Oczywiście napisałeś/ napisałaś świetną książkę. Nie masz co do tego wątpliwości prawda?

Nie jesteś celebrytą, nie jesteś Chodakowską, nie występujesz w telewizji, nie znasz nikogo w żadnym wydawnictwie komu mogłabyś porządnie obciągnąć?

To teraz weź rękopis. Masz? Idź do kuchni. Otwórz szafkę.  Otwórz kosz na śmieci. Wrzuć tam wydruk.

Bolało?

To powtórz jeszcze raz aż się znieczulisz.

I uświadom to sobie: nikt do kurwy nędzy nie czeka na to co napisałaś/ napisałeś.

Swoją pierwszą książkę wysłałem do 10 największych wydawnictw w tym kraju. Wiecie ile chciało ją wydrukować? ZERO.

Wiecie ile mi  w ogóle odpowiedziało, że to co napisałem do niczego się nie nadaje ale życzą mi powodzenia? Ze trzy.

Czy to bolało? Jasne, kurwa. Czujesz się jak totalny nieudacznik. Czujesz jak ktoś bierze zbliża swoją twarz do twojej a następnie kopie cię z całej siły w jaja.

I pyta: WSZYSTKO OK?

Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jestem absolutnie przekonany, że mało kto ją czytał.

To znaczy może był jakiś frajer, który przerzucił kilka stron zanim wywalił całość do kosza, ale śmiem wątpić.

Książka, która później sprzedała się w 20 tys. egzemplarzy (na rynku gdzie sprzedaż 4 tys. jest sukcesem) gówno ich interesowała.

Wiecie co to jednak również znaczy? Oni mylą się bardzo często. Oni często nie mają wyczucia i nie wiedzą co zaskoczy a co nie. Żyją w świecie analogowym i boją się z niego wyrwać. Wybierają więc najbezpieczniejsze drogi.

Ale oczywiście dlaczego masz sobie odmówić tego upokorzenia?

Każde wydawnictwo ma u siebie na stronie internetowej zakładkę kontakt. Tam będą wytyczne w jakiej postaci ma być nadesłany rękopis. Część chce go w formie drukowanej, część w formie elektronicznej. Aha, nie dostaniesz go (druku) już z powrotem. Tak, przykro mi.  Do kopii dołączasz tzw. plot z informacją kim jesteś (jeśli jesteś ładną laską na pewno to nie zaszkodzi) oraz o czym dokładnie jest twoje dzieło, rozdział po rozdziale.

Ok. Napisałaś/napisałeś hita, wydawnictwo go wzięło i książka zaczęła się sprzedawać niczym szponder na ruskim targu?

Są i takie przypadki. Marek Krajewski napisał „Śmierć w Breslau”, wydało go Wydawnictwo Dolnośląskie i BUM był wielki hit.

Wspomniany wcześniej Janusz Leon machnął „Samotność w sieci”, wydało to „Czarne” i znów jebut gigahit – w sumie tego zeszło pewnie ponad pół miliona egzemplarzy.

Żeby było zabawniej Stasiuk, kiedy to czytał ryczał.

Albo szanowna pani Masłowska z „Wojną polsko ruską?”. Pierwsza książka i od razu została nową, piękną twarzą polskiej literatury i to w dodatku zbuntowaną i w dresie.  Tak, bywają cuda.

Pamiętajcie też o tym, że Michał Witkowski zanim napisał i wydał „Lubiewo” wydał trzy albo cztery jakieś pierdalasy. Twardoch zanim rozbił skarbonkę za „Morfinę” wyprodukował z 10 innych książek.

Wysłałaś/wysłałeś swoje dzieło do 10, 15, 20 dużych firm i nic nie przyszło poza stertą śmieci?

Co robić?

Opcje są trzy.

1. Weź leżak. Weź kieliszek wina. Ustaw go przed basenem. Popatrz sobie na laski. Widzisz te balony? Widzisz te zgrabne tyłki? Byłyby twoje gdyby cię wydali! Więc bierz się leniu do roboty. Albo siedź na tyłku i użalaj się nad sobą (tylko kup sobie hipsterską czapkę i załóż szalik, będziesz robić za niezależnego twórcę).

2. Możesz teraz wydać e-booka, a następnie zacząć go promować licząc na karierę na miarę E.L. James (tak to ta od Greya). Na początek napisała swoją książkę jako fanfiction „Zmierzchu”, później wsadziła ją na stronę internetową a jeszcze później wydała jako e-book. I co? Udało się jej! To hit na skalę światową, który sprzedał się w większej ilości egzemplarzy niż Harry Potter.

3. Wsadź kciuk w usta i powiedz: da, da.

Ja, wybrałem inną opcję. Skoro wszyscy mówią ci że wyglądasz jak kaczka i kwaczesz jak kaczka to może zacznij szukać sporej kałuży aby się potaplać.

Pokolenie Ikea w oryginalnej wersji miało ponad 300 stron. W jeden wieczór usiadłem na tyłku i pokroiłem całą książkę starając się ją jak najbardziej zdynamizować. Owszem bardziej podobała mi się pierwotna wersja, ale skoro jestem kaczką…

Postanowiłem, że taką okrojoną wersję wydam sam. Sprawdziłem jednak jak to wygląda i doszedłem do wniosku, że jest z tym za dużo zachodu.

Trzeba znaleźć kogoś kto ci zrobi korektę, zaprojektuje okładkę, załamie całość a na dodatek nikt od ciebie nie będzie chciał pojedynczej książki aby wsadzić ją do dystrybucji.

Musiałem znaleźć kogoś do spółki. Negocjowałem z dwoma wydawnictwami, które specjalizują się w wypuszczaniu na rynek książek debiutantów. Oczywiście pod warunkiem, że ci debiutanci pokryją koszta swoich fanaberii.

Po namyśle wybrałem Novae Res.

Dlaczego? To nie ma znaczenia moi drodzy. Cokolwiek bym napisał byście potraktowali i tak jako reklamę.

Wydałem 4.7 tys. zł. z pełną świadomością, że realizuję swoje hobby. Mogłem sobie kupić nowy telewizor, którego nie potrzebuję. Zamiast postanowiłem wydać książkę, która jest ciut bardziej oryginalna niż nowa plazma (lubię plazmy).

Dlaczego mi się udało? O tym będzie w trzecim odcinku.

yhg6llfljs0-lacie-slezakunsplash.com

27 uwag do wpisu “Jak wydać książkę?

  1. Padlam;)
    Przy „da, da” nie wytrzymalam i oplulam ze smiechu ekran kom. 😉 😉
    Tak czy inaczej: „Jak Ci na czymś w życiu naprawdę zależy, to NIGDY się nie poddawaj”. A potem to już wszystko jest możliwe… Gratuluję determinacji;) Opłacało się, nie?

    Lubię to

  2. Gdzieś w połowie notki pomyślałam sobie: „Zaraz, a najprostsze rozwiązanie? Przecież można odżałować 5 tysiaków i wydać samemu” 🙂 A chwilę potem uśmiechnęłam się do monitora 😉 Pracuję w małym wydawnictwie i naprawdę – samo wydanie książki to najmniejszy problem. Zwłaszcza powieści, gdzie w zasadzie jedyna rozbudowana grafika znajduje się na okładce, a cała reszta to kopiuj-wklej z worda do indesigna – na przykład. Nakład prac wydawniczych przy tego rodzaju publikacji jest minimalny. Prawdziwą sztuką jest natomiast książkę SPRZEDAĆ. I za to należy się największe uznanie dla autora. Dobrze Pan to rozegrał, Panie Ikea 😉

    Lubię to

  3. Też kiedyś próbowałam wydać książkę – zbiór opowiadań. Jedno wydawnictwo zaproponowało, że ok, fajnie, ale muszę wyłożyć 3k. na wydanie. Żadnej gwarancji, że zajmą się promocją. Żadnej gwarancji, że książki autentycznie trafią do wybranych księgarń. Zrezygnowałam.

    Lubię to

    1. O tym będzie w trzecim odcinku. Ale żadne wydawnictwo – nawet duże raczej nie zapewni debiutantowi promocji. A ksiązki zamawiają sklepy, wydawnictwo ma na to ograniczony wpływ. Chyba, że zwydawca apłaci za promocję, czytaj wylożenie ksiązki w Empiku. Ale znów – przy debiutancie to się raczej nie opłaca.

      Lubię to

      1. Gdybym miała z 8-10 koła, to bym wydała ten zbiór, a resztę przeznaczyła na promocję. Pracuję w mediach i PR już parę lat, więc myślę, że miałabym łatwiejszy start w dotarciu do „narzędzi” promocyjnych 😉

        Jestem ciekawa, jak to u Ciebie wyglądało z promocją. Ale domyślam się, że o tym w kolejnym odcinku?

        Lubię to

  4. Cytat Samuela Johnsona : Ktoś kto chce sprzedać książkę musi być : pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz:) ( I coś w tym jest ) głowię się bo tez pisze i jestem jak to kobieta – wielomówna :). Ale to przelać tą wielomówność na słowo pisane i ując w jakieś ramy lub niezwykły wątek – to łamigłówka jest. NAjważniejsze żeby nie kalkować i nie powtarzac po nikim .

    Lubię to

  5. Czarny, zapomniales o jednym. Ksiazka musi byc napisana w inteligentny sposob, temat niewazny, nawet o dupie marynie. Jak to bedzie nawet najlepszy i najbardziej goracy temat ale grafomania, zbior slow i liter (a takie sa w 99% na rynkU), nikt tego nie kupi, bedzie tylko zbierala kurz w bibliotekach, a na wydanie ktos wyda mnogo.
    Wiec panie od kuchni, dajcie sobie spokoj, pocwiczcie lepiej jak robic lepsza laske, to ma wieksza przyszlosc dla was

    Lubię to

  6. Zgadzamy się w całej rozciągłości z Autorem. Znaleźć dobrego wydawcę – czyli odpowiedzi na pytania jak i gdzie i wydać książkę to nie problem. Oferta rynkowa wydawnictw jest szeroka. Kluczowym wyzwaniem, zwłaszcza w twórczości debiutantów, staje się promocja i sprzedaż tytułu, a tu sprawy już się komplikują, koszty rosną, oczekiwania topnieją, … Jako wydawnictwo inwestujemy w wielu autorów, ale niestety niemożliwością jest spełnić oczekiwania wszystkich. To są zawsze rozmowy indywidualne. Nie będę pisał jak i co robimy, aby komentarz ten nie miał charakteru reklamy, lecz względnie obiektywnej uwagi.

    Lubię to

  7. Ja ostatnio szukałam wydawnictwa dla mojej książki i nie było łatwo, znalazłam wydawnictwo z pod Wrocławia Poligraf i u nich wyszła mój pierwszy Twór literacki 🙂

    Lubię to

  8. Fakt Poligraf ma dobry system sprzedaży i dystrybucji, o ile druk nie jest najtańszy to dobrze dystrybuują książkę po księgarniach. Czasem to jest ważniejsze niż zaoszczędzenie kilku złotych na druk.

    Lubię to

  9. Fakt, trzeba się naszukać… Ja ostatecznie postawiłam na POLIGRAF: na każde pytanie uzyskiwałam odpowiedź, nie było niejasności w współpracy. Wszystkie gwarancje pracowników zostały zrealizowane. Komunikatywna redakcja i całkiem dogodne finansowanie.

    Lubię to

  10. Dzięki, mega motywujący tekst. Ja też bym chciał wydać własnym nakładem, najlepiej przez rozpisani.pl, po to grupa pod PWN więc wydaje mi się, że to najbezpieczniejsza strona. Gratuluję sukcesu, sobie życzę tego samego 🙂

    Lubię to

  11. Ostatnie komentarze są tak porażająco nieudolnymi kryptoreklamami, że aż trudno zachować powagę 😀 Szanowni Państwo, czytelnicy tego bloga to nie idioci, chociaż w przypadku do tego stopnia żenującego MARKIETINGU nawet chroniczny idiota by się bez trudu połapał 😀 Przy tak „profesjonalnym” PR aż strach się bać jak wygląda reszta.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s