Chcesz wiedzieć jak się kończy małżeństwo?

Opcje:
– powiedzieć, że nic się nie stało i reprezentować postawę „cool” a potem w sądzie dzielić na pół wyciskacz do cytryn
– opaść bez sił na kanapę opłakując swoje 34 letnie życie licząc , że ktoś do Ciebie zadzwoni i pocieszy
– opaść bez sił na kanapę, wychlać 1/2 Jacka Danielsa i płakać w przerwach zerkając na telefon czy ktoś przypadkiem nie zadzwoni zapytać jak zdrowie.

Ja wybrałam opcję trzecią. 

Nie ma się co oszukiwać. Nie nadaję się do małżeństwa, mimo, że Małż to chodzący wzór cnót i uroku. Wszyscy mówią ‘para jak z żurnala’. Ona niezła dupa, a On Książę z Bajki. 

Ale różne bywają bajki. My jesteśmy bajką braci Grimm. Małżeństwo (niedoskonale z zasady) umiera cicho w otoczeniu braterskiej miłości i uzależnienia. Na początku masz wszystko – potem coraz mniej. Z każdym rokiem starasz się sobie wmówić, że tak musi być i że nie można mieć wszystkiego. 

Na początku umierają namiętne pocałunki, dreszcz przed seksem, potem czułość zajmuje pytanie o obecność piersi kurczaka w lodówce. Wszystko sprowadza się do czyszczenia chałupy, żarcia i srania. 

Konie przy żłobie – dzień dnia żrące z tego samego koryta. Jak są dzieciaki – jest pewnie prościej. Można sobie wytłumaczyć trwanie w związku ich dobrem i oszczędzeniem ich przyszłych pensji na wizytach u psycho. Jak nie ma małych gnomów – jest ciężej. Jest wybór – zostać w ciepłym zacapie, czy iść do przodu, ryzykując przyszłość tkaniem na szydełku w obecności bandy kotów.

Jestem totalnie rozpieprzona – to jest pewne… I bardziej niż kiedykolwiek myślę, że życie to dziwka.

Jest chujowo. Po prostu.

M. (listy do Czarnego na pokolenieikea.com)

Dlaczego nie wychodzi ci w związkach?

Długo się zastanawiałem czy pisać o tym liście, czy nie. Bo ile można tłumaczyć to samo?

Głową też można walić w ścianę, ale jak ktoś nie rozumie, że lepiej młotkiem to ja już mu nic na to nie poradzę.

Bo odpowiedź jest prosta. Ale się nie spodoba. 

Oczekujecie, że będą cały czas fajerwerki? Nie. Nie będą. W większości przypadków tylko w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia i to jeśli ktoś strzeli. Że dreszcze emocji jak on z ciebie zdejmie kieckę? Po 10 latach prędzej dreszcze jak będziesz miała grypę. 

Że u ciebie i Zdziśka jest inaczej? No to gratulacje. 

Małżeństwo przez wieki było po to, aby pojawiły się dzieci. I aby zapewnić tym dzieciom utrzymanie. Związek/małżeństwo miało na celu głównie interesy. Małżeństwa się ustawiało. Potem małżeństwo zostało przekształcone w związek z miłości, a później miała być nie tylko miłość, ale i epicki seks. Nie dla prokreacji, ale dla rozrywki i budowania bliskości.

Tylko, że teraz ludzie nie wiedzą, co to jest ta miłość. Słowo ‘kocham’ jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Kocham cię, bo zobaczyłem kawałek twojej gołej dupy na Instagramie. Kocham karkówkę. Kocham mamę. Kocham swojego psa. Mężczyźni bardzo często obiecują „miłość”, aby dostać seks. Kobiety bardzo często oferują seks, aby dostać to, co według nich jest miłością.

Każdy następny związek jest jak burger w McDonald’s. Czekasz w kolejce, płacisz kartą i dostajesz słodzoną bułę, którą musisz popić colą, aby nie mieć mdłości.

Kiedyś usłyszałem: „Miłość to spacer, małżeństwo to marsz”. W upale. Z plecakiem. Pod górę. Ze skurczonymi jajami. 

Ludzie coraz częściej wchodzą w relacje, karmiąc się złudzeniami na swój temat. Jedna i druga strona udaje kogoś, kim nie jest, aby tylko wypaść lepiej w oczach tej drugiej osoby. Kobieta i mężczyzna nie są ze sobą, ale ze swoimi wyobrażeniami. 

freestocks-org-yHvvvBVS2wM-unsplash
Uważasz, że ludzie na tym zdjęciu są szczęśliwi? Skąd to wiesz? Oceniasz po kolorze szminki? 

Nikt, nawet najpiękniejsza dupa nie da ci więcej, niż ma. Nikt, nawet największy kozak na Bentleyu nie naprawi twojego życia, ani twoich urojonych oczekiwań. 

Rodzice tego wszystkiego nie tłumaczą. Sami zresztą coraz częściej tkwią w spierdolonych relacjach.

W szkołach nie ma zajęć jak rozmawiać bez gniewu z partnerem, jak go szanować, mimo, że się nie zgadzamy, jak nie być wredną suką w związku, albo jak nie być kawałem palanta.

Wchodzimy na świat bezbronni, skrzywieni, uczymy się na błędach, bądź – co gorsza – nie uczymy w ogóle.

Czy ludzie są stworzeni do monogamii?

Dzisiejsze związki mają więc w sobie od początku podskórne, bezczelne, skrywane poczucie tymczasowości. Nawet będąc w związku, żyjemy jak single. Według zasady: ‘jestem z kimś, ale się rozglądam’.

Żyjemy w czasach, w których ludzie opuszczają związki albo szukają kogoś na boku nie dlatego, że są nieszczęśliwi, a dlatego, że mogliby być szczęśliwi bardziej. Jak to kiedyś powiedziała psychoterapeutka Esther Perel:

Kiedyś monogamia oznaczała jedną osobę na całe życie. Teraz monogamia oznacza jedną osobę na raz.

Obecnie ludzie nie lubią się wysilać nawet na fitnessie (no chyba, że w styczniu, a to i tak przez moment). 

Na dodatek, ludzie w związkach zwracają uwagę głównie na złe rzeczy. I bardzo trudno jest to stłumić. Bo po pewnym czasie przyjmuje się, że normalnym jest, że ktoś upierze, ugotuje, ogarnie ubezpieczenia, załatwi lekarza dla dzieci, pójdzie do tego lekarza, etc. To jest normalne. To jest standard. Problem pojawia się tylko wtedy, kiedy ten standard zostanie naruszony. I wtedy jest darcie ryja. Czyli nie doceniamy kogoś za robienie dobrych rzeczy, które przyjmujemy za naturalne, a opierdalamy za najdrobniejszą pomyłkę. 

Już kończę nudzić. Kiedy ktoś mnie pyta jak wyobrażam sobie modelowy związek, odpowiadam, że nie ma modelowych związków. Jest twój. I ty i twój partner macie się w nim czuć dobrze. Być ze sobą, bo chcecie być ze sobą. Bo razem jest wam lepiej, niż osobno. 

Ale bycie to jest decyzja w głowie, a nie szukanie cały czas lepszej opcji.

PS. Wkurwia mnie słowo „małż”. W tym małżu jest coś oślizgłego. Jest jak ciepły glut.

ed-robertson-C8LoWxIqTSs-unsplash
Jak poprawić swój związek w 48 godzin? Zacznij doceniać partnera za drobne rzeczy

 

Masz problemy w związku?

To kliknij tu: 

Związki
Moja książka o związkach

20 uwag do wpisu “Trochę prawdy o relacjach. Wyjaśnię szczerze. Ale ci się nie spodoba

  1. Myśle że największym problemem związków jest to że przestajemy ROZMAWIAĆ….
    O tym co nam nie pasuje , co nas boli , lub czego nam brakuje.
    Przez ten brak rozmowy tak się nakręcamy zapętlamy , wkur** na drugą osobę że w ostateczności wygodniej nam to zakończyć niż porozmawiać i poukładać

    Polubienie

    1. Ale czasem przestajemy rozmawiać przez to że takie rozmowy są bez sensu bo do niczego nie prowadzą lub ciągle brzmią tak samo. Czasem człowiek słyszy tylko „musimy rozmawiać”, ale jak rzeczywiście chce zacząć tą rozmowę to później słyszy „znowu chcesz to samo roztrząsać?”, „nie masz nic lepszego do roboty?”, „akurat teraz musisz o tym mówić?”. Więc logiczne że po czasie i rozmawiać się nie chce i zostaje opcja siedzenia na kanapie i samotnego kontemplowania życia.

      Polubienie

        1. Oj duzo w tym prawdy. Ja tez doszlam do momentu milczenia, chyba wiecej nie dzwigne niz to co do tej pory. Moja historia podobna nader to tej z poczatku tekstu- brak dzieci, 10 lat stazu, ludzie mysla o nas jak o idealnej parze. I tak, sa obowiazki ktore sa tylko moimi-on ma ich sporo mniej, ale moja rola sprowadzila sie do roli mebla- sprztnij, ugotuj, wypnij sie. Ciezko utrzymac entuzjazm przy czyms takim. Ale do tego jest mikro agresja- takie codzienne dopier…, krytyka i ciagle wymagania. Kolejnym jest brak zaufania, ciagla kontrola mnie jak i moich finansow, bez zadnych podstaw czy powodow. Sam sobie odpuscil, zaniedbal sie, kazda rozmowa konczy sie klotnia bo on ciegle sie unosi, ciagle wrzeszczy- nie da sie z nim normalnie i konstruktywnie rozmawiac. Przestalo mi sie chciec cokolwiek, skupiam sie na sobie. Tu byl taki teskt, dlaczego kobiety uciekaja ze zwiazkow ktore zazdroszcza im kolezanki, uwzglednia jedynie popedy i emocje a nie to co obie strony spierd…. i tylko udaja ze jest tak wspaniale. U mnie jest tak ze to on bardziej udaje niz ja, ja tylko przemilcze rzeczy z ktorymi sie nie zgadzam.

          Polubienie

          1. To czemu nie odejdziesz? Nie brzmisz jak osoba szczesliwa, wolna. W dodatku sama potrafisz ocenic swoje polozenie, widzisz to, a mimo tego dalej jestes w takiej relacji. Po co? Dla wygody? Bo chyba nie Twojej ale jego? Po co Ci taki palant? Zwiazek ma sie wspierac, jedna osoba dba o druga, jedna ma wnosic rownie duzo co ta druga, macie sie wspierac, macie sie rozwijac, ta druga osoba dawac ma Ci wolnosc I wspierac w nawet najdziwniejszych pomyslach, nawet takich ktore moga zagrozic jej pozycji. Twoj partner zaczal Cie kontrolowac bo boi sie Twojej niezaleznosci, to nie milosc. Im wiecej milosci tym wiecej wolnosci i zaufania. Kochana, na swiecie jest tyle wspanialych I dobrych osob, ktore chca kochac I byc kochane, nie warto tkwic przy kims kto zle o Tobie mowi I mysli. Jestem w zwiazku od 10 lat tak jak Ty, tez nie mamy dzieci, ale sie kochamy, raz bardziej intensywnie raz mniej, ale jednak pokazujemy ze nam na sobie zalezy. Owszem sa tygodnie ze mnie zachowanie mego partnera oslabia, ale ja swiadomie wybralam zycie z osoba z trudnym charakterem, przynajmniej nie mam nudy. W ciagu swego zycia myslalam ze mozna kochac jedna osobe I ze jedna osoba jest nam przeznaczona… ale to glupi przypadek tak na prawde z kim sie bedzie I kogo sie wybierze, kogo sie spotka w danym miejscu I czasie. W ciagu trzech ostatnich lat spotkalam mezczyzn rownie dobrych I kochanych co moj partner, osoby ktore jak najbardziej nadaja sie do zwiazku. I jest mi szczerze przykro, ze sa to tacy fajni ludzie, tacy troskliwi a samotni albo tkwiacy podoe jak Ty w jakis toksycznych pseudozwiazkach. Pomysl o sobie, czy tkwiac w takiej smutnej zamknietej relacji nie zamykasz sobie sama drogi do bycia szczesliwa z kims na prawde fajnym I wartosciowym. Troche takich osob jest na swiecie. Zycze Ci powodzenia w dokonywaniu najlepszych wyborow dla Ciebie samej 🙂 pozostan silna I pamietaj, ze zaslugujesz na to aby ktos o Ciebie dbal, zabiegal, troszczyl sie, martwil. Zaslugujesz na kogos dla kogo bedziesz na pierwszym miejscu.

            Polubienie

            1. Bo nie jestem ani szczesliwa ani wolna ale dziekuje. Pracuje nad tym, by miec sile odejsc. Chodze do psychoterapeuty zeby to wszystko sobie poukladac. Bo niby wszystko jest ok a jednoczenie nic. Mam poczucie zobowiazania, nie chce zostawic go bez ostatniej szansy. Zeby samemu nie ogladac sie za siebie w przyszlosci i zeby powiedziec sobie- zrobilam wszystko co moglam dla tego zwiazku. Nie jestem z nim z wygody (jemu wygodnie napewno), powoli przestaje sie bac tego kroku. Nie mieszkam w Polsce, to tez tworzy troche problemow. Ale tworze powoli plan i oswajam strach. Wiem napewno ze ja do Polski nie wroce. I napewno chce pobyc sama jakis czas zanim zaangazuje sie w cokolwiek nowego. I dziekuje jeszcze raz za te cieple slowa

              Polubienie

              1. hej AO i ja jestem w podobnej sytuacji .A życie ,relacje? to wszystko nigdy nie jest łątwe ,ludzie żyjąc musza sie głowić jak to wszystko ogarniać I częśto nie wychodża ze swoich relacji bez szwanku …….

                Polubienie

                1. Oj tak, tu nie ma dobrego, łagodnego wyjścia. Obecnie wszystko jakby ucichło. Ja skrzętnie organizuje sobie oszczędności i plan B poki cała ta bańka wkoncu nie pęknie. Nie rozumiem pytania o życie i relacje?

                  Polubienie

    2. W pewnym momencie wydaję mi się, że nawet rozmowa w niczym nie pomoże. Jak mamy rozmawiać? Jak po rozmowie jednej, drugiej nic się nie zmienia.. Niektórych rzeczy się nie przepracuje,nie przegada..

      Polubienie

    3. Jest w tym wszystkim trochę prawdy – np w związkach ludzie koncentrują się tylko na tych złych sprawach i stąd są kłótnie, często zapominając o dobrych elementach życia. Prawda jest taka, że wielu z naszych rodziców tkwi w idiotycznych nie mających sensu relacjach. Nie mniej jednak zauważam jedna zależnisc tych artykułów. Piszą to ludzie którzy są nieszczęśliwi w życiu, najczęściej bez tej drugiej osoby które szukają wytłumaczenia na to, dlaczego ten aktualny świat daje im w kość i nie są w stanie dzielić się z kimś swoim życiem. (ot taka typowa warszawka goniącą z kariera z sztucznie udawanymi znajomymi, którzy zapomną o Tobie w dogodnym dla nich momencie) dlaczego w tych artykułach nikt nie napisze, dlaczego dużo związków się nie udaje?? Nikt nie napisze o tym, że podstawa dziś szczęśliwych ludzi którzy są ze sobą długo bądź dłużej – jest budowanie czegoś razem i oparciu trgo na przyjaźni? Z prostego powodu, sami tych przyjaciół nie mieli i nigdy nie będą mieć z takim podejściem. Zgodzę się z rzeczami, że dreszcze mijają, przychodzi monotonia życia codziennego – ale to tylko od nas zależy i od naszego podejścia, co dla nas w życiu jest najważniejsze. Chwilowe dreszcze i skazanie na samotność, czy prawdziwa przyjaźń bez względu na status majątkowy i społeczny

      Polubienie

  2. 1) Autor/autorka jest tekstu jest tzw „attention bitch” bo potrzebuje ciągłych emocji by coś się działo w życiu partnerskim, tak jakby brakowało wyższych celów wartości w życiu które współgrałyby w jego/jej nie-związku, z wychowawyniem dzieci

    2) Niestety nie ogarnia że organizm przyzwyczaja się z czasem do wszystkiego także wszystko trzeba dozować w wystarczających ilościach, a więc maksymalizowanie ilości seksu/czasu spędzanego z partnerem/rką doprowadzamy do przejedzenia

    3) Chyba Marilyn Moonroe powiedziała coś podobnego(autor też to wspomniał) „Związek jest dla par a małżeństwo dla dzieci”, niestety ta pusta „baba” nie była stworzona do małżeństwa, więc nie mogłaby się w nim czuć szczęśliwa i nie mogłaby stworzyć ani działającej poprawnie rodziny ani małżeństwa

    4) Autor/autorka jest osobą niedojrzałą/nienadającą się do małżeństwa bo w małżeństwie jeśli nie ma miłości to widzi się wszystko filtr srania/sprzątania/jedzenia zamiast przez pryzmat dbania o partnera/rkę, a posiadanie dzieci prędzej czy następnej kolejności efektem dojrzałości emocjonalnej, poza przypadkami w których „zdarzają się” na skutek seksu bo partnerzy nie kontrolują swojego życia erotycznego

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mamy emotikonki, które załatwiają wsio. Rozmowa? Ostatnio, po 2 miesiącach dość intensywnych spotkań, 47letni facet, ot tak, przestał się kontaktować. Nic. Cisza. Zero. Wytrzymałam 3dni i wywaliłam sms-a o tym, że dorośli ludzie rozmawiają jak, zwłaszcza jak coś ich uwiera. Że takiego zachowania spodziewałabym się po 20 kilkulatku,plus opis jak ja się czuję. W odpowiedzi po 4 dniach dostaję info, że on nie wie o co mi chodzi i nic nie rozumie. Ręce opadają a whisky sama się wlewa do gardła. Mam 41 lat ale ten wszechobecny byt dla „lajku”, wyprasowany świąt, z filtrami, z szybkim, łatwym, przyjemnym życiem przeraża mnie. Swojego czasu głośno było o teoriach dot. samorealizacji, skupieniu się na sobie, na dążeniu do zaspokojenia swoich potrzeb, bez oglądania się na innych, ogólnie na JA i MÓJ. Teraz zbieramy skutki tego: zero współpracy w pracy, w szkole, w związku. Dramat, dramat, dramat. Minął miesiąc i dalej nie wiem za co ten foch…

      Polubienie

  3. Niedojrzała osobowość – to przychodzi na myśl po przeczytaniu takiego listu: to co mam jest złe, w sumie nie wiem czego chce ale czuje że jestem inna niż wszyscy, inni mają łatwiej, piszę list powiedz co ze mną nie tak i co mam robić?
    Polska klasa średnia wypisz wymaluj – za czasów dzieciństwa wytresowana testami w szkole i zapamiętywaniem regułek, potem gładko weszła w ramy pracy zawodowej (posada = sukces), a pustke wynikająca z niepoznania siebie zasypuję kołczingiem i ucieczką w hedonizm. Ale kto miał ich nauczyć? No życie, ale jak się podąża jak ciele wytartym szlakiem to się ląduje w ciemnej d.. innego cielaka który utknął ciut dalej tylko dlatego że wyruszył wcześniej.

    Polubienie

  4. Piotrze, miało być trochę prawdy, a nie sama prawda…
    dziś ludzie w moim wieku stawiają tylko na ostre imprezy, żeby „mieć co wspominać”, ale co dokładnie? za 20lat będziesz pamiętać jak rzygałeś w kiblu na tamtej imprezie czy wypad na weekend z kimś w góry? kompletnie nie rozumiem dzisiejszego życia, ale pięknie o nim piszesz.
    standardowo zapraszam na gg:37492127, przyjemnie rozmawia się z ludźmi, którzy czytali to samo co Ty 😉

    Polubienie

  5. Te wszystkie rady „trzeba rozmawiać” to można sobie w większości przypadków w buty wsadzić. Człowiek ma taką paskudną naturę, że skuteczniej na niego działają fakty niż słowa, a w większości wypadków dopiero wstrząs jest w stanie zawrócić go z błędnej drogi. Prosić można aż do zagotowania w gębie „sprzątaj, nie śmieć, doceń mnie etc”. Zwykle się słyszy „tak, tak” jak nastolatek obiecujący posprzątać albo „jaki problem?” „to nie tak jak mówisz” „przecież sprzątam” „a ty z kolei robisz to i to”. itp. A tu nagle docenia mnie inna. I przychodzi otrzeźwienie, ogromny ból, szok i niedowierzanie, frenetyczne zapewnienia o miłości i chęci zmiany, choć czasem już za późno na naprawę.
    Rozmowa nie wszystko załatwia, gdyż:
    1. musi do niej dość – a zawsze zyliard rzeczy do zrobienia i obgadania, od trudnych tematów ludzie uciekają
    2. jak dojdzie do dyskusji, trzeba trzymać się merytorycznej dyskusji i faktów – a czy w związku fakty istnieją, czy tylko opinie? ten sam drobny szczegół dla jednej osoby to błahostka, a dla drugiej prawie że zdrada
    3. trzeba czasem schować ego do kieszeni i uznać, że nie mam racji, albo nie jest ona zupełna bądź też nikt nie ma racji
    4. i chyba najtrudniejsza rzecz – „zalecenia pokontrolne” – czyli ustaliliśmy, co jest/było nie tak (sukces!), i teraz co możemy zrobić, by to poprawić. Ustalenie to jednak połowa sukcesu. Teraz trzeba to wdrożyć i tu większość par się wykłada. Trudno stworzyć sobie szufladkę w mózgu pt. w sytuacji X nie mów Y bo partner odbiera to personalnie. Ludzie niestety mają bardzo małą uważność, samoświadomość i parę innych cech, myślą i działają jak zaprogramowane automaty, nie zauważając, że np. depczą czyjeś uczucia, nawet jeśli byli o tym wielokrotnie informowani. Do czego to prowadzi? Patrz wyżej.

    Polubienie

  6. W każdym związku przychodzi taki moment, gdy emocję opadają i ludzie zderzają się z „szarą” rzeczywistością, ale tak naprawdę nie robi się nic by tej szarości uniknąć. Nudzimy się ludźmi tak szybko, że nawet nie staramy się pracować nad sobą, nad związkiem, nad odpowiednim budowaniem relacji – zdrowej relacji. Okłamujemy siebie i innych, a później wszyscy się dziwimy co znów poszło nie tak.. wszystko, bo nie pokazaliśmy jacy jesteśmy naprawdę, nie powiedzieliśmy czego oczekujemy, pozwoliliśmy, żeby zabiła nas szarość i nie walczyliśmy o swoje szczęście..

    Polubienie

  7. A w jaki sposób to małżeństwo przygotowało się do sakramentu małżeństwa i w jakim celu wzięli ślub? Czy przeszli przez etapy: przyjaźń, chodzenie ze sobą, poznawanie swoich wartości i hobby, poznanie znajomych i rodziny ? Jak wygladalo ich zadbanie o samych siebie, o swoich kolegów /koleżanki, pracę, rodzinę, hobby – tak żeby umieli żyć najpierw sami szczesliwi i kiedy coś się posypie, to żeby świat się nie walił ? Może gdyby zatroszczyli się o dobrą kolejność, to wyglądałoby to lepiej ?

    Polubienie

Odpowiedz na xlinguax Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.