To było kilka dni temu. Miałem dwie wolne godziny. Siadłem więc przed klawiaturą, aby napisać choć jedną scenę nowej powieści. Tak, aby moje wyrzuty sumienia były nieco mniejsze. To do boju, biało – czerwoni! Napisałem pierwsze zdanie. Cudownie! Widzisz, ten stary wyliniały lew potrafi jeszcze zaryczeć! Odświeżyłem stronę z newsami. O, Hubert Hurkacz wygrał mecz! Wszedłem na YT, zobaczyłem skrót. Dziesięć minut później obejrzałem dwa klipy, które podpowiedział mi algorytm na podstawie moich zainteresowań. Pani na ekranie wyginała się zachęcająco, śpiewając po rosyjsku. Obejrzałem trochę z początku, trochę ze środka i trochę z końca. (Ten klip.) 

Hmm, drugie zdanie powieści. Wejdźmy teraz na insta, zobaczmy tam, co się dzieje ciekawego. Koty są takie cudowne. Koty nie mogą się mylić. Emily Ratajkowski wrzuciła nowe zdjęcie. Hmm, ten jej mąż wygląda jak seryjny morderca, nieprawdaż? O, Olga Seryabkina (158 cm wzrostu, 91 cm w biuście, biustonosz 40 C) ma nową relację. Zawsze miałem skłonność do niskich, cycatych kobiet. (Czterdzieści centymetrów obwodu klatki piersiowej na wysokości żeber). Sprawdzimy maila, może ktoś coś napisał? Odpisałem.

Teraz wiadomości na Facebooku. I jeszcze służbowa poczta. Ok. Jest spokój, nikt nic nie chce. To odświeżamy stronę i zobaczymy, co ciekawego jest na Pudelku. Julia Wieniawa skarży się, że nie może w spokoju wyjść na miasto, aby się napić prosecco „bo takie jedno wyjście oznacza potem dla mnie ogromną ilość kłopotów”. 

Komentarz numer jeden: „Jakie to straszne.” 

Komentarz numer dwa: „Cieszkie rzycie”.

W sumie rozumiem dziewczynę, bo właśnie dlatego postanowiłem zostać anonimowy. Ja mogę więc napić się kiedy chcę, ale ona ma 1.3 mln obserwujących na Instagramie. 

Hmmm chyba przyszedł czas, aby napisać zdanie numer trzy? Ale nie! Czas już mi się skończył! 

KURWA JEGO MAĆ!!!!!

(To koniecznie musi być napisane wielkimi literami.) 

Wszyscy cierpimy na sraczkę

Pięć lat temu notki na bloga pisałem, siadając po południu do komputera z filiżanką kawy. Mniej więcej wieczorem, po dwóch, trzech następnych kawach wrzucałem tekst na stronę. 

Teraz napisanie czegokolwiek, choćby zaproponowanie mailem knajpy na wieczór (bo przecież trzeba sprawdzić jej recenzje i koty i koty i koty) wiąże się dla mnie z przejściem przez sraczkę infotainmentową. Nieustające rozwolnienie, potok śmieciowych informacji, które niczego nie wnoszą, a zbierają uwagę i czas. Koty, psy, gwiazdy, clickbaity, artykuły, z których czyta się tylko tytuł, bo i tak ma się własne zdanie, a później się komentuje, nie znając całości, bo po co to komu potrzebne. 

fa69b1227b5d610c7234e8ca60fc0338

Siadam wieczorem, biorę do ręki artykuł na dziewięć stron. Czytam: „W polskiej szkole uczy się nas nie tyle historii polskiego państwa, ile historii polskich panów. Zwykle opowiedzianej przez pryzmat „wybitnych jednostek”: generałów, królów, mecenasów.” Ten tekst mnie interesuje, jest nieźle napisany, ale nagle łapię się na tym, że nie jestem w stanie przeczytać go za jednym razem, nie sięgając po telefon.  

Bo monstrualnie spadła moja zdolność głębokiego skupienia. Jestem akwariową rybką. Jebanym gupikiem. BUL, BÓL. 

Kiedy to się zaczęło?

Pamiętam, kiedy byłem na studiach i dostałem swój pierwszy telefon komórkowy. To była Nokia 3210, na której można było co najwyżej zagrać w węża. A zaraz później Nokia 6310i – najbardziej zaawansowany model w historii telefonii komórkowej – którą wycyganiłem od ojca. 

Mój świat się zmienił. 

Wcześniej, aby zadzwonić do kogoś, trzeba było iść do budki telefonicznej albo mieć stacjonarny. Teraz nagle byłem dostępny dla wszystkich o każdej porze dnia i nocy. YUPI!! 

Lecz wtedy używałem telefonu do krótkich rozmów (ktoś pamięta czasy, gdy rozmowy do pięciu sekund były za darmo?) gry w węża oraz do wysyłania smsów. Telefon służył mi wtedy tylko po to, aby umówić się z innymi ludźmi na spotkanie. 

Ale kiedy się do niego przykleiłem?

Gdybym miał tutaj podać jakiś termin to pewnie byłaby to chwila, kiedy w mojej ręce pojawił się pierwszy iPhone. Pierwszy telefon, którym można było robić zdjęcia, mieć maila i jednocześnie przeglądać strony w Internecie. 

To było 10 lat temu. I nagle zrobiło się BOOM, później BUM. 

Dekadę temu nie mieliśmy smartfonów, teraz nie możemy żyć bez smartfonów. Dekadę temu nie wiedzieliśmy, co to słitfocia, a co to zdjęcie parówek, bo parówki to było żarcie w garnku. Dekadę temu, żeby zobaczyć czyjegoś kota trzeba było pójść do domu tej osoby. Dekadę temu, aby zobaczyć jak wygląda naga kobieta, trzeba było ją rozebrać. Teraz dostaje się jej nagie zdjęcie. I to zdjęcie stało się elementem gry wstępnej. W 10 lat!!!

Nagle to, co robimy tutaj jest po to, aby dobrze wyglądać tam. Nagle pisanie jednego tekstu zajmuje mi dużo więcej czasu niż dwa, trzy lata temu. Nagle nie ma nikogo na siłowni, kto jest w stanie wytrzymać przez 10 minut bez sprawdzenia wiadomości. Nagle ludzie nie są w stanie obejrzeć filmu czy serialu, bez dotknięcia telefonu. Nagle nikt nie słucha koncertu, wszyscy go nagrywają, żeby pokazać, że na nim byli.

W 10 lat staliśmy się niewolnikami.

Jaki jest pierwszy ruch rano? Nie klepnięcie po tyłku tej laski obok. Nie stwierdzenie jaki cudny jest, kurwa, nowy dzień, bo oddycham, jestem. Nawet, nie pójście się odlać. Jest to sięgnięcie po telefon. Bo ma budzik. Nie ma innej opcji, musisz go dotknąć. Żyjemy w świecie, gdzie kupowana jest nasza uwaga. Gdy źródłem zainteresowania firm jest to, jak ją zająć. Gdy ktoś płaci, aby ją kupić. Co wywala telefon każdego dnia rano? Dziesiątki powiadomień, które sięgają po tę uwagę. 

Z kim ma się najsilniejszy i najtrwalszy związek w życiu? Nie z mamą, nie z tatą, nie z żoną, mężem, kumplem czy przyjaciółką. Tym partnerem jest smartfon. Zawsze pod ręką.

Dawniej wychodząc z domu brało się klucze i portfel. Teraz bierze się klucze i telefon. 

Jasne,  komórka jest tylko narzędziem. Można nim płacić (swoją drogą – ponieważ od razu budowaliśmy nowy system bankowy i mamy go w cholerę nowoczesny – mina Amerykanów kiedy chciałem zapłacić telefonem w sklepie była bezcenna). Można używać go jako nawigacji, kalkulatora, można robić nim przelewy, można słuchać na nim muzyki i audiobooków. 

 Ale my używamy go głównie do karmienia swojej niepewności.

Przypomina to ujeżdżanie wściekłego byka. Przeskakujemy z fejsa, na insta, z insta na twittera, patrząc jak cudowne życie mają inni, a na koniec dnia jesteśmy tylko coraz bardziej zmęczeni i rozczarowani. Seanse bezcelowego, bezmyślnego skrolowania. Potrafisz powiedzieć wszystko o składzie rodziny Kardashianów, a nie wiesz, jak nazywa się twój sąsiad z drugiego piętra. 

Czekam na moment, kiedy facet będzie zdejmował z laski bieliznę, ona będzie wyginała się rozkosznie, a obydwoje będą w tym samym momencie sprawdzali, czy ktoś im wiadomości na fejsie nie napisał, albo może lajka nie dał. 

 On posuwa ją jak dziki i krzyczy:

– Kochanie, kochanie, to zdjęcie, które wrzuciłem na insta ma już 80 serduszek!!!

 – Och, pieprz mnie zwierzaku!!!

Mózg widzi lajki. Strzela w niego dopamina. Pojawia się poczucie natychmiastowej satysfakcji. A później trzeba jeszcze i jeszcze. I następuje zjazd. Osunięcie się w sen. Coś wam to przypomina?

Tak zachowują się narkomani na głodzie. 

Zastąpi nas  zaś generacja żywych trupów. 

Na ulicach widać kilku, kilkunastoletnie zombie, które snują się z nosem w telefonie i naprawdę cud, że się przy tym nie wywalą. Zamiast śmigać po drzewach, napierdalają paluchem w ekran. Zamiast ganiać się w chowanego na podwórku oglądają na You Tubie Lorda Kruszwila bądź innego pajaca. Zamiast ciąć w gałę, tną w Fortnajta. 

Przeciętny nastolatek spędza ze swoim telefonem pięć godzin dziennie. PIĘĆ KURWA GODZIN.  

Nikt mi nie wmówi, że to zdrowe. 

Wyobrażasz sobie życie bez smartfona?

Oglądałem niedawno Carpool Karaoke (ludzie śpiewają w samochodzie) z Edem Sheeranem, który w trakcie wywiadu powiedział, że nie ma smartfona. Nie ma w ogóle telefonu. NIE MA INTERNETU. 

No phone, no internet, just email

Co dzień rano siada po prostu do komputera, odpisuje na maile (też się zastanawiam jak on to robi bez tego internetu, ale może gwiazdy robią to inaczej) i koniec. Nic więcej. Na pytanie “Ale, kurwa, jak tak się da??” odpowiedział, że owszem, miał kiedyś przez dwa tygodnie, ale go nie naładował. 

– Wstawałbym rano i miałbym na nim 50 wiadomości. Żadną z nich nie byłoby: “Cześć jak się masz?” Tylko “Czy możesz ogarnąć to, czy możesz ogarnąć to, czy możesz ogarnąć tamto.” 

Czy ma ludzi którzy załatwiają za niego rzeczy? Pewnie ma. Ale zawsze na koniec musi podjąć decyzję. A Sheeran chce żyć jak jego rodzice 30 lat temu. Oglądając i rozmawiając z ludźmi. A nie pisząc z nimi. 

Mój kumpel za każdym razem kiedy nie wie czegoś, nie bierze telefonu do ręki, aby się tego dowiedzieć. Bierze po to, aby z niego zadzwonić. Tym samym grono jego znajomych jest zaszczycane telefonami o 23, pod tytułem “No hej, przepraszam, że ci przeszkadzam o tej porze, ale może pamiętasz jak się nazywa aktorka, która kąpała się w fontannie di Trevi?” (Anita Ekberg, film to  „Słodkie życie”). Jaki król pierwszy zaczął wprowadzać w polskich wojskach piechotę? (Stefan Batory).  

To daje kontakty z ludźmi, do których inaczej byśmy się nie odezwali, a co najwyżej zalajkowali jakiś ich post z kotem na Facebooku. To sprawia, że nasz mózg z powrotem zaczyna działać.  

Co jest tak ważnego, że nie może poczekać 45 minut?

W ostatnich latach mówi się dużo o multitaskingu. Że najbardziej wydajne w życiu są osoby, które robią dużo rzeczy na raz. 

I pewnie coś w tym jest. Dajmy na to, matka kilkuletniego dziecka robi z całą pewnością dużo rzeczy na raz. Masz tu soczek, gdzie idziesz, uważaj, ubrudziłeś się, gdzieś tu miałam chusteczki, tak, to jest ptaszek, nie trącaj go kijem, co mówiłaś mamo???, tak przyjdę jutro na obiad. Ale coraz większym luksusem jest robienie jednej rzeczy na raz. Bo co jest tak cholernie ważnego, że nie może poczekać przez 45 minut jednego odcinka serialu i koniecznie trzeba pomacać telefon?

Telefony stały się tym, czym były papierosy. Na moment dają przyjemność. Długofalowo niszczą. Komputery to cudowne urządzenia. Jeśli to my rządzimy nimi, a nie ktoś za ich pośrednictwem nami. 

Nie rzucam internetu, ani social mediów. Są one mi potrzebne i prywatnie i zawodowo. Ale od kilku tygodni staram się żyć bardziej jednoczynnościowo. Koncert to koncert, film to film, a czytanie to czytanie. Jeśli idę teraz do kina to oglądam film, a nie sprawdzam coś na telefonie. Jeśli odpowiadam na maile, to odpowiadam na maile i nie robię nic innego. Jeśli spotykam się ze znajomymi, to rozmawiam z nimi. Umówiłem się w końcu z nimi, nie z telefonem. Okazało się też, że w wordzie mam taki przycisk jak ‘koncentracja uwagi’. Rozciąga on edytor tekstu na cały ekran. Odcinając od przeglądarki. 

Swoją drogą można w trakcie spotkań wprowadzić zasadę, że jak sprawdzasz wiadomość, to musisz ją przeczytać na głos i pokazać (tak jak w tym genialnym włoskim filmie „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”). 

Myślę, że wiele osób wyleczyłoby to z publicznego macania komórki.  

xxx

Wstałem w niedzielny poranek i wyszedłem z domu. Bez telefonu. 

Teraz jest wieczór, dzień nie wiadomo dlaczego stał się nagle pełniejszy. Jakby się rozszerzył. Nie miał już pięciu, czy sześciu cali. Nagle miałem poczucie spokoju. Nagle w krótkim odcinku czasu potrafiłem zrobić bardzo dużo rzeczy. Potraficie tak? Odłożyć swój telefon na dzień? Chociaż na pół dnia?

Co robisz, gdy ważysz 103 kilo i orientujesz się, że właśnie w fast foodzie zamówiłeś potrójnego burgera i colę? Mówisz sobie: muszę iść na dietę. I tak samo jest z umysłem. Żyjemy w zanieczyszczonym środowisku. Nasze mózgi cierpią na sraczkę pseudoinformacyjną. 

Mój mózg na pewno. Zrozumiałem, że muszę zacząć się leczyć. Jeśli dostrzegam, że ten odwyk jest mi potrzebny, to jest mi on potrzebny. Poszedłem więc na dietę. Aha, i kupiłem sobie budzik. 

Ten tekst powstał bez ani jednego zerknięcia w telefon. 

samuel-austin-7LJ20fadcwQ-unsplash

Photo by Samuel Austin on Unsplash 

23 uwagi do wpisu “Poszedłem na odwyk/ Czy wytrzymasz pół dnia bez telefonu?

  1. Telefon jest naszym największym rozpraszaczem uwagi. Powiadomienia, wibracje, nawet te urojone w kilka setnych sekundy odwracają naszą uwagę od obecnego zajęcia.
    Sprawdzamy co tam słychać w social media za każdym razem kiedy mamy minutę wolnego. Po prostu nasz świat kręci się koło telefonu.
    Niestety, wpływa to źle na wykonywane przez nas zadania. Jesteśmy atakowani masą informacji, przez co często nie pamiętamy tego co pamiętać wypada. Naszą pamięć robocza jest zapchana, a podczas snu do naszej pamięci długotrwałej są przenoszone obrazy kotów czy informacja z życia innej osoby, zamiast tej informacji istotnej, wartej zapamiętania.
    Co do kontaktów międzyludzkich, telefon i je ułatwia, i je utrudnia. Te na odległość kwitną, a te relacja „na żywo” są osłabione.
    Fajnie wyrobić sobie nawyk pracy nad czymś czy nauki bez smartfona. W tedy jest ona bardziej efektywna. Nasza uwaga ma prawo skupić się na ważnych informacjach, nie na bodźcach kompletnie nam niepotrzebnych.

    Moim problemem jest to, że noszę telefon przy dupie cały czas. Niezależnie od tego czy go używam. Mam go w dłoni, zostawiam gdzieś, panikuje, szukam, znajduję i tak w kółko.

    No i jako ciamajda tłukę ekran nagminnie. Bo fajnie mieć kolejny problem, co nie?

    Zapraszam do mnie!
    https://malawscieklablondyna.home.blog/

    Polubienie

    1. A ja pamiętam czasy gdy czekałam na notatkę na blogu, ten dreszczyk gdy coś się pojawiło, z przyjemnością czytałam i piłam kawę… Lubię czasem wrócić do tych starych wpisów i zrobić sobie małą przyjemność…

      Polubienie

  2. Ileż to osób widzę jak przy spotkaniu z drugą osobą, a czasem i trzecią i czwartą siedzą razem przy hipsterałkowej kawie i miast rozmowy słychać klikanie po smartfonie (bo przecież nie można wyłączyć tego irytującego dźwięku). Internet miał zbliżać ludzi, ale coraz bardziej ich oddala. Na szczęście są jeszcze zboczeńcy, którzy dzięki internetowi mogą się poznać by robić tak obrzydliwe zboczone rzeczy jak umawiają się by połazić po górach, pojeździć na góralu po lasach, poszwendać się po bezdrożach i spać pod kawałkiem plandeki, czy banalnie mieć z kim pójść do kina czy się szczerze wypierdolić w seksualnym sensie bez ściemniania na spotkaniu randkowym, że o to im chodzi jak chuć przychodzi 🙂 Tylko owi zboczeńcy to istne efemerydy i dinożarły skazane na wymarcie od rzucania w nich kamieniami w szczepionki przez antyszczepionkowych wege prawników.

    Polubienie

  3. Tekst, jak zwykle, bardzo fajny,
    ale Czarny, do k^%$ nędzy, weź się za pisanie książki. Nie op@#$ się. 😉
    Miło by choć w tle dowiedzieć się co się dzieje u Olgi i Piotra. Polubiłme te postaci.

    Polubienie

  4. Haha, jakby siebie widział!
    Ale teraz akcja. 2 tygodnie temu, urlop SOPOT potem Kopalino (taka wiocha, mało luda).
    I mało zasięgu? Tzn. w domku brak zasięgu, na początku trochę szok, jak to? Nie będzie netflixa? Walić netflixa, nie mogłem muzy ze spotify puścić! Więc pozostał szum drzew i śpiew ptaków 😉 ale na dobre wyszło, po 2 dniach, nawet nie szukałem telefonu. Tako mały detox, btw. na plaży zasięg był 😉
    Pozdrawiam,
    Michał

    Polubienie

  5. Telefony mają tryby pozwalające wyłączyć wszystko poza podstawowymi funkcjami. U mnie nazywa się to Ultra Stamina mode (bo w założeniu służy oszczędzaniu baterii) i zostawia tylko dzwonienie, smsy, aparat, kalendarz, zegarek, kalkulator i kilka innych – bez Internetu! A wyjście z tego trybu chwilę trwa, bo wymaga restartu telefonu.

    Zacząłem włączać ten tryb na noc i w pracy, a wyłączać tylko o określonych godzinach (przerwy) albo kiedy się gdzieś przemieszczam – polecam, bardzo pomaga ograniczyć problem opisany w notce.

    Polubienie

    1. Też się z tym zmagam. Idąc w góry z radością biorę starą Nokię, nawet bez ładowarki. I pomyśleć, że kiedyś bardzo zależało mi na tym, żeby mieć smartfona i używać tych wszystkich świetnych aplikacji.

      Polubienie

  6. Świetny tekst. Masz rację, że telefon jest rozpraszaczem naszej uwagi i powoduje, że przestajemy być w relacji z tymi, ktorych mamy obok. Pozdrawiam i życzę miłego dnia;)

    Polubienie

  7. Prosta sprawa – filtrowanie informacji. Po ogólnym rzuceniu okiem na ten tekst, stwierdziłam, że nie wniesie nic nowego do mojego życia, więc odpuściłam sobie jego czytanie.

    Polubienie

  8. Wiesz co mnie przeraża Piotrze C.? Przeraża mnie, że o TYM nałogu pisze ktoś, kto wychował się i bardzo dobrze pamięta życie bez Matrixa.
    Ktoś, kto nie powinien mieć TAKICH nałogów, bo doskonale zdaje sobie sprawę i wie co traci.
    Jak tak obserwuję, to coraz większy problem z wirtualną, popieprzoną, kłamliwą rzeczywistością ma pokolenie 40+ kobiet i mężczyzn, żon i matek, mężów i ojców…

    Mam tylko nadzieję, że poradzą sobie lepiej z TĄ samotnością niż ich dzieci, że w końcu zaczną myśleć tak jak Ty to opisałeś.
    Dobry post tyle, że mnie nie zdziwił, jeśli o Ciebie chodzi, bo kto czyta Twoje książki i „przemyślenia” już dawno zauważył to uzależnienie😉

    Polubienie

    1. Też mi takie przemyślenia przeszły po głowie, ale skoro Piotr C. pisze to widzi u siebie i innych?! Ciekawa jestem czy nosi zegarek: okrągła koperta, skórzany pasek w kolorze czarnym lub brązowym i podnosi lewy nadgarstek jak zastanawia się nad godziną? Piotrze C. jak jest z zegarkiem? nosisz… zerkasz…?

      Polubienie

  9. Dziś każdy może się wypowiedzieć na tematy błahe i poważne. Tak jak Ty wyżej, a ja tu. Każdy jest ekspertem od wszystkiego. Wcielamy się w rolę proktologa i radzimy jak pozbyć się hemoroidów, potem w rolę ichtiologa i dyskutujemy o połowie śledzia bałtyckiego, w meteorologa, astronoma, politologa. A internet to łyka, wchłania, nasze słowa krążą w kosmosie. Potem to się mieli w setkach chłonnym mózgów i nasz następca pisze już o tym, że na hemoroidy najlepszy jest śledź bałtycki, bo chyba gdzieś tak czytał. I tak powstają informacje w internecie. Romantycy popełniają grafomańskie wiersze, pokazują swoją duszę z nadzieją, że kogoś to zachwyci, wzruszy. Laski bez dusz pokazują dupę z tą samą nadzieją. Potem wcześniej wspomniani znawcy to oceniają, rzadko zgodnie z własnym sumieniem, wszak wiadomo, że pisanie o kimś dobrze jest lizaniem tyłka, że pobłażliwi są ludzie niemający swojego zdania. Stają się więc częścią krytykującej opozycji, czyli nierzadko hejterami. Znudziło mnie to dawno temu, kiedy odkryłam, że trzeba godzinami przedzierać się przez setki bzdur, umysłowych rzygowin ludzi bez polotu, żeby móc przeczytać coś wartościowego. Więcej radości mam z kontemplowaniu sufitu.
    Chociaż bywa i tak, że przypadkiem trafię na jakąś lotną myśl, produkt pociągającego, męskiego umysłu. Wtedy strasznie się napalam i mam ochotę macać intelektualnie. I choć nie zawsze te wiwisekcje, rozmowy mają swój finał w tzw. łóżku to i tak bardzo cenę tę możliwość.
    Internet jest fajny, umiar też. Wytrwałości!

    Polubienie

  10. Coraz bardziej świadomie zaczynam walczyć z tym potworem, coraz częściej przejmuję nad nim kontrolę, znajomi się dziwią, dlaczego jestem tak mało „dostępna”, wcześniej byłam do dyspozycji na jedno kliknięcie . Przejrzałam na oczy, choć ciągle próbuję się oszukiwać, ze FB jest mi niezbędny do mojej pracy. Ograniczyłam go – i naprawdę nic się wielkiego nie stało. Twój wpis – genialny! Uosoabia moje wszystkie rozproszone mysli na temat naszego (mojego) niewolnictwa w sieci. Na szczęście – ja poluzowałam już sobie tę smycz. Też idę na odwyk. Mam nadzieję, że wkrótce i mój mąż poczuje tę potrzebę. Póki co, traci poczucie bezpieczeństwa, gdy wychodzi bez telefonu. Przykro patrzeć jak taki duży facet wpada w panikę, z powodu braku przy tyłku tak małego, za przeproszeniem, gówna jakim jest smartfon.

    Polubienie

  11. Dziękuję za ten tekst. W trakcie czytania musiałam dotknąć smartfona, była nowa wiadomość na whatsappie, za co potem przez resztę czytania było mi wstyd. I dobrze, bo może bym myślała, że nie mam tego problemu. Mam. Zauważyć że jest problem to pierwszy krok do jego rozwiązania. Dziękuję i pozdrawiam

    Polubienie

  12. Mam 30 lat i nie mam problemu z odstawieniem telefonu. Nie mam Twittera, Instagrama, fejsa prawie nie używam. Impreza – jeśli mogę idę bez telefonu. Spotkanie ze znajomymi – telefon w torebce do momentu kiedy muszę sprawdzić autobus do domu, zamówić taksówkę. Kajaki, góry, wyjazd nad morze – dzwonię, że żyje, do ewentualnych sytuacji kryzysowych, GPS. Nigdy w życiu nie nagrałam koncertu, najwyżej parę zdjęć cyknęłam. Ostatnio po dwóch godzinach u chłopaka zorientowałam się że nie wzięłam telefonu i to tylko dlatego, że chciałam zdjęcie pokazać. Bez dramatu, następnego dnia poodzwaniałam. Czasami zgubię trochę czasu na Youtubie, wiadomościach (ale nie o gwiazdach) i innych pierdołach ale uzależniona nie jestem i nie kumam tego fenomenu…

    Polubienie

  13. hmm, a jak to się umawiasz z ziomalami na wypady? a jak ugadasz się z kobietą na odebranie dzieciaka ze szkoły? może i fajny to pomysł, ale żeby tak nagle klienci, pracodawcy oraz, i znajomi wcielili tę samą zasadę z życie. hurtem !!! tak żeby ten trend zapoczątkować. może i miałoby to sens.

    Polubienie

  14. Też mi. Ja jakos sobie normalnie żyję bez smartfonouzależnienia. Telefon (z klapką) mam na kablu podłaczony do ładowarki tak jak normalny, więc jak gdzies idę to telefon zostaje na biurku. A jak ktos ma pretensje, to przepraszam, że nie odebrałem, ale nie było mnie w gabinecie.
    Nie porywa mnie ani ten netflix, ani fejsbuki ani inne jakies dyrdymały. Nie widzę w tym nic trudnego, żeby sobie życie bez smartfona ułożyć…

    Polubienie

  15. Jestem na tym samym etapie, u mnie praca zawodowa to ciagly naplyw bodzcow informacyjnych i dostepnosc dla klientow wiec polecam downgrade który jest smartgradem:
    – kupienie sobie telefonu z malym ekranem, nie musi to byc szrot ale ma byc niewygodny do surfowania i filmow
    – nieinstalowanie apek, po prostu k..a nie, sprawdzenie insta i fb ma byc uciazliwe i tylko na komputrze
    – uzywanie block site do blokowania stron z newsami caly czas
    – uzywanie block site od 8-11 na caly internet (u mnie kreatywny czas)
    – w weekendy ustalanie spotkan na poczatku dnia i uprzedzanie nie biore telefonu ze soba
    – pozegnanie sie z uberem i innymi fajnymi, dodatkowe 20zl miesiecznie na taxi w zamian za wypoczete oczy (bo w uberze w tych czasach nie gadaja po polsku i co robilem? gapilem sie w tel)
    – na tablecie tylko ksiazki i pdfy, zero internetu
    – sukcesywne planowania czytania ksiazek wg listy, to samo filmy i seriale.

    ALE zeby ten rezim nas nie tlamsil i spowodowal zalamki dać sobie wentyl bezpieczenstwa, np w Sobote od 14-16 surfowanie bez celu, prasowka we Wt o wybranej porze itd itp. Wszystko jest dla ludzi ale ta zabawka jest wyjatkowo niewdzieczna.

    Polubienie

  16. Przypominam, że do mniej więcej roku 1995 ludzkość z powodzeniem działała, umawiała się na randki(czasem nawet w innym mieście) czy na odbieranie dzieci z przedszkola BEZ telefonów i BEZ internetu.
    Wiem że dla części tu zgromadzonych to może się wydawać niemożliwe.
    Podobnie jak mnie wydaje się niemożliwe, ze gdy padnie sieć komórkowa, duża część ludzi nie jest w stanie odnaleźć drogi do domu, umówić spotkania albo pojechać na wakacje. Przypuszczalnie część nie potrafiłaby odebrać dzieci z przedszkola ani uzmysłowić sobie jak skontaktować się ze szkołą swego potomstwa. Część ludzi doznałaby czegoś w rodzaju amnezji – coś mieli w pamięci(zewnętrznej) i nagle zostali z pustką w głowie :). Sprawa obecnego wykorzystania smartfonów ma więcej wspólnego z zachowaniami przyjemnościowymi i uzależnieniem, a mniej z potrzebami komunikacyjnymi. Dopóki telefon był tylko telefonem – mało komu przychodziło do głowy by go nosić ze sobą. Chyba że do serwisu 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na Victaenya Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.