Sezon urlopowy (wspomnienia z przeszłości)

– Zauważyłem, że rozpoczął się sezon urlopowy.

– Jak zwykle błyskawicznie kojarzysz. Bo? – zapytał Ufo.

– Wyszedłem na balkon.

– Tak?

– Rano. Z kawą. Wiesz espresso z mlekiem.

– No tak.

– Nagi. Z pytongiem na wierzchu.

– ???

– Gorąco jest. Nie będę spał przecież w piżamie. Jak zimno jest nie śpię, to teraz mam spać??

– OK.

– Stoję. Patrzę. Podziwiam. Zielono dookoła, ostatnie piętro. I słyszę: dzień dobry sąsiedzie! Gorąco się zrobiło co?

– Kto to?

– Sąsiadka. I się usmiecha. Taka furkocząca 40 tka. Blond. Nawet zadbana. Wiesz z tego gatunku co żyje żeby pracować, się naciągać i na wakacje na Bali jechać gdzie dosiada atrakcyjnych przedstawicieli płci przeciwnej.

– I co zrobiłeś?

– Odpowiedziałem: dzień dobry, przysłoniłem ptaka spodkiem i oddaliłem się godnie z balkonu.

– Godnie?

– Truchtem.

– A skąd ten urlop?

– Normalnie nigdy jej w domu nie ma. W firmie doradczej pracuje. Musi mieć urlop.

25477420_9cb406ad74_bPhoto by José M. Ruibérriz   a Creative Commons license

W korporacji się nie odmawia

– Krzysiu życie w korporacji nie polega na tym, że mówisz komukolwiek nie. Takich osób nikt nie lubi. Takie osoby nie zarabiają dużo pieniędzy, ani nie awansują. Życie w korporacji polega na tym, że za każdym razem mówisz TAK.

– Tak???? – Krzysztof zdziwił się spektakularnie.

– Cokolwiek by ci nie proponowano odpowiadasz, że to fantastyczny pomysł, wart tego aby się nad nim głęboko zastanowić. I że to cudowne pracować w otoczeniu tak kreatywnych ludzi – wyjaśnił mu Jo z łagodnością pasterza prowadzącego głupią krowę przez pole minowe.

– Eeeee. Ale to kłamstwo. Mam kłamać?

– Jak z nut Krzysiu. Czym więcej tym lepiej. Wszyscy będą cię uwielbiać. Opowiadać, że tak elastycznego i mądrego faceta w życiu nie spotkali.

Mina Krzysztofa wyrażała bezdenne zdumienie.

– A później opowiadasz żart. Ale nie o pedałach! – zastrzegł JO. – Musisz być politycznie poprawny. A poza tym ostatnio, łatwo trafić na geja i będzie kłopot. Mój kolega widział dwóch takich w srebrnym mercedesie CLK jak zaczęli się całować. Chciał wrzucić wsteczny  i im w maskę przypierdolić, bo go zniesmaczyło. Uważał, że każdy patrol drogówki by mu uwierzył, że mi dwa pierdolone pedały wjechały w dupę!!!!!

– Tak? – zapytał słabo Krzysztof. – Jaki żart?

– Coś z seksem najlepiej. Four chinese, Chu, Bu, Fu and Su, decided to emigrate to the USA. In order to get a visa, they had to adapt their names to American standards. Chu became Chuck, Bu became Buck. Fu and his sister Su decided to stay in China… – Jo odczekał chwilę na lawinę śmiechu ze strony Krzysztofa, ale Krzysztofowi wcale do śmiechu nie było. – No, a jak już opowiesz dowcip to mówisz, że masz ważne spotkanie za chwilę. To bardzo ważne aby uchodzić za zarobionego.

– A co jeśli ktoś przyjdzie i zapyta czy coś zrobiłem z tym pomysłem?

– A to akurat bardzo proste. Zazwyczaj nikt nie przyjdzie. A jak przyjdzie? Cóż pamiętasz jak Czarny opowiadał balladę o plecaczku?  Odpowiadasz więc, że myślałeś nad tym bardzo długo i najlepszą osobą do zrobienia tego jest XYZ. I tu wstawiasz osobę, której najbardziej nie lubisz w naszej firmie.

– I to działa?

– Oj Krzysiu, Krzysiu a jak inaczej bym się znalazł na swoim miejscu?

zelazko

Jak skutecznie poderwać faceta?

Drogi Piotrze, Nie przejmuj się, proszę, niedojrzałością loginu w moim adresie mailowym, ale zakładałam go jako 12-latka i tym sposobem jest on jedynym nieznanym nikomu adresem, a chciałabym zachować odrobinę anonimowości. Imienia nie będę sobie zmieniać, bo przy tym adresie to bez sensu. Zatem – Kinga jestem, ale jeśli ten mail wyjdzie poza Ciebie i mnie, to proszę, jednak zmień mi imię. Mam 21 lat, jestem studentką i piszę do Ciebie z wyjątkowo głupim pytaniem – jak skutecznie poderwać faceta?

Czytaj dalej

Deska

Deska od kibla była biała (standard), twarda (to chyba dobrze) i generalnie dość wygodna. I wszystko byłoby w porządku gdybym na niej nie usiadł. Dobra, przyznaję się – skłamałem.

Nie usiadłem sam.

Deska – przypomnijmy biała i twarda –pękła w cholerę.

Wliczyłem ją w koszty. Połamane kawałki plastiku wrzuciłem do kosza. Jednak otwór sedesowy niczym nie zakryty przypominał trochę melinę, więc już po trzech tygodniach zaczęło mi to delikatnie przeszkadzać.

Bohatersko również zignorowałem podsuniętą przez Olgę ideę aby zasłonić otwór poduszką.

Odpaliłem google, wyszukałem model sedesu, następnie model deski i już miałem kliknąć na koszyk, kiedy sprawdziłem cenę.

Jedyne 500 zł polskich.

Przyznaję to mnie trochę zaskoczyło. Nie pamiętałem ile zapłaciłem za deskę bo kupowałem ją z wyposażeniem całej łazienki.

Nie przypuszczałem, że dożyliśmy czasów kiedy deska na kibel kosztuje 40 proc. pensji minimalnej. Nic to, zamówiłem, zapłaciłem. Co miałem zrobić? Ukraść z centrum handlowego?

Czytaj dalej

Taras

Leżymy na leżakach odpoczywając po saunie.

– Czarny? – zagaił Ufo.

Cisza. Błoga.

– Doradź mi – poprosił.

– Przeleć ją – podsunąłem szatańsko.

– Nawet nie zdążyłem ci powiedzieć o co mi chodzi – zamarudził.

– To jej nie przelatuj – zgodziłem się łaskawie.

– Mam problem z tarasem – wyznał.

– Fajna rzecz taki taras. Dobra do śniadań. Kawa. Gazeta. Można kogoś oprzeć o meble z wikliny i zrobić pogoń za Boryną, drąc jej przy tym kieckę– rozmarzyłem się z kolei. – Ile ty masz tego tarasu? 90 m?

– 140.

– I Ty pierdolony lemingu z Wilanowa i oczekujesz mojego współczucia? – wycedziłem.

– Tak. Śnieg na nim leży.

–  Chyba w Twojej kurwa wyobraźni. Kokaina ci leży. Stertą. Widzisz jakiś śnieg za oknem teraz?

Ufo rozejrzał się dookoła. W półmroku tylko chlupała woda i stały leżaki.

– Teraz baranie nie – wycedził. Ale w poprzednim roku miałem takie zaspy, że co sobota ja za łopatę i dalej zgarniać to wszystko.  Już pominę że to trwało z sześć godzin. Jakby chłop na polu ziemniaki zbierał. Podstawowy problem gdzie to wyrzucać.

– Za okno?

– Za daleko. Niżej są tarasy. Mam sąsiadom śnieg do nich zrzucać? Wkurwią się. W ubiegłym roku już się wkurwiali.

– A nie możesz dalej?

– Jak dalej?

– No dalej. Za ich tarasy – podsunąłem.

– Nawet próbowałem. Po trzech łopatach dostałem zadyszki, a po sześciu kolki.

– A co masz obok siebie?

– Dach.

– To na dach nie możesz zrzucać?

– A jak się zawali? I to będzie moja wina? Wiesz ile waży śniegu ze 140 m tarasu???

– Nie. Ale znam kogoś kto to policzy. Chcesz?

– Nie. Poszedłem do wspólnoty. Wiesz, co mi baba powiedziała. Żebym ten śnieg do swojej łazienki nosił i w wannie roztapiał. Chcą żebym sobie tam igloo zrobił, czujesz?

– Możesz to jeszcze wywozić wiaderkiem na dół.

– Tak?

– Załadujesz do wiaderka, zjedziesz na dół i wysypiesz – doradziłem.

– Świetna rada – zauważył. – Tak, tylko 750 razy w górę i w dół?

– Jasne.  Zostawisz po sobie ślad. Archeolodzy za tysiąc lat będą się zastanawiać co za specyficzny obyczaj religijny odprawiałi mieszkańcy tej świątyni.

– Taaa. Wiesz stary jaka była wywieszka u mnie na kościele w Wilanowie?

– Nie chodzę do kościoła.

– Ja też nie. Ale kumpel opowiadał. Wyobraź sobie – Ufo przeciągnął ręką wskazując niewidzialny szyld: „500 wesel. Jeden pogrzeb”. Taka mamy dzielnicę.

– Ładnie – pociągnąłem nosem. – Poetycko. Ten jeden pewnie też z przepracowania padł, a nie ze starości.  W wyniku dajmy na to intensywnej pracy w dziale sprzedaży napojów alkoholowych.

Ufo, który sam sprzedawał piwo łypnął na mnie jak Putin na Krym i pociągnął wodę z butelki.

6048351367_21aa32cb6f_b

Photo: by Rowena Waack a Creative Commons license