Zaświadczam wam, już nic nie będzie takie samo, albowiem po obejrzeniu 365 dni dokonałem niemożliwego: zrozumiałem kobiety. Choć do teraz zastanawiam się, co trwało w tym filmie dłużej: sceny seksu czy zakupów.

I tak, owszem, znany jest mi pogląd, że jak na tyle ru… to zdecydowanie za mało jej nakupował. Ale nie uprzedzajmy faktów. 

xxx

Na seans przed komputerem usiadłem ze szklanką wódki zmieszanej z sokiem grejpfrutowym oraz pomarańczowym w proporcjach: wódki jedna trzecia, soków dwie trzecie. Piwo wydało mi się za słabe. A przed komputerem dlatego, że przed telewizorem nie byłem w stanie. Bałem się, że mi psychika wysiądzie. Aż taki twardy nie jestem, żeby oglądać to na 55 calach. 

Napiłem się więc soku, postawiłem tubę z kremem na biurku i jednym ruchem zepsułem swój algorytm na Netfliksie. 

Czarny ogląda 365 dni

Na ekranie wyświetliło się: 1 godzina 55 minut. Jakoś to wytrzymam, pomyślałem bohatersko. I, nie wiedząc jeszcze, skłamałem. Oglądanie było niczym stosunek przerywany. Podchodziłem do tego cztery razy i dopiero za razem czwartym z ulgą skończyłem. 

Choć film akurat zaczyna się nieźle. Ojciec mówi do Massimo (znaczy się do głównego bohatera, którego ochrzciłem Mozzarellą). 

– Synu, musisz uważać. Piękne kobiety to raj dla oczu, ale piekło dla duszy. 

– I czyściec dla portfela – odpowiada Massimo-Mozarella (mój Boże, jaką on ma klatę, w życiu już się takiej nie dorobię).

Zarechotałem. 

Massimo to zwierzak, wygląda na 10, główna bohaterka na 8. Ale żeby nie było. Laura, czyli Anna-Maria Sieklucka to naprawdę ładna kobieta. I ma świetny tyłek. Ale gdyby była olśniewająca pięknością, to kobiety nie mogłyby się z nią identyfikować.

Ja już wiem skąd się wzięła taka popularność 365 dni

Z sukcesem jest tak, że trzeba trafić w dobry moment. A 365 dni precyzyjnie trafiło w pragnienia dziesiątek milionów kobiet na całym świecie – co musi szczególne zgrzytać niektórym osobom – pragnienia całkowicie afeministyczne. 

Chciałbym tu napisać, że dostarcza mi trochę złośliwej satysfakcji fakt, że ten film (i ponoć kolejne dwa) rozwalają w drobny mak feministyczną wizję świata. Że dzisiejszy feminizm (zwłaszcza ten spod znaku Mai Staśko) uważa, że doskonale wie, czego chcą kobiety, a nader wszystko czego ‘powinny chcieć’. A tu ZONK: okazuje się, że jednak nie.

Że on może przemocą przechylić do kija, pod warunkiem, że jest przystojny i ma pieniądze, może porwać, pod warunkiem, że jest mafiozem i zabierze na zakupy i to się kobietom podoba i za taką dominacją podświadomie tęsknią. 

A to przecież potwarz. 

I nie do końca jednak prawda. 

Po pierwsze, 365 dni to porno, ale porno dla kobiet

Z wątłą fabułą, ale w końcu nikt nie pyta o fabułę w porno, bo – powiedzmy sobie szczerze – nie po to się to ogląda, aby oczekiwać szczególnego zapętlenia akcji.  

Kobiety bardzo łatwo podniecają się przy literaturze, bo mają bujną wyobraźnię i dużo rzeczy potrafią sobie dopowiedzieć. Tak jak mężczyzn podniecają cycate blondyny, najlepiej dwie na raz, tak kobiety podniecają wrażliwi faceci z problemami, których trzeba pocieszać, są skryci i mają tajemnice. Lub dominujące samce, które potrafią przycisnąć do ściany, zerwać jedną dłonią majtki i nie pytają o zdanie, czy można. 

Kobiety lubią fantazje. Lubią wyobrażać sobie, jak ktoś w ich nudnym życiu robi im coś.

Rozbiera w sklepowej przebieralni.

Zasłania oczy.

Nie słucha sprzeciwu (są na to badania). 

I czasami wprowadzają nawet te fantazje w życie.

Po drugie, 365 dni to historia o kobiecie, która tkwi w toksycznym związku. Laura jest znudzona, niedoceniana, niedokochana i – nie bójmy się tego słowa – ”koszmarnie niedopieprzona”. A mnóstwo kobiet tkwi w toksycznych związkach, w których czują się niedocenione, niedokochane i wreszcie niedopieprzone. 

Po trzecie, w filmie wykorzystane są też dwie klisze kulturowe, wpajane małym dziewczynkom od chwili narodzenia. 

365 dni, czyli Piękna i Mozzarella

Kobieta była naprawdę ładna. Miała długie kręcone włosy, miała świetne nogi, miała przepiękne oczy, w których każdy facet mógł zatonąć, miała naturalne, pełne usta bez śladu ingerencji chirurga, co w dzisiejszych czasach wydaje się prawie niemożliwe, miała na imię Vivianne i była kurwą.

Pewnego dnia spotkała Edwarda, który jest bogaty, jest prawnikiem i wynajmuje ją jako dziewczynę do towarzystwa za 3 tys. dolarów. Ona zaczyna z nim mieszkać w dobrym hotelu. Staje się damą. Zakochuje się w nim, a on (po wahaniach) zakochuje się w niej. I żyli długo i szczęśliwie, a ich dzieci wcale nie słyszały od rówieśników, że ich matka była dziwką, która robiła laskę z połykiem za 100 dolców.  

Znacie tę historię? To “Pretty Woman” albo, jak wolicie, uwspółcześniony “Kopciuszek”. 

Tak, tak tu główna bohaterka też jest zabierana na zakupy…

365 dni” to kolejna wariacja na temat tej samej odwiecznej bajki. Jest nieszczęśliwa kobieta, która spotyka księcia, który wyciąga ją z wieży, a następnie przy pomocy pejcza i kajdanek doprowadza do kilku orgazmów. I żyli długo i szczęśliwie, kupując kolejne wibratory.

Kobiety czekają całe życie na swojego wybawcę, rycerza w błyszczącej zbroi, z wielkim mieczem w ręku (fajny jest, co?). Który wypełźnie skądś tam, będzie miał długie kłaki i ryj gwiazdora muzyki pop, nowego prosiaka 911 albo garnitur, niebieską koszulę, podkreślającą kolor oczu i skórzaną teczkę.

Ten książę weźmie ją tak za rękę, że jej spadną z wrażenia majtki, a wszystkie koleżanki zaślinią się z zazdrości. Dobrze, gdyby pokazał jej Wenecję, znał się na winach i potrafił odróżnić na niebie mały wóz od dużego wozu, a przy okazji potrafił poturlać klopsa w sosie pomidorowym z rozmarynem i kawałkami pokruszonych krakersów.

I klisza numer dwa: “Piękna i Bestia”. Nieśmiertelna baśń o dziewczynie, która z powodu obietnicy złożonej przez jej ojca musi zamieszkać z potworem. Jej miłość i zgoda na małżeństwo przywracają mu ludzką postać.

I tak jest też i tutaj. 

Groźna bestia (Mozzarella) kroczy po zamczysku (tu: luksusowej wilii). Groźna bestia jest gangsterem i lata prywatnym odrzutowcem, gdzie ładniutka stewardesa, kiedy jest zdenerwowany, robi mu zaangażowane fellatio. A kiedy ona wstaje z kolan, uśmiecha się z satysfakcją (tak, tak, on mnie teraz pokocha i będziemy mieli stado małych gangusiątek).

Ale Mozzarella kocha Laurę. I Laura zostaje w trakcie włoskich wakacji porwana przez Bestię. „Zgubiłaś się, mała?” Teraz Laura musi Bestię pokochać. 

Kobiety nie lubią jednak oddawać się zbyt łatwo. Lubią mieć do tego pretekst, choćby najbardziej bzdurny.

Co mówi Bestia? „Szukałem cię po całym świecie”. Ale „Zerżnę cię tak, że twój krzyk usłyszą w Warszawie”. 

Laura udaje niezależną. Buntuje się. Aż się prosiło o frazę „jacht też masz malutki!!!”. (“It’s not that common, it doesn’t happen to every guy and it IS a big deal!!!”)  I nie oddaje się od razu. Napięcie między kobietą, a mężczyzną ma rosnąć. Laura prowokuje więc Bestię, drażni ją, Mozzarella łazi wściekły z pełnymi jądrami.

Loda Laura mu zrobiła dopiero grubo po połowie filmu. NIE BYŁA ŁATWA. (Wiele kobiet mogłoby wyciągnąć z tego wnioski).

A dlaczego się oddała? Z miłości. 

W swoim wymiarze 365 dni jest, więc, konserwatywne do bólu. Bo do czego zmierzają główni bohaterowie? Co ich celem? Małżeństwo i ciąża.

Jak przekonać kobietę do porywacza? Trzeba zabrać ją na zakupy. Bo 365 dni to też film o luksusowych ciuchach. O luksusowych samochodach. O butach. O szampanach. Że jak się facet o kobietę troszczy, to ją utrzymuje i za nią płaci. AŁA. 

365 dni. Czy kobiety są hipokrytkami?

Wielu facetów po obejrzeniu tego dzieła zarzuca kobietom hipokryzję. Że nadają o niezależności, a w rzeczywistości rozkładają nogi dla pierwszego lepszego macho. Że męska dominacja jest seksistowska, ale jeśli jesteś wysokim Włochem z pytą jak wąż strażacki, to generalnie możesz. I gdzie tu konsekwencja? 

A kto powiedział, że kobiety są konsekwentne? Któż powiedział, że my, ludzie, jesteśmy konsekwentni? Kobiety lubią pofantazjować. Lubią czasami dostać klapsa w tyłek. Na co dzień są silne, ale w sypialni chcą czasami być zdominowane, chcą mieć faceta, przy którym czują się jak mała dziewczynka. 

Tak więc panowie, wiele pań zrobiłoby Massimo loda i to z przyjemnością.

Skąd wiem? To nie jest trudna zagadka. Ale miałem też takiego znajomka, Koguta, który handlował koksem i amfetaminą, oraz pożyczał pieniądze na wysoki procent. Gangus pełną gębą. Co robił, gdy sprowadzona do domu, a poznana w klubie pani nie chciała podjąć oralnego trudu? Po prostu brał ją za włosy i opuszczał w dół. 

Tak, świat poszedł naprzód, kobiety są silne i niezależne, należy je traktować z szacunkiem, a wariantem docelowym zachodniej cywilizacji jest równouprawnienie. A jednak w życiu są również dominatorzy, którzy rozwalają system i narzucają własne zasady. Źródłem tej dominacji może być sława, mogą być pieniądze, może być brutalna siła.

Tak ten świat jest ciągle skonstruowany. Mimo, że 365 dni to pornobajka, dozwolona od lat 16. 

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach?

Chcesz więcej takich opowieści? 

To zamów sobie moją nową książkę ROMAN(S)

https://www.empik.com/roman-s-piotr-c,p1326826985,ksiazka-p

Czy największa miłość Twojego życia może trwać tylko cztery tygodnie?

6 uwag do wpisu “Czarny ogląda 365 dni. Po raz pierwszy

  1. W Zjednoczonym Krolestwue chyba mamy ostrzejszych cenzorow bo wystawili nie 16 certyfikat a 18. Film jak film coraz wiecej jest filmow tworzonych dla kobiet czesto przez kobiety, czasem kino artystyczne a ale rowniez i soft porno genre. Kto sie oburza? Mysle ze glownie mezczyzni bo IMDB wycenilo 365 ponizej 3/10 a jednak film sie utzymal przez chwile jako nr 1 na Netflix w popularnosci. Ktos musial to ogladac i to raczej z przyjemnoscia 🙂 Hipokryzja raczej lezy po stronie meskich krytykow mysle vide miliony ‚tradycyjnych’ filmow porno.

    Polubienie

  2. Nie obejrzę. Na pewno.
    O naturze kobiet doskonale wypowiedział się Łysiak w „Statku”- im jestem starsza tym bardziej się z nim zgadzam, a po porno sięgnę do Red Tuba. Tyle w temacie.
    Czarny nie żal Ci tych dwóch godzin?

    Polubienie

  3. Nie, nie, nie, nie. Zasadniczy błąd w rozumumowaniu. „Że nadają o niezależności, a w rzeczywistości rozkładają nogi dla pierwszego lepszego macho.” Brzmi dla mnie jakbyś powiedział „wszystkie koty są domowe a lwy żyją na sawannie”. To NIE są te same kobiety. Bo może to jest rewolucyjna teoria i dla wielu może być szokująca ale NIE WSZYSTKIE KOBIETY SĄ TAKIE SAME. I są takie co lubią być niezależnie i mieszkają ze stadem kotów i szufladą wibratorów. Są takie co rozkładają nogi przed każdym wężem o każdej porze dnia i nocy. Są i typy mieszane co to w dzień pyszczą o równouprawnieniu a w nocy lubią być ciągane za kudły. Jest i WIELE innych typów. Wrzucanie wszystkich kobiet do jednego wora, jeszcze oatrzonego etykietką „hipokrytki” jest, nie dość że krzywdzące, to jeszcze wyrazem głębokiej ignorancji i braku chęci jakiegokolwiek zrozumienia.
    To jedno.
    Druga rażąca nieścisłość którą widzę w tekście to że Edward wcale nie dąży do ślubu z Vivien. On pod koniec filmu jasno i wyraźnie składa jej ofertę bycia stałą… utrzymanką? Dziewczyną na telefon? Nie wiem jak to nazwać ale na pewno nie brzmi to jak oświadczyny. Nie chce być jej mężem, nie chce mieć z nią dzieci, nie chce brać za nią żadnej odpowiedzialności. On po prostu chce się pozbyć problemu dzwonienia do agencji za każdym razem kiedy poczuje ciśnienie w gaciach. Tyle. 🤷‍♀️

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.