„Sukces jest jak ciąża. Wszyscy ci gratulują, ale nikt nie wie ile razy trzeba było dać się wyruchać, aby to osiągnąć.”

Słowa te wygłosił w ubiegłym roku w trakcie wykładu dla studentów przedsiębiorca Michał Leszek. To eks muzyk, który sprzedaje teraz elektronikę. Dużo elektroniki. Kiedy usłyszałem te słowa, pokiwałem ze smutkiem głową, jak bardzo krzywdzące są opinie, że biznesmeni to ludzie bezbarwni, onanizujący się jedynie słupkami z liczbami.

Tymczasem z sukcesem, zdaniem Leszka, jest jak z podrywaniem bardzo ładnej kobiety, która jest niezwykle pewna swojej wartości, jak i tego, że na nią nie zasługujesz. Kojarzycie tenisistkę Steffi Graf? Jakiś facet zawołał do niej na korcie: „Steffi, wyjdziesz za mnie?” Ona, usłyszała pytanie, pomyślała chwilę i zapytała: „A ile masz pieniędzy?” Na to już facetowi brakło konceptu. I w tym momencie było jasne, że żadnego ślubu nie będzie.

A teraz sobie wyobraźcie, że ten mężczyzna idzie do Steffi jeszcze raz i pyta: „Dasz mi?”. A ona odpowiada: „Nie, nie dam.” I za dwa tygodnie sytuacja się powtarza. „Dasz mi?” „Nie dam.” I tak przez siedem lat, albo i dłużej. „Dasz mi?” „Chyba cię pojebało.” – odpowiada ona. Widzicie to? Tak właśnie wygląda sukces. To ciągłe zmaganie się z porażką.

Sukces boli.

Sukces boli: ciebie

Wiem coś o tym. Kiedy skończyłem pisać swoją pierwszą książkę, wysłałem ją do dziesięciu największych wydawnictw w kraju. Dostałem pięć odmów publikacji. Byłem w sumie za nie wdzięczny, bo pozostałe wydawnictwa w ogóle się tym nie kłopotały. Po prostu nie odpowiedziały. Co robi normalny człowiek w takiej sytuacji? Daje sobie spokój z pisaniem, uznając, że to, co stworzył, widać nie ma sensu. Ale ja szukałem dalej. I wydałem „Pokolenie Ikea”. Później „Pokolenie Ikea Kobiety”. A obie te książki sprzedały się w sumie w nakładzie ponad 110 tys. egzemplarzy.

Czy w międzyczasie było miło? Nie. W międzyczasie było kurewsko trudno. Czy wątpiłem? No, ba. Mogłem przecież w międzyczasie pić koniak, wino i whisky, patrzeć z tarasu na jezioro, oglądać seriale, czytać książki, uprawiać seks, oglądać seriale, jeść casserole z kurczakiem, pomidorami i ciecierzycą, uprawiać seks, oglądać seriale i kłaść się regularnie o piątej rano.

A zamiast tego pracowałem tak długo, aż mój podpis stał się autografem. Może przestałem być miły i socjalny, ale do czegoś doszedłem. Tyle, że mało kto widzi tę drogę, która – przyznaję – była ciężka i chujowa. Większość widzi tylko ciążę, czyli liczby.

Sukces boli: innych

Janusz Głowacki, bardzo błyskotliwy dramaturg o wielkim pociągu do kobiecych wdzięków i alkoholu (jak widać, dużo mnie z nim łączy) napisał kiedyś kilka zdań, które idealnie oddają ducha naszego narodu. Ponieważ Głowacki sukces w USA, owszem, odniósł, ale dużo mniejszy niż jego kumpel po piórze Jerzy Kosiński, więc można założyć, że wie, co pisze.

„Bo coś takiego jest nad Wisłą, że bardzo lubimy kogoś podrzucać do góry, a potem upuścić i wdeptać w ziemię, ale po ludzku, tak żeby włosy wystawały (…). Bo ogólnie jesteśmy narodem łagodnym, szlachetnym i dobrodusznym. I to nie jest nawet nasza zasługa. Po prostu taką naturę otrzymaliśmy od Boga. Najlepszy dowód, że powiesiliśmy tylko dwóch biskupów, zamordowaliśmy tylko jednego prezydenta i spaliliśmy tylko jedną stodołę pełną ludzi. Mogą nam wiele zarzucić, ale jesteśmy wyrozumiali jak mało kto. W naszym kraju można okraść, ukraść, zdradzić, oszukać, ostatecznie zamordować i jakoś tam zrozumiemy i wybaczymy (…) Tylko jednego wybaczyć nie możemy. Sukcesu.”

Jeśli w Polsce ktoś się stara i, nie daj Boże, jeszcze mu wychodzi, to musi mieć wyjątkowo twardą dupę. Bo od razu usłyszy: „To po znajomości”. „Ukradł.” A kobieta? To jeszcze prostsze. „Ciekawe, komu dała?”, „Co to za problem być szafiarką?”, „Jak ona wygląda?”, „Ubiera się jak dziwka.”, i moje ulubione: „Każdy tak potrafi”.

Otóż nie każdy. Może to łatwe, może trudne, może jakaś laska faktycznie dała wiele razy, aby być w miejscu, w którym jest teraz, nosząc w torebce nieustająco polskie prezerwatywy i płyn do lubrykacji, ale tego nie wiemy. Żeby się tego dowiedzieć, trzeba by było pójść – jak to mawiają Amerykanie – w jej butach. A rzadko kto dobrze się odnajduje w gejowskim klubie na kilkunastocentymetrowych szpilkach.

 I nawet ostatnio zrozumiałem, skąd bierze się w nas ta potrzeba obrzucania błotem innych. To nasza wymówka. Wymówka, którą tłumaczymy sobie swoje niepowodzenia. Nie chcemy przyznać, że ktoś mógł chcieć, że ktoś pracował, że ktoś się starał. Więc łatwiej nam jest, kiedy uznamy, że sukces tamtych był po znajomości, albo jeszcze lepiej, w efekcie drażnienia językiem organu męskiego, nieźle do tego drażnienia przystosowanego.

Umniejszając czyjeś osiągnięcia, czujemy się lepiej. Choć jest w tym też strach. Boimy się, że komuś w życiu się uda, a nam nie. Otóż nie uda, jeśli zamiast na sobie koncentrujesz się na innych.

W tym wszystkim jest jeszcze jedna prawidłowość:

Sukces weryfikuje znajomości

Jest takie powiedzenie: „Przyjaciół poznaje się w biedzie”. To prawda. Ale jeszcze prawdziwsze jest: „Przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą twoje szczęście.” I mam kumpli, którzy, jak na ten kraj, odnieśli naprawdę spory sukces i nikt nigdy nie wbijał im tak chętnie noży w plecy jak ci, których mieli za swoich dobrych przyjaciół. I nikt tak chętnie nie obsmarowywał ich za plecami, jak właśnie ich dobrzy przyjaciele.

Kluczem do sukcesu i do fajniejszego życia jest uświadomienie sobie, że zawsze, ZAWSZE będzie ktoś, kto będzie miał więcej. I kiedy to zrozumiemy, zwyczajnie łatwiej będzie nam żyć.

Sukces nie daje szczęścia

Gdy zapyta się ludzi, co rozumieją przez ten sukces, to jest on zazwyczaj mocno ilościowy, czyli sprowadza się do pieniędzy, a czasami jeszcze do sławy. No, w męskim przypadku jeszcze do ilości zaliczonych kobiet, ale ten element to często również efekt pieniędzy i popularności. Satyna, nagie cycki, droga bielizna, homar, porsche, kieca od Chanel i zimny szampan podawany w wąskich kieliszkach.

unnamed

Rysunek: Aleksandra Wysocka

Tyle, że zdobycie tych wszystkich rzeczy nie uczyni nas szczęśliwymi. A co? 

Relacje

To jedyne takie badanie na świecie. Innych nie było zwyczajnie stać na jego przeprowadzenie. Nazywa się The Study of Adult Development. Zrobił je jeden z najlepszych uniwersytetów świata, czyli Harvard. Badacze z wydziału psychiatrii przez 75 lat śledzili życie 724 mężczyzn, aby sprawdzić, co decyduje o naszym szczęściu w życiu. 268 z nich to byli studenci z drugiego roku uczelni. Wiecie, ci bystrzy, zdolni, z dobrych rodzin, skazani na powodzenie. 456 to z kolei normalne chłopaki z Bostonu. Młodzi goście, mieszkający w obskurnych czynszówkach, często bez bieżącej ciepłej i zimnej wody. Przez te 75 lat badacze rozmawiali z nimi i z ich dziećmi, mieli dostęp do ich akt medycznych, filmowali, jak rozmawiają z żonami o swoich najgłębszych obawach.

Byli tam lekarze, prawnicy, robotnicy, a nawet jeden późniejszy prezydent USA. Część z nich wspięła się na sam szczyt z samego dołu. Część poleciała w dół z samego szczytu. Niektórzy stali się alkoholikami, inni zachorowali na schizofrenię. 60 osób nadal żyje. Mają dziś zazwyczaj ot tak około 90 – tki.

Ale szczęścia nie dało im bogactwo, ani sława, ani nawet 25 cm kutas. A co? Relacje. Ludzie, którzy byli bardziej związani z rodziną, z przyjaciółmi, z najbliższym otoczeniem czy mieli fajnych sąsiadów, byli szczęśliwsi, zdrowsi psychicznie i żyli dłużej. Ludzie, którzy mieli najlepsze związki mając 50 lat, byli najzdrowsi w wieku lat 80.

Dobry związek nie tylko chroni nasze zdrowie, ale również chroni nasz umysł. Ludzie, którzy wiedzą, że mają obok osobę, na której mogą się oprzeć, pozostają dłużej bystrzy. Z drugiej strony, ludzie, którzy żyją w mało szczęśliwych związkach szybciej doświadczają kłopotów z pamięcią.

Możesz więc ruszyć dupę, wstać sprzed monitora, i zastąpić internetowe relacje tymi prawdziwymi.

Co wybierasz?

W pewnym momencie swojego życia trzeba wybrać: sukces albo szczęście. Bardzo rzadko można mieć jedno i drugie.

Sukces wiąże się z poświęceniami. Im większy masz sukces tym więcej musisz poświęcić.

Wspomniany na początku Leszek, aby budować firmę poświęca życie prywatne. Owszem spotyka fajne kobiety. Ale żadna nie jest w stanie być z facetem, który na randkę umawia się raz na osiem tygodni. Bo nie ma więcej czasu. Później on tylko widzi jak zmienia się jej status na Facebooku na „w związku”. I jest mu przykro. Ale idzie dalej.

To cena, którą świadomie płaci.

Jest jednak rzecz, która moim zdaniem łączy sukces i szczęście. I z niej nikt nie musi rezygnować.

Tą rzeczą jest pasja.

Gdy ktoś mnie pyta, czy miło jest zarabiać na pisaniu pieniądze, odpowiadam „Jasne.” Ale pisałbym nawet gdybym nie zarabiał tych pieniędzy. Pisałbym, gdybym miał dziesięć razy mniej czytelników. Sto razy mniej czytelników. Pisałbym nawet na opakowaniu proszku do prania, jeśli nie miałbym innej możliwości.

Poznajcie Ernestine Shepherd.

ernestineshepherd

http://ernestineshepherd.net

Ernestine ma teraz 79 lat. Codziennie wstaje o 2.30. Je bajgla z masłem orzechowym i jajko na twardo, medytuje, trochę czyta. A później idzie biegać. Biega 10 mil każdego dnia. Później idzie na siłownię, gdzie ćwiczy z trenerem personalnym i prowadzi zajęcia dla seniorów. Jej najstarsza podopieczna ma 89 lat.

Shepherd zaczęła ćwiczyć, po śmierci siostry, która zmarła na tętniaka mózgu. Obie były bardzo ze sobą związane. Ernestine przez miesiące nie była w stanie ruszyć się z kanapy. Pewnej nocy siostra jej się przyśniła. Powiedziała: zacznij żyć. Ernestine miała wtedy 56 lat.

 Co ją napędza? Pasja.

 Nie ją jedyną. Poznajcie najstarszego chirurga świata.

 Zrzut ekranu 2016-05-19 o 09.04.26

http://www.newfoxy.com/

To  Ałła Ilinina Liewuszkina. Ma 87 lat. Codziennie rano o 8 zaczyna przyjmować pacjentów w klinice. O 11 jedzie do szpitala. Ciągle przeprowadza ponad 100 operacji rocznie. Śmiertelność pacjentów? Zero.

W swoim mieszkaniu żyje z ośmioma kotami. W wolnych chwilach zajmuje się swoim niepełnosprawnym bratankiem.

Co ją napędza? Pasja.

Szczęście czy sukces to twój wybór. Ale nie ma usprawiedliwienia dla życia bez pasji. To jaka jest twoja wymówka?

2436501416_8bcdce8935_b

Photo by ickle_munchkin/CC Flickr.com

Źródła:

Robert Waldinger: What makes a good life?

Sukces – dlaczego nie chcesz go osiągnąć – Michał Leszek, twórca marki Krüger&Matz

126 uwag do wpisu “Sukces albo szczęście. Co wybierasz?

  1. Trafiłeś w samo sedno. Sukces boli- nie samych zainteresowanych tylko osoby stojące obok. Jednak ciężko czasem dostać tego bakcyla by się podnieść z kanapy i powiedzieć sobie ” koniec z tym obijaniem się i patrzeniem jak wszyscy pną się w górę”. Moim zdaniem ta zawiść bierze się z lenistwa,bo przecież nic nie zrobi się samo. Numery w totka też trzeba skreślić.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zarówno sukces i jak szczęście są wpisane w naturę człowieka. Sukces=szczęście i vice versa. A co myślą o tym inni, nie obchodzi mnie (dodam, że egoistką nie jestem). Sukces generuje szczęście. Napędza mnie do pozytywnego działania. Słowo szczęście i sukces to pojęcia subiektywne. Dla jednego miarą sukcesu jest żyć w zgodzie z sobą, a dla innego – nabywanie (tu: wartości materialne). Mieć, mieć, mieć … znamy to. O szczęściu traktaty napisano.
      Ale … trochę przewrotnie o szczęściu.
      SZCZĘ -ŚLIWY —- analizując (żartobliwie) słowo – SZCZĘ=sikam; ŚLIWY=śliweczki. Zatem człowiek szczęśliwy = sikamśliweczki.

      Lubię to

  2. Najtrudniej ruszy dupę z kanapy. Potem już jakoś idzie, aż do czasu kiedy nie ma żadnych efektów i przychodzi zwątpienie, czy to wszystko ma sens.
    Super, że podałeś przykłady tych ludzi, którym nadal się chce i coś robią. Można? Można!

    Lubię to

  3. Nie każdy musi mieć pasję, Piotrek. Niektórzy po prostu nigdy nie znajdują tej jednej jedynej rzeczy, która daje im haj i hype. Dla mnie, dla Ciebie, może to być smutne i niepojęte, ale tak jest, tacy są ludzie. Warto o tym pamiętać zanim za szybko kogoś ocenimy.

    #taktylkopiszę

    Lubię to

    1. Każdy ma pasje tylko coś co dla danej osoby jest pasja dla nas być nie musi 😄 Ważne jest to aby robić coś i być szczęśliwym nawet jak to bedzie obieranie ziemniaków czy siedzenie w oknie i parzenie na innych😄

      Lubię to

      1. Jest z tym związane pewne ryzyko, jeśli zasiedziany w ziemniakach czy oknie czlowiek w wieku 70 lat dojdzie do wniosku, że właściwie to chciał w życiu co innego robić – to będzie już za poźno na zmianę.

        Lubię to

      2. Jeżeli ktoś jest szczęśliwy w tym co robi to nie obudzi się z ręką w nocniku:) to samo może dotyczyć osoby, która weszła na same szczyty kariery a np. nie stworzyła rodziny. Prawda ? Jeżeli ktoś jest szczęśliwy w tym co robi to już odniósł sukces 🙂

        Lubię to

      3. Chodziło mi nie o konkretną czynność, ale o fakt próbowania różnych rzeczy w życiu. O to, żeby obierać nie tylko ziemniaki, ale i jabłka, gruszki, etc.
        Ważne żeby wiedzieć co się wybiera, z czego sie rezygnuje i dlaczego. Często mam wrażenie, że ludzie dokunuja pewnych wyborów całkowicie przypadkiem….

        Lubię to

      4. Wież mi takie próbowanie różnych rzeczy wcale nie musi być dobre. To tak jak osłowi dano w dwa żłoby a on umarł z głodu bo nie wiedział, który wybrać. Czasem warto jest coś wziąć bez próbowania i możliwości wyboru i mieć przekonanie, że to coś jest najlepsze na świecie. Bo jeżeli to coś daje mi szczęście to już jest sukcesem i po co mam dalej szukać ? Próbując rożnych rzeczy można się poparzyć, pokaleczyć, można też stracić to coś cennego co się miało 🙂 Zauważyłam w życiu pewną zasadę, jak coś mi wychodzi to znaczy, że jest to dobre i nie muszę na siłę szukać dalej. Czasem na szukaniu można stracić całe życie a na koniec może się okazać, że to coś co było pierwotne np. obieranie ziemniaków czy łuskanie fasoli było moim szczęściem i sukcesem a ja tego nie widziałem/widziałam a jest już za późno i co wtedy ?

        Lubię to

      5. Przesada w każdą stronę jest zła.
        Natomiast nic nie przeszkadza, żeby obierając ziemniaki sprawdzać co jeszcze można robić w życiu.

        Lubię to

      6. Tutaj bym się zastanowiła bo przykładowe obieranie ziemniaków może być np.związkiem, małżeństwem wiec szukanie dalej raczej jest nie wskazane. Nie sądzisz, bo jeżeli jest Ci dobrze w związku to po co szukać dalej a nawet jak Ci jest źle w związku to może lepiej go naprawić a nie szukać dalej.

        Lubię to

      7. Tkwienie w związku dla tkwienia w związku jest moim zdaniem głupotą. Ludzie powinni byc ze sobą, ponieważ jest im ze soba dobrze, a nie bo X lat wcześniej sie na to zdecydowali. I o to dbać warto – żeby im razem było dobrze.
        Każdy ma prawo do wyboru – czy woli mieć przyzwoicie i bezpiecznie czy ryzykowąć mając w perspektywie dodatnia wartość oczekiwaną.

        Lubię to

      8. 🙂 no dobra w związku raz jest dobrze a raz źle. Czasem jest tak, że jestem wściekła zabiłabym, czasem mam kompletną deprechę i nic mi się nie chce to samo ma ta druga strona 🙂 Czasem jest super i wszystko się chce i wszystko się układa. W te dni kiedy jest źle chętnie uciekłabym gdzieś na koniec świata albo poszła gdzieś z kimś wszystko jedno z kim 🙂 ale czy tak można ? Skoro zdecydowałam się z kimś być na dobre i złe ? Czy to nie jest tchórzostwo i ucieczka przed trudnościami albo uleganie własnym namiętnościom ? Przecież szczęście jest wtedy gdy pokonuje się właśnie te trudności a nie ucieka przed nimi. Poza tym jak można poznać kogoś do końca skoro ciągle będzie się uciekało albo szukało wartości dodanej ? A jak na końcu okaże się, że to co się miało było najlepsza a powrotu już nie będzie ?

        Lubię to

      9. Jeśli nadal tych dobrych dni jest więcej niż złych – to warto naprawiać. Ale jeśli coraz więcej pokujesz energii, to samo robi druga strona a dobrych dni coraz mnie za to złych coraz więcej – to trzeba sobie w pewnym momencie powiedzieć dość. Ludzie ewoluują z czasem w różnych kierunkach i nie można im mieć tego za złe. Jeśli idziecie w tym samym – jest ok, jeśli nie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto sie do czegoś zmuszać dla zasady.
        A tkwienie w czymś ze zwykłego strachu przed nieznanym jest już totalną głupotą.

        Namiętności to jest co charakteryzuje nas jako ludzi. I to jest część życia, która jest najpięksniejsza i przeżywana najbardziej intensywnie. Pomyśl o czym ludzie mówią i myślą kiedy przenoszą sie na tamten świat…..

        Lubię to

      10. 🙂 akurat z ludźmi przechodzącymi na tamten świat mam ostatnio sporo kontaktów. Zmarł mój Tato, potem moja Córka a rok temu moja Mama. Dla wszystkich najważniejsza była miłość, rodzina i bliscy dlatego doszłam do wniosku, że nie warto ulegać własnym chwilowym kaprysom bo to co najważniejsze jest wokół mnie. Dlatego wolę obierać już znane mi ziemniaki 🙂 Na zakończenie mam jeszcze jedną myśl. Ostatnio czytałam książkę o ludziach z Tybetu dopóki nie poznali świata zachodu byli szczęśliwy gdy go poznali ich świat stracił znaczenie czy to smutne. To samo dotyczy kobiet i ich urody były przeprowadzone badania dopóki panie nie o widziały kolorowych pism oceniały swoją urodę na 80 % po obejrzeniu kolorowych gazet ich samoocena spadła do 30% 😦 . Dlatego uważam, że czasem zwyczajnie nie warto wychodzić i robić coś więcej bo po co jak jest się szczęśliwym tam gdzie się jest. A znasz opowieść o rybaku i biznesmenie ???

        Lubię to

  4. Witam,
    bardzo podoba mi się ten artykuł, masz wiele racji. Polakom bardzo trudno zrozumieć sukces innych i zaakceptować, że im się powiodło, a nam nie, bo coś tam, coś tam i inne wymówki. Jednak na usta ciśnie mi się ” ale”. Jak sam zacytowałeś: „W naszym kraju można okraść, ukraść, zdradzić, oszukać, ostatecznie zamordować i jakoś tam zrozumiemy i wybaczymy (…) Tylko jednego wybaczyć nie możemy. Sukcesu.”, nie zauważyłeś tylko, albo celowo ominąłeś, fakt, że te dwie rzeczy się ze sobą łączą i to bardzo ściśle. Wybaczamy więc kradzież majątku państwowego, ale nie wybaczamy sukcesu, wybaczamy „dawanie dupy”, ale nie wybaczamy sukcesu itd. Problem, który przytoczyłeś, nie wiąże się ściśle z sukcesem, czy kradzieżą (to tylko przykłady), ale z akceptacją. Nie wiąże się to z pasją, czy ze związkami, relacjami itp. Życie człowieka opiera się na akceptacji tego czym może, lub nie może zarządzać, czyli jeśli „wiem co mam, i wiem, że mi z tym dobrze, to mi z tym dobrze i niczego więcej nie chce, bo mi dobrze!”. Problem, leży trochę dalej. Kiedy chłop pańszczyźniany nie widział, na jakim rumaku i w jakich szatach jeździ jego Pan, nie czuł, że mu źle. Tak samo dzisiaj, jeśli nie wiedzielibyśmy, że prezesa banku stać na luksusowe auto i wycieczki co drugi dzień, nie zazdrościlibyśmy mu niczego, bo niczym by się nie wyróżniał. Zapominasz, że to nie sukces, a zazdrość i wymieniona przeze mnie różnica w posiadaniu tworzy tą bolącą i kłującą w serce „drzazgę”, a dzisiejsze media, a głównie społecznościowe „drzazgę” tę dopychają, a ranę poszerzają. Pomijam tutaj fakt błędnego postrzegania świata otaczającego, widzianego przez pryzmat tych mediów. Gdzieś przeczytałem, że na „srajbuku”, widzi się tylko zajebiste, eleganckie śniadanie, masę ćwiczeń, wypad na zakupy, nad Bałtyk lub Bora Bora, obiad z grupą znajomych, narty w Alpach i kolacja pod Wezuwiuszem, a to wszystko jednego dnia, z najnowszym aparatem i komórką, w najnowszej kolekcji od jakiegoś typka, który jest pedofilem, ale przecież ciuchy są ładne. Nasze zwykłe życie, nie przebiega w ten sposób i gdyby fotografować zwykłe sprawy, to najczęściej widzielibyśmy kibel, przynajmniej ja, dużo wody piję i może dlatego. Dlaczego napisałem wcześniej, że relacje i związki, nie są tak ważne? Otóż są różni ludzie, którzy nie potrzebują relacji, wynika to z doświadczeń, charakteru, dzielnicy, okolicy, genetyki, niepotrzebne skreślić. Nie wiem jak długo pożyję, ale dla mnie szczęście to cisza. Mam żonę, planujemy dziecko, mam dobre kontakty z braćmi, za których zabiję, jeśli będą mieli problemy, mam kochających i kochanych rodziców, ale nie potrzebuję zacieśniać z nimi więzi, na jakimś kosmicznym poziomie. Dla mnie szczęście to cisza, z żoną to już jest głośniej, czasem bardzo, zwłaszcza jak odkurza, wolny dzień nad jeziorem, na krzesełku, z drinkiem w ręku, bez szumu, hałasu, prądu, mediów, problemów. Tam sukces innych obchodzi mnie tyle co ich kradzieże.

    Pomimo faktu, że pisać nie umiem, że napisałem tak krótko 300 stronicowe opracowanie, mam nadzieję, że tekst jest w miarę zrozumiały i czytelny. Czekam również na odpowiedź, bo temat zaiste ciekawy.

    Pozdrawiam
    Chwilowy Anonim

    Lubię to

    1. Piszesz że nie potrzebujesz zacieśniać kontaktów z rodzicami że relacje z ludźmi są mało ważne. A co z żoną i dzieckiem ? Co z nimi skoro liczy sie u Ciebie tylko cisza a nie kontakty z ludźmi ? Ty nie potrzebujesz teraz kontaktów z rodzicami a pomyślałeś o nich i o sobie jak bedziesz w ich wieku 😄Pewnie łapię za słowa, ale kontakty ludzkie są bardzo ważne. Masz racje to zazdrość powoduje wszelkie frustracje, depresje i lęki. Zazdrość i pożądliwość człowieka. Podobno „świat jest w stanie zaspokoić naturalne potrzeby człowieka ale jego pożądliwości już nie” Życzę udanego dalszego życia w ciszy 😄

      Lubię to

      1. Doczytaj proszę do końca albo ze zrozumieniem, bynajmniej nie piszę złośliwie, tylko pouczająco. Nie potrzebuję zacieśniać relacji, bo wystarczają mi te które mam. Nie będę dociskał relacji, bo albo im albo mi łebki poodpadają z tej miłości i bliskości. Ten brak zacieśniania, to jakże potrzebny i zdrowy dystans. Kontakt z rodzicami mam rewelacyjny, w związku mam lepiej niż inne pary (opieram to stwierdzenie na obserwacji innych związków, zarówno długo jak i krótkotrwałych) i nie brakuje mi niczego oprócz własnie ciszy i spokoju, w tym pędzącym na srajbuku, gównogramie lub innych tego typu społecznych badziewiach na jakich buduje się teraz świat.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Doczytałam do końca 🙂 nie wiem dlaczego stwierdziłeś, że nie doczytałam 🙂 piszesz jeszcze o zdrowym rozsądku a co to jest ten zdrowy rozsadek ? Dla mnie to zwykłe wyrachowanie i egoizm 😦 Piszesz, że masz w związku lepiej niż inne pary to fajnie ale związek trzeba budować cały czas a u Ciebie widać, że spocząłeś na lurach 🙂 Wież mi dziecko przewróci Wasz świat o 360 stopni o ciszę i spokój będzie bardzo trudno i co wtedy zrobisz ? Chyba, że piszesz o ciszy i spokoju związanego z pracą i pogonią za sukcesem. To rozumiem. Pozdrawiam 🙂

        Lubię to

      3. Powiedz mi gdzie, który fragment, jest o tym, że związku nie buduje cały czas? W którym zdaniu pochwaliłem się tym, że spocząłem na laurach? Dziecko wywróci nasz świat, dokładnie o 180 stopni, ale nie rozumiem, co to ma wspólnego? Jeszcze dodam, że jak urodzi mi się upragniony potomek, to wychowam go najlepiej jak potrafię, dając mu tyle ile tylko zdołam. Nie wiem czy wystarczy, jeszcze nie mam dziecka.
        Zapomniałem dodać, że wszystko co napisałem, nie ma podtekstu, nie jest nasycone jakąkolwiek ideologią wyższego stanu świadomości i że napisał to facet, przepraszam. Więc teraz dodam, wszystko co napisałem należy odczytać i zrozumieć wprost. Jeśli piszę, że potrzebuje ciszy, nie znaczy, że nie kocham żony i znalazłem kochankę i nie buduję już związku. Mam nadzieję, że teraz będzie o wiele jaśniej i prościej. Może.
        Co do zdrowego rozsądku, rozumiem, że kupno nowej pary butów za powiedzmy 300 zł (skórzane, markowe, wygodne, do wszystkiego pasują, ogólnie specjalnie dla Ciebie, nie, nie znam się na butach i ich cenach i na modzie, to tylko przykład) zamiast tej za 15 000 zł to przejaw typowego wyrachowania i egoizmu.

        Lubię to

  5. Ale bzdury. Człowieku, wyjdź w końcu z tej swojej strefy komfortu, zrób coś ze swoim życiem, a nie pisz ciągle ludziom ze powinni to zrobić, samemu napawając się swoim sukcesem. A z tym porównaniem się dp Głowackiego to grube nadużycie z Twojej strony.

    Lubię to

  6. Mówisz że ta czy tamta osiągnęła sukces bo dała dupy, ale to i tak wykazały się większa inteligencją niż inne bo wiedziały komu. Z drugiej strony to też trzeba umieć.

    Lubię to

  7. „A teraz sobie wyobraźcie, że ten mężczyzna idzie do Steffi jeszcze raz i pyta: „Dasz mi?”. A ona odpowiada: „Nie, nie dam.” I za dwa tygodnie sytuacja się powtarza. „Dasz mi?” „Nie dam.” I tak przez siedem lat, albo i dłużej. „Dasz mi?” „Chyba cię pojebało.” – odpowiada ona. Widzicie to? Tak właśnie wygląda sukces.”

    Tak wygląda stalking i brak poszanowania dla decyzji. To jest karalne i się zgłasza policji. Szanowny autorze nie promuj takich postaw.

    Lubię to

    1. To jakiś polityczno poprawnośćiowy bełkot.
      Staliking byłby wtedy, kiedy gość byłby natarczywy a kobieta wyraźnie powiedziała mu, że sobie jego amorów nie życzy.
      Jeśli gość jest kulturalny i po prostu pyta – nie ma w tym nic niewłaściwego.

      Lubię to

  8. Ale tutaj trzeba jeszcze pamietać o tym że czasem nasz sukces nie musi być sukcesem dla innych i to, że ktoś kogoś krytykuje wcale nie musi być zazdrością tylko chęcią np. zwrócenia uwagi na jakiś problem. Wczoraj jechałam z Warszawy do Gdyni, niektórzy kierowcy zwłaszcza w okolicach Warszawy w audi czy BMW (niewiem dlaczego tak jest, że kierowcy akurat tych marek to idioci) grzali ile daje maszyna. Mówiąc o nich idioci wcale im nie zazdroszczę tylko zastanawiałam się dlaczego oni nie myślą o innych na drodze. Wystarczy wyjechać za granicę gdzieś na zachód czy południe a wszyscy jadą w miarę równo oszołomów raczej nie doświadczysz a u nas ??? Mówiąc o nich idioci wcale im nie zazdroszczę wręcz przeciwnie jednakże niektórzy myślą ze są tacy super a kogoś krytyka to zazdrość a mentalność Polaków to brak poszanowania dla innych 😟

    Lubię to

  9. Zauważyłam, że rola moralizatora bardzo przypadła Ci do gustu… W wielu kwestiach trudno się z Tobą nie zgodzić, ale z niektórymi schematami, do których nawiązujesz, bym polemizowała. 😉
    Że sukces boli nas samych- oczywiste. W końcu prawdziwy jest okupiony ciężka pracą i pasmem niekończących się wyrzeczeń. Co nie zmienia faktu, że zawsze warto realizować swoje pragnienia. Natomiast co wtedy, jeśli okazuje się, że ten upragniony sukces nie dał nam szczęścia i poczucia spełnienia, które sobie wyobrażaliśmy?
    Sukces boli innych- owszem, ale tylko tych, którzy sami niczego nie osiągnęli, albo tak im się wydaje i jedyne co czują, to zawód, zawiść i rozgoryczenie. A to w efekcie prowadzi do zgorzknienia. Wtedy każdy, kto wydaje się „lepszy”- przeszkadza. 🙂

    P.S. Rozumiem jakby chęć połechtała sobie ego, ale z tym porównywaniem się do Głowackiego, to bym rzeczywiście nie przesadzała… Odrobina skromności nikomu jeszcze nie zaszkodziła. 😉

    Lubię to

  10. z tym artykułem o szczęściu jest pewien feler, zadali tam pytanie „pokoleniu Millenium” co jest najważniejszym celem w Twoim życiu i bodajże 90% odpowiedziało że pieniądze, po czym zaczęli się rozpisywać o tym że prawdziwie szczęście dają udane związki i ja się w tym momencie zapętlam, jak spotkać kogoś wartościowego i stworzyć z nim udany związek jeżeli dla 90% społeczeństwa najważniejszy jest piniondz? kasa to jest owszem bardzo istotna kwestia ale nie ogarniam jak można na pytanie co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze odpowiedzieć że pieniądze

    Polubione przez 1 osoba

  11. Dziękuję za ten wpis. Dziękuję za to, że dwa przykłady osób z pasją, które podałeś to kobiety, bo dzięki temu mogę bardziej się z nimi utożsamić. Dzięki, że przywołałeś badania naukowe, które ostatnimi czasy zrobiły na mnie największe wrażenie, uswiadomily czego mi brakowało w życiu. Świetny wpis. Gorąco pozdrawiam!

    Lubię to

  12. Pana Leszka znam osobiście, co pewien czas przyjeżdżam do siedziby w Miętnem i doskonale wiem jak wyglądały początki, gdy chłopaki latali do Singapuru po podzespoły do budowy dekoderów PAL (ja w tym czasie zarabiałem na ICH produktach, jestem z zamiłowania elektronikiem). Podczas targów CeBIT w Hannoverze rozmawiałem z nim prawie 2h na temat tego, co robi. Zgadza się praktycznie wszystko z tego, co piszesz. Podobnie jak Ałła Ilinina Liewuszkina (nienawidzę w polskim tekście angielskiej transliteracji, skoro mamy polską) – trzeba mieć pasję i działać najlepiej, jak się potrafi. Do tego trzeba mieć wiedzę. Pisze to ktoś, kto jest jednym z maksymalnie tuzina ludzi o tej specjalizacji w Polsce. Czy odniosłem sukces? Dla mnie – tak. Finansowy – niekoniecznie. Reszta mi wisi kalafiorem, bo wiem, że tego nikt nie doceni. Rodzina też nie.

    Polubione przez 1 osoba

  13. „Możesz więc ruszyć dupę, wstać sprzed monitora, i zastąpić internetowe relacje tymi prawdziwymi.”
    Właśnie sęk w tym, że niektórzy nie mogą. Przykładowo ja, zwykła dziewiętnastolatka boje się ludzi na zewnątrz, a Ci internetowi dają mi sporo szczęścia. I podział na tych internetowych i prawdziwych według mnie jest strasznie głupi. Bo Ci internetowi częściej bywają „prawdziwi”. I chociaż czasami brakuje kogoś kto by posiedział przy Tobie to to uczucie nie jest wieczne. Wiem, że niektórym wyda się to dziwne.
    Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. Droga Liyan! Takie fobie trzeba zwalczać. Może wizyta u psychologa by Ci pomogła? Zamykanie się w swojej strefie komfortu nie jest rozwiązaniem. Takie internetowe relacje może dają Ci namiastkę prawdziwej przyjaźni, złudne poczucie troski drugiego człowieka, ale to tylko zamiatanie problemu pod dywan. Prędzej czy pozniej będziesz musiała wykazać się zdolnościami interpersonalnymi. Uwierz, że obecny stan rzeczy można zmienić! Powodzenia! 🙂

      Lubię to

    2. Prawdziwe życie jest na zewnątrz, nie w sieci. Wiecej odwagi. Życie jest brutalne, ale mimo wszystko piękne! Kto je przeżyje najlepiej, jak nie my sami.

      Lubię to

    3. A kto powiedział, że życie jest łatwe i ma takie być ?. Pomyśl sobie jak będziesz szczęśliwa i jaki osiągniesz sukces jak pokonasz własny lęk, strach przed życiem. Szczęście i sukces polega na pokonywaniu porażek a nie na ich uniku i życiu bez emocji. Pomyśl o tym 🙂

      Lubię to

  14. Oczywiste oczywistości a pod nimi ochy i achy…
    Dla mnie najważniejsza jest miłość i zdrowy związek, uważam tak od kiedy byłem małym dzieckiem. A najważniejszą rzeczą w związku jest wzajemne wsparcie, efekt synergii, 1+1 daje 3.
    Ale facet, który otwarcie to przyznaje ma „watahy kobiet ” w kolejce do sienie…

    Lubię to

  15. Fajny tekst ale zakończenie może naprawdę bardzo komuś zaszkodzić. „Ale nie ma usprawiedliwienia dla życia bez pasji. To jaka jest twoja wymówka?”
    Jaka jest wymówka? Niektórzy cierpią na depresję a co za tym idzie apatie. Wierz mi nie ma nic gorszego w życiu niż apatia, gdy już Cię nie bawi pisanie, zmuszasz się do tego bo w końcu nie można żyć bezczynnie, bo to kochałeś,bo inaczej będzie gorzej. Ale to nic nie daje, jest pustka, mały smak w ustach. Nie ma radości, nie ma dreszczy, nie ma nawet lekkiej satysfakcji z pisania. Aż w końcu pisanie przeradza się w bezsensowny przymus, nieudolna próba ratowania siebie, i cokolwiek innego robisz wciąż Ci towarzyszy ta nijakość. Nie potrafisz odnaleźć nowego hobby, poczuć pasji, bo ona już w świecie apatii jest martwa. Dlatego też to ostatnie zdanie jest bardzo niesprawiedliwe.
    Pewnie myślisz „skądś się ta depresja przecież wzięła. Z bezczynności, z zaniedbywania się etc.”. Jednakże depresja czasem dopada nawet tą osobę która o siebie dba, uprawia sport, jest pogodna, myśli pozytywnie.
    Różne są koleje losu, różne granice cierpliwości ludzie mają i też różną wrażliwość.
    Fajnie, że chcesz aktywować innych i dlatego zdecydowanie ostatnie zdanie potępiam. Tekst naprawdę jest warty poprawienia 🙂 bo reszta brzmi ekstra.

    Lubię to

    1. no wiesz depresja nie wpisuje sie w tutejsze hurra pozytywne przeslanie, powinno sie ja zmanadżować, jak ktoś ja ma to widocznie sam sobie winny

      Lubię to

  16. Czytając to przypomniał mi się stary kawał:

    Lucyfer w piekle przeprowadza inspekcje. Podchodzi do pierwszego kotła, którego pilnuje aż 10 diabłów i pyta:
    -dlaczego aż 10 diabłów pilnuje tego kotła?
    -bo w tym kotle gotują się Amerykanie, oni są ambitni i każdy co chwilę usiłuje wyskoczyć
    Lucyfer idzie dalej i zauważa kocioł, a przy nim 5 diabłów. Podchodzi i pyta:
    -czy tu tylko 5 diabłów wystarczy?
    -tak, w kotle gotują się Anglicy, są ambitni, ale przy tym trochę flegmatyczni więc 5 wystarczy
    Następnie lucyfer podchodzi do kotła przy którym stoi jeden diabeł i zadaje mu pytanie:
    -czy Ty tu sam wystarczysz, aby przypilnować kotła?
    -tak bo w kotle gotują się Niemcy, to zdyscyplinowany naród, więc jeden diabeł wystarczy
    Lucyfer idąc dalej zauważa kocioł, którego nikt nie pilnuje. Chodzi i szuka jakiegoś diabła, który by mu wyjaśnił zaistniałą sytuację, aż w końcu znajduje gdzieś odpoczywającego diabła, więc podchodzi i pyta:
    -dlaczego nikt nie pilnuje tego kotła?
    -bo w nim znajdują się Polacy
    -Czy Ci ludzie nie chcą wydostać się z tego kotła?
    -ależ chcą, tylko jak już jeden próbuje się wydostać i wspina się na ściankę, to reszta go łapie i ściąga z powrotem na dół.

    Pozdrowionka 😉

    Polubione przez 1 osoba

  17. Nie zamierzam odnosić się do tekstu merytorycznie, ale czytając uśmiechnąłem się szeroko, bo widzę że i Ty, drogi autorze, odniosłeś właśnie tym tekstem sukces. Polegający na tym, że wreszcie dopuściłeś krytykę do siebie i uznałeś że jednak warto oddawać komuś tekst do zredagowania i poprawek stylistyczno gramatycznych przed publikacją.
    Jest o niebo lepiej i tak, jak trzeba. Gratuluję reformowalności!

    Lubię to

  18. Szczęście na pierwszym miejscu! Chyba właśnie o to chodzi w tym naszym życiu. Nieważne jakby było chujowo, głowa do góry z uśmiechem na twarzy. Przecież nie będziemy marnować czasu na smutek, prawda? Ważne byśmy robili to co kochamy! 😊

    Pozdrawiam 😊

    Lubię to

  19. Porównanie do Głowackiego nie dotyczyło twórczości, a zamiłowania do pewnych spraw. A nawet jeśli by się tyczyło, to co? Skoro autor uważa, że go wiele z nim łączy, to czemu nie może tego powiedzieć i po co ma udawać skromniejszego niż jest. Po co sie spinać?;) Dobry tekst, celny jak zawsze. Cieszę się, że nad czymś pracujesz, fajnie będzie znów przeczytać coś dłuższego, co wyszło spod Twojego pióra. Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

  20. „W pewnym momencie swojego życia trzeba wybrać: sukces albo szczęście.” Nie zgadzam się bo co to jest sukces ?? Czyż sukcesem nie będzie np, założenie fajnej rodziny, w której ja i moja rodzina będzie szczęśliwa ? Czyż nie mogę mieć, fajnej pracy, którą będę wykonywała z zadowoleniem i będę z tego powodu ? Przecież to zależy od nas co jest sukcesem i szczęściem dla nas 🙂 No chyba, że chcemy odnieść sukces żeby inni nam zaszczycili ale czy to jest sukces ?

    Polubione przez 1 osoba

  21. Temat oklepany jak ci wszyscy polscy spece od coachingu, ktorzy nie osiagneli sukcesu dopoki nie napisali ksiazki o tym jak go osiagnac. A temat mediow spolecznosciowych i tej jednej wielkiej obludy to temat rzeka. Z jednej strony wpisy na pokaz, kolekcjonowanie gadzetow, a z dugiej powazne kryzysy egzystencjalne, strach przed rzeczywistoscia. Wiecie, ze znam przynajmniej dwojke osob, ktorzy wydali ponad tysiaka na skok ze spadochronem wcale nie dlatego ze chcieli (bo nie chcieli) ale po to zeby pokazac cos innego na swoim profilu? Oczywiscie wszystko okraszone jakims banalnym tekstem ze wszystko jest mozliwe jesli sie bardzo chce. I to jest wlasnie zalosne. Ze ludzie, ktorych dobrze znam, o ktorych wiem ze maja ze soba powazne problemy i kwalifikuja sie do leczenia, wioda sobie w internecie zywot cwierc-celebryty ku uciesze sobie podobnych.

    Lubię to

  22. Jeszcze trzeba wiedzieć że pasja to coś co wynika z działania. Wiele osób nie wie co jest ich pasją i stoją w miejscu. Szukają jej w głowie. Nie wiesz co jest Twoja pasją? To zacznij działać w jakimś temacie. Pasja to odpowiednie podejście i rozwijanie umiejętności w dyscyplinie. Pozdro

    Lubię to

  23. Reasumując… róbcie cokolwiek i nie patrzcie na innych. Róbcie coś dla siebie, dla innych, dla pieniędzy – róbcie coś bez sensu, a może sens się pojawi?

    Generalnie Czarnego cenię, bo sam miałem koncept popełnienia podobnych powieści a’la KorpoBukowski, ale wziął mnie Czarny i ubiegł, a rocznikowo jednakowyśmy. I to potwierdza, że pasja o której powyżej jest szczera i autentyczna 😉

    Lubię to

  24. A w ramach jednego z wątków PI3 sugeruje korpokible – w jednej robocie wyglądało to tak, że każdorazowo po otwarciu drzwi głównych słychać było trzask zamka kabinowego; a w robocie drugiej kibel dla inwalidów okupowany był długoterminowo porankami z jednocześnie odkręconym kranem i wodą lejąco-się-zagłuszająco… a co tam się działo to fikcja literacka 😉

    Lubię to

  25. uwielbiam to przykłady ludzi w starszym wieku ktorzy żyją jakby mieli 20lat..SUPER! to jest wlasnie sukces w zyciu….oraz to jesli wiemy czego naprawde chcemy i umiejetnosc pogodzenia sie z tym czego miec juz nie bedziemy..z roznych powodow: wieku, kasy, mniejszych umiejetnosci..etc..sztuka zycia w zgodzie ze soba….

    Lubię to

    1. Masz sto procent racji! A kiedy juz nie masz z kim dzielić swojego szczęścia, które jest pokłosiem sukcesu- ponosisz porażkę… I jak żyć?

      Lubię to

  26. Pewna mądra czarna kobieta powiedziała kiedyś: ,Miałam swoje wzloty i upadki,ale zawsze miałam w sobie wewnętrzną siłę,która pomagała mi się podnieść. Dostawałam cytryny ale robiłam lemoniadę.’ To dewiza również moja i mojej babci:)

    Lubię to

  27. Wiem co to pasja. Obcuję z ludźmi, którzy mają pasje. Sukces i szczęście? Pewnie tyle definicji, ile ludzi… Oczywiste, że sukces nie jest synonimem szczęścia, choć szczęście z pewnością jest sukcesem… Wszystko w tekście to prawie prawda, jednak nie zawsze jest dostrzegana (nie tak samo?), nie zawsze dostępna dla każdej osoby (z rozmaitych powodów, np. materialnego lub/i intelektualnego ubóstwa środowiska, z którego pochodzi). Nadto okoliczności są zmienne w czasie. Rażą grube słowa. Nie służą, niestety, wyłącznie podkreśleniu ekspresji (wolałbym się skupić na sensie artykułu niż osobie autora, jednak są wzajemnie powiązane). Czy naprawdę nie da się dziś pisać do tzw. szerokich mas – i to jako pisarz – czegokolwiek wartościowego bez serwowania w całości wyrazów uznawanych za atrybut meneli i prostaków? Czyż w istocie nie mamy wszyscy dość tego kloacznego poziomu (sam prywatnie jestem daleki od ideału)? Wielu prostych ludzi odczuwa taką potrzebę. Jak jest wypełniana przez tych, którzy mają się za umiejących władać piórem (pardon, klawiaturą)? Każdy normalny człowiek, gdyby miał zero-jedynkowy wybór, chciałby być natychmiast postrzegany jako osoba rozważna, szanowana, operująca starannym i wykwintnym słownictwem – jako człowiek wartościowy. Zacznijmy może od zmiany tego, co niebezpiecznie przyjmujemy za obowiązujący standard: od poziomu języka, w którym chcemy innym tłumaczyć, co jest a co nie jest w porządku. Podobają mi się problemy o których się tu pisze, bo daje to nam wszystkim szanse na myślenie, przemyślenia i t w ó r c z e w n i o s k i a tych wciąż powszechny niedosyt. Jestem za a nawet przeciw. Zgadzam się merytorycznie w wielu punktach – tylko co z tego? Maluczcy dowiedzieli się, że powinni mieć pasję. Co, jeśli jednak nie? Pamiętaj o nich proszę, Drogi Autorze, zwłaszcza kiedy niespodziewanie nadejdzie szczególnie trudna sytuacja – dla Ciebie, Twoich najbliższych, znajomych – kiedyś, na jakimś etapie, pewnego dnia, kiedy ratować z opresji będzie jakiś wyrobnik bez pasji. Jakiś zwykły, szary, człowiek – sklepikarz, portier, strażak, policjant, licealista, rowerzystka czy inny przechodzień, który zachowa się po prostu przyzwoicie, nie oczekując poklasku. Pozdrawiam.

    Lubię to

  28. Sukcesem jest osiagnac szczescie. A Twoje szczescie ma inne znaczenie dla innych osob. Interpretacja zalezy od Ciebie. Zgadzam sie z powyzszym. Trwasz w pasji nie po to aby odniesc sukces. To wlasnie jest Twoj sukces, ze nie porzucasz pasji dla poszukiwan kasy. Tam gdzie zaczyna sie pogon za kasa tam konczy sie pasja i sukces tez. Zamienia sie to w cos uciazliwego. Moze inni sadza ze odniosles sukces bo masz duzo kasy ale ty tak nie czujesz bo znikla pasja. Pozostal sam trud. Wniosek: nie skupiaj sie na innych, ani na usilnym dojsciu do czegos co nie wiesz jaki ma koniec. Poprostu rob to co lubisz…

    Lubię to

  29. hmm, przeczytałem ten i kilka innych wpisów autora bloga i zapala czerwona ostrzegawcza lampka. Nasza pasja potrafi rozwalić nasze życie prywatne. Ba .. pasja potrafi pozbawić życia lub zdrowia na trwałe i co autor proponuje wtedy do powiedzenia tym bez pasji którzy swojego pasjonatę pochowali albo żyją bez kontaktu z nim, bo podtrzymuje go tylko aparatura? Nie dla wszystkich pasją są szachy przecież. Zatem czy na pewno z pasją idzie się tak łatwo pod rękę i jest ona złotym panaceum na wszystko – z pewnością nie.
    Poza tym jak ktoś ma czas na pasję – to po prostu stać go na to 🙂 prawda?
    Z rachunku wynika, że mam tyle pieniążków że swoje podstawowe + jakieś małe szaleństwo zaspokajam, mam czas na wypełnienie swoich obowiązków (mąż, żona, dzieci, pranie, kurze w domu itd. itd.) i jeszcze zostaje mi i czasu na swoją pasję.

    Czym jest sukces? praca zawodową w wieku 100 lat? wstawania o 2 rano żeby zjeść bajgla? Kupą szmalu? zrobieniem 10 pompek po 60tce ? posiadaniem pasji? doświadczeniem życiowym? nowym autem? młodą żoną? przystojnym mężem ?
    Sukces przecież też zależy od naszego bagażu doświadczeń – różnych – i tu już nie można wykluczyć, że osoba 20 letnia może mieć większy bagaż doświadczeń życiowych niż 50 letnia osoba. Bo może.
    Dla bezrobotnych w zapyziałej popegeerowskiej wiosce sukcesem może być danie dzieciom kawałka mięcha do zupy. Dla białego kołnierzyka w Warszawie tygodniowe wakacje za 20 tysięcy … zatem .. o jakim sukcesie mówimy ?

    i co autor powie w przypadku jak po przeczytaniu jego wpisów ktoś odkryje, że po pierwsze nie ma pasji, po drugie zatyrał się za szczęściem którego nie znalazł, po trzecie okaże się, że w relacjach damsko/męskich jest nieatrakcyjną pierdołą a jedyne co tą drugą osobę trzyma z nią trzyma to chyba przyzwyczajenie i wspólny kredyt na mieszkanie z wizją spłaty za 23 lata i sobie najzwyczajniej w świecie wyskoczy z 10 piętra zostawiając swoje – według siebie i autora – nieudane, szare jak papier toaletowy życie . Co wtedy autorze powiesz? 🙂
    to oczywiście przypadek ekstremalny, ale czy nie niemożłiwy ?
    a może wystarczy jakaś inna drobna zmian – nie koniecznie pasja by życie zmieniło się na bardzo lepsze …

    oczywiście, każdy taki blog, czy wpis, artykuł czy książka nie jest dla wszystkich i wszystkim nie musi się podobać. Można o tym rozważać, myśleć, dyskutować, pouczać, mówić prawdy objawione, jedyne i w ogóle … i bardzo fajnie, że są takie miejsca.
    Myślę, że jeżeli te wpisy mają służyć pomocą, być materiałem który pomoże komuś na chwilę przystanąć, zwrócić uwagę na inny aspekt i do tego poczynić jak najmniejsze szkody tym, którzy nie są alfami, którzy stoją pod niekiedy nieprawdopodobnym pręgierzem codzienności to chyba niektórych rzeczy nie ubierałbym w zdania twierdzące.

    ale to tylko moje luźne spostrzeżenie … po komentach sądząc są tu w przygniatającej większości ludzie, którzy znają odpowiedź na pytanie: quo vadis?
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Lubię to

  30. Panie Ikea, mógłby Pan napisać notkę na temat związku z przyjacielem brata? Czy mężczyźni rzeczywiście postrzegają siostry kumpli jako świętość?

    Lubię to

    1. Nie, jaka tam świętość. Tylko ryzykuje się utratę kumpla jak związek się sypnie i on(kumpel) będzie między młotem a kowadłem, więc o ile nie jest to totalne zakochanie to nie warto. A jak jest to i tak bezpieczniki nie działają.

      Lubię to

  31. Ile ludzi tyle punktow widzenia. Ile osob tyle zdan. Taki banal a na moim zegarku juz 0:10…
    Wnioski ? My ludzie mamy naprawde przesrane. Zwierzeta maja prosciej bo nie mysla, dzialaja insttnktem. Czlowiek za duzo rozkminia. I to czyni go nieszczesliwym:)

    Lubię to

  32. Moja wizja osoby spełnionej to właśnie człowiek sukcesu. Co, jeżeli w takim razie nie chcę wybierać? Życie wybierze za mnie? To mi się chyba jeszcze bardziej nie podoba. Myślę, że każdy w pewnym momencie chce być człowiekiem „mnie się uda, będę inny”, takie myśli po przeczytaniu artykułu pojawiły się również w mojej głowie. Może to głupie, może infantylne, ale do tego właśnie dążę.

    Lubię to

  33. jak dla mnie sukces nie ma nic wspólnego ze szczęściem. nie znam żadnej osoby, która osiągnęłaby sukces zawodowy i była szczęśliwa. wydaje się, że sukces taki daje chwilowe bezpieczeństwo i nic więcej….tym bardziej żałosne wydaje mi się poświęcanie swojej godności osobistej w imię lepszego samochodu czy mieszkania. nie zazdroszczę takim ludziom…szkoda mi tych korpo szczurów i ich marnych celów życiowych.

    Lubię to

    1. Sukces to nie sukces zawodowy, chociaż dla niektórych taki może być. To kochające dzieci, to zdobycie Mt Everest, to pomaganie dzieciom w Afryce albo prowadzenie fundacji opieki nad zwierzętami…

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s