„Sukces jest jak ciąża. Wszyscy ci gratulują, ale nikt nie wie ile razy trzeba było dać się wyruchać, aby to osiągnąć.”

Słowa te wygłosił w ubiegłym roku w trakcie wykładu dla studentów przedsiębiorca Michał Leszek. To eks muzyk, który sprzedaje teraz elektronikę. Dużo elektroniki. Kiedy usłyszałem te słowa, pokiwałem ze smutkiem głową, jak bardzo krzywdzące są opinie, że biznesmeni to ludzie bezbarwni, onanizujący się jedynie słupkami z liczbami.

Tymczasem z sukcesem, zdaniem Leszka, jest jak z podrywaniem bardzo ładnej kobiety, która jest niezwykle pewna swojej wartości, jak i tego, że na nią nie zasługujesz. Kojarzycie tenisistkę Steffi Graf? Jakiś facet zawołał do niej na korcie: „Steffi, wyjdziesz za mnie?” Ona, usłyszała pytanie, pomyślała chwilę i zapytała: „A ile masz pieniędzy?” Na to już facetowi brakło konceptu. I w tym momencie było jasne, że żadnego ślubu nie będzie.

A teraz sobie wyobraźcie, że ten mężczyzna idzie do Steffi jeszcze raz i pyta: „Dasz mi?”. A ona odpowiada: „Nie, nie dam.” I za dwa tygodnie sytuacja się powtarza. „Dasz mi?” „Nie dam.” I tak przez siedem lat, albo i dłużej. „Dasz mi?” „Chyba cię pojebało.” – odpowiada ona. Widzicie to? Tak właśnie wygląda sukces. To ciągłe zmaganie się z porażką.

Sukces boli.

Sukces boli: ciebie

Wiem coś o tym. Kiedy skończyłem pisać swoją pierwszą książkę, wysłałem ją do dziesięciu największych wydawnictw w kraju. Dostałem pięć odmów publikacji. Byłem w sumie za nie wdzięczny, bo pozostałe wydawnictwa w ogóle się tym nie kłopotały. Po prostu nie odpowiedziały. Co robi normalny człowiek w takiej sytuacji? Daje sobie spokój z pisaniem, uznając, że to, co stworzył, widać nie ma sensu. Ale ja szukałem dalej. I wydałem „Pokolenie Ikea”. Później „Pokolenie Ikea Kobiety”. A obie te książki sprzedały się w sumie w nakładzie ponad 110 tys. egzemplarzy.

Czy w międzyczasie było miło? Nie. W międzyczasie było kurewsko trudno. Czy wątpiłem? No, ba. Mogłem przecież w międzyczasie pić koniak, wino i whisky, patrzeć z tarasu na jezioro, oglądać seriale, czytać książki, uprawiać seks, oglądać seriale, jeść casserole z kurczakiem, pomidorami i ciecierzycą, uprawiać seks, oglądać seriale i kłaść się regularnie o piątej rano.

A zamiast tego pracowałem tak długo, aż mój podpis stał się autografem. Może przestałem być miły i socjalny, ale do czegoś doszedłem. Tyle, że mało kto widzi tę drogę, która – przyznaję – była ciężka i chujowa. Większość widzi tylko ciążę, czyli liczby.

Sukces boli: innych

Janusz Głowacki, bardzo błyskotliwy dramaturg o wielkim pociągu do kobiecych wdzięków i alkoholu (jak widać, dużo mnie z nim łączy) napisał kiedyś kilka zdań, które idealnie oddają ducha naszego narodu. Ponieważ Głowacki sukces w USA, owszem, odniósł, ale dużo mniejszy niż jego kumpel po piórze Jerzy Kosiński, więc można założyć, że wie, co pisze.

„Bo coś takiego jest nad Wisłą, że bardzo lubimy kogoś podrzucać do góry, a potem upuścić i wdeptać w ziemię, ale po ludzku, tak żeby włosy wystawały (…). Bo ogólnie jesteśmy narodem łagodnym, szlachetnym i dobrodusznym. I to nie jest nawet nasza zasługa. Po prostu taką naturę otrzymaliśmy od Boga. Najlepszy dowód, że powiesiliśmy tylko dwóch biskupów, zamordowaliśmy tylko jednego prezydenta i spaliliśmy tylko jedną stodołę pełną ludzi. Mogą nam wiele zarzucić, ale jesteśmy wyrozumiali jak mało kto. W naszym kraju można okraść, ukraść, zdradzić, oszukać, ostatecznie zamordować i jakoś tam zrozumiemy i wybaczymy (…) Tylko jednego wybaczyć nie możemy. Sukcesu.”

Jeśli w Polsce ktoś się stara i, nie daj Boże, jeszcze mu wychodzi, to musi mieć wyjątkowo twardą dupę. Bo od razu usłyszy: „To po znajomości”. „Ukradł.” A kobieta? To jeszcze prostsze. „Ciekawe, komu dała?”, „Co to za problem być szafiarką?”, „Jak ona wygląda?”, „Ubiera się jak dziwka.”, i moje ulubione: „Każdy tak potrafi”.

Otóż nie każdy. Może to łatwe, może trudne, może jakaś laska faktycznie dała wiele razy, aby być w miejscu, w którym jest teraz, nosząc w torebce nieustająco polskie prezerwatywy i płyn do lubrykacji, ale tego nie wiemy. Żeby się tego dowiedzieć, trzeba by było pójść – jak to mawiają Amerykanie – w jej butach. A rzadko kto dobrze się odnajduje w gejowskim klubie na kilkunastocentymetrowych szpilkach.

 I nawet ostatnio zrozumiałem, skąd bierze się w nas ta potrzeba obrzucania błotem innych. To nasza wymówka. Wymówka, którą tłumaczymy sobie swoje niepowodzenia. Nie chcemy przyznać, że ktoś mógł chcieć, że ktoś pracował, że ktoś się starał. Więc łatwiej nam jest, kiedy uznamy, że sukces tamtych był po znajomości, albo jeszcze lepiej, w efekcie drażnienia językiem organu męskiego, nieźle do tego drażnienia przystosowanego.

Umniejszając czyjeś osiągnięcia, czujemy się lepiej. Choć jest w tym też strach. Boimy się, że komuś w życiu się uda, a nam nie. Otóż nie uda, jeśli zamiast na sobie koncentrujesz się na innych.

W tym wszystkim jest jeszcze jedna prawidłowość:

Sukces weryfikuje znajomości

Jest takie powiedzenie: „Przyjaciół poznaje się w biedzie”. To prawda. Ale jeszcze prawdziwsze jest: „Przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą twoje szczęście.” I mam kumpli, którzy, jak na ten kraj, odnieśli naprawdę spory sukces i nikt nigdy nie wbijał im tak chętnie noży w plecy jak ci, których mieli za swoich dobrych przyjaciół. I nikt tak chętnie nie obsmarowywał ich za plecami, jak właśnie ich dobrzy przyjaciele.

Kluczem do sukcesu i do fajniejszego życia jest uświadomienie sobie, że zawsze, ZAWSZE będzie ktoś, kto będzie miał więcej. I kiedy to zrozumiemy, zwyczajnie łatwiej będzie nam żyć.

Sukces nie daje szczęścia

Gdy zapyta się ludzi, co rozumieją przez ten sukces, to jest on zazwyczaj mocno ilościowy, czyli sprowadza się do pieniędzy, a czasami jeszcze do sławy. No, w męskim przypadku jeszcze do ilości zaliczonych kobiet, ale ten element to często również efekt pieniędzy i popularności. Satyna, nagie cycki, droga bielizna, homar, porsche, kieca od Chanel i zimny szampan podawany w wąskich kieliszkach.

unnamed

Rysunek: Aleksandra Wysocka

Tyle, że zdobycie tych wszystkich rzeczy nie uczyni nas szczęśliwymi. A co? 

Relacje

To jedyne takie badanie na świecie. Innych nie było zwyczajnie stać na jego przeprowadzenie. Nazywa się The Study of Adult Development. Zrobił je jeden z najlepszych uniwersytetów świata, czyli Harvard. Badacze z wydziału psychiatrii przez 75 lat śledzili życie 724 mężczyzn, aby sprawdzić, co decyduje o naszym szczęściu w życiu. 268 z nich to byli studenci z drugiego roku uczelni. Wiecie, ci bystrzy, zdolni, z dobrych rodzin, skazani na powodzenie. 456 to z kolei normalne chłopaki z Bostonu. Młodzi goście, mieszkający w obskurnych czynszówkach, często bez bieżącej ciepłej i zimnej wody. Przez te 75 lat badacze rozmawiali z nimi i z ich dziećmi, mieli dostęp do ich akt medycznych, filmowali, jak rozmawiają z żonami o swoich najgłębszych obawach.

Byli tam lekarze, prawnicy, robotnicy, a nawet jeden późniejszy prezydent USA. Część z nich wspięła się na sam szczyt z samego dołu. Część poleciała w dół z samego szczytu. Niektórzy stali się alkoholikami, inni zachorowali na schizofrenię. 60 osób nadal żyje. Mają dziś zazwyczaj ot tak około 90 – tki.

Ale szczęścia nie dało im bogactwo, ani sława, ani nawet 25 cm kutas. A co? Relacje. Ludzie, którzy byli bardziej związani z rodziną, z przyjaciółmi, z najbliższym otoczeniem czy mieli fajnych sąsiadów, byli szczęśliwsi, zdrowsi psychicznie i żyli dłużej. Ludzie, którzy mieli najlepsze związki mając 50 lat, byli najzdrowsi w wieku lat 80.

Dobry związek nie tylko chroni nasze zdrowie, ale również chroni nasz umysł. Ludzie, którzy wiedzą, że mają obok osobę, na której mogą się oprzeć, pozostają dłużej bystrzy. Z drugiej strony, ludzie, którzy żyją w mało szczęśliwych związkach szybciej doświadczają kłopotów z pamięcią.

Możesz więc ruszyć dupę, wstać sprzed monitora, i zastąpić internetowe relacje tymi prawdziwymi.

Co wybierasz?

W pewnym momencie swojego życia trzeba wybrać: sukces albo szczęście. Bardzo rzadko można mieć jedno i drugie.

Sukces wiąże się z poświęceniami. Im większy masz sukces tym więcej musisz poświęcić.

Wspomniany na początku Leszek, aby budować firmę poświęca życie prywatne. Owszem spotyka fajne kobiety. Ale żadna nie jest w stanie być z facetem, który na randkę umawia się raz na osiem tygodni. Bo nie ma więcej czasu. Później on tylko widzi jak zmienia się jej status na Facebooku na „w związku”. I jest mu przykro. Ale idzie dalej.

To cena, którą świadomie płaci.

Jest jednak rzecz, która moim zdaniem łączy sukces i szczęście. I z niej nikt nie musi rezygnować.

Tą rzeczą jest pasja.

Gdy ktoś mnie pyta, czy miło jest zarabiać na pisaniu pieniądze, odpowiadam „Jasne.” Ale pisałbym nawet gdybym nie zarabiał tych pieniędzy. Pisałbym, gdybym miał dziesięć razy mniej czytelników. Sto razy mniej czytelników. Pisałbym nawet na opakowaniu proszku do prania, jeśli nie miałbym innej możliwości.

Poznajcie Ernestine Shepherd.

ernestineshepherd

http://ernestineshepherd.net

Ernestine ma teraz 79 lat. Codziennie wstaje o 2.30. Je bajgla z masłem orzechowym i jajko na twardo, medytuje, trochę czyta. A później idzie biegać. Biega 10 mil każdego dnia. Później idzie na siłownię, gdzie ćwiczy z trenerem personalnym i prowadzi zajęcia dla seniorów. Jej najstarsza podopieczna ma 89 lat.

Shepherd zaczęła ćwiczyć, po śmierci siostry, która zmarła na tętniaka mózgu. Obie były bardzo ze sobą związane. Ernestine przez miesiące nie była w stanie ruszyć się z kanapy. Pewnej nocy siostra jej się przyśniła. Powiedziała: zacznij żyć. Ernestine miała wtedy 56 lat.

 Co ją napędza? Pasja.

 Nie ją jedyną. Poznajcie najstarszego chirurga świata.

 Zrzut ekranu 2016-05-19 o 09.04.26

http://www.newfoxy.com/

To  Ałła Ilinina Liewuszkina. Ma 87 lat. Codziennie rano o 8 zaczyna przyjmować pacjentów w klinice. O 11 jedzie do szpitala. Ciągle przeprowadza ponad 100 operacji rocznie. Śmiertelność pacjentów? Zero.

W swoim mieszkaniu żyje z ośmioma kotami. W wolnych chwilach zajmuje się swoim niepełnosprawnym bratankiem.

Co ją napędza? Pasja.

Szczęście czy sukces to twój wybór. Ale nie ma usprawiedliwienia dla życia bez pasji. To jaka jest twoja wymówka?

2436501416_8bcdce8935_b

Photo by ickle_munchkin/CC Flickr.com

Źródła:

Robert Waldinger: What makes a good life?

Sukces – dlaczego nie chcesz go osiągnąć – Michał Leszek, twórca marki Krüger&Matz

126 uwag do wpisu “Sukces albo szczęście. Co wybierasz?

  1. Trafne nawet aż za bardzo. Można się usprawiedliwiać całe życie (pochodzę z biednej rodziny, więc miałam trudny start), można się porównywać (muszę wkładać więcej wysiłku w swoją pracę niż koleżanka X, a obie zarabiamy tyle samo), można mieć pretensje do innych/do świata (dlaczego to mi zmarła matka, a nie Tobie?). Można robić to wszystko, tyle, że ostatecznie liczy się efekt, czy też inaczej mówiąc „sukces”. Nikogo nie interesuje, że nie ułożyłeś sobie życia, BO przeżyłeś traumę, BO dostawałeś regularny wpier*ol od ojca, BO jesteś zakompleksiony, BO „cokolwiek innego”. Rzucanie takimi „argumentami” to tak naprawdę próba usprawiedliwienia się przed samym sobą, a nie przed otoczeniem. Otoczenie zwyczajnie ma to w dupie. Zamiast szukać usprawiedliwień, warto skonfrontować się ze swoimi traumami, przepracować je i wyciągnąć wnioski. Choć nie jest to droga ani łatwa, ani krótka.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kolejna mądrala, ciekawe czy Ty tak potrafisz ?? Łatwo tak napisać weź się w garść, przepracuj to czy tamto, nie usprawiedliwiaj się, ludzie mają to w dupi… , że masz traumy oczywiście nie jest łatwo ale inni potrafili itd… Kurde jak ja nie cierpię takiego gadania. Ludzie mają w dupie, dlaczego właśnie ludzie mają w dupie ja np. nie mam i znam wielu, którzy właśnie rozumieją innych. To my sami robimy taki okrutny świat. To nie ludzie mają w dupie tylko TY masz w dupie i myślisz, że inni też tak myślą. To od nas zależy jak patrzymy na innych czy z empatią czy też myślimy tylko o sobie. Poza tym ludzie są różni jedni wezmą się w garść inni nie. Jedni pójdą szybciej i się powieszą a nie wezmą w garść a takim gadaniem można jeszcze kogoś dodatkowo dobić. „warto skonfrontować się ze swoimi traumami, przepracować je i wyciągnąć wnioski” – chyba w życiu nie przeżyłaś/żyłeś żadnej traumy. Pewnie nie jesteś w stanie nawet sobie wyobrazić co to jest trauma, że człowiek nie chce o czymś pomyśleć nawet na ułamek sekundy i zrobi wszystko aby tylko o tym czymś nie myśleć a Ty chcesz żeby jeszcze tę traumę wyciągnąć i przepracować i jeszcze te wnioski. Słowa, słowa i słowa 😦

      Lubię to

      1. Jak to dobrze że jeszcze nie wszystkich popieprzyło i są też samodzielne jednostki jak Ellle.
        Słyszę o niełatwej drodze i od razu widzę ofiarę psychoterapeuty, coacha albo kogoś podobnego, roszczącego sobie pozycję autorytetu.
        Zgadzam się, jak ktoś mówi „ludzie mają w dupie” to dokładnie znaczy że osoba to mówiąca ma w dupie i szuka rozmycia odpowiedzialności w jakichś innych, w ludziach.
        A już w ogóle kretyńskie jest to podążanie za retoryką w rodzaju „szukają usprawiedliwienia…”.
        Nie szukają, tylko starają się odpowiedzieć na nachalne ataki „a czemu ty nie chcesz się zaorać bardziej…”
        Jak dla kogoś sukcesem jest gromadzenie dóbr(kasa, fotki z wakacji, ciuchy) to jest jak jakaś pieprzona wiewiórka zbierająca orzechy.
        Nic wzniosłego. Zwykłe zbieranie materiału do przerobienia go w gówno.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Nieprawda, moze wlasnie Pan Ikea wie o czym mowi, ale nie musi epatowac smutkiem i zalem – zalezy od spojrzenia na swiat, jezeli nikomu nie zaufasz nikt sie do ciebie nie zblizy. Chcesz zywego przykladu: prosze bardzo: w moim domu byly ciagle awantury, ojciec chlal, a natka byla niewidoma i wiecznie nieszczesliwa, zyla w bardzo biednej wielodzietnej rodzinie, byla najstarsza i zanim stracila wzrok a kiedy jej mama zmarla na raka nie byla jeszcze nawet pelnoletnia kiedy musiala sie zajac rodzenstwem, bo jej ojciec chlal i robil burdy caly czas. Bylo jej ciezko, przegapila jej wielka milosc, bo w tych czasach za spojrzenie tylko na chlopaka od babki dostawala kijem. Telefonow nie bylo, nie mogla sie umowic. Zycie to sztuka wyborow. Pewnego dnia pewien uroczy skurwysyn zaciagnal ja na impreze, gdzie ja schlal i wykorzystal. Zaszla w ciaze. Musiala za niego wyjsc. Przez parenascie lat gwalcil ja i bil. Stala sie zgorzkniala i wszystkich obwiniala o swoje nieszczescie. Ja bylam jej 3 dzieckiem z 2 malzenstwa. Tez byly awantury, ale ojciec jej brutalnie nie lal i nie gwalcil. Ona pogarszala sytuacje, zaczal ja zdradzac. W koncu nie wytrzymal presji i sie powiesil. Znecala sie nade mna cale zycie. Psychicznie i fizycznie, wyzywala od kurew, wmawiala, ze jestem nikim a faceci to zlo i przez wiele lat jej wierzylam. Myslalam ze do niczego sie nadaje i nic mi nie wychodzilo. Zaczelam cpac i chlac. Tez mnie zgwalcono. Ale czytalam, poszukiwalam odpowiedzi dlazego. Przeczytalam tone ksiazek na ten temat i pomogly. Wychodzilam do ludzi. Najpierw sie zamykalam, ubietalam na czarno i uwazalam, ze wszyscy sa glupi i nic nie rozumieja. Ale to wlasnie ludzie mie pomogli. Znajdywalam wiele pasji w zyciu i spotykalam wielu ludzi, teatr, muzyka, odbioslam nawet wiele sukcesow ale nie potrafilam uwierzyc w siebie. Trwalo to dlugo. Ale na szczescie ludzie, madrzy ludzie, na ktorych trafialam dzielili ze mna moje smutki i wciagali wciaz to nowe swiaty. Swiat jest ciekawy. Przezylam kilka nieudanych zwiazkow, jeden malo co mnie nie zniszczyl calkiem-taki byl toksyczny, wiele x probowalam popelnic samobojstwo, poronilam 7 ciaz i niw wiem czy bede mogla miec dzieci. Takze zaznalam potwornej biedy, bez pradu, gazu, bez jedzenia, grzebalam po smiernikach. Wiele ludzi podawalo mi reke i nie ocenialo mnie i zdziwisz sie jak batdzo wielu. Zaczelam ich poznawac jak zaczelam podrozowac, bez biletow, wszedzie, tam, gdzie sie dzialo cos ciekawego. Zobaczylqm wiele pieknych miejsc i rzeczy, poznalam wspanialych ludzi, ktorzy obcej osobie potrafili dac klucze od domu i powiwdziec czuj sie jak u siebie, tam jest lozko, tam lodowka. I to oni mnie uratowali. Przeprowadzilismy wiwle szczeruch rozmow i kazdy z nas akceptowal swoje i innych szalenstwo az je wszystkie oswoilismy. Ale nie sami i nie bez wiedzy. Takich ludzi nie spotkasz na dyskotekach. Ci ludzie mieli jakas pasje w zyciu. I od tej pory tak dobieralam sobie najblizszych znajomych a rozmawialam i szanowalam kazdego, nawet zula spod sklepu. Wiele przeszlam, lacznie z wiwlolernimi ciezkimi i bardzo bolesnymi chorobami. Ale dzieki nim nie uzalqm sie nad soba i bylo mi latwiej. Oni tez mieli swoje problemy i pomagalismy sobie nawzajem, zwykla rozmowa, wiec zapominalam tez o swoich. Znalazlam w zyciu wiele pasji i koniec, koncow odnioslam wiele mniej lub bardziej spwktakularnych sukcesow. Dzisiaj rowniez moja praca jest moja pasja i mam wiele innych poza nia. A po wiwloletnim ciezkim zwiazku, ktory mnie prawie wykonczyl calkowicie i do tego matka dorzucala do pieca, muslalam, ze juz jestem taka popierdolona, ze nie mam szans na normalnego faceta. Pogodzilam sie z tym i zajelam soba. Znalazlam jeszcze wiecej nowych pasji i robilam spontanicznie rzeczy, ktore myslalam, ze nigdy nie bedzie to dla mnie mozliwe aby dokonac takich rzeczy. To bylo totalnie poza moim zasiegiem – tak mi sie wydawalo. Poswiecilam pare ladnych lat na szkolenia i cwiczenia, skupialam sie na tym i przykladalam, i dopiero jak postawilam wszystko na 1 karte to zauwazylam, ze da sie wszystko, ze moge wszystko. Nic tylko przec do przodu, mic zajecie i sie mu poswiecic calkiem. Od zera do bohateta. Kiedy zakonczyl sie u mnie etap udowadniania sobie jak wiele potrafie osiagnac ciezka praca, ciezka ale przyjemna, poszukalam w zyciu spokoju. Sam sie znalazl. Mam teraz stabilne zycie i spokojne, z ktorego jestem zadowolona. Dalej realizuje swoje pasje, bo to moja odskocznia, ale nigdy sie z nikim na tym polu nie scigalam. To uczylo mnie pozytywnych, normalnycj relacji tak samo jak staly kontakt z moimi przyjaciolmi, bo rodziny nie mam. Normalny partner tez sie znalazl. Jestem sczesliwa i nikt nawt nie jest w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi. Zawsze szukalam szczescia i pasji, w nich wyrazalam rozne emocje w zdrowy sposob i poprzez kontakt, rozmowe z ludzmi oraz wspolne robienie roznych rzeczy. Kiedys nosilam w sobie ogromby irracjobalny lęk i nienawisc do samej siebie, bylam ogromnym poczuciem winy a szczescie to byly momenty. Teraz jestem spokojna caly czas i szczesliwa i ciesze sie, ze sporo przezylam. Dzieki temu nic mnie teraz nie rusza i moge pomagac innym, alw dlategp, ze oni mi pomogli, za ja dalam sobie pomoc. Wiec wyjdz z domu, wylacz telewizor, poznaj kogos, zapisz sie na jakis datmowy kurs czy warsztaty, pojedz na jakis ciekawy festiwal, gdzie sie cos robi a nie tylko chleje, gdzie ludzie robia cos razem. Znajdz religie jezeli potrzebujesz, zacznij malowac, cpac, cokolwiek co oderwie coe od skupiania sie na swoim nieszczesciu i pierdolach. Unikaj toksycznych osob i awantur, szukaj ciepla i przyjazni, zostaw stare towarzystwo, wyjedz w podroz dookola swiata bez pieniedzy, przejedz kraj na rowerze bez pieniedzy, rzuc prace. Zmien cos. Zobaczysz jak wiwle osob wyciagalo do ciebie reke a ty nie chcialas tego zauwazyc. Bedzie ci glupio. Naucz sie okazywac wdziecznosc i dac sobie pomoc, poprowadzic sie. Nie walcz o wladze abi opinie. Badz ciekawa innych punktow widzenia i doswiadczen, otwieraj sie na nie, staraj zrozumiec, doswiadczaj i czytaj. Czytaj swiete ksiegi innych religii, poznaj kazda filozfie jaka cie zainteresuje i kazda jaka cie bedzie odpychala i poznawaj tak dlugo dopuki nie zrozumiesz choc czesci , czesto bedzie ci sie wydawalo, ze to juz, ale zrozumienie nastepuje wtedy i tylko wtedy kiedy nie nazywasz czego lub kogos glupim. Dzisiaj cenie sobie moje zwyczajne zycie i szanuje je. Kiedy pragnelam slawy i blichtru – wyroslam z tego. Zabawilam, doswiadczylam-bylo super! Dzisiaj ciesze sie kazda bylepierdola i wszystko mi zwisa oprocz tych rzeczy, ktore w danym momencie nie, bo nie przywiazuje sie nawet do wlasbych opinii, bo tylko tak znajdziesz droge do innego czlowieka. Poprzez ciekawosc i zaufanie. Opinie i poglady sa biewazne i czesto sa nam sztucznie wtlaczane sa jakims zlepkiem czegos tam a jak jest-tego nikt nie wie. Jak odkrywasz kazda nauke to zawsze dochodzisz do obszaru niewiedzy i im wiesz wiecej, tymbardziej uswiadamiasz sobie swoja maluczkosc i ze gowbo wiesz i nie warto sie tym przejmowac, bo dzis ludzkosc podaza za tym a jutro za tamtym. Nie jestvwazne nawet to jak najbardziej lubisz jesc jajka, jaki kolor lubisz i w jakim fasonie ci najlepiej i co w danym momencie chxesz robix a ktos nie chxe czy kto co o tobie powiedzial-vo to wszystko zaraz minie, bo za pare lat mozesz znienic zdanie. Ludzie skupiaja sie za bardzo i zbyt czesto na nieistotnych pierdolach, probujac wladza i manipulacja nadac im range istotnosci. Ty szukaj swojego spokoju i drogi do innego czlowieka. Jakkolwiek, przez lozko, przez religie, przez imprezy whatever-jak ci wygodnie, ale nie oceniaj innych. Nie jestes wszechwiedzaca a kazdy ma prawo do wyrazabia swoich opinii, a jutro zmienic je na inne. Niewazne, wszystko marnosc… 🙂

        Lubię to

      3. MIANSERYNA ma racje. Ludzie maja to w dupie czy przezywasz aktualnie traume czy nie. Swiat sie zmienia i biegnie coraz szybkiej. Ludzie zmieniaja swiat. Jesli pracujesz dla kogos to ten ktos ma to w dupie ze Ci zachorowal czy zmarl ktos bliski, czy maz sie upil czy dzieciak sobie daje w zyle. Jak ten ktos jest dobrym czlowiekiem to bedzie wyrozumialy na Twoj podupadly humor, ale tolerowac bledow w pracy nie bedzie. Jego nie bedzie juz obchodzilo, ze masz problemy na glowie jesli zrobisz cos co przyniesie jemu i jego firmie straty finansowe. Powie: „Rozumiem, że cierpisz ale zjebales/zjebalas”. Zgadzam sie ze wiele zalezy od czlowieka. Jeden pozbiera sie szybciej inny wolniej a jeszcze inny w ogole. Trzeba miec poukladane w glowie i silna psychike. Ja w zyciu nie mialam latwo. Moja mama wychowywala mnie i mojego brata samotnie, starala sie utrzymac z pensji ksiegowej (1800 zl na reke) trzy osoby. Borykala sie z wieloma chorobami m.in alkoholizmem i depresja z probami samobojczymi. Nie jest fajnie dorastac w takim otoczeniu, Dla mnie to byla trauma bo nie potrafilam sie skupic na nauce, sama mialam mysli samobojcze. Nie mialam kazdej zabawki jaka zapragnelam. Nie musialam przepracowywac u psychologow tej traumy. Sama sie wzielam w garsc. Nie narzekam i nie mowie o tym wszystkim na okolo bo kogo to obchodzi… NIEWIELU… tych ktorych obejdzie to powiedza: „oj oj przkro mi” i co mi przyjdzie z tego ze bedzie to ojojane… GOWNO… nie dostane wyzszej pensji za to ze mialam ciezej w zyciu. Trudne sytuacje potrafia wzmocnic. Ja postanowilam ze nigdy nie doprowadze do tego ze moim dzieciom bedzie czegos brakowac. Zdobylam to chcialam, skonczylam studia i sama zarabiam 6 tysiecy na reke (maz drugie tyle) pracujac 8h dziennie.

        Lubię to

    2. Trzeba tez okreslic sobie co nazywa sie sukcesem. Najlepiej cieszyc sie z byle czego a nie scigac z sasiadami kto ma wiekszy tiwi, wyksztalcenie, pojechal na lepsza wycieczke czy postawil lepszy bajer na nagrobku. Kto dostal drozszy pierscionek zareczynowy i wlozyl drozsza sukienke. Sukces trzeba zdefiniowac po swojemu. Moim zdaniem mozna odniesc sukces i miec szczealiwy zwiazek, jezeli sie rozmawia i osoby ye beda mogly sie realizowac w taki sposob aby nie musialy z niczego rezygnowac i uciekac sie do szantazow emocjonalnych. Sa takie zwiazki, niektorzy robia wszystko tazem, bo ich to wspolnie rajcuje, jezeli nie rywalizuja na tym polu-beda szczesliwi. Sa tez i tacy, ktorzy lacza sie na zasadzie podroznik i domator-dzieki temu podeoznik ma dom a domator spokoj.

      Lubię to

    3. Znam z autopsji 🙂 i ten wpis jest mi bardzo bliski i znajomy. Najbardziej dobija mnie czas, jego rozciągłość i czekanie na efekty. Z jednej strony brakuje mi wytrwałości, a z drugiej jak poczuję determinację to idzie sprawniej, łatwiej i jak to się mówi wszechświat pomaga.

      Lubię to

  2. A kiedy książka? Jeśli dopiero się pisze, to nieprędko. 🙂
    Nowego wpisu nie ma od ponad miesiąca.
    Mamy zatem czas poświęcić się sezonowym aktywnościom oudoorowym 🙂

    Lubię to

  3. Mama zapytała: to po co czytasz takie książki (mówiłam jej o Pokolenie Ikea 1 i 2)? Moja odpowiedź: żeby wiedzieć, co warto pierdolić w życiu i nie mówię, Ci tu, mamo, o sexie.

    Dziękuję 🙂

    Lubię to

  4. Nigdy nie brałam się za komentowanie wpisów, ale ten trafił do mojego serca. Tak jak i Ty myślę, że pasja jest najważniejszą rzeczą w życiu, rzeczą, bez której nikt nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Gdy wszystko zawodzi, gdy nie ma z kim porozmawiać, każdy krok dalej staje się wyzwaniem jest ona. Cały czas przy Tobie. 🙂 Dzięki niej można żyć.

    Lubię to

    1. Yak i pasja rozni sie tym od robienia czegos ze nie robisz tego po lebkach tylko chcesz wiedziec jak najwiecej i robic to jak najczesciej. Ro jest walka z samym soba, ktora malo kto podejmuje – bo kazda pasja sie nudzi, wkurza, ma przeszkody. Poswiwcenie sie czemus, studiowanie tego ale nie po to zeby zaliczyc jak egzamin po to zeby poznac, doswiadczyc, zrozumiec. Wtedy dopiero zaczynasz doswiafczac rzeczy, dorykac ich istoty, smakowac i prztwazac na swoje. Trzeba tylko chciec. A przeszkody i bledy traktowax jak bieg przez plotki. Na poczatku nigdy nic sie nie udaje. Co nie znaczy, ze dalej tez nie popelbia sie bledow. Moj znajomy mistrz kung-fu czy tam karate-nie pamietam, powiedzial mi kiedys, ze to nie jest nazwa sztuki walki tylko nazwa stopnia zaawansowania, ze kung-fu mozna osiagnac we wszystkim nawet w gorowaniu, ale trzeba byc dociekliwym i jie wierzyc w krazace potoczne opinie. Lamac schematy….

      Lubię to

  5. Ze znalezieniem pasji nie powinniście mieć problemu.. wystarczy zadać sobie jedno proste pytanie co lubię robić?? i wybrać z tego 1 rzecz i ją realizować.. jeśli po jakimś czasie uznamy że to nie to, próbujemy czegoś innego, czegoś co nas będzie cieszyło 🙂 uwierzcie mi szukanie też jest fajne 🙂 jedna ważna zasada: dopóki nie spróbujemy nie dowiemy się co nam sprawia przyjemność. Z tym akurat ja osobiście nie mam problemu bo realizuje pasję całe życie. Wręcz przeciwnie mój znajomy który poświęcił się pasji i wkurwia się codziennie bo „stracił” 14 lat nauki na coś co teraz nie daje mu „sukcesu” o jakim myślał. Co do wpisu Ellle: pytanie „czy Ty tak potrafisz?” Jeśli „MIANSERYNA” potrafi co to oznacza? Że zazrościmy jej sukcesu..?? Że potrafi się zebrać w sobie i pokonać własne słabości? A my nie… ?? Traumy były, są i będą w naszym życiu większe, mniejsze nie nam jest oceniać jak kto je przeżywał. Ważne co każdy z Nas z nich wyciaga. Wiem jedno z własnego doświadczenia…… traumy uczą Nas zajebistej pokory do życia i do ciężkiej pracy. Sam jestem człowiekiem który przez lata budował siebie mentalnie od podstawy.. Bo byłem od dziecka mieszany z błotem i rzucony w życie bez niczego. Dlaczego dzisiaj coś osiągnąłem? bo chciałem udowodnić że się da mimo słabego startu ( może ktoś miał gorszy, każdy przypadek będzie inny ). Ale zawsze zadawałem sobie pytanie co daje mi rozmyślanie o przeszłości? Za każdym razem NIC!!! Musimy się skupiać na tym na co mamy wpływ, stawiać sobie cele i je realizować. Dlaczego się nie udaje? Bo… bo.. jesteśmy słabi i nam się nie chce doprowadzić czegoś do końca.. w większości przypadków. Ale jesteśmy w stanie wszyscy spiąć dupe i zrobić coś dla siebie.

    Jeżeli chodzi o ofiary psychoterapeuty to na tym to polega ich praca , na sianiu pozytywnej atmosfery. Kto nas ogranicza w działaniu najbardziej? My sami i dopóki sami nie będziemy nad sobą pracować nikt nam w tym nie pomoże.

    Ważna rzecz o której napisał Piotr : budowanie relacji daje wiele korzyści. Pozwala poznawać nowych ludzi ( później przyjaciół), którzy mogą nas zarazić swoją pasją jeżeli mamy problem z jej znalezieniem. Otaczamy się wtedy ludzmi z którymi lubimy spędzać czas co daje nam poczucie że nasze życie ma sens i możemy się wtedy częściej uśmiechać co sprawia że nasze życie jest „Szczęśliwsze”.

    Podejrzewam, że zostanę zhejtowany ale zamin to zrobicie i zamiast narzekać, zastanówcie się co jesteście w stanie zrobić dzisiaj żeby coś w swoim życiu zmienić? I poprostu to zróbcie. Powodzenia :-))

    Lubię to

  6. Zupełnie nie rozumiem dlaczego w założeniu autora trzeba wybierać między sukcesem a szczęściem. Moim skromnym zdaniem szczęście to największy sukces.
    Tylko jest pewna klauzula na którą mało kto się godzi – proste życie. Umiłowanie zadowolenia z tego co się ma i nie porównywanie się do innych, nie oglądanie sie na innych, nie przekraczanie zdrowych granic co świadczy o miłości do siebie i innych. Na to niewielu stać by uwierzyć że aby spełniać marzenia nie trzeba najpierw mieć kupy kasy. Lęk przed jej brakiem nie zginie bez względu na to ile jej będzie. I ona nigdy nie nada wartości życiu. Nie ważne w co się ubierzesz , co jesz ani gdzie spędzasz wakacje -najważniejsze czy akceptujesz siebie i innych takim jakim są. Życie dziecka umierającego z głodu w Afryce ma taką samą wartość jak np.Prezydenta Obamy. Wszyscy jesteśmy równi i kasa nikogo rowniejszym nie uczyni. Za to miłość może nadać wartości . I zaspokoić głód który wielu karmi bezskutecznie pieniędzmi.Dlatego kochaj najpierw a później zarabiaj na proste życie wypełnione pasjami i marzeniami. Tak uwažam. I nie idź za tłumem. W ogóle go nie zauważaj. To jest wolność bez bólu.

    Lubię to

    1. Czy ja wiem czy wszyscy są równi? Masz lek… możesz uratować jedną osobę. Masz do wyboru lekarza, który kończy pracę nad lekiem na inną chorobę, który może uratować miliony ludzi oraz zwykła osobę albo starszą osobę, która za kilka lat i tak może umrzeć? Kogo ratujesz? Oczywiście stan konta nie ma tutaj znaczenia, ale pozycja, umiejętności, doświadczenie i to co dana osoba może dać innym (a prawda jest taka, że jedni potrafią dać światu więcej, a inni mniej). Jak nie podasz leku to oboje umrą? Jednak zgadzam się, że aby spełniać marzenia nie trzeba mieć ogromnych sum pieniędzy i ważna jest akcpetacje siebie i innych takimi jacy są…

      Lubię to

  7. kiedyś kompletnie nie rozumiałam, jak ludzie mogą żyć bez pasji i zainteresowań, w konsekwencji nie być szczęśliwi. cóż. gdyby każdy nagle poczuł zew pasji i wyższych idei, nikt nie pracowałby na kasie w Biedrze, a takich ludzi też nam potrzeba. takim ludziom pozostają wymówki i zazdroszczenie innym. niestety 🙂

    Lubię to

  8. Nie trzeba wybierać pomiędzy szczęściem, a sukcesem. Szczęśliwe życie jest kolosalne sukcesem 🙂 A do szczęścia potrzeba optymizmu i otwartych oczu. Być pozytywnie zakręconym i wtedy przychodzi samo… zjawiają się pozytywni ludzi, dzieją się wydarzenia dla których trzeba odnaleźć lub wymyślić dobre strony i przerobić na pozytywy. I nadciąga sukces w pracy – gdy wychodzą nam projekty gdyż je poprostu lubimy robić, gdy idziemy z ludźmi do knajpy – z tymi których lubimy, a wychodzą przyjaźnie :))
    A kiedy ktoś zazdrości… no trudno taki zazdrośnik musi sobie z tym poradzić. Nie zwracam uwagi. Zresztą dla każdego sukces ma inną twarz.

    Lubię to

  9. Najwiekszym sukcesem w zyciu jest zyc tak jak sie chce ale tak aby nie przeszkadzac innym, nie pouczac jak ktos ma zyc, bo jeden czlowiek lubi zycie enegriczne czyli miec prace wsrod ludzi nastepnie po pracy isc na impreze/silownie i spac 5godzin, a inny wrecz przeciwnie najlepiej czuje sie w domu ogldajac tv albo spiąc przynajmniej 8godzin – lepszej recepty nie ma jak nie wtracanie sie do zycia innych 🙂 ja jestem zadowolona ze swojego zycia mimo ze jestem caly czas w domu i wychowuje dziecko jak przystalo na domatorke ;-)), absolutnie nie zamierzam zadnej kariery robic, bo jeslibym zaczela byc wsrod tych ” wrednych szczurow i szumowin” ktorzy tylko sie przechwalaja, bo maja niska samoocene albo podlizuja szefowi to nerwowo nie wytrzymalabym. Reasumujac drogi autorze:) nie zgadzam sie z twoimi pogldami ze my jako zwykli ludzie ktorzy niby zazdroszcza innym sukcesu sa zawistni itp. jest zupelnie na odwrot a wiesz czemu?? bo 99% wszystkich ludzi sukcesu to wywyzszajace sie chamy bez kultury, w pracy udaja kulturalnych a poza praca zaczyna sie pokazywanie „co to nie ja” i wlasnie jak ktos zostaje czlowiekiem sukcesu to on sie izoluje od nas normalnych ludzi (bo po co takiemu zadawac sie z normlanym spokojnym czlowiekiem) ktorych cieszy spokoj powolnosc zachod slonca i powiew wiatru a nie nabuzowana kariera i zycie w ciaglym wyscigu szczorow i udowadnianiu kto jest lepszy a kto idzie na dno. osobiscie znam tylko 1 czlowieka sukcesu ktory jest przede wszystkim dla zwyklych ludzi po prostu ZYCZLIWY jego nie dopadlo dewoctwo po prostu ma taki cudowny charakter, a reszte prezesow/dyrektorow ktorych znam kazdy jest chamem bez emocji i jak mozna takiego lubic, za co, za chamstwo i wyglaszanie swoich zyciowych wykladow i ze kazdy powinien tak robic jak on, bo jak nie robi i nie stara sie byc rowniez tak jak on czlowiekiem sukcesu to jest dla niego wielkim 0, po prostu brak slow. Tacy ludzie nie rozumieją nas (mnie) ze dla nas byloby katorga robic kariere przede wszystkim dlatego ze trzeba lizac komus dupe i byc bezwzglednym cwaniakiem, niestety to jest dzisiaj sukces- jesli nie bedzie sie bezwzglednym cwanaikiem to sukcesu nie bedzie. Ja jestem spokojna powolna lube patrzec sie na rosnace dziecko a wieczorami w niebo i to mi wystarczy aby byc w pelni szczesliwą 🙂 i zyczego tego wszystkim Panią, i zeby nie wierzyly w te bzdury ze jak skonczy sie macierzynski to juz trzeba wracac do roboty (pomijam kwestie finansowe gdzie maz malo zarabia i kobieta musi wrocic do wyscigu szczorow), no bo co ludzie powiedza, co maz powie, zle mnie bedzie traktowal jak bede na jego utrzymaniu – dobry maz ma to gdzies czy kobieta pracuje czy nie, jesli oczywiscie finansowo sobie radzi.
    LUDZIE SUKCESU BADZCIE BARDZIEJ LUDZCY nie wtracajcie sie w zycie innych nie smiejcie sie ze ktos nie chce robic kariery, nie badzcie cwaniakami itp. a wtedy jest wieksza szansa ze przyjaciele was nie opuszcza:)

    Lubię to

    1. Zgadzam sie z toba ale tak w polowie, bo po 1 nie przeczytalas ze zrozumieniem, bo napisal wlasnie, ze ludzie sukcesu czesto sa nieszczesliwi a zwykli ludzie, ktorzy maja rodziny sa. I niezaleznie od aukcesu badz nie bardziej szczesliwi sa ci, ktorzy potrafia nawiazywac relacje a ci ktorzy maja czasu a odniesli sukces sa bardziej szczesliwi jezeli ich sukces zwiazany jest z pasja. Nie wiem jakich ty „ludzi sukcesu” znasz i jak definiujesz sukces, bo stanowisko kierownicze to dla mnie nie sukces tylko wiecej obowiazkow i problemow. Wg mnie ludzie sukcesu to tacy, ktorzy realizuja swoja pasje, robia to co kochaja i np prowadza wlasne firmy lub tez mozna zajmowac kierowac stanowisko, ale raczej nie w korpo, ponisewaz czesto polityka firmy polega na podnoszu agresji pracownika po to aby byl bardziej wydajny i podnoszeniu poziomu stresu oraz uciekania sie do roznych form manipulacjo. Taki kierowniczek nawet krajowy jest tylko plotka. I raczej malo malych dzieci marzy zo tym by zostac kiero w korpo. Marza by podrozowac, byc asyronauta, lekarzem, strazakiem, policjantem ale tez dlatego , ze te zawody sa znane. Prawdziwi ludzie sukcesu, ktorzy robia to co kochaja i sa zrealizowani w sobie i pogodzeni ze soba, zyja prawdziwa pasja co kodztowalo ich sporo ale zapewne tez sporo sie o sobie dowiedzieli-tacy ludzie- sa spokojni i szczesliwi i zyczliwi. Znam wielu takich. Sa zazwyczaj sami swoimi szefami a jezeli potrafia rozplanowac rzeczy z glowa, wyszkola odpowiednio i odpowiednich prcownkow i im zaufaja wtedy maja czas dla rodziny. Ttzebabrozgranivzac vzas i umiec powrocix do swiata zywyz bo czlowiek przemeczony nie jestbszczesliswy. Warczy na innych. Moze dlatego panie ikea od kolegi odchodzily kobiety a nie dlatego ze chcialy zeby byl przy nich czas. Moze dlatego ze stracil glowe i zrobil z pasji nalog i goncpal zapominajac o calym bozym swiecie i do tego swojego szczelnego swiatka nikogo nie wpuszczal. A panie ikea -mniej intelektualizowania i w ten sposob usprawiedliwiania kolegow od flaszki, a wiecej zdrowego rozsadku. Malo ktora baba w tych czasach chce byc ksiezniczka zamknieta w wiezy i nie pojdzie na taki uklad, ze on sobie szefuje calymi dniami a ja dostaje kase i mam sprzatac i gotowac i pilbowac aby mi heny rosly w naszym synu. Ten panski kolega to potworny egoista. I moge sie zalozyc, ze skoro ciagle zajety to zmeczony, a jak zmeczony to i drazliwy i glodny i spiacy-zapombij o seksie i roznowie. To podstawa do rozwiazania malzenstwa. Nikt z takim nie wytrzyma. Chyba ze laska bedzie wydawala jego kase i prula sie na hoki, bo sporo ludI potrzebuje bliskosci lub znajdzie logos z lekkim autyzmem i heda szczesliwi do konca zycia.

      Lubię to

  10. Witam, sukces i szczęście przeciwne bieguny, ale jeśli jest się szczęśliwym, to mimo wszystko chce się coś ponad, chce się spełnienia na innych płaszczyznach, określa się cele
    dąży do nich, chcąc osiągnąć sukces, jest takie powiedzenie droga do sukcesu jest zawsze w budowie. Prowadzę bloga pisanego wierszem, o sukcesie jako temat przewodni nie pisałem
    (jeszcze nie pisałam) ale o szczęściu mam wpis:

    Bezpowrotnie 4 Czym jest szczęście?

    ..to co ludzkie, błądzić

    Kolejny dzień, masz to pytanie na ustach
    Czy jesteś szczęśliwa, już zaczyna Cię to wkurwiać
    Przebłyski z wczorajszego dnia i ta jedna myśl
    Czy tak było i jak tak mogło być
    Wiesz to dobrze, w ten mroźny dzień zrozumiałaś wszystko
    Ale masz to pytanie na ustach, czemu tak wyszło
    Czy jesteś szczęśliwa i czym jest szczęście?
    Poświęcenie, ograniczenie, ponad wszystko więcej
    Chcesz tego, przeciwieństwa Tobą trącają
    Bierzesz pod uwagę wątki, układasz w całość
    Myślisz na przeciwnych biegunach, widzisz
    Nie możesz zasnąć, zamykasz oczy, myślisz
    O tym wszystkim, w marazm cię to wprowadza
    Dobierasz puzzle, chcesz układankę poskładać
    Widzisz pustą przestrzeń, której nie potrafisz wypełnić
    A czego ty tak naprawdę chcesz?, chcesz pomieścić
    Emocje, pragnienia, na które nie ma już miejsca
    Dusisz to w sobie, nie uzewnętrzniasz
    Pod przykryciem nocy, w którą się ubierasz
    Jednak czym bardziej dusisz, tym bardziej wzbiera
    Teraz do Ciebie dociera, widzisz to wyraźnie
    Czym większy napór, tym większy opór, właśnie
    Myślisz, ale to wszystko jest w oddali, słabnie
    Żeby za chwile Cię przeszyć totalnie
    Wiesz już nie uciekniesz, nawet nie próbujesz
    W tym momencie, tylko po trudach pracy odreagowujesz
    Powtórka z rozrywki, natłok myśli znowu
    A jutro ten sam dzień, jesteś jak sól w morzu
    Jesteś wszędzie, tylko to nic nie znaczy
    Jesteś ziarenkiem piasku na plaży
    Brak Ci tej pewności, wartości w swoje możliwości
    Tylko że teraz tak myślisz, myślisz odpocznij
    Jutro będzie sprzyjał Ci kosmos, albo nic się nie zmieni
    Wszystko w twoich rękach, sen przesuwa się do źrenic..
    http://kadrafekt.pl/wierszem/bezpowrotnie-4-czym-jest-szczescie/

    Lubię to

  11. Okropny język tego artykułu rani oczy od pierwszych linijek. Dziecko nie pochodzi z czynności na „r” a z cudu połączenia ludzkich genów. To obrzydliwe. Już od początku można jednak poznać jakim człowiekiem jest autor takiej wypowiedzi. No cóż -mnie to obraża, innych może motywuje…

    Lubię to

  12. Hej, szukam bohaterów do artykułu na temat tego, że sukces ma też negatywną stronę. Jeśli ktoś miałby ochotę opowiedzieć mi o tym (np. że kiedy osiągnęli coś, o czym marzyli, nie czuli szczęścia, byli zestresowani lub np. stali się podejrzliwi wobec innych… albo szybko coś stracili, bo poczuli się zbyt pewnie), zapraszam do kontaktu: ally-lp@tlen.pl Będę bardzo wdzięczna za pomoc!

    Lubię to

  13. Długo ostatnio szukałem poczucia szczęścia, dlatego dzięki! Mam pasję, a pasja jest moją pracą. Tylko czasem jest potrzebny ktoś kto Ci to uświadomi. I uświadomi to że będzie długo. I powoli. Dzięki. Warto było dać się wyruchać.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s