Nie pamiętam o urodzinach swojej matki. Ojca zresztą też nie. Gdyby nie kalendarz Googla, regularnie zaliczałbym potężną wtopę. Kilka razy, zresztą, mi się udało. Było przykro. I im. I mnie.  

Nie poznaję ludzi. W sensie, mam beznadziejną pamięć do twarzy. Często wychodzę przez to na aroganckiego skurwysyna (nie żebym nim nie był, ale akurat nie z tego powodu).

Jestem zawzięty i pamiętliwy. Och, niech ktoś nadużyje mojego zaufania! Wtedy jest chmurka łączona z pierdolonym gradobiciem.  Nie wybaczam. Nie wierzę w drugie, trzecie i dziesiąte szanse. Jak ktoś raz cię wydymał, zrobi to ponownie.

Mam problemy z językami obcymi. Przez pięć lat uczyłem się niemieckiego. Prawie wszystko zapomniałem.

Zaczynam łysieć.

Pracowałem na studiach jako cieć, pilnując sklepu. 

I z całą pewnością nie wyszły mi dwie ostatnie kaczki pieczone z jabłkami. To, że wyszło mi poprzednich dwadzieścia pięć nie ma tutaj znaczenia. Chyba za bardzo eksperymentowałem z niską temperaturą.

Trudno jest publicznie przyznać się do swoich niepowodzeń, prawda? Do błędów. Do tego, że się czegoś wstydzimy. Im mniej mówimy o swoim wstydzie, tym jest go więcej. Ale wewnątrz nas. Trzeba przecież pokazać się zawsze od najlepszej strony. Bo co o mnie pomyślą?

Chcemy wyglądać na bogatszych. Dla innych. Chcemy być szczuplejsi, bardziej inteligentni i generalnie z sukcesem zamiast zwieraczy. I wiecie co? Ja to rozumiem. Kiedy byłem młody, byłem taki sam. Obsesyjnie pragnąłem, aby wszyscy mnie lubili. Cenili. Uważali,  że jestem genialny. No, bo przecież jestem taki zajebisty. Jak budyń z polewą czekoladową i malinami. Tylko wiecie co?  Robiąc to wszystko nie starałem się zadowolić siebie. Starałem się zadowolić innych.

Teraz się już tak nie napinam. Wiem, że są proste prawdy, które radykalnie poprawiły komfort mojego życia. Jakie?

I

Że lepiej jest mówić, co naprawdę myślisz.

To jeden z największych przełomów, jakie przeszedłem do tej pory. Myślę i mówię to samo. To nie jest pokaz słabości. To pokaz siły.

Moja kumpela mawia: „moja babka miała grubą dupę, moja matka ma grubą dupę i ja mam grubą dupę”. I co? I wszyscy nad jej grubą dupą przechodzą do porządku dziennego. Oswoiła ją. Dlaczego ktoś ma na nią zwracać uwagę, jeśli sama właścicielka przyznaje, że ją widzi i jest z nią pogodzona, a wielkie poślady są przez nią zaakceptowane. W ten sposób nikt jej nie skrzywdzi przez jej dupę.

Kogo szanujesz bardziej? Człowieka, który rozmawiając z tobą patrzy ci prosto w oczy, mówi co myśli i ma głęboko w dupie to, co inni będą uważać na jego temat? Czy zawodnika, który jest zawsze miły i każdemu sprzedaje historię, jaką ten chce usłyszeć? Faceta, który przyznaje się do popełnionego błędu, przeprasza i idzie dalej, czy gościa, który usiłuje wpierdolić w ten błąd innych? A z którym z nich pójdziesz chętniej do łóżka? 

II

Że warto poznawać nowych ludzi. I warto się do nich uśmiechać.

Ponieważ mamy październik, istnieje spora szansa, że siedzisz w tym momencie w autobusie albo tramwaju, patrząc w telefon. – Kupię sobie nowego IPhona. – Po co? Żeby laski mogły cię dalej ignorować, tylko w wyższej rozdzielczości? I unikasz kontaktu wzrokowego, z miną ‘mam poranne zatwardzenie nastroju’. Kurwa, uśmiechnij się!

Bądź jak Amy.

Amy Dicketts ma 23 lata, wielkie oczy, burzę blond włosów i twarz łobuzerskiego pekińczyka. Mieszka w Londynie i codziennie rano, jadąc metrem do pracy, zaczepia obcych ludzi i prosi, aby opowiedzieli o sobie coś zaskakującego. A później robi im zdjęcie i wrzuca na swojego bloga.

Ona uśmiecha się do nich. Oni do niej. I opowiadają jej fascynujące historie o sobie. Że na przykład rozbawiają innych i dotrzymują im towarzystwa za pieniądze. To ta piękna kobieta na zdjęciu niżej.

Zrzut ekranu 2015-10-07 o 08.55.06

http://commuteblog.co.uk

Amy zaczęła rozmawiać z ludźmi, bo znudziło ją gapienie się w sufit i odtwarzanie kolejnej listy na IPodzie. Świat jest fascynującym miejscem. Ale jak się mamy o tym dowiedzieć, nie poznając ludzi?

III

Że warto prosić o pomoc.

Nie wiem wszystkiego. Są rzeczy, w których jestem słaby. Są rzeczy, które inni znają lepiej, mają większe doświadczenie. Ale wiecie, co robiłem przez lata? Wszystko robiłem sam. Proszenie o pomoc było poniżej mojej godności. Miałem obowiązek wiedzieć wszystko. Z powietrza. Kurwa, fotosynteza. Bo co by inni pomyśleli? Że on czegoś nie wie? W jakim świetle by mnie to postawiło? Straszliwie i potwornie durne, prawda?

Bo ludzie uwielbiają tłumaczyć coś innym. Dzięki temu czują się lepsi i przydatni. Dzięki wymianie myśli, my stajemy się bogatsi.

Dzisiaj, na przykład, nie wiedziałem kim jest ‘ziemniak’. Rozmawiałem z mało znanym mi człowiekiem (czyli powinno mi zależeć, aby wypaść jak najlepiej), czekając na spotkanie z kolejnymi nieznanymi ludźmi, których on określił mianem ‘ziemniaków’. Dawniej udałbym, że to rozumiem i śmiałbym się, niczym z najlepszego dowcipu.

Teraz zapytałem.

 A zatem ‘ziemniak’ to koleś, który jesienią zostanie wykopany ze stanowiska, ale wróci na to samo, albo inne, wiosną.

IV

Że masz wpływ na swoją inteligencję.

Kiedy profesor psychologii Carol Dweck chodziła do szóstej klasy, jej nauczycielka Mrs Wilson rozsadzała uczniów, kierując się ich ilorazem inteligencji. Najlepsze miejsca dostawali ci, którzy mieli najwyższe IQ. Ci najgorsi nie mogli nawet wyczyścić gąbką tablicy. Mieli zakaz.

Dweck należała do tych najlepszych, ale zwróciła uwagę, że jej koleżanki i koledzy należący do tej samej grupy wcale nie czuli się podjarani tym spektakularnym awansem. Cały czas się bali, rozwiązując kolejne sprawdziany, że okaże się, że wcale nie są tacy bystrzy i wcale nie zasługują na swoją obecną pozycję. Ale dla pani psor, IQ było jedynym miernikiem inteligencji oraz charakteru ucznia.

Im dłużej Dweck o tym myślała, tym bardziej była przekonana, że testy na inteligencję są do dupy. No bo weźmy zjazd klasowy. Wyobraź sobie swoją klasę z podstawówki. Masz to? Kto z nich miał zrobić największą karierę? Kto miał zostać przyszłym pierdolonym prezydentem tego kraju, kto sławną aktorką, a kto zwykłą dziwką? I co? Udało się im? Nie do końca, prawda? Zaskakująco często największą karierę zrobił koleś albo jakaś dzida, których w życiu nikt by o to nie podejrzewał. Dlaczego? A właśnie na to pytanie Dweck znalazła odpowiedź.

Część ludzi uważa, że dostali tyle a tyle inteligencji, talentu i innych umiejętności. Ju noł, cztery kilo kaszanki, dwa baleronu, cztery dropsy, dwie rolki papieru toaletowego i więcej nie będzie. Wyżej dupy nie podskoczysz, więc nie ma się co specjalnie starać, bo tylko dostaniesz po łapach.

Jak to mawiał kabaret Potem:

„Chciałby nad poziomy człek, a tu ciągle niż.

Nie uciągnie pusty łeb, ciężkiej dupy wzwyż.” 

Ale jest też druga grupa: ci, którzy uważają, że zdolności ludzkie nie są niczym stałym. Że można je wytrenować. Jak mięsień. Wszystko zależy tylko od naszej motywacji.

Ludzie, którzy trzymają się pierwszej teorii, troszczą się głównie o to, aby wypaść za każdym razem jak najlepiej. Czy wyglądam dobrze? Czy ludzie pomyślą, że jestem pierdolonym geniuszem? Czy ten projekt nie uderzy w moją reputację? Unikają, więc, zadań gdzie mogą polec, albo wypaść głupio. Nie rozwijają się. Stoją w miejscu. Nie dostarczają swojemu mózgowi nowych bodźców. Ci z drugiej grupy, porażkę traktują jako element edukacji. Jako coś, co buduje ich potencjał. Bo co z tego, że nie potrafisz zrobić tego zadania za pierwszym razem? Za drugim się go już, kurwa, nauczysz nie? Bo jeśli unikasz robienia trudnych rzeczy w obawie przed porażkami, to jak się masz nauczyć wygrywać, skoro boisz się na tych porażkach uczyć? Dlaczego twój strach przed tym, że będzie gorzej jest silniejszy od pragnienia, aby było lepiej? 

Aby zdobyć coś, czego nie masz, musisz zrobić to, czego nigdy nie robiłeś/ łaś.

3681286181_d061faa910_b

Photo by Gavin Schaefer/CC Flickr.com

Źródła: Carol Dweck Mindset: The New Psychology of Success

73 uwagi do wpisu “Trzy proste prawdy, które poprawiły komfort mojego życia. I jedna trudna

  1. Do łóżka pójdzie, rzecz jasna, z „gościem, który usiłuje wpierdolić w ten błąd innych”. Bo życiowo zaradny, a do tego taaaaki obyty i ułożony. Wiem, bo niestety jestem tym drugim typem. Przyjaciół też mi to nie zjednuje, ale nauczyłem się z tym żyć, a nawet wolę mieć święty spokój, zamiast ciągle grać, udawać i przejmować się. Wielki szacun za ten tekst, Czarny.

    Lubię

    1. Owszem, pójdzie do łóżka z tym pierwszym typem, ale tylko kobieta tego samego typu. Dla kobiety należącej do typu drugiego ten facet nie będzie obyty, zaradny i ułożony, tylko śliski. A wiadomo, co się robi z tym, co śliskie – ląduje w koszu.

      Lubię

      1. Chyba przeceniasz zdolnosc kobiet do oceny, czy gosc jest „sliski” czy po prostu obyty w dyplomacji i spolecznych relacjach – roznica tutaj jest badzo rozmyta.
        Poza tym szczery czlowiek czesto jest odbierany jako cham i prostak, nie majacy tzw umiejetnosci spolecznej powodujacej iz ludzie w jego towarzystwie czuja sie dobrze (cala teoria spoleczna o „glaskach” o tym mowi)

        Lubię

      2. VALTHARD VAN DER SAND: wspaniale jest być nieprzystosowanym społecznie chamem, bo ci, co zawsze chcą się czuć dobrze, którym tylko całuski w dupę potrzebne to się szybko zmyją. A ja jestem tym nieprzystosowanym społecznie chamem i mówię Ci z doświadczenia. Lubić mnie nikt nie musi, przynajmniej przy mnie uważają. A co się dzieje za plecami?? Z tyłu jest dupa i ona to wszystko zbiera, a oczy patrzą zawsze do przodu.

        Lubię

      1. Wychodzi na to, że człowiek jest w stanie dojść do podobnego światopoglądu bez pomocy „życiowych poradników”. Bardzo dobrze było przeczytać tekst pod którym mógłbym podpisać się obiema rękami. Wiedza, że postępujesz wg. zdrowych zasad działa dobrze na psychikę i generalnie dobre samopoczucie. Wszystkiego dobrego!

        Lubię

  2. Dlaczego twój strach przed tym, że będzie gorzej jest silniejszy od pragnienia, aby było lepiej?

    Dlatego, że podstawową funkcją umysłu jest dbanie o komfort i bezpieczeństwo, a nie o szczęście i rozwój. Kwestia samoświadomości.

    Lubię

  3. Świetny tekst.
    „Nie wybaczam. Nie wierzę w drugie, trzecie i dziesiąte szanse.”To jest to,dodałabym od siebie tylko to,że ja sama ich nie chcę i nie daję kolejnych.

    Lubię

  4. Po pierwsze, dobrze prawisz. Jest wiele sensu w proszeniu kogoś o pomoc, intelektualną szczególnie. To wg mnie jest pewnego rodzaju wyraz naszej wewnętrznej skądinąd – mądrości. Dać sobie przyzwolenie na niewiedzę, tylko głupcy uważają, że wiedzą najlepiej i wszystko… Jeśli jednocześnie pytasz kogoś o coś, dajesz także jemu możliwość poczuć lepiej, bo zakładasz, że się na czymś „zna”- i stąd wszyscy się cieszą i zdobywają wiedzę.

    Lubię

  5. Warto prosić o pomoc – ale z drugiej strony ciężko jest się przyznać przed sobą samym – „no jak to, ja nie dam rady?”. To wymaga wysokiego poziomu samoświadomości – powiedzenie sobie, że jednak MAM jakieś OGRANICZENIA i umiem je określić.

    Lubię

  6. Drogi Piotrze C
    To jest twoja najlepsza notka – przebiła nawet tą z mistyką w tle, którą do tej pory lubiłam najbardziej 🙂
    Chciałabym napisać coś mądrego ale trudno jest ulepszyć coś co jest doskonałe (notkę oczywiście mam na myśli 😉 )

    Lubię

  7. Czarny, ale jak nie ma drugich szans, a wszyscy w komentarzach wydaja sie myslec tak samo, to jak ludzie maja byc w stanie popelniac bledy i probowac sie czegos nauczyc?

    Lubię

  8. Co prawda, nie łysieję i wybaczqam, ale poza tym widze mnóstwo podobieństw, łącznie z niepoznawaniem ludzi (nawet własnego męża i dzieci), a pamiętanie urodzin – to już bezdenna rozpacz! Do wszystkich prawd, o ktorych piszesz doszlam sama, do niektórych całkiem niedawno, ale jak to mówią: lepiej późno, niz wcale. świetny wpis! Coraz chętniej Cię podczytuję, nawet bogactwo imperatywów wzmacniających przestała mi przeszkadzać 😉 W końcu treęć jest najważniejsza, a z tą nie sposób się nie zgodzić. Czekam z niecierpliwością na następny temat.

    Lubię

  9. Proszenie o pomoc, pytanie jest dobre gdy trzeba coś zrobić szybko, albo sprawa nie jest warta żeby ją zgłębiać. Ale chyba przyznacie, że samodzielne dojście do rozwiązania daje satysfakcję. Takie odkrycie własnej Ameryki. Drążenie jakiegoś tematu. Własnoręczne wyciągnięcie wniosków. Krok po kroku. Pomimo że inni przeszli już taką drogę. To daje niesamowitą satysfakcję. No chyba że robi się to któryś tam raz, to może i to się nudzi. 🙂
    Trochę ten wpis Piotra wpędził mnie w taką melancholię i zadumę na ten piątkowy wieczór przy lampce wina.

    Lubię

  10. Też mam kiepską pamięć do twarzy. Wygląda na to, że też często wychodzę na aroganckiego skurwysyna (nie mam pojęcia jaki to mogłoby mieć odpowiednik w wersji żeńskiej).

    Lubię

  11. Co do kwesti wybaczenia, najfajniejszy seks jest gdy facet wybaczy babce jej wyskoki i odwrotnie. (ale musi cos jeszcze ich łączyć ) Znam kobietę która wybaczyła męzowi zdradę i w ten sam dzień poczęli przesliczne dziecko -owoc kiełkującej na nowo miłosci miedzy nimi.Nie warto być nigdy zacietrzewionym ,ządnym odwetu to nie da niczego tylko pustkę.

    Lubię

      1. Też tak sądzę. Może i w tym przypadku wybaczyła i jeszcze wyszedł z tego dzieciak i w ogóle długo i szczęśliwie, ale zwykle chyba jednak nie jest tak różowo. No i – co innego wybaczyć, co innego zapomnieć.

        Lubię

  12. Dawno tutaj nie zaglądałam. Jak ostatnio byłam, to (z tego co pamiętam) większość postów, jak nie wszystkie, były o seksie. Po czasie zmęczyło mnie to czytanie o kolejny facecie, który znów z kimś sypia, o kolejnych przygodach i kolejnej dziewczynie co sypia z każdym. Dzisiaj weszłam tutaj z nudów, pomyślałam „zobaczymy co tam słychać”. Zdziwiłam się, że tekst nie jest o seksie. Wow. Uważam, że bardzo dobry. Na plus.
    Pozdrawiam.

    Lubię

  13. Całkiem dobry wpis,
    Chyba wczoraj dodany,
    Ale czytam na pewno dziś.
    Zastanawia mnie czy szukasz pomysłu,
    Na każdego z nich ?
    Czy po prostu wydalasz swe wnętrzności ?
    Ciut zazdroszczę ręki umiejętności.
    Domyślam się że lata pracy,
    Talent dla mnie na prawdę mało znaczy.
    Jeśli znów błędy interpunkcyjne napotkasz,
    To wybacz,
    Umiejętności w tej dziedzinie jak czas,
    Tracę i nabywam.

    Lubię

  14. z mowieniem tego co sie mysli – niby oczywiste ale niekoniecznie takie latwe. Bo jak zapytac to oczywiscie kazdy jest bezkompromisowi i mowi co mysli. Bo duzo mysli ze robota ktora robi to nie jest to, moze mial zostac artysta, przedsiebiora albo robic mba na hbs, ale dziwnym trafem nikt tego nie mowi na glos, no wiadomo regualrne 4 czy 5 cyfr na konto i auto w leasing zmieniaja priorytety.
    Wiec jest tak: lubimy mowic co myslimy tylko jesli jestesmy pewni ze konsekwencje tej szczerosci sa dla nas przewidywalne – tacy to jestesmy bezkompromisowi. I to jest ok, to jest instykt zachowawczy, tylko po co to ubierac w szaty wiekszej filozofii?

    Lubię

    1. Ludzie nie lubia bezkompromisowaosci rowniez w odbiorze. Wola mile klamstwa od brzydkiej prawdy. Wola uslyszec, ze ich nowa fryzura, nowa torebka, obchodzace 3cie urodziny dziecko, etc, etc, etc jest sliczne, piekna i wspaniale, zwlaszcza wtedy kiedy takie nie jest.
      Slynne kobiece pytanie – „Czy wygladam w tym grubo?” – czy ktorakolwiek kobieta je zadajac chce prawdziwej odpowiedzi?
      Prawda kloci sie z dysonansem poznawczym.

      Lubię

  15. ‚Jestem zawzięty i pamiętliwy. Och, niech ktoś nadużyje mojego zaufania! Wtedy jest chmurka łączona z pierdolonym gradobiciem. Nie wybaczam. Nie wierzę w drugie, trzecie i dziesiąte szanse. Jak ktoś raz cię wydymał, zrobi to ponownie.’ Wyznaję tę samą zasadę od tego roku – od razu mi lepiej! Polecam wszystkim!

    Też kiedyś myślałam, że jeśli nie będą lubić mnie wszyscy, to będzie mi czegoś brakować, będę się czuła niedowartościowana. Od paru lat wiem już, że to myślenie było niewłaściwe. Nie ma znaczenia, ile osób mnie lubi czy ceni – jestem warta tyle, ile znaczę sama dla siebie.

    Oczywiście, że szanuję bardziej człowieka, który rozmawiając ze mną patrzy mi prosto w oczy, mówi co myśli i ma głęboko w dupie to, co inni będą uważać na jego temat. Jak wyżej – opinia innych nie zawsze jest ważna.

    ‚Aby zdobyć coś, czego nie masz, musisz zrobić to, czego nigdy nie robiłeś/ łaś.’ I to powinniśmy sobie zapamiętać na zawsze.

    Lubię

  16. Piotrze,

    Wybacz, że to napiszę! To bez wątpienia najlepszy Twój tekst!
    Ten prosty sposób w jaki docierasz do człowieka „subtelnie” go motywując jest niesamowity! Pisz więcej, pisz w taki sposób! I wydaj kolejną książkę… Jakoś ciągiem lepiej się czyta, niż blogowo-internetowo!

    Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    Lubię

  17. Też lubie być szczery i myślę, że to jest cool. Czyli podchodzę do dziewczyny i mówię to co myślę: „Ruchać mi się chce. Może być i z tobą. Idziesz?” i Potem ona idzie…albo nie… 😀

    Lubię

  18. Poradników czy motywatorów było wiele. A kto na nich korzysta.Czy nie jest tak ,zę włąsnie sami autorzy owych książek sukcesu .sIedząc z wyciagniętyminogami na mahoniowych biurkach ,paląc cygaro autor mogą być zadowoleni mysląc w jakie fundusze inwestycyjne ulokowacciagle wzastajace dochody. Co zrobi taki ,szary czytelnik , zwykła osoba z tłumu ? CO taki człowiek z problemami rodzinnymi ,z kredytem mieszkaniowym bez partnera czy partnerki ,(bo go rzycił/rzuciłą)bez koneksji, bez łutu szczęścia, bez dobrego zamążpójścia , ożenku czy korzystnych układów lub lojalnych przyjaciół i w koncu człowiek bez talentu ? Co zrobi ? g…. zrobi! , żadnego sukcesu nie będzie .Pewnie ze nadzieję zawsze trzeba mieć (pisze o tych którzy akurat nie są tak lotni szybcy i wściekli, nie nadążają za korpotrendami).Ale czy ta nadzieja to wszystko czy jak przeczyta się wiele publikacji tzw. motywujacych to coś da? Tak naprawdę to codziennie trzeba dawać sobie samemu potężnego kopa i zachrzaniać to może o ile koniunkcja planet gwiazd i h…j jeszcze czegoś się ułoży korzystnie to się jakoś przesliżnie bezobjawowo przez kolejny dzień..

    Lubię

    1. Zrobi.
      Trzeba zaczyna od poczatku i orac, orac i jeszcze raz orac, zeby miec jakies skutki – nie znaczy pracowac glupio, ale skutecznie. na lut szczescia, znajomych i konekscje nie ma co liczyc, tylko trzeba o nie zadbac. Albo nie i wtedy nie narzekac.
      Jest taka anegdota:
      „Uczen zapytal mistrza:
      – Jak dlugo musze czekac, zeby cos sie zmienilo w moim zyciu?
      – Jesli czekac – to bardzo, bardzo dlugo – odpowiedzial mistrz”

      Lubię

  19. Ja ja się cieszę, że nie muszę żyć tak jak autor bloga. Ciekawe co kolego będziesz robił po 70-tce?
    Bez dzieci i rodziny będziesz bardzo smutny. Co innego kobieta, która nie może znaleźć męża nawet zwykłego, bo w Warszawie dla nich jest faktycznie krucho. Ty gościu jednak nie powinieneś mieć problemów ze znalezieniem normalnej żony. W stolicy faceci mają w kim wybierać. No ale jak zaczynamy od d.. stron to na starość będzie płacz i zgrzytanie zębów. Moje dzieci takim jaki Ty zawodnikom nie pomogą bo i niby z jakiej paki? Egoizm uderza w nas samych ale o tym pogadamy za 40 lat. Po za tym te humanistyczne zawody – ja na szczęście mam pracę nie tylko w stolicy..

    Lubię

    1. A Ty kochane FF co uważasz że te dzieci będą z Tobą robić jak będziesz po 70. Radzę Ci nie obarczać za bardzo sobą tych dorosłych ludzi. Wyprowadź się może do innego miasta i licz na siebie. To jest chyba egoizm uważać że dzieci będą Ci coś winne całe życie i może jeszcze mają Ci zapewniać rozrywkę i pomoc na każde zawołanie. W jakiejś krytycznej sytuacji może i pomogą, ale nie jest to ich żaden psi obowiązek. Dzieci w pewnym wieku wyfruwają z domu i dajmy im spokój. Musimy zadbać o szerokie grono znajomych w naszym wieku i ciekawe hobby które można uprawiać do późnej starości.
      Ja mam dzieci, ale w życiu nie przyszło mi do głowy, że muszę mieć dzieci, żeby nie było mi smutno na starość. Może jakiś inny argument. Na przykład: Piotrze, 30 lat temu nie było takich fajnych zabawek jakie są teraz. Nie było nawet eurodisneylandu pod Paryżem gdzie można zabrać się z dziećmi na weekend. 🙂

      Lubię

    2. Co Ty wypisujesz za pierdoły?
      Abstrahując od tego, że nie tylko autor, ale nikt z nas nie ma zielonego pojęcia co będzie robić za 20, 30 lat, ba, czy w ogóle będzie żyć, to nie wiemy jak będzie wyglądać świat w którym będziemy funkcjonować. Może autor będzie biedować, może karmić robaczki, a równie dobrze może będzie mieszkać sobie w Portugalii i popijać dobre winko ze znajomymi albo jakąś miłą starsza panią. Może też połowa z nas będzie spędzać popołudnia w wirtualnej rzeczywistości albo walczyć w partyzantce po jakiejś globalnej wojnie…a niektórzy w kółko zafiksowani na reprodukcji, jeszcze tylko brakuje tej słynnej szklanki wody na starość do pełnego parsknięcia śmiechem 🙂

      Lubię

  20. Mając 30 – je na karku i żyć według tych zasad to dobrze czy źle? 🙂
    Trzeba do tego wszystkiego dorosnąć czytając to 10 lat temu jebnął bym śmiechem i tyle, a teraz? Po prostu tak żyje

    Lubię

    1. Bo jak się miało 30 to można było stosować tylko 2 i 4. Za 1 i 3 można zbyt łatwo wylecieć z roboty albo czyjegoś życia. Po 40 – 1, 3 i 4 bez 2, niestety za starym się jest żeby się do wszystkich szczerzyć.

      Lubię

      1. 2 po 30-stce, a już zwłaszcza po 40 generuje pytanie za plecami – co on/ona ćpa? Często podejrzliwość, bywa że bezinteresowną zawiść(bo skoro się uśmiechasz, znaczy się masz za dobrze). 1 jest zarezerwowane dla tych, którzy osiągnęli tzw. sukces społeczny lub medialny. Pozostali dostają etykietkę niewyparzonej gęby/chama/kontestatora. Niestety, ci którzy ten sukces osiągnęli, często tracą dystans do rzeczywistości i doradzają to innym, ku ich szkodzie. 3 jest ok, ale wybiórczo. Jedni prośbę o pomoc traktują pozytywnie, inni jako niekompetencję. Zasadniczo 1 i 3 można i należy stosować z umiarem, ostrożnie i wybiórczo. Wszystko co tu napisałem – z własnego doświadczenia.

        Lubię

  21. Skundżeś Ty się wzion w moim życiu? – i to w dość specyficznym momencie w sensie.
    Robisz robotę (mój drugi wpis, i mnie ruszyło do qrwa komentowania?!), czytam wstecz i jak będzie równie odkrywczo/potwierdzająco: Respect. Dzięki.

    Lubię

  22. Spoko, mogę robić karierę i pomnażać kasę, ale po co? Czy będę szczęśliwsza niż teraz jestem? Nie. Znam siebie, będę nieszczęśliwsza. Nie potrzebuję władzy, akceptacji, tego by wszysycy mnie lubili, podziwiali, nie chcę robić kariery… Zyję tak by budzić się rano z uśmiechem na twarzy i cieszyć sie nowym dniem i by zasypiac z zadowoleniem z mijającego dnia… Mam wszystko co daje mi szczęście. Jestem sobą. nie nudzę się. Mam swoje pasje. Znam swoją wartość. Nie czuję się gorsza choć może dla wielu jestem nieudacznikiem bo nie wziełam kredytu na własne mieszkanie i super auto i nie wezmę – nie chcę, nie potrzebuję… Wolę jacht! za gotówkę, nie chcę być związana długiem.. Nie chcę nowego modelu telwizora, ifona srona czy czegos tam innego bo po co? To co mam działa dobrze. A rzeczy szczęścia mi nie dają… Jestem sobą, żyję po swojemu i jestem bardzo szczęśliwa. 🙂

    Lubię

  23. Ho Ho Ho ale filozofii się tu namnożyło Kant się kłania wszystkim państwu. Ja wolę proste stwierdzenie „prawda Cię wyzwoli”. I wyzwoliła. Tyle że moja prawda ma ogładę – nie przeklina i ze spokojem mówi ludziom w oczy co myśli. Nie trzeba być chamem by być szczerym. I ja mam trudniej. Bo nie mam w d… innych ludzi. No chyba że ich nie lubię 😉 Zatem kiedy moja prawda ich sparzy i na mnie naskoczą bywa trudno. Ale to pikuś bo wyszłam z zakłamanej klatki plastikowego przyklepywania że wszystko jest super. I więcej tam nie wrócę.

    Lubię

  24. „Że lepiej jest mówić, co naprawdę myślisz” Lepiej… ludzie bywają wstrząśnięci i albo zostają w Twoim życiu i możesz z nimi przeżyć niesamowite chwile, albo odchodzą robiąc miejsce dla kolejnych, których poznajesz.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s