Jechałem trasą Łazienkowską, która rozpruwa Warszawę na pół jak blizna brzuch, po operacji wyrostka robaczkowego. ‘Jechałem’ to za dużo powiedziane. Pełzłem metr za metrem stojąc w jednym wielkim niekończącym się jebanym korku. I byłem już nieco zdenerwowany.  

Oki. Kłamię. Przecież wszyscy należymy do jednej partii. Polska Partia Wkurwionych na Wszystko. Byłem więc wkurwiony jak żbik, którego ktoś wziął na kanał i uderzył młotkiem w jaja żeby szybciej biegał. Za dużo kawy. Za dużo stresu.

W pewnym momencie chciałem zjechać na prawy pas, aby pojechać prosto. I facet, który stał na tym prawym pasie nie chciał mnie tam wpuścić. Pod głupim zresztą pretekstem, że szybciej dotrze do celu. Po chwili staliśmy już pośrodku tego korka i darliśmy na siebie ryje. Jeszcze 30 sekund i doszłoby do regularnego mordobicia.  

Wsiadłem do samochodu ciągle zły i wtedy dopadła mnie refleksja (miałem na nią zresztą hektar czasu, bo w korku siedziałem jeszcze ze dwadzieścia minut).  Że, po pierwsze, dobrze się to skończyło, bo ani chybi dostałbym wpierdol. Facet był ode mnie wyższy o pół głowy, a cięższy o jakieś 30 kilo i widać było, że jego podstawową rozrywką było oglądanie na dobranoc bajki: „Lolek i anabolek”. I że zachowałem się jak debil.  Bo co osiągnąłem? Karma to podła suka, na gówno odpowiada gównem. Na uprzejmość zaś spokojem. Kiedy jesteś na drodze miły dla innych, większość z nich jest miła również dla ciebie. Ty czujesz się dobrze, oni czują się dobrze. Masz w sobie zen. Nic cię nie wytrąca z równowagi. Korek to okazja, aby podkręcić muzykę w samochodzie i pomyśleć o czymś miłym.

O dużych, białych piersiach pod obcisłą koszulką. Bez stanika, które poruszają się w rytm kroków.

Albo pizzy z ostrym salami i dużą ilością sera.

Albo o najbliższym spotkaniu z kumplami. Gdzie wchodzisz, witasz się i wszystko jest gotowe,  na białym obrusie stoi flaszka zmrożonej wódki.

Albo o tym jak Polacy kochają przeszłość, nienawidzą teraźniejszości i boją się przyszłości.

Szczęście to cyfra siedem

Na przełomie lat 80 i 90 naukowcy w USA zrobili wielkie badanie na temat szczęścia.

Rozdali ludziom pagery (jeśli nie wiesz co to pager, to ktoś z komentujących na pewno wyjaśni) i w dowolnych porach wysyłali im sygnał, że mają siąść na dupie i napisać na ile w skali od 1 do 10 są szczęśliwi w danym momencie i z jakiego powodu. No i zaczęli czytać te informacje od setek ludzi i trochę kopary im opadły. Bo większość wskazań wynosiła: siedem. Nawet, jeśli stało się coś mega chujowego, ktoś umarł, ktoś złamał nogę, chłopak zerwał z laską, laska zerwała z chłopakiem, na pewien czas odpowiedzi lądowały w granicach 2- 5, a później znowu było co?

Siedem.

No, oczywiście, zdarzały się nieliczne chwile, kiedy skala szła w górę. Śluby. Narodziny dzieci. ‘Dostałem wykurwistą podwyżkę’, ‘Zamawiam w barze pierwszą whisky, a za mniej więcej pół godziny dwie piękne kobiety zajmą się moją gałą’. OSIEM.

(Tak szczerze mówiąc, to seks w trójkącie przypomina sytuację, kiedy dwa samochody podjeżdżają na stacji paliw do jednego dystrybutora. Nikt porządnie nie zatankuje, a wszyscy się wkurwiają, że jest kolejka). 

Ciekawe czy jak ktoś wygra w Lotto to czuje się szczęśliwy już na 10?  Przez dwa dni pewnie tak. Choć są też tacy ludzie, jak mój dobry przyjaciel, który – jak go znam – tylko by się skrzywił nieznacznie i powiedział: CZTERY.  No, cztery i pół. Przecież mogłem wygrać więcej. Podesłałem mu kilka dni temu kawałek Eda Sheerana i Eminema. Napisałem, że mi się podoba. Odpisał: „Znaczy – ten bezideowy, nagrany dla kasy, fusion kawałek?? heheszki spleśniałem wewnętrznie”

To swoje „siedem” można jednak w banalny sposób podpompować do ośmiu, a nawet więcej… A teraz uwaga!, uwaga!, rozbieram się do naga!

Atak zombie, zombie rządzi

Jechałem ostatnio rano autobusem. Jak siedzą ludzie w autobusie? Jak stado pieprzonych zombie. Łeb przechylony, plecy zgarbione, oczy wytrzeszczone, w łapie telefon. W dzisiejszych czasach, gdy ktoś patrzy ci bezpośrednio w oczy i nie ma telefonu, to najprawdopodobniej znaczy, że chce ci zabrać twój.  Ewentualnie chce dostać od ciebie pieniądze. Potencjalnie warto też zwrócić uwagę, czy nie ma ze sobą harmonii. Bo jeśli ma i gra, to znaczy, że za chwilę też zacznie domagać się kasy.

Teraz rano jest mrocznie. Chujowo. Pizga. A co robią ludzie? Jedyne, co ich oświetla to zimna poświata telefonów. Większość lasek ma jeszcze na uszach słuchawki. Zombie następnie wysiadają z autobusu/tramwaju. Cud, jak się przy tym nie wypierdolą. Bo to trudne, iść w szpilkach, słuchawkach, nie patrzeć pod nogi i cały czas lampić się w telefon.

Ponieważ jestem stary i w życiu nie przypuszczałem, że dożyję podobnego wieku, powiem wam z doświadczenia, że nie ma nic fajniejszego niż moment, kiedy uśmiechniesz się do fajnej dziewczyny w autobusie i ona uśmiechnie się z powrotem do ciebie. I tu nie chodzi o randkę czy seks (choć, rzecz jasna, byłoby miło).

Mój kumpel, architekt, lata temu zaczepił w autobusie linii 185 pewną brunetkę i jechał z nią tym autobusem z Ursynowa na Żoliborz.  Historia jest piękna, a ona była prze-piękna.

Zobaczył ją  i po prostu umarł. Dosiadł się od razu i powiedział, że nie wie co powiedzieć (nie wiedział), że nigdy nie robił czegoś podobnego (nie robił), że nie wie czy ma chłopaka (nie miała), ale on właśnie zobaczył kobietę, którą go powaliła na kolana (czyli ją). I jak ma właściwie na imię? Siedział w tym autobusie ponad godzinę, mimo że powinien wysiąść po 10 minutach.

Siedział i rozmawiał.

A ona rozmawiała z nim.

Wysiedli na placu Wilsona i poszli do kawiarni. I tak rozmawiają dalej od jakichś 10 lat. Później, kiedy już byli razem ona wyznała mu, że to miały być trzy przystanki. 

Jak walczyć z samotnością

Ludzie boją się śmierci. Od śmierci dużo gorsza jest jednak samotność. Bo na śmierć nie mamy wpływu. A z samotnością to jest tak, że cały czas człowiek pyta: dlaczego? Co robię źle???

A jednak sami w tę samotność się wbijamy. Unikamy kontaktu z prawdziwymi ludźmi, wybierając ich w złagodzonej, nieprawdziwej, internetowej wersji. Jak coś ten schemat przełamie to jesteśmy w szoku.

Ostatnio napisała do mnie Klaudia, która należy do gatunku tych kobiet, dla których mężczyźni robią wszystko: sportowe samochody,  szyte u krawca garnitury, markowe zegarki oraz fluid na twarzy. Weszła do metra, oczywiście słuchawki na uszach. Siedzi, ale coś jej niewygodnie.  Patrzy szerzej, poza ramkę bezramkowego telefonu.  Siadła dupą, na kurtce starszego pana. Uśmiecha się do niego, świat zastyga na moment, mówi ‘Przepraszam’. A to ‘przepraszam’, jest dość doniosłe, bo zwyczajnie nie słyszy sama siebie. Pan uśmiecha się w rewanżu, mówi, że nie ma sprawy, że jedzie ze swoją żoną.

Pan dalej zagaduje, ona zdejmuje więc słuchawki i uprzejmie się uśmiecha, oczekując jakiegoś nudziarza. Pan jednak ma do siebie ogromny dystans. Mówi, że koszula, która leżała kiedyś świetnie, dziś wygląda jak prześcieradło, bo przytył. Uśmiecha się zrelaksowany. Pogodzony z życiem. Mówi, że dziś wygląd, seks i pieniądze są najistotniejsze. Szkoda, ze ludzie dziś są tacy samotni. Nie uważa Pani? Pani też tak uważa.

Pan mówi, że jest starej daty i u niego słowo droższe od pieniędzy. Ale świat poszedł naprzód, tylko kierunki mu się popierdoliły. Ona  w końcu wstała, uśmiechnęła się jeszcze raz i powiedziała: ‘Miłego dnia’.  I to był jej najlepszy początek dnia od bardzo dawna.

I dlaczego? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Kurwa, nie! Po prostu porozmawiała przez chwilę z prawdziwym człowiekiem, którego wcześniej nie znała!

Kiedy ostatnio zrobiłeś coś podobnego?

Od mniej więcej roku mówię obcym ludziom ‘Miłego dnia’. Najczęściej w windach 90 proc. z nich się do mnie uśmiecha. Jest wiele drobnych rzeczy, którymi możemy zmienić czyjś świat. I swój świat jednocześnie.

„Wystarczy uśmiech wysłany o 6.30

Kupienie komuś kilku bułek.

Telefon do dawno nie widzianej przyjaciółki.

Powiedzieć komuś: „Jestem z Tobą, wierzę w Ciebie.”

Zapytać: ” Jak mogę Ci pomóc?”

Powiedzieć mamie: ” Kocham Cię, dziękuję.”

Dołożyć komuś 2 zł do biletu, przepuścić w kolejce, sięgnąć staruszce po coś na górnej półce, sprawdzić cenę.

Pomóc zagubionemu w obcym mieście.

Przytulić kogoś, aby mógł się rozpłakać.

Kupić rano swojej kobiecie tabletki przeciwbólowe i tak samo zrobić ukochanemu jego ulubione danie.

Na imprezie odstawić nieznajomą osobę do taksówki.

Mieć czas dla kogoś, kto tęskni, nawet przez pół godziny.

Powiedzieć ukochanej: „Pięknie wyglądasz”, albo lepiej – ” Jak Ty dobrze parkujesz!”

Każdego dnia mamy KILKADZIESIĄT możliwości żeby zrobić coś dobrego. Dla nas to błahostka, komuś innemu może zmienić wszystko. Więc każdy z nas może codziennie uszczęśliwić ponad 20 osób. Ewentualnie pomóc uniknąć złego. W skali roku daje 7300 (!!!!!) To sporo.

Dlaczego tak rzadko to robimy? Rozejrzyjmy się wokół siebie, a świat będzie lepszy.”

– Kinga –  listy do Czarnego na pokolenieikea.com

Ja miałem taki okres w życiu, kiedy czułem się niewystarczająco fajny.  Rozmawiałem z ludźmi, uśmiechałem się do ludzi, wyglądałem na bardzo wyluzowanego w relacjach z nimi, ale w sumie to się ich bałem. A czasami nienawidziłem. Prowadziłem długie dysputy, w których riposta leciała za ripostą, ale tak naprawdę nikt ze sobą nie rozmawiał, wszyscy tylko się popisywali. Gdy ktoś mnie pyta, dlaczego mi to przeszło, odpowiadam, że ciągle mam takie momenty, kiedy uwielbiam ludzi i ciągle mam takie momenty, gdy chcę iść do swojego przytulnego pancerza, wziąć do ręki granatnik przeciwpancerny, odbezpieczyć broń i napierdalać dookoła.

Cały czas przy tym współczuję tym, którzy mają styczność ze mną dłużej niż sześć godzin na dobę. Do tego momentu, rzecz jasna, zachowuję jakieś pozory. Wiem więc doskonale, że jedną z najtrudniejszych rzeczy w naszym kraju jest szczerze powiedzieć to, co się myśli dobrego o drugiej osobie.

Do dopierdalania to są zawsze chętni.

Jak się nazywa coś takiego na „e” kiedy ludzie się spotykają i jest miło? Tak, erekcja też. Ale generalnie chodzi mi o empatię. Stoję sobie w sklepie, wiecie jak jest w sklepach przed świętami, i słyszę jak jakiś kolo w garniturze w moim wieku, co nie widzi sensu w życiu, więc uważa, że znalazł go w pieniądzach, mówi do kobiety, która siedzi za kasą: „Co się pani tak wolno rusza? Trzeba było się uczyć, to by pani tu nie skończyła.” Kasjerka posiniała, ale nie powiedziała nic. Była w pracy.

Zanim ktokolwiek zdążył zareagować,  jeden młody koleżka w zbyt dużej bluzie, żując gumę spojrzał na gościa w garniturze, jak krowa na pociąg i wypalił: „Niby miasto, a świnie luzem chodzą”. Kolejka zarechotała. Garnitur posiniał, a wszystkim jakby przestało się spieszyć.  

Pomyślałem, że matka i ojciec tego młodego człowieka zrobili dobrą robotę. Bo dzieci muszą się nauczyć szacunku dla ludzi, którzy różnią się tylko tym, że za swoją pracę dostają mniej hajsu.

Z jednej strony są ludzie i z drugiej strony są ludzie. I jedni i drudzy, kiedy ich dostrzeżesz, potrafią cię zaskoczyć.

Te wszystkie rzeczy, uśmiech, krótka rozmowa z nieznajomym, dotknięcie kogoś w geście sympatii, powiedzenie: „Fajny masz tyłek” sprawiają, że nasze życie jest… Nie wiem, pełniejsze? Stajemy się odważniejsi. Mamy szansę na coś nowego.

Jesteśmy stworzeni do tego, aby wchodzić w interakcje z innymi. Aby śmiać się tak beztrosko, że masz wrażenie, że za chwilę zsikasz się w gacie.

Niech będzie, że jestem naiwniakiem. Ale pozwólcie mi nim być. Bo w to wierzę.

Kimkolwiek jesteś, życzę Ci miłego dnia.

 

anthony-intraversato-257182

Photo by Anthony Intraversato on Unsplash

55 uwag do wpisu “Kiedy ostatnio powiedziałeś komuś „Miłego dnia”?

  1. Od jakiegoś czasu widzę w sobie hejt. Nie, nie taki na forum, taki w środku. Pewnie gorszy bo ten na forum to ma trochę ekstrawersji pozwalającej wypluć te złe emocje. Chuj, że innych obrażę, takie mamy egoistyczne czasy. Patrzę źle, myślę źle, zadręczam się tym – źle. Miłego dnia

    Polubienie

  2. Dziwne bo właśnie tak robię a i tak mogę powiedzieć ze jestem osobą samotną. Nie mam szczęścia do facetów, nie mam kumpeli z którą bym się codziennie widziała, nie mam paczki znajomych na coweekendowe imprezy. Mam osoby ktore znam z różnych miejsc, z ktorymi zamienię tam kilka słów co u mnie co u nich, a te osoby mają najczęściej swoje rodziny i życie. A potem wracam do domu, w którym czeka na mnie kot…

    Polubienie

  3. Czarny po prostu Cię uwielbiam. Gdy będę już milinerką dam Ci dużo pieniędzy – mimo że one szczęścia nie dają, no ale wiadomo.
    Dzięki Tobie uświadomiłam sobie że często jestem zła a czasem wręcz wkurwiona. Ja już nie chce taka być.

    Polubienie

  4. Witam Panie Piotrze. Od dłuższego czasu czytam Pana blog. I z wieloma przemysleniami się z Panem zgadzan. Ludzie w dzisiejszych czasach niestety myślą o tym zevt im było dobrze. Ile bym dala by z kimś porozmawiać o tym co czuje bez strachu że ktoś mnie oceni… Oceni, porówna do swojej skali i powie „boze! Dlaczego tak myślisz?! Jesteś jakaś … Bla bla” wiele bym dala, by mieć osobę która, po prostu mnie wysłucha i nie będzie prawic kazań, radzić albo opierdzielac… To jest potrzebne, ale uważam, że nie za pierwszym razem. Ciężko mi się żyje w świecie do którego wiem że nie pasuje. Ludzie w pracy chamscy nikt nikomu nie pomoze. Albo ba! Podłoża ci nogę i będą patrzeć jak lecisz na ryj. Łaski wszystko zrobione brwi czarne jak węgiel i długie jak stąd do Krakowa. Wszystko markowe bo inaczej na ciebie nawet nie spojrzę… A faceci… Czy ma dużą dupe i cycki na wierzchu.. Serio?! Naprawdę nie umiemy patrzeć na to jak ta osoba się zachowuje czy ma szacunek do innych. Pracując w Warszawskiej gastronomii zawsze życzyłam ludziom milego dnia i do tego smacznego. Ile ludzi patrzylo zdziwionych. A jak przepraszam czy dziękuję to już w ogóle. Jakby pierwszy raz słyszeli te słowa… Bardzo żałuję że przyszło mi żyć w takim swiecie. Ze nie ma przed kim się otworzyć…
    Pozdrawiam Panie Piotrze

    Polubienie

  5. Świetny i prawdziwy tekst. Tak na bożonarodzeniową nutkę. Miłego dnia powiedziałam dziś przy kasie sklepowej 🙂
    To o czym piszesz już dawno stosuję w życiu, ale jestem osobą szczerą, a szczerych się nie lubi. Nigdzie: w pracy, na imprezach, na spotkaniach rodzinnych. Przynajmniej większość. Dlatego nie jestem otoczona przyjaciółmi. Ale mam tego jednego od 10 lat. I to mi wystarcza. Co jakiś czas zdarza mi się próba nawiązania przyjaźni damsko-damskiej, jednak to jak poszukiwanie świętego Graala. Większość nie chce lojalnych, uczciwych, partnerskich relacji – a może inaczej – chcą, ale od tej drugiej osoby – sami nie chcą tacy być. Ale to się nie uda inaczej. Ludzie wolą się zasłonić swoją sztuczną zasłoną dymną i myślą, że tego nikt nie widzi. Cieszę się, że przy 30 umiem już rozpoznać takie osoby i chronię swoją strefę zen. Bo spokój i komfort psychiczny to chyba jest właśnie ta 10 dla mnie, a te fajerwerki o jakich piszesz, to taki Sylwester w ciągu roku 🙂
    Świetny blog, świetna praca, życzę powodzenia w dalszym pisaniu tekstów i Wesołych Świąt 🙂

    Polubienie

  6. Zwykle się zgadzam z twoimi przemyśleniami. Dokładniej z ich sensem.

    Teraz – nie. Nie, nie nie i jeszcze raz NIE!

    Nie lubię. Wróć, to za słabo. NIENAWIDZĘ wręcz zbędnych interakcji społecznych. Lubię być częścią tłumu. Częścią anonimowego tłumu. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie zwracam na nikogo uwagi, jest cudownie. Muzyka w tle i jeszczem szczęśliwa. Wolna.

    Lecz nie, za dużo szczęścia na raz. Zawsze znajdzie się ktoś, to zignoruje bardzo wyraźny znak „mam słuchawki, to znaczy, że nie chcę z nikim gadać i daj mi spokój” i zaczyna prowadzić konwersację wbrew mojej woli. Nudną. Zbędną. O pogodzie. O korkach. O tym, że kiedyś ludzie byli lepsi. O tym, że kiedyś się integrowali w komunikacji miejskiej (jaaasne, zdjęcia to potwierdzają). O czymkolwiek, o czym nie chcę rozmawiać, nie chcę słuchać. Nie potrafi zrozumieć, że moje szczątkowe odpowiedzi oznaczają „daj mi spokój” a mina wręcz krzyczy „człowiek, dość, odpuść!”. Nie, ciągnie dalej. Musi. Bo mu poprawia to nastrój. Szkoda, że moim kosztem. W końcu przerywam, wychodzę na chama (bo jak to, on chciał sobie pogadać!) i jestem wkurwiona na cały świat.

    „Te wszystkie rzeczy, uśmiech, krótka rozmowa z nieznajomym, dotknięcie kogoś w geście sympatii, powiedzenie: „Fajny masz tyłek” sprawiają, że nasze życie jest… Nie wiem, pełniejsze? Stajemy się odważniejsi. Mamy szansę na coś nowego.”

    Super, my stajemy się odważniejsi. Tylko co z tą drugą stroną? Nie każdy lubi „dotykanie kogoś w geście sympatii”. Zaś za tekst „fajny masz tyłek” mam ochotę mordować. Mój tyłek, wara od niego, swoim się zainteresuj.

    Nie, nie chodzi mi o to, by być chujem dla innych. To nie ma żadnego sensu. Kasjerka stara się jak może, głupi uśmiech mnie nie zabije a może poprawi jej nastrój. Zapyta ktoś o drogę – odpowiem jak umiem. Poprosi o sięgnięcie czegoś w sklepie (haha, mnie) – pomogę. Żaden problem. Korona mi z tyłka nie spadnie. Ale to wszystko. Nie życzę sobie żadnych rozmów o życiu, komplementów z dupy, chcesz mleko to masz mleko, podziękuj i daj mi spokój.

    Polubienie

    1. Chyba nie skumałaś sensu tego tekstu. Chodzi o to żeby mieć „w dupie” reakcje drugiej strony. Życzysz „Miłego Dnia” albo walisz w ryj krótkie „Spierdalaj” bo robisz to z własnego przekonania a nie zastanawiasz się co ludzie pomyślą. Ja akurat uważam siebie za człowieka miłego ale nie obdarzam ludzi miłosnymi odzywkami jak czasami inni – krzywdy im nie robię też, ale nie mam zamiaru kochać całego świata – to po prostu nie moja bajka.

      Polubione przez 1 osoba

      1. To jak, chodzi o wspomnianą empatię czy chodzi o poprawianie sobie nastroju kosztem innych? O interakcje, czy o wkurwianie swoim zrzędzeniem postronnych? Jak to drugie – to gdzie wspomniany szacunek? Bo jakoś w tekście go nie widzę.

        Polubienie

    2. Jest takie powiedzenie: „syty głodnego nie zrozumie”. I nie chodzi tu o tego głodnego czy sytego, a o dwa bieguny. Ekstrawertyk(a autor ewidentnie nim jest) introwertyka i jego głębokiej potrzeby prywatności nie zrozumie.
      Paradoksalnie, introwertyk prędzej wczuje się w taką gadułę z motorkiem w dupie, która czerpie energię z interakcji z innymi ludźmi, wyobrazi sobie jak to jest i z ulgą opuści to wyobrażenie, stwierdzając „to nie dla mnie”.
      Ekstrawertyk wczuwać się nie potrafi, a tych którzy nie mają ochoty wchodzić z nim w interakcje i karmić go energetycznie swoim kosztem – oskarża o egoizm, wyniosłość etc.
      Jak introwertyk zejdzie się z drugim, celem uprawiania wspólnych zainteresowań – czy to będzie seks czy gadka o naturze grawitacji, to mogą przegadać/przebrykać cała noc i wyjść z tego z naładowanymi bateriami.
      A zaczepiony przez nachalnego „muszę pogadać koniecznie o pogodzie/dupie maryny” zwyczajnie się męczy, rozładowuje baterie a za to ładuje wkurwa i w końcu wybucha albo ucieka.
      To nie jest trudne do zrozumienia.
      Tylko ekstrawertycy mają w sumie to w dupie, ważne dla nich że sami sobie zrobią dobrze czyimś kosztem.

      Polubienie

      1. Właśnie!

        Mieć w dupie czyjeś emocje to jedno. Zakładać, że inni myślą tak samo jak my i durnym smalltalkiem poprawiamy ich dzień – to zupełnie inny kaliber. Z dwojga złego wolę chama świadomego swojego chamstwa niż człowieka, który próbuje mnie aż tak nieudolnie uszczęśliwić.

        Polubienie

      2. Przy czym wybór wcale nie jest aż tak dramatyczny.
        Ja na przykład pratycznie zawsze życzę miłego dnia, odchodząc od kasy, wychodząc z windy czy tam etc. etc. Mimo że do głowy mi nie przyjdzie zaczepiać kogoś, kto siedzi ze słuchawkami na uszach.
        Oczywiście, czasem taki smalltalk bywa fajny, ciekawy etc – o tym też piszą ludzie w komentarzach. Czasem.
        Jak widzę kogoś, kto ewidentnie szuka, rozgląda się, wchodzi w kontakt wzrokowy – to aż się prosi żeby zagaić rozmowę, ale gdy widzę kogoś zatopionego we własnych myślach/dźwiękach ze słuchawek to…
        To chyba wszystko sprowadza się do „nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe: )

        Polubienie

  7. Muszę powiedzieć kilka słów na poruszony temat:
    1. Psychologowie są raczej zgodni, że ludzie nie potrafią oceniać poziomu swojego szczęścia. Nie warto ich pytać.

    2. Historia z architektem w autobusie urocza, acz nie spina się. Architekci to nudziarze.

    3. Jak tylko potrafię się zorganizować, staram się medytować 10 minut rano. Nie umiem tego robić, ale to nieważne. Przez resztę dnia potrafię iść ze wspomnianym przez Ciebie zen i reagować na sytuacje stresowe jak na 21. wiek przystało. Nie jak zwierzę.

    4. Anegdota: onegdaj, jadąc samochodem z górki jakieś 70 km/h wyjechała mi babka z prawej strony, z podporządkowanej. Ledwo wychamowałem, ona stała w poprzek drogi przerażona, jak kot. Gdybym nie zahamował, zginęłaby niechybnie. W ustach przygotowane już miałem ‚ty gruba ku…’, ale wtedy opętał mnie jakiś demon czy diabeł. Zamiast bluzgać i wymachiwać rękami, uśmiechnąłem się do niej. Ona, z ulgą, uśmiechnęła się sympatycznie, pomachaliśmy sobie i do dziś wspominam tę historię z przyjemnością. Gdybym się nie pohamował, na bank jechałbym przez miasto (tak, Szczecin to miasto!) jak debil przez resztę trasy.

    Życzę udanych i, w dalszym ciągu refleksyjnych, dni.

    Życie nie polega na tym, żeby je zrozumieć, tylko żeby je przeżyć.

    Polubienie

  8. Strasznie to prawdziwe.
    Sama staram się być raczej miła dla wszystkich, nawet jak mam gorszy dzień. Zawsze mi miło gdy ktoś nawet nieznajomy się do mnie uśmiechnie i zawsze sama staram się uśmiechać.
    Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, ba jakiś czas temu jadąc na krakowski rynek w celu oczywiście alkocholizowania się odbyłam świetną rozmowę z starszym Panem, opowiadał mi o tym jak było na wojnie, o tym, że dalej mimo swojego wieku chodzi na basen i stara się pozostawać w ruchu . Na początku miałam słuchawki w uszach, ale gdy zauważyłam, że coś do mnie mówi ściągnęłam i nie żałuje. Na koniec życzyliśmy sobie miłego wieczora i każde poszło w swoją stronę, strasznie miło wspominam tą rozmowę.

    Na co dzień za to spotykam się wśród ludzi w moim wieku (szkoła średnia, ludzie lat 18-20)
    z czymś zupełnie innym. Jak tylko odstajesz i nie śmieszą Cię żarty na poziomie metra mułu zostajesz wyzwany od ludzi z kijem w dupie z którymi nie da się rozmawiać. Wystarczy jeden dzień, że nie masz ochoty na durne żarty i wolisz być cicho i się nie odzywać a wszyscy nawet Ci co nazywają się Twoimi przyjaciółmi na co dzień odstawiają Cię w kąt jak coś niepotrzebnego bo śmiesz raz nie mieć humoru na durne śmieszki.

    Przywykłam po prostu ignoruję, dużo lepiej dogaduję się z nauczycielami ( oj jak to boli wszystkich innych jak ma się dobre stosunki z nauczycielami to nie powiem przynosi to pewne korzyści jak to, że zawsze przychylniej spojrzą na Ciebie, Twoje oceny czy cokolwiek innego. No a innych tylko skręca, że ich nie. No ale szacunek za szacunek.

    Czarny Miłego dnia , wieczora, wesołych świąt i aby nowy rok był czymś zaskakującym

    Polubienie

  9. Fajny tekst. Na czasie. Pasujący do końcówki grudnia. W korkach można się czegoś nauczyć – o sobie. Nie wiem, jak to jest, że za kierownicą tak łatwo rzuca się wulgaryzmami w kierunku innych ludzi. Ostatnio, stojąc w korku, mimochodem spojrzałam na sąsiedni samochód i dotarło do mnie, że kierowca bezczelnie gapi się w moją stronę. Już miałam przekazać mu „stosowny” komunikat, gdy nagle uśmiechnął się szeroko i powiedział bezgłośnie poruszając ustami „dzień dobry:)”. I paradoksalnie to było najmilsze dzień dobry w środku dnia. Warto zniewalać uśmiechem 😉

    Polubienie

  10. Szczęśliwie od dawna tak żyję, zagaduje i uśmiecham się do ludzi. Zwyczajnie ich zauważam i reaguje. Nie oczekuje a dostaje to samo. Poziom mego szczęścia niezależnie od dnia wynosi 10 🙂 pomyślicie nienormalna jałaś? Może 🙂 Każdy z nas jest o wiele lepszy niż myśli o sobie i każdy chce być dobry. Ja w ludzi wierzę i uwielbiam. Każdy człowiek ma swoją historię i to jest niesamowite. Trzeba nie tylko uwierzyć w swoją wyjątkowość ale i wyjątkowość widzieć w innych. Długą drogę wyboistą przeszłam by moc tego doświadczać. Życzę na święta by z każdego dnia próbować czynić święto.
    Czyńmy dobro. Kocham Was i miłego każdego dnia życzę.
    Autorowi gratulacje za kolejny ciekawy tekst 🙂

    Polubienie

  11. Miłego dnia, miłych świąt, miłego Nowego Roku!
    Uśmiecham się do wszystkich, no tak mam, taki ze mnie typ.
    Ludzie reagują różnie, lecz pewnie niejednokrotnie budzi to ich zaciekawienie i zmusza do zastanowienia. Mnie przydarzyły się takie reakcje:
    Kiedyś tam zaczęłam pracować w usługach, nie była to kasa w sklepie, ale też kolejki oczekujących. I ja dzień w dzień z uśmiechem obsługuję klientów i po kilku miesiącach pracy podchodzi do mnie koleżanka i zadaje mi pytanie:
    -Przyznaj się, co ty bierzesz, że masz takie podejście do ludzi?
    Innym razem w kolejce oczekujących stoi znany aktor i pieśniarz.
    Ja jak zwykle z uśmiechem i w sposób miły odprawiam kolejnego jak dla mnie klienta.
    Ale akurat ten pieśniarz dysponował czasem i zrobił mały test.
    Obserwował przez dłuższy czas, jak odnoszę się do każdego klienta z tej kolejki.
    Sądził, że jego potraktowałam specjalnie, gdyż jest znaną z ekranu twarzą.
    Był tak zaskoczony, że wszystkich traktuje tak samo, że poszedł do mojego pracodawcy i podzielił się swoimi wrażeniami, a pracodawca skwapliwie mi to przekazał 🙂
    Tego roku na firmowej Wigilii jeden z przełożonych, z którym raczej mam sporadyczne kontakty, czyli nie widzi mojej pracy dzień w dzień, skierował do mnie takie słowa, by w Nowym Roku dalej niezmiennie towarzyszyły mi dynamika oraz uśmiech, którymi zarażam innych.
    P.S. Blizna po wyrostku nie musi być szramą. Moja to taka mała niewidoczna kreska. Po prostu trafiłam pod nóż Mistrza. Fajnie jest spotykać w życiu profesjonalistów, ludzi zaangażowanych, którym po prostu zależy, bez względu jaka to sfera czy dziedzina życia.

    Polubienie

  12. ależ to jest smutne jak dno listopadowej nocy, że takie zachowania „ludzkie” stają się, czy też już stały, ewenementem w obecnej rzeczywistości…
    jest mi zupełnie obce to, o czym piszesz, bo od lat jestem w trybie takich interakcji z przeróżnymi ludźmi spotkanymi w trakcie przeróżnych życiowych sytuacji – w sklepach, na ulicy, u lekarza, na spacerze.. To w sumie dziwne, bo jestem raczej mocno antyspołeczna, nie cierpię tłumów i zazwyczaj mam oczy wbite w chmury/drzewa/uliczne koty/czytnik książek, a jakoś przyciągam takie właśnie zachowania, odpowiadam na nie, często inicjuję. Ile razy już zdarzyło mi się, że np. pracownik sklepu czy jakikolwiek inny usługodawca, z którym/którą miałam kontakt, po wymianie paru miłych zdań znienacka zaczyna mi opowiadać jakiś potwornie intymny – duchowy, mentalny – fragment swojego życia- nie policzę… O chorym kocie, o zmarłej mamie, o tym, że nie udało się dostać wolnego i pojechać z ukochaną na weekend, o połamanym, znalezionym na ulicy psie, o mniejszych i większych bolączkach… Jakbym miała radar czy inne ustrojstwo, które włącza w ludziach takie zachowanie…
    i widzę, jak się odprężają twarze i łagodnieją oczy, kiedy się z nimi wtedy rozmawia, słucha, uśmiechnie. Jakby wyłazili na chwilę ze skorupy, z ochronnego bunkra.
    Smutne, że to zdarza się im z obcą zupełnie osobą….
    a może dobrze, że w ogóle się zdarza?
    tak czy siusiak, to są dla mnie – powtórzę: mimo mojej aspołeczności – miłe chwile, wzruszające doznania. Jednym z bardziej przejmujących był koleś o wyglądzie klasycznego abs-a, który niemal wypłakał mi się (w pociągu) ze szczęścia na ramieniu, bo jego babcia właśnie przeszła pomyślnie operację…
    Tak sobie myślę, że oprócz pojemnika z gównem jest też w ludziach pudełko z dobrem. Żeby się tylko tak często ten pierwszy nie przelewał na zewnątrz…

    Polubienie

  13. Ale w zasadzie kultura czy empatia? Bo to co opisujesz jest zdecydowanie mocniej związane z kulturą niż empatią.
    Generalnie mam wrażenie, że Polska to kraj mruków i ludzi nieuprzejmych zwłaszcza w porównaniu z zachodnią Europą. Z jednej strony naśmiewamy się z Anglików (i z całej reszty angielskojęzycznego świata), że są nieszczerzy, że mają sztuczne uśmiechy przyklejone do pysków a z drugiej miło jest zacząć dzień od relatywnie radosnego lub neutralnego „cześć, co słychać?” zamiast od naburmuszonego mruknięcia „cześć”, które bardziej brzmi jak „spierdalaj”. I milej kończy się w piątek jeśli wychodząc z pracy słyszysz „miłego weekendu” – nawet jeśli jest to tylko i wyłącznie formułka grzecznościowa. Tylko w Polsce razem z przepraszam używa się łokci. To taki swoisty rodzaj interakcji społecznej.

    Technologia pozwala na właśnie na unikanie interakcji. Np. FB umożliwia nam relatywnie anonimową wypowiedź za pomocą prostej ikonki „like” i kilku innych umieszczonych obok. Dziś więcej nie trzeba. I naprawdę zabawne, Czarny, że akurat Ty marudzisz na brak interakcji w świecie. Przecież sam świadomie rezygnujesz z innej formy kontaktu ze swoim odbiorcą niż za pomocą technologii. Nie chcesz wchodzić w osobiste interakcje z obcymi ludźmi bo to jest ryzykowne i stresujące. Nie czepiam się – rozumiem w pełnie chęć ochrony swojej prywatności.

    Powiedzenie „miłego dnia” nie ma nic wspólnego z interakcjami społecznymi i empatią – to kultura tylko i wyłącznie.

    Polubione przez 1 osoba

  14. Kiedy ktoś mi mówi w windzie miłego dnia, nie jest mi bardziej miło. Serio. Jest tak samo.
    Kiedy jakiś gość w autobusie gapi się na mnie (tak, jestem śliczna), nie odwzajemniam tego, bo nie mam ochoty być podrywana.
    Są ludzie czynu i lizodupy. Działacze i pozerzy. Ludzie którzy mi mówią miłego dnia, ale nie fatygują się zrobić szlachetnej paczki dla kogoś, komu realnie to wpłynie na życie.
    Natomiast staram się pamiętać o zasadzie – traktować innych tak, jak sama chciałabym być potraktowana.

    Polubienie

    1. Ja jestem jednym z takich gości, którzy zazwyczaj(chyba że akurat jestem mega zamyślony 😉 życzą miłego dnia wychodząc z windy. To szczere życzenie, ale oczywiście nie mam wpływu na to, co kto sobie o nim pomyśli. Mocy sprawczej też nie ma, samo z siebie.
      Ale nie wiem, skąd u Ciebie przekonanie, że świat dzieli się dychotomicznie na tych, co życzą w windzie miłego i tych, co udzielają się charytatywnie.
      Miłego dnia można też życzyć psiakom z Korabiewic, po tym jak się do schroniska podrzuciło kilkadziesiąt kilo karmy. Nawet nie licząc na to, że w ogóle usłyszą czy ktokolwiek odpowie 😉
      Miłego dnia.

      Polubienie

  15. „Niby miasto, a świnie luzem chodzą”- dobry tekst!!!

    Btw ostatnio wrozilam z wycieczki z jednym z biur podrozy. Wczasy były w duzym kurorcie, ludzie z calego swiata. Co rzucilo mi sie w oczy jak szla laska z napompowanymi ustami- to zawsze była Polka. Czemu tylko Polki to sobie robią?

    Polubienie

  16. Wystarczy rozpocząć dzień „wciskając na siłe” usmiech na twarz i już robi to róznicę:)
    Karma wraca wysylajmy to co dobre, zawsze wraca- Praktykuje od lat i Polecam!:)

    Polubienie

  17. Jest 01:30 w nocy, a zdałam sobie sprawę, że pierwszy raz od 38 godzin uśmiechnęłam się szczerze, niesamowite ile tak małe słowa mogą wnieść do naszego życia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s