„Pokolenie Ikea„, które ukazało się w druku jest właściwie inną książką niż ta, którą napisałem. Wydruk, który rozsyłałem cztery lata temu do 10 największych wydawnictw w kraju (listy i odmowne maile do tej pory przechowuję w swoim specjalnym miejscu, jest ono ciemne i głębokie ), był o jakiś 100 stron grubszy.
Historia była też nieco inaczej poukładana. Bohaterów było więcej, w jedynce było też sporo więcej o Natalii aka zimnej blondynie. Do tego wątku wróciłem w drugiej części.
Całość skróciłem (co pewnie książce wyszło na dobre) i wydałem w Novae Res, dogadując się z wydawnictwem, że ryzyko i zyski dzielimy na połowę.
Od tej pory kilka rzeczy się wydarzyło.
Kupiliście ponad 40 tys. egzemplarzy mojej książki, co jak na debiut jest wynikiem stanowczo więcej niż pozytywnym.
To swoją drogą też wskazówka co o gustach czytelników wiedzą wydawcy. Otóż gówno wiedzą. Rozdział, który dziś wam pokazuję wykreśliłem prawie cały. W książce znalazła się tylko historia z windsurfingiem.
To mój prezent dla was najwierniejszych czytelników za te kilka lat, które spędziliśmy razem.