Siedziałem niedawno z kumplem w parku. Omawialiśmy scenę z filmu. Ten film nie był wcale specjalnie dobry. Z perspektywy czasu oceniam go jako podstawkę pod pizzę i trzy piwa.

Zawierał jednak scenę, która nas mocno zafrapowała. Scenę, o której gadaliśmy przez 45 minut, aż  przerwały nam dwie kobiety. Zaczęły się tłuc rozrywając na sobie ubrania tak, że na wierzchu pokazały się ich pełne, mleczne piersi (oczywiście, że  musiałem napisać coś o cyckach).

[Tak naprawdę to się nie pobiły ale mało brakowało. Jedna z nich pozwoliła dziecku wziąć psa na taką mini karuzelę. Dziecko się kręciło, pies się kręcił razem z nim. Druga naskoczyła na pierwszą, że pozwala męczyć zwierzę.

Pies przypatrywał się temu obojętnie. Dwie młode matki wygrażały sobie pięściami, w końcu obie zaczęły dzwonić na policję. Ciekawe co byśmy zrobili gdyby zaczęły się bić? Gdybyśmy je rozdzielili pewnie oskarżyłyby nas o gwałt. ]

W tym filmie jeden z bohaterów mówi niezwykle intrygującą kwestię:

..wystarczy że odpowiesz sobie na zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: Co lubię w życiu robić, a potem zacznij to robić

Wiecie, każdy z nas chciałby być przystojny (albo piękny), mieć dużo kasy, dobrą pracę, rodzinę, pasję, pałę Fassbendera, rżniecie jak z produkcji Brazzersów, ipada, iphona i jeszcze tak grać na gitarze, aby wywoływać odwodnienie.

Każda laska chciałaby być zgrabna, jeść wszystko a być szczupła, mieć tego jednego romantycznego, ale męskiego. Miękkiego ale twardego (i z pałą Fassbendera), dzieci, karierę, zniżkę w spa, wieczory na mieście i… wstaw tu dowlną kwestię której pożądasz.

Nikt jednak nie pyta o cenę, która idzie za tymi rzeczami.

Jestem człowiekiem, który odniósł jakiś tam sukces. Nie twierdzę, że wielki. Jakiś.

Napisałem dwie książki, które sprzedały się w 50 tys, egzemplarzy (teraz to już będą trzy, a ta sprzedaż jest koło ćwierć miliona).

Pracuję, zarabiam zdecydowanie więcej niż 97 proc. ludzi w moim kraju.

Ćwiczę, czytam, prowadzę tego bloga itd. itp. Ale cały czas za to płacę. Żeby napisać drugą książkę, przez pół roku żyłem jak mnich. Pracowałem w domu, pracowałem w pracy, pracowałem wieczorem. Płaciłem. Nie przyszło mi to kurwa łatwo.

Jeśli widzisz padalca w garniturze, który idzie ulicami twojego miasta, w białej koszuli i drogich butach na jakie cię nie stać, robi zakupy w Almie (której już nie ma, ale załóżmy w czymś podobnym), gdzie zachowuje się jak kutas – uwierz mi on płaci. Za to co ma. Chcesz pracować po 60 godzin tygodniowo, przerzucając papiery, chcesz żyć w toksycznym biurowcu ze szkła, patrząc na światło monitora w momencie gdy inni ludzie żyją?

Jeśli tak, będziesz chodzić w tych butach.

Widzisz młodą dziewczynę, która pracuje w wielkiej międzynarodowej korporacji na wysokim stanowisku, która wysyła zdjęcie na Instagrama z dalekiej podróży. Zdjęcie gdzie się uśmiecha z satysfakcją, gdzie są palmy, lazurowa woda i egzotyczny drink w dłoni? Uwierz mi ona płaci za to.

Bo nie ma faceta, bo ryczy w poduszkę, bo ma dola, że nie ma faceta i dziecka. Bo ludzie patrzą jej w twarz, uśmiechają się a za plecami nazywają dziwką. Bo przecież to niemożliwe aby tak młodo zajść tak wysoko, musiała zdobyć soją pozycję na kolanach ciągnąć komuś.

Jeśli widzisz matkę z 5 letnim dzieckiem, kiedy idą razem ulicą i ona trzyma je za rękę a dziecko radośnie do niej papla – ta matka zapłaciła za tą chwilę. Brakiem snu, wkurwem, wspomnieniami za swoją figurą. I płacić będzie później. Kiedy dziecko będzie za 10 lat krzyczeć: nienawidzę cię, zmarnowałaś mi życie.

Ludziom wydaje się, że rzeczy przychodzą łatwo.

Chcesz mieć związek? Kobietę, mężczyznę, dom? Płać świadomością, że trzeba ryzykować a i tak może się nie udać.

Chcesz mieć dmuchanie jak Brazzersi? Nie dziw się, że zapłacisz za to niemożnością uzyskania bliskości. Pieprzenie będzie sprowadzone do techniki i płynów rozlewających się dookoła.

Chcesz mieć pracę? Żyjesz pracą? Oddychasz pracą? Pogódź się z tym, że nie będziesz mieć rodziny. Nawet jeśli ją masz.

Chcesz mieć większe cycki, bardziej wystające kości policzkowe, większe usta? Zapłać za to. Będą cię rozdzierali, wypychali i zszywali z powrotem. A później będzie cię boleć jak nigdy w życiu.

Chcesz rzucić wszystko i ruszyć w podróż dookoła świata? Na Bogów zrób to. Ale pamiętaj, że za to zapłacisz. Jakimś brakiem. Stabilizacji, pieniędzy, pracy etc.

Musisz wybrać jak wysoką cenę gotów,/ gotowa jesteś zapłacić. A później po prostu zacznij to robić.

7551741964_5d79a24c2c_b

Photo by by Laenulfean  a Creative Commons license

134 uwagi do wpisu “Zajebiście ważne pytanie

  1. Yes, kurwa yes!

    Jak ludzie tego nie kumają. Możesz mieć wszystko, jeśli wszystko inne poświęcisz. Zawsze coś za coś.
    Ok, pewnych rzeczy nie przeskoczymy, ale wcale nie mamy aż takich limitów, jak nam się zawsze wydaje.

    Jestem z nikąd, zaczynałam z niczym. I nie, nie napiszę teraz, że się dorobiłam i mam hajsu jak lodu, bo to nie było dla mnie nigdy największym priorytetem. Ale poszczególne mniejsze i większe rzeczy, jak naprawdę chciałam i się uwzięłam, to zawsze przychodziły, prędzej czy później.

    Mam takiego fajnego młodszego kolegę w pracy (za granicą, żeby wyjaśnić). Taka maruda. Młody jest, życie przed nim, a on narzeka, ale nic nie zrobi. Ojej, bo w tym kraju nie stać mnie na dom w pojedynke. Tak kurwa, młody singiel pracujący parę dopiero lat narzeka, że nie może kupić domu. Bo on mieszkania nie chce. I mieszka z rodzicami i narzeka jakie życie jest ciężkie i niesprawiedliwe. Zarabia mniej niż powinien, więc go nie stać na dom, ale negocjować kasy nie bedzie „bo to i tak nie zadziała”. Mówię mu, to se kup mieszkanie. Chociaż pomieszkasz sam, usamodzielnisz się, aż taki młody to nie jesteś. I samemu też motywacja rośnie, jakoś człowiek bardziej walczy o te podwyżki, jak sam kupuje masło. A za parę lat sprzedasz. Albo wynajmiesz. To marudzi, że to nie takie łatwe sprzedać, i ryzykowne, a w ogóle użeranie się i ja to tak mówię, jakby to było takie proste.

    A to jest proste. Trochę inicjatywy, ryzyka i takiego racjonalnego optymizmu. Siedzenie na dupie nic nie zrobi. Proste. A że na początku będzie ciężko, to inna sprawa. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Czy już jestem stara, jak chce mi się mówić „co za pokolenie”?

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Jak to, pytam? Trzy lata studiów, mówię o STUDIACH, a nie o chlaniu, naprawdę trzy lata ciężkiej roboty, wykłady 10 godzin dziennie w 2 miastach, traktowanie cię jak gówno. Potem od razu praca i kolejne dwa lata studiów magisterskich. Wykłady po nocnych dyżurach od 8.00 do 16,00. Potem dyżur dzienny i tak przez dwa lata. Stres w pracy SILNY stres. Zarabiam obecnie dwa tysiące złotych. Jestem położną. Dla pacjentów jestem siostrą, nie magistrem. Dla lekarzy jestem służbą do pracowania czasem ZA nich… Dla koleżanek jestem konkurencją, siostrzyczki lubią obrabiać sobie dupy nawzajem. Dla salowej jestem do pomocy w roznoszeniu posiłków, a i podłogę czasem myję za nią, Tak- wszystko ma swoją cenę… Nie pamiętam kiedy miałam CZAS. Za co ja płacę?

      Lubię to

      1. Dla mnie położna jest tak samo istotna, jak lekarz ginekolog. Mam za sobą dwa porody, drugi trudny. Ciąże prowadzone przez tego samego lekarza, ale finalnie to położne przyczyniły się do sukcesu – szybkich i nietraumatycznych narodzin moich córek. Mój drugi poród był tak trudny, że nawet leki opoidowe nie przynosiły ulgi, córka klinowała się w kanale rodnym i niebardzo miała ochotę przyjść na świat. To wiedza młodej położnej, jej zimna krew i szybka reakcja na napotykane komplikacje sprawiła, że dziś Młoda smarka w mój rękaw i rzuca we mnie zabawkami – gdy ma gorszy dzień ;). Już po moim pierwszym, łatwiejszym porodzie wiedziałam, że za taki ogrom wiedzy i dość skandaliczne warunki pracy…. Ta płaca, którą otrzymujecie to więcej niż SKANDAL. Na porodówkę trafiają psychopatki – ich członkowie rodzin, kobiety które mydło oglądają w święta i wyoacykowane dla których ważniejszy jest makijaż, niż współpraca. Zawód trudny i warunki pracy specyficzne….

        Lubię to

      2. Jesteś tam gdzie powinnaś być. To Ty kierujesz swoim losem. To u Ciebie powstaje myśl a potem Ty ją realizujesz. Gdybyś myślała w inny sposób byłabyś gdzie indziej

        Lubię to

  2. Doskonały artykuł. Niestety ludzie mają problem z postrzeganiem tego wszystkiego co kryje się za parawanem, i niestety coraz częściej jesteśmy nie tylko nie doceniani, ale również upokarzani – za swoją ciężką pracę. Nikt nie widzi wielu godzin spędzonych „poza pracą” nad szlifowaniem swoich umiejętności. Nikt nie widzi poświęceń jakie człowiek bierze na siebie. Każdy po prostu chce niższej ceny, niższej ceny i niższej ceny. Niestety doczekaliśmy się kiepskich czasów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadza się, ludzie są nie doceniani a za razem upokarzani na każdym kroku. Ludzie mają również problemy z ustaleniem ceny, którą chcą płacić za to co chcą mieć bądź nie mieć. Każdego dnia zmuszeni jesteśmy do wybierania priorytetów i zastanawiania się czy jest to warte swojej ceny.

      Lubię to

  3. To po co wogóle żyć? Wiedziałam to wszystko, leczyłam sie na depresje … Leki ,psychiatra,psycholog….. Wyprali mi mózg ma tyle by wierzyć ( starałam sie jak nigdy) ,że życie jest piękne ,że marzenia się spełniają… I nawet gdy pojawiały się przeszkody mniejsze i większe to wierzyłam ,że wkońcu bedzie tak jak chce,że bede naprawde szczesliwa… I nie chodzi mi o kwestie dobrych butow i.zegarka…. Wierzylam ze to wszystko jednak ma jakis sens…. Przeczytalam Twoja wypowiedz i automatycznie wrocilo… Ze jestem słaba,zbyt słaba żeby ciągle płacić, żeby sie męczyć .. Czy człowiek stał sie po to by nieustannie cierpieć… Nie chce wciąż wybierać sobie kary za marzenia które spełniam …. Wieksze marzenia- wieksza kara… Byc moze odejsc jest jedyna nagrodą,odpoczynkiem… Co ?

    Lubię to

    1. Ja może i jestem młody ale wypracowałem sobie dosyć według mnie ciekawy system wartości. Nie powiem Ci co masz robić bo nie wiem. Pokażę Ci tylko jak ja sobie z tym poradziłem.

      UWAGA: Nie jestem pewien czy to komukolwiek pomoże. To są tylko przemyślenia kogoś kto stara się żyć.

      Jak skończyłem liceum i poszedłem na studia to przeżyłem niemały szok. Okazało się, że jednak nie jestem tak inteligentny jak mi się wydawało (i wmawiała mi mamusia). A na uczelni było mnóstwo osób na taki samym poziomie i nawet sporo osób wręcz genialnych. Ciężko jest myśleć pozytywnie o sobie gdy pozna się kogoś kto na zajęciach zamiast słuchać czyta o fizyce kwantowej a na kolejnych zamiast pracować nad projektem uczy się japońskiego i nadal jest najlepszy. Nagle stałem się mały. To było dosyć ciężkie dla mnie. Przetrwałem chyba tylko dlatego, że zacząłem biegać. Biegając człowiek ma czas żeby pomyśleć. Po pewnym czasie zacząłem sobie uświadamiać swoje ograniczenia. Mam kiepską pamięć więc musiałbym poświęcić olbrzymią ilość energii żeby być na takim poziomie. Czy tego na prawdę chcę? Czy można stać się geniuszem we wszystkim, jeżeli poświęci się odpowiednią ilość energii? Odpowiedź na oba pytania wg mnie brzmi nie. Nie chcę i nie można. Zastanawiałem się dalej. Skoro już uznałem, że nie chcę poświęcać się aby być genialny to jak mam być szczęśliwym skoro porzuciłem marzenia? Rozwiązanie też przyszło z czasem. Zacząłem zastanawiać się nad definicją marzenia oraz wykorzystaniem tego słowa przez ludzi. Opracowałem taką oto definicję:

      Marzenie – jest to coś co ludzie chcieliby mieć ale nie chcą poświęcać na to energii ani czasu ani niczego.

      Jedni marzą o pieniądzach, inni o byciu genialnym, jeszcze inni o świetnej pracy. Ale prawie nikt nic z tym nie robi. Postanowiłem wykasować ten wyraz ze swojego słownika. Od teraz nie mam już marzeń. Dzięki temu zamiast myśleć o czymś nieosiągalnym zacząłem skupiać się na tym co mnie otacza. Uwielbiam swojego psa. Uwielbiam siedzieć w domu. Uwielbiam książki. Uwielbiam tworzyć coś (co niekoniecznie może się udać). To właśnie daje mi szczęście. Czasem mam gorsze dni ale i tak jest lepiej niż na początku studiów. Kolejnym etapem było zastąpienie słowa marzenie słowem CEL. To magiczne słowo jest o wiele lepsze. Po pierwsze cel z definicji to jest coś do czego dążymy, więc z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem możemy to osiągnąć. Zacząłem wyznaczać sobie mniejsze i większe cele i krok po kroczku staram się do nich dążyć. Czasem mam ochotę rzuć to wszystko w pizdu ale to przechodzi :). Zacząłem od nauki programowania. Po 2 latach znalazłem pracę w zawodzie i się jakoś kręci. Pracuję teraz nad własnymi pomysłami i mam ich więcej niż czasu w dniu :P. Moje życie nadal nie jest idealne ale staram się zaakcetować ten brak ideału 🙂

      Lubię to

      1. Poza paroma detalami mam chyba tak samo – dzisiaj bez względu na pogodę codziennie potrafię się cieszyć drogą do pracy. Nauczyłem się skupiać tu i teraz – tylko tyle.

        Lubię to

      2. Moje poglądy może troszkę się różnią, ale absolutnie się zgadzam z Twoją definicją celu i marzenia. Po cholerę tworzyć sobie w głowie obraz czegoś co nigdy nie nastąpi, bo nigdy na tyle się nie poświęcimy, żeby to spełnić? A cel? Dla mnie jest napędem do zdobywania wiedzy każdego dnia, moją motywacją i inspiracją. Wiem, że ten cel mogę osiągnąć. I zrobię to. Każdy: mały czy duży, bo wyznaczyłam je tak, by było to możliwe. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

        Lubię to

      3. Super, dzięki 🙂 Uświadomić sobie swoje słabości i ograniczenia nie jest tak naprawdę dołowaniem się. Własnie ta świadomość pomaga nam na omijanie rozczarowań i dołujących sytuacji . To jest genialne w swojej prostocie i racji. Gdy przestałam marzyć (czyt, skupiać się tracąc energię i czas) o zmianie pracy która mnie dołowała bo stwierdzilam, że tak naprawdę jest ok a w niesamowity sposób życie po pracy zaczęło być tak barwne i tak niesamowite. Nie wiedziałam że będę uczestniczyć w takich działaniach o których nie śmiałam nawet myśleć . Fajne jest życie, tylko szybko upływa.
        R (50+)

        Lubię to

    2. Sensu w życiu nie znajdziesz bo życie nie jest logiczne – jest ironią. Są marzenia, które niestety skrzywiają za bardzo. Niestety tych historii nikt nie zna, nawet jeżeli był w nich sukces finansowy.

      Lubię to

    3. Zagubiona, z Twojej wypowiedzi wynika, że szczęście osiągniesz tylko mając WSZYSTKO. Niestety (albo stety), życie to nie bajka i wszystkiego mieć raczej nie będziesz, ale to sprawia, że zawsze mamy przynajmniej jakiś cel, że życie nie jest takie przewidywalne. Ja widzę dwa wyjścia: albo się zastanowisz co tak naprawdę w życiu jest dla Ciebie istotne i co Ci sprawia największą radość i na tym się skupisz albo nauczysz się cieszyć tym co przychodzi samo. Myślę też, że trzeba zachować pewną elastyczność, bo jakkolwiek banalnie to zabrzmi, priorytety w życiu się zmieniają. Taki przykład: kiedyś uważałam, że szybko zrobię karierę i to będzie dla mnie najważniejsze. Potem, z upływem czasu, przestało to mieć dla mnie takie znaczenie. Dalej się rozwijam, dobrze sobie w pracy radzę, ale odkryłam, że większe szczęście da mi założenie rodziny, że pięcie się po szczeblach kariery za wszelką cenę nie jest dla mnie. Nie mówię, że rzucam pracę i poświęcę się wyłącznie rodzinie. Myślę, że da się to pogodzić, ale wiem co z tym zestawieniu zajmuje pierwsze miejsce i nie zapominam o tym. A może warto poszukać złotego środka? Postrzegaj powyższy tekst bardziej jako ostrzeżenie, żeby nie zazdrościć innym, tylko skupić się na tym, czego Ty chcesz i co TOBIE przynosi największe szczęście. Zgadzam się z autorem tekstu, że każdy płaci za swoje wybory, ale widocznie są tego warte. Gdyby wszystko nam przychodziło łatwo i bez wyrzeczeń, nie miałoby takiej wartości.

      Lubię to

    4. Tak, dla osób, które wiele się w życiu nacierpiały psychicznie lub fizycznie i po długim leczeniu wyszły na prostą ten artykuł nie jest czymś pozytywnym, ale czymś podcinającym skrzydła.

      My płaciłyśmy przez lata OGROMNY rachunek za to, by w ogóle przeżyć do następnego dnia, nawet nie marząc o niczym więcej niż to, by nasze cierpienie wreszcie się skończyło.

      Drogie ciuchy, podróże, świetna praca, udany związek, własny dom, realizowanie swoich pasji?
      Nie da się nawet pomyśleć o tych rzeczach, kiedy każdy Twój dzień naznacza wielki ból (fizyczny lub psychiczny).
      Jedynym Twoim marzeniem jest wtedy zdrowie. I choć marzenie to nie spełnia się, płacisz co dzień niewyobrażalną dla innych cenę – cenę takiego cierpienia, od jakiego chce Ci się już tylko umrzeć.
      Za co? No właśnie, za co??!!!

      Zagubiona, trzymaj się! I nie bierz do siebie tego artykułu.On jest napisany dla ludzi, którym obce są takie problemy jak depresja czy przewlekłe choroby fizyczne (mój przypadek).

      Lubię to

    5. Ale kto mówi, że marzenia się nie spełniają? Spełniają się, jeśli na nie zapracujesz. W tym wpisie chodziło o to, że każde spełnione marzenie ma swoją cenę i takie są realia. Rozumiem, że jest to trochę przygnębiające, ale nie zawsze świeci Słońce, a rzeczywistość to nie jest kolorowa, słodka bajka. Obudź się i naucz funkcjonować w prawdziwym świecie.

      Lubię to

    6. Nie bądź tchórzem. Dostałaś wielką nagrodę – życie – do wykorzystania więc zrób to i umrzyj z godnością, ale dopiero gdy przyjdzie na to czas. Zanim umrzesz, upewnij się, że żyłaś.

      Lubię to

    7. Nie. Nie jest. Wiesz dlaczego? Bo to,że nie jest nam przyjemnie przez 100% naszego czasu nie znaczy,że jesteśmy lub mamy być generalnie nieszczesliwi. Bo ten padalec w garniturze prawdopodobnie lubi jeść dobre jedzenie z almy i jest zadowolony,że może skorzystać z dobrego hotelu w wolny weekend. A ta matka? Zapytaj jakakolwiek czy z powodu nieprzespanych nocy zaluje,że zdecydowala się na bycie matką? Podejrzewam, że pomimo wielu wyrzeczeń, koniec końców jest zadowolona z „efektów” a (tym bardziej jeśli świadomie zdecydowala się na dziecko) cena, która musi placic pewnie i jest wysoka ale może dla niej niewspolmierna w żaden sposób do nagrody? Wydaje mi się, że ten artykuł jest o tym,żeby nie zapominac,że każdy płaci swoją cenę, w związku z tym np nie ma też sensu porównywać się do innych osób z naszego otoczenia. A co więcej, jeśli wiesz na czym Ci zależy, jeśli wieszco chcesz robić to cena i droga żeby to osiągnąć nie będzie aż taka straszna. Piszesz „wierzyłam,że w końcu będzie tak jak chcę”…czekasz az tak będzie czy w jakikolwiek sposób do tego dazysz? Pytam, bo bardzo często w tej drodze do celu okazuje się,”życie” podsuwa nam nowe możliwości. To fakt, zawsze z czegoś musimy zrezygnować. Ty. Ja. Autor tego tekstu. Twoja sasiadka i reszta świata też. Ale może zamiast skupiać się na tym czego nie mamy, możemy skupić się na tym co mamy? A gdy zmienimy zdanie w kwestii pożądanych wartości-jak to zrobić by”sie” spełniło? I jeszcze jedno-takie emocje jak smutek, złość, rozczarowanie itp są nieprzyjemne ale czasem nie zdajemy sobie sprawy, że one nas nie zabiją! Ale mogą informować o czymś ważnym. Może o tym, że np „nie chce tego” ale „zależy mi na tym”. Hm? Życie jest dziwne. Czasem nieprzewidywalne. Czasem wspaniale. Czasem nieprzyjemne. Ale to wszystko warto jest przeżyć. Trzymam za Ciebie kciuki i za Twoja wiarę.

      Lubię to

    8. ustalaj soboe drobne marzenia, musisz zaczac dostrzegac to co juz się osiągnęło i cieszyc sie z tego. Ja jestem swietnym przykladem tego. chcesz opowiem Ci moja historie. Zeby cos osiagnac musimy sobie wypracowac , moje marzenia sie co chwile spelniaja. i co chwile pojawiaja nowe, ktore chce spelniac, teraz czeka mnie calkowita zmiana zyciowa bo jedno z moich największych marzen zaczyna soe spelniac. Ciesze sie z tego ale tez wiem ze cos moze pojsc nie tak (ale juz sie nie zalamne, bo jestem przygotowany na najgorsze ale tez ciesze sie z najlepszego) wiem dziwnie to brzmi. Tez mialem depresje , czasem jeszcze wraca ale juz coraz rzadziej, coraz bardziej zaczynam wierzyć ze dam rade, patrzac wstecz tyle przezylem ze przezyje jeszcze bardzo wiele.

      Lubię to

  4. Bardzo dobrze i dosadnie napisane. Ludzie są niestety zawistni i nie rozumieją wielu rzeczy. Jak jeździsz dobrym autem, masz dwójkę dzieci i chodzisz do pracy kiedy chcesz to od razu jesteś złodziej bo nie wiadomo gdzie pracujesz. Jak dzieci ładnie mówią i są grzeczne to pewnie jesteś despotą w domu i je musztrujesz jak w wojsku. Jak kupujesz w sklepie piwo to pewnie z ciebie alkoholik. Ale jak kupujesz Jamesona to srasz wyżej niż dupę masz 🙂 Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  5. Za każdym razem, kiedy wskakuje mi to na ścianę na fejsie, uświadamiam sobie na nowo, że te wszędobylskie koty i driny z palemkami w aktualnościach u znajomych, to tak na prawdę ich rachunki. Rachunki za wybór, którego dokonały. Driny na insta też kupiłam, na koty mam uczulenie.

    Lubię to

  6. Tekst ok, taki trochę ‚trywialny’ mi się wydał, ale – po komentarzach – widzę, że nie wszystkim. ‚Trywialny’ bo jakoś mnie nie dziwi, że ludziki mają taki roszczeniowe podejście do rzeczywistości. Wydaję mi się, że to się dzieję, w dużej mierze poprzez media które lansują garstkę, której się – w ten czy inny sposób – udało. Nie ma tam trudu i potu, który został wylany, za to są kolorowe zdjątka z wakacji w Tunezji i takie tam. Każdy teraz pragnie ‚sukcesu’ i wszystkiego kolorowego czym nas karmią w magazynach z pięknymi zdjęciami, reklamach z głośną muzyką itp. Piękno, ale i szczęście jest – wg mnie – gdzieś pomiędzy… Nienamacalne, często w rzeczach, sytuacjach, o które byśmy o to nie posądzali. Otwórz oczy, uwolnij umysł, mów o czym myślisz, bądź szczery z sobą przede wszystkim. Nawet jeśli wyplujesz z siebie flaki, wydasz wszystko i pogrążysz się w bagnie, nie będzie to gwarancją Twojego sukcesu, ale być może w porę sobie zdasz sprawę, że nie tędy droga. Takie moje trzy grosze. Pzdr

    Polubione przez 1 osoba

  7. A gdzie w tym wszystkim sens, skoro nasze „średnie” 70 lat życia jest niczym na przestrzeni żywota całego świata? Po co się martwić, starać, walczyć, pracować, żyć? Po co szukać sensu życia, jeśli to, co nas otacza jest wyłącznie mrugnięciem powieki Wszechświata? Kiedyś, za miliony lat, to wszystko co tak dokładnie i starannie tworzymy, runie jak mury Jerycha. Nic nie da nam szcześcia, bo zawsze jest coś za coś. Radość jest tylko w chwili. W przelotnym pocałunku, w blasku umierającej gwiazdy. A sam świat? Czym jest? Mam swoją głupią teorię „kółek”, za nie się zabijamy, gwałcimy, płaczemy, radujemy. Jesteśmy beznadzieją chorobą Ziemi. I skończymy jak dinozaury. Cieszmy się… Wszystkim, póki możemy, bo nic nas nie uchroni przed końcem. Również piszę, płaczę pisząc, raduję się i bawię słowem, walczę z niemożnością pisania i ze słowotokiem myśli. I cieszę się, bo te moje kółka mogą dla Ciebie nie znaczyć nic, dla świata wszystko, a dla mnie, sama już nie wiem, chyba ucieczką od bezsensu – pomimo tego, że twardo próbujemy nadać sens.

    Lubię to

  8. Wspaniały tekst!!! Muszę sobie go zapisać i będę do niego jakiś czas wracać. Żeby sobie uświadomić, że to, co robię ma sens i przypominać sobie, że robię to, co lubię. I że warto. Oczywiście nie za wszelką cenę, trzeba umieć utrzymywać równowagę między życiem osobitym a zawodowym tak bardzo jak tylko się da.

    Lubię to

  9. moze nie macie predyspozycji do tego co za wszelka cene chcecie robic dlatego musicie placic taka wielka cene spelniania tego co nie do spelnienia.
    Slowa Laski zmienilabym na musisz sobie odpowiedziec na jedno zajebiscie trudne pytanie, co potrafisz z zyciu robic jesli to lubisz zacznij to robic.

    Lubię to

  10. Niby wszystko ok, ale niby taki wykształcony, bloga pisze i książki sprzedaje. A korekta tekstu chujowa. Nie ma przecinków tam, gdzie powinny być. Są tam, gdzie są zbędne. Tak tylko piszę, musiałam się przyczepić.

    Lubię to

  11. Dlatego to wszystko takie przygnębiające poprzez swoją cenę bo każdy myśli że te marzenia to takie równanie: być=mieć, nie ważne czy buty na nogach czy inna osobę na własność. Są marzenia, za które wcale nie trzeba płacić i jest sens, który nie kosztuje 60h/tydz w pracy czy pustki w domu.

    Lubię to

  12. Świetny tekst.

    Natomiast szczerze wierzę w to, że da się płacić tak, by wszystko było w równowadze. I ja sama też do końca tego nie postrzegam jako płacenie. Jeśli kochasz dziecko – nie masz go nigdy ostatecznie dość. Jeśli masz pasję i dzięki niej pracujesz – może i płacisz weekendem w domu ale CHCESZ, jeśli kończę farmację to tak, nie grillowałam w czerwcu tylko siedziałam w cichej bibliotece ale CHCIAŁAM. 🙂 Płacenie brzmi jak wyrzeczenie, ból i cierpienie w tym kontekście.

    Na szczęście jestem osobą, która na to pytanie odpowiedziała sobie w wieku lat nastu i to robię 🙂

    PS. Znalazłam dwie literówki: dowlną i swoją. Takie zboczenie. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  13. A nie można poszukać równowagi w tym wszystkim? Dlaczego za karierę kara w postaci braku rodziny? Itp może warto mieć wszystkiego po trochu czas dla rodziny i czas na prace, którą się lubi itd

    Lubię to

  14. Chociaż dużo prawdy w tym co piszesz wystarczy spojrzeć na celebrytów sława, talent, kariera, pieniądze i szczęścia brak….przykłady whitney houston, michael jackson, amy winehouse….

    Lubię to

  15. Jak czytam takie brednie to płakać mi się chce nad ludzką pychą i pustym wnętrzem… serio! biedna dziewczynka, która jest nieszczęśliwa,bo dla pracy rezygnuje z rodziny, faceta itd. gościu, który zamyka się „jak mnich” żeby napisać książkę i chodzić w super butach i w Almie zakupy robić… szok a kto powiedział, że tak trzeba? kto mówi, że jak robisz zakupy w Biedronce to jesteś gorszy, ludzie sami tłumaczycie swoje wewnętrzne pustkowie swoimi postami i blogami… tylko pustak może myśleć, że musi poświęcić swoje życie prywatne żeby nosić buty za 500 czy 1000zł… każdy wybiera co jest w życiu ważne, jeśli ktoś czuje się źle, bo rezygnuje z rodziny na rzecz pieniędzy, to jego wybór, decyzja albo jest niewolnikiem mamony… straszne jest to, że ludzie stawiają na pierwszym miejscu w życiu pieniądz, a potem jeszcze próbuję przekonać świat jacy są biedni i ile muszą poświęcić…. przykre, bo sami się oszukują… nic nie muszą poświęcać, poświęcają, bo chcą, bo tak im dobrze, bo lubią czuć się lepsi od innych, lubią się wywyższać… pycha życia…niestety:( pozdrawiam wszystkich, którzy mają dobrze poukładane priorytety i wolą cieszyć się uśmiechem dziecka, objęciami ukochanego faceta i spokojem na co dzień niż mieć grubą kasę na koncie i narzekać jak to ciężko im przychodzi jej zdobywanie…. a co do matki, to jestem w szoku, nigdy nie pomyślałabym, że poniosłam jakieś straszne koszty, by nią być… nie kalkuluje się macierzyństwa, ono samo w sobie jest piękne i albo kobieta potrafi je doceniać i być w nim szczęśliwa nie licząc jakichś wyrzeczeń albo ….znów pycha i materialne podejście – przelicza ile to musiała zapłacić…. okropne podejście, jakie biedne muszą być dzieci takiej mamy….:(

    Lubię to

  16. Idealnym przykładem tego co piszesz jest Monika Zbrojewska – świetlana kariera vs samotność. Ale wcale mnie to nie dziwi, gdyby miała rodzinę, dzieci – nie doszłaby tam gdzie była.

    Lubię to

  17. czytam Wasze komentarze i naprawde mnie dziwi ze nie doszliscie do takich wnioskow sami.

    zycie kreci sie wokol pieniedzy, i one ksztaltuja wartosci ,a takze wplywaja na umiejetnosc wyciagania wnioskow. dobrobyt kreuje spojrzenie na swiat, a mozliwosci ktore otwieraja pieniadze otwieraja tez umysl.

    pracujesz ciezko i mozesz sobie pozwolic na to czy na tamto, nowy dom, nowy samochod, lepszy dom, lepszy samochod.. i na koncu sobie zdajesz sprawe ze to i tak nie jest to czego pragniesz.. bo pragniesz zyc 😉

    kiedy pieniadze traca dla Ciebie wartosc, wartosci zyskuja inne rzeczy, ktore wypracowujesz sobie na drodze zycia.

    Lubię to

  18. Wielkie mi kurde odkrycia. Trzeba nie mieć żadnej rozkminy wewnętrznej żeby do tych wniosków samemu nie dojść. A Laska z podkreślam zajebistego i ponadczasowego filmu ,,Chłopaki nie płaczą” ma totalną rację. Jednak co z tego że tu ludzie zajarają się że to wszystko prawda, jak za 5min i tak wrócą do swojego trybu karmienia ego. Więcej czynów, mniej zbędnego pierdolenia Panie i Panowie.

    Lubię to

  19. 50 lat mi zajelo zrozumienie tego i gdyby nie moj alkoholizm nigdy bym z tego syfu nie wyszedl – paradoksalnie – ale to prawda – dzieki za ten tekst. pozdrawiam t

    Lubię to

  20. człowiek zap….dala, robi kurwa wszystko, żeby tylko coś zrobić ze swoim życiem a zawsze, ale to powtarzam kurwa zawsze, znajdzie się jakaś małpa co jeszcze błędy wytyka….ale do meritum…literówki popraw 🙂 soją, ciągnąć;)

    Lubię to

  21. jasne,że pieniądze nie są najważniejsze ale bądźmy szczerzy , jeśli się ich nie ma to później ma sie pretensję do tych co je mają (szczególnie w naszym kraju panuje przekonanie że, pewnie ukradł bo napewno si nie dorobił )lub wyciąga rękę do państwa. Pewnie, że uśmiech dziecka to szczęście ale trzeba coś jeszcze dać temu dziecku do jedzenia i je ubrać. Samą miłością ukochanego faceta się nie wyżyje 😉

    Lubię to

  22. Jak zaczęłam realizować marzenia to zrozumiałam dokładnie to, co tu wyżej napisane. Kiedyś mi się wydawało, że inni ludzie mają lepiej – tak po prostu, z automatu. Do tej pory się spotykam z tymi opiniami, że „ten ma bogatych starych”, „tamten zrobił karierę po znajomości”, „ktoś dostał firmę po ojcu to mu się dobrze wiedzie”. Gówno prawda. Tak naprawdę większość tych ludzi tak czy inaczej musiała zapracować na to co mają. Nawet jak ktoś dostanie dobrze prosperujący biznes, bardzo łatwo może go stracić jeśli nie jest ogarnięty. Jak wreszcie przestałam smęcić i narzekać to do mnie dotarło – kurde ile to trzeba ciężkiej pracy, poświęceń. Teraz jak widzę, że ktoś sobie przede mną kupuje drogi sprzęt w sklepie to nie biadolę w myślach, że mnie nie stać. Wiem, że musiał na to ciężko zapracować, nawet jeśli teraz do niego kaska spływa niemal bez wysiłku to był moment w jego życiu kiedy tyrał dniami i nocami – czy to na studiach, czy podczas wspinania się po szczeblach kariery. Nie ma nic za darmo i nie da się mieć wszystkiego – niby to takie proste, ale zajęło mi jakieś 10 lat życia żeby to zrozumieć. Teraz sama haruję i odmawiam sobie przyjemności po to, żeby coś w życiu osiągnąć. Wiem, że może się nie udać, ale nie ma odwrotu. Za mną jest tylko szara, smętna i biedna rzeczywistość, a ja nie chcę do niej wracać.

    Lubię to

  23. Ten post jest genialny ! Taka jest prawda ! Mieszkam za granicą, zostawiłam całą rodzinę, dom, szanse pójścia na bezsensowne studia i bycia „na garnuszku rodziców”, dobre życie… wygodne. Ponieważ chciałam coś osiągnąć sama, martwię się każdym nieodebranym telefonem, kiedy dzwonię do domu. Ta myśl „może coś się stało?”. Dom odwiedzam w miarę możliwości (co 3-4 miesiące). W tym roku miałam szansę spędzić święta z rodziną (za co i tak teraz płacę bo straciłam dobrze płatną pracę na dobrym stanowisku, teraz poniewieram się po obozach pracy w których rodak, rodaka traktuje jak śmieć i cieszy się z szansy upokożenia innego. Ale to wszystko jest warte, kilku dni w gronie najbliższych ! ). Ale to nie jest ważne, sama wybrałam taki los, ciężką prace pomimo mojego młodego wieku. Jestem szczęśliwa! Pomimo ceny jaką płacę, jestem w szczęśliwym związku, mam to na co sobie zapracuje, nie muszę się nikogo o nic prosić, jestem niezależna! Odważyłam się, nie wiem jak jeszcze długo wszystko wytrzymam, ale próbuje, działam i idę do celu, z nadzieją że to kiedyś się opłaci. Nie jest łatwo, a nawet zajebiście ciężko ! To i tak nic, ludzie i tak powiedzą, że mieszkam w kraju „miodem i mlekiem płynącym”, wszystko przychodzi mi łatwo, bez najmniejszego wysiłku, zazdroszczą jak tylko pojawię sie w lepszych butach, z lepszym telefonem w ręku, jedzącą w restauracjach i pijącą kawę na którą za tą samą pracę w Polsce na pewno nie było by mnie stać. Nie robię tego wszystkiego żeby komuś zaimponować, chce poprostu wynagrodzić sobie ten czas ciągłej charówki ! Każdy płaci za to co ma i trzeba się z tym pogodzić ! A mieć szansę robić to, co naprawdę sprawia nam radość, to na prawdę wielkie szczęście ! Bardzo prawdziwy post! Pozdrawiam.

    Lubię to

  24. Autor tego tekstu który podpisał się pseudo – Piotr C. opisuje tylko część rzeczywistości, nie największą wcale. W tym rozumieniu jest on KŁAMCĄ, malwersantem publicystycznym, demagogiem własnego wyboru ideologii czy też grupy interesów LUB tak naiwnym indywiduum, że…..ale nie, nie można być tak naiwnym. Podsumowując – jest to zwykły troll. Autor stawia hipotezę z której płynie wniosek – iż nie można mieć wszystkiego oraz drugi wniosek – iż świat jest tak sprawiedliwy że zawsze dostajemy tyle ile sami włożymy. Pomija on dużo silniejsze mechanizmy rządzące statusem społecznym – jak np. podział klasowy, nepotyzm, oligarchię, czy też korporacjonizm społeczny. Cytat: „Jeśli widzisz padalca w garniturze, który idzie ulicami twojego miasta, w białej koszuli i drogich butach na jakie cię nie stać, robi zakupy w Almie (której już nie ma, ale załóżmy w czymś podobnym), gdzie zachowuje się jak kutas – uwierz mi on płaci. Za to co ma. Chcesz pracować po 60 godzin tygodniowo, przerzucając papiery, chcesz żyć w toksycznym biurowcu ze szkła, patrząc na światło monitora w momencie gdy inni ludzie żyją?” koniec cytatu. A może ten „padalec” wcale nie pracuje 60 godzin tygodniowo, może wcale się nie wysila – może po prostu kradnie, może tatuś załatwił mu ciepłą posadkę niższego szczebla w jakimś ministerstwie gdzie kolega jest dyrektorem, a może siedzi na dodatkach socjalnych bo inny wujek lekarz stwierdził u niego niezdolność do pracy z powodu choroby psychicznej. Natura ludzka jest ułomna. Problem w tym, iż Polskie społeczeństwo nadal nie chce tego przyznać w stosunku do siebie. Największą wartością rodzinną jest pewnego rodzaju dulszczyzna, filozofia Kalego. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak cichosza w tym tekście. Dlatego nic w tym tekście niema na powyższe tematy – a to nie są sprawy marginalne tylko powszechne sposoby na życie. Więc nie szanowny autorze – ludzie NIE dostają tego na co zasługują.

    Lubię to

  25. powiem Ci po Twojemu ; ) „pierdolisz tam…”. Zarabiam więcej niż 97% ludzi w naszym kraju – tak jak Ty – rzuciłem pracę w gówno-shicie i teraz pracuje po kilka godzin tygodniowo, zatrudniam ludzi, wiedzie mi się, nie napisałem książki ale chcę – tak, od dziecka jakoś mam – mam cudowną żonę, wspaniałe dziecko… i płacę… te zasrane wysokie podatki ale nie płacę tak jak Ty opisałeś w arcie. Co więcej, od kiedy żyję jak chcę, to mam czas, rodzinę, wolność, radość!

    Połączyłem piękne, wygodne, użyteczne w jedno spójne życie – wyjebałem korporację międzynarodową ze współpracy ze mną bo chcieli mi dać pieniądze (duuużo większe niż średnia krajowa ale ciągle…) gówniane w porównaniu do tego co mogli ode mnie za nie dostać.

    Póki co dobieram sobie ludzi do pracy jak chce, pracuje kiedy i jak chce… jak nie chce to nie pracuje. Cały luty spędziłem w górach. Moja żona nie pracuje. Dziecko się cudownie rozwija. Mamy czas dla siebie a nie dla jebańców co widzą w tobie liczby w excelu.

    Z tym płaceniem w rozumieniu, że się za to płaci zdrowiem, związkiem czy co tam jeszcze… w 90% przypdków masz rację. W moim NIE! Na szczęście : )

    Dlatego Tobie i innym życzę szczęścia i układani sobie życia tak jak chcecie BEZ płacenia za to wysokiej ceny.

    DA SIĘ!!!

    Lubię to

  26. Temat rzeka, można by tu wiele napisać. Na pewno artykuł ciekawy, czyta się go dobrze, ale nie powiem, że pod nim bym się podpisał. Każdy przypadek jest inny, ludzie są różni…
    Po pierwsze nie każdy osiąga sukces. Czasem się za coś płaci, wysoką cenę, poświęca się sporo, ale efektów nie widać. I powstaje pytanie, czy warto było?
    Po drugie ludzie patrzą na szczęście jak na światełko w tunelu. Stawiają warunki, że jeśli osiągnę jakieś tam cele to będę szczęśliwy. A to nie jest takie proste.

    Lubię to

  27. Świetny tekst, który dokladnie opisuje poświęcenie ludzi, którzy chcą coś osiągnąć. Znam to z autopsji jak kilka miesięcy pracowałem w pracy, domu, prowadziłem biznes i wychowywalem 2 dzieci. Wszystko to wplywalo na mój stan snu po 4h dziennie. Ale udało się i teraz nie żałuję tego.
    Dzięki za tekst

    Lubię to

  28. Dlaczego w Twoim tekście przedstawiasz ludzi, którym się „udało” jako ludzi nieszczęśliwych? Jesli stać go na drogie buty i zakupy w Almie, to na pewno jest kutasem, bo pracuje całymi dniami w „toksycznym szklanym biurowcu”. Jeśli młoda pracuje na wysokim stanowisku, to na pewno płacze o dziecko i ludzie ją obgadują.

    Ten tekst miał zachęcić czy zniechęcić ludzi do działania?

    Są mężczyźni, którzy kupują w Almie, a pracują z domu. Są kobiety, które stać na wakacje i wcale nie chcą dzieci. Są też takie, które potrafią pogodzić karierę z rodziną albo takie które planują dziecko dopiero później i nie sprawia to, że płaczą w poduszkę.

    Tekst bardzo płaski, jednowymiarowy.

    To wszystko kwestia potrzeb i priorytetów. Pracowanie na swój sukces nie musi sprawiać wrażenia katorgi i oznaczać życia pełnego wyrzeczeń, jeśli lubi się to co się robi, ma się z tego pieniądze i spoko work-life balance.

    A w kometarzach, widzę większość tylko się nad sobą użala. Syndrom ofiary… Nikt was nie skrzywdził. Chyba, że ktoś inny za was podejmował życiowe decyzje? Pani, która bidoli, że zarabia 2 tys. na miesiąc, chociaż miała ciężkie studia, teraz ma stresującą pracę, nikt jej nie szanuje i czasem salowa zmusza ją do mycia podłóg. Czy studiując, zeby zostać położną myślała, że po studiach bedzie zbijać kokosy??? Jesli pieniądze były dla niej ważne, mogła wybrać inne studia.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s