Ostatnio często sobie puszczam na słuchawkach piosenkę Pezeta, co to jakiś czas temu można było od niej ogłuchnąć na TikToku.

Ale ja patrzę na jeden fragment, który dużo mówi na temat relacji między kobietą a mężczyzną.

Leci to tak:

„I to nie sen, ona ma czarne Louboutin
I jest sztuką, jakby malował ją Gauguin
Jemy śniadanie, jakby gotował nam Bourdain
Bo to jest życie, o którym każdy kłamie na Instagramie

Złamiemy łóżko, nim złamiemy sobie serca
A ona leży teraz na stole jak oferta
I wszystko mi mówi, że moglibyśmy dziś mieć wszystko
Lecz obudziłem się z myślą, że nam znowu coś nie wyszło”

I to jest bardzo życiowe. Dlaczego my, faceci, kończymy relacje – to jest mniej więcej wiadomo.

Bo kobieta stała się wariatką i odpierdziela jakieś dziwne akcje.
Bo cały czas się o coś czepia.
Bo się znudziliśmy i szukamy jakiegoś pretekstu do rozstania.
Bo seksu nie ma i loda nie robi (znam jednego ziomeczka, dla którego był to podstawowy powód zakończenia relacji).

Dla mnie osobiście podstawowym elementem jest troska i czułość. Jak tego nie ma, to nic tam już nie będzie, poza zjazdem dupą po poręczy obłożonej drutem kolczastym.

Ale dlaczego kobieta się rozstaje i co jej w relacji nie pyka?

Tego często nie wiemy, bo mamy inteligencję emocjonalną na poziomie chomika.

Generalnie emocjonalne życie ludzi składa się z etapów, ale u kobiet są one nieco inne niż u facetów.

Etap pierwszy

Jak kobieta ma koło 30, to jest na etapie stabilizacji. Ona wie, że to jest jej prime time.
Chce randek, ale takich, gdzie on nie może oderwać wzroku, a ona będzie mogła się zaczerwienić.

I gdzie on potrafi w odpowiednim momencie przejąć kontrolę, a ona na moment ją oddać.

Takich, gdzie budzą się rano i 15 sekund później jest już mokra. A 20 sekund później zaczyna cicho jęczeć.

Takich, gdzie są spontaniczne wyjazdy nad morze, spacery po plaży i długie rozmowy z butelką wina na piachu, gdzie księżyc świeci tak cudownie i nie przeszkadza, że pizza jest już zimna.

Zwyczajnie ma być miło.

To miękkie jądro, ta rosnąca, pęczniejąca z czasem i przeżyciami więź pozwoli kobiecie w przyszłości na poważniejsze deklaracje.

Pozwoli jej na zaangażowanie.

Na mieszkanie, na kredyt, na to, aby kiedy robi się trudniej, powiedzieć: to jest mój facet i będę się z nim napierdalać z całym światem, jeśli trzeba.

(Albo może wychodzić tylko z pozycji „daj, daj, daj” – jeszcze więcej. Egoizm to wcale nie jest najgorsza strategia przetrwania w naszym świecie. Ja nie potępiam, ja żyję inaczej. Facet ma to na co sobie pozwala).

Etap drugi

Tym, co definiuje kobietę w związku, jest poczucie bezpieczeństwa.

Dzieci to coraz mniej popularny pomysł na zrobienie czegoś ze swoim życiem, ale nadal podstawowy.

Więc jak kobieta czuje się bezpieczna, to pojawia się dziecko.

Ewentualnie – co jest dużo gorszym pomysłem – pojawia się, aby zatrzymać mężczyznę przy sobie i naprawić relację.

My, mężczyźni, nigdy nie rozumiemy, co się dzieje w głowie kobiety, kiedy zostaje matką – nie będę więc udawał, że ja to rozumiem.

Wiemy tylko tyle, że jest to etap, kiedy facet jest odsuwany na bok.

Nie jest to opcja „samiec zrobił swoje, teraz można urwać mu łeb i za pomocą łopaty wyznaczyć pozycję poziomą”, ale jest to etap: kobieta ma nowy świat, stare światy muszą się ścisnąć i zrobić miejsce.

Dużo jest wtedy nieporozumień.

Że nie ma czułości, że nie ma seksu, jest za to dużo zmęczenia i sporo krzyków.

(Tu wypowiem myśl obrazoburczą: jeśli chcesz być najważniejszy dla swojej kobiety – wybierz taką, która nie chce mieć dzieci. Będziesz najważniejszy. Też do czasu).

Etap trzeci

Przychodzi stagnacja, zwana często stabilizacją. Grille. Wakacje. Odwiedziny u rodziców. Wywiadówki. Prace domowe.

Wszystko jest takie same. Każdy dzień jak Dzień Świstaka.

Na dodatek – o tym się nie mówi, to w instrukcji jest pisane małym drukiem – z każdym rokiem jest trudniej.

Życie jest trudniejsze, rzuca twarde do przeżucia kupy gnoju.

Pojawiają się w rodzinie choroby, matka i ojciec (czyli ludzie, którzy kiedyś nas dobrze znali – zazwyczaj było to w dzieciństwie) przestają być superherosami i sami zaczynają potrzebować pomocy.

Odchodzą dziadkowie. To narastające ciśnienie zewsząd wzbudza frustrację.

Etap czwarty

Kobieta wpierw mówi, co jest nie tak.

Na przykład, że „czuję się, jakbym miała drugie dziecko, a nie partnera”, „ważniejsza jest praca/koledzy niż ja”, „nie spędzamy czasu razem”, „ciągle muszę wszystko planować – wyjścia, wakacje, nawet zwykły weekend”.

Co to tak naprawdę znaczy?

Kobieta czuje, że zaraz znajdzie się w smudze cienia. Chce mieć świadomość, że nie zmarnowała swojego czasu.

A tu nie widzi już zachwytu w oczach faceta.

Nie widzi jego zainteresowania.

Nie widzi jego starań.

Albo kompletnie go zdominowała i strasznie ją nudzi.

Seks jest kiepski, bez jakiejkolwiek dbałości o jej/jego potrzeby (sobotnie wypięcie tyłem) albo go nie ma.

Etap piąty

Ona czuje się niewidzialna. 

Kobieta przestaje mówić, co jest nie tak w relacji. I to już jest znak, że zrobiło się grubo.

A pewnego dnia wstaje, podchodzi do faceta i mówi: wyprowadzam się. A on zdumiony niczym pięciolatek w Disneylandzie pyta: ALE CO SIĘ STAŁO?? CO CI NIE PASUJE? DLACZEGO NIE CHCESZ WALCZYĆ O TEN ZWIĄZEK???

Kobiety nie są już uzależnione finansowo od mężczyzn, więc wychodzą z założenia, że lepiej być same, niż dalej tkwić w czymś, co jest kiepskie.

A zazwyczaj dziecko jest już wtedy z grubsza odchowane.

Jest też jeszcze jedna opcja.
Ta na literę Z

Katolicko-narodowy system powierzchniowy obowiązujący w Polsce przyznaje opcję rozwiązłości tylko mężczyznom.

To znaczy, że jeżeli partner się puścił, to jest to mu wybaczone.
Bo to zła kobieta była, bo ktoś go kusił potwornym boobsem, bo był zmęczony albo w depresji i nowa dupa miała być jak Xanax, bo nie dostawał obiadu. Rodzina szybko coś tu wymyśli, a jeśli nie rodzina, to zrobi to na pewno jego matka.

Kobieta ma być to niczym lelija, matka Polka, zawsze dziewica.

Problem w tym, że z jednej strony większość kobiet wie, że to głupie, ale dalej tę fikcję podtrzymuje.

To znaczy, kobiety zdradzają tak samo jak faceci (albo i częściej), ale się tym nie chwalą.

Bo nawet przyjaciółki mogą je za to potępić. Taki stan jednak satysfakcjonuje wszystkich. Czyli – jak nie wiemy, to jest ok, i spoksik.

Zasadniczo jednak powody zdradzania kobiet i mężczyzn się różnią.

Facet w przeważającej części przypadków chce zobaczyć nowe nagie ciało (niekoniecznie młodsze czy ładniejsze – ma być nowe). Po akcie pośpiesznej kopulacji (najlepiej zakończonej w ustach wybranki) następuje odprężenie i można spadać do domu mecz obejrzeć.

Kobieta nie tęskni za aktem. Nie tęskni – co niektórym wydać się może potwarzą – za innym fiutem, chociażby miał on średnicę butelki od mleka bądź wyglądał jak kubek Stanley (nie googluj, jak wygląda kubek – później to zrobisz).

Tęskni za uwagą.
Za spojrzeniem pełnym podziwu.
Za żarzącym się w oczach mężczyzny pożądaniem.

Za rytuałami, których dawno już nie było.

Tym, choćby jak zakłada bieliznę, dokładnie wiedząc, kto i kiedy będzie ją zdejmował.

Seks jest tu dodatkiem do wszystkiego, co dzieje się jej w głowie.

I ktoś wreszcie słucha tego co ona ma do powiedzenia. Ktoś śmieje się z jej żartów. 

Kobieta niby jest ciągle w związku, ale swoje deficyty uzupełnia poza nim. Bo tak jest jej najwygodniej. 

To coraz częstszy model. 

Uśmiecha się sztucznie, całuje cię w policzek, wciąż gotuje tę samą zupę. I tylko w jej oczach nie ma już tego błysku, który kiedyś kazał ci wierzyć, że jesteś jedyny.

Moją nową książkę możecie zamówić tu:

https://www.empik.com/miasteczko-swist-paulina-piotr-c,p1633074147,ksiazka-p

I co tu kryć, jest cholernie dobra. 

2 uwagi do wpisu “Dlaczego ten związek się rozlazł, przecież się kochaliśmy TYLKO DLA MĘŻCZYZN

  1. No to po kolei „kobieta ma nowy Świat stare światy muszą się ścisnąć i zrobić miejsce.” jest to niewątpliwie nowy Świat ale inne Światy być może mniej by się musiały ścisnąć gdyby ten nowy Świat zająłby trochę Świata partnera. Gdyby kobieta nie musiała zająć się sama tym Nowym Światem począwszy od pieluch, czuwania kiedy konieczne, prania, sprzątania, gotowania, lekcji, zakupów, problemów szkolnych. Wiesz, chciałabym usłyszeć połóż się i odpocznij teraz ja będę czuwał, bo młody ma gluta, kaszle i najlepiej mu jak jest przytulony przynajmniej w pozycji siedzącej. Chciałabym nigdy nie usłyszeć „to zrób listę”, bo ten jeden ze Światów nadal kręci się wokół własnej osi. Osi, którą ja musiałam podzielić na dwie. Przejmij kontrolę, zauważ czego brakuje i co kupić. Pamięć rozszerzona nie działa. A wręcz zawęża się do tego, co było zamiast uwzględnić nowe warunki. Ciut inteligencji. Emocjonalnej też. Ciut. Jestem coś między 4 a 5 etapem. I w sumie właśnie teraz mam tak dosyć, że nie mając nic do stracenia po prostu mówię głośno co jest nie tak. Wcześniej byłam delikatniejsza, zaciskałam zęby i dźwigałam więcej niż powinnam. Także zachcianki Księciunia mającego w dupie moje zachcianki. Dlaczego związek się rozpada? Bo okazuje się, że „mieć jaja” to nie znaczy ogarniać rzeczywistość, mieć ją pod kontrolą i umieć ją kreować. „mieć jaja” to fizyczny dodatek do fiuta. Do epicentrum męskiego Świata.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Prawda jest brutalna: ten matrix biologiczno-emocjonalno-seksualny został fatalnie stworzony. A całkiem nowe normy społeczne, niezgodne z tą naturą (np monogamia), komplikują to jeszcze bardziej. Tyle dramatów ludzkich było i ciągle się dzieje, przez to, ze dwoje ludzi kiedyś zgłupiało (chwilowo) na swoim punkcie, a potem, gdy maski opadły, rozczarowali się sobą i zaczęły się nie lubić. https://jarek-kefir.art/2022/04/03/tabu-jak-kobiety-rozwalaja-sobie-zwiazki/

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.