Wyznania suki vol 7. (wyjątkowo nie o seksie)

Środa, środek tygodnia. Uwielbiam mieć wtedy wolne, napajać się myślą, że większość Warszawy właśnie jedzie do pracy, a ja na totalnym luzie kręcę się po ukochanej stolicy, robię zakupy na śniadanie mistrzów i będę przewracać się cały dzień w łóżku pod kołdrą, podziwiając zimę zza szczelnych okien.

Wyglądałam jak jeżozwierz, wyciągnęłam pierwsze z brzegu ciuchy z szafy – gdybym wiedziała co się ma stać, to bym po bułki na wampa poszła w pasie do pończoch, ustami pomalowanymi na czerwono, w najwyższych szpilach i w mini.

Tak, kurwa. Pech. Nic z tym nie zrobisz siostro.

Czytaj dalej

Jestem dziwką na historie (czyli rozmowa ze mną)

Odezwał się do mnie kolega Jakub, który po raz pierwszy zetknął się ze mną widząc jak ktoś kradnie moją książkę z księgarni. Poprosił żebym odpowiedział na kilka pytań i pogadał jak początkujący bloger z początkującym pisarzem.

Tak sobie gadaliśmy ze dwa tygodnie albo i dłużej.

Oto fragmenty naszej rozmowy.

Kubala: Co do facetów – jaka jest wg Ciebie ich obecna kondycja? W książce dużą ich ilość pokazujesz jako tych, którzy mają problemy w związkach, nie są szanowani przez swoje kobiety, nie dają im do tego zresztą powodu, zdradzają, piją, pracują zbyt wiele, a ich jedynym celem jest…. no właśnie – co?

– To co dla wszystkich: seks, pieniądze, miłość, wakacje w jakimś sympatycznym miejscu, butelka wina przy długim śniadaniu, dodatkowa porcja frytek i telewizor led?
Dla Czarnego pewnie celem jest zdjęcie stanika ze wszystkich pan które wystąpiły w teledyskach Donatana i jakaś miła sympatyczna wyspa z wi-fi.
Dla Krzysztofa zaliczenie jakiejś ładnej i tandetnej  dresiary z tipsami, która by go gnębiła ale on by ją głęboko pokochał i puszczał jej kawałki rosyjskich zespołów heavy metalowych
Dla Ufa jak największa ilość panienek i powrót do żony.
Dla Koguta duża paczka żywnościowa do więzienia itp. idt.

Ostatnie zdanie nadaje się na dobry tytuł.
Tę historię, Czarnego i reszty będziesz rozwijał w trzeciej części? Czy może wydasz coś zupełnie innego? Uchyl rąbka tego co ma się pojawić.

– Jak mnie ktoś ostatnio o to pyta odpowiadam, że zrobię teraz książkę fantasy a jako głównego bohatera osadzę rębajłę – geja, który będzie robił to samo co Wiedźmin, ale z facetami krzycząc BAZINGA!
 To zazwyczaj kończy wątek. Ale tak na serio – to mam kilka pomysłów.  Daje sobie czas na podjęcie decyzji do końca tego roku. Taka tania symbolika: coś się kończy, coś się zaczyna.

Napisze kolejną książkę jeśli będę miał coś do powiedzenia. Czy będzie to trzecia część czy zupełnie coś innego – nie mam pojęcia.
Zresztą same wydawnictwo mówi mi: nie rób nic na siłę.

Czytelników pewnie interesuje jak potoczą się losy bohaterów. Nie sądzisz? Mógłbyś ich nakarmić nowymi przygodami Czarnego. Wiele osób twierdzi, że druga część jest lepsza od pierwszej. Może nową uznaliby za hit?

– Ludzie sami nie wiedzą czego chcą. Dwójka dlatego jest lepsza od jedynki, bo nie jest prostą kontynuacją. Jedynka to losy momentami zadowolonego samca, który z satysfakcją rozsiewa wszędzie swoje nasienie a później wali tanie dramaty: po co żyjemy, dokąd zmierzamy. II jest z tego co mówią mi czytelnicy bardzo zabawna.

Dwójka to raczej portrety młodych kobiet – są nieco erotyczne, sensualne? Pokazuje mym zdaniem jak kobiety mimo kariery, urody, dużych cycków i wielkich pieniędzy mają przejebane. A czym są ładniejsze i mądrzejsze – tym bardziej przejebane. Dwójka podnieca ale jest momentami smutna. To właściwie książka o tym jak samotne są kobiety w wielkim mieście. Jak ktoś chce je zrozumieć powinien to przeczytać.

Nie mam na razie pomysłu na trójkę. A odcinać kuponów od poprzednich części nie mam zamiaru.
Jeśli mam napisać trójkę to po to aby ludzie mówili po przeczytaniu, że jest lepsza niż część I i II

A propos drugiej części – te historie kobiet w Twojej książce są tak samo jak u niego bardzo realistyczne. Nieraz czytając, miałem wrażenie, że słyszałem już niemal identyczne opowieści od znajomych dziewczyn. Te same troski, te same problemy z partnerami, z seksem, z orgazmem, z pracą i tak dalej.

Czemu wg Ciebie kobiety mają aż tak przejebane? Aż na taką skalę, że coś co nie jest normalne, ani przyjemne, jest dzisiaj normą?

– Może dlatego że chcą więcej? Że świat na tyle się rozszerzył, że można porównywać? Że chcą aby było tak jak na filmach, że ma być przystojny, bogaty, opiekuńczy, kochać dzieci, że ma być kariera, sterczące cycki po 40 roku życia, rozmiar 34 albo 36 i orgazm za każdym razem i wszystkie pozycje Kamasutry?

Co nie zmienia faktu. że  w naszym kraju mamy fajniejsze kobiety niż mężczyzn.

Całość rozmowy tu.

3203407699_8103d78343_o

 

Photo:  Guy Jaques Creative Commons

Jak to zrobiłeś? (czyli jak wypromować książkę)

Wiele osób zadaje mi pytanie: jak ty to zrobiłeś? I nie zadawala ich całkiem prawdziwa odpowiedź: miałem fart, nic więcej.

Bo, to mało romantyczne jest.

Ma być pot, krew, łzy i mają być zdejmowane staniki.

No, więc w trakcie zrobiłem kilka razy pelikana ze zdziwienia, płakać to ostatnio nie bardzo, ale wzrusza mnie scena kiedy Bruce Willis wysadza się na Armagedonie. A z krwią to a i owszem zalała mnie kilkakrotnie.

Jakiś czas temu oglądałem bardzo zabawną prezentację rzuconą przy okazji jednego ze spotkań blogerów na którym autorka przedstawiła dlaczego jej nie wyszło ze sprzedażą książki mimo, że zrobiła WSZYSTKO, WSZYSTKO, WSZYSTKO.

Przykład proszę:

Zrzut ekranu 2013-12-01 o 14.22.01

Zrzut ekranu 2013-12-01 o 14.22.32

Kiedy już otarłem łzy cieknące mi z oczu sobolowym futrem – to było zaraz po tym jak przeczytałem fragment o rozdawaniu książek zaprzyjaźnionym osobom z branży reklamowej i aktorkom – pomyślałem ludzie wy naprawdę myślicie, że jeśli dacie coś komuś za darmo to będzie was promował?

Ludzie będą was promować jeśli was kochają. Jeśli przy waszych książkach płaczą. Jeśli czytają i nie mogą się doczekać co będzie na kolejnej stronie.

Koleżance po klawiaturze w sumie udało się sprzedać 300 egzemplarzy.

Czy była dobra? Nie mam pojęcia. Ale nawet jeśli była wybitna, ten rezultat mnie jakoś specjalnie nie dziwi. Wiele wybitnych książek się nie sprzedało. Sprzedało się za to bardzo dobrze wiele złych.

Żeby książka odniosła sukces potrzebne są dwie rzeczy:

1. promocja

2. dystrybucja

Nawet Kominek wydał swoją drugą książkę w normalnym wydawnictwie, bo sam nie był w stanie wejść z nią do sklepów.

Jak ten model wygląda na dzień dzisiejszy?

Żeby było jasne – jeśli chcesz wydać jedną książkę i wprowadzić ją do sklepów Empik, księgarni Matras etc. usłyszysz również jeden brzęczący w uchu komunikat – nie jesteśmy zainteresowani.

Wiem, bo sam to usłyszałem – przekazuję wam tę wiedze gratis.

Duży hurtownik weźmie książkę od wydawnictwa, które wydaje przynajmniej z dziesięć pozycji rocznie. Co nie oznacza, że trafi ona do wspomnianych sklepów tak aby autor dumny niczym poseł Hofman ze swojego penisa mógł podprowadzać laski pod regał i pokazywać: tak, tu mała stoję. KLĘKAJ!

Jeśli mamy debiutującego autora raczej zacznie od sprzedaży w internecie na merlin.pl i empik.com. Stacjonarne sklepy wezmą ot, ze 20 egzemplarzy.

Szaleństwo prawda?

Jak to mówi Wielki Jo: ech, życie , życie nie głaszczesz ty nas po odbycie. Ale z drugiej strony jak już ktoś się wziął za literaturę, to sam jest sobie winien.

To autor ma udowodnić, że ludzie chcą go kupować. A jeśli tego nie potrafi zrobić – jest wiele innych ciekawych doznań artystycznych, którym można się poświęcić np. depilacja woskiem.

Moja pierwsza rada brzmi: zanim pomyślisz o wydaniu książki, musisz mieć osoby, które lubią cię czytać. Nie mama. Nie wujek. Nie brat. Nie koleżanki z Facebooka – chyba że masz ich ze 3 tysiące.

Musisz mieć z 5 tys. osób, które chcą co rano przeczytać to co masz światu do powiedzenia. Oczywiście, może to być tysiąc. Mogą dwa tysiące. Ale z całą pewnością 20 czy 30 osób to za mało.

Bloga promującego pierwszą książkę założyłem w czerwcu 2010 roku. Dwa lata przed tym zanim pojawiła się ona na rynku. Pisałem po 5 – 6 razy w tygodniu. Tak, pracowałem ciężko przez dwa lata nie mając żadnej pewności, że mi się uda.

Kiedy książka się ukazała wcale na początku nie sprzedawała się rewelacyjnie.

I skończyłoby się na sprzedaniu 1.5 tys. może 2 tys. egzemplarzy gdyby nie FART.

Ale o tym będzie za chwilę.

Wiecie wróciłem do domu o 4 rano i jeszcze mam kaca, więc będę prosty i bezpośredni. Proszę sobie zapamiętać i wkuć raz do pustych łbów: sam internet to za mało.

Te 1,5 – 2 tys. egzemplarzy to  mój sufit jeśli chodzi o sprzedaż książki, tylko dzięki promocji internetowej, albo jak kto woli tylko dzięki temu, że jestem znany w pewnym wycinku sieci.

Nawet jeżeli mojego bloga czyta kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Bo, wiecie kotki – sieć przyzwyczaiła was, że wszystko jest za darmo prawda?

I teraz nadszedł moment kluczowy to jest dopalenie.

Moje wydawnictwo porozumiało się z tygodnikiem Angora w sprawie druku książki w odcinkach.  I to był ten wielki FART.

Pokolenie Ikea było tam drukowane od bodaj sierpnia 2012 i ludzie zaczęli książkę powoli kupować, choć nikt nie wyłamywał drzwi do księgarni.

A później miałem jeszcze większy fart, bo Angora książkę zwyczajnie przestała drukować ze względu na skargi czytelników (byłem zbyt wulgarny – wyobrażacie to sobie SZOK).

Wtedy byłem trochę zły.  Dziś wychodzę z założenia, że powinienem podesłać do redakcji skrzynkę szampana.

2223_fdec

Jak wydać książkę?

Oczywiście napisałeś/ napisałaś świetną książkę. Nie masz co do tego wątpliwości prawda?

Nie jesteś celebrytą, nie jesteś Chodakowską, nie występujesz w telewizji, nie znasz nikogo w żadnym wydawnictwie komu mogłabyś porządnie obciągnąć?

To teraz weź rękopis. Masz? Idź do kuchni. Otwórz szafkę.  Otwórz kosz na śmieci. Wrzuć tam wydruk.

Bolało?

To powtórz jeszcze raz aż się znieczulisz.

I uświadom to sobie: nikt do kurwy nędzy nie czeka na to co napisałaś/ napisałeś.

Czytaj dalej

Jak napisać książkę?

Zacząć pisać książkę jest stosunkowo łatwo. Pewnie każdy choć raz w życiu próbował, wyobrażając sobie jak to będzie być sławnym, zajebiście znanym literatem przed którym kobiety padają na kolana i zabierają się w szybkim tempie za rozpinanie rozporka. (Jeśli ci się uda pamiętaj aby w trakcie tej czynności pociągać flaszkę co najmniej Jacka Danielsa. Nie żeby był szczególnie dobry, po prostu dobrze się prezentuje wizualnie.)

Ewentualnie kobietą – pisarką, która za uzyskaną gażę kupuje sobie chałupę w Toskanii czy jakiejś tam Prowansji, lepi własnoręcznie makaron, tłucze pająki po kątach i przygotowuje kolejny bestseller.

Większość osób odpadała na etapie, czekajcie hmmm….  ot tak drugiej strony. Przy sprzyjających okolicznościach – przy początku trzeciej. Ja wiem, że wielu z was ma potencjał taki że gdyby chciało zdmuchnęłoby mnie jednym pociągnięciem klawiatury.

Orientuję się, że wasz talent literacki jest ode mnie większy, przyjmuje to z pokora i nawet wiecie w których miejscach należy wstawiać przecinki. Ale, różni nas jedno. Ja swoją pierwszą książkę skończyłem. Wydałem. Ba, nawet zarobiłem na niej jakiejś pieniądze.

Może się podobać mniej albo bardziej, ale jest. Wasza jest co najwyżej w wyobraźni. Bo, najtrudniejsze w pisaniu książek jest nie rozpoczęcie pisania, ale skończenie.

Czasami wystarczy coś zrobić na 80 proc. I to, że podejmiesz ten trud różni cię od innych.

Od razu powiem – jeśli chcesz pisać dla pieniędzy – daruj sobie. Prawdopodobieństwo, że zarobisz na swojej pierwszej książce jakiekolwiek pieniądze jest właściwie żadne. Owszem ja jestem wyjątkiem. Ale wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Pierwsze książki pisze się bowiem żeby zaspokoić swoje ambicje. Pisze się dla lokalnej, środowiskowej chwały i dup. Męskich też. Jeśli więc przy okazji uda ci się zaliczyć kilka  fajnych rudzielców z cyckami albo bez – potraktuj to jako wystarczające honorarium autorskie.

Napisałem Pokolenie Ikea, aby jeszcze bardziej nadmuchać swoje ego. Teraz jeździmy dwoma samochodami, bo ego w jednym ze mną się nie mieści.

Ale do rzeczy.

Piszę na laptopie (co nie znaczy, że mam coś przeciw komputerom stacjonarnym). Najlepsze rezultaty mam klepiąc w dwóch sesjach. Pierwsza startuje od 8 rano i trwa do 14, druga zaczyna się koło 15 i trwa mniej więcej do 19. Tak, muszę wtedy brać urlop. Tak, nie odpocząłem zbytnio w tym roku.

Pokolenie Ikea powstało na Macbooku, Pokolenie Ikea Kobiety na Macbooku pro. Nie jest to żaden warunek konieczny po prostu stwierdzam fakt. Równie dobrze można używać dłuta i ściany. W ostatecznym rachunku liczy się pomysł i determinacja.

Są specjalne programy do pisania książek np. Ulysses III. Kupiłem, nie spodobało mi się.

Używam czcionki Times New Roman, piszę w Wordzie, każdy rozdział to odrębny plik, wszystkie trzymam na Dropboxie, tak aby w przypadku jeśli coś się stanie z komputerem – książka była cała.

Zaczynam od rozpisania scena po scenie tego co ma się tam znaleźć. Wiem to nudne. Ale skąd masz wiedzieć co się tan znajdzie jeśli tego wcześniej nie zaplanujesz??

Tym samym zwiększasz szanse na to, że dojedziesz z tym karawanem do końca.

Pisz więc jak to ma wyglądać. Tak prezentował się plot (oczywiście fragment) mojej drugiej książki, który wysłałem do wydawnictwa:

„Książka startuje od próby zamieszkania przez Olgę i Czarnego razem co nie wychodzi bo ona jest zbyt wymagająca a on niezależny a poza tym dowiaduje się co on robił w łazience na  koniec pierwszej części.

Po wyprowadzce Czarny na początku dużo pije a później wdaje się w romans z Ruską Blondyną (rozwinięcie wątku Pokuszenie obecnego na blogu) a później z Ciemną Blondyną.  Dużo silniejszy niż w jedynce jest wątek korporacyjny, chcę dać kilka scen Czarnego w sądzie i w pracy.”

Myśl wątkami. Pisz wątkami. To oznacza, że jeśli masz jakiś pomysł jak powinna rozwijać się akcja, opisz go od początku do końca zanim weźmiesz się za następny.

Pisz z bebechów. Jeśli masz moment w którym zaczynasz się wahać czy o czymś napisać czy nie, bo możesz kogoś urazić to lepiej  nie pisz w ogóle. Czym mocniej wstrząśniesz czytelnikiem, tym bardziej będzie chciał czytać dalej.

Pamiętacie taką książkę „Samotność w sieci” Janusza Leona „Skutera” Wiśniewskiego? Tam jestwątek kiedy główny bohater zakochuje się w głuchoniemej dziewczynie, która umiera w trakcie operacji. Operacji, którą robi dla niego aby odzyskać słuch. Ta historia zbudowała całą tą książkę i jej sukces. Pisanie polega na tym, że wyrzucasz to co cię boli w nadziei, że szarpniesz dłonią za jelita innych, wkładając im rękę do trzewi.

Skończyłeś?/Skończyłaś? To teraz czytasz całość od nowa szukając miejsc gdzie jest rozwlekle, za mało dynamicznie, gdzie są powtórzenia, uwierz spokojnie całość można skrócić o jedną trzecią.

Pokolenie Ikea w oryginale miało ponad 300 stron. W druku trochę ponad 180. Dlaczego tak się stało będzie już w kolejnym odcinku.

Masz pytania? Zadaj je pod tym tekstem.

W kolejnych odcinkach będzie:

Jak wydać książkę?

Jak wypromować książkę?

4933_a93c_500