Kelnerka była młodą blondynką z małego miasteczka. Miała czarną bluzkę, czarną spódnicę i strach w oczach. Wystarczyło na nią spojrzeć, żeby wiedzieć, że jest to jej wakacyjna praca, że jest tu może drugi albo trzeci dzień i się bardzo stara.

Włosy związała w koński ogon.

Mój znajomy był blondynem, który pracował w dużej kancelarii, zarabiając tam przez miesiąc tyle ile ona będzie zarabiać przez rok. Miał białe błyszczące zęby, opaleniznę z Azji i dobry garnitur.

Ten garnitur kosztował tyle ile ona miała zarabiać w pół roku.

Kelnerka szła niosąc nasze zamówienie do stolika przy którym siedzieliśmy w kilkanaście osób. Postawiła przed nim carpaccio, mówiąc proszę oto gnocchi, a następnie kawałek dalej do mnie i zostawiła mi gnocchi z gorgonzolą. Mówiąc: a dla pana carpaccio.

Uśmiechnąłem się.

Kelnerka pomyliła się dwa razy w trakcie jednego zamówienia. Raz myląc nazwy potraw. Dwa to ja zamawiałem carpaccio a blondyn gnocchi.

Blondyn momentalnie się wkurwił. – Co to jest? Carpaccio pani od gnocchi nie odróżnia? Jakim trzeba być tłukiem żeby nie widzieć, czym jedno się od drugiego różni? – wrzasnął.

Kelnerka zaczerwieniła się i powiedziała przepraszam.

– Wszystko już ok. – powiedziałem pojednawczo i podałem mu jego talerz.

Kelnerka nadal czerwona odeszła od naszego stolika.

– Kurwa kogo oni tu zatrudniają? – sapnął blondyn. – Dostają dotację z PFRN – u czy jak??

Koleś zachował się jak chuj. Po części dlatego, że był chujem.

Ale im dłużej o tym myślałem tym bardziej dochodzę do wniosku, że to wyraz jego bezradności. Bezradności człowieka, który na nic nie ma wpływu i który w końcu mógł się na kimś wyżyć z czego skwapliwie skorzystał.

Nie ma wpływu na to, że szef jebie go jak burą sukę.

Nie ma wpływu na to, że musi wchodzić w dupę klientom.

Nie ma wpływu na to, że robotnicy wykańczający jego gigantyczne mieszkanie – oczywiście na warszawskim Wilanowie, mają go w dupie i śmieją się z niego za jego plecami.

Nie ma wpływu na to, że żyje na kredyt.

Może właściwie tylko przypierdolić kelnerce. I to robi. Bo jak już napisałem jest chujem.

Ale to problem nas wszystkich. Nasz problem polega na tym, że w każdym momencie swojego życia jesteśmy zależni. A chcielibyśmy być niezależni.

Dawniej jeśli kiedyś zabrakło ci wody w studni to kopałeś nową. Przeciekał dach? Wchodziłeś na dach i go naprawiałeś, bo inaczej ciekło ci na głowę. Było ci zimno w dupę? Tkałaś sobie na drutach ciepły sweter. Kiedyś mieliśmy poczucie sprawstwa. Tego, ze każdy nasz problem da się łatwo rozwiązać.

Jak chciałeś mieć żonę i pochodziłeś z określonej klasy i społecznej i miałeś jakieś tam pieniądze z góry było wiadomo jak to będzie wyglądać. Jego rodzice jechali do twoich rodziców, (ewentualnie twoi do jej), umawiali się ile krów, ile świń, ile ziemi oraz ile ubrań i pierzyn a później był ślub. Po ślubie była noc poślubna a później wywieszało się zakrwawione prześcieradło na płocie i wszystko było jasne.

Przed długie lata kobieta szukając faceta czuła się jak w wiejskim sklepie gdzie były tylko gumofilce i grabie. Ale miała nad tym poczucie kontroli, sprawstwa. Wiedziała, że jeśli spełni pewne warunki to na pewno będzie miała męża. Lepszego, gorszego ale będzie miała.

Teraz czuje się jak w hipermarkecie. Jest cały regał gumofilców, cały regał grabi i problem jak odróżnić czym jedne różnią się od drugich. Nie dość że nie wie jak wybrać właściwe, to jeszcze boi się, że jeśli będzie się zastanawiać za długo to za chwilę wszystko inne laski rozdrapią i zostanie z niczym. Chwyta więc na oślep, przymierza, szamoce się, zdejmuje, wyrzuca gdzieś parę komuś na głowę i przepycha się biodrami o jak najlepsze.

Bo teraz czujemy że nie mamy na nic wpływu. A chcielibyśmy być niezależni. Chcielibyśmy się zachowywać cały czas według zasady płacę i wymagam.

Jeśli zepsuje nam się samochód nie możemy go naprawić. Jest to za trudne. Musimy zadzwonić do warsztatu, umówić się na wizytę, wezmą od nas dużo pieniędzy a i tak nas wypierdolą (my wypierdolimy ich, kiedy przyjdą do nas).

Nie ma wody w kranie? Możesz co najwyżej zadzwonić do wodociągów i się pokłócić. Chcesz kupić mieszkanie? Musisz wziąć na nie kredyt, którego nie rozumiesz i spłacać je według zasad, których nie rozumiesz.

Nie masz wpływu na to czy ktoś ci zarysuje samochód na parkingu w centrum handlowym, kiedy poszłaś/poszedłeś kupić tam rzeczy, które nie są nam do niczego potrzebne aby zrobić wrażenie na tych osobach, które nie są nam do niczego potrzebne.

Nie mamy wpływu na pracę. Możemy przełożyć papiery z prawej strony biurka na lewą. Z lewej na prawą. Zjeść na nich śniadanie. Wyrzucić je do kosza. Podrapać się po dupie.

Aby zacząć cieszyć się życiem – musisz to zrozumieć. Na większość rzeczy po prostu nie masz wpływu. A skoro nie masz to po co nimi się przejmować?

Kelnerka po prostu pomyliła dania. Nie stało się nic więcej.

14147125102_4efab96026_b Photo by  No Crop PhotolCC Flickr.com

205 uwag do wpisu “Dlaczego ludzie są teraz takimi dupkami?

  1. Na początku myślałem, że Twój tekst jest bzdura. Po czym spojrzałem jaką ja jestem osobą. Okazało się, że właśnie mam wpływ na większość rzeczy, które wypisałeś w artykule, dlatego taka była moja myśl. Powiem Ci, że dzięki temu jestem szczesliwym człowiekiem. Rzadko się denerwuję.
    Artykuł w porządku w każdym razem.
    Pozdrawiam.

    Lubię to

  2. Wolę myśleć i myślę, że na bardzo wiele mam wpływ. Staram się… Choć fakt nie zawsze jest tak jakbym chciała. Fakt, drugi, masz rację, sporo jest chamów dookoła ale znacznie więcej jest tych dobrych. Może jestem naiwna ale z tym podejściem… moje życie jest ‚lepsze’.

    Lubię to

  3. Czytało się dobrze aż do ostatnich zdań. „Zrozumieć, że na większość rzeczy nie mamy wpływu”.. Nosz ja Cię sunę.. To oddawanie mocy sprawczej innym. Taka mentalność niewolniczo – robotnicza. Takie byle jakie podejście do życia. Takie godzenie się ze wszystkim dookoła i wmawianie sobie, że jak nam w mordę plują to nie mamy na to wpływu.. Takie „zbaranienie” kompletne, bycie owieczką której losy zależą od bacy czy innego pastucha.
    Krótko, w dupie mam takie brednie. Do diabła z takim mentalnym zniewoleniem i inwalidztwem. Panie autorze – kimkolwiek jesteś bo nawet nie podpisałeś się pod własnym tekstem – jak już piszesz takie opowieści to może lepiej byłoby ludzi podbudować i pokrzepić na zakończenie? A nie wbijać gwoździa w ciężkie wieko trumny ludzkiego poczucia siły sprawczej i motywacji..
    Tylko ofiary losu myślą i żyją zgodnie z przedostatnim zdaniem tego tekstu.
    „Na wybory nie pójdę bo i tak to nic nie da..”
    „Strajkować też nie pójdę bo jeszcze dostane z armatki wodnej..”
    „Dojebali mi nowy podatek zabierając kasę którą mogłem użyć na swoje przyjemności.. Trudno pożyczę, na ICH decyzje nie mam wpływu”
    „Szef drze na mnie gębę w robocie.. Nie mam wpływu, widocznie jestem do dupy.. Bu.”

    Aby zakontrować takie beznadziejne podejście zacytuję:
    „Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił.” – Edmund Burke
    Tyle w temacie. Godzisz się ze wszystkim co Ci nie pasuje? Jesteś winien sam sobie, ktoś inny to wykorzysta a Ty się tam dalej użalaj nad sobą.

    Cały morał tego wpisu wrzucony na siłę – od tak żeby zabrzmiało mądrze i życiowo. Bez niego tekst byłby w porządku, a zachowanie negatywnego bohatera można by określić zwyczajnie mianem chamstwa. I koniec. A tak, powstała jakaś papka która w opozycji na chamstwo stawia bycie ofiarą. A przecież nie jest tak. Można po prostu być chamem lub nie, nie będąc jednocześnie istotą ignorującą moc własnej siły sprawczej.

    Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s