Środa, środek tygodnia. Uwielbiam mieć wtedy wolne, napajać się myślą, że większość Warszawy właśnie jedzie do pracy, a ja na totalnym luzie kręcę się po ukochanej stolicy, robię zakupy na śniadanie mistrzów i będę przewracać się cały dzień w łóżku pod kołdrą, podziwiając zimę zza szczelnych okien.

Wyglądałam jak jeżozwierz, wyciągnęłam pierwsze z brzegu ciuchy z szafy – gdybym wiedziała co się ma stać, to bym po bułki na wampa poszła w pasie do pończoch, ustami pomalowanymi na czerwono, w najwyższych szpilach i w mini.

Tak, kurwa. Pech. Nic z tym nie zrobisz siostro.

Wsiadłam do autobusu, odpaliłam sobie stare, dobre nuty Basement Jaxx’u i zaczęłam standardowy check out współpasażerów. Po paru przystankach usiadły naprzeciwko mnie dwie młode dziewczyny, na oko koło 20. Ubrane na sportowo, ze sportowymi torbami. Aha, siłownia? Szkoła sportowa? Gdzie one o tej porze jadą w takim wydaniu? Postanowiłam nie roztrząsać zagadki i odwróciłam głowę w stronę okna.

Śniadanie. Śniadanie jest najważniejsze.

Mój zen na dziś to crossaint z wędzonym łososiem, jajkiem w koszulce i avocado. Do tego kawa z mlekiem. Dużą ilością mleka.

Całość miała trwać minimum dwie godziny. Jestem pretensjonalna? Trudno, pogodzę się z tym.

Po chwili, wysoka, smukła blondyna, która siedziała dosłownie przede mną, zaczęła się wiercić, trąciła mnie nogą i wygrzebywała coś z torby. Zaczęłam się jej przyglądać. Przewracała w torbie wszystko do góry nogami i kiedy w końcu znalazła to, czego szukała, ja – parsknęłam głośno w swój termo kubek z gorącą herbatą.

Moja mina: SERIO???

Jej mina: o co Ci, kurwa, chodzi DEBILKO???

Pierwsza cześć, czy druga? Grubsza, więc druga. Doskonale znana okładka. Rozejrzała się podejrzliwie po autobusie i otworzyła „Pokolenie Ikea Kobiety”. Moją reakcja wprawiła ją w małe zakłopotanie. Próbowała zasłonić okładkę, ale mignęła mi przed oczami, zanim zdążyła ją sobie położyć na kolanach. Była praktycznie na początku książki, ale nie mogłam sobie przypomnieć, co aktualnie może czytać.

W sumie czyta, więc nie jest źle. Nie można tego powiedzieć o większości społeczeństwa.

Blondyna w pełnym makijażu, ściśnięta puchową kurtką. Cycki też ściśnięte, albo ich kompletny brak. I ten odrost, litości, dziewczyno…

Dusiłam ją wzrokiem niczym dentysta wiertłem na fotelu stomatologicznym. Co chwilę podnosiła na mnie wzrok i natykała się na kpiące spojrzenie z mojej strony.

Nie była zbyt odporna. Mam wyjątkowo wredny wzrok kiedy się postaram.

Po paru kartkach zrezygnowała z dalszego czytania i schowała książkę z powrotem do torby.

Nachyliła się w stronę koleżanki i zaczęły rozmawiać o czymś, energicznie gestykulując i śmiejąc się co chwilę.

Wyciągnęłam iPhone’a i zostawiając słuchawki w uszach, wyłączyłam muzykę. Stałyśmy w korku, więc byłam w stanie wyłapać pojedyńcze słowa.

Temat numer jeden: Piotr, oczywiście.

Później zaczęły gadkę o Oldze. Zaczęły się nabijać z korporacji. No, drogie panie, zobaczymy co powiecie za parę lat, jak będziecie wypruwać sobie flaki, będąc jednym z pionków team’u, którego głową jest laska z leadership’em na poziomie okrąglutkiego zera.

Pomarudziły coś o jedynce. Czekam. Zaczęła się gadka o Warszawie. Czekam dalej. Kluby, imprezy, faceci. Okej, nuda.

I wtedy blondyna zapytała tą drugą (za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak wyglądała, więc musiała być po prostu nijaka), czy czytała bloga. TEGO bloga. Owszem, czytała. Ba, czyta! Wchodzi lepiej niż najnowsze Cosmo! Czy ktoś to jeszcze czyta?

„12 magicznych chwytów jak uwodzić w karnawale” Walnij się w łeb – chwyt numer jeden.

Autobus ruszył, straciłam nadzieję na podsłuchanie dalszej rozmowy, ale co tam! Raz kozie śmierć! Wyjęłam słuchawki z uszu tak, żeby nie zorientowały się, że to zrobiłam. Dopiero po chwili ogarnęłam o czym mówią.

– …myślisz? – zapytała ta druga.

– No jasne, że on to piszę – skwitowała blondyna.

– No nie wiem, kurde, ale przecież na początku było, że ona ma 20 ileś tam lat i w ogóle. I te wszystkie historie, to jakieś pokręcone jest. Po co miałby to robić?

– Nie wiem, ale na bank on to pisze.

I wtedy się we mnie zagotowało. Przysięgam, że jeśli blondyna dalej ciągnęłaby temat, to tak jak tam siedziałam, wyciągnęłabym do niej rękę i powiedziałabym jej, że siedzi właśnie twarzą w twarz z Suką.

A najchętniej to od razu złapałabym ją za jej tlenione włosy. Walczyłam ze sobą dobrych parę minut, rozważając wszystkie opcje i konsekwencje mojego coming out’u przed dwiema gówniarami. No fucking way.

Uspokoiłam się. Fala gorąca przeszła, na jej miejsce pojawiło się inne uczucie. Swoją drogą, bardzo przyjemne uczucie.

Prawda, Piotr?

3783554835_ebbd481c26_bPhoto:  Helga Weber  Creative Commons

33 uwagi do wpisu “Wyznania suki vol 7. (wyjątkowo nie o seksie)

  1. Jakbyście byli w sieci trochę dłużej niż pięć minut, to byście wiedzieli, że Piotr jest facetem, ma rudą żonę, która też prowadziła bloga, i kilkuletnie bliźniaki (chłopca i dziewczynkę).

    Lubię to

    1. To Rudith jest zona Piotra!? Caly moj swiat runal w tym momencie!

      Szkoda tez ze nie ma wiecej pajntow- tez byly fajne, kilka wieczorow na nich przesiedzialam…

      Lubię to

    2. prosimy o więcej informacji, skąd on ma czas pisać te wszystkie bzdury?
      ja nie ma czasu nawet ich czytać czasami, taka korporobota, a co dopiero pisać

      Lubię to

  2. gdybym do tej pory nie zastanawiała się, czy to podpucha, czy nie, to ten post skłoniłby mnie ku temu… bo wygląda, jak nieudolne przekonywanie o autentyczności.
    z drugiej strony, ktoś kiedyś mądry powiedział, że jeśli chcesz, żeby cię mieli za pajaca, nie wystarczy pajaca udawać.
    trzeba zachowywać się jak pajac, który nie chce być jako pajac odbierany, czyli niejako odgrywa nie-pajaca.
    i tu się pojawia problem, czy autor sukę udaje, czy też suka udaje pajaca 😉
    bądź tu mądry człowieku.

    pozdrawiam,

    Lubię to

    1. A wg mnie to bardzo fajne, ze wspiera osoby mające taka sama pasje jak on ale dopiero zaczynajace.
      Czasem potrzebny w życiu jest ktoś kto pomoże Ci zrobić pierwszy krok.

      Lubię to

    2. „A skąd pomysł, że “Suka” to początkująca blogerka czy osoba aspirująca do bycia pisarzem?”

      Bo gdzies tutaj kiedys, na poczatku przewinal sie przed oczami link do jej bloga..

      Lubię to

  3. „Przysięgam, że jeśli blondyna dalej ciągnęłaby temat, to tak jak tam siedziałam, wyciągnęłabym do niej rękę i powiedziałabym jej, że siedzi właśnie twarzą w twarz z Suką”.
    Pomijając kwestię autentyczności powyższego tekstu, która mnie osobiście wisi, istnieje drobna różnica pomiędzy „Jestem suką” a „Jam jest sługą Tajemnego Ognia, władam płomieniem Anora” albo nawet wzniosłym, choć oklepanym: „Jam nie Babinicz, jam Kmicic”. Współpasażerki raczej zawyłyby ze śmiechu, niż się przejęły towarzystwem takiej znakomitości, jeśliby miały między uszami coś więcej niż trociny.
    W ogóle tekst w tonie przypomniał mi najlepsze bogoojczyźniane twory rodem z „Frondy”, choć miejsce Jezusa zajmuje tu Piotr C., Matki Boskiej Olga, a suka to chodząca wartość chrześcijańska, którą można obrazić na milion i jeden sposobów, włączając w to odrosty i długość tipsów. To samo zacietrzewienie, ten sam hejt i ta sama „Nasza Jest Prawda, a was na stos, Żydy, masony, pedały, gendery i farbowane blondyny”.
    A tak w ogóle, to bez obrazy, ale napajanie się myślą i okładka, która rozgląda się podejrzliwie po autobusie, to już lekka przesada, nawet dla mnie, choć jestem z natury dobra, łagodna i wyrozumiała jak święty Franciszek po kilku piwach.

    Lubię to

      1. Waligórskiego wszędy warto dodać, pal licho Kmicica, Oleńkę i sławetne kupy tatarskie znoszone pod okna w Chreptiowie 😀

        Lubię to

  4. Czarny ma czarnego Olka 😉

    Stylistycznie pół powyższego tekstu jest klawiatury Czarnego – dodatkowo, nie widzę powodu dla którego Czarny miałby publikować tutaj grafomańskie popisy pogubionej dziewczynki. Dlatego twierdzę, że wprowadzenie Suki ma związek z konceptem części trzeciej PIkea i jest wytworem autora bloga 😉

    Lubię to

  5. Ona po prostu wpadła w chwilowe samouwielbienie. Rozpoznała tytuł książki czytanej przez kogoś w autobusie widząc okładkę przez mgnienie oka. Skoro w autobusie u przypadkowej osoby, widząc okładkę książki przez ułamek sekundy wie co to za tytuł to opcje są dwie: albo bardzo dużo czyta, albo to książka bestseller 🙂

    Lubię to

  6. Kiedy ja widzę takie osoby jak Suka to się z nich śmieję, bo gardzenie ludzi z powodu ich ODROSTÓW czy głupiego zachowania jest żenujące, słabe i „dojrzałe”. Gardzić można kimś kto nie szanuję innych, kimś kto robi rzeczy złe, kimś kto jest antyprzykładem. O to Ty Suko.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s