawda. Codziennie widuję „takich” mężczyzn (tylko, że buty kupują w Venezii) i takie kobiety (tylko, że pod spódnicami mają cellulit). Bezwzględni, zdesperowani, pozbawieni moralnych barier. Ludzie to kurwy. Jednostki to perły.

    Lubię

  23. Przeczytałam książkę.
    Wnioski z lektury mogłabym umieścić w kilku (raczej krótkich niż długich) punktach.
    Chyba powinnam się cieszyć, że wszystkie wydarzenia i osoby są wytworem wyobraźni autora. Autor ma bogatą i szczegółową wyobraźnię. Mam wrażenie, że po przeczytaniu tych kilkuset stron tekstu mogłabym czuć się lepiej (na wskroś). Cóż za złudne uczucie. Nie dość że złudne to w dodatku nietrwałe.

    Lubię

  24. Przeczytałam. Zakończenie jest w wydaniu polskich seriali …mierne? Słabe? Brak słów. W Polsce gdzie za chwilę będziemy chodzić w specjalnych burkach dla „katoli” zdradę męża usprawiedliwia tylko glejak jakis tam a zdrade zony tylko fakt ze ona tez zdradza😇 lzawa argumentacja panienki z katolickiej szkoły i żenada. Autor jest cyniczna kobieta lub gejem bez przyszlosci😉

    Lubię

    1. Nie ukrywam, że mnie rozbawiłaś tym albo-albo…przedziwne zestawienie😉
      A czemu nie „zapity/zaćpany facet z show-biznesu” albo żywy, dla odmiany gej?😉

      Lubię

  25. Małe pytanko do autora książki: jakie gacie ubierać pod spodnie tego drogiego garnituru?? Zbliża się Mikołaj; bliska mi osoba ma drogi niebieski garnitur, brązowe buty i prawidła na brązowe buty, nową koszulę na drogie spinki, skarpety… Pozostaje problem gaci. Takie z pepco nie bardzo, nie??

    Lubię

    1. Jak zakłada brązowe buty do niebieskiego garnituru, to gacie mogą być w różowe kangury, bez znaczenia.
      Inna rzecz, że pierwszy raz widzę, żeby ktoś troszczył się o wrażenia estetyczne kochanki „drogiej sobie osoby”. Bo przecież pracodawca ani kontrahenci czy ofiary…klienci znaczy, raczej gaci nigdy nie powinni zobaczyć?

      Lubię

      1. Brązowe do granatowego – idealne połączenie. Klasyka, elegancja.
        Niebieski sam w sobie jest „chwilówką” modową i jako taki jest nieformalny. A brązowe, drogie buty jakby mówiły „miał być granat, ale nie wyszło”.
        Ale to nie moja szafa i nie moja sprawa🙂.
        Jestem fanką klasyki, i tyle.

        Lubię

  26. Jakby mi która powiedziała,że nie ma tyle alkoholu na świecie, żeby się ze mną nie zabawić, to odpowiedziałbym tak:
    – Nie ma? O, kurcze, fakt, chyba znowu wszystko wypiłem. Najmocniej Panią przepraszam, co złego, to nie ja…
    I bym się na pięcie obrócił.

    Lubię

  27. Zamowiona jutro ryanairem prxybedzie🙂 wiem ze nie powinienem kierowac sie ocenami innych ale spodobal mi sie styl bloga a nie chcialem ryzykowac slabszej ksiazki (w zyciu nie widzialem tak slabej oceny na goodreads jak pokolenie ikea)
    Mam nadzieje ze „Brud” nie zawiedzie i bedzie tam sporo wniklywych spostrzezen za ktore cenie autora ,a nie tylko harlequin dla niewyzytych piotrusiow panow i dziewczynek ktore nie wiedza czego chca…cheers

    Lubię

  28. To ta historia się dzieje w Szwecji tak? Bo nie wiem jakim cudem Pani lekarka za szpitalną pensje przed specjalizacją czyli jakieś 2500 na rękę kupi sobie jakikolwiek samochód…

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s