Krzysztof wyciągnął z dumną miną z reklamówki 10 jaj kupionych od baby pod blokiem. Nie byle jakiej baby.

Krzysztof nie był frajerem i doskonale się orientował, że 80 a może nawet 90 proc. jaj sprzedawanych na warszawskich bazarach to jaja z Tesco z których jakiś spryciarz albo spryciara gąbką z płynem Ludwik usunął oznaczenia, trąc jak onanista na planie filmu porno.

Jego baba była jednak inna.

Gruba, w chustce na głowie, rumiane policzki, ba nawet z wąsem – ewidentnie było widać że baba jest ze wsi, pachnie wsią i oddycha wsią.

No może mając swoje stanowisko nieopodal śmietnika oddychała akuratnie czymś innym, ale jaja to miała prima sort.

Pokroił sobie cztery kawałki chleba: ciach, CIACH, CIACH.

Posmarował je masłem. Polskim, nie żadnym irlandzkim czy duńskim – w kwestii żarcia Krzysztof był absolutnym patriotą.

Co do tego? – zastanowił się chwilę. – Ależ oczywiście – walnął się w głowę. – Kabanos. Oczywiście wieprzowy, nie drobiowy, nie uznawał w tym przypadku żadnych kompromisów.

Z namaszczeniem wyjął jeszcze lodówki butelkę piwa Plon – ponoć chmielonego świeżymi, niesuszonymi szyszkami. 7 zł za butelkę, ale było warto.

Kolacja zapowiadała się wykurwiście.

Zgotował wodę w czajniku, jajka wsadził do rondelka, zalał je uważnie, wodę posolił po czym wyszedł z kuchni   z mocnym postanowieniem powrotu za jakieś 5 do 7 minut kiedy będzie można jaja wyciągnąć i obrać.

Podszedł do wieży i puścił sobie kawałek Black Sabbath. A jeszcze konkretnie numer czwarty na genialnej płycie „Paranoid”.

Strzelił sobie małego Wiplera do szklanki a następnie do gardła.

Po brzuchu rozeszło się miłe ciepło.

Jiiją, jijjją, jiią – charczała gitara męczona przez Tony’ego Iommi.

Krzysztof w jej rytmie wykonał szybki pokaz zdejmowania marynarki i koszuli.

Wygiął się spektakularnie i zawył:

„Nobody wants himmmmm They just turn their headsNobody helps him

Now he hassssss his revenge!!!!!!!!”

Spiął pośladki i napiął biceps. Prawy.  Mięsień zaprężył się obiecująco.

Idzie mi świetnie – pomyślał.

Teraz spodnie!  Odpiął pasek, wyskoczył z nich jak oparzony i zawirował gaciami nad głową w rytm

I w tym momencie ktoś w jego kuchni strzelił z rewolweru Magnum.

Krzysztof doskonale wiedział jaki dźwięk wydaje rewolwer Magnum, bo sam z niego strzelał dwa lata temu.

U nich w biurze była tradycja losowania prezentów na gwiazdkę. Szefostwo uznało, że to lepszy pomysł niż szósty z rzędu koszyk z zestawem do samodzielnego zrobienia sushi, które i tak załoga solidarnie wystawiała na Allegro.

Krzysztof dziwnym zbiegiem okoliczności wylosował zajęcia na strzelnicy, których zwieńczeniem było 12 strzałów z rewolweru Magnum, wielkiego jak krowa, a kopiącego jak byk.

Z trudnością utrzymał go wtedy dwoma rękami. Za to z tarczy strzelniczej zostały jakieś nędzne ogryzki.

Padł więc na podłogę jakby goniło go dwóch wielkich murzynów po Bronxie.

Poleżał tam chwilę.

Z kuchni zaczął dochodzić jakiś niepokojący swąd. Niezwykle śmierdzący. Podniósł głowę i na czworakach poczłapał w jej kierunku. Smród nasilał się z każdym ruchem.

Eletryka pierdolnęła i się spaliła czy co? – zastanowił się moment. – To może być kosztowne – zaniepokoilłsię

W jego bloku wzniesionym za czasów radosnego socjalizmu podobnego rodzaju wypadki oznaczały konieczność wezwania elektryka, który za swoje usługi brał minimum stówę za godzinę.

Ale ze ścian nic nie parowało, za to z gara na kuchence unosił się siwy dym.

Wstał i zajrzał do rondla.

Zamiast białych jajek klasy zero, zniesionych przez kury popierdalające na swoich łapach po podwórzu i zajadających się dżownicami pływała w nim dziwna szaro – zielona zawiesina.

– Zbuk. Ja pierdolę, ugotowałem zbuka – pomyślał.

Jego siostra kiedyś miała podobny niefart.

Rozbijała jajka nożem do miseczki.  Przy piątym trafiła na zbuka. Fala smrodu, która ją zalała była tak porażająca że wyciskała łzy z oczu.

Nie mogła się powstrzymać i rzygnęła prosto do miseczki. Rzygała tak długo aż zaniepokojony odgłosami jej konkubent oderwał się od trzeciej części Diablo i przybiegł do kuchni.

Kiedy zobaczył co się stało, również rzygnął prosto na podłogę i symultanicznie rzygali tak przez pięć minut.

Nie wspominali tego epizodu za dobrze, choć Krzysztof gdy mu go opowiadali prawie spadał ze śmiechu z kanapy.

Teraz miał chyba większego farta. Ugotowany zbuk owszem śmierdział, owszem śmierdział przepotwornie, ale jakoś dał radę zbliżyć się do garnka.

Gdzie to wywalić? – kombinował gorączkowo. – Do kibla???? Nie! Zapcha się. Do zlewu??? I co mam w to później włożyć rękę??? Nie!!!

Wyciągnął wielką reklamówkę z Biedronki i wylał do niej zawartość garnka po czym zawiązał zawartość.

Reklamówkę wcisnął w kolejną i jeszcze kolejną aż doszedł do co najmniej dziesięciu a dla pewności toksyczny ładunek wpakował jeszcze w worek na śmieci.

Jakby go goniło stado diabłów tasmańskich pognał do śmietnika na dole. Droga z ósmego piętra dłużyła mu się straszliwie.

Kiedy wrócił ręce nieco mu drżały. Otworzył okno w kuchni i włączył wyciąg. Nalał sobie dużego Wiplera i bezwładny zaległ na kanapie ciężko oddychając.

Nie był już głodny. Jedno przynajmniej było pewne. Baba ewidentnie sprzedawała jaja ze wsi.

A kuchnię, tak kuchnię wietrzył trzy dni.

2009-09-05 19.38.08

 

25 uwag do wpisu “Jajka

      1. Błędy nie błędy. Znacie kogoś idealnego? Nie ma takich ludzi. I to w nim uwielbiam. Nie skupiajcie się na błędach. Doznawajcie emocji wszelkimi zmyslami. Przeżywajcie. Chlonncie. Czujcie. Myslcie. Albo nie myślcie i na chwilę sie zapomnijcie… wiem pojechalam jak ksiadz na kazaniu ale do cholery… MAMY JEDNO ŻYCIE… BŁĘDY TEŻ TRZEBA POPELNIAC.
        P.S. NIE PIJE JUŻ WIECEJ;) POZDRAWIAM POLAKÓW 😉

        Lubię to

  1. Skonczylam najnowsza powiesc szanownego Ałtora- chce wiecej. I juz. Widziałam, ze Altor bedzie sprzedawany w lIDLU. sZACUN. Jestem pod wrazeniem. Aczkolwiek….

    Lubię to

      1. Kwestia gustu 😉

        O Oldze poczytać można w książce, o Lisicach nie. Więc nic się nie stanie jak autor poświęci im jakiś wpis 😉

        Lubię to

  2. Zbuk zbukiem, ale ugotowaliście kiedyś pisklaka?
    Za dziecka na koloniach na jakiejś wsi na śniadanie były jaja na twardo , kumpel rozbił skorupkę , zaczyna skubać i kuwa szok! w środku nierozwinięty kurczak , do dzisiaj mam traumę i przy jajach ze wsi ręce mi drżą jak u chorego na parkinsona.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s