Oczywiście uogólniam, oczywiście upraszczam, ale przez lata związki to było połączenie boksu z łyżwiarstwem figurowym. Raz się kręciło piruety, raz wyskakiwało w górę, aby zawisnąć tam na długi moment, a innym razem zbierało po ryju, bądź leżało na dechach po ostrym nokaucie.
Ostatnio jednak dominuje boks, a rozbuchanie erotyczne zastąpiły długie treningi solo i oglądanie porno. Głównie dlatego, że narcystyczni egoiści, których jest coraz więcej, nie potrafią wchodzić w relacje. Bo to oczywiste, że „wszyscy faceci są zjebani, to nie red flag, to pochód pierwszomajowy”. I to oczywiste, że „wszystkie kobiety to wariatki.”
Pan z panią nie chcą się poznać, bo to zbyt trudne. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo jedyne czego się nauczyli to sprawiać wrażenie. Zamiast tego, do związku wymagają ciuchów, telefonów, eventów, relacji na insta i jak to „śpiewa” Fagata: „dawaj mi tu trąbę, jak u słonia”, czyli dużego Zenona. Ewentualnie, jeśli jesteśmy już przy męskich preferencjach, dużej dupy i zdartych kolan.
To ma zapewnić miłość, to ma zapewnić wierność, a związek będzie szczęśliwy i długi (jak ten Zenon).
Witam w świecie narcystycznych egoistów
Ona i on bez umiejętności zawierania kompromisów. Cały czas uważając, że winna jest ta druga osoba.
To świat, w którym nie liczy się miłość, tylko cellulit, świat, w którym nie liczy się charakter, tylko fura i stan konta.
A jak ktoś się zastanawia, skąd się coś takiego wzięło, to ja to zaraz, choć bez satysfakcji, wytłumaczę. Bez satysfakcji, bo żyję na tym świecie dostatecznie długo, aby wiedzieć, że prawda jest jak trufle: ciężko znaleźć, trzeba się srogo upierdolić, najlepiej sprawdzają się tu świnie, a jak je podasz (w sensie te trufle, nie te świnie) to i tak większość osób jest niezadowolona.
Powód numer jeden: alienacja od ojca
Pozwólcie, że opowiem wam historię. Kumpla, Franza.
Franz w przypływie chwilowych emocji się ożenił, chwilę później rozwiódł, a w międzyczasie po jednorazowym bzyknięciu zapłodnił swoją oblubienicę. Taki fart i niefart jednocześnie (choć, moim zdaniem, lepiej, aby wtedy zagrał w Lotto, może lepiej by trafił).
Kiedy Franz zaraz po narodzinach zjawił się odwiedzić córkę, eksmałżonka wyrwała mu z ręki bukiet 50 róż, po czym zaczęła go tymi różami napierdzielać po łbie, dodając do tego komunikat: że nie chce go więcej widzieć na oczy. Eksteściowa poprawiła staropolskim: spierdalaj i nie wracaj.
Od tamtej pory – czyli od lat kilkunastu – Franz swojej córki nie widział. Płaci na nią po prostu alimenty.
Teraz oczywiście powstaje pytanie, czy warto w takiej sytuacji coś jeszcze zrobić i się szarpać? Franz uznał, że nie. Poznał nową kobietę, ożenił się z nią, ma z nią syna, żyją, o ile mogę to oczywiście stwierdzić, szczęśliwie. Czy Franz jest dobrym ojcem dla swojego syna? Tak, jest bardzo dobrym ojcem. Czy Franz mógłby być dobrym ojcem dla swojej córki? Tego nie miał okazji sprawdzić. Za to, jak wieść gminna niesie, córka od pieluch była zapoznawana z teoriami mamy, jakim tata jest nieszczęsnym menelem.
I tu dochodzimy do clou całej sytuacji.
Dużo, a nawet bardzo dużo mówi się w Polsce o alimenciarzach. Że to chuje, które nie płacą na swoje dzieci. I tak, to prawda. Każdy zawodnik, który miga się od alimentów, jest złamasem. Ale bardzo mało mówi się o alienacji rodzicielskiej, która najczęściej spotyka ojców. I facet, który nie ma kontaktu ze swoim dzieckiem, zazwyczaj na początku walczy, ale później się poddaje i buduje coś nowego. Z kimś innym. Zostaje dziecko, które musi sobie jakoś z taką sytuacją poradzić.
Dla chłopaka ta alienacja od ojca jest bardzo trudna. Zwłaszcza kiedy słyszy:
„- On mnie zostawił, ty mnie nigdy nie zostawisz, prawda?
– Tak, mamusiu.”
W rezultacie, jakiś czas później, dostajemy dorosłego niby faceta, który jednak nie jest w stanie nawet na moment rozstać się ze swoją matką. Nie jest w stanie zbudować żadnego poważnego związku, bo przecież to oczywiste, że matka jest jak Playstation – najważniejsza.
Ale z moich obserwacji wynika, że jeszcze bardziej bije to w dziewczynki. I robi to im później krzywdę jako dorosłym kobietom. Bo słyszą od matki: każdy facet cię skrzywdzi. Każdy facet cię wykorzysta. Każdy facet to ch… Jedyne co może ci dać, to pieniądze. I dziwnym zbiegiem okoliczności później taka dziewczyna/kobieta wybiera najbardziej popieprzonych kolesi. Albo usiłuje każdy związek traktować na zasadzie transakcji. Co on jest mi w stanie dać??
Że Czarny pierdolisz i przesadzasz? Ależ, proszę, w naszym kraju 2,3 mln rodziców samodzielnie wychowuje dzieci. Jeszcze do niedawna blisko 100 proc. rozwodów kończyło się faktycznym pozbawieniem dziecka pieczy ojcowskiej.
Powód numer dwa: największy błąd współczesnej psychologii bezstresowe wychowanie
Jakiś czas temu opowiedziałem swojej matce artykuł z NaTemat o matkach, które przeczytały wszystkie książki o wychowaniu i do swojego bombelka mówią „czuję cię, Haniu”, a Hania potrafi rzucić w nauczycielkę przedszkola krzesłem. Matka, która przez dziesięciolecia była nauczycielką w przedszkolu, wysłuchała ze zrozumieniem, po czym stwierdziła, że tak od połowy lat 90. dzieci faktycznie zaczęły przechodzić pewną przemianę. Jak wcześniej nie waliły innych dzieci krzesłem w łeb, tak wtedy zaczęły. Ale największą zmianą, która się wtedy pojawiła, było zachowanie matek, które nagle zaczęły grać według zasady:
Jeśli twoje dziecko bije inne dzieci – nic się nie stało, to absolutny przypadek. Jeśli inne dziecko uderzyło twoje dziecko – to jasne, że było to chamskie, celowe i mogło zabić.
Kiedyś matki gdy słyszały, że ich dzieci są agresywne, brały to do siebie. Dzisiaj nie pozwalają nawet takiego zawodnika opierdolić, bo „ona wychowuje dziecko bezstresowo”, „Kewinek nikomu nie zrobiłby krzywdy”, „to na pewno wina tego drugiego”, „Andżelika na pewno nie popchnęła innej dziewczynki, tak, że tamta rozwaliła sobie łeb”.
Już nie ma wątpliwości, że bezstresowe wychowanie było jednym z największych błędów współczesnej psychologii.
Zwłaszcza w połączeniu z nowym, dominującym modelem rodziny: 2+1, gdzie jedyne dziecko staje się księciem/księżniczką, któremu/której wszystko wolno.
W efekcie, kiedy Kewinek staje się Kewinem, okazuje się, że jest egocentrycznym dupkiem. Impulsywnym, agresywnym, z nieustanną postawą roszczeniową. Kiedy Andżelika staje się Andżelą, okazuje się, że jak ktoś zwraca jej uwagę, że coś zjebała, to się obraża, bo przecież mama zawsze ją przekonywała, że winni są wszyscy inni, tylko nie ona. Bo ona przecież jest idealna, nieprawdaż?
Powód numer trzy: każdy jest wyjątkowy (tyle, że nie)
Dzieci i nastolatki słyszały: możesz wszystko. Jesteś kimś wyjątkowym. Nawet jak brały udział w zawodach, to żeby nie zrobiło im się przykro, każde z nich dostawało medal za uczestnictwo. W efekcie wyrasta taki albatros, przekonany, że jest siódmym cudem świata, przekonany, że jest kawiorem, a w rzeczywistości jest kaszanką (ja jestem kaszanką na ostro i z kolendrą LOL).
Ale jeśli wszyscy są wyjątkowi, to nikt nie jest wyjątkowy. Jeśli wszyscy dostają medal, to znaczy, że ten medal przestaje mieć jakąkolwiek wartość…
W ten sposób wyprodukowaliśmy stado lebieg płci męskiej i żeńskiej, które całym swoim zachowaniem mówią: obsługuj mnie! Jestem wyjątkowa! Jestem wyjątkowy. Nie potrafią niczego docenić. Nie potrafią się niczym cieszyć. Bo aby docenić dobre rzeczy, trzeba zobaczyć też złe. Aby poczuć smak zwycięstwa, trzeba znać smak porażki. A oni żyją złudzeniem, że są niepowtarzalni. A więc co za tym idzie, wymagają służby i nieustannej obsługi.
Powód numer cztery: nieumiejętność walki
Komik Rafał Pacześ opowiadał ostatnio o 24-letnim kolesiu, który w jego knajpie w Łodzi kręcił placki pizzy.
I pewnego dnia, w środku największego młyna, po czterech godzinach pracy, pan pizza stwierdził, że chce iść do domu, BO GO NOGI BOLĄ. Na sali piekło, kelnerki czasu wytrzeć czoła nie mają, a jego, kurwa, bolą nogi. I to wydaje się zabawne, ale jak taki zawodnik, który nie potrafi zacisnąć zębów, ma walczyć o cokolwiek, w tym swój związek? Jak ma poświęcić cokolwiek ze swojego komfortu, aby w tej relacji było lepiej?
Przecież wiadomo, że tego nie zrobi, bo jeszcze się spoci.
Powód numer pięć: liczę się tylko JA, JA i JA.
Związek staje się transakcją. On mi daje to, ona mi daje to. Co ma robić druga osoba? Spełniać moje oczekiwania. Życie MNIE MIJA, bo MNIE, MI, JA.
Kobiety kastrują mężczyzn, sprawiając, że cały czas czują się oni winni. W tym układzie kobieta nie widzi niczego poza czubkiem swojego nosa. Cały czas tłumacząc facetowi, że nie dorasta do jej wymagań. Że nie zaspokaja jej potrzeb.
Jak w komentarzu, który przeczytałem na jednym z forów internetowych:
„Pamiętam taką laskę, obecnie na eksponowanym stanowisku, które dostała w wiadomy sposób (kariera przez łóżko to ulubiony manewr tych pań). Jakiś jej wtedy partner nie odpowiadał na lawinę wiadomości od niej a mieli planowany boski wypad. Zasugerowałam, że może coś się u niego stało. Na to ona: „hmm…no w zeszłym tygodniu umarła mu matka „. Ja na to (w szoku): „no widzisz dlaczego nie ma głowy do wyjazdu”. Ona na to: „serio? Przecież to tydzień temu było a poza tym obiecał mi!”.”
A w drugą stronę, mężczyźni uprzedmiotawiają kobiety, traktując je jako zaawansowane urządzenie do sprzątania i seksu oralnego (na inny szkoda energii).
Jak mówi bohaterka mojej powieści „Ostatnie tango”:
– Teraz każdy zaczyna, jak to niby będzie cię rżnął.
– To źle? – strzelam.
– To prosty komunikat. Znaczy, że ja będę zapierdalać między jego nogami. A nie chce mi się zapierdalać od razu na starcie. Chcę, żeby on też się mną zajął i żeby mnie też było dobrze. Mężczyźni traktują nas jak mopy do robienia loda.
Jedni i drudzy stoją w obliczu nieustających rozczarowań i samotności.
Lustereczko powiedz przecie, kto jest najbardziej zjebany na świecie?
Może będę tu nieco niesprawiedliwy, może kogoś skrzywdzę, ale jak już chcecie szukać winnych za ten stan rzeczy, to idźcie do mamy, idźcie do taty.
A później postarajcie się coś ze sobą zrobić. Co by nie mówić, sami jesteście odpowiedzialni za swoje szczęście.
Choć, mówiąc szczerze, nie wierzę, że wam się będzie cokolwiek chciało. Łatwiej jest przecież mieć pretensje do innych.
Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?
A czy Ty już wiesz, że napisałem nową książkę? Strasznie mnie nudzi przypominanie o tym, ale ostatnio dostałem pytanie, czy to prawda, że powstał film Pokolenie Ikea, więc chyba warto powtarzać pewne komunikaty.
Najnowsza moja powieść nosi tytuł „Ostanie tango”. I jest fajna, czasami zabawna, a czasami depresyjna. Ot, cały ja: 4,8/5 na Empiku.
I najwyższa moja ocena w historii na Lubimy Czytać (serwisie, który mnie strasznie nie lubi) 7,2/10.
Papier tu:
https://www.empik.com/ostatnie-tango-piotr-c,p1451745306,ksiazka-p
E-book tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1163730.html
Audiobook tu:
https://www.legimi.pl/ebook-ostatnie-tango-c-piotr,b1166754.html
I tu:
https://www.storytel.com/pl/books/ostatnie-tango-2866315
Tyle. Buzi



Konkluzja jest źle, lepiej już było, trzeba się ogarnąć.
Czarny ciągle rozdarty między głębszą filozofią życia dla Mariol i Krisów oraz sprzedawaniem swojej książki.
PolubieniePolubienie
Cześć Czarny!
Powiedz mi, dlaczego kobiety uwielbiają nadmiernie idealizować mężczyzn?
Karierowicz, miłośnik rowerów i literatury (Twojej również), romantyk.
Gdy parę lat temu po nocy pełnej rozmów o życiu i związkach, podszedł do mnie i nagle mnie pocałował, myślałam, że wszystko się zmieni.
Czy po tym byliśmy razem? Oczywiście, że nie.
Powiedział „zasługujesz na to, żeby być szczęśliwa, ale ja nie mogę Ci go obiecać” i po prostu dał sobie na nas ultimatum. (Głupia ja)
Po tylu latach spotykamy się na mieście, a on przez większość czasu opowiada: kto na niego teraz nie leci, że nie angażuje się w związki, że liczy tylko na seks, a najważniejsza jest kariera.
I po tylu latach myślę, że gdy ja idealizowałam sobie jego obraz, myśląc „co by było gdyby”, on prawdopodobnie potraktowałby mnie jako kolejną nic nie znacząca zdobycz.
Czemu kobiety sobie to robią? Czemu rozumieją takie rzeczy po latach? Czemu brały za wielką romantyczną opowieść, krótki nic nie znaczący gówniany epizod.
PolubieniePolubienie
Przeważnie nie strzepie ryja, bo nie mam o co. Tym razem zastrzepie. Bezstresowe wychowanie jest złe?! Nie zgodzę się. Za to widzę tendencje do nazywania ” bezstresowym wychowaniem” braku wychowania i lenistwa antenatów. Tak, lenistwa. Bo bezstresowe wychowanie wymaga konsekwencji i dyscypliny od nas samych. Bo stwarza się dziecku bezpieczny świat. Im młodsze tym więcej zakazów i nakazów, im starsze, tym większe poluzowanie, bo zakazy i tak już nie zadziałają. Sama bym zj… własnemu dziecku życie stosując metodę, która uznałam, bez znajomości tematu, za bezstresowe wychowanie, czyli, rób co chcesz. I dziecko mi zrobiło taki manifest, że klekajcie narody. Więc poszłam do psychologa i dowiedziałam się, jak obsługiwać tego małego człowieka. Pewnie z*ebalam różne rzeczy, bo nie jesteśmy tabula rasa i niesiemy w sobie własne zapisy z*ebania, ale wychowałam fantastycznego, samodzielnego człowieka.
Tak bezstresowo jak to było możliwe.
PolubieniePolubienie