Nazywam się Piotr C. i  kiedy byłem małym dzieckiem nie dalibyście złamanego grosza za mój sukces.

Nazywam się Piotr C. Zjebałem w swoim życiu wiele rzeczy na maksa. Po trosze jestem socjopatą, po trosze pracoholikiem. Uczcie się na moich błędach.

Nazywam się Piotr C. i mało brakowało, a wykonywałbym teraz zawód, którego nie lubię, bo tego chcieli moi rodzice.  

Nazywam się Piotr C. i teraz zadam ci pytanie: Czy przeszłoby ci przez gardło stwierdzenie „Moje dziecko pracuje na kasie w Biedronce i jest szczęśliwe”?

Boli, prawda?

Ile masz własnej kasy?

Jakiś czas temu poznałem bardzo bogatego biznesmena. Ten biznesmen ma syna, który bardzo chciał pojeździć w wakacje pociągami po Europie. Przyszedł do swojego ojca i powiedział: „Tato, potrzebuję 2 tys. zł. Chcę z kumplami pojeździć pociągami po Europie.”

Jak widzicie – gotowy projekt. Dotacje z Unii na takie przyznają. Początek, środek, zakończenie. Finansowanie, wartości poznawcze, bo w końcu chodzi o zwiedzanie świata.  

Ojciec, którego było stać, aby kupić cały pociąg łącznie z torami, zapytał:

– A ile masz własnej kasy?

– Zero – odpowiedział bez namysłu syn.  

– To ja też ci dam zero – odpowiedział ojciec i wrócił do czytania gazety.  

Syn nigdzie nie pojechał. Ale w następnym roku wziął swojego 20-letniego golfa, na którego sam zarobił, i bujnął się do pracy do Norwegii. Przez pierwszy tydzień spał w aucie. Pracował fizycznie. Ale przywiózł 12 tys. zł. Ojciec spojrzał na niego niby to z marsową miną, ale wewnątrz puchł z dumy. Dołożył swoje 12 tys. zł. i syn pojechał na wakacje do Azji.  

I teraz zastanawiacie się, dlaczego ten ojciec był takim chujem, że swojemu ukochanemu dziecku nie dał trochę kruzejros, aby ten porozbijał sobie dupę po Europie. Przecież go stać, nie? Odpowiem: bo ten biznesmen jest mądrym człowiekiem, który wie, że dzieci trzeba nauczyć polować. To tak jak z dokarmianiem leśnych zwierząt. Jeśli zwierzę dostaje od ludzi żarcie, to już nie chce ścigać zwierzyny. To zbyt męczące.

Dzieci potrzebują najków a edukacja jest święta

Trzy tygodnie temu opublikowałem notkę „Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30tki?

Na fejsie, gdzie ją zalinkowałem, jeden z czytelników, o imieniu Piotrek, napisał tak: 

Mnie dziwi jeszcze inne zdanie w tym artykule: „Kredyt na mieszkanie, pensja 2000 brutto i pińcset złotych alimentów przy dobrych wiatrach nie brzmi zachęcająco” – trochę może to będzie kontrowersyjne, ale… jak można myśleć o ślubie, dziecku, kredycie na mieszkanie… przy takiej pensji?”

Na to odpowiedziała Marta:

“‪Japrdl. Typie, sięgnij wzrokiem dalej niż czubek własnego nosa, to może zauważysz, że w małych miastach większość ludzi żyje za taką pensję i utrzymuje za to swoje rodziny. Myślisz, że praca w korpo za 5k netto czyni cie odpowiedzialnym i daje dopiero przyzwolenie na układanie sobie życia osobistego?

A później już była rzeźnia. Ja rozumiem Piotrka, tak jak rozumiem i Martę. Rodzice zawsze chcą zapewnić dzieciom przyszłość. Tyle, że jest to nieco inna przyszłość niż oni mieli.

Dzieci potrzebują kursów hiszpańskiego i butów Nike. Tabletów, wyjazdów na zielone szkoły, mocnych komputerów, na których pójdą nowe gry, smartfonów i zajęć dodatkowych. Przede wszystkim zajęć dodatkowych. Dzieci stały się elementem statusu. Jeśli rodziców stać na to, aby uczyły się francuskiego i hiszpańskiego to wszystko jest w porządku. Jeśli będą grały na fortepianie to wszystko jest w porządku.  Dżesika z chowu klatkowego i Brajanek z wolnego wybiegu. 

Edukacja w naszych czasach jest jak Jezus Chrystus i Budda. Jest święta. Jak alkohol dla alkoholika. Jak kokaina w koedukacyjnym kiblu w klubie. Kokaina, którą wszyscy ciągną i wszyscy wierzą, że załatwi ich problemy.

Tylko widzicie, ja jestem już tak stary, że widzę wokół siebie dziewczyny i facetów, którzy byli wychowywani w jej kulcie.

I jakoś nie tryskają radością.

Sukces albo śmierdź. No to zaśmierdziałem

Prace dzielą się na dwa rodzaje. Zajebiste roboty, gdzie robisz niewiele i płacą ci fortunę. Owszem są takie. Jedne na tysiąc. Oraz cała reszta, gdzie aby dostać przyzwoite pieniądze musisz się nazapierdalać od rana do nocy. A czasami możesz też się nazapierdalać i gówno z tego mieć, bo i takich fachów jest całkiem sporo.

Przez ostatnie 27 lat czyli od czasu kiedy socjalizm dostał kopa w dupę, żeby mieć jakiś szmalec rodzice zapierdalali ponad wszystkie normy. Od rana do nocy. Jak Wincenty Pstrowski na przodku. Tyle, że nie pod hasłem ‘Socjalizm górą’, ale: ‘Musimy dać swoim dzieciom wszystko to, czego nie mieliśmy sami’. I dawali. Srając szkłem, jeśli trzeba.  

Efektem są ludzie, którzy dostali za dużo. Którzy nigdy nie musieli walczyć, za to cały czas słyszeli, że mogą wszystko i są skazani na sukces. Którym rodzice nosili tornistry, bo były ciężkie. Którzy próbowali wszystkiego, a nie umieją nic. Nawet sport uprawiali do pierwszego bólu i odpuszczali. Którzy cały czas słyszeli „Uważaj, bo coś sobie zrobisz”, (nie kop pana, bo się spocisz) przez co teraz głównie siedzą w strefie komfortu. Którzy długo nie mogli rozpocząć zwykłego życia, bo spędzali je w szkołach. Którzy od rodziców dostali mieszkania, samochody, telewizor, kuchenkę, lodówkę, mikser i wibrator.

Którzy ślub biorą za pieniądze rodziców. Którzy cały czas słyszą ‘My ci pomożemy’, więc nigdy nie muszą się troszczyć o siebie. Którzy, ponieważ nigdy nie musieli brać za siebie odpowiedzialności, nie potrafią brać odpowiedzialności za innych. Którzy ciągle mieszkają z rodzicami, bo tak jest wygodniej (robi tak ponad 40 proc. młodych Polek i Polaków). Którzy boją się wziąć za trudne rzeczy, bo to grozi porażką, a porażka mogłaby sprawić, że ich wrażenie zajebistości mogłoby być wystawione na szwank. Którym powiedziano, że żyjemy w świecie, w którym wystarczy chcieć, by mieć. Bo pewne rzeczy wypada mieć bez wysiłku. Którzy są zaprogramowani na sukces. Sukcesem ma być świetna robota. Kupa hajsu. 

Sukcesem ma być związek. Romantyczny jak Leonardo DiCaprio w Titanicu i polany karmelem, co podsyca telewizja, kino, piosenki, nawet, kurwa, gry komputerowe.

Tyle, że wszystko jest możliwe tylko w reklamach. Trzydziestoletni mężczyzna w apartamencie z oknami od podłogi do sufitu, kosztującym jakieś 2 miliony złotych, przytula swoją piękną żonę, świeżo wypuszczoną od fryzjera i patrzą obydwoje z dumą na uśmiechającego się niemowlaka.

A wszystko za 2 tys. brutto. I pięć stów alimentów. 

Sukces albo śmierć. A jeżeli tego sukcesu nie ma, to znaczy, że sprawiło się zawód. Sobie i rodzicom.

Mężczyźni, którzy mają za dużo. Kobiety, które  potrzebują ojca

Efektem tego sposobu wychowania jest plaga mężczyzn niegotowych. Niegotowych do życia, które ich przeraża. Nieumiejących nawet naprawić gniazdka w ścianie. Egoistycznych i narcystycznych. Którzy uważają, że są najlepsi. Paradoks polega na tym, że w tym samym momencie uważają, że są najgorsi. Nieszczęśliwych w pracy i w życiu. Którzy boją się zaangażować. Którzy cały czas szukają nowego związku, bo może nowy związek ich ocali.  

Efektem tego jest plaga kobiet, które boją się powiedzieć facetom „Nie. Spierdalaj. Chcesz odejść? Zabierz śmieci.”

21766914_10155297636669213_129636046_o

Rysunek: nieladnierysuje

Które uważają, że są zjebane od samego początku. Tkwiące w jednym związku, a w tym czasie marzące o innym. Które nie potrzebują partnera, tylko ojca, który będzie w stanie precyzyjnie nakreślić im granice, mówić „Nie”, ale będzie przy tym wyrozumiały.

Które nie pozwalają się poznać, nie pozwalają się przebić przez swoje pancerze, bo po części same siebie nie znają, a po części boją się, że ktoś je zrani. Co najwyżej zacytują przypowieść prababki: „Nigdy nie pokazuj facetowi całego swojego tyłka”.  

Takie kobiety i takich mężczyzn łączy, tak jak pisałem w ‘Pokoleniu Ikea’, tylko jedno: strach.

Mamy kompetencje tylko do zaciągania kredytów

Urzeka mnie ta wiara, że pieniądze załatwią wszystkie nasze deficyty.  Że będziemy szczęśliwymi ludźmi, jeśli w dzieciństwie pójdziemy na określoną ilość zajęć dodatkowych. Albo jeśli będziemy mieli markowe buty, czy wyjedziemy x razy za granicę.  

Dorosłe dzieci są spieprzone, bo rodzice zamiast dawać im czas, dawali im kompetencje do pracy w korpo i zaciągania kredytu hipotecznego. Nie przekazali, że od sprzedawania burgerów w McDonaldzie, owszem, można się nabawić odcisków i oparzeń na rękach, ale proste prace wykonywane w młodości uczą życia. Nie przekazali, bo uważali że byłby przypał przed znajomymi, gdyby posłali dziecko do takiej roboty. Przecież taka harówa jest dla miernot. A poza tym, lepiej żeby dziecko w tym czasie się uczyło, prawda?

Nie mówili: „Nie wszystkie związki, które cię czekają, będą udane. Być może twoje małżeństwo będzie pomyłką. Będzie nudne.” Nie przekazali zdrowego poczucia własnej wartości, dzięki któremu, można w takich sytuacjach zacząć od początku. I kolejny związek zbudować już lepszy. Chronili je, przez co dzieci te nie nauczyły się jak smakuje porażka. I ile sił kosztuje zwycięstwo. Nie powiedzieli, że niekoniecznie będą milionerami, ale mogą być zadowoleni z życia.  

Co powtarzali? „Jeśli będziesz się dobrze uczył, to osiągniesz sukces.” Ale sukces przynosi nie szkoła, nie milion dwieście tysięcy kursów, tylko pasja. Samo jej odkrycie jest życiowym sukcesem.

 Sukces bierze się z ambicji.

Z buntu.

Z innego myślenia. 

Z drążenia jednej dziedziny. 

Z tego wszystkiego, co szkoła tępi.

Z bycia nieszablonowym. Niepokornym wobec autorytetów. A szkoła od czasów Bismarcka, kiedy wsadzono dzieci za ławki ceni pokorę. Ceni grzeczne dzieci, które notują wszystko w zeszytach. 

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką rodzice mogą dać dzieciom, jest akceptacja. 

Że praca w sklepie jest ok, pod warunkiem, że czują się szczęśliwi. Bo ktoś musi pracować w sklepie i nie każdy musi mieć gigantyczne ambicje. Że jest to ich życie i nie mogą dać sobie wmówić, jak mają żyć.  

Nie popełniajcie błędów swoich rodziców.

marvin-meyer-242794

Photo by Marvin Meyer on Unsplash

Źródła: Stwierdzenie: „Jak widzicie – gotowy projekt. Dotacje z Unii na takie przyznają.” jest parafrazą jednego zdania z wystąpienia Jacka Walkiewicza na Tedx. Tyle, że Walkiewicz mówił o trampolinie. Bardzo go lubię, bardzo szanuję, a jak ktoś tego filmu nie widział to polecam. 

 

252 uwagi do wpisu “Czy przeszłoby ci przez gardło: „Moje dziecko pracuje na kasie w Biedronce i jest szczęśliwe”?

  1. Dziś kiedy wyszystko jest podane pod morde na złotej tacy gówniarstwo nie potrafi docenić tego co ma ja mając ponad 40 pamiętam jak chcąc mieć kieszonkowe na wakacje przez pierwszy miesiąc tyrałem na budowie przy betoniarce i cieszyłem sie jak cholera kiedy po wypłacie połowe oddałem matce a teraz ciuchy za pół mojej wypłaty kupili rodzice za zdaną mature trzeba audi albo bmw kupic a jak synek narobi gnoju to trzeba sie oburzyć „no jak to przecież on taki grzeczny i dobrze wychowany”

    Polubione przez 3 ludzi

    1. No i właśnie to jest ta przekroczona cienka linia, której, w swej naprawdę dobrej robocie, autor nie przekroczył. Ciężko jest wszak tego nie zrobić, ponieważ moda na wyścigi „Kto miał gorzej” już bardzo długo napędza ten popularny temat.

      1 kg polskiego, dobrego narzekania
      300 dag wkurwu słowiańskiego
      szczypta błędów stylistycznych i interpunkcyjnych
      20 g popularnego tematu

      Taadaaam

      Pierwszy raz przeczytałem wpis Pana Piotra C. Jestem pod wrażeniem 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

    2. Mam 21 lat i nigdy nie dostałam kieszonkowego. Od 8 roku życia chodziłam z mamą do pracy od 13 pracowałam sama na swoje książki i zeszyty, od 17 nie mieszkam z rodzicami, pracuje i uczę się w weekendy. Kończę studia w Belgii. Na wszystko pracowałam sama. I wybaczcie, ale ileż można czytać o tym jacy młodzi ludzie są straszni… Cały czas czy 100 czy 200 lat temu matki, babki powtarzały „za moich czasów to były czasy” Skoro jeszcze populacja istnieje to znak, że nie jest z nami aż tak źle…

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Opublikowałeś ten tekst w samą porę, bo od jakiegoś czasu chodzę wkurwiona i obrażona trochę na życie. Bo wyobraź sobie, że koleżanka mojej koleżanki, rocznik 1991 dostała od dziadka dom. Nie w spadku, staruszek jeszcze żyje i po prostu jej kupił dom, żeby miała, bo dobrze mieć dom. Pomijam kwestię otrzymania od rodziców mieszkań przez wielu moich znajomych. Ale dom w prezencie położył mnie na łopatki i jeszcze kopnął w głowę. Kurwa mać. Poczułam, że całe moje życie to walka o przetrwanie i nigdy aż tak bardzo nie czułam się oszukana i niesprawiedliwie potraktowana przez los.
    Jednak Twój tekst dodał mi odrobinę otuchy, dzięki!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. i to takie straszne że dostała ten dom? To że rodzina/rodzice dają swoim dzieciom jakieś dobra ,to nic strasznego,ważne jakie jest ich podejście do tego co dostają.Mieszkam u znajomych , którzy mają mieszkanie kupione przez rodziców, obecnie całe dnie nic nie robią, bo nie muszą, jakieś egzaminy w sesji poprawkowej i tyle, poza tym całe dnie przed kompem/Tv. Ja w tym czasie zapierdzielam na 2 etaty, w domu praktycznie tylko nocuję. Czy jestem sfrustrowana? Abosolutnie nie. Wiem po co robię,to co robię,co może mi to dać i jestem z tym szczęśliwa, a już zwłaszcza widząc ich znudzone miny przed tym ekranem. Za dużo dobrobytu wcale nie oznacza szczęścia.

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Nie, to nie straszne. Miło jest dostawać prezenty, te mniejsze, jak i te w wielkości domu czy mieszkania. Doskonale Cię rozumiem, bo sama zapierdzielałam jednocześnie studiując, pracując, łapiąc dodatkowe prace po godzinach i prowadząc dom. Po prostu czasem ta energia się wyczerpuje, a jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami i wtedy pojawia się frustracja. Dziękuję za Twój komentarz. Zarówno on, jak i inne komentarze i sam tekst podniósł mnie na duchu, dał kopniaka w tyłek i zmotywował do działania. Dzięki raz jeszcze i miłego dnia! 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. To nie jest straszne, że ktoś dostał dom (samochód, ziemię, bilet na Księżyc…) od rodziców.
        Straszne robi się wtedy, kiedy taka osoba zwraca się do innej, która nie ma tych jakże oczywistych dóbr z wielkim (i co najgorsze szczerym!) zdziwieniem: „A rodzice nie mogą ci pomóc?”, albo „A czemu rodzice ci nie kupili?”.
        Albo w trochę innej wersji rozmawiają o mieszkaniach czy domach, chwalą się swoim i dają rady dobrego wujka, bo ktoś nie zastosował super duper okien energorooszczędnych i narzekają na drogie przedszkola. I jak tu żyć, bo wszystko takie drogie.
        Tylko zapominają, że ziemię dostali w spadku po babci a dom zafundowali rodzice, a pozostałych trzech rozmówców zap….la od świtu do nocy by spłacić 3o letni kredyt. I też mają dzieci w przedszkolu.

        Polubione przez 1 osoba

    2. nie rozumiem takich ludzi jak Ty. Ja tam się cieszę jak ktoś coś dostaje tak jakbym sam dostał. Od takich myśli jakichś paranoi można dostać. Startu równego wszyscy nie mamy ale to nie powód do takich przemyśleń, odgonić od siebie te złe emocje! nie masz – zapierdalaj a może czegoś się dorobisz w życiu, a może nie. Nie ma co patrzeć się na innych, bo to nie pomoże. Ja rzuciłem studia, mogłem bardzo dobrze zarabiać. Jak mi ktoś mówi, że ten i ten zarabia tyle i tyle to mu mówię, trzeba było się uczyć głąbie! każdy ma to na co zapracował lub zapracowały jego rodziny. Nie narzekajmy, bo wtedy życie jest piękniejsze. nie ma gorszych, lepszych bo wszyscy jesteśmy najlepsi.

      „sukces albo śmierdź” – no właśnie.. jak nam się nie uda coś to popadamy w rozpacz. Nie jesteśmy przygotowani na porażkę – wpojono nam jakiś dziwny pęd do współcześnie rozumianego dobrobytu. A jak go nie będzie to płacz. Taki mamy popaprany świat, za dużo patrzymy się na innych zamiast na siebie.

      Polubione przez 2 ludzi

      1. To nie tak, że przemawia przeze mnie zawiść. Ja też się cieszę, że ludziom się powodzi. Naprawdę! Po prostu czasami czuję, że opadam z sił i tracę wiarę w sens, mimo że potrafię dostrzec ile sama osiągnęłam i mogę być z siebie naprawdę dumna. Czasem bywają dni, w których dopadają mnie takie ponure myśli, a pogoda nie pomaga ich odgonić. Dlatego dobrze, że przeczytałam ten tekst i poczułam się lepiej. Dziękuję też za Twój komentarz, bo nie ma to jak porządny kopniak w cztery litery 😉 miłego dnia!

        Polubione przez 1 osoba

    3. duzo większą satysfakcję będziesz miała jak zarobisz na ten dom SAMA…. ja sama majac już 46l kupiłam sobie pierwszy dom…za własne zarobione pieniadze…najpierw musiałam się rozwieść z gościem który lubił trwonić forse na gadżety więc nie było nam po drodze, który wychowywał naszego syna na takiego darmozjada i nieudacznika jak ci wspomniani w art., potem musiałam wiele lat pracować za granicą jako opiekunka do babć , zeby w końcu za zaoszczędzone pieniądze założyć w PL własną firmę i po 3latach pobytu w kraju kupić sobie MOJ WŁASNY DOM….. wiesz ile to SATYSFAKCJI 😀 😉

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Brawo! Gratuluję Ci samozaparcia i siły 🙂 Wiem, że satysfakcja jest większa, ale po prostu czasami dopada mnie frustracja i poczucie niesprawiedliwości. Potem jednak dostrzegam ile osiągnęłam samodzielnie i czuję dumę. Chyba po prostu dopadła mnie jesienna chandra. Pozdrawiam! 🙂

        Polubione przez 1 osoba

    4. A może dziadkowie ciężko kiedyś pracowali właśnie po to żeby dać swoim dzieciom i wnukom to czego oni nie mieli? Żeby im było łatwiej, przez co później będzie łatwiej kolejnym pokoleniom? Też zacząłem pracować na 2 etaty i też czuję, że życie jest niespraeiedliwe, ale nie zazdroszczę innym. Dążę do tego bym mieć tyle co oni, by mieć więcej, by moje dzieci miały lepsze życie…

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Ja cieszę się, że ludziom dobrze się powodzi, serio. I staram się nie zazdrościć. Po prostu z czasem czuję zmęczenie, że muszę się starać o wiele bardziej niż Ci, dla których los był bardziej łaskawy. Pozdrawiam serdecznie!

        Polubione przez 1 osoba

    5. Tu się nie ma co wkurwiać tylko zakasać rękawy i działać.Wyobraź sobie że w wieku 30 lat czyli 9 lat temu można było powiedzieć,że byłem bezdomny,wszak pomieszkiwałem u rodziców,pracowałem na emigracji i się mieszkało po różnych wynajętych lokalach a pieniędzy było na styk no może z lekkim plusem. Wtedy padła decyzja,powiedziałem sobie dość wyjazdów za granice i dość bycia ,,bezdomnym”.Zdeterminowany objechałem wszystkie firmy gdzie chciałem pracować a nie gdzie praca była, na upartego aż mnie przyjęli,kupiłem działkę budowlaną,małą 10 arów za 30 tyś na kredyt ale już miałem i podjąłem się budowy SAM z pomocą kolegów,sąsiadów,rodziny z pokorą na ustach prosiłem o pomoc ale dało rady bez żadnych firm itp. Co pozwoliło mi obniżyć koszta budowy o 50 %, Pracowałem na nocki a w dzień budowałem ,spanie po 3 godziny. Każda złotówka wydana na budowę sprawdzona 5 razy,liczyłem każde 10 groszy by kupić cegły taniej itp. Po 5 latach mam swój Nowy dom Swój Własny zbudowany krwią,potem i łzami ale mam i mam gdzieś to że ktoś tam coś dostał itd. Mieszkam sobie spokojnie już w nim teraz 4 lata,pojawiła się żona ,dziecko pracuje tam gdzie pracowałem ale nie spocząłem na laurach( I to nie z braku pieniędzy). Postanowiłem działać dalej otworzyłem kanał na YouTube,stałem się w swoim środowisku sławny,rozpoznawalny zaczęło to przynosić kolejne pieniądze,drugie źródło dochodu,trzecie to sklep najpierw internetowy potem stacjonarny i cały czas się rozwijam i rozwijam. Tu się nie ma co wkurwiać, bo jestem na tym etapie,że ludzie z zazdrości już się na mnie wkurwiają . Pozdrawiam ciepło.

      Polubione przez 2 ludzi

    6. Skąd ja to znam! Moje siostry są ‚ustawione’ bo jednej mąż sprzedał swoją ziemię i kupił mieszkanie i pracuje za granicą za ładne pieniądze, a jego brat odkłada za granicą duże pieniądze od kilku lat i chodzi z młodszą siostrą. A ja? a ja mam szczęscie, miłość , szacunek w mieszkaniu wynajmowanym z narzeczonym, rozkręcamy wspólny biznes, żadne z nas nie wniosło milinów a raczej niewielki dorobek… I pomimo że czuję sie szczęśliwa, ślub z miłości za rok, to mam wrażenie że rodzice nie widzą tego co ja, że mi jest cudownie w tym miejscu w którym jestem , że mam obok wspaniałego mężczyznę, że pomimo borykania się z kilkoma groźnymi chorobami mam dla kogo walczyć o swoje życie, że jest mi dobrze ale to nie znaczy że mam miliony na koncie czy mieszkanie… Niestety czuję sie ‚gorsza’ na wszelakich spotkaniach rodzinnych… 😦

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Najważniejsze, że Ty jesteś szczęśliwa. Wiem, że trudno jest nie myśleć o tym, co inni o nas myślą, ale sądzę, że nie warto się tym przejmować. Życzę Ci dużo zdrowia i wszystkiego dobrego!

        Polubione przez 1 osoba

  3. A ja mam mieszane uczucia po tym wpisie.
    Z jednej strony się zgadzam, a z drugiej nie, uważam że część młodych ludzi w PL jest sprytna i inteligentna . Chce się rozwijać, studiuje za granicą i nie za hajs rodziców, a za odłożoną kasę zarobioną w wakacje i np. kasę z uE i programu erasmus. Wcale nie jesteśmy gorsi od innych z Europy. Nieudolność młodych to nic innego jak wina rodziców, którzy za mało wymagają od swoich dzieci, albo zbyt dmuchają i chuchają na nich. Więcej wiary w młodych 🙂
    I nie uważam, że szkołą tępi ambicje i zainteresowania, fakt trzeba wybrać odpowiednią szkołę, ale mimo wszystko to baza wiedzy na której budujemy swoją dalszą przyszłość. Czy to sprawdziany, czy tzw. odpytki uczą systematyczności, obowiązku i samorealizacji.
    Kluczem to sukcesu jest CHĘĆ!! robienia czegoś, jak jej nie ma to nic nigdy nam nie będzie wychodzić. Pozdro

    Polubione przez 1 osoba

    1. piszesz, że „z jednej strony się zgadza, a z drugiej nie”, ale z treści Twojego wpisu jednoznacznie wynika, że zgadzasz się w 100% – przeczytaj sobie swój wpis, potwierdzasz wszystko to, co napisał autor 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Świetny tekst, naprawdę. Mam 21 lat i od 16 roku życia sama łapałam się przeróżnych „robót”, cięższych lub lżejszych, bo moich rodziców przy czwórce dzieci zwyczajnie nie było stać na to, by zapewnić mi wszystko to, co – jak mi się wtedy wydawało – potrzebowałam. Mam więc porównanie jak zachowują się teraz osoby w moim wieku, które wszystko miały podane „na tacy” i nie potrafią tego uszanować. Nie zawsze, bo nie zawsze, ale w większości przypadków po prostu uważają, że im się należy.. Sama popełniam jeszcze masę błędów, ale na pewno nie można mi zarzucić, że nie potrafię sama o siebie zadbać i nie szanuję swojej pracy. Na studia po liceum nie poszłam, bo też wówczas nie miałam takiej możliwości. W końcu po dwóch latach jestem w stanie sama sobie za nie zapłacić. Może i to nie to samo co dzienne i nie ma takiego „fejmu”, że studiuję, ale jestem z siebie dumna, że całkiem nie zrezygnowałam i moją jedyną perspektywą na życie nie jest to co teraz 🙂
    Jeśli ktoś naprawdę chce się uczyć i rodzice są w stanie mu to zapewnić to super – oby więcej takich ludzi, bo teraz deficytem nie tylko są pracownicy wszelkiego rodzaju, ale też osoby, które naprawdę wiedzą dokąd idą i co chcą osiągnąć. W wielu przypadkach wygląda to tak, że „uczę się, bo póki to robię to rodzice mnie będą utrzymywać” – autentyczny tekst zasłyszany od mojego rówieśnika. Pozdrawiam Cię serdecznie i oby więcej tak dobrych tekstów 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Pierwsza część tekstu zbędna, wymuszona…
    Ta druga jest wartościowsza dla mnie.

    Każdy kto skupi się na materii będzie nieszczęśliwy. Materia jest pusta jak sam atom w środku.

    Polubione przez 1 osoba

  6. NO TOTAL!
    no bo moje pokolenie uważa, że jeśli nie masz zajebistych butów, miliard lajków na insta, zajebistej roboty, takiej wiesz, szpanerskiej, fot z wakacji na fejsie i jak nikt ci niczego nie zazdrości to jesteś zerem.
    super tekst, od pewnego czasu mysle o tym samym. a co jesli bede szczesliwa nalewajac ludziom kawe cale zycie? i strasznie mnie wkurwiaja ci starzy, ktorzy wlasnie pchaja dzieci na studia (bo studia to juz gwarantowany sukces, jasssne), uwazaja, ze powinnismy robic to albo tamto. zwykle poprzez praktyke zaczynamy dostrzegac co tak naprawde lubimy robic i to jest najwiekszym sukcesem. budzic sie w poniedzialek i myslec ‚o jak zajebiscie, ze juz wracam do pracy’

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ewo, nie wiem, ile lat ma „Twoje pokolenie”. Wiem natomiast (z własnego doświadczenia), że dążenie do tego, aby ktoś Ci czegoś zazdrościł, zwłaszcza dóbr materialnych, jest drogą donikąd i w pewnym momencie KAŻDE pokolenie do tego dojrzewa 🙂
      Wśród znajomych mam wiele osób, które zgromadziły naprawdę imponujące majątki, a to oni mi zazdroszczą. Tego, czego już nigdy nie będą mieli, chyba, że cofną czas… Jestem szczęśliwy z wyborów, jakich kiedyś dokonałem i dokąd mnie zaprowadziły. Nie potrzebuję miliona na koncie, żeby czuć się spełnionym. I tego Ci życzę

      Polubione przez 1 osoba

      1. Gratuluję. Chętnie bym się dowiedział jakie to były wybory życiowe, które dały Ci szczęście i czego zazdroszczą Ci Twoi znajomi? Również do tego dążę, tzn. do bycia szczęśliwym bez względu na ilość posiadanych pieniędzy, dlatego lubię słuchać ludzi, którzy już to osiągnęli…😊

        Polubione przez 1 osoba

  7. mam 21 lat, studiuję dziennie i pracuję. 90% moich znajomych dostaje ok. 2000zł miesięcznie od rodziców (na czynsz w Krakowie, na jedzonko i na inne przyjemności), podczas gdy ja dostaję od rodziców ok. 500zł. Sam mój czynsz to 790zł, do tego rachunki. Na wakacjach nie byłam od 5 lat, co roku wyjeżdżam do Londynu i od lipca do wrześnja podaję kawę, ale gdy przyjeżdżam, mam na kolejny rok czynszu. Oprócz tego pracuję za barem i wiecie co? uwielbiam swoje życie! sprawia mi niezwykłą przyjemość bycie niezależną, kiedy wiem, że aby wejść do teatru muszę popracować trzy godziny, a żeby się uchlać i skończyć z giga kacem jakieś dziesięć godzin.
    Ludzie nie cenią sobie samowystarczalności i niezależności, a to jest XXI wiek! Do trzydziestki chodzą jak otępiały dzieci, po czym budzą się, robiąc nic i będąc nikim.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Za 2 tys. miesiecznie nie bedziesz miec 12 tys na dolozenie synowi na wakacje. Oczywiscie mozesz powiedziec „Niech sobie gowniarz zarobi sam” albo nawet cala 12 dzieci wyslac na żebry albo prace w polu…
    Tylko chyba nie o to chodzi. Zeby dziecko bylo kims w dziedzinie wymagajacej inwestycji rodzice musza mu pomoc. Bieganie czy pilka to inwestycja powiedzmy w buty. Zaglowka, motocross czy hippika to spory koszt. Nawet porzadna gitara troche kosztuje i pare lekcji tez sie przyda.
    Przyslowiowe zawalanie dziecka koszami ryb jest glupie, ale kupienie mu porzadnej, drogiej wedki jest swietna inwestycja.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dobra odpowiedź, o to chodzi. Powiedzmy, że jest bardzo utalentowane dziecko w fizyce, chemii. Może dostanie stypendium jak się dostanie na Harvard, oczywiście, ale do tamtej pory w podstawówce i liceum musi mieć warunki do nauki (nie wakacje na Karaibach, tylko warunki do nauki, a to jest inwestycja:)

      Polubione przez 1 osoba

  9. Czytam tego bloga od 2 lat i z wieloma rzeczami zgadzałam się już wcześniej , część uważałam za przesadę, ale dzisiaj…ten wpis… poczułam się jakby ktoś dokładnie opisał mnie i moje problemy wszystko po prostu, sama lepiej nie umiałabym tego powiedzieć. U mnie skończyło się to tak, że mam 25 lat, a rodzice płacą mi 800zł miesięcznie za psychoterapie bo nic o sobie nie wiem, nie wiem kim chcę być, nie wiem czy dalej tkwić w swoim związku, jedyne co mam to studia i strach przed wszystkim. Nawet bałam się dodać ten wpis, ale bardzo potrzebuje dorzucić coś od siebie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz 25 lat i nic o sobie nie wiesz ale bierzesz kasę od rodziców żeby się dowiedzieć. Hm…
      Może w następnym miesiącu spróbuj sama zapłacić za psychoterapie? Jeśli nie masz kasy to znajdź prace albo dodatkowe zajęcie. W ten sposób „wyjdziesz ze strefy komfortu” (poczytaj o tym), zaczniesz poznawać nowe rzeczy, nowych ludzi i twoje życie zacznie się zmieniać. Uwierz mi. To TY musisz się dowiedzieć, gdzie chcesz być. Twoi rodzice nie powinni ci za to płacić.
      Byłam w podobnej sytuacji jak Ty wiele lat temu. Moja mam chodziła ze mną po psychologach ale nigdy mi za nic nie płaciła. Po prostu była obok. Pieniądze w końcu mi się skończyły. Terapii nie mogłam kontynuować (zresztą i dobrze bo to było wrzucanie kasy w błoto). Więc musiałam rzucić się na głęboką wodę. Pracowałam tu i tam. Faceta rzuciłam. Poznawałam przez to nowych ludzi. Było ciężko. Wyjechałam itp…. i co ? Dziś jestem tu gdzie jestem i to tylko dzięki sobie, szczęśliwa.
      Nie znam Twojej sytuacji dokładnie ale nie tędy droga. Wszystko rób sama i płać sama. Kiedyś sobie podziękujesz.
      Powodzenia!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Masz 25 lat i nic o sobie nie wiesz ale bierzesz kasę od rodziców żeby się dowiedzieć. Hm…
        Może w następnym miesiącu spróbuj sama zapłacić za psychoterapie? Jeśli nie masz kasy to znajdź prace albo dodatkowe zajęcie. W ten sposób „wyjdziesz ze strefy komfortu” (poczytaj o tym), zaczniesz poznawać nowe rzeczy, nowych ludzi i twoje życie zacznie się zmieniać. Uwierz mi. To TY musisz się dowiedzieć, gdzie chcesz być. Twoi rodzice nie powinni ci za to płacić.
        Byłam w podobnej sytuacji jak Ty wiele lat temu. Moja mam chodziła ze mną po psychologach ale nigdy mi za nic nie płaciła. Po prostu była obok. Pieniądze w końcu mi się skończyły. Terapii nie mogłam kontynuować (zresztą i dobrze bo to było wrzucanie kasy w błoto). Więc musiałam rzucić się na głęboką wodę. Pracowałam tu i tam. Faceta rzuciłam. Poznawałam przez to nowych ludzi. Było ciężko. Wyjechałam itp…. i co ? Dziś jestem tu gdzie jestem i to tylko dzięki sobie, szczęśliwa.
        Nie znam Twojej sytuacji dokładnie ale nie tędy droga. Wszystko rób sama i płać sama. Kiedyś sobie podziękujesz.
        Powodzenia!

        Polubione przez 1 osoba

    2. Kiedyś miałem podobnie. Możesz wierzyć lub nie, śmiać się czy kpić, ale mnie uratował Bóg, to że pozwoliłem Mu działać w swoim życiu. W kilka miesięcy zdziałał takie cuda, których sam nie byłem w stanie dokonać przez lata…Bóg jest dobry tylko trzeba Go, słuchać i pozwolić Mu działać.

      Polubione przez 1 osoba

  10. Wiesz ciezko nie przyznac Ci racji. Polemizowalabym jednak troche. Mam dwie cory. Mieszkamy w UK. Starsza ma 10 lat. Wlasnie w sobote zdawac bedzie egzaminy 11+. Jezeli je zda dostanie sie do jednej z najlepszych szkol w Anglii.
    Mowi do mnie, ze nie jest przekonana czy chce je zdawac. Powiedziala ze bedzie kelnerka. Odpowiedzialam ze nie mam nic przeciwko aby nia byla, o ile w przyszlosci nadal bedzie jej taki wybor. Ale niech zdobedzie dobre wyksztalcenie i skonczy studia i niech to bedzie jej swiadomy wybor. Jezeli masz wyksztalcenie, powiedzmy prawnicze, i nagle decydujesz, ze tego nie chcesz, a chcesz byc kelnerem, to mozesz to zrobic. Masz wybor. W druga strone nie dziala. A nie chcialabym, zeby za kilkanascie lat powiedziala -kurcze, a moglam sie uczyc, a teraz zapieprzam z taca. Oczywiscie na swiecie nie moze byc samych prezesow, prawanikow, lekarzy i informatykow i kazda praca zasluguje na szacunek. Ale jak mamy kilkanascie lat to gowno wiemy i zyciu i tym co chcemy robic i wydaje mi sie, ze ktos powinien nas pokierowac, wskazac droge.
    Co ma do stracenia?? Dzisiejsze dzieci przynajmniej tu kontaktuja sie zd soba przez What’s up czy messengera. Jak chca sie isc pobawic do kolezanek to przynajmniej z dwudniowym wyprzedzeniem. Te strasze blakaja sie bez celu po ulicach, a najwieksza ich rozrywka to postowanie na instagramie czy ruszanie buziami do muzyki udajac wykonawcow. Malo ktore maja pasje, zainteresowania, a wolny czas spedzaja calkowicie bezuzytecznie. Jezeli moge wybierac miedzy tym czy moja corka spedzi dwie godziny na telefonie czy czytajac ksiazke lub sie czegos uczac to sorry ale dla mnie wybor jest jasny. Odpowiednia szkola nie podcina skrzydel. Pokazuje Ci jak leciec, a gdzie polecisz to juz Twoj wybor. A naprawde bym nie chciala, zeby mi powidziala jak bedzie kolo trzydziestki: kurcze mamo szkoda, ze mnie do ksiazek nie gonilas.

    Polubienie

    1. To nie tak do końca, że dobre wykształcenie nie zaszkodzi, że zawsze masz wybór. Skończyłem prawo. Z wyróżnieniem. Zrobiłem aplikacje. Prawie doktorat. Jak wszyscy w rodzinie od 3 pokoleń. Tez słyszałem skończ studia, w razie czego bedziesz robił co innego a to nie zginie. Tylko nigdy mnie to nie pociągało. Zawsze chciałem podróżować. Pracować z dziećmi. Ew. gotować (ku przerażeniu rodziny 😉 Zacząłem pracę, założyłem własna kancelarie. W krótkim czasie jedną z większych w okolicy. Byłem naprawdę dobrym prawnikiem. Bo co innego miałem robić? Tylko tu miałem wiedzę, doświadczenie i umiejętności. Byłem. Przyszedł moment, że nie byłem w stanie wyjsć do pracy. A jak już wyszedłem to nie byłem w stanie nic zrobić. A w domu 3 dzieci. Depresja i totalne wypalenie zawodowe. I zniechęcenie do tej pracy. Dzieki żonie zaczynam teraz nowe życie. Dzieki jej zrozumieniu i determinacji. Jej uporowi i cierpliwości do mnie. I dzieki temu że zawsze chciała zarabiać sama i może nas teraz utrzymać dopóki moje zajęcie nie zacznie przynosić dochodu. Gdyby nie to to musiałbym trwać dalej w bagnie bo tylko to bagno przynosi w tej chwili jakiś dochód. Gdybym w wieku nastu lat zaczął gotować, idąc za głosem serca, albo uczyć dzieci jazdy naratach to teraz byłbym na zupełnie innym etapie życia. A moja edukacja przydaje sie w tej chwili co najwyżej do wygrania drobnych potyczek w urzędach. Bez niej byłbym osobiscie szczęśliwszy. A zaczynanie wszystkiego od początku jest jednak łatwiejsze jak ma sie naście czy dwadzieścia kilka lat.

      Polubienie

    2. Mam tak jak HOMER, skończyłam prawo, w szkole zawsze dobre stopnie, w wakacje żadnej pracy bo mama powtarzała, że mam trochę odpocząć, bo nauka jest moją pracą, a jak po maturze chciałam jechać jako au pair to mi zabroniła bo to „niebezpieczne”. Teraz robię aplikację, bo niby co innego… i aż mi się żyć odechciewa. Nie mam żadnego innego doświadczenia w żadnej nawet wakacyjnej pracy i nienawidzę tego co robię, a wszystko dla tego że nie potrafiłam się postawić jako nastolatka

      Polubienie

      1. Mi też mówiono, że nie mam ODPOCZĄĆ… ale od czego ? Zdana sesja to chcę dorobić, bo w domu siedząc czuję, że dziwaczeję i muszę wyjść do ludzi. 2-gi rok z rzędu podjęłam się pracy fizycznej na sklepie i jest okej- wiem przynajmniej ile muszę się naharować żeby iść do kina ( 2 h ). Każda rozmowa typu’ mamo tato mam podpisaną umowę’ kończy się kłótnią, że co będę się męczyć. Przecież oni mi pomogą opłacić wszystko. Na sprzeciw zdecydowałam się dopiero po 2 roku studiów bo po maturze to było stanowcze NIE. Zacznij od agencji pracy tymczasowej- nie wymagają doświadczenia do prostych prac.

        Polubienie

  11. Z perspektywy dziecka, które nie chodziło na korki, zajęcia dodatkowe i samo zarabiało hajs, na takie dobra luksusowe jak telefon czy komputer na studia, mogę napisać, że pewnie masz rację, sama widzę moich znajomych po setkach kursów, którzy wcale nie są szczęśliwi. Jednak na samym starcie te wszystkie bonusy od rodziców serio pomagają – jak jesteś jedną z niewielu osób, które wchodzą w życie bez tej premii, to czujesz, że zawsze musisz nadrabiać. Ma to swoje plusy – napierdalasz i możesz zajść wyżej. Zawsze masz też jakiś konkretny cel – unikasz takiego rozmemłania, że w sumie masz wszystko pod ręką, ale na nic nie masz ochoty. Ale jeśli miałabym wybór, nie wiem, na co bym się zdecydowała – na łatwe i nudne życie, czy na to, w którym bierzesz udział w wyścigu, na który się spóźniłeś.

    Polubienie

  12. Mam dwóch starszych braci-obaj razem z żonami inwestują w siebie, w coraz to nowsze samochody, piękne mieszkania, podróżują dookoła świata. Dzieci nie chcą lub dopiero jak będą mieli „odpowiednie” warunki. Nie ma we mnie zazdrości-cieszę się ich szczęściem, jestem dumna z ich sukcesów. Ja z moim narzeczonym mieszkam w dwupokojowym mieszkanku,w wiecznym remoncie, jeździmy 20-letnim golfem. Kariera w pracy? Ok , ale pod warunkiem,ze nie zabierze nam życia rodzinnego. Na dziecko zdecydowaliśmy się świadomie mimo,że wg innych ludzi „warunków” nie mamy.Każde z nas ma swoje pasje, na które trochę brak czasu, ale staramy się je pielęgnować. I w rodzinie to ja jestem postrzegana jako ta, której się nie udało. A nikt nie wpadł na to,żeby zapytać tak po prostu czy jestem szczęśliwa. A jestem-bez super samochodu, podroży, pełnego konta. Ale wiem o tym tylko ja i mój narzeczony. Cała reszta myśli,ze po prostu nam w życiu nie wyszło. Albo że po prostu brak nam ambicji. A dla nas rodzina i atmosfera w domu jest najważniejsza. No i pasja właśnie. Więc jednak nam wyszło! 🙂

    Polubienie

    1. Brawo oby tak dalej. ja uważam że to co powiedziałaś o pasji jest podstawą, Najważniejsze jest jednak że masz własny kodeks wartości gdzie szmal nie jest na pierwszym miejscu. Ja myślę podobnie i dlatego mam 2 fantastyczne córki, tą samą żonę od 19 lat, wykształcenie prawnicze , puste konto i pracuję jako kierowca ciężarówki ( bo to uwielbiam ). Pozdrawiam

      Polubienie

  13. Dwie rzeczy kłują mnie w tym tekście mocno.
    Po pierwsze, wydaje mi się, że tekst jest trochę zbyt płaski. Jakoś tam ogarniam tę frustrację czy punkt widzenia, który można by było obrać, żeby się z nim utożsamić, ale z drugiej strony, i od razu po drugie, za dużo wypowiedziało się tu osób które pieją z zachwytu nad tym, co zostało napisane.
    O co mi chodzi? O podejście ‚podżegania’, bo trochę tak się ten tekst czyta. Wygląda w większości jak stworzony po to, żeby przeczytał go jakiś frustrat z dowolnej warstwy społecznej i zakrzyknął w monitor a potem powtórzył w komentarzach: „Dokładnie tak jest, też tak mam!”
    Moim zdaniem tekst, który obnaża problemy XXI wieku powinien raczej motywować do wyrobienia sobie opinii niż podawać już jakąś na talerzu, tylko do skonsumowania i powtórzenia. No ale, jak napisałem wcześniej, tekst jest na to zbyt płaski. Dobrą przeciwwagą jest tu na przykład komentarz @Piachoo.

    Polubione przez 1 osoba

  14. NAJLEPSZY WPIS, jaki kiedykolwiek tu się znalazł! Wielkie Gratulacje! Mam 28 lat, jestem KELNERKĄ, najszczęśliwszą na świecie KELNERKĄ. W trakcie studiów dorabiałam w restauracji, i od pierwszego dnia pokochałam ta pracę. Studia skończyłam i dalej zostałam w restauracji. Dzisiaj mam już męża i Córeczkę i jestem bardzo szczęśliwą osobą. Moi rodzice na początku nie byli zachwyceni moją pracą, jednak kiedyś im powiedziałam: „słuchajcie, uwielbiam swoją pracę, jest męcząca jak każda, czasami pot ścieka mi z tyłka w trakcie 13godzinnej zmiany, ale wstaję rano i z radością jadę do pracy”. Od tej pory zmienili nastawienie, jest dla nich najważniejsze, że ta praca daje mi radość. Wiele osób mówi: stać cię na więcej, rzuć to. Ale po co? Kiedy ja to lubię? Nie wiem do czego ta praca mnie zaprowadzi, mam nadzieję zostać kiedyś menadżerem, i mam nadzieję, że tak się stanie. Uważam się za bystrą, ale nie dla mnie praca w korpo. Kasa w sumie też jest dobra i dzięki niej spełniamy swoje marzenia i plany. Ale gdyby miało być to wynagrodzenie 2 tys też bym została. Co do pokazywania swojego statusu poprzez dzieci- Kochani, to się zaczyna już od pierwszych dni ich życia: wózki za kilka tys zł, firmowe ubrania, z których wyrastają w ciągu miesiąca, najdroższe gadżety, srety i bzdety. Już w ten sposób rodzice próbują pokazać swój status finansowy. A najlepsze, że często ich na nie nie stać, ale stokke czy torba do wózka za 300zł musi być. Kredyty… Trochę mi się w życiu poszczęściło, bo mieszkamy w starym domu po babci. Dostaliśmy. Ale co myślicie, że tak kolorowo było? 60 m urządzaliśmy 3 lata. Każdy zarobiony grosz tam wkładaliśmy. Z każdej nowej szafki i głupoty w domu się cieszyliśmy. Firanki kupiliśmy po pół roku od zamieszkania, bo wcześniej nie było kasy. Potem było ocieplenie, tynk, dach… Kupa kasy. A przed nami jeszcze roboty na jakieś… 15 lat ! Ale mamy wspólny cel, wspólne plany i marzenia związane z tym domem. Ile razy usłyszałam: weźcie sobie kredyt, zróbcie, będzie pięknie! Ale ja chcę być WOLNYM CZŁOWIEKIEM. Wydaje pieniądze, które mam w ręku, jeżeli ich nie mam, znaczy nie stać mnie na zrobienie tego czy tamtego. Potrzebujemy jeszcze jakieś 150 tys na wykończenie domu, czyli jakieś 10-15 lat… Ale chcę żyć bez kredytu. Współczuję tym, co muszą je zaciągać. Ale co ja bym zrobiła jakby domu po babci nie było? Wyjazd za granicę, tylko i wyłącznie. Może bym po 10 latach zarobiła i kupiła. W życiu nie dałabym się zniewolić bankowi.

    Polubienie

  15. B Z D U R Y ! ! !
    Mam dwójkę dzieci, dorosłych już! Wychowywałem je w owoczesny sposób separując od świata nienawiści i porażek, sam przy tym rozwijałem ciagle swoje firmy. Dzieci dostały ode mnie studia na prestiżowych uczelniach amerykańskich. Kilka lat temu zaczęły przejmować firmy ode mnie i tylko są lepsze wyniki. Poszła restrukturyzacja, lepsze zapewnienie kontroli nad rozpuszczonymi pracownikami i zaczynają osiągać jeszcze wiecej niż ja osiągnąłem. A kto zasówa w firmach moich dzieci, no właśnie tacy, co im rodzice wyzwania stawiali i dobrze bo teraz wyzwania stawiają im MOJE DZIECI!

    Polubienie

    1. Tomciu jesteś tak sfokusowany na „sukces” w twoim rozumieniu ( szmal ) że nie bierzesz pod uwagę że mogą być ludzie dla których szmal nie ma aż takiego znaczenia. A twoja wypowiedź że TWOJE DZIECI wymagają od innych świadczą o leczeniu kompleksów kasą. Żal mi ciebie.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Gratulacje – szczere. Ale zapewne spłycasz swoją historię, bo nie piszesz jakim byłeś ojcem i jak swoje dzieci wychowałeś, jakie wpoiłeś im wartości. Nikt nie neguje istnienia takich sytuacji, zresztą w wielu komentarzach są głosy „że nie wszyscy kończą tak samo” jak dostają wszystko. Niestety jest bardzo dużo młodych osób, które przez trzymanie pod kloszem, załatwianie wszystkich spraw i problemów przez rodziców, nakierowanie tylko na edukacje jest zagubiona, nie wie co ze sobą zrobić, nie ma pasji. Znam też przykład firmy, gdzie ojciec sfinansował swoim dzieciom osobne oddziały, które niestety są przez te dzieci źle zarządzane i powoli acz skutecznie bankrutują.

      Polubienie

  16. Mam 23 lata. Właśnie skończyłam studia, jestem w szczęśliwym związku, planuję rodzinę i rozwijam się zawodowo. Sama się utrzymuje, pracuje od liceum. Mam większe doświadczenie zawodowe niż większość ludzi, którzy są ode mnie starsi o kilka lat. Mam też coś znacznie cenniejszego: znam swoje wartości i wiem, co chcę osiągnąć w życiu. Ale to wcale nie znaczy, że rodzice mnie porzucili w liceum. Zawsze mnie wspierali w moich pasjach. Kiedy przez 10 lat trenowałam wozili mnie treningi, kiedy chciałam uczyć się angielskiego – płacili za korepetycje, kiedy chciałam ratować świat, to razem ze mną całą noc pakowali paczki dla dzieci do szpitala. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
    Chcę tylko pokazać, że nie zawsze dzieci, które były wspierane przez rodziców wyrastają nieudaczników, leniuchów albo zapominają o ważnych wartościach. Czasami biorę życie w swoje ręce i spełniają marzenia. Rodzica zadaniem jest wspierać, ale też pokazać trud pracy. Pokazać, że kasa nie rośnie na drzewach i nie wszystko się w życiu dostaje za ładny uśmiech. Czasami trzeba się napracować, ponieść porażkę i wyciągnąć wnioski. Bo tylko od nas zależy czy będziemy szczęśliwi.

    Polubione przez 2 ludzi

  17. Swietnie napisane, mam lat kilkadziesiąt i od rodziców dostałam to o czym piszesz, czas, akceptację i prawo do popełniana błędów gdyż nauczyli mnie i tego, że konsekwencje poniosę rownież sama.
    Wakacje? Chcesz jechać? Ile zarobisz sama przez miesiąc tyle Ci moge pożyczyć, oddasz jak będziesz miała. Nauczyli mnie tez tego ze szczęście to stan umysłu niezależny od posiadanych finansów. Przeżyłam pracując i zarabiając masę pieniędzy jak i ocierając się o komornika. Sztuką jest życ i w komforcie, jak i radzić sobie poza nim. Nie jestem Kimś, jestem Sobą i spokojnie zaakceptuje córki pracujące przy kasach w Biedronkach.
    Żadna, zadna praca nie hańbi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

  18. Wszystko inteligentnie napisane. A ja sie cieszę, że mnie moi rodzice nie rozpieszczali… Że dziś, gdy chce gdzieś wyjechać jeszcze się ucząc na studiach, jest mi wręcz głupio, gdy z jakiegoś powodu nie mogę iść sobie do pracy i sama na to zarobić… Czym to się kończy? Że dopóki nie będę mieć swoich środków, które sobie sama skądś wezmę – nigdzie nie jadę… Już naprawdę w wyjątkowych sprawach proszę rodziców o pieniądze…

    Bo może jestem na ich utrzymaniu, lecz dodatkowe przyjemności… Przecież mogę ich z kwestii finansowych z nimi związanych jakoś odciążyć.. Nie chce by tego finansowali… Proste…

    I kiedy tak patrzę na młode pokolenie, w sumie niewiele młodsze ode mnie… w końcu jestem jeszcze studentką… załamuje mnie, że Ci ludzie mają wszystko.. od tak.. za darmo… że niczego w tym kierunku nie zrobili… że nigdy nie pobrudzili rąk pracą… a zaczyna się od najmłodszych lat, gdy rodzic tylko zobaczy, że jego dziecko przewróciło się, jest brudne i zamiast pozwolić mu się dalej bawić, od razu pędzi z nim do łazienki je umyć… albo gdy jest chore.. trzyma je w domu, zamiast jednak mimo wszystko wyjść z nim na dwór i w ten sposób wzmacniać jego naturalną odporność…

    Cush, ciekawe tylko… co będzie, gdy tych wychowanych inaczej zabraknie, a zostaną tylko tacy ludzie… rozpuszczeni, bez pasji, mający wszystko…

    Polubienie

  19. Cóż, mam prawie 30 lat. Gdy byłam dzieckiem miałam duży żal do rodziców, bo nigdy nie miałam tego, co moje koleżanki, choć rodziców było na to stać. Nie miałam markowych ciuchów, kanapki robiłam sobie sama, na zielone szkoły dostawałam drobne kwoty, ale za to często spędzaliśmy razem czas zwiedzając Polskę, uprawiając sport itd. Jednak wtedy mnie to wkurzało, bo chciałam, a nie miałam. Dzieci bywają okrutne, zwłaszcza jak się nie ma, jak się nie chodzi na każdą imprezę i jak nie wszystko wolno. Koleżanki z „dobrych” domów miały wszystko, szybko zaczęły z przywilejów korzystać za bardzo. Szukały adrenaliny i wpadły w kłopoty. Ja moim rodzicom jestem dzisiaj wdzięczna, bo dawali mi to, czego dziecko potrzebuje najbardziej -swoj czas. Zawsze byli ze mną szczerzy, nigdy nie obiecali że będzie tylko dobrze. Szkoła niestety dołożyła się na niekorzyść, bo wszystkie pasje, chęci i starania tłumiła w zarodku. Dzisiaj jestem nauczycielką na papierze, chciałam zmieniać świat, ale to świat zmienił mnie. Mam cudowne dzieci, jedno niepełnosprawne. Moje plany musiały się zmienić. Może dzięki temu, że rodzice uczyli mnie pokory nie podchodzę do wszystkiego z żalem, ale musiałam obrać inny kurs. Nie będę kobietą sukcesu zawodowego, nie będę spełniać się w pracy. Co przykre w oczach wielu osób, podobnych do tych z artykulu straciłam – bo na rynku pracy nic nie osiągnę, bo przecież tylko siedzę z dziećmi w domu. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca na empatię, na szczerość, uczciwość. Dzisiaj liczę się tylko ja, moje sukcesy i kolejny samochód w garażu. Na koniec dodam jeszcze, że ciężko jest wychowywać dzieci wbrew panującym trendom, wiedząc że one muszą z nimi osobiście walczyć, wkurzając się na nas rodziców, że rzucamy je na głęboką wodę.

    Polubienie

  20. Tak mi się nasunęło, choć pewnie dostanę słowny wpierdol, że nie na temat, że pierdolę od rzeczy 😉 Ale chuj.
    Praca fizyczna daje zajebistą satysfakcję, pod jednym warunkiem, że ma się ukończone studia. Jakiekolwiek by one nie byłyby chujowe, ale się je ma.
    Nie wnikam w to, że dziś każdy jest magistrem, nie wnikam w to, że dziś studia tak zaniżyły poziom szkolnictwa wyższego, że obecnie kończąc je, ma się w głowie tyle, co kiedyś po dobrym liceum, nie wnikam w to, że erasmusy i inne pierdusy poszerzają tylko horyzonty społeczno-towarzyskie, niestety obniżają poziom wiedzy jako takiej.
    Ale do rzeczy.
    Masz studia, to masz poczucie własnej wartości, że dzięki papierowi jacyś tam wielcy i uczeni dali Ci jakąś tam przepustkę do jakiejś tam elity w jakimś tam nazwijmy to lepszym świecie. Wtedy praca fizyczna naprawdę daje pozytywnego powera i uszlachetnia zarozumialstwo wynikające z jebanego magistra.
    Nie masz studiów, niestety masz z automatu niskie poczucie własnej wartości mając wokół siebie tych wszystkich jebanych inżynierów, czy magistrów. A wtedy praca fizyczna niestety upokarza. Upokarza Cię podwójnie. Nie masz studiów, a do tego całe życie jesteś skazany na robienie czegoś, czym gardzą ci z tej jebanej elity wykształconych. Więc ty sam tym gardzisz, choć to co robisz wcale nie jest złe.
    Taka jest prawda i mnie osobiście żadne argumenty nie przekonają, że jest inaczej.
    Ale powiem Wam, że 1000 x bardziej wolę otaczać się ludźmi prostymi, bez studiów, bez jebanych szkół. Bo są prawdziwi, bo nie udają, bo nie przeliczają wszystkiego czy hajs się zgadza, są dobrymi, empatycznymi ludźmi, którzy odruchem serca wyciągną ostatni grosz, gdy potrzebujesz. Lubię rozmowy ze sprzątaczkami, bo i sobie przyklną, i wypiją, i szczerze się uśmieją, i przyniosą pierogi lepione własnymi rękami po ciężkim dniu pracy.
    Elita się nie śmieje, wykrzywia tylko wargi w półuśmieszku, mówi okrągłymi zdaniami, ą, ę, pije tylko u cioci na imieninach, a pierogów nie jada, bo woli sushi.
    Moja jedyna przyjaciółka nie ma studiów i wiem, że ma wielki kompleks z tego powodu, że przez ograniczonych starych nie skończyła ich. Myślę, że źle się z tym czuje i nie może zrozumieć, jak mogę się z nią przyjaźnić. Nie da się jej przegadać. Ale kocham ją nad życie, jest najcudowniejszą osobą na świecie i bez wahania oddałabym jej nerkę.
    Dlatego studia każdy powinien skończyć nie dla kasy, nie dla lepszej fury, nie dla srajfona, nie dla starych, tylko dla samego siebie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. I z tym się absolutnie zgadzam 🙂
      Jestem nauczycielką, ale taką niepokorną. Też wolę sprzątaczki, niż niektóre nadęte koleżanki nauczycielki. Brak wykształcenia nie świadczy o niczym, bo to co najważniejsze nosimy w sobie 🙂 Pozdrowienia dla przyjaciółki 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    2. Wiesz Madzia, masz zajebistą rację. Ja też jestem mgr inż to Polibudzie i robię jakieś pierdoły (teraz robię , bo jakiś czas temu bujałem się po świecie zarabiając dużo monet ale przez to żona mnie zostawiła. Pewnie dobrze bo jej nie kochałem , a babki to zakumają szybko – ona potrzebowała 18 lat na „ostateczne rozwiązanie” ) a tak naprawdę to bym chyba bardziej chciał być hydraulikiem, Taka konkretna i wdzięczna robota – poskręca te rurki, podłączy kran, odkręci główny zawór i pod prysznicem jest woda -ludzie się umyją, będą zadowoleni i fachowiec widzi, że to co zrobił ma sens a nie to co te pieprzone słupki w Excelu z prezentacji pałerpojnta … .

      Polubione przez 1 osoba

    3. Jak chcesz pracowac fizycznie to studia sa bez sensu. Lepiej na te 4 lat pojsc do jakiegos mistrza na nauke fachu – chocby do stolarza, za darmo. Wielu pracownikow fizycznych zarabia dzisiaj wiecej i znacznie lzej niz korpoludzie – pod warunkiem, ze sa to fachowcy.

      Smieje sie z ludzi, w ktorym domu jedynym narzedziem sa nozyczki. Dzisiaj jest taki swiat, ze niczego nie musisz naprawiac – nawet serwisy nie naprawiaja, tylko wymieniaja. Ale ten swiat nie jest gwarntowany.

      Sam jestem przedsiebiorca – mam rozległa wiedzę techniczna i humanistyczna w swojej branży, bo mój ojciec jest alfa i omegą i zaszczepił u mnie pragnienie wiedzy. Za tą wiedzę inni ludzie (głównie dobrze zarabiający) płaca mi cieżkie pieniądze i tą wiedzą którą buduję różne projekty używane w sumie przez 3 miliony Polaków. Studenci, ktorzy u mnie ostatnio pracowali powiedzieli, ze w 3mc nauczyli sie wiecej niz przez cale studia.

      Pierwsze studia na politechnice z zarzadzania rzucilem po roku, bo nic mnie nie uczyly i tylko przeszkadzały (mialem juz firme od roku). Punktem zapalnym bylo, gdy profesor od matmy poinformowal mnie, ze za dlugo zwlekalem, zniszczyl protokoly zaliczen i musze zaliczac caly semestr a nie tylko jeden temat, ktory zawalilem. Po tym jak chyba jedyny z grupy na politechnice zaliczylem statystyke i ksiegowosc na 5 (wiekszosc oblala i oblewala te tematy jeszcze latami), uznalem ze ktos marnuje moj czas w imie poczucia swojej watpliwej wyzszosci.

      Przez drugie studia (na ktore poszedlem, zeby mama sie nie denerwowala – juz wtedy zarabialem wiecej niz polowa Polakow, ale mama nadal bala sie o moja przyszlosc) przelecialem olewajac abolutnie kazdy wyklad i przychodzac na wszystkie zaliczenia bez przygotowania – prowadzenie wlasnej firmy wystarczylo, aby wiekszosc zaliczyc na 3, 4 lub 5 w oparciu o doswiadczenie. Tylko na kilka oblanych tematow zajrzalem do ksiazek.

      Napisalem prace i jak mi ja kazali przepisac z jezyka ciekawego na akademicki, to olalem temat – skad wiem, ze z „ciekawego”? W tym czasie bylem autorem tysiaca artykulow i bestsellera, ktory byl uzupelniajacym podrecznikiem na uniwersytecie, z ktorego pochodzila moja promotorka. Znowu ktos marnowal moj czas na bezsensowna prace. Zlecenie tego komus innemu uznalem za nieuczciwe.

      Olalem te studia i 20k, ktore na nie polozylem
      z wlasnej kieszeni. I tak zmarnowaly mi za duzo czasu.

      Nie mam papieru i nie cenie go zupelnie jesli nie jest to papier z kierunku technicznego albo prawo, medycyna. Jesli kiedys zrobie papier, to wlasnie z jakiegos bardzo technicznego zagadnienia – dla wlasnej satysfakcji, bo mi to niepotrzebne.

      A w biznesie? Jak mi sie chce to zarabiam wiecej niz typowy prezes, jak mi sie nie chce to wiecej niz typowy dyrektor. Sam decyduje, kiedy mi sie chce. Moglem zarabiac znacznie wiecej, ale musialbym wspolpracowac z ludzmi, ktorych nie szanuje.

      Szacunek do samego siebie jest warty wiecej niz jakiekolwiek pieniadze.

      Jedyna wartoscia studiow/terminowania u mistrza poza kontaktami iest to, ze zmuszaja Cie do nauczenia sie podstaw. Trzeba miec ogromna pasje do nauki, zeby zrobic to we wlasnym zakresie. Podstawy staja sie niezbedne, gdy zaczynasz robic naprawde duze rzeczy. Albo je masz, albo placisz komis, komi chcialo sie je zdobyc.

      Polubione przez 1 osoba

  21. Bardzo fajny artykuł. Zacząłem pracować mając 12 lat. Codziennie po szkole wyprowadzałem psa sąsiadki. Potem było sprzątanie klatek schodowych i praca na budowie. Idąc na studia w 92 roku kupiłem sobie trabanta i jeździłem nim 5 lat. Potem jedna firma, druga firma i dopiero mając 37 lat zamieszkałem we własnym domu. Pamiętam drwiny znajomych, którzy mieszkali znacznie wcześniej „na swoim” oczywiście w kredycie. Tyle że oni nadal te kredyty spłacają a ja mogę się rozwijać.

    Polubione przez 1 osoba

  22. Bardzo dobry tekst, pięknie ujęte.
    Mnie i moim wszystkim znajomym rodzice wbijali do głowy że szkoła, studia, że super praca, wysoka pensja i wypasiona fura… Studiów nie skończyłam bo jednak to nie było to, pracowałam w różnych branżach aż w końcu stanęło na własnej firmie z której odeszłam po dwóch i pół roku, po ponad czterech i tak splajtowała, zostały długi. Pracuję jako sprzedawca, obecnie na macierzyńskim opiekuję się córkami.
    Mam to cholerne szczęście że wybrałam sobie męża który nie marudzi że utyłam, nie goni mnie na powiększanie ust ani do roboty w korpo bo kredyt trzeba płacić. Nie płacze że chrzani mu się fura i że w piecu musi napalić. Nie mamy kredytu, wyremontowaliśmy 50-metrowy budynek gospodarczy, wyszły dwa pokoje z kuchnią i łazienką. Na razie wystarczy. Wozimy się 15-letnią alfą a podśmiechujki znajomych że czas wymienić na coś nowszego i większego puszczamy mimo uszu, przecież nic na siłę i nie na kredyt. Starsza córka jak się przewróci to musi się sama podnieść a jak rozleje zupę przy obiedzie to musi wytrzeć.
    Wyleczyłam się z tego że muszę mieć fajne buty od tommiego h, że muszę zmienić furę za dwa lata, że rodzinę założę jak wybuduję i urządzę 200-metrową willę. Dawno zauważyłam że to nie działa, że nie będę się szmacić we własnej firmie za hajsy i płakać w nocy nie wiedząc ile złego jeszcze wytrzymam.
    Wiedziałam, że to co starzy wbijali do głowy to gówno prawda i że jak nie zacznę od zera swojego życia to nie będzie po co żyć. Swoich dzieci tak nie wychowam, wszystko co źle zostało mi zaprogramowane tępię u swoich dziewczynek, uczę żeby były szczęśliwe i zadowolone, zaradne i miały szerokie horyzonty, że nie ważne co ludzie powiedzą i że kumpel z bogatego domu niekoniecznie będzie dobrym kandydatem na męża a papierek z uniwersytetu nie da czeku na miliony monet w pierwszej pracy.

    Polubione przez 1 osoba

  23. Jestem „tworem” roku 90tego. Całe dzieciństwo pamiętam jako sprzeczne informacje: „Nie rób tego bo się skaleczysz/zepsujesz” na zmianę z „masz już X lat, a nadal tego nie potrafisz?!”
    Tak jak piszesz, w moim domu było podobnie. Mama starała się dać to czego sama nie mogła mieć będąc dzieckiem, a tata wolał nauczyć samodzielnego myślenia i zaradności. I mam wrażenie, że w dużym stopniu oboje ponieśli porażkę. W latach 90tych mimo wszystko, nie było ich stać, żebym miała dodatkowe zajęcia, z czasem też było krucho, w dodatku dojazdy do miasta. Nikt mnie nie prowadził za rączkę, ale nikt też nie przedstawił dostępnych opcji. Mam 27 lat. Nadal nie wiem co chcę osiągnąć w życiu. Pracuję niby w zawodzie. Zarabiam minimalną. Mieszkam u rodziców. Jestem w związku z cudownym mężczyzną, który dla poprawienia standardów życia nas obojga, wyjechał za granicę. Najdalej na początku przyszłego roku do niego dołączę. Ale tak jak piszesz, jestem „tworem” utrzymanym w strachu. Niecierpię swojej pracy. Boję się emigracji, ale jest ona dla mnie jakimś wybawieniem. Wiele mnie w życiu ominęło, bo po prostu się bałam. Strach paraliżuje.
    Znam ludzi starszych ode mnie, którzy dostali od rodziców dom/samochód/pieniądze na ślub i wesele. Na moje auto sama zarobiłam. Odkładam pieniądze na wesele, bo nie wyobrażam sobie naciągać moich rodziców na to (mimo że ich stać). Znam dziewczyny, których wesela pochłonęły 30-60tys. zł. Zdjęcia z tych wesel w dużej mierze wołają o pomstę do nieba, wodzirej szybko się spił, a wujek „Janusz” zrobił wiochę. I każda z tych dziewczyn te pieniądze miała od swoich rodziców i rodziców męża. I każda powiedziała mi mniej więcej coś takiego „Należy mi się.” A ja pytam za co? Za to, że siedzisz na dupie w domu, a Twój facet zapierdala jak króliczek na bateriach Duracella? Za to że chodzisz na pazurki i inne kosmetyczne zabiegi wydając nie swoją kasę, a rodzice od lat nie byli na porządnym urlopie bo Cię technicznie rzecz biorąc utrzymują?
    Mam nadzieję, że nigdy taka nie będę.

    Polubione przez 1 osoba

  24. Dawno, dawno, dawno nie przeczytałam tak mądrego i prawdziwego tekstu. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja jestem takim dzieckiem, które miało wszystko podane na tacy. Moi rodzice, prywatni przedsiębiorcy z małego miasteczka robili wszystko żeby moje życie było lepsze niż ich, żebym mogła się uczyć, żebym miała markowe ciuchy i super podróże. Skończyłam studia, które naprawdę kochałam, ale na tym się zalety tego kierunku kończyły. Dzisiaj pracuję na kasie i jestem szczęśliwa. Mój mąż za to pochodzi z naprawdę biednej, ale niezwykle wartościowej rodziny i rodzice nie dali mu nic bo nic nie mieli. Od najmłodszych lat uczyli syna szacunku do pracy i tego, że nic nie spada z nieba. Teraz ma on naprawdę fajną pracę, którą lubi i o którą się nieźle nawalczył. Ale w tym wszystkim jest pewien paradoks – ja chcę nauczyć syna pracy i walki o swoje szczęście, a mąż chce mu dać to czego sam nie miał.

    Polubione przez 1 osoba

  25. Ja osobiście stwierdzam, że studia w obecnych czasach są nic nie warte. Zapieprzam 7 rok na studiach a pracy w zawodzie znaleźć nie mogę. Co prawda przez pierwsze 3 lata pomagali mi rodzice utrzymać się w wielkim świecie i opłacali studia. Chęci i zapał do pracy mam od małego, w czasie studiów wpadały różne stanowiska: praca za barem, sklepy odzieżowe. Ale w momencie gdy chcę się utrzymać za rozsądne pieniądze to nie mam warunków. Wiem, że rodzice zawsze mi pomogą ale pomimo tego chcę zapracować na to sama.. W ostatniej pracy dowiedziałam się, o nowym podejściu do rozpatrywania cv- im więcej masz wpisane w życiorysie to tym bardziej Cie nie przyjmą- bo za często zmieniasz prace… Zdarzyło mi się również mieć młodszą od siebie kierowniczkę, która olała studia i po liceum poszła do pracy, a Ty zapieprzasz na zawołanie za małe grosze..

    Polubione przez 1 osoba

  26. Na studiach utrzymywałam się z korków , jadłam na stołówce i mieszkałam w akademiku.
    Dziś moje, nieco starsze koleżanki, posyłają dzieci na studia, wynajmują im mieszkania bo akademik jest taaaaki straszny. Gotują słoiki z ulubionymi daniami żeby przypadkiem biedactwo nie umarło z głodu. A wydawało się, że to takie rozsądne kobiety i nie cierpią na nadmiar kasy.

    Polubione przez 1 osoba

  27. Czytam dzisiaj już któryś z kolei tekst w podobnym klimacie o tej samej tematyce. Z każdym kolejnym coraz lepiej uświadamiam sobie jaka jestem wdzięczna moim rodzicom. Za to jakie wzorce przekazują mi od najmłodszych lat. Ja aktualnie mam zaledwie 21 i właśnie jakby na temat zapierdalam w „Biedrze” na własne utrzymanie, jednocześnie edukując się by spełniać swoje mniej lub bardziej, zależy od punktu widzenia, ambicje. Pracuję nie dlatego, że rodzice nie chcą lub nie mogą wspomóc mnie finansowo, nie uczę się dlatego, że powiedzieli, że tak będzie najlepiej. Nauczyli mnie odpowiedzialności za siebie, własne decyzje i życie, pozwolili samej wybierać dokąd chcę iść i co najważniejsze, choć bywało często bolesne i rozczarowujące uczyć się na własnych błędach. Nigdy nie trzymali pod kloszem, zawsze po cichu obserwowali z odległości, żebym nie zginęła za młoda i za głupia potykając się o własne pomysły. Miałam czas trochę poznać świat i przede wszystkim siebie.
    Nie wiem konkretnie w jakim celu piszę ten komentarz, przecież kogo to obchodzi? Pierwszy raz ever udzielam się na jakimkolwiek forum, czy komentuję cokolwiek. Ale kiedy już się wyjdzie na dobre z rodzinnego domu, naprawdę zaczyna się dostrzegać pewne rzeczy z zupełnie innej perspektywy i w tej chwili, kiedy daję sobie radę i nieskromnie uważam, że całkiem dobrze mi idzie bycie odpowiedzialną za siebie i mi najbliższych, konsekwentne dążenie do celu spełnienia rzeczonych ambicji i jednoczesne czerpanie radości z codziennych drobnostek, czuję mocną potrzebę przekazania moim rodzicom jak świetnie to zrobili, jak teraz widzę, że wszystkie te momenty kiedy byłam na nich śmiertelnie obrażona i nie chciałam więcej słuchać tego, co mają do powiedzenia były cegiełką do tego co wiem i potrafię teraz. Oczywiście, że nie wszystko było idealne i jak ja, tak i oni wiele rzeczy zrobiliby pewnie zupełnie inaczej. Tak czy siak dojrzewam w moim braku wylewności do powiedzenia im wielkiego DZIĘKUJĘ, że zrobili to własnie tak, a nie inaczej. I w zasadzie robią to dalej a ja nawet nie zdaje sobie z tego do końca sprawy.
    Życzę wszystkim dzieciom rozsądnych rodziców i wszystkim rodzicom tyle rodzicielskiej cierpliwości ile moi mieli do mnie, a lekko nie było.
    Sama chciałabym w przyszłości wychować dziecko na wzór postępowania moich rodziców, żeby znało swoją wartość, miało własne spojrzenie na świat a jednocześnie było silne i świadome swoich wszelkich obowiązków wobec innych, samego siebie i świata. Oby dobrze mi to wyszło i oby jak najwięcej ludzi z dobrymi wzorcami wchodziło w dorosłe życie.
    -Żeby nie było, ciągle się uczę życia i absolutni nie wiem wszystkiego. Najzwyczajniej w świecie czuję się dobrze i mam komu za to dziękować.

    Wracając do tekstu Pana Piotra C. i kilku o podobnej tematyce, które przeczytałam cieszę się, że tyle osób tak to widzi i myśli o tym w ten sposób. Może krok po kroczku, głównie my – młodzi ruszymy w lepszym kierunku

    Polubione przez 1 osoba

  28. Zacznijmy od słowa ogół i od pytania jak długo jeszcze będziemy uogólniać ?
    Tekst nie jest głupi i jest przedstawiony jakiś koncept, ale przedstawiona jest jedna perspektywa, co trochę boli dziecko lat 90. Boli mnie kiedy to czytam i niektóre zdania faktycznie pokrywają się ze słowami mojej mamy, która na ogół mówiła to z dobrymi intencjami, a to co mówiła nie niszczyło mojej psychiki, bo zawsze miałam też swoje zdanie i tak wychowanie ma gigantyczne znaczenie, ale obojętnie jak jesteśmy wychowani no niestety nie startujemy z tego samego pułapu, każdy z nas ma inne ambicje i inny pomysł na siebie. Niektórzy korzystają z pomocy rodziców i wychodzą na inteligentnych ludzi, którzy pewnie jak się zestarzeją będą pomagać swoim rodzicą, inni wyrosną na telemaniaków zakochanych w pustym życiu z pustym domem i pustą żoną w tle. Czasami ten który nie dostał nic będzie chciał pokazać ile jest wart, a czasami ten który był poturbowany przez los zamiast się wzbić padnie na glebę. Lubię czytać takie teksty, ale tak jak w liceum nie umiałam napisać rozprawki gdzie zasadniczo pisze się o jednej stronie medalu na plus, tak nadal nie umiem przyjąć jednego punktu widzenia. Żyjemy w czasach w jakich żyjemy, są tu dmuchane lalę i rozpieszczeni chłopcy z prywatnych szkół widzących tylko czubek własnego nosa i też wkurzają mnie Ci ludzię niemiłosiernie, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, bo potem będziemy uważać, że każdy lepiej opalony to terrorysta, a każdy Niemiec chcę nas zamknąć w Auschwitz. Nie każdy zawsze dostaję to na co zasłużył czasami dziecko nie mające rodziców dostaję jeszcze bardziej po dupie, a ten który ma wszystko dostaję jeszcze więcej. Ja kieruję się jedną naczelną zasadą zachowania złotego środka, to nie uratuje NAS, ale może każdego z osobna. Pozdrawiam Rocznik 98

    Polubione przez 1 osoba

  29. Uogólnione ale życie to niesprawiedliwy ogół.

    Wśród znajomych, którzy mają „swoje” miejscówki, jesteśmy jedyni, którzy nie dostali mieszkania czy dodatkowej kasy.
    Trochę nas to wk… ale przynajmniej nikt nie może nam nic wypomnieć 😀

    Polubione przez 1 osoba

  30. Ukazanie najbardziej widocznej grupy w społeczeństwie i uznanie jej za ogół jest niesprawiedliwe. Dlatego takie pojęcie jak ogól jest błędne, bo ogół to wszyscy, a wszystkich można jedynie określić mianem człowieka i niczym więcej.

    Polubione przez 1 osoba

  31. Oby ten kto to napisał dostał odpowiednią kasę. Tragedia ze ludzie chcą wierzyć w to co ktoś napisze przecież to są ludzie którzy utrzymują stronę kliknięciami eh.no ale czekam na dalsze historie

    Polubione przez 1 osoba

  32. Czytałem ten tekst z mieszanymi uczuciami. Zgadzam się z tym, że jest dużo młodych ludzi rozpuszczonych jak dziadowski bicz którzy nie musieli na nic pracować i nie szanują tego co dostali. Są też tacy którzy wygrzebali się z rynsztoka i wspięli na sam szczyt. I jestem ja. Gdzieś pośrodku. Rodzice urzędnik i nauczycielka. Dbali bym się dobrze uczył, prowadził i kiedyś znalazł dobrą pracę. Skończyłem polonistykę i dziennikarstwo bo zawsze interesowałem się sportem i popkulturą. W trakcie magisterki dostałem pracę w korpo na pełen etat więc przeszedłem na studia zaoczne. Po ich skończeniu zostałem w tej pracy jeszcze jakiś czas ale że płaca nie pozwalała myśleć o samodzielności to zdecydowałem się wyjechać z dziewczyną. Teraz odkładamy na mieszkanie w Polsce. Mam 28 lat i nie wiem co dalej chciałbym robić. Mam doświadczenie w różnych korpo ale to nie jest to co lubię. Mogę się dalej rozwijać w tym kierunku bo jest tam jakaś kasa. Z kolei dziennikarstwo pieniędzy może nie dać albo każe ci sprzedać swoją duszę konkretnej opcji. Nie mam w nim zresztą doświadczenia zawodowego. I zastanawiam się co dalej? Ciekawy jestem czy są tu osoby które mają podobne przemyślenia.

    Polubione przez 1 osoba

    1. jesteś w tym samym wieku co ja. Gratuluję Ci odwagi! Pisałam wyżej co ja bym zrobiła gdyby nie dom po babci, który urządzamy. Wyjazd za granicę!
      Wielu na Twoim miejscu pracujących w korpo wybrałoby standardową ścieżkę- kredycik na 50 metrów i jazda przez 30 lat. A Ty odważyłeś się zawalczyć o swoje, żeby nie zniewalać się bankowi

      Polubione przez 1 osoba

  33. Ja mam taki strach w sobie, nie mam wykształcenia, mieszkam z matką, bratem i jego żoną na 51 metrach w mieście co miesięcznych miesięcznie. I pracuje na kasie. I w końcu po 10 latach różnych zajęć moja pensja ma 2 na początku. Mimo to nie stać mnie na wyprowadzke, nie jestem w związku, nie mam kredytu na mieszkanie. Mam strach, że nie będę mieć gdzie mieszkać, nie będę mieć co jeść.
    Jestem tu i teraz w takiej rzeczywistości bo podejmowałam decyzję. Nie zawsze mądre i przemyślane. Poniekąd moja motywacja rozwoju umarła najpierw w 2005 a następnie w 2009. Rak pozbawił mnie osób, którym na mnie zależało. I został strach przed jutrem. Ściemniam, że sobie radzę ale mam 37 lat i jestem wrakiem. Bo tak. Czy kogoś obarczam za to winą? Tak. Siebie. To moje decyzję i wybory postawiły mnie tu i teraz.
    Czy chcę to zmienić?
    Nie mam siły walczyć. Nie mam dla kogo i po co.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Basiu, mieszkaj sobie nawet na 27 mkw w 4 osoby, to nic złego, ani strasznego, wyrzuć to z głowy mimo, że autor napisał co innego. Idź, zrób se pazury (50 zeta to nie aż tak duża suma raz na miesiąc), idź na dobry film, sama często tak chodzę (końcem września ma być „Botox”), kup sobie kota jak autor, przytulaj się do niego często i mocno, i żyj dla siebie, i tylko dla siebie! Jak będziesz żyć dla kogoś, albo czekać na kogoś (najpewniej byle kogo), znów wpadniesz w dołek uzależnień od innych i deprechy. Basia, jak będziesz kiedyś na Podbeskidziu, daj cyna, pójdziemy w góry, upijemy się, skulamy z Szyndzielni i będzie pięknie! Piszę serio 😉 I głowę noś wysoko, jakbyś była księżniczką 😉

      Polubione przez 1 osoba

  34. Pracuje w sklepie i jestem szczęśliwa.
    Nie mam życiowej pasji, nie wiem na jakie studia chcę iść, ale wiem, że kocham moją pracę i wierzę, że kiedyś wpadnę na pomysł co chcę studiować 💪

    Polubione przez 1 osoba

  35. Hej wam.
    Chcialbym tylko napisac jedno ale mysle podsumowujace wszystkie rozterki innych ludzi… jedyne co jest niesprawiedliwe w zyciu ze kazdy powinien urodzic sie z tymi samymi mozliwosciami a kraje wszystkie powinny byc na podobnym do siebie poziomie(kraj, ojczyzna powinna miec ten sam standard). Jak mozna porownac zycie Polaka do zycia Tajlandczyka(gdzie za 10zl on musi wyzywic rodzine na tydzien) albo Polaka do mieszkańca Szfajcari. Gdybybtak sie stalo mozna powiedziec ze kazdy ma te same mozliwosci i wtedy sukces i szczescie kazdej osoby jest wynikiem jej wlasnych postanowien. A tak ,jak jest na swiecie nigdy nie da rownosci.

    Polubione przez 1 osoba

  36. Dodam jeszcze ze tu nie chodzi o to ze praca w sklepie za kasa czy kurierka to nie moga przyniesc szczescia to chodzi o to zeby kazdy rodzaj pracy dal kazdej istocie na ziemi mozliwosc „normalnego” zycia zeby minimum stanowilo hakis godny poziom a nie dawalo depresje i rozterki za co ja kupie jedzenie za co zaplace rachunki bo oczywiscie Rzad Polski ma w dupie swoivh rodakow a tylko czlonkowie tego rzadu wypychaja swoje kieszenie pieniedzmi bo jak sie skonczy ich czas zeby mogli zyc na poziomie. Z jakiej racji dajcie najpierw swoim barankom godnie zyc, oczyeiscie to jes przyklad Polski ale jest mnustwo krajow gdzie jest podobmie albo gorzej.

    Polubione przez 1 osoba

  37. Tekst fajny. Ale moda na umawianie to za dużo. Zawsze miałam pod górkę i nie czuje się z tego powodu lepsza,”namaszczona”, za to zmęczona i rozczarowana. Bardzo bym chciała dwójce moich dzieci oszczędzić takich męczarni życiowych i zamierzam dać im wszystko co ułatwi im start. I przekornie do ww tekstu mówię o dobrach materialnych. Wychowanie zaradnego i przyzwoitego człowieka to jedno, ale zastanawiania się czy kupić książkę czy mieć co jeść, to nie życzę nikomu. A pierdolone umartwianie niech dotyczy inny, ono nie uszlachetnianie wbrew podwyższeniu-mam prawie 40 lat i straty w organizmie spowodowane ciągłym stresem nieodwracalne. Chcę oszczędzić tego moim dzieciom. Zasuwanie za darmo przeżyłam i uważam to za karygodne! Nikt Cię nie będzie szanować, jak sam siebie nie szanujesz-nie dajcie się poniżac!

    Polubione przez 1 osoba

  38. Spokojnie – to się samo unormuje:
    „Trudne czasy tworzą silnych mężczyzn, silni mężczyźni tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych mężczyzn, słabi mężczyźni tworzą trudne czasy”.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Migranci Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.