Czego chce mężczyzna, który zaprasza do siebie kobietę, poi ją winem, sadza na kanapie i włącza jej film 9 i pół tygodnia?
Pięć pytań o mężczyzn, na które każda z was chciałaby znać odpowiedź
Czego chce mężczyzna, który zaprasza do siebie kobietę, poi ją winem, sadza na kanapie i włącza jej film 9 i pół tygodnia?
Jesteś facetem. Masz owłosione jaja, rozpiera cię testosteron. Potrafisz im tak dogodzić, że wyją z zachwytu. Prawda?
To teraz wyobraź sobie jesteś ładną 20-kilkuletnią kobietą. A może 30-kilkuletnią? Masz długie nogi, niezły tyłek, ciemne albo rude włosy i spory cycek. A często chodzisz bez stanika.
I nosisz kucyki. I masz pomalowane usta kolor starego, czerwonego wina. Na dodatek skłonność do kiecek kończących się w połowie uda.
I uśmiech jak pół słoika nutelli.
Ok. Rozmarzyłem się.
Ale zastanów się. Czy po trzech tygodniach znajomości, dwóch kolacjach, dłuższym pocałunku (z języczkiem), zmacaniu cię przez bluzkę, przyjęłabyś od niego bransoletkę za 500 zł?
Tak?
To błąd. Nic nie wiesz o kobietach. A za chwilę wyjaśnię ci, dlaczego.
Kobiety mój drogi męski czytelniku nigdy nie skumają, że nasze potrzeby są jasne i proste.
Praca.
Jeść.
Spać.
Seks.
Święty spokój.
Tak, tak wiem. Dowcipnego, miłego, odpowiedzialnego etc. Albo jakiegokolwiek faceta a później się go przerobi na wymarzonego.
Ale tak naprawdę to się zmienia w miarę upływu czasu.
Czego innego chce od mężczyzny 20 latka. Czego innego 30 latka. A zupełnie czego innego 40 latka. Co je łączy? Wszystkie kobiety chcą:
#1 Spełnienia fantazji
Miała 24 lata, dziwne imię – Ndulu oraz urodziny. Kilkoro przyjaciół zabrało ją z tej okazji do restauracji. Restauracja była prosta i nieskomplikowana, a Ndulu była prostą i nieskomplikowaną dziewczyną.
W przeciwieństwie do swoich przyjaciół – głównie gejów, którzy mieli głęboko w dupie czy coś jest skomplikowane czy nie. Bądź właściwe albo nie. Generalnie bardziej potrafili się cieszyć życiem.
W restauracji głównie jedli, ale też trochę wypili. Pod koniec jedzenia David, czyli jej przyjaciel gej, zawołał kelnera i zażądał z menu urodzinowego pocałunku dla Ndulu.
Dziewczyna złapała się za głowę i przykryła twarz dłońmi z zażenowania. Kelner był idealnie w jej typie. Nie pocałował jej. Nachylił się i wyszeptał do jej ucha: idź do łazienki. Ndulu poszła. Zanim zdążyła zamknąć drzwi od łazienki pojawił się on. Bez słowa rzucił ją na ścianę i zdarł z niej majtki.
Nie protestowała. Również wtedy gdy brał ją mocno i gwałtownie od tyłu. Jęczała. Krzyczała wręcz. Doszedł w niej. I wyszedł.
Ładna szatynka turlała się po podłodze a zielone gile leciały z jej nosa prosto na lalkowatą twarz.
Miała duże, nieco glonowate usta, wąski nos i duże zielone oczy. Teraz te ostatnie były zaczerwienione i spuchnięte. Na podłodze stała opróżniona do połowy butelka białego wina (druga tego wieczoru, czerwone barwiło zęby).
Szatynka miała 27 lat, zamożnych rodziców, powodzenie u mężczyzn, własne mieszkanie, 173 cm wzrostu, zgrabną chudą dupę, a od pięciu miesięcy mieszkała z chłopakiem, którego zazdrościli jej dosłownie wszyscy.
Był przystojny, przynosił jej kwiaty, był w odpowiedni sposób zazdrosny, czyli bez przesady, nie zasypywał jej lawinami bzdurnych sms, nie rzucał się na nią jak burak, generalnie starał się należycie.
Dziś rano przygotowując sobie jakąś kleistą niskokaloryczną breję uświadomiła sobie, że go nie kocha.
Na domiar złego była niemal pewna, że go nigdy nie pokocha. Był, z trudem się do tego przyznawała przed sobą, za… za… za…
ZA MIŁY.