Jesteście głupie. Nie potraficie się szanować, a chcecie być szanowane

Zaczynacie być nudne z tą swoją przewidywalnością. Pisze do mnie Marysia co powinna mieć wszystkie rysie a co ma?

Dlaczego my kobiety jesteśmy naiwne, mimo iż na tej naiwności przejechałyśmy się jutro niejeden raz. Potrafimy po kilka razy wpakować się w związek, ba.. bardziej w relację, w której nie czujemy się dobrze.

Moja historia jest krótka, choć ciągnie się już ponad rok, a nawet jeśli się dobrze przyjrzeć to i kilka lat. Znamy się z pracy. Przyjaźnimy, czy też przyjaźniliśmy. Do momentu, kiedy pierwszy raz się ze sobą przespaliśmy…

Czytaj dalej

Ta notka nie jest dla kobiet (podkreślam)

O tym epokowym wydarzeniu doniósł mi na Facebooku kolega Tomasz podsyłając linka do pewnego serwisu naukowego.

Po przeczytaniu tej informacji konstatuje ze smutkiem, my Europejczycy jesteśmy upadającą cywilizacją. Owszem, mamy te swoje Luwry, te nędzną Sagradę Famílię, te matrioszki i kałachy, ale to wszystko zabawki przeszłości.

A jak wygląda przyszłość? Chińczycy w szpitalu w Nanjing właśnie wprowadzili u siebie „automatic sperm extractor”, czyli automatyczne urządzenie do nie bójmy się tego słowa… obciągania.

Czytaj dalej

Nie jestem patriotą

W sobotę usiadłem przed komputerem i dopłaciłem 5 tys. zł podatku za zeszły rok. Wyliczyłem go uczciwie, bez żadnych trików. Wysłałem PIT, przelałem z konta spełniłem swój obywatelski obowiązek.

KU CHWALE OJCZYZNY KURWA. Wypiłem 50 gram. Gramów. Jednym haustem.

Niech wybudują za to kawałek chodnika, utrzymają metr kwadratowy przedszkola albo wezmą zapłacą pensję jakiemuś posłowi. To najwyższa forma patriotyzmu na jaką mnie stać: dać kasę.

Czytaj dalej

Taras

Leżymy na leżakach odpoczywając po saunie.

– Czarny? – zagaił Ufo.

Cisza. Błoga.

– Doradź mi – poprosił.

– Przeleć ją – podsunąłem szatańsko.

– Nawet nie zdążyłem ci powiedzieć o co mi chodzi – zamarudził.

– To jej nie przelatuj – zgodziłem się łaskawie.

– Mam problem z tarasem – wyznał.

– Fajna rzecz taki taras. Dobra do śniadań. Kawa. Gazeta. Można kogoś oprzeć o meble z wikliny i zrobić pogoń za Boryną, drąc jej przy tym kieckę– rozmarzyłem się z kolei. – Ile ty masz tego tarasu? 90 m?

– 140.

– I Ty pierdolony lemingu z Wilanowa i oczekujesz mojego współczucia? – wycedziłem.

– Tak. Śnieg na nim leży.

–  Chyba w Twojej kurwa wyobraźni. Kokaina ci leży. Stertą. Widzisz jakiś śnieg za oknem teraz?

Ufo rozejrzał się dookoła. W półmroku tylko chlupała woda i stały leżaki.

– Teraz baranie nie – wycedził. Ale w poprzednim roku miałem takie zaspy, że co sobota ja za łopatę i dalej zgarniać to wszystko.  Już pominę że to trwało z sześć godzin. Jakby chłop na polu ziemniaki zbierał. Podstawowy problem gdzie to wyrzucać.

– Za okno?

– Za daleko. Niżej są tarasy. Mam sąsiadom śnieg do nich zrzucać? Wkurwią się. W ubiegłym roku już się wkurwiali.

– A nie możesz dalej?

– Jak dalej?

– No dalej. Za ich tarasy – podsunąłem.

– Nawet próbowałem. Po trzech łopatach dostałem zadyszki, a po sześciu kolki.

– A co masz obok siebie?

– Dach.

– To na dach nie możesz zrzucać?

– A jak się zawali? I to będzie moja wina? Wiesz ile waży śniegu ze 140 m tarasu???

– Nie. Ale znam kogoś kto to policzy. Chcesz?

– Nie. Poszedłem do wspólnoty. Wiesz, co mi baba powiedziała. Żebym ten śnieg do swojej łazienki nosił i w wannie roztapiał. Chcą żebym sobie tam igloo zrobił, czujesz?

– Możesz to jeszcze wywozić wiaderkiem na dół.

– Tak?

– Załadujesz do wiaderka, zjedziesz na dół i wysypiesz – doradziłem.

– Świetna rada – zauważył. – Tak, tylko 750 razy w górę i w dół?

– Jasne.  Zostawisz po sobie ślad. Archeolodzy za tysiąc lat będą się zastanawiać co za specyficzny obyczaj religijny odprawiałi mieszkańcy tej świątyni.

– Taaa. Wiesz stary jaka była wywieszka u mnie na kościele w Wilanowie?

– Nie chodzę do kościoła.

– Ja też nie. Ale kumpel opowiadał. Wyobraź sobie – Ufo przeciągnął ręką wskazując niewidzialny szyld: „500 wesel. Jeden pogrzeb”. Taka mamy dzielnicę.

– Ładnie – pociągnąłem nosem. – Poetycko. Ten jeden pewnie też z przepracowania padł, a nie ze starości.  W wyniku dajmy na to intensywnej pracy w dziale sprzedaży napojów alkoholowych.

Ufo, który sam sprzedawał piwo łypnął na mnie jak Putin na Krym i pociągnął wodę z butelki.

6048351367_21aa32cb6f_b

Photo: by Rowena Waack a Creative Commons license

Wyznania suki 3 – Męska przyjaźń

Jakub dostał nową ksywkę. Chuj, po prostu Chuj. Albo Jakub Chuj, pasuje mu jako nazwisko.

Ale musimy się cofnąć jeszcze do czasu, kiedy był tylko Jakubem.  Do tej pory nie wiem czym dokładnie się zajmował, ale dużo siedział w biurze, często wyjeżdżał na tak zwane delegacje. Często pojawiał się w pracy nie na czas i równie często jeździł służbowym samochodem.

Teraz pewnie sobie myślisz, że jestem jedną z tych lasek, którym wydaje się, że faceci to 24h bankomaty, ale nie. Otóż nie, wypieram się.

Czytaj dalej