Jak skutecznie poderwać faceta?

Drogi Piotrze, Nie przejmuj się, proszę, niedojrzałością loginu w moim adresie mailowym, ale zakładałam go jako 12-latka i tym sposobem jest on jedynym nieznanym nikomu adresem, a chciałabym zachować odrobinę anonimowości. Imienia nie będę sobie zmieniać, bo przy tym adresie to bez sensu. Zatem – Kinga jestem, ale jeśli ten mail wyjdzie poza Ciebie i mnie, to proszę, jednak zmień mi imię. Mam 21 lat, jestem studentką i piszę do Ciebie z wyjątkowo głupim pytaniem – jak skutecznie poderwać faceta?

Czytaj dalej

Deska

Deska od kibla była biała (standard), twarda (to chyba dobrze) i generalnie dość wygodna. I wszystko byłoby w porządku gdybym na niej nie usiadł. Dobra, przyznaję się – skłamałem.

Nie usiadłem sam.

Deska – przypomnijmy biała i twarda –pękła w cholerę.

Wliczyłem ją w koszty. Połamane kawałki plastiku wrzuciłem do kosza. Jednak otwór sedesowy niczym nie zakryty przypominał trochę melinę, więc już po trzech tygodniach zaczęło mi to delikatnie przeszkadzać.

Bohatersko również zignorowałem podsuniętą przez Olgę ideę aby zasłonić otwór poduszką.

Odpaliłem google, wyszukałem model sedesu, następnie model deski i już miałem kliknąć na koszyk, kiedy sprawdziłem cenę.

Jedyne 500 zł polskich.

Przyznaję to mnie trochę zaskoczyło. Nie pamiętałem ile zapłaciłem za deskę bo kupowałem ją z wyposażeniem całej łazienki.

Nie przypuszczałem, że dożyliśmy czasów kiedy deska na kibel kosztuje 40 proc. pensji minimalnej. Nic to, zamówiłem, zapłaciłem. Co miałem zrobić? Ukraść z centrum handlowego?

Czytaj dalej

Taras

Leżymy na leżakach odpoczywając po saunie.

– Czarny? – zagaił Ufo.

Cisza. Błoga.

– Doradź mi – poprosił.

– Przeleć ją – podsunąłem szatańsko.

– Nawet nie zdążyłem ci powiedzieć o co mi chodzi – zamarudził.

– To jej nie przelatuj – zgodziłem się łaskawie.

– Mam problem z tarasem – wyznał.

– Fajna rzecz taki taras. Dobra do śniadań. Kawa. Gazeta. Można kogoś oprzeć o meble z wikliny i zrobić pogoń za Boryną, drąc jej przy tym kieckę– rozmarzyłem się z kolei. – Ile ty masz tego tarasu? 90 m?

– 140.

– I Ty pierdolony lemingu z Wilanowa i oczekujesz mojego współczucia? – wycedziłem.

– Tak. Śnieg na nim leży.

–  Chyba w Twojej kurwa wyobraźni. Kokaina ci leży. Stertą. Widzisz jakiś śnieg za oknem teraz?

Ufo rozejrzał się dookoła. W półmroku tylko chlupała woda i stały leżaki.

– Teraz baranie nie – wycedził. Ale w poprzednim roku miałem takie zaspy, że co sobota ja za łopatę i dalej zgarniać to wszystko.  Już pominę że to trwało z sześć godzin. Jakby chłop na polu ziemniaki zbierał. Podstawowy problem gdzie to wyrzucać.

– Za okno?

– Za daleko. Niżej są tarasy. Mam sąsiadom śnieg do nich zrzucać? Wkurwią się. W ubiegłym roku już się wkurwiali.

– A nie możesz dalej?

– Jak dalej?

– No dalej. Za ich tarasy – podsunąłem.

– Nawet próbowałem. Po trzech łopatach dostałem zadyszki, a po sześciu kolki.

– A co masz obok siebie?

– Dach.

– To na dach nie możesz zrzucać?

– A jak się zawali? I to będzie moja wina? Wiesz ile waży śniegu ze 140 m tarasu???

– Nie. Ale znam kogoś kto to policzy. Chcesz?

– Nie. Poszedłem do wspólnoty. Wiesz, co mi baba powiedziała. Żebym ten śnieg do swojej łazienki nosił i w wannie roztapiał. Chcą żebym sobie tam igloo zrobił, czujesz?

– Możesz to jeszcze wywozić wiaderkiem na dół.

– Tak?

– Załadujesz do wiaderka, zjedziesz na dół i wysypiesz – doradziłem.

– Świetna rada – zauważył. – Tak, tylko 750 razy w górę i w dół?

– Jasne.  Zostawisz po sobie ślad. Archeolodzy za tysiąc lat będą się zastanawiać co za specyficzny obyczaj religijny odprawiałi mieszkańcy tej świątyni.

– Taaa. Wiesz stary jaka była wywieszka u mnie na kościele w Wilanowie?

– Nie chodzę do kościoła.

– Ja też nie. Ale kumpel opowiadał. Wyobraź sobie – Ufo przeciągnął ręką wskazując niewidzialny szyld: „500 wesel. Jeden pogrzeb”. Taka mamy dzielnicę.

– Ładnie – pociągnąłem nosem. – Poetycko. Ten jeden pewnie też z przepracowania padł, a nie ze starości.  W wyniku dajmy na to intensywnej pracy w dziale sprzedaży napojów alkoholowych.

Ufo, który sam sprzedawał piwo łypnął na mnie jak Putin na Krym i pociągnął wodę z butelki.

6048351367_21aa32cb6f_b

Photo: by Rowena Waack a Creative Commons license

Dlaczego mam zamiar zarobić na pisaniu na nową Hondę?

W pisaniu nie chodzi o pieniądze.  Oczywiście pieniądze są w porządku. Z chęcią za pieniądze zarobione na książkach wymieniłbym sobie furę na coś lepszego. Ale powiedzmy sobie szczerze – to dodatek.

W pisaniu chodzi bowiem o sławę, popularność, tani fejm, chodzi o to że widzisz na ulicy, w autobusie kogoś kto czyta coś co urodziło się w Twojej głowie a nie o prozaiczną kaszankę. Chodzi o mentalny onanizm, kiedy otwierasz laptopa i kiedy opowiadasz znajomym nad czym właśnie pracujesz.  Chodzi o moment, kiedy wchodzisz do księgarni i widzisz jak stoisz na półce (swoją drogą ostatnio mnie mocno z Empiku wymiotło szanowni czytelnicy jeśli pracujecie w tym miejscu – popracujcie nad tym, ogłaszam nową ogólnokrajową akcję, przestaw w księgarni Czarnego na bardziej widoczne miejsce, dziękuję za uwagę).

Co nie oznacza owszem, że pieniędzy tutaj nie ma. W rankingu Forbesa – najlepiej zarabiających autorów roku 2013 na pierwszym miejscu jest pani E.L. James – nędzne 95 mln dolarów (tyle to nawet Brad Pitt za trzy filmy nie bierze).

Czytaj dalej

Dorosłość

– Co miesiąc przelewam matce na konto 2 koła.  Ma dwa koła emerytury więc jakoś można związać koniec z  końcem nie? – zapytał retorycznie Ufo i zamieszał fachowo ręką czerwone wino w kieliszku, tak aby je napowietrzyć. – Skoro młode małżeństwa za taką kasę żyją to i stara pojedyńcza emerytka może.  Dzwonię do niej rano i pytam się czy mogę przed pracą wpaść, bo chciałbym pogadać.  I wiesz co mi odpowiedziała? – zapytał Ufo.

– Że nie, bo bzyka się ze swoim 35 letnim sąsiadem? – zakpiłem.

– Czarny opanuj się to moja matka jest. Ona nie uprawia seksu, on jest święta. Mówi mi, że nie mogę, bo idzie na zakupy. Do Lidla śledzie w promocji rzucili. A ona musi je koniecznie rano kupić, bo później emeryci i renciści wykupią!! Ok. Zdusiłem to w sobie. Pytam może wieczorem? A ona, że nie bardzo bo dziś idzie do warzywnika. Ma układ, że jej podwiędnięte warzywa właściciel taniej sprzedaje. Słucham i już się wkurwiłem. Pytam mamo to po ch… , tfu PO CO? ja ci tę kasę daję?

Czytaj dalej