Wyznania suki 3 – Męska przyjaźń

Jakub dostał nową ksywkę. Chuj, po prostu Chuj. Albo Jakub Chuj, pasuje mu jako nazwisko.

Ale musimy się cofnąć jeszcze do czasu, kiedy był tylko Jakubem.  Do tej pory nie wiem czym dokładnie się zajmował, ale dużo siedział w biurze, często wyjeżdżał na tak zwane delegacje. Często pojawiał się w pracy nie na czas i równie często jeździł służbowym samochodem.

Teraz pewnie sobie myślisz, że jestem jedną z tych lasek, którym wydaje się, że faceci to 24h bankomaty, ale nie. Otóż nie, wypieram się.

Czytaj dalej

Co to jest męska duma?

To sytuacja kiedy jedziesz samochodem, bez nawigacji zabłądziłeś a nikogo nie zapytasz o drogę bo przecież sam potrafisz się odnaleźć nie?

To sytuacja kiedy nie ćwiczysz przez dziesięć lat widzisz ostrą laskę, wciągasz brzuch i po chwili myślisz eee i tak ma słabą dupę, nie ma co się starać.

To sytuacja kiedy….ale nie uprzedzajmy faktów.

Czytaj dalej

Maskara

– Halo? – Marian odebrał, dzwoniła żona.

– Marian! Kupisz mi maskarę, ja nie mam czasu!! – rozwrzeszczała się znienacka słuchawka Mariana.

Marian z obrzydzeniem, jakby tarantulę trzymał za odwłok, odsunął od ucha telefon, na jakieś 10 cm i słuchał dalej.

– Pójdziesz do Douglasa i mi kupisz coś fajnego, ma pogrubiać i podkręcać rzęsy, aha i szczotka a być wygięta!!

Perła potu zalśniła na czole Mariana, zaraz obok błękitnej żyłki, która pojawiła się nie wiadomo skąd.

– Sama se nie możesz kupić??! – odwrzasnął.

– NIE… MAM… CZASU!! – zaryczała słuchawka – A… TY… MASZ… BLISKOOOOO… – zaryczała i zasapała.

– Już dobra, dobra – pojednawczo zniżył ton Marian – To weź mi napisz smsa dokładnie co mam kupić, bo wiesz, że się nie znam.

Połączenie momentalnie zrobiło over.

Zapadła cisza.

Nim ktoś ją przerwał przyszedł sms.

– No co się gapicie? – zapytał Marian – Luzik, jak zawsze się nie wyrabia z niczym, a ja muszę ratować sytuację.

– To se nie może przez internet jak każda normalna kobita zamówić? – zapytał JO.

– Nie. Woli sama kupować.

– Przez ciebie?

– Lepiej przeze mnie niż przez internet – wyszczerzył się Marian.

Marian wylazł z pracy. Do Douglasa w Złotej Teresie jak na jego gust było o 100 metrów za daleko. Przeczytał sms: Givenchy, Phenomen’Eyes Mascara.

– Pieprzyć Douglasa, zresztą na jasny chuj mnie wysyła, idę do Rossmana, czym się jedna jebana maskara od drugiej różni, ceną i metką co najwyżej – postanowił.

Wszedł i nie opierdalając się w ogóle podszedł do sprzedawczyni perfum, pudrów i tuszów do rzęs i patrząc prosto w oczy zaczął:

– Dzień dobry, potrzebuję pomocy, potrzebuję maskary – zastygł.

– Jakiej? – padło pytanie uzupełniające.

– No wie Pani, takiej dla kobiety, do brwi…

– Rzęs chyba?

– To nie to samo?

– Nie, jak Pan chce maskarę to do rzęs. Ma wydłużać, pogrubiać?

– Nie wiem – Marian bezradnie rozłożył ręce – ma być pokręcona.

– ??

– Nie prosta, pofalowana, ta szczoteczka – wydusił.

Sprzedawczyni była młoda, miała ciemne odrosty pod blond fryzurą i różowe paznokcie ale i tak Marian chciwie patrzył na jej tyłek gdy schylała się na dolną półkę.

Już zaczynał nawet puszczać wodze fantazji. Nic szczególnie wyrafinowanego. Szybka laska w samochodzie załatwiłaby sprawę.

– To powinno być to – nieświadoma ciężkiej pracy językiem sprzedawczyni podniosła się, rozkręciła maskarę, fakt, szczotka była czarna i pofalowana, zołza powinna być zadowolona.

– A ile to w ogóle kosztuje? – zapytał jeszcze.

– 10zł.

Marian był wniebowzięty, miał jakieś mgliste pojęcie, że kwoty przeznaczane przez starą na kosmetyki nie są aż tak żenująco niskie, ale jak raz solidnie spieprzy, to może i ona się od niego na dobre odpieprzy.

Zadzwonił telefon. Odebrał.

– Gdzie jesteś?

– W Ro… w sklepie.

– W Douglasie?

– Tak, tak…

– I co wybrałeś?

– Piękna maskara, Loo-ve-ly – przeczytał.

– Jaja sobie ze mnie robisz? – wrzasnęła słuchawka.

– No nie, pani poleciła, podobno supermarka.

– Czy ja mówię po estońsku????? Wyrzuć to gówno do śmietnika, idź do Douglasa i kup mi to co Ci pisałam!!!,

Obok stał ochroniarz, taki starszy, szerszy w barach, siwawy, brązowe oczy, zapytał:

– Co tam? Żona zła? Dobrej maskary Pan potrzebuje? Dobrze słyszałem?

Marian przeklął w duchu swój zasmarkany smarkfon.

– Nooo… tak…

– To co za problem?

Ruszył wzdłuż półek pieszczotliwie gładząc produkty opuszkami lewej ręki.

Marian się zaniepokoił, pedał, czy co?

Ochroniarz jak po sznurku podszedł do L’Oreala i sięgnął po jeden produkt, podał Marianowi.

– To powinno być to.

– Dobre to jest? – zapytał, rzucił okiem na cenę, jakieś 80zeta, więc zaczęło mu się wydawać, że może i dobre, wolałby przepić tą kasę, ale trudno.

– L’Oreal to panie produkuje i dla Lancome i dla Guerlaina i dla innych.

Marian zbaraniał, bo skąd niby dorosły chłop ma takie rzeczy wiedzieć?

Patrzył z niedowierzaniem na ochroniarza, na plakietce dodatkowo miał napis – szef.

– Co pan tak patrzy? Aktorem jestem, drugoplanowym, to się znam.

Pół godziny później w domu.

– Kupiłeś?

Marian podał opakowanie.

– Co to jest? – warknęła.

– No maskara.

– Co to za gówno? Dlaczego nie kupiłeś tego o co prosiłam???

– A co za różnica? – zdziwił się Marian. -Jedno maskara, drugie maskara. Dobra jest w sklepie mi mówili.

– Debil!!! – wrzasnęła.

Manifestacyjnie otworzyła drzwi szafki, jej ręka wsunęła się do środka, usłyszał pacnięcie, po którym się skrzywił. Maskara wylądowała koło zgniłego pomidora i kartonu po mleku.

Ta sama ręka, która dokonała egzekucji maskary, wyprostowała palec wskazujący i pokazała drzwi.

Wkurwiony Marian spojrzał na jej twarz, po czym doszedł do wniosku, że nie ma sensu kłócić się z wariatką i sięgnął po kluczyki od samochodu.