Kilka lat temu na jednym z amerykańskich uniwersytetów zrobiono badania na grupie studentów. Zadano im dwa pytania: Czy rzucił cię ktoś, kogo naprawdę kochałaś/kochałeś? Czy kiedykolwiek rzuciłeś/rzuciłaś kogoś, kto cię naprawdę kochał? Prawie 95 proc. kobiet i mężczyzn odpowiedziało „tak” na oba pytania. Wnioski?

Statystycznie mamy przejebane.

Co zrobić gdy cię rzucił?

To się zaczyna od „Musimy pogadać.” Albo: „Nie wiem jak ci to powiedzieć”. I już wiesz, że to nie będzie nic dobrego.

Kilka lat temu moja koleżanka poznała faceta i była to miłość jak z bajki, gdzie włosy zawsze się świetnie układają, wszystko kończy się happy endem, a miłość zwycięża. On miał kwadratową szczękę, ona duże piersi i burzę blond loków. Pomyślałem, że to całkiem niezły fundament dobrego związku. Kupili sobie psa, wielkiego labradora, a jakiś rok później dostałem zaproszenie na ślub, na bardzo ładnym kremowym papierze z wytłoczeniami i wstążką.

I weekend przed tym ślubem przyszły mąż wyjechał na Mazury, aby trochę się zresetować i popływać na łódce. Tam poznał pewną 25-latkę i jego świat na chwilę zamarł i zaczął się kręcić jakby trochę inaczej. W nocy przed planowaną uroczystością usiadł, nalał wódki swojej narzeczonej i sobie, po czym powiedział: „Nic z tego nie będzie. Zakochałem się w innej. I chce z nią być.”

No i trochę ślub się nie udał. Rano koleżanka stała przed kościołem i informowała wszystkich tych, do których się nie udało dodzwonić, że niestety, ale zmienili zdanie. A później w torebce, obok francuskich kosmetyków, zaczęła nosić paczki prezerwatyw marki Durex i kiedy w końcu jako tako doszła do siebie to była już po dwóch rozwodach, ale za to z jednym dzieckiem.

Jednak przez pierwszy rok po rozstaniu miała momenty, że jadąc samochodem i słysząc w radiu piosenkę, która kojarzyła jej się z tym facetem z kwadratową szczęką zaraz musiała zjechać na pobocze. Bo zaczynała płakać.

Dlaczego tak boli?

Helen Fisher, profesor na Uniwersytecie Stanowym Rutgersa, zrobiła rezonans magnetyczny mózgu osób, które były zakochane. Odkryła aktywność w tej części, którą neurolodzy określają, jako ośrodek nagrody. Odpowiada on za to, że czegoś nam się chce albo nie. Za naszą motywację. Za nasze skupienie. Za nasze żądze. To ta sama część mózgu, która się uaktywnia, gdy strzelamy sobie przez nos kokainę. Albo amfetaminę. Kiedy wciągamy narkotyk, nasze komórki produkują więcej dopaminy.

Tak samo jest z mózgiem osób zakochanych. Miłość budzi aktywność w komórkach odpowiedzialnych za produkcję dopaminy, podobnie jak seks i dobre jedzenie.

Miłość to dopamina.

Fisher obejrzała wyniki, wyciągnęła wnioski i razem z kumpelą Lucy Brown zrobiła tym razem skany mózgu osób, które właśnie zostały rzucone. Odkryła aktywność w trzech rejonach. W rejonie, który odpowiada za głębokie przywiązanie do drugiej osoby – ta część mózgu chce po rozstaniu zrobić wszystko, aby tylko odzyskać osobę, którą się straciło. Odkryły aktywność w rejonie odpowiedzialnym za analizę zysków i strat – to ten fragment naszej głowy, który teraz powtarza jak katarynka: „Jak to się mogło stać? Ale dlaczego?” Odkryły też aktywność w rejonie mózgu odpowiedzialnym za głęboką, romantyczną miłość – to układ nagrody w mózgu, odpowiedzialny za naszą motywację, pragnienia i skupienie, który działa silniej, gdy nie możemy dostać tego, co chcemy. Czy to nie ironia? Ktoś cię rzuca, a ty tę osobę kochasz jeszcze bardziej niż do tej pory.

Poradzenie sobie z rozstaniem to jedna z większych traum, jakie nas spotykają w życiu. Jak powszechnie wiadomo, nic wtedy tak nie pomaga, jak stwierdzenia przyjaciół: „Ogarnij się”, „Szybko o nim/o niej zapomnisz” i król tego lodowiska: „On/ona nie był ciebie wart.” Działają po prostu, kurwa, jak ręką odjął. Jak plaster na odrąbaną rękę.  

Musisz mieć wyjaśnienie

 „Jeśli możesz, napisz kiedyś na blogu, że kobiety potrzebują racjonalnego wytłumaczenia. Logicznego, takiego prosto z mostu i konkretnego typu: sorry, nie możemy być razem, bo masz za małe cycki, poznałem inną czy coś w tym rodzaju. Po podaniu konkretnego powodu kobietom łatwiej dojść do siebie. Natomiast, jeżeli rozstajesz się z kobietą i mówisz jej, że jest dobra, idealna i można z nią planować życie, ale nie możecie być razem i tu podajesz serię błahostek, to po prostu jesteś tchórzem, a ją narażasz na to, że się nie pozbiera. Albo, że zacznie robić głupie, nieracjonalne i niebezpieczne rzeczy.” 

Oczywiście, że rzucając kogoś kłamiemy. Żeby poczuć się lepiej. I to dopiero zabawne: żeby chronić tę drugą osobę przed nieprzyjemną prawdą. Mówisz komuś, że go/ jej nie kochasz, raniąc go tak, że bardziej się nie da, a nie chcesz podać prawdziwej przyczyny rozstania, bo obawiasz się, że możesz skrzywdzić tę osobę! Czy może być coś bardziej durnego? Wyrywasz tej osobie serce, a troszczysz się, żeby przypadkiem nie złamała paznokcia.

Co naprawdę mówimy zrywając?

Mężczyzna to taka istota, która działa na trzech poziomach relacji z kobietą.

Pierwszy poziom – chcę cię chędożyć. Podniecasz mnie, podobasz mi się nago, traktujemy się jak zwierzęta. Zdejmuję z ciebie sukienkę z triumfem. (I bieliznę Triumpha.)

– Może wpadniesz do mnie i spróbujesz tego, co przygotowała moja matka?

– A co przygotowała?

– Mnie.

Poziom drugi – chcę cię chędożyć i chcę z tobą rozmawiać. Poziom trzeci – chcę cię chędożyć, chcę z tobą rozmawiać, chcę z tobą być.

Kiedy mężczyzna mówi przy rozstaniu: „Jesteś dobra, jesteś idealna, jesteś dla mnie za dobra, zasługujesz na kogoś lepszego”, znaczy to  mniej więcej tyle: „Seks był w porządku, ale już mi się znudziło. Psikro mi.” Koniec. Nie ma tutaj nic więcej.  

Podobna zasada obowiązuje, jeśli chodzi o kobiety. Kiedy kobieta mówi: „Jesteś dla mnie za dobry”, znaczy to mniej więcej tyle, że jesteś dla niej pizdą. Nie jesteś dla niej wyzwaniem, nie potrafisz jej wkręcić na obroty, nie potrafisz jej także, prawdopodobnie, dobrze przelecieć.

Kobiety bardzo pragną zdominować faceta. Czasami płaczą. Czasami krzyczą. Czasami po prostu robią awantury. To, że dostałeś kopa w dupę, to efekt tego, że osiągnęła, co chciała. Podporządkowała cię całkowicie. I zwyczajnie się jej to nie spodobało.  

Nie ma przyjaźni po rozstaniu

„Zrywam z tobą, ale zostańmy przyjaciółmi”. („Twój pies zdechł, ale możesz go sobie zatrzymać. Ostrzegam, trochę śmierdzi”).

Nie ma przyjaźni w związku, gdzie jedna osoba rzuciła drugą. Między nimi są tylko złudzenia.

Zadbaj o siebie

Elizabeth Taylor, powiedziała kiedyś: „Nalej sobie drinka, nałóż trochę szminki i weź się w garść”. Wiedziała, co mówi. Wychodziła za mąż osiem razy, w tym dwa razy za tego samego faceta.

Masz złamane serce, ale cierpisz przez chemię mózgu, więc leczyć się musisz w ten sam sposób. Ćwicz. Najlepiej biegaj. Każdego dnia. Aż padniesz ze zmęczenia. Ćwiczenia powodują, że nasza przysadka mózgowa zaczyna wydzielać endorfiny. Endorfiny działają jak morfina. Zmniejszają ból.

Nie kłam

Rozstanie to moment, kiedy nie ma sensu kłamać samemu sobie.

Nie łudź się, że on/ona wróci.

Nie wróci. Nie ma nic bardziej żałosnego niż błaganie o miłość.

Nie mów: „To moja wina, że odszedł/ odeszła.”

 Nie. To wasza wspólna wina. Nigdy nie jest to wina jednej osoby. Zmieniają się tylko proporcje.

Dlaczego on od razu jest z kimś innym?

WPokoleniu Ikea” opisałem męski dryf: 

DRYF – sytuacja, kiedy mężczyzna koło trzydziestki zaczyna myśleć o swojej przyszłości i tym, co trzeba zrobić, aby mieć własne życie. Dryf składa się z etapów:

Etap pierwszy: Ponieważ nie może rzucić pracy, samochodu ani kumpli, rozstaje się z aktualną kobietą.

Etap drugi: W krótkim czasie poznaje nową kobietę i się z nią żeni, wprowadzając w stan szoku całą okolicę, w tym babcię, dziadka i panią z kiosku Ruchu. Następnie szybko płodzi potomstwo.

Etap trzeci: Piekło pieluch, niezrozumienie w związku, różnice charakterów. Mężczyzna zaczyna szukać okazji na boku w celu podniesienia poziomu adrenaliny.

Etap czwarty: Jeśli nie znajduje szybkiego zluzowania zaworów w pracy i najbliższej okolicy, zwraca się do swojej eks, która totalnie głupieje.

Ten przeskok z jednego do drugiego związku bierze się z kilku rzeczy. Czasami po prostu ktoś odchodzi, bo poznał kogoś nowego. Czasami, bo łatwiej jest przejść z jednego związku w drugi. Tak mniej boli. A czasami dzięki jakiemuś związkowi dowiadujemy się, czego chcemy od życia. Albo, czego nie chcemy.  Jak w tym memie: „Czuję, że bycie z tobą w pełni mnie przygotowało do bycia z kimś lepszym.” 

Ludzie na sezon

unnamed

Rysunek: Aleksandra Wysocka

Ja piszę te słowa i wspominam jednocześnie pewną szatynkę, o czasami zielonych a czasami piwnych oczach i dużych ustach, którą poznałem wiele lat temu. Była ładna, a nawet piękna. Chyba mnie lubiła, potrafiliśmy rozmawiać, a i językiem potrafiła operować jak mało kto. I dzięki niej zrozumiałem, że w relacjach między kobietami a mężczyznami najważniejszy jest wzajemny szacunek. Że jedna i druga strona musi potrafić powiedzieć: przepraszam. A ona nie potrafiła.

W naszym życiu nic nie jest na stałe. Na tym polega jego urok. Życie to chaos. Ale głęboko wierzę, że ludzie, którzy się obok nas pojawiają dzielą się na dwie kategorie. Czasami znajdujemy osobę, która będzie z nami na lata, a czasami zjawia się obok nas ktoś na chwilę. Na sezon. Jak kolekcja wiosna/lato, jesień/zima. Ktoś, kto jest z nami z określonego powodu. Ktoś, kto nas czegoś nauczy. O sobie albo o świecie. I siebie również. Ktoś, kto da nam dużo przyjemności. Obudzi w nas uczucia, które – wydawałoby się – dawno w nas przygasły. Ktoś, kto nas zmieni. A później po prostu odejdzie.

Gdy mężczyzna kocha kobietę, walczy o nią 

Ta kobieta i ten mężczyzna poznali się, kiedy mieli 20-kilka lat. Pili ciepłą pepsi, chodzili po mieście i dużo się do siebie uśmiechali. I na początku był seks, po którym ona krzyczała długo w noc, a ich oddechy nie mogły się uspokoić.

On miał silne ręce. Ona doskonałe nogi i uśmiech, po którym mężczyźni rozpływali się, jak pleśniejący owoc. Wszystkiego było tam za dużo. Miłości. Emocji. Nadziei. A pewnego dnia wieczorem on powiedział jedno słowo za dużo. Ona dwa. Czasami są takie dni. I o 21.00 było już po wszystkim.

I nawet może by się pogodzili, ale on spotkał dziewczynę, która od dłuższego czasu chodziła za nim i czekała na swoją szansę. Prawie od razu zaszła w ciążę. Tamta znalazła innego mężczyznę i też miała z nim dziecko.

Minęło 20 a może 23 lata. Ich dzieci dorosły, wyprowadziły się na studia. Pewnego dnia wpadli na siebie przypadkiem. Wystarczyła godzina. Następnego dnia już mieszkali razem, dopiero kilka miesięcy później się rozwiedli.  On ma już siwe włosy. Ona swoje farbuje. Jego ręce nie są już tak silne. Jej oczy otaczają zmarszczki. Jej ciało nie jest już tak jędrne. „Nie chcemy zmarnować żadnego kolejnego dnia bez siebie” – mówią.

Tak jest właśnie z miłością.

Gdy mężczyzna kocha kobietę, walczy o nią.

Gdy kobieta kocha mężczyznę, walczy o niego.

Walczą o siebie nawzajem. Nie jedno z nich.

Owszem, kiedy się z kimś rozstajesz, razem z tą osobą odchodzi również część ciebie. Ale zadaj sobie również pytanie: czy twój związek pomógł ci stać się lepszą osobą? Jeśli nie jesteś dzięki niemu lepsza/y, to teraz masz na to szansę.

4347305428_4a59d62674_b

Photo by JustCallMe_♥Bethy♥_/CC Flickr.com

Inspiracje: dr Helen Fisher: The brain in love

 

82 uwagi do wpisu “Jak sobie poradzić z rozstaniem?

  1. Obecnie żyjemy w epoce nieprawdziwej emocjonalnie i społecznie. Brak jest realności,prawdy i szczerości w postrzeganiu siebie i drugiego człowieka. Wydaje nam się jedynie ,ze zachowujemy się,mówimy i wyrażamy siebie indywidualnie. Tak naprawdę kopiujemy marketingowo chwytne wzorce i wydaje nam się ze jesteśmy częścią masy społecznej,tworu pozbawionego błędów i wizualnie błyszczącego szczęściem i wybielonym uśmiechem . Codziennie spotkamy setki ,miliony klonów ,żyjących i poruszających się w ten sam pusty sposób. Chęć posiadania i wygladania jak miliard innych stowarzyszy tej ławicy ciągnie nas w głębię ,gdzie tlen nie dochodzi zazwyczaj i pozbawia nas resztek mózgu. I nadchodzi moment,iż kolejnym elementem będzie stworzenie czegoś na wzór i podobieństwo relacji bliskiej z drugim człowiekiem i powstaje dramat. Związek,relacja funkcjonuje dopóki dopóty Ctrl C + Ctrl V wszystko co widzimy dookoła: sex do utraty tchu, fascynacja, ciekawość ,modne wypady i nietuzinkowe spędzanie czasu. W większości przypadków tyko po to aby dnia następnego móc się tym wszem i wobec pochwalić. I jest fajnie ,az dochodzi do momentu,ze wszystkiego już spróbujemy i rodzi się pytanie co dalej? Nie chcemy zrezygnować z tego co jest,ale nie stać nas na nic więcej,nasze JA i MOJE (moje uczucia,moje życie moja praca..) są przekładne nad to co moglibyśmy nazwać MY i NASZE. Zbyt wielkie lenistwo i wygoda nie pozwalają nam nawet zamarzyć o tym jak mogło by być inaczej. Bezmózgi społecznie,kryl głębinowy pozbawiony realności prawdy o sobie samym. Pokolenie kopiowania zachowań,nieprawdziwe,pusci ludzie pozbawieni umiejętności rozmowy ,szczerości o tym co złe,co boli, co pozwala w dużej mierze na zrozumienie drugiego człowieka i siebie samych. Ograniczający się w relacjach do zjedzenia batonika znanej marki: Zjedz,bo nie jesteś sobą. I póki konsumuje związek trwa,przestaje ,gdy samk się znudzi. Zarówno kobiety jak i mężczyzni : nieprawdziwi.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ludziom nie chce się niczego budować, nie mają sił albo wiedzy, albo ogólnego celu w życiu, łatwiej jest zrobić sobie szybkiego shota z jakiekolwiek doświadczenia i poczuć coś przez chwilę niż wkładać ciągły wysiłek w budowanie czegoś trwałego. A z drugiej strony teraz jest tak, że ludzie chcą spróbować wszystkiego, panicznie zbierają przeżycia,
      chcą być gwiazdą rocka wczoraj i gwiazdą porno dzisiaj. Chcą wszystkich zaliczać jakby miało nie być jutra – Sokół.
      Pozdr,

      Lubię to

  2. Ostatnio zostałam właśnie tak potraktowana. Dwa lata związku, pragnęłam robić mu do końca życia kanapki do pracy i prasować koszulę, starałam się być najlepszym człowiekiem jakim mogłam. Dowiedziałam się własnie ,,że jestem dobra, idealna i można ze mną planować życie, ale nie możecie być razem,, ..bo on nie wie czy mnie kocha.
    SIĘ KOCHA ALBO NIE..
    Więc chyba się będę z tej relacji zmywać, bo już na zawsze patrząc nie niego nie będę już czuć ,, o kocham tą osobę,, ,tylko ,, o ta osoba mnie nie kocha,,.
    Tak czy inaczej to nie ja straciłam osobę która mogłaby za mnie umrzeć, tylko on więc nie zamierzam się dłużej dołować.

    Lubię to

    1. Jeszcze dużo wody w rzece upłynie zanim uwierzysz w to co napisałaś po „SIĘ KOCHA ALBO NIE” choćby dlatego, że drugie słowo rozpoczynające zdanie to „chyba” 🙂 tak czy inaczej powodzenia ! Im szybciej zaakceptujesz tę sytuację tym lepiej dla Ciebie.

      Lubię to

  3. Myślę jak się odnieść żeby nie popłynąć w zachwycie nad Twoją osobą, nad Twoimi literkami… i nie wiem. Po pierwsze: tekst genialnie napisany. Jak rewelacyjna książka, która wciąga od pierwszego zdania. Po drugie: skąd Ty masz taką wiedzę? !! To wszystko prawda. Nic nie zostało pominięte. Genialnie. Pięknie. Mądrze.

    Lubię to

  4. Jakie to prawdziwe.
    „Jesteś super, no ale nie wiem czy Cię kocham, ale przyjaźnić się możemy. No i broń bosze jakbyś sobie kogoś znalazła, bo w sumie to jestem o Ciebie zazdrosny… ”
    Jak tego słuchałam wcześniej, to chciałam wierzyć, że może kiedyś…
    Teraz?
    Teraz dochodzę do wniosku, że takie gadanie to zwykła żenada i tchórzostwo. Tak jak ktoś napisał już w komentarzach, albo się kocha, albo nie i kropka. Ludzie nie umieją się rozstawać, każdy popełnia te same błędy. Zawsze chce się przyjaźnić, zawsze owija w bawełnę, bo nie chce się ranić tej drugiej strony.
    Bullshit – krótko, zwięźle i na temat. I tak albo nasze życie, albo tej drugiej osoby (w zależności kto kogo rzuca) na kilka miesięcy legnie w gruzach i zabliźnienie rany, która zostaje po tym musi potrwać, ja zrastanie złamanej kości. No chyba, że jakimś cudem oboje w tym samym momencie stwierdzacie, że to nie to, może wtedy boli choć odrobinę mniej, choć przywiązanie i tak robi swoje….

    Polubione przez 1 osoba

    1. „Zawsze chce się przyjaźnić, zawsze owija w bawełnę, bo nie chce się ranić tej drugiej strony.” A moim zdaniem ludzie kłamią, bo tak im wygodniej. Przyznać się, powiedzieć prawdę, być szczerym – to jest dla ludzi trudne.

      Lubię to

  5. Ludzie to bardzo zabawne istoty. Jesteśmy zwierzętami stadnymi – na dłuższą metę samotność nas zabija. Gnijemy.
    Patrząc na to obiektywnie (o ile w ogóle człowiek może sobie na to pozwolić) to jesteśmy bardzo sprzeczni. My, nasza natura, nasze myślenie.
    Chcemy „my” ale skupiamy się na „ja”. Nie ma idealnej drogi. Boimy się różnych rzeczy w związku – odpowiedzialności za cudze uczucia, naszych uczuć, odległości łóżka od lodówki, braku makijażu, szczerości. Strach to takie niewygodne buty na bardzo długą podróż. Możemy je zdjąć i iść boso, ale musimy najpierw zaryzykować i pozbyć się ich.

    Pamiętam, że kiedyś usłyszałam najgłupszą wymówkę na zerwanie: „Nie mogę z tobą być, bo cię kocham”. I biedak dziwił się przez pół godziny, że zamiast strzelić mu w twarz, ja wybuchłam śmiechem i nie potrafiłam się opanować. I w ten piękny sposób wbił mi nóż w plecy (w sumie nie pierwszy i nie ostatni).
    Inną sprawą jest, że od tamtej pory z nikim nie byłam. Nie umiem się chyba przestawić. Jeśli usłyszę, że ktoś mnie kocha to pewnie znów zacznę się śmiać i ucieknę z piskiem, ciesząc się z ocalonego życia.

    Lubię to

  6. Najgorsze to blagac o milosc? Ale gdy kobieta/mężczyzna kocha to powinno sie walczyć?… Czy to nie sprzeczność? Poza tym mam pytanie, czy po prawie 2 latach serio ktos nagle twierdzi ze nie potrafi pokochac, ze nie kocha?

    Lubię to

  7. „Następnego dnia już mieszkali razem, dopiero kilka miesięcy później się rozwiedli”

    A nie pobrali przypadkiem, bo trochę się kupy nie trzyma :>

    A tekst w sedno, jak zawsze…

    Lubię to

    1. Zamieszkali razem, rozwiedli ze swoimi obecnymi partnerami. Trzyma się kupy, tylko trzeba przeczytać ze zrozumieniem…
      Piotrze, tekst dobry, ale tak naprawdę wszystko zależy od konkretnych ludzi. Rozstałem się, przepłakaliśmy kilka nocy razem, ale dzięki temu odważyliśmy się na 100% szczerość. Dużo to oczyściło, dużo wyjaśniło i mogliśmy zostać przyjaciółmi. Chociaż spięcia są nadal, ale to już na innym poziomie.

      Lubię to

      1. Oczywiście znaczeniowo można się domyślić, ale napisanie tego w ten sposób w jednym zdaniu nie jest do końca poprawne logicznie jak dla mnie
        A jestem programistą i dla mnie zapis musi być deterministyczny. Wiem że się czepiam, wczoraj naszły mnie przez to wspomnienia i miałem ciężki dzień.

        Nic, pozdrawiam i powodzenia życzę wszystkim

        Lubię to

    2. zabrakło w tekście, że ” dopiero po paru miesiącach rozwiedli się ze swoimi współmałżonkami „, czyli zamieszkali razem będąc w innych związkach. Tak to rozumiem.

      Lubię to

  8. „Kocham was obie, nie umiem wybrac” jak kochasz to nie ma miejsca na zdrade.
    Ludzie kłamią zamiast powiedzieć wprost. Kredyt chomik i samochod na raty skutecznie blokują niektórych i dopiero wstrząs w postaci kochanka/kochanki zmusza do rozpostarcia skrzydeł.
    Jednak kocham i bede kochała wiele razy jeszcze…

    Lubię to

  9. Witam. Ja przeszlam to bylam w zwiazuku 13 lat jezdzilam do pracy zagranice na 6 tyg i 6 tyg w domu moj partner bylvw polsce praciwal kontakt mielismy telefoniczny skayp itd codziennie i nie mial odwagi mi powiedzieć przyznac się ze ma kogos itd dopieri wydalo sie przez rzypadek. Odczytalam sms ktory do niego pisala tamta potem wysxlo ja w pracy on poznal ja na fejsie itd ona naciskala na niego wiec powiedział mi ze mnie nie kocha ja kocha bardziej itd ale prxespal sie z tym i stwierdzil ze chce zaczac od nowa ze mna bo tyle przeszlismy itd popelnil blad wybaczylam mu i malo tego ta nie mogla tego przezyc ze jednK wybral mnie nie ja to sms pisala mu ze tak łatwo się podaje a mi napisala ze on mnie i tak zostawi jak nie dla niej to dla innej ale sie nue stalo w zwiazku bylismy 13 lat a po 6 mc od tej sytuacji wzielismy ślub i jestesmy ze sobą jest ok wie ze zle zrobil zaluje tego co zrobil i jestesmy razem a tamta zawiedziona doslala kosza. Pozdrawiam
    Beata

    Lubię to

  10. Troche mnie przeraża fakt, że taka osoba jak ty mówi, że rozstanie zabiera cząstkie ciebie, a ja nigdy nie uroniłam najmniejszej łzy z powodu rozstania. Nigdy nie byłam przygnębiona dłużej niż jeden dzień. Czy to znaczy, że mój mózg jest patologiczny? Co więcej facet z, którym miałam najwięcej emocji w związku (wtedy płakałam jak neurotyczka więc to nie jest tak, że nie jestem zdolna do emocji) jest teraz moim najlepszym przyjaciecielem, który wie o mnie wszystko i naprawde dogadujemy się lepiej teraz niż jako para (to on ze mną zerwał) i to już od 4 lat.

    Lubię to

  11. Piotrze, czytam Cię od dawna, ale dziś mogę to powiedzieć z dumą i pewnością – cieszę się, że napisałeś to, co napisałeś. Bo jesteś facetem, a ja potrzebowałam usłyszeć to od faceta.

    Po prostu, wiele już zrozumiałam sama, ale dziś znalazłam potwierdzenie dla swoich wniosków.

    On nie miał odwagi tego wszystkiego powiedzieć. Cieszę się więc, że Ty to zrobiłeś.

    Lubię to

  12. Co z tego że większość się zgadza jak tutaj widać taki mocny hejt na mężczyzn ?
    Przedstawiasz sytuacje jednostronnie pokazując czarno biało: męzczyzna zły bo się nudzi kobietą, kobieta dobra bo jak Ona rzuca to przez to że mężczyzna nie sprostał jej wymaganiom.
    Tekst do kosza.
    Pozdrawiam

    Lubię to

  13. Jestem świeżo po rozstaniu. Tyle, że to ja powiedziałam „koniec”, mimo że jeszcze nigdy nikogo tak mocno nie pokochałam. Powodów mam mnóstwo, podałam Mu wszystkie (jego upór, przekonanie o własnej wyższości, bierna agresja, lekceważenie moich potrzeb, umniejszanie mojej wartości). Wyprowadziłam się. Próbował mnie zatrzymać. Obiecał zmianę, nie po raz pierwszy. Na propozycję wspólnej terapii stwierdził, że sam sobie ze wszystkim da radę, zna siebie na tyle. Za to ja sobie mogę iść sama, on nie ma nic przeciwko. Zaparł się tak mocno, że nie pójdzie, nawet gdyby oznaczało to, że mnie straci.

    Nie wrócę do niego, dopóki się nie zmieni, ale przywiązanie ciągnie mnie z powrotem, jak ćmę do światła. Jestem w kropce i nie mam pojęcia, co mam robić…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja to co robić. To co miliony przed tobą. Uwierz że on się zmieni, daj się ponieść, jak się dasz to urodzisz mu dziecko, dasz się totalnie zdominować, będziesz stopniowo widzieć jak traci do Ciebie resztki szacunku i zalicza kochankę za kochanką coraz mniej się z tym ukrywając. Potem tylko rozwód, psycholog, depra, psychotropy i gdzieś po 35 będziesz gotowa do nowego związku, tymczasem dzieciak podrośnie…
      Standardowy scenariusz p.t. niech serce wybiera. Tyle że rozum jest w głowie, a serce to tylko mięsień.
      Ale kto wie…czasem cuda się zdarzają 🙂

      Lubię to

      1. Nie wierzę w takie cuda, chyba to mnie ratuje w tej całej sytuacji 😉

        Mój komunikat był jasny: albo całkowite rozstanie, albo terapia, ale powrót do mieszkania wyłącznie wtedy, kiedy zobaczę zmianę. Zdecydował, że na żadną terapię nie idzie, więc ułatwił mi decyzję. Raz już odeszłam, obiecał terapię, a przed drugą wizytą dowiedziałam się, że to ja jestem wariatką i tylko ja potrzebuję leczenia.

        Rozum się cieszy z takiego obrotu spraw, tylko serce jednak boli…

        Lubię to

      2. jak to jest…wiemy(ty wiesz) że facet jest egotycznym narcyzem i w przyszłości będziesz okropnie cierpieć przez niego, a i tak „serce boli”.
        Czasem myślę, że zarzucamy facetom że myślą tym co mają między nogami a my…
        tak naprawdę to robimy to jeszcze bardziej, tylko lepiej siebie i innych oszukujemy że to serce, romantyczne i takie tam.
        Kiedyś usłyszałam jak mój chłopak(ex, rzecz jasna) mówi do swojego kumpla z którym się narąbali jak zwykle że ja, cytuję „jak wszystkie głupie dupy, wybaczę mu wszystko tylko trzeba mnie porządnie przelecieć”. Nigdy w życiu tak szybko mi ból serca nie przeszedł jak wtedy, i najlepsze że od tej pory rozstawałam się jeszcze raz – zero kaca.
        Chyba zmądrzałam. Ale to już by było za dużo pisania. Wnioskując z moich przyjaciółek i co gorsza siostry – jak się która związała z debilem, to on od tego że wzięli ślub nie przestał być debilem. Tylko mają półdebilne dzieci 🙂

        Lubię to

      3. Co za cham! Ten mój zresztą nie lepszy: „kobieta jest jak małpa, nie puści jednej gałęzi, zanim nie złapie drugiej” to w zasadzie było jego motto życiowe.
        Współczuję Twojej siostrze. Ślub niczego nie rozwiązuje, tego jestem pewna, chociaż moja mama też sugerowała mi to jako najlepsze remedium na wszystko. Zresztą też mam u kuzynki przykład „zmiany” debila po ślubie… Jak sobie o tym pomyślę, nabieram pewności, że dobrze zrobiłam.

        Lubię to

      4. Wiecie co jest najśmieszniejsze? ja się generalnie zgadzam z całą tą dyskusją – że ludzie ewoluują, zmieniają się, jakościowo nie, ale jakby następuje naturalna ewolucja i przemeblowanie tych zasobów charakteru, którymi obdarzyła ich natura, bla bla bla. Sama prawda i logika. Jeżeli masz wątpliwości , uciekaj – też się zgadzam. Na tym etapie nie powinno się mieć wątpliwości.
        Tylko że jesteśmy zwierzętami, zaprogramowano nas głównie na prokreacje i zachowanie gatunku. To czy kobieta będzie szczęśliwa z jakimś troglotydą/nudziarzem/fajtłapą, który akurat dysponuje możliwością zrobienia jej dzieci, to jest kwestia drugorzędna. To natury kompletnie nie obchodzi. My chciałybyśmy być rozumiane, kochane, podziwiane i wspierane, chcemy tworzyć mistyczny związek dwóch osób na podobnym poziomie, niezwykle sobie oddanych i zakochanych przez całe życie. To się zdarza. Ale rzadko.
        Moja mama dysponując swoimi obserwacjami z perspektywy lat mówi że najważniejsze są dzieci. Ja widzę jak się męczy z ojcem, jak się nie dogadują, i nie chcę niczego podobnego u siebie. Ale nie mogę tak zupełnie zanegować tego co ona mówi, chociaż sama się na to nie piszę. Niemniej, radząc dziewczynie bez wahania żeby rzuciła tego idiotę, weźcie pod uwagę jedno – może za kilka lat powiedzieć że żałuje. Z perspektywy czasu złe wspomnienia blakną a samotność dokucza.
        Ja tak nie chcę, ale dookoła widzę mnóstwo koleżanek, które tracą złudzenia, obniżają standardy, kładą na bok własne marzenia i biorą się za szukanie ojca dla swoich dzieci. To jest instynkt. Ja tak nie chcę, ale tak jest…

        Lubię to

      5. @Ania
        To co napisałaś…uważam że to najmądrzejsza wypowiedź ze wszystkich pod tym wpisem.
        Dlatego też – jak dla mnie – większość z tego co autor pisze to powielanie mainstreamowych bzdetów, nowoczesnych harlequinów sprzedawanych już nie jako romansidła ale jako ideał życia do którego należy dążyć.
        Ale tak. Jesteśmy istotami społecznymi, więc w samotności zazwyczaj cierpimy.
        Jesteśmy ssakami, zwierzętami – tyle że sprytniejszymi od innych – ale natura taka sama. większość tego, co się dzieje można opisać jako „jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o dzieci”. Ssaki. Rozmnożyć się, zdobyć, utrzymać i w miarę możliwości rozszerzyć terytorium i zasoby – aby te dzieci miały gdzie i z czym żyć.
        Instynkt, imperatyw.
        Autor dzieci nie ma, nie chce mieć, nie współdzieli ani uczuć ojców ani matek.
        Stoi z boku i sprzedaje ubrane w cynizm przepisy z młodzieżowych gazet – jak zdobyć, jak utrzymać. Nawet słowem nie wsponina o tym, co jest fundamentem, co ciągnie ludzi do siebie. Co ich utrzymuje gdy pożądanie się nasyci i osłabnie( z wynikiem oczekiwanym przez naturę bądź nie).
        Żeby to nie było takie proste – oczywiście to się stopniuje.
        Są matki polki cierpiętniczki, są matki wyrodne i cała gama zachowań matczynych pomiędzy.
        Są ojcowie którzy bez wahania oddadzą życia za dziecko, a są tacy których uczucia zanikają zaraz po wytrysku. I cała gama pomiędzy.
        Kobiety dostają za urodzenie dziecka premię od natury w postaci tych wszystkich hormonów szczęścia, oksytocyny etc etc.
        Faceci dostają premię bo to czują, są szcześliwi jak MY mamy orgazm, są szczęśliwi jak my jesteśmy szczęśliwymi matkami. Do tego mają poczucie że zrobili co trzeba.
        Cała reszta to harlequiny.
        Świat zachodu ma swoje, azjaci swoje, afryka swoje.
        Nie ma wspólnego archetypu „żyli długo i szcześliwie” wspólnego dla wszystkich kultur.
        To wymysł.
        Istnieje wspólny archetyp matki-bogini i płodności jako pomyślności.
        Moj poprzedni komentarz miał być ironiczny. Nie zostałam odczytana to teraz było na poważnie.
        A autor jest jak daltonista udzielający wykładów na temat wpływu kolorów na sukces dzieła.
        A tymczasem mam wrażenie że zna się tylko na tym, jak wcisnąć bohomaz laikowi za ciężka kasę.

        Lubię to

      6. Nie zgodzilabym sie Fikołko tak całkowicie, przeciez obie to czytamy 😉 czasem diagnozy Autora bloga są uderzajaco trafne. Jednak nie da sie ukryc ze pomija on wiele oczywistych aspektow zycia. Dobrze ze mamy tego swiadomosc. 🙂
        Jeżeli masz ochotę to prosze podaj mi jakiś cynk do siebie celu „wymiany myśli”. Tesknie czasem za kims inteligentnym. Podalabym jakiegoś maila do siebie, ald musialabym zalozyc jakiegos fakowego , a z racji nauki do duzego egzaminu internet ograniczam do mininum. Byc może Ty takiego masz 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

        Lubię to

    2. Czy wy kobiety nie możecie tego zrozumieć, że mężczyźni nigdy się nie zmieniają ??!!??
      I przestańcie wreszcie mieć co do tego marzenia i chęci zmiany nas. A wtedy będzie lepiej.

      Lubię to

      1. Zmieniają się. Stereotypowo jest tak, że najpierw jest chełpliwy kogucik albo zakompleksiony wystraszony, potem ewoluują w aroganckiego narcyza albo niedecyzyjnego i rozmamłanego „kochanego misia”, potem panikują bo pojawia się przeczucie bliskiego końca tej popisówki i próbuja udowodnić sobie i innym że jeszcze nie jest tak całkiem po nich, potem pojawiają się poczatki otępienia i przekształcacie się w starych wujków popierdółki którzy żyją przeszłością(kiedyś, jak mi stawał to była to taaaka ryba) albo popadają w zdziwaczenie i izolację.
        Możecie sobie i innym wmawiać że „mężczyźni nigdy się nie zmieniają”. Taki bullshit, który ma przykryć fakt że ta niezmienność to po prostu ośli upór w autodestrukcji, a jak przestajecie być osłami to już wam nie staje.

        Lubię to

    3. Nie masz pojęcia co dalej? Ale ja mam. Ja bym spuściła faceta o krawężnik. Nawet jak pójdzie na terapię, chuj. Odetnij się. Ludzie się nie zmieniają, a nawet jeśli tworzą łudzącą podobną do zmiany iluzję- wciąż są tacy sami. Zaakceptuj to. I zrób przysługę dla siebie. Wypierdalając go ze swojego życia, robisz miejsce dla kogoś innego. Nie odbieraj sobie takiej okazji. Nie bądź kolejną pierdolniętą babą, która idzie za głosem serca. Tylko 1% kobiet ma wystarczająco twardą dupę na słuchanie się głosu serca. Ty do tego 1% nie należysz.

      Lubię to

    4. Mam wrazenie ze Wy kobiety same nie wiecie czego chcecie! Jak facet jest za chamski to zle jak za mily jeszcze gorzej. Ja poszedlem na terapie poniewaz moja kobieta mnie o to poprosila i staralem sie zastosowac do zalecen. Po kilkunastu odbytych spotkaniach stwierdzila ze zmienilem sie i jestem za mieki dla niej. W pewnym momencie zwiazek zakonczyl sie z dnia na dzien. Wiec przetancie biadolic, nie moge juz zniesc tego waszego ubolewania nad tym jacy to jestesmy zli. Zwiazek z kobieta XXI wieku to ciagla przepychanka i gra pozorow. Jezeli za bardzo pokazesz ze Ci zalezy to dostajesz kopa w d**e.

      Lubię to

    5. Przeczytać książkę ZWIĄZEK DWOJGA. PSYCHOANALIZA PARY -Willa Jurga i W CO GRAJĄ LUDZIE Erica Berne’a. Możesz jeszcze uzupełnić swoją detoksykację TOKSYCZNYMI ZWIĄZKAMI (Anatomia i terapia współuzależnienia)
      – Pia Mellody. Dowiesz się z tych lektur dlaczego tkwiłaś w związku, który cię krzywdził i dlaczego chcesz do tego wrócić. Po tej lekturze nie będziesz już chciała wracać i lepiej zadbasz o samą siebie. Z agresorem nie ma dobrego związku. Nawet nie ma co się nad nim litować. Lepiej się nie zbliżać.

      Lubię to

      1. Dziękuję, zapisałam sobie, zaraz się zabieram za szukanie tych książek 🙂
        I wiecie co ostatnio usłyszałam od mamy? Że teraz, po miesiącu od rozstania wreszcie zobaczyła u mnie błysk w oku, którego nie widziała już od dawna. Fakt, czuję się lepiej, chociaż nadal nie mam odwagi pojechać po resztę rzeczy bez obstawy, żebym na jego widok nie zmieniła zdania. Nigdy nie sądziłam, że taki związek będzie na mnie działał jak narkotyk. Jemu życzę dobrze, podobno się ogarnął, ale ja zdania nie chcę zmienić, bo na myśl o powrocie dostaję bólu brzucha, mimo iż przepraszał mnie już nawet za plagi egipskie. Teraz tylko muszę popracować nad sobą, żeby już nigdy nie popełnić tych samych błędów.

        Lubię to

    6. Jestem po toksycznym związku i powiem Ci: nie warto. Jeśli nie chciał iść na terapię, odpuść go sobie. On się nie zmieni, a Ty byś się męczyła, licząc na to, że jednak się uda.
      Jestem pewna, i trzymam za to kciuki, że poznasz kogoś wartościowego, nietoksycznego 🙂

      Lubię to

  14. Do Basi BC i Fikołki ogólnie też .Bo rozstania były ,są i będą zawsze bolesnym momentem, solą życia palącym piętnem odrzucenia. Bo albo ona albo on nie byli dojrzali i popełnili wiele głupstw nie ważyli słów zbyt luźno podchodzili do siebie ( potem jak minie czas oboje zrozumieją swe błędy). Bo wpadli w wir życia tak szybkiego ze zabrakło czasu na refleksję , z egoizmu do siebie. Nie ukrywam sama wiele spraw sp… ….m przez własna głupotę brak przemyśłenia swojego och jakze lekkiego zachowania postępowania., kierowania się instynktem pozadania seksualnego. Bo zawsze powinnismy na początku związku wziaść pod uwagę czy poza pożądaniem jest o czym rozmawiać i czy oboje mamy podobne podejście do związku-czy ma być on krótki czy chcemy cos zbudować. I to jak nas wychowano i srodowisko tez coś wiele znaczy.Poządanie jest ważne bo seks stanowi dopełnienie ale cos musi być jeszcze , Sama nie wiem co to może być i szukam tego.Wiele nad tym czymś myślę Mam za sobą ślub małżeństwo , oparte na niestety samej biologii i zaslepieniu cielesnym pozbawione miłości z mej strony .Paradoksalnie on podobno dalej mnie kocha .Ale dla mnie to dawno umarlo smiercią naturalną.I widze ze wielu tak ma.Nie winie drugiej strony bo sama mam charakter nie z tej planety ,jestem chyba niemodna z tą romantycznością i dodawaniem esów floresów do wielu spraw.A dziś świat zyje uproszczeniami-globalizacja tak zwana hehe. Próbuje być dla byłego miła z szacunku ogólnego do człowieka i wrodzonej grzecznosci bo mimo wszytko lacza nas pewne sprawy .Ale nie czuję miłości nie kocham.Nienawiści nie czuję zemstą nie pałam lecz nie zawsze bylo gładko.Dlatego gdybym miała wychodzić zamąz laczyć się z kims w lużny związek bez miłości tego nie zrobię.Z chamem , cynikiem też nie -łatwo wyczuć takiego ale kobiety się mylą bo sa ufne ,bo sa wrażliwsze emocjonalnie i bardziej cenią gesty czulosci i adoracji Bycie egzaltowana płączką kalwaryjską, histeryczką nie popłaca Bo trzeba nauczyć się umiaru w każdej dziedzinie. Kiedyś czytałam że miłość jest jak spacer , przyjemny spacer piękną aleją w drobnym deszczu .Idziesz i idziesz w nim az w końcu przemokniesz do głębi.Mi nie było dane ale może kto wie …………..

    Lubię to

    1. Mnie też tak w pełni się nie udało, bo pełnią nie można raczej nazwać miesiąca miodowego w wyobraźni.
      Chciałabym mieć tą lekkość bytu i podchodzić do relacji jak podróżnik, dawać i czerpać garściami, lecz nie cierpieć, gdy nadejdzie koniec.

      Lubię to

    2. Do Lukrecji:
      czy nie jest tak że to coś o czym piszesz i myślisz to po prostu „lubię przebywać z tą osobą”? Czyli przyjaźń, czyli szacunek, czyli poczucie wspólnoty i zdrowy poziom lojalności?.
      Idealny byłby związek gdzie jest i przyjaźń i pożądanie, skoro musi być jedno to te z przyjaźni są trwalsze i milsze a z pożądania nietrwałe ale bardziej emocjonujące i „efektowne”.
      Decyzja czy chcemy być radykałami w myśl zasady wszystko albo nic, czy mieć kompromis a jeśli tak to czy to ma być kompromis miło i bezpiecznie czy może rollercoaster z licznymi obrażeniami na końcu – no to już każda sama wybierze, zazwyczaj niemądrze bo co ma miłość z mądrością wspólnego. Prędzej z hormonami i chemią, co trochę smutne, ale tylko jak się nie zauważyło że romantyzm to taka zakamuflowana gra wstępna.

      Lubię to

      1. do Fikołki w pewnym momencie życia klapki z oczu opadną kolorowy festiwal kolorów sie skońćzy .Tak jak mówisz jeżeli zabraknie radości ze zwykłego przebywania ze sobą to nic nie pomoze .No i samo pożądanie nie starczy , tlumacze to teraz wielu zaslepionym znajomym ale i tak nie słuchają .Jak widze nie jestem sama z rozczarowaniem życiowym . Nie można przestać mieć nadziei ze w końcu przytrafi się cos dobrego a przyjść to może niespodziewanie jak tęcza po ulewie.

        Lubię to

  15. Jestem Właśnie po rozstaniu , jest mi cholernie z tym cieżko , mimo wszystko ze znaliśmy sie tylko dwa miesiace (23.06-23.08) ta kobieta nauczyła mnie więcej przez ten czas niż ja przez całe zycie , miałem niestety obawy oraz wiele watpliwości i wiele niewiadomych , były sytuacje miłe i kochane, potrafiłem jej „sciągnąć gwiazdkę z nieba” ale były tez sytuacje chore które starałem sie zrozumieć…. czasem lepiej jest cos przerwać dla samego siebie, dla niej, dla nas… Nic sie nie dzieje bez przyczyny , czym głębiej wchodzimy to tym trudniej jest to zakończyć , mimo wszystko ze w sercu bardzo żałuje tej decyzji rozstania i głęboko czuje ze jest kimś dla mnie ważnym , ze ja kocham , to tak miało byc… Abyśmy byli lepszymi ludźmi… Dziekuje , tak bardzo tesknie za toba , tak mocno cie pokochałem za wszystko ….

    Polubione przez 1 osoba

  16. No i doła dostałem – wychodzi że jak będę łysy, siwy, ślepy i kostropaty to spotkam panią z którą się rozstałem 20 lat temu, zamieszkam z nią i zmieni mi się życie (chujowe ale stabilne) a dzieciaki będą mną pogardzać ? Dobrze wiedzieć że jak ją spotkam to mam na wszelki wypadek uciekać. Coś za dużo na blogu o miłości jak na takiego sztandarowego jebura i cynika 🙂

    Lubię to

  17. Trafiłem na twojego bloga 15 minut temu, ale zostanę ewidentnie na dłużej 😉 a co do posta no wiesz, ze związkami jest jak z narkotykami, są dla wszystkich, ale jednak nie wszystko ze sobą pasuje, a kiedyś mądry człowiek powiedział mi, żeby wiązać i otaczać się ludźmi, którzy ciągną Cię w górę, bo w dół to możesz ściągnąć spodnie w ubikacji.

    Lubię to

  18. Przepraszam za słowa ale jak czytam jak Wy tu pieprzycie to mam ochotę pawia puścić. Faceci są różni a kobiety niestety takie same. Chodzi o bolec i o nic więcej. Kobieta jak znajdzie kolejny bolec to się zakochuje. Mnie żona zostawiła po 15 latach małżeństwa. Znalazła sobie innego, którego do tej pory ukrywa przed swoją rodziną (z wyjątkiem matki, ktora sama spotyka się z żonatym mężczyzną), córkę wywiozła do matki syn mieszka ze mną. Nie było bolca to mnie kochała, znalazła to zaczęła nienawidzić. Zrobiła ze mnie potwora ale jednocześnie zostawiała ze mną dzieci by móc z bolcem jechać na wakacje. Zmywam sprzątam gotuję prasuje piorę robię zakupy odkurzam maluję ściany robię remonty zalatwiam sprawy w urzędach płacę rachunki zarabiam studiuję dokształcam się i jestem sprawny fizycznie i intelektualnie. Przepraszam za GRUBE słowa ale mam dość owijania w bawełnę.

    Polubione przez 1 osoba

  19. Rzadko czytuję Twojego bloga, z reguł poruszam się w innych rejonach internetu i czytam o czymś zupełnie innym. Link podesłał mi przyjaciel, bo jestem świeżo po rzuceniu.

    W którymś z akapitów piszesz o ładnej szatynce. Zupełnie, jakbym czytał o dziewczynie, która mnie zostawiła. Nie potrafiła powiedzieć: ”przepraszam”, ani porozmawiać ze mną twarzą w twarz. Oszukiwała samą siebie, że mnie nie kocha i za każdym razem nawoływanie do rozstania przeprowadzała na odległość, bo kiedy zjawiała się u mnie, to jej emocje, wyrazy twarzy i gesty mówiły coś zupełnie przeciwnego. Ale wybrała w końcu tego drugiego. Młodszego ode mnie. Kiedy pojechała do niego pierwszy raz, utrzymywała, że to tylko przyjaciel, chociaż ja wiedziałem, że to coś zupełnie innego. I tak do niego jeździła, ja jej nie potrafiłem zatrzymać. Wierzyłem w jej rozsądek i dobrą wolę, że naprawdę jestem dla niej ważny. W końcu się rozgłosili, przy aplauzie znajomych, a tylko ja gdzieś tam w tle cicho przełykam gorycz, nie zwracając niczyjej uwagi.

    Tak, jestem pizdą, która traktowała ją dobrze. Niektórzy mówią, że nawet ”za dobrze”, chociaż nie wiem, co to znaczy. Starałem się być gentlemanem, ponieważ obiecałem sobie, że jeśli spotkam kogoś, kto będzie mnie chciał, to taki będę dla tej osoby. By nigdy nie żałowała, że wybrała mnie. By była szczęśliwa. Nie potrafię i nie chcę wdawać się w dziecinne gierki o udawaniu niedostępnego i lekceważącego. Albo się kogoś kocha i się to okazuje, albo nie. I wydawało mi się, że trafiłem na taką osobę, która jest do mnie podobna i że jest jej ze mną dobrze. Ale widać nie było. Chciała odejść, proponowała przyjaźń, ale mówiłem jej, że nigdy nie zostaniemy przyjaciółmi, bo będzie to złudzenie. To była pierwsza osoba, przed którą się otworzyłem i pokazałem prawdziwego siebie. I pierwsza, którą o cokolwiek błagałem ze łzami. By poczekała. By nie podejmowała decyzji pochopnie. Tak, jestem pizdą. Nie szanuję samego siebie i płaszczę się przed kimś, kto na to nie zasługuje. Ale przynajmniej wiem, że zachowałem się dobrze i uczciwie, niczego nie żałuję, ani nie dręczy mnie sumienie, że mogłem zrobić coś inaczej.

    Ale z tyłu głowy gdzieś krąży mi myśl, że ona jeszcze do mnie przyjdzie. Za miesiąc, dwa, rok. Ale przyjdzie. Ruszy ją sumienie, przypomni sobie coś związanego ze mną, albo znajdzie jakiś prezent ode mnie. I będzie chciała przeprosić. Być może żyję złudzeniem. Być może. Ale nie potrafię pogrzebać kogoś, komu dałem całego siebie. I tak, bardzo za nią tęsknię.

    Lubię to

    1. Nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale objawy przypominają mój związek z toksyczną eks. Też ciągła huśtawka emocji, jej wiele różnych twarzy, konieczność nadskakiwania itd. Obecnie jednak wiem, że są ludzie organicznie niezdolni do miłości i związków, z czego wiele takich osób to kobiety. Kłamią, że chcą się wiązać, a chodzi im jedynie o narkotyk, jakim jest dla nich męskie uwielbienie. Ja też walczyłem, prosiłem o przeczekanie, liczyłem na nowe otwarcie, po jej zerwaniu dostawałem od niej wiele ciepłych wiadomości, ale w końcu postanowiłem definitywnie z nią się rozstać, bo toksycy tak mają – zrywają z tobą, ale proponują jakieś miłe bonusy (niezobowiązujący seks, spotkania itd.), byleby tylko czuć, że mają cię wciąż na smyczy, na wszelki wypadek.
      Życzę Ci, aby to nie był twój przypadek, ale wiele objawów pasuje.

      Lubię to

      1. Masz dużo racji i sam dostrzegam podobieństwo. Dziewczyna była młodsza, widać było, że zagubiona i bardzo łatwo było ją poddać manipulacji, poddawała się presji otoczenia, ale jednocześnie bardzo lubiła uznanie i otoczenie mężczyzn. Może i jest tak, jak mówisz, ale przyjaciele mnie wsparli i nie cierpię tak, jak wtedy, gdy pisałem te słowa. Bardzo Ci dziękuję za otuchę i te słowa, wbrew pozorom, dużo to dla mnie znaczy.

        Lubię to

    2. Nie Singvögelu, nie zachowałeś się dobrze. O kobietę niekiedy warto trochę powalczyć ale nigdy się jej nie błaga, nie prosi i przenigdy ze łzami w oczach. To co zrobiłeś przekreśliło Cię w jej oczach kompletnie ( każda kobieta nie znosi miaucząco-skomlących facetów). I nie ruszy ją sumienie. Co niby takiego złego zrobiła? Wybrała innego? Ma do tego prawo. Chcesz kobietę, która wróci do Ciebie z litości??? To nie tylko złudzenie, to zupełne niezrozumienie tego jak funkcjonuje kobieta.
      Obawiam się, że przed tobą bardzo długa droga nauki. Jeśli nie podejmiesz wysiłku zrozumienia w jaki sposób kobiety podejmują wybory,decyzje co do partnerów, będziesz wciąż powielał te same błędy. Ewentualnie dorwie cię jakaś sprytna i cwana harpia która twoją naiwność i miłość wyeksploatuje do ostatniego grosza i po prostu zostawi. A Ty do końca życia będziesz biadolił, że kobiety to takie i owakie…
      Rób co chcesz, twoje życie ale postaraj się przyjąć z pokorą to co Cię spotkało, odpuścić wszelkie żale i zacznij się uczyć, uczyć kobiet.

      Lubię to

      1. Drogi Radku, masz niewątpliwie dużo racji. Nigdy nie byłem twardym facetem, zawsze dawałem z siebie dużo uczuć i je okazywałem, ponieważ nie potrafię inaczej. Nie żalę się, trochę mi przeszło. I miałem rację – przyszła do mnie, prosiła o wybaczenie, widać było, że do mnie dużo czuje. Ale ja wiem, jak postępować na przyszłość.

        Lubię to

    3. Nie wiem czy mój komentarz ci pomorze, ale ja też kiedyś usłyszałam, że możemy być tylko przyjaciółmi mimo, że miałam wrażenie, że łączyło nas dużo więcej. Takie porozumienie dusz. Teraz utrzymujemy kontakt, bo on tego kontaktu szuka, a ja dawno temu ucięłam tę znajomość i stworzyłam nowy, piękny związek. Nie idealny, ale piękny. I teraz wiem, że tak właśnie musiało być. Że ja musiałam przeżyć tamto odrzucenie, żeby móc być szczęśliwą teraz.
      Dlatego nie rozpamiętuj, nie szukaj kontaktu. Wiem, że boli, ale ten ból minie. Chodź na niezobowiązujące randki, spotykaj się z ludźmi. Niczego nie zakładaj, nie szukaj miłości na siłę. Ona przyjdzie, kiedy najmniej będziesz się jej spodziewał, w sytuacji, której nigdy byś nie przewidział, bo życie właśnie takie jest. Do tamtej znajomości nie wracaj, bo nawet jeśli ona wróci do ciebie, to już nie będzie kobieta dla ciebie bo przez to rozstanie ty już jesteś inny. Nie jesteś już tamtym facetem, ale mężczyzną.
      Nie zmieniaj się, bądź sobą. Jesteś dobrym człowiekiem i szukaj dobrej kobiety, która to doceni. Tylko bardzo cię proszę, nie bądź powierzchowny. Najpiękniejsze prezenty są najskromniej zapakowane.
      Życzę szczęścia i miłości.

      Lubię to

      1. Dziękuję, piękne to słowa, naprawdę, trochę mnie zadrapało w gardle. Cieszę się, kiedy ktoś dostrzega, że staram się być dobrym człowiekiem.

        Ona wróciła, przyszła do mnie, przepraszała. Widać było, że jej żal, że źle wybrała, że zrobiłaby to inaczej. Spędziliśmy dzień, tak jak zawsze go spędzaliśmy. Powiedziałem jej wówczas, że wybaczę jej w jednym, jedynym wypadku – kiedy przyjdzie i mnie przeprosi. I to zrobiła, więc nie mam do niej żalu o nic. Być może będzie chciała przyjść znowu, nie wiem. Ale ja już nie przeżywam tego, jak wcześniej. Nie szukam miłości, bo wiem, że oszukiwałbym samego siebie i osobę, z którą bym się umawiał, udając, że to ta poprzednia. Poczekam, zobaczę. Jakoś to będzie.

        Tobie też życzę bardzo dużo miłości w nowym, udanym związku, jak i wiele szczęścia, choćby za to, że potrafisz pochylić się nad człowiekiem, dodać otuchy i powiedzieć dobre słowo, mimo, że nawet go nie znasz. Masz wielkie serce.

        Lubię to

  20. Uhm…
    Ja dzięki długoletniemu związkowi dowiedziałem się, czego nie chcę od życia. Powiedziałem mojej biernej kobiecie, zmęczony ciągłymi problemami: „Chcesz? Sama też zawalcz, wykaż się!”
    Nic nie zrobiła, poza stwierdzeniem, że musi być brzydka skoro jej nie chcę. I wpadła w depresję, robiąc ze mnie potwora, który porzucił ją jak śmiecia…

    Lubię to

  21. Mówią, że związek powinien zacząć się od przyjaźni. Tym razem tak było: Ona średnio zakompleksiony, intensywnie farbowany rudzielec spieszyła z poradami koleżance, bo lubiła kopać ludziom w głowach i znała kilka guziczków i mechanizmów. Koleżance sypało się małżeństwo – nie rozmawiamy, nawet nie sypiamy ze sobą, wiesz, tracę go. Rudzielec udzielał porad, widząc, że sprawa wygląda raczej martwo, no żal.
    W tym momencie na scene wkracza On. Bosko przystojny, miodousty i zajebiście lepki. Zagrało, Ona i On zaprzyjaźniają się. On dla Niej nietykalny bo cudzy, uwiązany. Ale istnieć bez kontaktu już się nie da. Mają codziennie setki wspólnych spraw do zalatwienia, krążąc wokół siebie niczym wygłodniałe sępy nad padliną. Szlachetnie utrzymując ramy. Z coraz większym trudem.
    Po roku pęka żona – wiem że macie romans! Awantura. Burza, szkwał, piekło i szatani.
    Szlachetność nie popłaca, rama pęka. Ona i On „uzupełniają” przyjaźń jak króliki, zawsze i wszedzie. Mija rok. Jemu dobrze choć się ślizga. Jej już mniej, przez jego ślizganie. Żona ciągle tkwi w układzie niczym śmierdzący trup w szafie. Czas na konkrety.
    Kochasz mnie?
    Tak.
    Chcesz ze mną byc?
    Tak.
    Kiedy?
    Jak spłacę kredyty.

    Strzał w ryj. Mentalny.

    Ale Ona drąży
    A kiedy spłacisz?
    Nie wiem, za 15 lat..

    Zalega cisza. Ona kocha, do upadłego, poszłaby przez piekło i zdarła żelazne buty. Ale coraz bardziej wie, że nadaremno.
    On nie rozumie.

    Ona odchodzi – nie pisz, nie dzwoń, umarłam.
    Pije wódkę. Dużo. Długo. Ale z niej tylko kolejna woda do łez.
    Nałożona szminka krwistym zaciekiem splywa po szklance.
    Miłości nie da sie zapić, ani zamalować.
    Walczyć o męską pizdę też nie ma po co.
    I tak oto pat trwa. Od lat. A badania milczą o rozstaniu z rozsadku. Z miłości. I szacunku. Do siebie.

    Lubię to

    1. Yinnis, dobrze napisane.
      Story of my life. U mnie oficjalną wymówką było dziecko.
      I tylko dwa pytania mnie męczą:
      1. Jak żonie może być w tym wszystkim wygodnie? Podejrzewa romans, ale boi się wprost zapytać, żeby nie doprowadzić do konfrontacji z prawdą. Nie śpią razem. Wie że On jej nie kocha, że chętnie rozwiódł by się, ale rozbrajająco stwierdziła, że nie będzie mu ułatwiać. Finansowo jest całkowicie niezależna, więc to nie jest ekonomiczny mus.
      2. Czy On to po prostu męska pizda, czy to ta miłość była taka kulawa skoro przegrała ze strachem przed zmianą?
      Teraz On i żona duszą się we własnym sosie.
      A mnie boli jak cholera.

      Lubię to

      1. Czerp satysfakcje z tego, ze wymiksowałaś się z gówna 🙂 a oni niech sobie gniją w ciepełku własnej fermentacji upstrzonej od czasu do czasu glosnym „plop” pekajacych bąbelkow z fetorem 🙂
        Taka hipokryzja gdzie i maz i zona bzykaja sobie po bokach udajac stadlo, gdzie jedyna wiezia jest milosc do statusu nie miesci sie w moim zakresie estetyki, dlatego parka odpada z grona ludzi ktorych chcialabym znac. I juz 😉

        Lubię to

      2. Nigdy się nie dowiesz „jak”, zakładając że jesteście takie same, że jej priorytety są takie same jak twoje. Ty się zafiksowałaś na miłości. Na zauroczeniu. Na konsumowaniu przygotowanej przez naturę mikstury z hormonów podlaną motylami w czekoladzie, żeby były w brzuchu. A ona ma to już za sobą. Jest matką a to zmienia wiele.
        Na półeczce leży seksowna bielizna(nikogo już nie obchodzi, może nigdy nie obchodziła ale przecież to teatr jednego widza i wszyscy odgrywają swoje role bo im kolorowe gazeciny powiedziały że tak trzeba, grać i oklaskiwać), różowe okulary(zużyte, popękane, już nie dadzą takiego „high” jak kiedyś, tylko idiotycznie kuriozalny obraz) i niepotrzebny nikomu lubrykant, gdzieś pod spodem leży libido. Puls jest, ale raczej to głęboki sen niż pełnia życia.
        Poszaleli, high się skończył, ale ona płynnie przeskoczyła w nowy. Dziecko. I teraz ono jej daje hormony, szczęście, endorfiny bez motyli ale za to jest to relacja na całe życie(i nie wymaga wzajemności bezwarunkowo).
        I już nie potrzebuje aby męska pizda dawała jej high. Aby była dla niego jedyna i najważniejsza. Teraz od tego ma dziecko. Potrzebuje pomocy przy nim, odciążenia, kierowcy do samochodu, naprawiacza psujących się drobiazgów w domu…Ty go idealizujesz, co łatwe na odległość, na randkach i popisówkach w pracy. Ona ma go na co dzień z całą prozą życia. Myślisz że „się duszą” a oni zwyczajnie sobie żyją jak miliony innych…
        U niej „high” się już skończył. I przyjęła to do wiadomości. Twój się kończy i nie możesz się z tym pogodzić bo było tak cudownie…dziecinne. Ale to moja ocena.
        A może rację mają ci, co mówią że miłość chodzi w parze z rodziną, dziećmi, poświęceniem i przewartościowaniem wszystkiego, Z dobrymi, czystymi intencjami i jasnym komunikowaniem się w dobrej wierze.
        A seks, euforie, lewe związki, tajne schadzki, zgoda na „bycie trzecią” to tylko pożądanie, narkotyk i…i dobrze, tylko jak sobie zaczniesz wmawiać że jedno jest drugim to jedziesz złą drogą? Może tak to jest, a współczesne pokolenie wypiera rzeczywistość bo nie jest wystarczająco „imprezowa”?

        Lubię to

    2. „Ona odchodzi – nie pisz, nie dzwoń, umarłam.
      Pije wódkę. Dużo. Długo. Ale z niej tylko kolejna woda do łez.
      Nałożona szminka krwistym zaciekiem splywa po szklance.
      Miłości nie da sie zapić, ani zamalować.
      Walczyć o męską pizdę też nie ma po co.
      I tak oto pat trwa. Od lat. A badania milczą o rozstaniu z rozsadku. Z miłości. I szacunku. Do siebie.”

      Bardzo mi się spodobał ten fragment!!

      Lubię to

  22. Lubię to „kobiety potrzebują racjonalnego wytłumaczenia”. Najbardziej zdumiewające, racjonalne wytłumaczenie jakie usłyszałam. Mąż na pytanie najlepszej z żon, dlaczego ją zdradza odpowiada: bo jestem w tym wieku, że kochanka mi się należy. 😀 😀 😀

    Lubię to

  23. Nie ma co rozpaczać z powodu zranionych uczuć. Życie jest za krótkie na kiepski seks i nieszczęśliwe związki. Dlatego lepiej się wycofać i poszukać kogoś, kto Cię szczerze pokocha i dobrze przeleci. 😛 A coś się kończy, by mogło zacząć się coś. Podobno wszystko ma jakiś głębszy sens? Czasami dobre rzeczy rozpadają się po to, aby jeszcze lepsze mogły powstać. Pozdrawiam ludzi podobnego usposobienia.

    Lubię to

  24. Najbardziej w pamięci utknął mi ten fragment:
    „Etap trzeci: Piekło pieluch, niezrozumienie w związku, różnice charakterów. Mężczyzna zaczyna szukać okazji na boku w celu podniesienia poziomu adrenaliny.”

    Dzięki że na P.I. są poruszane takie tematy.. Od siebie dodam tyle, że system niszczy miłość i przyjaźń. Porównajcie mentalność ludzi gdy byli zakochani, z ich stanem gdy wzięli ślub, założyli rodzinę, mają po kilka kredytów i miliony upiornych obowiązków. Różnicę widać od razu. Widzę to po swoich znajomych. Dawniej – luzacy, obecnie każdy żart czy ironia wywołuje ból dupy. Odpieluchowe zapalenie „muzgu”? 😉

    Tu jest trochę o tym napisane:
    https://jarek-kefir.org/2016/05/28/zwiazek-moze-byc-rajem-ale-moze-byc-i-pieklem-jak-postepowac/

    Lubię to

  25. „W nocy przed planowaną uroczystością usiadł, nalał wódki swojej narzeczonej i sobie, po czym powiedział: „Nic z tego nie będzie. Zakochałem się w innej. I chce z nią być.”” Dobrze, że przynajmniej stać go było na szczerość. Tak powinno być zawsze.

    ” Jak powszechnie wiadomo, nic wtedy tak nie pomaga, jak stwierdzenia przyjaciół: „Ogarnij się”, „Szybko o nim/o niej zapomnisz” i król tego lodowiska: „On/ona nie był ciebie wart.” Działają po prostu, kurwa, jak ręką odjął. Jak plaster na odrąbaną rękę.” mam nadzieję, że to ironia
    król lodowiska ❤

    Lubię to

  26. Ja przechodzę przez „żałobę” po zakończeniu związku, który trwał 13 lat… Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić.
    Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny dorabiania się, choroby i śmierć bliskich nam osób
    Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego „ny”- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał – zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie, że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego „przyjaciółka” jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W w czasie dni, kiedy był „na tak” na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, „bo będzie jej przykro, nie może jej zranić”. Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo „on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił”. Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam… (i tu lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą „po przejściach”, ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą „on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała”. Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić „z tym”, co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka.
    Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego – życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego.
    Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie „na lepszy model” jakbym była pralką. A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s