Wyznam wam w sekrecie: ostatnio przestałem się denerwować. Oczywiście niezupełnie. Nadal zdarza mi się zagotować i od czasu do czasu mam ochotę kopnąć centralnie w dupę, ale jest lepiej niż było dajmy na to kilka tygodni temu.
Widzicie tak do 25 roku życia byłem generalnie bardzo spokojnym kolesiem.
Uczyłem się trochę więcej niż inni, piłem trochę mniej, bardziej podobały mi się kobiety ale z całą pewnością byłem spokojny. Mało co mnie było w stanie wyprowadzić z równowagi (chyba że cycki mojej koleżanki z roku, bardzo atrakcyjnej brunetki, która niestety nie poznała wówczas sztuki depilacji, widziałem ją zresztą jakieś dwa lata temu i nie posiadła jej do dzisiaj, ale cycki ciągle ma super).
Hotel Gołębiewski w Karpaczu Tak, ten wzniesiony nielegalnie o powierzichni116 tys. m kw czyli więcej niż powierzchni handlowej ma warszawskie centrum handlowe Arkadia. 890 pokoi.
Jeden wielki burdel na kółkach. Delegacje, zjazdy integracyjne, konferencje, wódka.
Zdrady małżeńskie, szybki seks korporacyjny, lody na basenie.
Piękna brunetka, lat 22? 24?, z cyckiem niczym bomby głębinowe. Podchodzi do jacuzzi w parku wodnym gdzie siedzi facet koło 50 tki wyglądający jak biznesmen. Ma slipy jak biznesmen, potężny brzuch jak biznesmen, wiszący nad biznesowymi slipami, siwe włosy na skroniach – jak biznesmen i nawet wyraz twarzy jak biznesmen i jakieś 180 cm wzrostu tak że góruje nad swoimi kolegami w wannie.
Wcześniej widać go było jak wysiadał z Audi Q7. Z kratką z tyłu oczywiście. Jak biznesmen.
Brunetka idzie w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym koloru czarnego, jej cycki bujają się na boki, nogi ma długie brzuch płaski – twarz ma ładną ale nikt poza kobietami nie zwraca na to uwagi bo nikt nie jest w stanie podnieść głowy powyżej jej bufetu
Idzie i kręci biodrami a paznokcie u stóp pomalowane na burdelową śliwkę ma obute w luksusowe klapki z kryształkami Svarowskiego, Idzie i puszcza blinki tymi kryształkami a cały basen ma wzwód.
Podchodzi do biznesmena, dookoła jakieś 20 osób a ona bierze ręce pod boki i zaczyna wrzeszczeć: gdzie byłeś?!!! Gdzie się włóczysz?!!!!!! Dlaczego mnie tu zostawiłeś?!!!!!!! Następnym razem jak będziesz się tak zachowywał to przyjedź tu sam! Z rodziną!
Tupie klapkiem dla podkreślenia efektu. I odchodzi znów kręcąc biodrem.
Faceci przełykają ślinę.
Opieprzony facet wychodzi jak niepyszny z jacuzzi i już ma jakieś 110 cm wzrostu.
Dostałem dzisiaj przesyłkę od kolegi, który wręczając mi ja rechotał paskudnie.
To był list. Tytuł? „Francuski fenomen zawitał do Polski”.
Niezły początek. Pomyślałem, że może kobiety w naszym kraju zaczęły się przekonywać na szerszą skalę do seksu oralnego albo dajmy na to jest nowa dostawa serów do Carrefoura ale proszę na polskim rynku pojawił się nowy serwis internetowy, tutaj radośnie przekręcę jego nazwę bo mi skurwiele nie zapłacili abym ich reklamował:
przytulmiśka.pl
Nie sprawdzałem czy coś takiego istnieje, więc jeśli istnieje to nie to.
„To pierwszy internetowy sklep z mężczyznami, w którym kobiety mogą przebierać wśród „produktów” oferowanych na witrynie. Mogą wybrać swojego idealnego faceta podczas wyprzedaży rudzielców lub przecenionych wąsaczy (jedyny facet, który wygląda dobrze z wąsem to Tom Selleck – przyp. Ikea), a także włożyć do koszyka sympatycznego blondyna (no jak w mordę strzelił ja, ja i jeszcze raz ja przyp. Ikea). „
„Mężczyźni przedmioty do przytulania
Dodawanie do koszyka
Na miejscu lub na wynos
Dostawa ekspresowa
Codzienne nowości”
Serwis randkowy (przepraszam sklep z facetami) jest francuski a do Polski sprowadziło go co?
„w krótkim czasie zespół przytulmiśkaaaa.fr odebrał ponad 300 wiadomości pochodzących od Polek – właśnie dlatego serwis zdecydował się wybrać Polskę, jako kolejny etap swojego rozwoju w skali międzynarodowej.”
Moim zdaniem do Francuzów doszło, że Wojtek F. jest w niełasce jeśli chodzi o pośrednictwo i postanowili zapełnić lukę.
Nawiasem mówiąc bardzo mi się podoba rozróżnienie, które występuje na stronie, kiedy usiłujesz na coś kliknąć: „jestem klientką – kobietą”, „jestem produktem – facet”.
Olga, kiedy jej o tym opowiedziałem powiedziała: „o jakie to głupie. Wróżę temu wielki sukces”.
I przypomniała mi ten stary dowcip:
„W Nowym Jorku otwarto nowy sklep, gdzie kobiety mogą wybrać i kupić męża. Przy wejsciu jest wywieszona instrukcja korzystania ze sklepu:
• możesz wejść do sklepu tylko jeden raz,
• jest 6 pięter, a cechy charakterystyczne mężczyzn zwiększają się z każdym piętrem,
• możesz wybrać jakiegolwiek mężczyznę na piętrze lub iść piętro wyżej,
• jak wejdziesz wyżej nie możesz już się cofnać.
Pewna kobieta decyduje się wejść do sklepu żeby znaleźć tego jedynego.
Na pierwszym pięrze wywieszka mówi:
Ci mężyzni mają pracę. Kobieta decyduje się wejść wyżej.
Na drugim piętrze jest napis:
Ci mężczyźni mają pracę i kochają dzieci.
Kobieta znów postanawia wyjść wyżej.
Na trzecim piętrze jest napisane:
Ci mężczyźni mają pracę, kochają dzieci, i są bardzo przystojni.
Wow, myśli kobieta, ale postanawia wejść wyżej.
Na czwartym piętrze wywieszka mówi:
Ci mężczyżni mają pracę, kochają dzieci, są bardzo przystojni i pomagają w pracach domowych.
Niesamowite, pomyślala kobieta, z ciężkim sercem odrzuca taką ofertę i postanawia wejść na wyższe piętro.
Na piątym piętrze jest napis:
Ci mężczyźni mają pracę, kochają dzieci, są bardzo przystojni, pomagają w pracach domowych i są romantyczni. Kobietę kusi żeby zostać na tym piętrze, ale decyduje się wejść na ostatnie piętro.
Szóste piętro:
Jesteś na tym piętrze odwiedząjaca numer 31 456 012, tutaj nie ma mężczyzn, to piętro istnieje tylko żeby pokazać że kobiecie nigdy nie dogodzisz.
Dziekujemy za odwiedziny w naszym sklepie”
Znaczy się kobiety nigdy nie zaspokoisz, chociażbyś zrobił jezioro łabędzie na swoim prąciu kręcąc się w Carnegie Hall.
Ale wiecie co? Pojawienie się takiego serwisu świadczy też o tym, że kobiety się w tym kraju mocno wyemancypowały.
Pamiętam jak swego czasu, będąc na studiach jeszcze mieszkałem z pewną fryzjerką która pewnego dnia odkryła uroki serwisu dyskopatia.pl (też mi nie zapłacili więc niech spadają na drzewo).
Jednego wieczora potrafiła się umówić z trzema panami. Ale ona była w awangardzie i wychodziła na promiskuityczną a poza tym potrafiła pieprzyć się na balkonie o godzinie 13 po południu wrzeszcząc do aktualnego faceta, żeby ją lizał mocniej jak bulterier a nie pieprzony jamnik.
Miałem jakiś czas temu dyskusję ilu facetów do łóżka to dla współczesnej kobiety dużo. I nam wyszło że dla takiej 30 – latki to 10 będzie dużo. Ale dla 20 latki – dopiero 15 – tu.
Jak widać świat idzie do przodu. Skorzystacie panie?
„Wydobyłam od znajomego numer Wojciecha Fibaka i wysłałam SMS >Panie Wojtku, czy może pomaga pan miłym dziewczynom poznać i zarobić przy poznaniu miłych panów? Miła dziewczyna<. Następnego dnia zadzwonił ktoś z zupełnie innego, nieznanego mi numeru.
Po sześciu minutach od poznania zaproponował zajęcie. – Mam bardzo fajnego przyjaciela, mieszka w Nowym Jorku. Polak, bardzo skromny, bardzo mądry, miły, fajny. Przyjeżdża czasami do Europy, niedługo przyjedzie. To mam pierwszy pomysł, od razu… Ty mi się podobasz w ogóle. Masz inteligencję i jesteś apetyczna.„
Laska dziennikarka – umówiła się z Fibakiem aby udowodnić, że jest świnią. Kim jest Wojciech Fibak? Były tenisista, obecnie biznesmen, miłośnik kobiet między 20 a 30 rokiem życia, lubiących stawac na portfelu.
Chciałoby się powiedzieć – człowiek chce pomagać a tu mu kłody rzucają pod nogi.
Wyobraźmy sobie sytuację, znam bardzo ładną kobietę, która ma ochotę poznać mojego bardzo przystojnego i zamożnego kolegę. Daję jej jego numer? A teraz podwyższmy napięcie, znam bardzo ładną kobietę, która ma ochotę poznać mojego bardzo przystojnego i zamożnego kolegę i wiem że chce się z nim przespać. Daję numer? A jeśli jest żonaty? A jeśli wiem, że przez jego łóżko ona chce ubić jakiś interes?
Prawdopodobnie dzwonię do niego i mówię, mu że taka koleżanka chce jego numer. I nie tylko.
Czym to się różni poza tym, że Fibak jest znany a ja nie? I dlatego ja nie trafię na okładkę Wprost.
Cała sytuacja z Fibakiem to porozumienie między dorosłymi ludźmi, w którym ona ma interes do ubicia a on jest „pomaga”. Powiedzmy, że to specyficznie pojmowany networking.
„W rozmowie kilkanaście razy podkreślał, że z poznawania ze sobą ludzi nie czerpie żadnych korzyści majątkowych, choć Latkowski w ogóle go o to nie pytał. – Przyszła do mnie dziewczyna do galerii, ale wie pan, to nie było… Ja nie powiedziałem, że ja czerpię jakiekolwiek… Ona przyszła i mówi, że chciała gdzieś wyjechać, że chciała zdobyć kontakt. Od razu wyczułem, że to jest jakiś numer, i bardzo świadomie powiedziałem, że faktycznie mogę jakoś pomóc, mogę z kimś skontaktować. Ale tam nie ma żadnej wzmianki o żadnych korzyściach, o niczym, żadnych pieniądzach – mówił tenisista.”
Owszem lubi kobiety. Owszem może jest dziwkarzem. Owszem może płaci za seks. Owszem może się wydać przez swój tryb życia żałosny. Owszem cała sytuacja może budzić obrzydzenie.
Ale do momentu kiedy nikomu nie dzieje się krzywda, nie jest łamane prawo to jego prywatna sprawa kogo dupczy i komu daje numer telefonu. Fibak nie jest politykiem, nie jest księdzem ani nie jest wzorcem moralnym do naśladowania.
Jeżeli handluje kobietami wbrew ich woli, za pieniądze – ok. rozumiem. Ale w tym przypadku tak nie było.
Żyjemy w świecie w którym czy nam się to podoba czy nie gdzie wiele osób jest gotowych na wiele, aby poznać kogoś, kto zna kogoś, kto może więcej. Są kobiety, które o podwyższenie swojego statusu materialnego walczą dupą. Ich największym kapitałem społecznym jest dobre ciało, duże cycki i zgrabny tyłek.
Czy mam je potępiać że wykorzystują swoje atuty? Kwestia kręgu kulturowego.
Kto sam jest bez winy niech pierwszy rzuci majtkami. Naprawdę nigdy nie przespałaś się ze swoim facetem/jakimś facetem aby coś od niego dostać?
Powiem szczerze o wiele bardziej niż cała sytuacja z Fibakiem oburza mnie to co dzieje się w Turcji. Jakoś o niebo bardziej wkurwiające jest to, że ktoś może chcieć karać ludzi za to że chcą się pocałować na ulicy, albo pomalować usta na czerwono niż podstarzały playboy.
Jedno jest pewne, ten numer Wprost sprzeda się doskonale.
Było przy tym trochę marudzenia w waszym wykonaniu. Źe teksty słabo napisane. Tekst nie musi być dobrze napisany. Musi mieć w sobie emocje. Od tego aby dobrze go napisać jestem ja.
Poza tym zawsze można było podesłać własne historie. Wychodzę z założenia, że należy działać. Czy skończy się to dobrze czy źle? Nie wiadomo. Ale trzeba coś robić a nie tylko marzyć i narzekać.
Tak zrobiłem pisząc Pokolenie Ikea. Pisałem tę książkę z gigantycznymi przerwami przez jakieś siedem lat.Poprawiając w pewnym momencie nieustająco.
Kiedy z 10 wydawnictw powiedziało mi żeby spierdalał, doszedłem do wniosku że nie ma co się kłócić z rzeczywistością i przepisałem ją od nowa. Mogłem dostać w dupę. Ale mi się udało.
Kiedyś wydam ją może w oryginalnej wersji.
Trzeba iść przed siebie i skonfrontować się z rzeczywistością. Macie się do nędzy nie poddawać. Często ci najlepsi, to właśnie ci najwytrwalsi. Sam potencjał to za mało. Na świecie są miliony z potencjałem. Nikt ich nie odkryje, jeśli sami sobie w tym nie pomogą. Więc jeśli piszesz, malujesz, pierdzisz, robisz zdjęcia – zrób coś z tym na poważnie. To mówiłem ja Paulo Coejlo.
A teraz kończąc z łzawą atmosferą- dziękuję wszystkim, którzy podesłali mi kawałki swojego życia. Nawet jeśli były to wytwory waszych fantazji – mówią o tym jacy jesteście i czego pragniecie. Wzbogaciło mnie to.
Wybrałem trzy z tego co mi podesłaliście, wy jeden.
„Nastał dzień, w którym wybił rok naszego związku, a my już razem mieszkaliśmy równiez w dwupokojowym (ważny szczegół). Jakoś specjalnie nam to nie wychodziło. Spróbuj być z kucharzem… to prawie tak jak być z Charlie Sheenem. Właśnie wtedy w odwiedziny przyjechała moja stara przyjacióła z Pyrlandii ze swoim facetem. Ugościliśmy ich jak przystało na gospodarzy warszawskiego zadupia (czyt. Woli). Jak wyżej wspomniałam typ miał to do siebie, że jak popije to idzie spać. Ja zawsze mogłam dużo wypić i nawet być w pełni władz umysłowych co zabawniejsze. Wpadliśmy więc na pomysł z serii “Life fast, die young” i urządziliśmy sobie trójkąt nie z tej ziemii. Mój facet śpi za ścianą, a ja liżę cipkę swojej psiapsióły posuwana przez jej faceta. Dosyć zabawna sytuacja nie sądzisz?:D”
„6.30. Jedną ręką mieszam jajecznicę, a drugą zaparzam sobie kawę. Jeślibym miała trzecią, zdołałabym się jeszcze przy tym uczesać. Gdyby zaś wyrosło mi kilka par, jak bogini Kali, mogłabym jeszcze zrobić makijaż, pozmywać po śniadaniu i podlać niecierpki na balkonie, żeby nie przywiędły, bo wtedy znów mi je wpierdolą przędziorki.
6.40. Dziecko przypomina sobie, że pani od przyrody kazała przynieść na lekcje warzywa, ponieważ mają robić jakąś ekspozycję czy cuś. Niechcący na usta wybiega mi słowo na k…, które w połowie zmieniam na ‘kurrrrczątko’. W panice wkładam sobie do oka szczoteczkę od mascary i przez chwilę myślę, że definitywnie je wydłubałam. Po czym na złamanie karku gnam do piwnicy i znajduję jakąś marchewkę i przywiędłą cebulę. Musi wystarczyć. Najwyżej na następnym zebraniu wysłucham, że córka jest niesystematyczna i nie wykorzystuje swojego potencjału intelektualnego. Jakby ktokolwiek normalny w tym kraju go wykorzystywał.”
Wróciłam się już lekko zirytowana o co gościowi chodzi, znów zajrzałam przez uchylona szybę.
-Słucham?
-Jak on się Pani podoba? Może być?
Mówiąc to bardzo wyraźnie potrząsnął przyrodzeniem. Jego biedny penis, którego do tej pory nawet nie zauważyłam, chyba był przytrzaśnięty tym rozporkiem, bo aż przybrał kolor dojrzałej śliwki węgierki.
Sama zadziwiłam siebie elokwencją i opanowaniem w tej sytuacji. Z pełną powaga odpowiedziałam:
-Nie bardzo.
-Dlaczego?
-Widziałam większe. – było to w 100% zgodne z prawdą.
Mój prywatny zboczeniem zmieszał się z lekka.
-Dużo większe?
-No sporo.
-Dziękuję.”
—
Wygrała więc „Matka z cycem”, ze zwyciężczynią kontaktuję się mailowo w celu omówienia warunków nagrody.
Wszystkie panie dodatkowo dostają PI2 jak wyjdzie. Autografy na biustach. Kto nie podesłał niech żałuje.