Ric Elias, szczupły, bardzo przystojny mężczyzna o ciemnej karnacji skóry (kobiety reagują na taki typ: poślub mnie, chcę mieć z tobą dziecko), siedział na miejscu 1D. Miało ono jedną podstawową zaletę. Jako pierwszy mógł zamówić drinka. Stewardessy miał na wyciągnięcie ręki.

Samolot linii US Airways Airbus A320 leciał z Nowego Jorku do Charlotte, a później do Seattle. Wystartował zgodnie z planem o 15.25. Sześć minut później był na wysokości tysiąca metrów, cały czas wznosząc się do góry. Wtedy coś zrobiło: JEB! Ric zaniepokojony spojrzał na stewardessy. Jedna z nich, widząc jego spojrzenie, powiedziała: No problem. Prawdopodobnie wpadliśmy na jakiegoś ptaka. W tym momencie silniki samolotu, zaczęły robić: klak, klak, KLAK!!! A w kabinie pasażerskiej pojawił się dym.

Dopiero później ustalono, że w odrzutowe silniki wpadł klucz dzikich gęsi. Tymczasem kapitan zawrócił samolot i teraz leciał wzdłuż rzeki Hudson. Tak, aby ominąć budynki mieszkalne. Tak, aby zminimalizować straty w ludziach.  Kapitan wyłączył silniki. Samolot zamilkł. Spadał w ciszy. Była przerażająca. Wtedy kapitan przez mikrofon powiedział cztery słowa: Przygotujcie się na uderzenie

Ric już nie musiał patrzeć na stewardessy, żeby się dowiedzieć, co się dzieje. Wiedział, że ma przejebane. Wiedział, że za chwilę umrze. Nie wychodzi się cało z katastrof lotniczych. Samoloty rzadko spadają, ale jak już zaczną spadać, to szanse na przeżycie ma się mniej więcej takie, jak na seks z Emily Ratajkowski. To znaczy TEORETYCZNIE jakieś istnieją. Ale tylko teoretycznie.

Ilustracja_20.04-01

Rysunek: Aleksandra Wysocka

W tym krótkim momencie między niebem, a wodą, Ric zrozumiał trzy rzeczy:

1. Że wszystko się zmienia w sekundę.

Nagle, pomyślał o tych wszystkich rzeczach, które chciał zrobić. O tych, które odkładał na później. Bo przecież był taki rozsądny i miał plany. A tu chuj, jak Titanica komin.

2. Że umieranie wcale nie jest takie straszne.

Przygotowujemy się do tego przecież całe życie. Kiedy jesteśmy dziećmi, obserwujemy jak powoli odchodzą nasi dziadkowie, którzy ruszają się coraz wolniej. Aż w końcu widzimy, jak trumna z nimi w środku powoli spuszczana jest do ziemi. A my, jako najmłodsi, ostatni rzucamy na nią bryłę ziemi. Natomiast później, wiele lat później, widzimy jak oczy naszych matek i ojców pokrywają się pajęczynami zmarszczek. Coraz głębszych. I w końcu to oni wymagają opieki. Oni uczyli nas jak korzystać z łyżki. Teraz my pomagamy im chodzić.

Oczywiście to umieranie było smutne. Ric wcale nie chciał umierać. Kochał życie. Miał fajne życie. Ale nagle zaczął żałować czasu, który zmarnował na błahych sprawach. Zamiast spędzić go z ludźmi, na których mu zależało.

3. Że chwilę przed śmiercią wiesz, co jest dla ciebie najważniejsze.

Chwilę przed zderzeniem z wodą Eliasa ogarnął go dziki, rozdzierający żal. Nagle zrozumiał, że jedyne czego chce, to zobaczyć jak dorastają jego dzieci.

Nie chcę mieć racji. Chcę być szczęśliwym.

Uwielbiam tę historię. Bo nastąpił cud. Elias przeleciał Ratajkowski. Kapitan Chesley B. „Sully” Sullenberger (taki amerykański kapitan Wrona) wylądował na wodzie, a teraz to lądowanie znane jest jako „cud nad rzeką Hudson”. A później Elias opowiedział swoją historię na konferencji TED. Widziałem ją mnóstwo razy. 

Ric mówił, że dzięki temu wypadkowi dostał tego dnia dwa dary. Nie zginął oraz zaczął żyć inaczej. Nauczył się, żeby nie odkładać niczego na później. Wcześniej zbierał wina. Teraz je pije. Bo obok jest dobry przyjaciel, a wino jest dobre. Miesiąc po lądowaniu był na przedstawieniu swojej córki. Przedstawienie było takie, jakie robią sześciolatki, powiedzmy szczerze, nie było to Chicago. Ale Elias płakał i wrzeszczał jak dzieciak. Bo najważniejszą rzeczą dla niego jest teraz bycie dobrym ojcem dla swoich dzieci. Postanowił wyeliminować całą negatywną energię ze swojego życia. Przez dwa lata nie pokłócił się z żoną ani razu. Bo to w ostatecznym rachunku nie ma znaczenia.

Już nie chcę zawsze mieć racji. Chcę być szczęśliwym. – mówi. 

Głęboko w to wierzę. Ale wiesz co? To pieprzone banały. Wyluzuj. Bla, bla, bla. Ogarnij się. Bla, bla, bla. Zajmij się rodziną. Bla, bla, bla. Zjedź gołą dupą po drucie kolczastym i ciesz się zaznanym doświadczeniem. Dlaczego, więc, jego słowa mają taką siłę? Bo doszedł do bariery. Zajrzał śmierci w oczy. A w tym momencie ludzie przestają grać. Przestają udawać. Stają się sobą. Zawsze tak jest.   

Ludzie lubią jak jest stabilnie. Nie jest.

Kiedy zapyta się młodych ludzi czego tak naprawdę oczekują od życia, to w 9 na 10 przypadków odpowiedzą: „Stabilizacji”.

Jak w tym memie:

Wczoraj było do dupy. Dziś było do dupy. I jutro najprawdopodobniej też będzie do dupy. Czyżby jednak długo oczekiwana stabilizacja?

Teraz szkoła, później praca, następnie małżeństwo, a wtedy będzie czas na dziecko. A potem? Tego już nie wiedzą. Wszystkie te plany są budowane na założeniu, że będziemy tutaj na zawsze. Analizujemy, wybieramy strategie na przyszłość, tropimy stałe punkty, budujemy te swoje domki z kart. Zastanawiamy się godzinami nad przeszłością: a dlaczego tak się stało? A dlaczego nie zrobiłam inaczej? A co będzie jutro? A jeśli mu się nie spodobam? A jeśli powiem coś głupiego? A jeśli więcej się nie spotkamy? Łatwiej jest nam przyznać, że jest słabo, niż że jest dobrze.

Tymczasem nasze życie zmienia się często w ciągu sekundy. Stabilnie będziemy leżeć dopiero w trumnie.

Mój kumpel, pierwowzór Wielkiego Jo, leży właśnie w szpitalu pod respiratorem, na oddziale intensywnej terapii. Lekarze walczą, aby zachować mu trzustkę. Jego życie zmieniło się w ułamku sekundy. Teraz będzie mnichem. Do końca życia na diecie, bez możliwości picia alkoholu. Jeśli przeżyje.

Dlaczego się boimy, mimo, że wiemy, że umrzemy? 

Ludzie żyją tak, jak potrafią.

Tak jak ich nauczyli rodzice. Przekazali nam pewne cele, pewne fobie i dużą porcję strachu. „Nie rób tego, bo się ośmieszysz.”, W życiu trzeba postępować racjonalnie.” „Jesteś głupia, tego nigdy nie zrozumiesz.” „Weź się za coś, co da ci pewny zawód.” „Przestań marzyć, zejdź na ziemię.” „Ludzie w twoim wieku mają już rodzinę”.

Żyjemy w świecie, w którym od małego zaczynamy budować swój wizerunek. Robimy to w pracy, w domu, na Facebooku, Instagramie, etc. I w pewnym momencie tak naprawdę nie wiemy, kim jesteśmy. Nie wiemy, czego chcemy. A jeśli nie wiemy czego chcemy, to się zaczynamy do tego swojego nudnego jak chuj życia przyzwyczajać. Umieramy żyjąc, tylko chowają nas nieco później.

Zmienić to jest trudno. Ludziom na początku wydaje się, że zmienić się można tak, jak zmienia się system operacyjny na laptopie. Wkładasz usb sticka z nowymi ustawieniami i już. Nie. Więc się zniechęcają. Mało kto potrafi sobie powiedzieć na przykład: wkurwiam się, bo ojciec się na mnie wkurwiał, bo matka się na mnie wkurwiała, bo cała rodzina załatwiała problemy krzykiem.

Ludzie zmieniają się etapami.

Jestem teraz innym człowiekiem niż pięć lat temu. I za pięć lat będę również innym człowiekiem. Wykonałem w tym czasie olbrzymią pracę. Mniej się boję. Więcej czuję. Ale jednocześnie więcej rzeczy ignoruję.  
Jestem jak sito.
Oddzielam. 
Separuję.

Wiem, że większość rzeczy, które mnie wytrącały z równowagi nie miały żadnego znaczenia. Oczywiście, że nadal się wkurwiam, nadal skacze mi nagle kortyzol. Ale zaczynam to sobie wówczas racjonalizować. Już wiem, kiedy zbliża się fala gniewu. Pytam wtedy sam siebie: dlaczego się denerwujesz? Bo ktoś wjechał przed ciebie? Bo się zepsuło? Bo ktoś coś zarysował? W momencie kiedy coś kupiłem, brałem pod uwagę, że mogę to stracić. To są koszty życia.

Kiedy nastąpił przełom?  Było ich wiele.

Pamiętam chwilę, wiele lat temu, gdy byłem w mieszkaniu z wysoką szczupłą blondynką z czerwonymi ustami i małym, wściekle sterczącym biustem. Jej ciało było jędrne i smukłe. Była młoda, była śliczna i akurat wtedy przez moment budziła się w moim łóżku.

Byłem zachwycony jej świeżością i niewinnym zepsuciem. Padał wtedy deszcz. Jedna z tych letnich burz, które szybko mijają, a deszcz jest ciepły i ożywczy. Wiał wiatr.

Kierowany nagłym impulsem, otworzyłem drzwi na balkon i pociągnąłem ją tam. W burzę. Momentalnie była mokra, miała mokre włosy, a ubranie przylgnęło do jej ciała. Opierała się kurczowo o poręcz balkonu. Podniosłem do góry jej spódnicę. A wtedy krzyczała w noc. Nie przejmując się tym, że ktoś może ją zauważyć. Całą sobą czerpała przyjemność z tego, że żyje. Czuła jak pulsuje jej krew.

Wtedy przestałem zastanawiać się nad tym, co myślą o mnie inni.

Kim jesteś?

Dlaczego Elias poczuł się szczęśliwy w życiu? Nie dlatego, że jego życie stało się nagle stabilne. Poczuł się szczęśliwy, bo znalazł nagle swój spokój.

Bez stresu.

Bez strachu.

Bez nieustannych rozmyślań.

Aby dojść do tego etapu, trzeba zaakceptować siebie i swoje pragnienia.

Jedna osoba będzie spokojna, bo ma odłożone 2 tys. na koncie w banku. Dla innego 2 miliony to będzie za mało. Jeden facet poczuje spokój wąchając włosy syna. Inny poczuje go w rozwalającym się hotelu w Indiach, zjarany grudą haszyszu, leżąc między dwiema nagimi, cycatymi szwedkami, z których jedna właśnie trzyma rękę na jego organie, nieźle przystosowanym do bycia chwytanym.

Nie urodziłeś się tylko po to, aby całe życie płacić rachunki i umrzeć. Pytanie, czy wiesz po co?

Szukaj tego, co kochasz. Tak, żeby powiedzieć „O kurwa, to jest to.”  I zrób to zanim umrzesz. Masz żyć życiem, które jest przeznaczone dla ciebie, a nie takim, które ktoś ci zaplanował.

25770754364_bde08e0e74_o

Photo by Ivano Bellini/CC Flickr.com

93 uwagi do wpisu “Dlaczego boimy się żyć? Uczciwa odpowiedź

  1. Wszystko ładnie……żyj,żyj!!żyj bardziej!!mysl mniej,nie martw się tyle ,tylko więcej czerp od życia…..taaaa akurat.A gdyby tak ta piękna blondynka zaszła w ciążę na tym balkonie I przy okazji złapała HIV??Gdyby się okazało że ona ma w planach ŻYCIE!!! A nie wychowywanie dziecka???Co wtedy???Przecież wszyscy wiemy że zakładanie prezerwatywy jest takie „stabilne”,chujowe ale stabilne i zdroworozsądkowe.Więc jak lepiej?? ŻYĆ tak jak się chce ,czyli często na oślep czy może zwyczajnie mieć listę priorytetów.Tak też można ŻYĆ. I stabilizacja wcale w tym nie przeszkadza.

    Lubię to

      1. No powiem Ci Czarny, że takiego tekstu nie było tutaj dawno.
        Bo najważniejsze w życiu jest .. żyć. Też odkryłem to niedawno, ale Cię się że w ogóle odkryłem.
        Pozdrawiam

        Lubię to

    1. Ale po co gdybać? Blondynka nie złapała HIV, tylko spędziła bardzo przyjemne chwile. Jeśli komuś pasuje tak pojmowana stabilizacja, to co stoi na przeszkodzie? Skoro takie życie to dla ciebie dobre życie, ważne aby brać z niego to co sprawia nam radość, żeby żyć, a nie tylko przeżyć.

      Lubię to

    2. Sorry ale to jest właśnie przykład takiego głupiego jak dla mnie myślenia i szukania dziury w całym. Ta blondynka może być tzw fikcją literacką ,żeby ładnie i obrazowo myśl ubrać w słowa. Kiedyś zapytałam się kolegi ,czy podoba mu się pewna aktorka a on – wiesz ale jak ona wygląda bez makijażu, nie znam jej, a jak nie lubi dzieci a poza tym mam żonę ! A ja się tylko zapytałam ,czy kobieta ,której nigdy w życiu nie spotka podoba mu się jak ładny obraz w muzeum. Nic więcej…

      Lubię to

  2. Bo z nami, ludźmi, już tak jest, że czasem choćbyśmy potykali się o to, na czym naprawdę nam zależy, co dla nas naprawdę ważne, choćbyśmy płacili porysowanymi od upadków na piach twarzami, to tego nie zobaczymy. Nawykliśmy nie widzieć.

    Żyjemy sobie z tym obłędem w oczach, jak zahipnotyzowani, z subtelnością bezobsługowego odkurzacza – radośnie pochłaniamy śmieci, te mentalne i lajfstajlowe, obijamy się o ściany, mamy do nich pretensje za to, że stoją i do swoich nóg, że przywodzą nas dokąd przywodzą, wyrzekamy się odpowiedzialności, bo to, jak nas wychowywano nas do niej zraziło i brzęczymy sobie mechanicznie, jednostajnie, z odczasudoczasowymi przerwami na doładowanie baterii. I dopiero, kiedy rąbniemy o tę ścianę mocniej, kiedy od tego przekręci się nam parę śrub, poluzuje parę sprężyn i odłamią kawałki pustego plastiku, odzyskujemy przytomność już nie jako zaprogramowana na przecieranie znanych podłóg maszynka do konsumpcji, a jako zbiór elementów, z których można poskładać zupełnie nowy mechanizm. I niektórzy z tej możliwości korzystają.

    Polubione przez 1 osoba

  3. To prawda…. jak chociaz raz znajdziesz sie w sytuacji podbramkowej gdzie smierc jest blisko. Przewartosciujesz swoje życie. Juz nie pieniadze sa wazne ani prestiz czy sława. Najwazniejsze i najpiekniejsze oraz najbardziej wartosciowe rzeczy sa za darmo. I jesli nie potrafimy czerpac szczęścia z tych okruchow to 100 miljonow dolarow i cała masa gadżetów tez nam szczęścia nie dadzą. A dążenie do tych bogactw materialnych to tylko zapełnianie pustki w życiu. Opiekowałam sie kiedyś starszymi ludźmi. I tymi ubozszymi i tymi co to lepiej w życiu mieli niz przeciętna. Obojetnie czy bogaty czy biedny. Każdy z nich żałował że pracował tak ciężko i długo w swoim życiu a tak mało czasu poświęcił rodzinie i przyjaciołom. ( Bogaty miał wlasny biznes biedny był pracownikiem fabryki.)Mowili mi ze poczucie bezpieczenstwa to złudzenie. Dlatego ze nie da rady wygrac ze śmiercią wiec nigdy nie poczujemy sie naprawde bezpieczni obojetnie ile bysmy dóbr nie zgromadzili. Namiastką spełnienia tego jest dobry kontakt i stosunki z rodziną. To ludzie wokół nas i dobre ralacje miedzyludzkie daja nam najwiekszy komfort psychiczny. Poczucie ze jest sie kochanym akceptowanym i potrzebnym oto namiastka szczescia. Życie trzeba przeżywać tak jakby dzis był twoj ostatni dzień. Jakby wszystko było cudem trzeba poprostu pozwolic sobie nigdy nie dorosnac i dalej czuc ta fascynacje swiatem jaka mają dzieci…. co ma byc to będzie ani tego nie zmienimy ani nie pokonamy bo jestesmy tylko pylkiem w kosmosie. Trzeba kultywowac milosc do siebie i do bliźnic, i nie sprzedawac ciała ani duszy za drobne ktore w wiekszym rozrachunku naprawde nic nie znaczą. Nie działac wbrew sobie i swojemu sumieniu. Milosc to klucz do wszystkiego.

    Lubię to

  4. Hmmmm….
    Gładkie słowa, kilka znanych tekstów wyglądających jak własne przemyślenia, ‚fancy’ czcionki a na dokładkę rzewna historia i zdjęcię przepięknej blondyneczki… Prawdziwa Ikea. Ale gdzie tu miejsce na to życie o którym pisze Autor?
    Gdzie zdjęcie zwykłej dziewczyny, która chce być kochana mimo odstających uszu? Gdzie mieszkanie w wynajęytym pokoju w którym nie ma balkonu a deszcz jak pada to brud cieknie po parapecie? Gdzie bolesne idiotyzmy systemu, który tłamsi każdy przejaw Twojej indywidyalnej egzystencji? Gdzie miejsce na pracę za 2300 miesięcznie i mieszkanie z rodzicami? Gdzie miejsce na niepełnosprawne dziecko które urodziło się przedwcześnie bo lekarz nie pozwolił na aborcję?
    Łatwo jest pisać „żyj pełnią życia” gdy żyje się w ładnie namalowanym obrazku, kiedy pewne problemy stanowią tylko abstrakcję, są udziałem innych…
    Les Brown powiedział kiedyś :
    „Anybody can feel good when they have their health, their bills are paid, they have happy relationships. Anybody can be positive then. Anybody can have a larger vision then. Anybody can have faith under those kind of circumstances.”
    I tak podsumuję ten artykuł…

    Lubię to

  5. Cała prawda. Lecz wszyscy normalni ludzie to wiedzą lub się domyślają 🙂
    Jedyne wyjście aby świadomie przeżyć życie to zauważyć chwilę. Nawet tę złą ale zatrzymać się, pomyśleć i skorzystać lub wykorzystać. Żyć!!

    Lubię to

  6. Ten artykuł powinien dotrzeć do jak najszerszej publiki. Tylko „Spróbuj” to przeczytać, a dotknie Cie to w te najgłębsze miejsce w twoim ciele i nie puści.. Spróbuj. 🙂 dziękuję Piotrek!

    Lubię to

  7. ..normalne kobiety tęsknią za rozmową… ,bliskością …, pocałunkami…. itd… nuda…))), ale byłby to nieciekawy post , lepiej o srających gołębiach i dyrektorkach 30 letnich )) o aparycji sex bomb )) … , i tak fajnie Czarny )) i pisz…. ! więcej ))))) jest mnóstwo historii na tym świecie )))))

    Lubię to

  8. Miałam zdiagnozowaną depresje, nerwice natręctw, nienawidziłam samej siebie i czułam, że świat również mnie nienawidzi. Uważałam, że ludzie się mnie brzydzą, bo nie jestem w ogóle atrakcyjna i kto by mnie chciał? Czując się tragicznie szukałam wszedzie pomocy. Znalazłam stronę http://energiaduchowa.co.pl/?p=21 i zamówiłam rytuał oczyszczenia aury. Był to strzał w dziesiątkę. Kilkanaście dni od wykonania moje życie nabrało rozpędu. Zaczęłam w siebie wierzyć i co wydawało mi się wcześniej niemożliwe- znalazłam chłopaka. Dziś wspominam tamten czas jako koszmar.

    Lubię to

  9. Artykuł w pełni wyczerpał temat. Mi bardzo podoba się nowe dzieło Piotra C „Brud”. Wczoraj skończyłam czytać. Nie chcę za dużo zdradzać, polecam sprawdzić samemu!

    Lubię to

  10. Tekst ok troche banalow ktore od dawna znamy ale klamales z ta ratajkowska. Az musialem wysluchac przemowy eliasa haha. Mam nadxieje ze jednak oryginalniejsze mysli znajde w ksiazce 🙂
    Cheers

    Lubię to

  11. Koleś musiał przeżyć katastrofę lotniczą, żeby uzyskać spokój a ty oczekujesz, że my, po twoim tekście mamy to tak, po prostu zacząć być spokojni? Nie każdy spotyka krągłe panny i bawi się z nimi na balkonie w deszczu – a nie powiem, to wspaniała droga do oświecenia 🙂

    Lubię to

  12. Wymieszane, nieodpowiedzialność z niedorozwojem emocjonalnym.
    Owszem kiedy zaglądasz śmierci w oczy, sam to przeżyłem, zmienia się Twoje późniejsze życie.
    Natomiast zachowania odbiegające od tak zwanej normy, często mszczą się przez całe życie. Możesz dać się zapłodnić kolorowemu samcowi, bo lubisz brąz. Jest to jednak pewna mrzonka w naszej kulturze, bardzo egoistyczna, bo nie wiesz czy twoje potomstwo mieszkając w tak ortodoksyjnym kraju jak Polska, będzie szczęśliwe mając brązową skórę. Nigdy nie poczuje się jak u siebie, i nigdzie nie będzie u siebie.
    Ale mama spełni swoje marzenie. Sama nie miał odwagi przemalować się na brązowo, racej lubi być blondynką jak na zdjęciu!
    W pewnym stopniu obrazuje to zdjęcie autorki. Usta napchane botoxem, wymalowane żeby przypominały waginę, oczy jak u tygrysa, a marzenia jak u 7 latki tyle że o wyglądzie sexbomby, z którymi raczej rzadko wiążą się faceci na dłużej, bo po co kolegom dostarczać kolejnej rozrywki.
    Najbardziej smutne jest to że w moim otoczeniu jest masa 35 latek, kobiet które tak naprawdę szukają chuj wie czego i kogo, bo żaden kandydat nie jest godny dopuszczenia, a każda deklaruje że szuka trwałego związku i chce dziecka, że dokucza jej samotność i że prawdziwych facetów to nie ma. Może i uwierzyłbym że tak jest, gdyby nie duża liczba moich kolegów w podobnym wieku, którzy deklarują to samo co damska część, tyle że nie chcą mieć partnerki którą już zaliczyło połowa świata latynoskiego i część emiratów arabskich.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s