Komentarz od którego zacznę, sprawi, że każdy się wkurwi. Gotowi?

Brzmi to tak:

Żyje się po to aby dobże zjeść. CZEŚĆ GŻMOTY ! Właśnie wróciliśmy z żonom, naszym wypasionym BMW za 99 tysięcy złoty z objadku w eskluzywnej hotelowej restałracji. Ja sobie zażyczyłem ślimaki a la bourgogne z grzanką czosnkową, a żona homara gotowanego z risotto milanese oraz szparagami w temperatuże. Do tego butelka francuskiego wina za 290 zł/butelka (ja nie piłem, prowadziłem BMW). Koszt objadku 778 zł + napiwek 20 zł, a więc równy tysiąc złoty.

Na przystawkę zjedliśmy z żonom jajecznicę ze strusia o wadze prawie 2 kilogramy, a kosztowało to nas ponad 230 złoty ! (niekumatych i nie wykształconych informuję, że strusia to taki dinozaur, który zamieszkuje pozagranicami naszego Kraju, jest bardzo żadki i odgryza ludziom członki, stąd ta Vipowska cena). Nooo ale ja kochani ż y gam kasą, no po prostu ż y gam kasą. A Wy co na objad? Jak zwykle dżem z mirabelek czy chlebuś z smalcę ?”

Podpisano: Heniek. 

Spam tej treści wykwita niczym pleśń na durnych forach internetowych (na które oczywiście zdarza mi się zaglądać, bo mam taki gest, a my taki mamy klimat). Jest niczym granat wrzucony do beczki z gnojówką, niczym dyskusja o Smoleńsku na weselu po czwartej flaszce i o drugiej rano, niczym spór między 30-letnimi cycatymi singielkami, czy facet ma być z grubym portfelem,  z grubym penisem, czy z dobrym sercem (wybierz jedno z nich). 

Oczywiście autor komcia siedzi przed kompem i rechocze, że po raz kolejny udało mu się podkurwić frajerów.

Większość osób pisze zaś co? Że to ściema, bo za 99 tys. nie da się kupić porządnego BMW. Naprawdę długo nad tym, kurwa, myśleliście?

Odpowiem tak:

Zrzut ekranu 2018-05-23 o 17.56.00

Ale po chwili sam przeanalizowałem sytuację i zawstydziłem się, bo nie jestem lepszy. Nie doczytałem tekstu do końca, a już się oburzyłem: jak przy rachunku za 778 zł można zostawić 20 zł napiwku??? (I jeszcze żeby suma tych liczb równała się tysiąc!)

Dlaczego ten spam tak wkurwia? Bo uderza w coś, co nas boli. Coraz więcej ludzi uważa się za gorszych od innych.

Polaki, biedaki, cebulaki.

Bo ludzie czują się tym komunikatem upokorzeni.

Kolo zjawia się w spa. Siedem stów za noc. Wygląda na 30-kilka lat. Dobry samochód. Warszawska rejestracja. Spodnie od garnituru. Skórzane buty. Biała koszula. Ciemne okulary. U boku ruda z dużymi cyckami. Ona: krótka kiecka i te cycki oczywiście na wierzchu.

I uczciwie przyznajcie, że już po tym krótkim opisie nie lubicie skurwysyna. Głównie za cenę hotelu i warszawską rejestrację. Za laskę pewnie też, bo na pewno dziwka, lachociąg i leci na kasę. A co ma powiedzieć kelner, który ma 23 lata, zarabia 2.2 k na rękę i musi usługiwać tej parze? Musi całować ich w dupę i nie dać się za nic wytrącić z równowagi. Kelner i facet w garniturze oglądają te same reklamy. Kuszą ich te same samochody, te same hotele, te same roznegliżowane kobiety. Formuła szczęścia dla jednego i drugiego jest niby dokładnie taka sama.

Kelner też by tak chciał. Ten chuj w spodniach od garniaka (jak to mawia krawiec, a pan panie Piotrze po której stronie szabelkę nosi) reprezentuje wszystko czego on by pragnął. Ale kelner tego nie ma. I nie ma szans dostać. Nie może sprostać tym wymogom. Patrzy więc na tego wafla ze stolicy i jest to spojrzenie przepełnione nienawiścią. Trawi, jak kwasem. Przełyka najbardziej polskie słowo: ŻÓŁĆ.

Kelner czuje się upokorzony.

Bo oceniamy ludzi, życie, innych, po pozorach.

I nie ma tutaj znaczenia, że kelner nie wie nic na temat tego kolesia. Że może pan Garniturek wpłaca hajs na Caritas lub WOŚP, kocha małe kotki, nie ma z czego zapłacić czynszu, albo zwyczajnie rzecz biorąc pała już mu nie staje. Kelner patrzy i WIE, że to palant. Czuje to w powietrzu, jak ostatnie dni wakacji. W życiu często się kierujemy pozorami. Tak jest łatwiej, ale jednocześnie dużo przez to tracimy.

xxx

Sześć lat temu facet stanął na stacji  w Waszyngtonie i wyjął skrzypce. Był ranek, początek zimy, piździło jak cholera.

Zaczął grać.

Ludzie mijali go obojętnie, mając głęboko w pompie. Od czasu do czasu ktoś sypnął waszyngtonem. Dzień jak co dzień. Jedyną osobą, która poświęciła mu trochę więcej uwagi był trzyletni chłopiec. Stanął i słuchał. Matka pociągnęła go jednak za sobą. Chłopiec posłusznie poszedł za nią, ale cały czas patrzył w kierunku skrzypka. Ta sytuacja z dziećmi powtórzyła się jeszcze kilka razy. Dorośli byli znudzeni, albo spieszyli się na pociąg.

Mężczyzna grał przez 43 minuty. Zebrał 32 dolce.

Dwa dni wcześniej ten sam facet grał w teatrze w Bostonie. Jeden bilet na jego koncert kosztował 100 dolarów. Skrzypek nazywa się Joshua Bell. Jest tym dla muzyki poważnej kim Anthony Joshua dla wagi ciężkiej w boksie. Jeden ruch skrzypiec i wszyscy mają orgazm. I wszyscy są na deskach. Ale w teatrze na biletowanym koncercie, nie w metrze.

W jednym i drugim miejscu Joshua Bell grał na instrumencie zrobionym przez Stradivariusa w roku 1713, wartym 3.5 mln dolarów. Swoją drogą, kiedyś te skrzypce należały do polskiego skrzypka Bronisława Hubermana (skradziono mu je w 1936 roku). W jednym i drugim miejscu Bell zagrał sześć kawałków Bacha. Bardzo trudnych. Właściwie uchodzących za jedne z najtrudniejszych na świecie. Ludzie jednak mieli to centralnie w dupie. Skoro gra w metrze, to znaczy, że jest cienki. Skoro gra w metrze, to nie warto zawracać sobie nim głowy.

Skoro facet przyjeżdża do drogiego spa, z laską z cyckiem na wierzchu to jest typowym przedstawicielem warszawki, któremu w dupie się poprzewracało.

 

Bo nie trawimy ostentacji

Jedną z najbardziej znienawidzonych osób w sieci jest Jakub W. Bo ma zielone Lamborghini Aventador. Bo kiedy wybierał nowy samochód Lamborghini Urus dał posta z autem stojącym w salonie na Insta i podpisał „picking up my new bitch”. Bo pisze o swoim kilometrowym apartamencie na warszawskim Powiślu. Bo jego partnerką była modelka.

Ta ostentacja jest dla ludzi wkurwiająca. “Nie wiem, nie znam, ale to chuj, bo ma i epatuje.” Razi tym po oczach. Więc można sobie upuścić w komentarzu na Pudelku. Analiza osobowości, po lekturze tekstu na cztery linijki podbitego zdjęciem.

Poza tym, powiedzmy to sobie szczerze: nie mamy zaufania do ludzi, którzy są bogatsi od nas.

Bo wierzymy, że dobra edukacja da nam wielkie pieniądze. A tu klops

To ma być niezawodny przepis na wygodne życie. Równanie bez niewiadomych. Dobre wykształcenie równa się kasa. Pisałem o tym sporo niedawno w tekście: czy przeszłoby ci przez gardło stwierdzenie „Moje dziecko pracuje na kasie w Biedronce i jest szczęśliwe”. 

Dziecko jest całe upierdolone w smarze i jest szczęśliwe, ale od rodziców słyszy, “Nie, no musisz zostać prawnikiem. Musisz zostać lekarzem. Musisz zostać kimś. Praca fizyczna hańbi. Nie możesz się pobrudzić.” Albo w nieco przyjemniejszym wydaniu: “Przyjemności, przyjemnościami, ale musisz zarabiać pieniądze.” A później dziecko dorasta, ma to wykształcenie i okazuje się, że owszem coś tam zarabia, ale dużo mniej niż zakładało.

I robi tzw. karierę. Ale się męczy.

Nie ma w tym żadnej radości.

Jest rutyna.

Jest:

„Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek.

Poniedziałek – odpowiedział Prosiaczek.

Kurwa mać – powiedział Puchatek.”

A później jest piątek, piąteczek, piątunio.

(I dlatego “Im bardziej Puchatek tam zaglądał, tym bardziej tam Prosiaczka nie było.”)

Człowiek wtedy czuje, że jego życie jest jak serial na Polsacie. Że inni mają HD i 4K, a on cały czas wypożyczalnię kaset video. Na dodatek okazuje się, że ta prawda: „dobra edukacja równa się życiowy sukces” przestała być aktualna. Bo ktoś jest znany, sławny i bogaty tylko dlatego, że pokazał cycki i dupę albo jak bierze ptaka do ust na Instagramie. I to wystarczyło. Tego ludzie nie są w stanie pojąć. Mają aspiracje, których nie są w stanie zaspokoić. A bez problemu sięgają po nie jednostki, które uważają za beztalencia.

Bo ludzie uważają, że są gorsi, jeśli mają mniej pieniędzy. I w drugą stronę. Jak mają więcej pieniędzy, to są lepsi.

To jedno z największych kłamstw jakie sobie wdrukowujemy. Że jak ktoś jest menadżerem to jest lepszy od pani ze sklepu. Jak ktoś ma apartament w centrum miasta ze ściskającym za jaja widokiem na rzekę i panoramę biurowców, to na pewno jest szczęśliwszy niż pani Jadzia, która ma trójkę dzieci, działkę i obowiązki przy lepieniu pierogów.

Jak ktoś daje się wpakować w ten kompleks, to sam jest sobie winien.

Szczęście nie ma nic wspólnego z kasą. Wszystkie badania to pokazują. I co? I ludzie tego nie akceptują. Nie wierzą w to. No to sami jesteście sobie, kurwa, winni. Rozejrzyjcie się.

To życie na bogato, to ostentacyjne przechwalanie się szmalem, to nic innego jak sposób walki z własnymi kompleksami. To prośba: podziwiajcie mnie! Przecież jestem zajebisty. Prawda? Powiedzcie proszę, że to prawda! Poklepcie mnie po pupci i uleczcie to, że czuję się chujowo. 

Jest różnica między: „kupuję sobie brykę, ale się wszyscy zesraja z zazdrości” a „kupuję sobie brykę zaraz się zesram z radości”. Ta różnica to autentyczność.  

Naprawdę znaczek na masce auta sprawi, że ktoś jest fajnym człowiekiem, który wie, czego chce od życia??? Wierzysz w to?

Poznałem sporo osób, które były ode mnie bogatsze. Rozmawiałem z nimi bez specjalnej spiny w dupie. Bo co z tego, że ktoś ma większy sos? Jeśli walczysz z kimś na jego boisku, porównujesz zasoby, których wiadomo, że tamta druga strona ma więcej, to od razu przegrałeś. Od razu przegrałaś. Ale na 100 proc. jesteś w czymś lepszy od kogoś kto, ma po prostu więcej pieniędzy. Może potrafisz lepiej jeździć samochodem. Może potrafisz naprawić ten samochód. Możesz potrafisz śpiewać, malować, pisać, gotować, dawać dupy, recytować etc. Może zwyczajnie jesteś od tego gościa szczęśliwsza. Bo masz ludzi, którzy cię kochają.

Te rzeczy porównuj. Te rzeczy eksponuj, rozmawiając z kimś, kto wyżej sra niż dupę ma, bo kupił sobie kawałek blachy i cztery koła a do tego jacht i sześć kilo silikonu na kajucie. Czytasz to teraz i mogę ci powiedzieć, że na 100 proc. jesteś w czymś lepszy ode mnie.

To, czy czujemy się gorsi czy upokorzeni przez innych jest pojedynkiem, który ma miejsce tylko w naszej głowie. I jeśli go nie wygramy, będziemy niepełnosprawni emocjonalnie. A nasze społeczeństwo będzie dzikie. Będziemy zgryźliwymi mendami, którym zawsze wszystko nie pasuje i do wszystkich się dopierdalają. I przyzwyczaimy się do tego. Do chujowej pracy. Do kompleksów. A ty cały czas będziesz żyć nadzieją, na 10 milionów w Lotto. Bo wtedy wszystko się zmieni. 

To nie życie. To kwas.

A w ostatecznym rozrachunku, czy masz hajs czy nie, i tak liczy się bycie szczerym wobec siebie i innych, miłość, bliskość oraz fakt, że możesz usiąść na dupie na jakimś ganku z grupą przyjaciół i zrobić wino. Gadając o pierdołach. Co najwyżej wino jest lepsze bądź gorsze.

Bo kac jest już taki sam.

nicole-mason-19736-unsplash

Photo by Nicole Mason on Unsplash

58 uwag do wpisu “Dlaczego przybywa ludzi, którzy mają poczucie, że są gorsi od innych?

  1. Porównywanie się do innych wyrządza nam jedynie krzywdę. Trzeba pamiętać, że wszystko ma dwie strony, tak jak każdy kij ma dwa końce. NIE MA NA ŚWIECIE CZŁOWIEKA, który miałby WSZYSTKO, bo życie i świat składają się z przeciwieństw. I tak, jak piszesz: ktoś z kasą może być samotny i zwyczajnie nie mieć z kim pójść do lasu na piwo. A ktoś mniej zamożny może żyje od pierwszego do pierwszego, ale za to ma wokół siebie miłość, wsparcie i szacunek.

    Co do przykładu tego skrzypka. to trochę słabo, bo mijające go obojętnie osoby mogą się zwyczajnie na muzyce nie znać, więc nawet, gdyby się potknęły o samego trupa Bacha, nie zorientowałyby się, z czym mają do czynienia. Do teatru chodzą ludzie zainteresowani tematem. A do tego trzeba dodać, że stanie na scenie w podniosłej atmosferze jednak też działa na zmysły i podkręca reakcje. Ale rozumiem koncept 😉 Chodziło Ci o ocenianie po pozorach.

    Polubienie

  2. Wspaniale, że napisałeś ten tekst, mam nadzieję, że otworzysz tym niektórym ludziom oczy.
    Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Na chuj mi bentley jak nie mam się do kogo przytulić w nocy?

    Polubienie

  3. „To, czy czujemy się gorsi czy upokorzeni przez innych jest pojedynkiem, który ma miejsce tylko w naszej głowie. I jeśli go nie wygramy, będziemy niepełnosprawni emocjonalnie.”

    Tylko czy ten pojedynek da się wygrać? Z samym sobą? Będziemy niepełnosprawni tak długo, jak długo będziemy w to grać. W końcu kufereczek stóweczek nie może nie dawać szczęścia..

    Polubienie

  4. Dziękuję za ciekawy, prowokujący do dyskusji wpis.

    1. Kelner i bogaty oglądają te same reklamy już tylko w telewizji. Jak wiesz, internety nas skutecznie profilują.

    2. Nie mam pewności co do założenia, że bogaty w spa się obnosi z kasą. Nie lubienie aroganckiego dupka to nie powód do zmartwień. Wielu z nas nie lubi nie-aroganckich, kulturalnych i dobrych, acz bogatych. To ta nasza polska zaściankowość i mentalność rodem z Los Angelesowskiego getta (w czasach rozruchów w latach 90’ czarni napadali masowo na koreańskie sklepy i biznesy. Koreańczycy uosabiali ludzi, którzy też mają pod górkę, ale kurde radzą sobie świetnie, stawiając pochodzących z Afryki w negatywnym świetle)

    3. Bardzo ładna historia o Joshua Bell, nie znałem jej. Dzięki.

    4. Jeżeli chodzi o Wojewódzkiego (o niego chodzi?): on daje wiele powodów, by go nie lubić. Jest charakterystyczny i wyrazisty. Małysz jest cichy i nijaki. Wszyscy lubią Małysza i Lewego. Kuba dużo gada. Wielu nie lubi ludzi, którzy dużo gadają.

    5. Ja mam kompleks ludzi bogatszych. W takim oto sensie: jeżeli koleś jest 5 lat ode mnie młodszy, chodził do tych samych szkół, z podobnymi wynikami. Miał, zdaje się, porównywalne warunki, a teraz już awansował i zarabia więcej ode mnie. I jest młodszy! Where did I go wrong? Nie wiem, czy (do pewnego stopnia) tego typu przyrównywanie się nie jest zwyczajnie korzystne, slash, motywujące.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Polubienie

    1. 1. Ja bym powiedział, że bogaci zdecydowanie rzadziej lub cale nie – oglądają telewizję. Bo zdają sobie sprawę że telewizja obecnie jest tylko potężnym narzędziem „formatującym masy konsumentów”. Rzecz w tym, że bogaci częściej są twórcami reklam niż ich odbiorcami i wiedzą jak to działa.
      2. Samo założenie że coś jest „naszą polską specjalnością” jest z definicji błędne. Jamnik w Polsce i w Australii to taki sam jamnik, z drobnymi różnicami charakterologicznymi – są to róznice osobnicze a nie „narodowe”. I tak samo jest z ludźmi. Homo sapiens to homo sapiens – podstawowe okablowanie psychologiczne mamy wszyscy podobne. Zwyczajnie – jak każdy kraj „na dorobku” zachowujemy się jak wszyscy dorobkiewicze. Kto miał okazję być w Chinach w ostatnich latach ten wie – Chińczycy zachowują się dokładnie tak samo jak Polacy. Klasyka dorobkiewiczostwa. Pogarda tych „wyżej” w stosunku do biedniejszych ze względu na urojoną „samolepszość”, oraz pogarda biedniejszych do bogatych ze względu na urojoną „samoszlachetność”. Ogólnie ludzie rzadko przywiązują wagę do faktów – w ogólnym rozrachunku liczą się tylko urojenia społeczno-kulturowe.
      3. W zasadzie ta historia mówi tylko o tym, że eksplozja pop-kultury spowodowała że miażdząca większość populacji nie ma za grosz wrażliwości na rzeczy wyrafinowane. Nic więcej.
      4. To nie jest tak, że ludzi lubią lub nie – Wojewódzkiego, bo ludzie go nie znają. Znają tylko jego wizerunek medialny jaki prezentuje. A ze zdecydował się na wizerunek inteligentego chama, to lubią go ci co ogólnie lubią chamów, inteligencja tylko to potęguje – a nie lubią tego wizerunku nie lubiący chamów. To bardzo proste. Cała reszta to dorabianie filozofii do wideł.
      5. tego typu porównywanie się jest w efekcie mieszanką motywacji/autodestrukcji. W różnych proporcjach. Wygląda na dość głupie, gdy tylko uświadomisz sobie, że to czy głupszemu kumplowi lepiej się powodzi – nie ma NAJMNIEJSZEGO wpływu na Twój dobrostan. Albo jesteś zadowolony ze swego życia albo nie. Jak tak, to wyszukiwanie „lepszych” zatruje Cię poprzez zawiść. A zawsze znajdziesz „lepszego”. Natomiast jeśli nie jesteś zadowolony – to określ czego chcesz i do tego podążaj. To co u innych nie ma z tym nic wspólnego. Traktowanie tego jako „motywacji” jest manipulacją. Na tym opiera się konsumpcjonizm – aby wzbudzać w tobie niepokój/zawiść. Będziesz wtedy przynosić większe zyski biznesowi. To też bardzo proste. Konsumpcjonizm to chomik biegający w kółku. Jak sam się nie połapie że wcale nie musi – to będzie biec aż do całkowitego wyczerpania 🙂

      Polubienie

      1. JAPKO

        Masz piękne myślenie. Idealnie uwypukliłeś pewne kwestie i mechanizmy sterujące ludzkim myśleniem i zachowaniem. Podaj kontakt do siebie bo chce być w kontakcie z tak bysteym i wnikliwym człowiekiem 🙂

        Polubienie

      2. Z założenia nie szukam tu znajomości.
        A myślenie nie jest piękne, po prostu z czasem się to i owo poukładało.
        Nie potrzebujesz kontaktu ze mną, tylko kontaktu ze światem literatury/intelektualnym. Krótko mówiąc – wglądu na sprawy z różnych stron i wyrabianie sobie nawyku samodzielnej analizy. Oczywiście na początku z trudem przychodzi lektura „przeciwnej strony”, ale z czasem zauważa się że rzadko kiedy racja jest tylko po jednej stronie.

        Polubienie

  5. Artykuł jest trochę jak zawartość przykładów w artykule i jeśli było to zamierzone to gratuluje pomysłu. Mnie ubawił 🙂 podobnie jak tytułowe pytanie. Niby skąd mamy wiedzieć że przybywa a nie maleje, a i te podziały i delikatna sugestia że to Polacy 🙂 ?
    Kolejny delikatny poziomy podział co by kogoś tam… podpalić.
    Ludzie są różni, mają różne życie, wychowanie, drogę, doświadczenia, układ synaps i poziomy hormonów, inaczej pojmują kulturę albo zupełnie nie uznają kultury ogólnej bądź szczególnej jakiejś społeczności. Ale nie ma żadnych pionowych podziałów. No nie ma, Polacy, Niemcy, Rusini, Rosjanie, Amerykanie, Żydzi, biedni, bogaci, mali, duzi, chudzi, grubi, biali, czarni, żółci, spokojni i nerwowi, mądrzy czy głupi i wiele innych cech. Cech bo to tylko opisowe cechy które wraz z pozorną percepcyjną liniowości naszego życia opisują nas w danej chwil, albo już nie/jeszcze nie opisują. Jedyny istotny podział, ten który naprawdę brzydko pachnie tzw patologią (choć to może nie najwłaściwsze słowo) to ten który tworzy tych którzy chcą rządzić innymi, ich umysłami, zasobami, życiem i tych którzy temu ulegają, podział na „panów” (polecam semantykę tym którzy myślą że to słowo wiąże się z tzw. kulturą) i „niewolników”. A co do jednostek które „sypią w tryby piach” tudzież „podpalają świat” – jeśli ktoś ma siłę, czas i możliwości nie walczy i zwalcza ich ale nie uczestnicząc w ich grze bo niechybnie przegra. Jeśli zaś na zbyciu nie ma czasu (wszak własne życie ciągle czegoś wymaga od nas samych) to zwyczajnie omijać miejsca które mają się nijak to utrwalonego w synapsach przez dotychczasowe doświadczenia naszego egzystencjalnego ja. Nawet jeśli czasem potrzeba zmiany to może nie takiej która wyrządza krzywdę tylko takiej która mieści się choćby na granicy wspomnianego ja. NO i warto pamiętać że „chodzenie po bagnach wciąga”, wieloznacznie rozumując 🙂

    Polubienie

  6. Wczoraj miałam podobną chwilę refleksji na temat powiązany, nie identyczny, ale w sumie ten nurt konformizmu i robienia tego co inni chcą (patrz zbijanie kasy). Natchnął mnie do tego nowy (świetny) flagowy kawałek Męskiego Grania na ten rok. A dokładnie refren:
    „Ja nie chce iść pod wiatr
    Gdy wieje w dobrą stronę
    Nie chce biec do gwiazd
    Niech gwiazdy biegną do mnie
    Nie chce chwytać dnia
    Gdy w ręku mam tygodnie
    Jakie to miłe”
    I doszło do mnie, jak wiele się u ludzi zmienia na przestrzeni lat. 10 lat temu miałam taką petardę w tyłku, żeby wszystko i szybko, kariera, rodzina, kasa. I bunt, przeciwko wszystkiemu bo tak jest po swojemu, tak się można wyróżnić.
    Zorientowałam się, jak bardzo zmienił mnie wiek i dojrzałość, doświadczenia, co pięknie jest przedstawione w tym tekście. Bunt musi mieć sens, nie ma sensu tracić energii na bezsensowny sprzeciw. A zgodzenie się z innymi nie oznacza od razu konformizmu. A szczęście NAPRAWDĘ można osiągnąć niezależnie od kasy (co ludzie z tą kasą mają? nawet nie ma dobrego smaku, co innego własne wyhodowane zioła). Dlatego zamiast zapieprzać po 24 godziny na dobę, zasuwam przy swojej pracy naukowej za 10 razy mniej niż korpoludzie, a najbardziej lubię ciepłe wieczory na hamaku na swoim balkonie w niewielkim mieszkaniu na końcu Warszawy (a mógł być loft w centrum, ale patrz wyżej), wśród posadzonych przez siebie roślin (swoją drogą jak mnie bawią komentarze znajomych – co z tego że żadne nie ma własnego mieszkania, ale fu i ble bo daleko i kto mieszka w ogóle na takim zadupiu, bo prawie jak wieś no i kredyty nieopłacalne itp…mało kto mi szczerze gratulował wysiłku, decyzji i wyboru).
    I wcale nie zazdroszczę sąsiadom z dołu z 80-metrowym mieszkaniem i dwoma ogródkami z trawą z rolki, nowym volviakiem w garażu. Bo ja mam własną definicję szczęścia, nie umiałabym parkować takim długim autem, nie lubię kosić trawy i za duża powierzchnia do odkurzania. Bo moja definicja szczęścia jest inna. I nikt mi już nie jest w stanie wmówić że chcę czegoś innego.
    viva la vida!

    Polubienie

  7. Tekst mi się podoba, ale przykład Jakuba W. słaby dla mnie, syn byłego sbka, ustawiony od dziecka, nie do ruszenia. Przyznaję, że jest błyskotliwy, inteligentny – ale sam nie osiągnął wszystkiego.

    Polubienie

  8. Trafne. Dużo zależy od tego jak sobie nazwiemy rzeczywistość. My z mężem tak sobie żartujemy, że mamy apartament (43m, ale własne), limuzynę (20 letnie A4 – niezawodne), łódź motorową (mydelniczka z silnikiem od kosiarki – idealna na ryby) i domek letniskowy (wiekową przyczepę kempingową, która pozwala na wakacje w dowolnym miejscu i czasie). I to nas cieszy. Bo najważniejszej rzeczy nie można kupić czy odzyskać – czasu. A kiedy patrzy się wstecz najbardziej pamięta się fajne przeżycia. I to próbuje też przekazać naszemu synowie, że w życiu nie są najważniejsze drogie gadżety, markowe ciuchy itd, ale wspólnie spędzony czas i odkrywanie świata. Pieniądze oczywiście są potrzebne, ale jako środek do celu, a nie cel sam w sobie.

    Polubienie

  9. To nie jest problem ludzi którzy rzekomo „obnoszą się” z kasą, że inni nie mogą tego znieść. Sorki, ale co za bzdura – wychodzi na to że robię elewację domu bo chcę nim kłóć po oczach sąsiadów. Buahahaha!!!!! Chcę mieszkać w ładnym domu mieć zajebiste auto i jeździć na wakacje do Tajów 3 x do roku.Chcę żeby moja woda mineralna przez pół świata do mnie szła z Fidzi. Dlaczego? Bo mam taki kaprys! Bo skoro w dzisiejszych czasach można sięgnąć po wszystko to ja to zrobię. I nie będę tego robić ukradkiem, żeby się przypadkiem Pani Kasi przykro nie zrobiło. Nie będę zwalniać żeby inni mogli nadążyć. Co za bzdura że bogactwo jest ostentacyjne? że bogactwem się epatuje? Kur***! A bieda nie jest ostentacyjna??? Bezdomni, żebracy – to Was jakoś nie razi? Tego nie potępiamy? Tego już zmieniać nie będziemy? Żałosne… Większości z nas nie chodzi o to żeby nam się wiodło lepiej, tylko żeby sąsiadowi wiodło się gorzej. Tyle w temacie.

    Polubienie

    1. Oj, chyba musi jeszcze trochę okrzepnąć ten nasz kapitalizm. W Europie zachodniej i w Skandynawii w cenie jest właśnie nie epatowanie bogactwem i to właśnie taką postawę uznaje się za społecznie dojrzalszą. Fakt, ludzie mieli tam trochę więcej czasu, żeby się dobrobytem nacieszyć. Dlaczego woda mineralna nie powinna lecieć z Fidżi dla kaprysu? Chociażby dlatego każdy taki kaprys dokłada swoją cegiełkę do globalnego wzrostu CO2? a postawa, że mi się wszystko należy jest trochę … dziecinna? Przychodzi taki moment w życiu, że to dociera. Pozdrawiam.

      Polubienie

      1. „Świat jest teraz pełen ludzi, którzy całymi dniami martwią się o wszystko! Martwią się o herbicydy, pestycydy, dodatki do żywności, substancje rakotwórcze. Przejmują się radonem, azbestem i ratowaniem zagrożonych gatunków… Powiem wam coś o gatunkach zagrożonych wyginięciem… Ratowanie zagrożonych gatunków to kolejna, samolubna próba kontrolowania Natury przez ludzi! Ingerowanie w Naturę od początku powodowało same kłopoty! Nikt jeszcze nie pojął? Ponad 90% wszystkich gatunków, które kiedykolwiek żyły na Ziemi już wyginęło! Nie zabiliśmy wszystkich… Po prostu… zniknęły. Tak działa Natura! Aktualnie wymierają w tempie 25 dziennie, niezależnie od naszych działań. Co byśmy nie robili, 25 gatunków które żyją dziś, jutro będzie wymarłe. Pozwólmy im odejść z godnością! Zostawmy Naturę w spokoju. Nie wystarczy tego co już zepsuliśmy?
        Mam dość Dnia Ziemi i przemądrzałych ekoterrorystów, którzy twierdzą, że jedyne zło w tym kraju polega na zbyt małej ilości stojaków na rowery… Chcą więcej miejsca dla swoich Volvo. Poza tym ekolodzy mają w dupie planetę! Wiecie o co im naprawdę chodzi? O mieszkanie w ładnym, czystym miejscu. Ich własne środowisko. Martwi ich, że któregoś dnia może im być niewygodnie. „George Carlin

        śmiesznie może być prawdziwie. Pozdrawiam.

        Polubienie

      2. Małgorzata, ten akurat stand-up Carlina jest aktem niewyobrażalnej głupoty. Carlin bywa bardzo trafny, zwłaszcza gdy celuje w religie. A tu pokazuje sytuację odwrotną. Naukowcy i klimatolodzy oraz obrońcy przyrody krytykują JEGO przekonania, ujmijmy to – pseudoreligijne. I jak każdy człowiek którego irracjonalne przekonania są obnażone – reaguje standardowo – zaczyna wygadywać bzdury których wstydziłby się średnio inteligentny człowiek nawet, posiadający choć podstawową wiedzę w jakim stanie jest klimat, jak szybko się zmienia i jakie to będzie miało skutki. Widziałem ten stand-up dawno temu, i smiałem się razem z publicznością. I przyznaję bez bicia – było tak dlatego, że byłem totalnym ignorantem w temacie, tak jak Carlin narcystycznie wpatrzonym w naszą cywilizacyjną samozajebistość i mylącym podstawowe pojęcia, takie jak postęp i rozwój techniczny, albo lokalna pogoda z klimatem. Obecnie nie potrafię patrzeć inaczej na ten standup jak na gościa stojącego na pokładzie titanica, po tym jak już doskonale wiadomo że tonie, wyzywającego ludzi usiłujących coś zrobić od kretynów zamartiających się wszystkim, a przecież mamy taki piękny wieczór, pyszne jedzenie i morze alkoholu do dyspozycji. Tak, owszem. Piramidalny akt głupoty może być śmieszny, nie Carlin pierwszy to udowodnił. Uważasz że ktoś kto uświadamia sobie, że jego dzieci będą żyć w gorącym, toksycznym środowisku ogarniętym wszechobecną przemocą i wojnami o resztki zasobów – a to całkiem nieodległa i nieuchronna przyszłość – to są ludzie „zamartwiający się wszystkim”? ja bym powiedział że to nieliczni którzy zdają sobie sprawę, jak rzeczy mają się naprawdę. Nie jest wstydem przyklaskiwać idiocie, gdy nie ma się wiedzy na temat tego o czym on mówi. Wstydem jest przyklaskiwać idiocie gdy się już wie, a mimo to nadal staje się po jego stronie.

        Polubione przez 1 osoba

  10. Żyjemy w świecie iluzji, które lubimy pielęgnować, bo jak to miał powiedzieć de Mello – rozpadające się iluzje boleśnie ranią. Chyba jeszcze nigdy w historii dziejów człowiek tak bardzo nie żył pozorami jak dziś. A tak naprawdę nie trzeba wcale poznawać prawdy o innych, wystarczy znać prawdę o sobie, i cała reszta stanie się klarowniejsza. Ciekawy wpis, a sprowadza się dla mnie do prostej refleksji – nie oceniajmy po okładce. Hej!

    Polubienie

  11. Zgadzam się z Tobą niemal w 100% !! Z jednym zastrzeżeniem- początek tego wpisu nie wkurwił mnie ani trochę. Wręcz przeciwnie – rozbawił. I jeszcze ta wzmianka o wykształceniu! Dla mnie nie do wiary, jak można być aż tak durnym. Za to kompletnie załamało mnie to, co wstawiłeś jako Odp.: nie chce mi się wierzyć, że „madka” może być takim debilem. Powinno się jej „curkę” zabrać od ręki.

    Polubienie

  12. Czarny, a kiedyś podejrzewałam Cię nawet o byciem Jakubem W. Swoją drogą z tym nazwiskiem w formie W. brzmi jak straszna patologia, trzeba było jeszcze podkręcić, że żył w konkubinacie z tą modelką.

    I dla zdrowia psychicznego pewnie bym się zgodziła, że nie warto się wkurzać, że ci co mają więcej nie są lepsi i że pewnie jesteśmy od nich szczęśliwsi. To wszsytko prawda. Ale czasem taki zdrowy wkurw może pomóc się zmobilizować, zastanowić nad tym dlaczego chciałabym mieć coś, co ma ten kolo z wpisu? Czy jeśli będę to mieć, to co mi to da? I jeśli faktycznie chcę to mieć, to co robię źle, skoro tego nie mam? Może ten kolo ma po prostu szczęście, ale może robić coś inaczej, coś innego, żeby zdobyć to, czego my też pragniemy?
    Złość to nie tylko ‚negatywna’ emocja, której trzeba się pozbyć, to też informacja, wskazówka o nas samych.

    I z całym szacunkiem, ale po lekturze komentarza Heńka, chyba każdy może się pochwalić że jest od niego lepszy, przynajmniej w ortografii. Pomyślcie, jakie on musi mieć problemy w komunikacji z innymi ludźmi?! Zresztą, jak takiemu się udało, to nam już tym bardziej się uda.

    P.S. Nigdy więcej nie spojrzę na strusia takim samym wzrokiem. Nie wiedziałam że można z niego zrobić jajecznicę.

    Polubienie

  13. Po przeczytaniu tego tekstu moge delikatnie doczepic sie tylko jednej rzeczy. Do twojego penisa 😛 ,reszta bez zarzutu. Bardzo mnie sie podobalo Dziadku…

    Do tekstu jest klucz. Ten klucz ma dwa slowa. Dwa slowa z ktorych wyplywa ten caly bajzel.

    Polubienie

  14. Cóż, to jest polskie podejście- ludzie, którzy cieszą się i wykorzystują ciężko zarobione pieniędze według przeciętnego Kowalskiego szpanują. Być może w przypadku niektórych Polaków tak jest. Chociaż prawdpodobnie chodzi tu o klasę średnią, która na zachodzie byłaby zmuszona zatrzymać się w chujowym 3-gwiazdkowym hotelu. Ludzie naprawdę bogaci, mają głęboko w dupie co inni o nich myślą. To idiotyczne, by sądzić, że Ci, którym się powodzi, nie znają miłości, nie mają bliskich. Bzdura. Pieniądze szczęścia nie dają? Bzdura totalna. Odebrałam ten artykuł jako pocieszenie dla tych, którym brakuje pod koniec miesiąca. ”Nie martwcie się, macie kochającego psa i kilka kromek chleba.” Zapewniam was: śmietanka biznesu tego świata też ma kochającego psa, a nawet całe ich stado. Tylko ktoś, kto nigdy nie żył w bajecznym luksusie mógł napisać taki artykuł. Bajecznym, czyli nie porsche branym w leasing 🙂 Po co to oszustwo? Każdy chciałby być bogaty, ludzka sprawa. Pozdrawiam, Pani Cebula

    Polubienie

    1. Ciekawe. Przytocz Twoją definicję bogactwa proszę.
      Ja tam jestem „obrzydliwie bogaty” 😛 co nie przeszkadza mi być na tyle „szarym” był znikać w cieniach tła i zgodzić się z tobą że mam w … no gdzieś tam co inni o mnie myślą. 😀

      Polubienie

      1. Obrzydliwe bogactwo oznacza dla mnie TOTALNY brak ograniczeń w wyborze czegokolwiek. Kiedy nie ma mowy o tym, że coś jest za drogie. Pójście do SPA w Pl i wydanie 1000 zł… może być postrzegane jako bogactwo i szpan jedynie przez jeszcze uboższego sąsiada ;).

        Polubienie

    2. Bogaty potrafi być szczęśliwy. Biedny też potrafi być szczęśliwy. To jest akurat dla wszystkich oczywiste. Choć proporcje inne. Ten tekst dotyczy konkretnego przykładu, co nie jest chyba do końca dla wszystkich oczywiste. Po co dopisywać więcej?

      Polubienie

  15. Wystarczy wyłączyć TV, który to bombarduje nas ciągle to nowymi serialami i reality show, gdzie są sami piękni, młodzi i bogaci już od 20roku życia, gdzie wszystkim spełniają się marzenia. Wystarczy wyłączyć TV a zobaczycie, że bogatych można pokochać. Zobaczycie, że sami jesteście bogaci i bogatych macie przyjaciół i będziecie mieć z kim spędzać czas w bogatym gronie 🙂

    Polubienie

  16. Dwa słowa – „kwaśne winogrona”. Dlaczego jak ktoś ma kasę, a konkretniej jak ma więcej kasy od nas to na pewno z automatu nie jest szczęśliwy, nie ma do kogo się przytulić albo „zwyczajnie rzecz biorąc pała już mu nie staje”. A potem te wszystkie komentarze, gdzie kasa/szczęście/buractwo jakoś magiczne się łączą jakby od siebie zależały. Dostałeś 1000zł podwyżki policz sobie +1 do kasy -1 do szczęścia i +2 do buractwa. I te komentarze typu haruje za najniższą krajową, ale takiego szczęścia jak oczko wodne na działce to żadna egotyczna laguna mi nie da, no i szlachetny jestem jak nikt bo ja naukowo/społecznie pracuje a nie dla kasy. Świat jest pełny różnych kombinacji: bogate szczęśliwe buraki, bogaci nieszczęśliwi kulturalni, biedni szczęśliwi kulturalni , biedne nieszczęśliwe buraki, itd. I co z tego? nic, każdy za siebie, tylko proszę nie bądźmy burakami.

    Polubienie

  17. Chodzi o to ze ludzie nie maja pomyslu na zycie, wiekszosc nie wie co chce co lubi i w czym jest dobra, najlatwiej wiec budowac tozsamosc za pomoca pieniadza i przedmiotow ktore maja mnie identyfikikowac…”MNIE” poprzez drogie marki, gadzety kase i pokazanie sie w drogich miejscach z podobnymi do mnie „drogimi” osobami.

    Calkiem niedawno moi przelozeni zapytali mnie jak oceniam swoja prace, powiedzialam ze w 90% zajebiscie dobrze…uslyszalam ze „wysoko sie” oceniam…Tak, tak sie oceniam, choc naprawde jestem bardzo krytyczna z zyciu, tylko ze nie potrafili mi powiedziec co maja do mojej pracy…to bylo takie typowo polskie..”jak ona mogla o sobie powiedziec ze zajebiscie dobrze pracuje!” -….choc doskonale wiedza ze tak jest….ale zeby tak mowic o sobie? skandal!
    😉

    Polubione przez 1 osoba

  18. Lukrecja nieborgia ale lepsza :Dzisiaj ludżmi rządzi strach .Dlaczego strach ?Bo stali sieniewolnikami a czego niewolnikami?odpowiedz prosta pieniedzy a scislej stalisieniewolnikamiobsesyjnej myslize musza byclepsi od innych ktorzy mają mniej lub wcale .Bez kasy trudno zyc fakt ale czy bez wielkiej kasy markowych ciuchow i innych gadzętów trudno życ .To zalezy kto ma jaką filozofię.Bogactwem napewno jest spokoj ducha umiejetnosci zycia i bycia takim jakim chce sie nprade byc w zgodzie z wlsnym sumieniem .Sumieniem ktore jest czesto wystawiane na probe wobec ofwiecznego problemu miec czy byc.A w zyciu powinno sie liczyc cos jednak poza tym .Na przyklad złotym darem serca moze byc podarowanie radości smutnemu czlowiekowi.A mozliwosci moze byc wiele.Wiem,ze takie dary i proste dobre gesty serca sa potrzebne temu pedzacemu na zlamanie karku swiatu .Swiatu pelnemu kontrowersji , cierpień ,straconych złudzen i rozczarowan .https://youtu.be/rNIiO6_o8Gs

    Polubienie

  19. Upraszczasz niemiłosiernie..
    „W życiu często się kierujemy pozorami. Tak jest łatwiej, ale jednocześnie dużo przez to tracimy.”
    Nie często ale w 90%, jakbyś miał analizować wszystkie sytuacje to byś dostał schizofrenii, taka jest natura gatunku ludzkiego i nawet jak jesteś jej świadom to tego nie przeskoczysz.
    Czemu faceci dążą do posiadania Porsche 911? Bo świat (poprzez marketingową manipulację) umówił się że to oznaka sukcesu mężczyzny, a takiego chce kobieta, więc facet by zwiększyć swe szanse u niej musi go zdobyć. Oczywiście jak we wszystkim tu także jest segmentacja i w miejsce 911 można wstawić Fabie, korporacyjną Insignie, ostentacyjne nieposiadanie auta na rzecz ekologii itd.

    Polubione przez 1 osoba

  20. Bardzo trafny i chyba (póki co mój ulubiony wpis). Też ostatnio miałem tego typu rozmyślenia. Koniec końców – przy ostatnim rozrachunku liczy się jakim człowiekiem się było i czy za bardzo się nie skurwiłeś w tym życiu (bo to jednak nieuniknione). Ludzie lubią czuć się wyjątkowi, ponad innymi ale często przypłacają to swoją osobą albo (dosłowną lub nie) duszą. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem było wypięcie się z fejsbuków i innych kółek wzajemnej adoracji. Bo presja medialna jest duża. „Wydawaj, kupuj, wyrzucaj stare, nowe, lepsze, szybsze, na Krecie, w Hiszpanii, do dupy”. Na prawdę niewiele potrzeba by żyć dobrze. Ale po co? Jak mogę wkurwiać sąsiada złotą ketą i nowym samochodem co pół roku… „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy”.

    Polubienie

  21. Niezły tekst.
    W zasadzie zgadzam się z głównymi założeniami. NIe zgadzam się z kilkoma moimi przedmówcami, jakoby artykuł pisany był jako pocieszenie dla biedniejszych ludzi, którym nie starcza.
    Szczęście dla każdego oznacza coś innego i nie zawsze będzie to posiadanie większej sumy na koncie albo jazda szybszym samochodem. Dla kogoś szczęściem będzie np napisaniem świetnej książki, którą przeczytają miliony ludzi albo możliwość dokarmiania zwierząt w lesie.
    Pieniądze i posiadanie to tylk rzeczy i jak to rzeczy – szybko się nudzą. Masz Porsche to za chwilę ci się opatrzy i będziesz chciał Lambo. Masz Lambo, to będziesz chciał drugie i tak bez końca. Radość z każdego kolejnego posiadania samochodu będzie co najwyżej taka sama jak radość kogoś, kto zarabia 1800 zł na rękę i kupuje swoją pierwszą Skodę Fabię. Tylko wydatki większe. Szklanka wody na pustyni smakuje stokroć bardziej niż 100 galonów wody z Fidżi pitej na tarasie apartamentu:)
    Piszę to trochę patrząc na samego siebie. Nie należę do ludzi jak to tutaj zostało określone „obrzydliwie bogatych”. To co sprawia mi maksymalną radość to zajęcie, które wykonuję na codzień (pilot rejsowy). Gdyby ktoś dał mi do wyboru zamienić moje życie na życie obrzydliwie bogatego człowieka, który może w każdej chwili kupić soobie coo tylko zamarzy to nie zastanawiałbym się ani chwili. Dla mnie ważniejszy jest mój szacunek do samego siebie za to co osiągnąłem oraz wewnętrzna satysfakcja. Radość z oglądania pięknych widoków, radość z nabycia umiejętności, którą posiada tylko ułamek ludzi na tym świecie. Dlatego obrzydliwie bogaty człowieku – może i jesteś szczęśliwy, pewnie masz większą kanapę, zapewne na drodze wyprzedzisz mnie kiedy jadę swoją dziesięcioletnią Toyotą, ale koniec końców to ja usiądę w kokpicie samolotu kiedy ty będziesz chciał polecieć na Bali i to w moje ręce powierzysz za chwilę swoje życie. A tej satysfakcji i radości nie da mi nic innego i nie oddałbym tego za żadne pieniądze świata:)
    Pozdrawiam

    Polubienie

  22. Hmmm…. Pieniadze szczesnia nie daja, Pieniadze maja tylko zlodzieje… Moze… ALe pieniadze pozwalaja realizowac marzenia… Otwieraja nowe drzwi i mozliwosci…
    Pieniadze to zlo a ludzie bogaci to wyprute z empati chamy i prostaki? Hmmm…
    Czy na pewno? Czy na pewno nie powinnismy sie porownywac?
    A jesli zaczniemy sie porownywac do Elonba Muska, Williama Gatesa lub Warrena Buffett’a? Co wtedy?
    Wtedy sie okaze ze „bogaci” to rowniez ludzie. Czesto mocno wyksztalceni z klasa i gestem. To ludzie, ktorzy wiedza ze pieniadze sa plynaca energia, ze to ile masz kasy oznacza jak bardzo przydatny jestes w spoleczenstwie. Co zrobiles dla innych.
    Jesli urodziles sie bogaty ale nie masz nic do zaoferowania to roztrwonisz fortune, jesli urodziles sie biedny ale masz glowe na karku i potrafisz przelamac schemat myslenia poprzednich pokolen – to odnajdziesz fortune. Jest to scisle zwiazane z zasadami ewolucji – przezyja tylko najbardziej przystotowani – Ci ktorzy reaguje na zachodzace zmiany. Utkniecie w schemacie myslowym z poprzedniej epoki to prosta droga do biedy. Sluchanie rad innych (reklam, ‚dobrych’ wukjow) wpedza Cie w schematy myslowe innych ludzi, jestes jak owca w zagrodzie – idziesz tam gdzie Cie pokieruja (zamiast tam gdzie Twoje przeznaczenie).
    Pieniadze sa dostepne na tym swiecie – sa dla kazdego kto potrafi po nie siegnac. I caly czas sa ‚drukowane’ nowe… pula sie powieksza. I starczy dla kazdego…

    A „Szczescie” to pojecie wzgledne…

    Polubienie

    1. Właściwie to nie jest tylko do Ciebie ale bardziej do wszystkich. Zdradzę taką szeptaną tajemnicę. Pieniądze to nie jest żadna wartość. To jest NARZĘDZIE. Narzędzia są nie tylko po to by na własność pozyskiwać/budować produkty co ma wartość, ale również by dzięki nim mieć więcej narzędzi. Posiadanie samych narzędzi (nawet pożyczonych) nie ma sensu jak ich nie używasz podobnie jak posiadanie samych produktów dla samego posiadania.
      Wątek artykułu zdryfował w dziwną stronę choć z przebłyskami.
      Ja stawiam tezę że ludzie czują się gorsi z dość elementarnej przyczyny: trudno im zrozumieć kim są i starają się upodobnić do kogoś innego (albo raczej jego społecznej emanacji) – kogoś kim nie są i nigdy nie będą. Natomiast bilans między narzędziami i produktami jest jedynie pochodną stanu wiedzy/niewiedzy

      Polubienie

  23. Nie ma żadnego”okrzepnięcia kapitalizmu” jak wspominano w komentarzach. Póki ludzie będą zarabiać te „tysionc pińcet”, póty będzie agresja, przestępczość, przemoc domowa, podpierdalanie do US, zawiść, buractwo, cebulactwo i inne „polskie” wady. Polskie w cudzysłowie, bo te wady są tak naprawdę globalne. Tylko w krajach bogatych nie rzucają się tak w oczy.

    Polubienie

  24. i przeczytaj uważnie co napisałeś : „Kelner też by tak chciał. Ten chuj w spodniach od garniaka (jak to mawia krawiec, a pan panie Piotrze po której stronie szabelkę nosi) ” – też jest jasny przekaz i sugestia, że garniaka to Ty nie kupujesz w vistuli na wyprzedaży ani innym próchiku !

    Polubienie

  25. Nie polemizujac z ogolnym przeslaniem tego wpisu (ktore jest nawet trafna obserwacja) chcialem zwrocic uwage na lekkie ‚naciagniecie’ przykladu ze slawnym skrzypkiem.

    Pierwsze primo:
    To ze na dworcu mniej ludzi zwroci uwage na swiatowej klasy wykonanie klasycznego utworu, wcale nie oznacza potwierdzenia tezy, ze ‚liczy sie znaczek/opakowanie’.
    Po prostu ludzi sluchajacych (i potrafiacych docenic) tego typu muzyki jest raptem kilka procent populacji. I te kilka procent jest nadreprezentowane w operach i salach koncertowych, podczas gdy na dworcu nie.
    Elementarna statystyka sie klania.

    Drugie primo:
    Na filmiku wyraznie widac, ze kilka osob zatrzymalo sie i sluchalo jednego utworu (pierwsza zatrzymuje sie w 1:36 minucie, potem dolaczaja kolejne). Na koncu jedna z nich mowi ‚That was amazing.’ czy cos w tym stylu.
    A tymczasem czytamy:
    ‚Ludzie mijali go obojętnie, mając głęboko w pompie. (…) Dorośli byli znudzeni, albo spieszyli się na pociąg.’
    Tak jakby autor wrzucil bez obejrzenia pierwszy filmik, ktory wyskoczyl po wyguglaniu ‚Joshua Bell + station + DC’

    Niby drobiazgi, ale jednak troche razace.

    Polubienie

  26. Przeszczepienie

    śr., 23.05.2018, 18:27 użytkownik Pokolenie Ikea napisał:

    > panikea posted: „Komentarz od którego zacznę, sprawi, że każdy się wkurwi. > Gotowi? Brzmi to tak: „Heniek Żyje się po to aby dobże zjeść. CZEŚĆ GŻMOTY > ! Właśnie wróciliśmy z żonom, naszym wypasionym BMW za 99 tysięcy złoty z > objadku w eskluzywnej hotelowej restałracji.” >

    Polubienie

  27. Ej, słuchajcie. Dziś wziąłem sobie MDMA , w głośnikach gra świetna i czytasz sobie późnym wieczorem rozkminy Piotra. dobra czas pisać las puentas… Osiągnąłem chwilową nirwanę. 🙂

    Polubienie

    1. Mieszanie dwóch pojęć z kategorii wymiernej i iluzorycznej jest zabawne ale to popularna gra słowna pośród gawiedzi. Pieniądze w niczym nie pomagają. Ludzie pomagają (sobie lub innym) czasem jako narzędzi używając pieniędzy. Pieniądze są jak czas. Nawet coraz bardziej jak czas jeśli mówić o elektronicznych. Natomiast tzw. szczęście to pewnie abstrakcyjny konstrukt używany zastępczo używany do określenia stanów językowo o semantycznie różnym znaczeniu 🙂

      Polubienie

  28. Nie zgodzę się z Tobą w jednym porównaniu 🙂

    Pracuje już kilka lat jako kelner i uwielbiam swoją pracę . Wykształcenie mam dobre , ale mimo to pracuje w gastro .
    Wracając do wstępu , profesjonalny kelner ma gdzieś jak człowiek jest ubrany , z kim przychodzi , bądź ile kasy zostawia . Nigdy nie zdarzyło mi się włączyć funkcji zawiści do człowieka tylko dlatego , że przyszedł odwalony w gajerek i z piękną kobietą u boku . Wręcz przeciwnie traktuje takich ludzi tak jak każdego innego, czyli z „wzajemnością ” 🙂
    Większość tych ludzi to ludzie tacy jak my 🙂

    Nie można nigdy oceniać człowieka z góry a okazuje się, że i człowiek groźnie wyglądający jest jak do rany przyłóż 🙂

    Dlatego uważam , że porównanie z kelnerem troszkę nietrafione.
    Chyba , że to kwestia charakteru?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.