20 lipca 2012 roku było ciepło. To był piątek. Było popołudnie, godzina mniej więcej 14, kiedy odebrałem telefon od swojego lekarza, że te wyniki które trzyma w ręce nie są wcale dobre. A właściwie to są całkiem złe. I że mam przyjść do niego, bo muszę natychmiast mieć operację.

– Natychmiast – podkreślił. – Wypiszę panu skierowanie do szpitala – powiedział.

Wiecie co mnie najbardziej zirytowało, kiedy do niego przyjechałem? Że nie mogłem znaleźć miejsca do zaparkowania.

Moje życie było wtedy stabilne i bezpieczne.

Było miło. Obliczalnie. Pluszowo. Miałem dobry samochód. Mieszkanie kupione na kredyt. Dużo dobrych ubrań, dużo fantastycznych podróży za sobą. I jeszcze więcej przed sobą.

Miałem dobra koproPracę gdzie w miesiąc zarabiałem tyle co inni w pół roku (nie obraźcie się, ale mało osób potrafi robić to co ja, i mimo, że zmieniło się w moim życiu wiele rzeczy to akurat się jeszcze nie zmieniło).

Byłem wzorcem japiszona, symbolem Pokolenia Ikea, zawsze gotowym do wysiłku, dla którego nie było zadań do niewykonania, który był w stanie zapierdalać przez ponad 40 godzin pod rząd jeśli tylko istniała konieczność sklecenia czegoś z kawałka sznurka i zużytej prezerwatywy.

I nie miałem miejsca do zaparkowania, dla swojego bardzo drogiego samochodu.

Wkurwiło mnie to. Jak patrzę na to teraz z boku byłem zadufanym sukinsynem.

W końcu znalazłem gdzieś kawałek wolnego chodnika, postawiłem auto, poszedłem do lekarza, odebrałem skierowanie i wcale mnie to za specjalnie nie obeszło.

Zapytałem tylko czy to na pewno pilne. – Muszę domknąć kilka projektów w pracy, a tak generalnie rzecz biorąc to mam też zarezerwowany urlop – wyjaśniłem (projekty się zawsze domyka tak jak kucharz nie podaje posiłków tylko je wydaje).

– To pana decyzja – odpowiedział. – Ja radzę to zrobić szybko.

No i zrobiłem to szybko. Jak na mnie. Na początku października byłem już w szpitalu. Leżałem na sali z facetem, który spadł do studzienki kanalizacyjnej w tak nieszczęśliwy sposób, że złamał sobie szczękę. Strasznie chrapał. Chrapał tak, że nie mogłem spać.

Pamiętam dokładnie moment od którego już nie było tak samo.

Koło północy facet dwa pokoje dalej dostał drgawek i po prostu zmarł. Zrobił to mniej więcej w 10 minut. Był w moim wieku. 

==== 

Kilka wieków temu wszystko było znacząco prostsze. Jeśli urodziłeś się chłopem raczej zostawałeś tym chłopem. Czyli orałeś/aś, chędożyłeś żonę/byłaś chędożona. Chodziłeś do kościoła i piłeś tanią wódkę.

Jeśli urodziłeś się szlachcicem byłeś tym szlachcicem. Czyli zarządzałeś swoim majątkiem/pomagałaś mężowi, pilnowałeś chłopów i chędożyłeś chłopki.

Ruch z jednej grupy do drugiej był raczej mało prawdopodobny. Dziś jest całkiem na odwrót. Teoretycznie możesz być kim chcesz.

I czasami do tego aby zarabiać pieniądze wystarczy, że nie założysz majtek na jakąś imprezę albo błyśniesz cycem.

Większość osób jednak nie znajduje się na samej górze systemu społecznego, ani na samym dole. Po prostu jest pośrodku i płynie. I cały czas muszą przejmować się swoim statusem. I cały czas muszą płynąć w górę. Dotrzymywać kroku. 

Jeśli twój kolega z pracy ma nowy samochód, to ty też musisz sobie kupić nowy samochód. Jeśli on jedzie na wakacje do Azji to ty musisz też jechać na wakacje do Azji.

Środowisko w jakim się obracamy narzuca nam jak mamy się zachować, co mamy kupować, w jakim sklepie wypada to zrobić a w jakim nie, jak powinny wyglądać święta i czym powinno się czyścić kibel. 

Jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że cały czas mierzymy swoje postępy względem innych.

Musimy się ciągle starać. Dziecko musi pójść do dobrego przedszkola, aby odnaleźć się w dobrej szkole, po to aby mieć w niej dobre stopnie, które umożliwią mu dobre studia, a później znalezienie dobrej pracy.

Dobra praca, to dobre pieniądze, dobre pieniądze wydaje się na dobre rzeczy (dobry telewizor, dobre szpilki), niebanalne hobby a wszystko po to aby być popularnym i poznawać coraz więcej ludzi, którzy będą nam zazdrościć.

I tylko cały czas żyjemy w strachu, że możemy stracić którąś z części tej układanki. Że spadniemy w dół a znajomi będą o nas mówić z politowaniem.

==== 

Od tych ponad dwóch lat, kiedy wyszedłem ze szpitala, zrozumiałem, że ja już nie chcę 100 proc. życia Chcę 200 proc. Bo nagle zrozumiałem, że żyje się bieżącą chwilą a ja wcale nie wiem ile tych chwil mi zostało.

Że traktowałem pracę jako źródło jedynej życiowej satysfakcji. I że tak dokładnie i potwornie kurwa banalnie zwyczajnie nie wiem kim jestem, czego chcę i dokąd zmierzam. Byłem jak zaprogramowany na sukces robot. Było mi źle, kiedy nie byłem idealny. I ciągle było mi mało. Ale jak mówi stare powiedzenie na łożu śmierci mało kto żałuje, że nie spędzał więcej czasu w biurze.

Teraz prawie wyłącznie robię to co lubię. Uspokoiłem się. Jestem milszy, dla świata, ale przede wszystkim dla siebie. 

Rzeczy które mnie otaczają to tylko rzeczy.

Wiecie miło jest pisać do was te słowa zza macbooka pro. Ale jeśli za kilka miesięcy będę pisał na rozpadającym się trupie – też dobrze.

Bo już wiem jak jest używać jednego i drugiego. I nauczyłem się doceniać te chwile, które są fajne. To strasznie trudna umiejętność i nie przyszła mi łatwo.

Wiele osób z was się ze mną nie zgadza. Rozumiem to. To co tutaj piszę to są moje doświadczenia. Moje. Nie twierdzę, że moja ścieżka jest łatwiejsza, lepsza czy zaprowadzi was w tym kierunku, który chcecie osiągnąć. Jestem w wieku w którym posiadanie racji, nie jest potrzebne do życia. Czyli jeżeli powiecie mi że to co piszę jest bez sensu to się zgodzę z wami, jest bez sensu.

Bo to mi nic nie zmienia. I dalej robię swoje.

Co to byłby zresztą za świat w którym wszyscy jednego dnia zrezygnowaliby z korporacji I zaczęli robić to na co mają ochotę?

Żyć pełną życia?

Ludzie nie chcą żyć pełnią. Lubią marzyć, ale chcą żyć stabilnie I bezpiecznie. Ale życie nie jest wcale stabilne i bezpieczne. I prędzej czy później do nas to dochodzi. 

10334549956_73ccd8d29e_b

Photo by Lies Thru a Lens/CC Flickr.com

55 uwag do wpisu “Lęk przed spadaniem, czyli dlaczego nie możesz być kim chcesz

  1. Chodzę do pracy, robie swoje, wychodze o 16, zarabiam zajebiste pieniadze I ciesze sie tym co mam poza korpo. Wszystkim tego zycze, bo korpo to tylko pomoc w dojsciu do innych celow a nie cel sam w sobie 🙂

    Polubienie

      1. Zależy, co rozumiemy przez „zajebiste pieniądze”. Dla jednego to średnia krajowa, dla innego – 20 średnich. W korpo można spokojnie wyciągnąć 2 średnie krajowe jak się pracuje do 16-tej. I zdecydowana większość ludzi, jakich znam uznałaby to za szczyt marzeń.

        Polubienie

      2. No ależ oczywiście że tak. Przestańcie wierzyć w te korpobajki ludzie… To, że korporacja X traktuje ludzi w sposób Y, nie znaczy, że wszystkie inne korporacje tak robią.

        Polubienie

  2. Notka inna niż wszystkie dotychczasowe. Nie boję się użyć stwierdzenia, że dojrzalsza. Bardzo miło jest znaleźć w PanuIkea cieplejszą i rozważniejszą stronę.
    Każdego dnia szukam w tym blogu inspiracji do życia, działania. I od jakiegoś czasu po prostu żyję, robię rzeczy które zawsze chciałam zrobić a brakowało mi odwagi, czasu. Daje mi to ogromną satysfakcję i poczucie, że świat nie jest jednak taki zły.
    Przypomniała mi się pewna dedykacja z książki, którą otrzymałam wiele lat temu: Nie czekaj na sprzyjającą chwilę, tylko sam ją sobie stwarzaj”.

    Polubienie

    1. Mi się też przypomniało…, Kiedyś dostałam książkę z dedykacją: Cała różnorodność, cały urok życia, całe jego piękno składa się ze świateł i cieni. ” (Lew Tołstoj).
      Człowiek dopiero gdy zda sobie sprawę z tego, że życie usłane różami jest tak naprawdę bez sensu zrozumie co autor tego wpisu miał na myśli. Bo to właśnie doświadczanie życia w całej jego okazałości jest najwspanialsze.

      Polubienie

  3. Żyć dla siebie. Nie mierzyć swojego życia przez pryzmat życia innych. Mieć swoje plany, marzenia i sukcesy bez względu na to co osiągają ludzie dookoła nas. To moje najważniejsze motto życiowe.
    Świetny wpis! Na poziomie i zachęcający do „szczerego” przeżywania każdego dnia. W pełni zgadzam się z tym co napisane.

    Polubienie

    1. Tak może żyć ktoś, kto już jest lepszy, bogatszy, potężniejszy od wszystkich wokół a w każdym razie osiągnął już tyle, że nawet utrata pracy nie spowoduje, że będzie musiał rozglądać się za nową kiedykolwiek w życiu. Wtedy to można sobie pozwolić…

      Polubienie

  4. Kurcze , gdybym tego gdzieś już tego nie słyszał z 20 razy to bym się nabrał i uwierzył w ten happy end ! No cóż miło mi słyszeć, że autorze że odnalazłeś spokój w życiu i cieszysz się nim na 200% za Macbooka pro za 8 tysięcy jak dobrze to zauważyłeś. Wkurwiają mnie takie teksty bo wyrażają je zawsze osoby które osiągnęły już jakiś status życiowy, mają dobre dochody itd i nie musza się martwić już tak bardzo o przyszłość !! I takie pierdolenie że nie przeszkadzało by Ci gdybyś to pisał z rozwalającego się złoma możesz sobie wsadzić gdzieś . Gdyby tylko zabrakło Ci pieniędzy od razu cołnałbyś swoje słowa i wrócił do zapierdalania w korpo tylko żeby wrócić do poprzedniego statusu życiowego! Dlaczego tak się wkurzyłem po przeczytaniu tych żałosnych wypocin ? Bo wiem jakie były twoje intencje; chodziło Ci o to żeby nie żyć tylko pracą i nie przejmować się presją społeczeństwa i swojej grup w której się obracasz i z tym się w 100% zgadzam, jednak nie mogłeś się oczywiście powstrzymać pisząc o tym jaki to jesteś zajebisty (zarabiasz tyle w miesiąc co inni w pół roku hahha ) , ( jestem taki dobry w swojej dziedzine, hahaha ) co wyłącznie świadczy o tym, że jesteś następnym kretynem który jak Maria Antonina na pytanie od głodującego ludu „jesteśmy głodni, nie mamy chleba” miała odpowiedzieć: „to jedzcie ciastka”.

    Polubienie

    1. „Nie tylko ostatnie słowa przypisywane znanym ludziom okazują się fałszywe. Nieprawdziwa jest anegdota, jakoby Maria Antonina, usłyszawszy, iż poddani nie maja chleba, powiedziała „Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka”. Podobną anegdotę opowiadano już o żonie Ludwika XIV. Zapisał ją także Jan Jakub Rousseau, w książce wydanej w czasach, gdy Maria Antonina miała 10 lat i nie była niczyją żoną. ”
      źródło: http://odkrywcy.pl/kat,122994,page,2,title,Najslynniejsze-zdania-w-historii-ktore-nigdy-nie-zostaly-wypowiedziane,wid,14062326,wiadomosc.html?smg4sticaid=613d82

      Polubienie

  5. Jestem świeżo po studiach, omijam korpo, buduję coś swojego, widzę cel dążę do niego. I jestem szczęśliwa. Im bardziej skupiam się na sobie, nie będąc przy tym egoistką – tym wszystko mi lepiej wychodzi i ludzie, którymi się otaczam są szczęśliwi. High Five Czarny!

    Polubienie

  6. niby rozumiem podejscie „przed” i szanuje to „po”, to jednak bawi mnie to niezmiernie. nie od dzis wiadomo, ze cel uswieca srodki, ale nie wiem, czemu ludzie zatracaja sie w tych wlasnie „srodkach” i czemu nie wycziluja. a ze zycie nie jest stabilne i bezpieczne? czy ktos mowil kiedys, ze jest inaczej? naszemu spoleczenstwu potrzeba wiecej stoikow i zdecydowanie mniej hedonistow, bo widze, ze zrownowazone (i wydawaloby sie logiczne) polaczenie tych obu przychodzi ludziom zdecydowanie zbyt ciezko.

    Polubienie

  7. Wiesz co drogi autorze? Musisz być bardzo nieszczęśliwy…W ogóle ten świat, w którym żyjesz jest okropny…Samotni, wykorzystywani ludzie otaczający się kasą i gadżetami…KObiety to też gadżety w tym świecie…przedmioty. Musicie być bardzo nieszczęśliwy w tych swoich drogich garniturach, drogich brykach…Odrażąjący świat… Pustka, wydmuszki…..Dlaczego cały czas podkreślasz te swoje pieniądze itp… Istnieje naprawdę piękny świat, prawdziwy…..

    Polubienie

  8. Brzmi to wszystko trochę jak „zabiłem już wystarczająco dużo ludzi, żeby móc zacząć promować pacyfizm”.
    Zawsze mnie w takich przypadkach interesuje, czy oprócz samozadowolenia, były podjęte jakiekolwiek próby zadośćuczynienia rodzinom ofiar. A może cel, czyli drogi laptop na kanapie z drogiej skóry wystarczająco tłumi wyrzuty sumienia?.
    No dobrze, załóżmy że w tym przypadku tak nie jest i żadne aplikantki ani konkurenci nie ucierpieli.
    😉

    Polubienie

  9. Jestem po lekturze drugiej części Twojej książki i zastanawiam się gdzie teraz pracujesz. Nowa korpo? Wlasna kancelaria? Czy może zostałeś pełnoetatowym pisarzem?

    Polubienie

  10. Wreszcie coś mądrego, Panie Ikea! 🙂 To prawda, że podobne słowa można przeczytać u innych, ale kto sam tego nie doświadczył, nie zrozumie jaką radością jest móc je pisać we własnym imieniu. Wszyscy mamy te same problemy i wątpliwości i to jest piękne. Sama się „ogarnęłam” i wreszcie czuję, że to co mam wystarczy żeby być szczęśliwą, a że mam dopiero 22 lata- Chryste, ile dobrego przede mną! 🙂
    Przybijam piątkę, Panie Piotrze 😉

    Polubienie

  11. Jakie zycie bywa przewrotne 🙂 Cos co bywa dzisiaj sensem zycia, jutro traci sens. Ludzie przesciguja sie w doborze nowych to dobr luksusowych tj. 200 mertowy apartament, ktory i tak nie nalezy do ciebie tylko do banku, szafa pelna drogich szmat, nowy sprzet, ktorym mozna sie pochwalic. Po 10 godzinach przescigiwania sie w korporacji wraca sie do pustego domu, do rzeczy ktorymi nie masz sie z kim dzielic. Szkoda mi takich ludzi, bo moze i prowadza zycie na wyzszym poziomie ale niestety samotnie…

    Polubienie

  12. Dzisiaj rozmawiałem z człowiekiem, który stwierdził, że udar zmienił jego życie na lepsze. Gdyby nie dostał tego udaru wiele by stracił. I ja to rozumiem, mnie też choroba bardzo zmieniła, zmieniła na lepsze…

    Polubienie

  13. @ (nie obraźcie się, ale mało osób potrafi robić to co ja, i mimo, że zmieniło się w moim życiu wiele rzeczy to akurat się jeszcze nie zmieniło).

    Ciągle to podkreślasz, a nigdy nie napisałeś czym sie zajmujesz. Więc zapytam, czym się zajmujesz? 🙂

    Polubienie

      1. Tylko 3 osoby w kraju zajmują się tym zawodem i tak łatwo byłoby Cię zidentyfikować, że tego nie podajesz do wiadomości? 😉

        Polubienie

  14. ludziom często wystarczy myślenie, że coś mogliby zrobić. od kiedy żyję zawsze zadziwiało jak latwo przychodzi im wiara w swoje gówniane wymówki i wytłumaczenia. dlaczego jest to aż tak irytujące?

    Polubienie

  15. Dajcie mu spokój, miał na tyle gorącą naturę żeby pisać to co pisał bo i pewnie gorąco w to wierzył, to i teraz się mocno odbije i zrobi coś fajnego ze swoim życiem. Facet zdolny tylko błądził do tej pory 🙂 Znasz pragnienia kobiet to wybierz jedną wyjątkową i ją uszczęśliw, życie polega na dawaniu, nie na braniu. Na pewno wiesz o czym mówię 🙂
    PS: Jeju jak ja Cię nie cierpiałam za to że robisz naiwnym ludziom wodę z mózgu 😀

    Polubienie

  16. To wszystko co posiadamy w obecnym przejściowym stanie mamy POŻYCZONE.

    Zobaczcie ile ludzi się spina żeby MIEĆ.
    Samochodu nie kupujemy dla siebie tylko dla sąsiada żeby go bolało.

    Polubienie

  17. Kurde, jaki śmieszny wpis.
    200% życia! Pisze facet o który jeszcze nic w życiu nie przeżył.
    „Dziecko musi pójść do dobrego przedszkola” – serdecznie wątpię żeby autor miał jakiekolwiek dzieci, skoro do tego jego problem się sprowadza. Co za bzdura, trudno z dzieckiem to jest np. kiedy przychodzi do Ciebie sześciolatek i się pyta czy on tez kiedyś umrze?
    Jak bardzo ważki jest w tym momencie dylemat macbooka pro?

    200% z życia w którym jeszcze zero się wydarzyło, to cały czas jeszcze nie jest prawdziwe życie.

    D.

    Polubienie

  18. Wydaje mi się, że mimo wieku i takich przemyśleń nie wiele w tym swoim życiu przeżyłeś. Zgadzam się z poprzednim komentarzem. Twoje problemy i wnioski mało mają wspólnego z prawdziwym życiem. Twierdzisz, że nie potrzebne ci te wszystkie gadżety, samochody, macbooki do szczęścia, ale się ich nie pozbywasz. Człowieku, w otoczeniu tego szajsu nigdy nie docenisz szczęścia tu i teraz, np wieczoru spędzonego na podłodze turlając się ze śmiechu z dzieckiem, nigdy nie poczujesz radości gdy widzisz jak czyjeś dziecko któremu podarowałeś buty zimowe, tuli je ze szczęścia. Nie docenisz czasu spędzonego z ukochaną kobietą, która będzie z Tobą nawet jak nie będzie kasy i będzie Twoim najlepszym przyjacielem, dopóki nie przestaniesz skupiać się na cyckach. Ciągle piszesz o sobie tak, żeby wszyscy Ci zazdrości, ale wierz mi, nie ma czego. Przynajmniej ja bardzo Ci współczuję.

    Polubienie

  19. Ty co noc tulisz sie do swojego macbooka pro, a Ja do swojego ukochanego faceta 🙂
    Jak czytam ten Twoj wpis to odnosze wrazenie, ze cale zycie probujesz sobie cos wynagrodzic i zachowujesz sie przy tym jak dziecko we mgle… do czegos tam dazysz, chcialbys byc szczesliwy ale wiecznie wybierasz jedna i ta sama droge.
    Zycie to nie ciagla gonitwa za golymi cyckami i luksusem.

    ps e tam zamiast pisac tu – zmykam do mojego misiaka 🙂

    Polubienie

  20. Życie to dla mnie podróż w czasie, tu chodzi o to, żeby ta podróż dała przyjemność i jak najwięcej szczęścia, uśmiechu. Żeby było ‚fajnie’, a mam wrazenie jakby niektórzy chcieli dojsc z punktu a do punktu b, żyją tylko jakąś zjebaną pracą, której nie lubią, są ofiarami wyzysku a mimo to chcą zaimponować szefowi, który kompletnie się nie liczy z pracownikem. Nie mozna tak sie dać i nigdy nie mozna uważac się za kogoś gorszego. Każdy czlowiek ma takie same mozliwosci tylko nie zdaje sobie z tego sprawy, pełno jest takiej ciemnoty, która potrzebuje kogoś kto nimi pokieruje, nie maja odwagi sami o czyms decydowac i czasem wyrażać własnego zdania, przez brak poczucia wartosci.. Poza tym przez pryzmat życia zawodowego chyba nie można komuś przypisywać jakiejś pozycji. Można być dobrym i dumnym z czegoś co nie daje dużych pieniędzy albo wcale, a to Cie uskrzydla i daje poczucie bycia kimś wyjątkowym. Np. tworząc jakąś bardzo wysublimowaną sztukę, raczej trafimy do małego grona odbiorców, co wiąże się z małą popularnością, a jeśli jeszcze chcielibyśmy na tym zarobić to małą kasą. Ale przecież dla kogoś właśnie ta garstka ludzi do których to trafia może mieć największe znaczenie a nie kasa. Myślę, że praca nie koniecznie musi spełniać, ważne żeby nie była czymś uciążliwym, byś czuł się tam dobrze, był szanowany i doceniany. A jeśli to co się kocha robić, można połączyć z zarabianiem kasy to oczywiście, że trzeba do tego dążyć.
    Złe jest to, że ludzie dziś są takim produktem, wykorzystywani w biznesie, są oczerniani na każdym kroku przez różne media, wyreżyserowane wiadomości itd.. Najgorsze, że w jakimś stopniu nie można tego uniknąć. Że kasa osiągneła taką wartość to mnie tak wkurwia, całym globalnym systemem jestem poirytowany. Życie jest piękne tylko świat jest chujowy, no ale to też ludzie go takiego stworzyli a sam tego nie zmienie.

    Dla mnie w życiu najważniejsze jest poczucie zrozumienia drugiej osoby, możliwość dzielenia się z kimś swoim szczęściem, ekscytacja, że druga osoba czuje dokładnie to co Ty w danym momencie i sprawia jej tyle samo radości. Do tego jeśli mało kto potrafi to zrozumieć oprócz tej osoby albo jakiegoś grona znajomych, to już całkiem jest szlachetne.
    Ciesze się, że mam takich ludzi wokół siebie, dzięki temu na prawdę często dochodze do wniosku, że kocham swoje życie.

    Rzeczy materialne się przydają wiadomo, polepszają komfort ale to do pewnego stopnia, potem człowiek i tak się przyzwyczai do jakiegoś standardu i co, cały czas nie będzie miał uśmiechu od ucha do ucha bo jeździ nową S-klasą.. Dlatego dla mnie dobrze wydana kasa, to dobrze spędzony wolny czas ze znajomymi, odcięcie się od świata tego jakiego my nie chcemy, od tych wszystkich statystów. Tworzymy sobie swój raj robimy to na co na prawdę mamy się ochote, bez względu na to czy ktoś może kiedyś stwierdził, że to się nie powinno a to wypadałoby…
    Taka moja idea.

    PS: Piszę z IBM’a T61, który nigdy mnie nie zawiódł, mimo to Maca też bym chciał ze względu na system, jednak jeszcze muszę troche poczekać :p
    Za to iPhona już się dorobiłem i jest fantastycznie ;p

    Polubienie

  21. Bardzo fajny tekst. Ja pomimo że nie osiągnęłam w życiu wiele, nie tyle ile chciałam, jestem szczęśliwa. Był moment, że darzyłam do kasy… Kasa kasa co za tym idzie wycieczki, wszystko z górnej półki. Jednak… Coś się zmieniło w mojej samoświadomości. Mam męża i córkę. Oczekujemy kolejnego dziecka. Jestem w domu nie pracuje, gdyż nie czułam się dobrze od poczatku. I teraz zrozumiałam ile traciłam biorąc nadgodziny lub praca w soboty. Nie potrzebuję luksusu. Wystarczą mi wakacje w PL, używany ale sprawy samochód i parę groszy na koncie gdyby pralka mi się popsuła… Za to w końcu poznałam tak naprawdę moją córkę, spędzam z nią czas, cieszę się rodziną. Nie potrzeba mi zapieprzać za 2. Zwykła praca wystarczy żeby mieć i żyć..

    Polubienie

  22. Na blogu znalazłam się przez przypadek- naprawdę totalny przypadek;
    pamiętam, że w któreś wakacje, leżąc przy basenie czytałam książkę „Pokolenie Ikea”, którą ostatecznie rzuciłam gdzieś w kąt hotelowego pokoju i zostawiłam; nie zabierając jej do domu, stwierdzając, że jest to jedna z tych pozycji, która jest niegodna miejsca na którejkolwiek z moich półek.
    Chwytliwy tytuł skusił mnie do kupna podczas jednej z wizyt w Empiku; myślałam, że to będzie książka o moim pokoleniu; ale jednak nie… chyba jestem przedstawicielką tego młodszego pokolenia (lub mniej młodego; trudno stwierdzić); niż pokolenie Ikea. Po przeczytaniu nie dziwił mnie fakt, że autor postanowił zostać anonimowy- „też bym się pod tym nie podpisała”- myślałam. Ale jednak pieniądz nie śmierdzi… „też bym to wydała”; wrzucając książkę do jednego worka z Conchitą Wurst, Warsaw Shore, koktajlami z jarmużu i żywnością bezglutenową wróciłam do Łodzi; do moich nudnych i wyczerpujących studiów, prozy dnia codziennego, nie zastanawiając się nad tym nigdy więcej.
    Ostatecznie czuję, że powinnam zwrócić autorowi honor; to co prezentuje powyższy wpis jest dla mnie dość odkrywcze i refleksyjne; nie napisane rynsztokową polszczyzną, która tak bardzo raziła mnie w książce; prawdopodobnie jeszcze tu wrócę w wolnej chwili.
    Pozdrawiam i życzę aby nigdy nie zgasił Pan w sobie tego ognika, który zmusza do tworzenia; AS

    Polubienie

  23. Na codzien pracuje jako ratownik medyczny,jestem tez ratownikiem gorskim, wodnym i strazakiem, zarabiam troche pobizej 2 tys czyli mniej niz panie na kasie w biedronce. Niektorzy zeby zarobic wiecej chodza z pracy do pracy i z dyzuru na dyzur, prawie w ogoke nie widuja rodziny, poziom stresu jest na maksymalnym poziomie. Mnie wystarcza 1 praca i skromny zarobek. Potrzebuje odpoczynku, wspinaczki, spotkan z przyjaciolmi, wycieczek, obcowania ze sztuka i partnerem. Kiedys pracowalam na 2 etaty, piebiedzy bylo wiecej, ale wydawaly sie tak samo. Apetyt rosnie w czasie jedzenia-nie warto. Zycie w skrajnej biedzie nauczylo mnie minimalizowac potrzeby i racjonalizowac koszty a takze swietnie sie bawic bez pieniedzy. Kiedy bylam mlodsza jezdzilam po swiecie, mieszkalam na squotach, spiewalam na scenie z wielkimi gwiazdami swiatowej slawy jazzu i kompozytorani muzyki wspilczesnej, organizowalam festiwale, poznalam wielu ciejawych ludzi, wyszalalam sie za wszystkie czasy. Yeraz dalej chce podrozowac ale cenie sobie domowe zacisze i spokoj. Pierscionek zareczynowy wybralam sobie za 100 zl. Moglabym umrzec juz jutro i nie bylo by mi az tak bardzo szkoda. Zawsze robilam w zyciu to co chcialam, naprawde przezylam swoje zycie i mysle, ze dobrze, ze za rozwoj kariery zawodowej wzielam sie dopiero przed 30. Dzieci w planach. Slub tak samo, nie warto podejmowac moim zdaniem wiazacych zyciowych decyzji przed 30. Mam cudownego partnera-pielegniarza. Razem sie swietnie rozumiemy. Po kilku dziwnych zwiazkach i jednym wyniszczajacym i toksycznym 5-o letnim ciesze sie, ze usunelam ciaze i moge zyc na nowo i cieszyc sie wolnoscia. Moj przyszly maz kiedy go poznalam byl otylym, fatalnie ubranym i poprostu paskudnym szczeniakiem ze szczeniackimi odzywkami. Pracowal w szpitalu ale jako sanitariusz. Jest 7 lat ode mnie mlodszy. Byl tak okropny, ze nie chcialam na niego spojrzec. W tym samym czasie o moje wzgledy walczylo kilku innych i to nie byle jakich, mistrzowie polski, lekarze, prawnicy, krytycy muzyczni itd Swieta panienka tez nie bylam, bo lubilam seks dla samego seksu w sposob otwarty i nieskrepowany, nie chcialam sie wiazac, bylo mi cudownie samej, grafik zajec i szkolen nialan przepelniony. On byl czysty jak łza, prawiczek, chodzil za mna rok. Wspial sie w koncu na ten M.Everest jak mnie nazywal. Kupil mi piekny naszyjnik, orzechowke soplicy z mlekiem, bo zapamietal jaka lubie, czekoladki i 14 lutego przejechal 600 km zeby mi powiedziec, ze sporo dla niego znacze. Ale nie sam gest mnie urzekl. Mialam zawsze powodzenie, jestem piekna i madra kobieta, wiedzialam czego w zyciu chce i po wbikliwych obserwacjach moich kochankow prezenty nie robily na mnie wiwljiego wrazenia-mialam przez wiele lat kochanka, z ktorym latalam jego prywatnym smiglowcem gdzie chcialam-bardzo milo go zawsze bede wspominac, jednak wiedzielismy oboje, ze to tylko romans i nam to pasowalo. Co wiec mbie w tej pasjudzie urzeklo? Ze byl za mna. Ze w kazdej swojej decyzji bral pod uwage mnie i stawial mnie na 1 miejscu nawet przed soba samym- balam sie tego i myslam, ze to nie jest zdrowy objaw. Ja pochodze z toksycznej rodziny, on z kochajacej i opiekowal sie cale zycie mlodszym bratem. Trzeba najpierw zadbac o siebie zevy moc o innych -nowomodne bzdury. Trzeba wiedziec w kogo mozna zainwestowac uczucie. Kiedy mialam chwile wavhania-powiedzialam mu o tym. Zawsze rozmawiamy o wszystkim, mialam obawe, ze nasze swiaty sa zbyt rozne, on 7 lat mlodszy, cale zycie spedzil przed komputerem grajac w gry, ja ciagle w ruchu. Nie zdenerwowal sie, powiedzial tylko, ale co ja bez ciebie zrobie-jestes calym moim swiatem, stawiam ciebie nawet ponad mnie 🙂 zatkalo mnie- vo rzeczywiscie tak jest na codzien, w zdrowy sposob. Zaciagbelam chlopaka do sklepu z ciuchami, zmienilam fryzjera, ze mna zaczal chodzic na silke-spedzam tam pare ladnych godzin. Razem pracujemy i razem wychodzimy wszedzie, nie dzwonimy do siebie caly czas, kiedy jestesmy w domu kazdy ma troche swoivh zajec ale wiekszosc czasu i tak spedzamy razem. Nie nudzi sie nam to. Wie o mnie wszystko i to zaakceptowal od tak ! Jest teraz bardzo przystojny i bardzo pewny siebie. Nie boje sie o zdrade, wiem, ze noze mu sie cos wlaczyc, ze chce poprobowac, duzo rozmawiamy o roznych hipotetycznych sytuacjach pol zartem, pol-serio, tak najlepiej, powiedzialam mu, ze jezeli zachce to niech powie-poderwiemy jakas laske albo kilka czy nawet faceta jak zechce i zaprosimy do lozka. Opowiedzialam mu o roznych konsekwencjach takich dzialan. Zreszta zdrada nie jest dla mnie zadnym wyznacznikiem konca, czerwona gruba linia. Na razie sie w lozku nie nudzimy od samego poczatku jest bajecznie, bo ja nie mam zadnych zachamowan i on tez, bo jestem jego pierwsza partnerka. Ma ogromna fantazje, empatie i ogromnego kutasa. I uwierzcie mi ten slodki, kiedy niesmialy misio, ktory kawe przynosi mi do lozka codziennie rano, zmywa, sprzata, gotuje i po 100x dziennie potrafi mi mowic, ze mnie kocha-zebym nie zapomniala czasem-troche na zlosc mi to robi na zarty, bo zdarzylo mi sie raz zwatpic na poczatku, ten kochany misio potrafi mbie godzinami rznac jak najwiwksza szmate, zlapac za wlosy, lekko podduszac, gryzc, ciagnac i brac na sile oraz wyzywac-czasami, bo go tego nauczylam, nawet nie musialam, powiedzialam co lubie, czasem delikatnie, tantrycznie i etrycznie owszem, ale czasem potrzevuje ostrego rzniecia. I powiem wam, ze mega przystojniaki, ktore wyruchaly milion lasek nie doruwnuja mu, bo brak im czesto empatii. Wniosek- mowcie o swoich potrzebach otwarcie i od razu na poczatku tak samo o oczekiwaniach i obawach. I kolejny wazny punkt : nie pije – ew 2 browary na jakiejs imprezie -rzadko(to jest bardzo wazne bo alk wyplukuje w duzej ilosci wit z gr b, ktore sa potrzebne do prawidlowego rozwoju mozgu, alkoholik nigdy sie nie zmieni, bo ma wyzarty mozg, wiec takich sobie odpusccie, nie zmienicie go-choroba korsakowa to choroba psychiczna o ciezkim niezauwaznym przez nasze spol przebiegu, zmiany sa nieodwracalne, a to tylko 1 z wielu chorob poalkoholowych itylko samych psychicznych chorob z dlugiej listy), nie pali, zarabia tyle co i ja ale potrafi oszczedzac i to jest wazne a nie to czy ma kase bo kazda kase mozna wydac – wiem cos o tym, moge wydac 5k w 5 min na drobne zakupy, zylam w luksusie bardzo dlugo, ale tez i w skrajnej biedzie kiedy nie mialam co jesc i karmili mnie przyjaciele, jeszcze z kontuzjami i potworbym bolem bez rodzicow czy rodziny- pokecam kazdemu taki trening miesieczny-zycie bez luksusow, wyplate na lokate, odlaczamy prad i ciepla wode oraz gaz zeby nie bylo na czym gotowac, tel na karte na 5 zl na miesiac, najlepiej zima 🙂 i pomieszkac na squotach -koniecznie 🙂 nie ma takiego bagna, z ktorego nie da sie wyjsc. Ludzie przejmuja sie na codzien takimi pierdolami, denerwuja sie, oceniaja innych powierzchownie i traca na tym, od kazdego mozna sie czegos nauczyc, nawet od menela, jezeli potrafi sie sluchac uwaznie i z otwartym umyslen oraz szacunkiem- widze to bardzo dokladnie. Dlatego dokonuja zlych wyborow. Ja podejmuje codziennie decyzje, za ktore moze mi grozic utrata uprawnien i wiezienie oraz grozba popelnienia bledu i zabicia czlowieka, czasami w kilka sekund. Ratuje zdrowie i zycie nikt mi za to nie dziekuje, wrecz spotykam sie na codzien z potwornym niezrozumieniem, ostracyzmem i zwyklym hamstwem. Kojarzycie sceny z doktora House’a z przychodni? Tak wlasnie to wyglada. Lubie swoja prace. Oczywiscie, byloby super, gdybysmy byli bardziej doceniani finansowo i spolecznie, bo wiedze i umietnosci nusimy posiadac na pozionie lekarskim i nie tylko z zakresu medycyny ratunkowej, bo to za malo, zycia mi nie starczy zeby wszystko wiedziec, a i odpowiedzialnosc jest wspolna, a roboty duzo wiecej. Jednak wiem, ze robie cos waznego (pomijajac kartele farmaceutyczne itd ale aledze rozne kierunki medycyny takze tej alternatywnej i naturalnej) , wiem, ze sie rozwijam. Pracowalam w wielu miejscach, sklepach, barach,restauracjach , biurach, nawet w urzedzie wojewodzkim, jako akustyk i spawalam swiatlowody, spiewalam tez na scenie. Nie moglam utrzymac zadbej pracy dluzej niz miesiac, oprocz tych 3 ostatnich, bo byly ciekawe, ale nie dawaky stabilbosci finasowej. Myslalam juz, ze hestem debilka skoro juz z kebabem mam problem nawet. Z kazdej roboty staralam wyciagnac jakas nauke, jednak otoczenie mnie denerwowalo i powtarzalbosc czynnosci. Zawsze szlam tam gdzie chcialam, nie potrafilam sie zmusic sama psychika dziala podswiadomie, spoznialam sie, coraz bardziej okewalam az w koncu nie przychodzilam wcale. Naprawde zastanawialam sie co ze mna nie tak, kretynka na pewno nie vylam, bo juz od dziecka bylam bardzo zfolna i przebiesiono mbie pare klas wyzej, ale pitem udupilam, bo bylo mi za latwo z wszystkim, w domu nieciekawie to alk i dragi w podstawowce. Chcialan isc do szkoly muzycznej lub na medycyne ale matka nie chciala mbie poslac u wmawiala, ze jestem durna. To przez jakis czas jej wierzylam, bylam chodzacym poczuciem winy a mohe relacje z facetami byly beznadziejne-poczucie wartosci -bliskie zeru, mimo, iz wokalnie chodzila za mna juz pewna legenda. W pracy na codzien obserwuje i smierc i cierpienie i kalectwo, dramaty i problemy. Staramy sie uswiadamiac naszych pacjentow zeby szanowali swoje ciala i zycie nie tylko wtedy kiedy cos sie stanie. Bo ktos kto pil palil, jadl smieci i nie ruszal sie cale zycie nagle kiedy ma zawal ma pretensje do personelu medycznego, ze jest chory, bo lekarz pewbie mu zle tabletki przepusal. Naprawde zdobywajcie wiedze i dbajcie o siebie nie tylko wtedy kiedy wam cos sie stanie. Mam na mysli rowniez pakowanie sie w beznadziejne zwiazki, bo od stresu do choroby nie daleko. Nie czekajcie kochane az wasz facet rozwali wam leb o szafke czy zniszczy zdrowie poddajac ciaglym stresom. Nie warto. Zycie jest tylko jedno. Pokochajcie szare myszki, zwroccie uwage na maluczkich, tam sie kryje potencjal, moj z nie klamiac jedynki urusl do 8 i dalej sie rozwija przy mnie i dla mnie, bo chce sam Drogoe Panie, nie rzeźbcie w gownie, bo i tak z tego nic nie wyplynie a tylko przesiakniecie smrodem, znajdzie sobie szlachetny material a macie cale zycie na to, zeby sie razem z partnerem rozwijac. To o dopiero nauczyl mbie kovhac i zredefiniowal moje pojecie milosci. Nie jestem w stanie tego teraz przekzac slowani. Moze kiedys w innym przydlugawym poscie… tylko nie zapominajvie nigdy, ze kazda nawet najglupsza decyzja jest wazna. Moj kumpel tak raz wpadl z kobieta ktorej nienawidzi i ma skreslone cale zycie a chcial sie tyljo zabawic. Panowie-kochajcie kobiety i szanujcie je. Naprawde nie jestesmy ani gorsze ani glupsze ani slabsze.

    Polubienie

  24. Skąd ja to znam… przerażające…a może dobrze że tu trafiłam i z przerażającego stanie się obiecujące?
    Miesiąc temu diagnoza i telefon, że mam przyjść na konsultację i to jak najszybciej. Skierowanie na operację, termin na przyszły tydzień…Ja? Odmawiam! Niedawno awansowałam w mojej korpo!A za 2 tygodnie urlop! O nie! Tak więc termin operacji planowanej (o ile doczekam) na grudzień :/ … A teraz tak siedzę przed laptopem i zastanawiam się czy dla tych pieniędzy i własnej ambicji warto?
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s