To pytanie zadała mi w swoim liście M. I  zanim zacząłem czytać dalej, przypomniał mi się suchar, jak to pewien facet, po 20 latach małżeństwa, chciał poprosić żonę o sól, ale wyrwało mu się: „Spierdoliłaś mi życie, dziwko”. A później list przeczytałem i pomyślałem po raz drugi, że to będzie dobre ostrzeżenie.

Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30-tki?

To ci powiem (życie moje + obserwacja znajomych). Masz lat 20 i za sobą jakieś tam pierwsze miłosne doświadczenia – lepsze, gorsze.

Poznajesz jego/ją. Jest spoko. Jakieś tam motyle i inne sraty pierdaty. Lecą wam lata, przyzwyczajacie się do siebie. Motyle już dawno odleciały, ale myślisz sobie – Boże, mam JUŻ 25 lat. Gdzie ja kogo lepszego poznam? A, weźmy ślub, przecież tyle lat razem nie może iść w pizdu, wszyscy tak robią.

I zakładasz tą suknię księżniczki, wynajmujesz bryczkę i zapraszasz ciotki, których nie znasz, no ale przecież byłaś na weselu ich córki gdy miałaś 5 lat, więc wypada zaprosić. Wrzucasz zdjęcia na fejsa i koleżanki singielki zazdroszczą, a Ty rośniesz w piórka, bo Tobie się udało, a im nie. 

Potem wiadomo, że robisz dzieciaka, bo przecież wszyscy tak robią, a i rodzina naciska przy każdym świątecznym obiedzie. Ciąża super extra, sesja z brzuszkiem i baby shower, żeby poczuć nieco amerykańskiego świata. Rodzisz. I wtedy się zaczyna piekło.

Dziecko zbliża? No way. Kolki, nieprzespane noce, obowiązki, a przyjemności brak. Baba skupia się na dziecku, facet idzie w odstawkę. Oczywiście jest zdziwiony, że już nie pojedziecie na Sunrise. Padacie na pysk o 21.

Seks? Czasem, w jednej pozycji. Ona nie połknie i powie, że naoglądał się pornosów i żąda cudów, on jej nie zwiąże, bo „A daj spokój, Greya żeś się naoglądała i wymyślasz”. Jesteście coraz dalej od siebie, chociaż siedzicie na jednej kanapie. Tyle lat wspólnych, a stajecie się dla siebie obcy.

Dobiegasz 30-tki. Wkurwiacie się nawzajem, kontakt ogranicza się do prostych komend „kup pieluszki, wyrzuć śmieci, znowu wychodzisz?”. Toczysz bój o wszystko. Facet ucieka z domu przy każdej okazji, kobieta frustruje się siedzeniem w domu, bo nie ma komu dziecka podrzucić. 30-tka stuka – wiesz już, że to nie ta/ten, że mogło być inaczej. Że, kurwa, każdy wydaje ci się lepszy niż to, co masz w domu.

A co jest dalej?

Dalej jest ratowanie związku.

Kobieta się stara, zapierdala w tych 15 cm szpilach, zakłada stringi, które są w chuj niewygodne (wiem, dostałem kiedyś niby męskie w prezencie, założyłem raz i pomyślałem: „No chyba kogoś pojebało”).  Wypina w tych stringach dupę do telefonu, aby zrobić zdjęcie i jemu stanął a tu nic.  Zero uwagi.

I kiedy tej uwagi nie ma przez dłuższy czas, to niemal na pewno pojawi się ktoś, kto kobiecie  tej uwagi dostarczy. Kto tak dobrze ją zrozumie. Kto zobaczy w niej coś więcej, niż babę w dresie. Zresztą, czy można zdradzić osobę, z którą łączy cię już tylko miejsce zamieszkania???

Dziki seks, och, jakie porozumienie, och jakie przeciwieństwo męża/żony! Och, nie wiedziałam, że nowości są takie ekscytujące. Z żoną/mężem to by nie przeszło. Pojawiają się motyle, których nie było od 10 lat. I co… rozwód ? Gówno. Boisz się.

Bo inni uznają cię za skończonego kutasa albo zimną sukę, która rozbiła rodzinę. Wszyscy się od ciebie odwrócą. Dziecko przecież najważniejsze.

Trochę pobzykasz, trochę popłaczesz, trochę się poużalasz nad swym marnym losem. Trochę odżyjesz, czasem przy spotkaniu w aucie ukrytym w lesie. Trochę masz wyrzuty sumienia (miną przy pierwszej lepszej awanturze, bo kupiłeś zły makaron i jesteś nieudacznikiem) ale generalnie chcesz, być chociaż na chwilę szczęśliwy, więc romans trwa.

W końcu jednak pójdziesz po rozum do głowy i zostajesz w małżeństwie. I wiesz, że wszystko spieprzone, ale pojedziesz z rodziną nad Bałtyk w wakacje. Tak ładnie razem wyglądacie, tak fajną rodzinkę tworzycie. Szkoda, że tylko na pokaz…

Przecież tyle lat nie może iść w pizdu. Kredyt na mieszkanie, pensja 2000 brutto i pińcset złotych alimentów przy dobrych wiatrach nie brzmi zachęcająco (zwłaszcza jak lubisz buty z Kazara i gardzisz CCC).

Kochasz dziecko nad życie, męża/żonę już nie. I po co Ci to było? Czujesz, że życie marnujesz, ale nie zrobisz nic. Bo tak jak wypadało wziąć ślub i mieć dziecko, tak wypada ciągnąć małżeństwo. A czy jesteś szczęśliwy? Kogo to obchodzi… Masz dać dziecku pełną rodzinę – przecież wszyscy tak robią.

Ps. „Pokolenie Ikea” i „Brud”- pierwsze książki, które kupiłam od 10 lat. Warto było ;)”

Dlaczego już nikt nie chce się we mnie zakochać?

Jest wiele piosenek i filmów o tym, jak oni się poznali.

I co jest później, też mniej więcej wiadomo.  Żyli długo i szczęśliwie. O tym, co to konkretnie znaczy to ‘długo i szczęśliwie’ to komedii romantycznych już nikt nie robi. Prędzej już jakiś dramat, że ktoś kogoś zranił, zdradził, skoczył z mostu, bądź zwyczajnie za to szczerze nienawidzi.

Jesteśmy mistrzami początków, i to od wieków.

Piersi jej delikatnie otoczyłem dłonią 

Świeżością skóry, czarem młodości olśniony 

I pieszcząc całe ciało śliczne, jasne włosy 

Muskając lekko, męskiej dałem upust mocy.” 

To Archiloch, poeta grecki, I połowa VII wieku przed naszą erą. Swoją drogą jako jeden z pierwszych opisał w formie poezji proces dawania przez kobietę przyjemności mężczyźnie ustami i dłońmi.

/co robisz, jak jesteś ze swoim facetem w windzie i słyszysz komunikat wygłaszany przez automat: „going down” ?/ 

Ale nie o tym.

Cały ten wiersz wyżej to zachwyt mężczyzny nad młodą kobietą. Mężczyzny, który patrzy i nie może uwierzyć. Który dotyka i wie, że zaraz dotknie więcej. Tkwi w momencie pomiędzy pożądaniem, a spełnieniem.

I za takim uczuciem tęsknimy.   

Pragniemy początków.  Początki są fajne, a dopiero po nich przychodzi rutyna, która jest już niefajna.

Wszystko mija, a miłość już szczególnie szybko. Czasami zdawało się, że rano jeszcze jest, a po południu już jej nie było. I nasz skrypt tego nie obejmuje. Ludzie się, więc, szarpią.

Kobieta się boi, że już nikt nie powie, że jest piękna.

Że nikt nie będzie chciał jej już uwieść.

Że nie zobaczy ognia w oczach innego mężczyzny, który właśnie oszalał, bo odkrył jej brzuch i piersi.

Że już nikt nie będzie jej kochał. Marzył o niej i tęsknił za nią.

Dlaczego dajemy się tak robić w chuja?

Stop

Nie dajemy.

Ja tam głęboko wierzę, że to, w jakim jesteśmy obecnie miejscu, zależy od decyzji, które podjęliśmy wcześniej. A reszta to po prostu wmawianie sobie, że życie się tak potoczyło. I czasami komuś dzięki takim wymówkom jest łatwiej.

A jak wygląda prawda? („Jak wygląda kaczuszka? Kaczuszka wygląda oczkami.”)

Ludzie wybierają partnerów na całe życie, kiedy nie są na to w ogóle gotowi. Dwie osoby coś ustalają, a nagle się okazało, że dla jednej to były plany, a dla drugiej bajki. Wierzymy, że coś jest miłością, kiedy jest tylko zauroczeniem. Później jest płacz. Za utraconym uczuciem. Choć tak naprawdę, nie można stracić czegoś, czego się nigdy nie miało.

Ludzie bardzo często dobierają się na zasadzie deficytów. Skoro ja jestem słaba, to szukam kogoś silnego, kto da mi bezpieczeństwo.  Ewentualnie mogę sama dać sobie orgazm, sama wymienić żarówkę, zadzwonić po hydraulika, ale mieszkać sama nie chcę.  

Ludzie nie wierzą, że mogą być kochani. Albo żyją w stanie obawy, że może jednak wybrali źle. Cały czas zachowują się, więc, asekuracyjnie, wychodząc z założenia, że to wcześniej czy później pierdolnie.

Ludzie pozbawiają się życia poza związkiem. Prosta sprawa: odmawiasz znajomym/przyjaciołom kilku spotkań, kilku imprez, w końcu przestajecie się widywać, ale przecież warto, bo on/ona jest najważniejszy/a.

Ludzie sami ze sobą zawierają coraz więcej kompromisów, o których w młodości mówili, że nigdy. Że na pewno nie. Na koniec wtykają sobie kij w dupę i piją butelkę wina każdego wieczora.

Gotowe. Życie jest spieprzone.

Czy warto uciec ze związku?

I wtedy powstaje pytanie: uciekać czy ratować? Odgrzewać starego kotleta czy ubijać nowego? I tu nie ma łatwych odpowiedzi.

Ludzie czasami mówią: „Nigdy nie byłabym z kimś tylko ze względu na dziecko”. Ludzie mówią: „Nigdy nie będę błagał/a, żeby on/ona został/a”. Odpowiem: w dupie byliście, gówno widzieliście.

Ocenianie ludzi, gdy się nie przeżyło czegoś podobnego, to wyjątkowo komfortowe zajęcie. Można mieć wtedy bezkompromisowe poglądy.

Jak to ładnie stwierdziła nasza noblistka z Krakowa:

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.”

Sąsiadka z bloku moich rodziców, kiedy umarł jej mąż, z którym była ponad 40 lat, wyprała pościel, wywiesiła do wywietrzenia kołdrę i z satysfakcją powiedziała do mojej matki: „Wreszcie nie będzie w nią pierdział. Zaczynam nowe życie”. Sąsiadka miała wtedy 68 lat.

I ja wiem, że lepiej późno, niż wcale, ale z drugiej strony 68 lat to 68 lat. A poza tym, nie każdy może mieć takie szczęście, że ta druga osoba wykituje tak szybko.

Z drugiej strony ostatnio słyszałem historię, jak to pewnego dnia rodzina, przyjaciele i znajomi obudzili się rano i zobaczyli, że pewna Kasia, która dotychczas wyglądała na bardzo szczęśliwą, zostawiła swojego męża, zostawiła swoich znajomych i przyjaciół. Uciekła z kolesiem poznanym dwa miesiące wcześniej. Przeprowadziła się 300 km od rodzinnego miasta, zrywając kontakty ze wszystkimi. Kasia, która twierdziła, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie, Kasia, która przekonywała, że ma cudownego męża.

Wszystkim opadła żuchwa. Najbardziej mężowi. Nie kumał, o co chodzi. Nikt Kasi tak naprawdę nie znał.

Ludzie zajebiście udają. Zresztą mężczyźni często nie wiedzą, co ich kobiety mają w głowach, bo ich to zwyczajnie nie interesuje.

Czy Kasia zrobiła dobrze, czy źle? Odpowiem: nie wiem. Wiem za to, że ona też jeszcze tego nie wie, bo to się okaże dopiero po czasie.

Czy będzie mądrzejsza i szczera sama ze sobą? Nie wiem. Bez tego za moment znajdzie się w tym samym miejscu, w którym już była.

Bo w sytuacji w jakiej znajduje się Kasia, problemem nie był jej związek tylko ona sama. 

I że pojadę tutaj banałem, choć z banałem to zazwyczaj jest to problem taki, że jest to prawda, którą wszyscy powtarzają a mało kto się słucha, jeśli nie potrafisz się cieszyć z małych rzeczy to nie potrafisz i z dużych. A życie składa się z drobnych momentów, które trzeba nauczyć się kolekcjonować.

Jak nie lubisz siebie to będziesz udawać kogoś kim nie jesteś, aby tylko cię zaakceptowano. Nikt nie będzie w stanie cię naprawdę poznać. Nikt więc nie będzie w stanie cię pokochać. 

Jeśli nie masz przyjaciół nie będziesz też mieć związku. Bo nie wiesz jak to się robi. A to przyjaźń rozwija nas emocjonalnie.

Jeśli nie rozmawiasz z ludźmi, żyjesz w instagramie. Nie potrafisz budować relacji. Zadowalasz się pozorami.

Będziesz wymieniać jeden związek na drugi i z każdego uciekać bez satysfakcji. Ile razy można zaczynać od początku? Dużo. 

Kimkolwiek jesteś, jakąkolwiek decyzję podejmiesz, życzę Ci dobrze.

jose-chavez-62218

 Photo by Xavier Sotomayor on Unsplash

97 uwag do wpisu “Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30tki? 

  1. Nie do końca mogę się zgodzić, mam 6 miesięczną córeczkę i seks jak był przed tak jest po, w sumie nawet więcej zbliżeń jest teraz, w dodatku o wiele lepsze. Dla faceta również mam czas, rozmawiamy nadal o wszystkim nie tylko o dzieciowych sprawach typu pieluchy itd. Myślę, że to też kwestia podejścia kobiety, mam znajome myślące, że dziecko to wszystko, że facet to już schodzi na drugi plan, nie dbają o siebie, nie mają czasu dla faceta, tak jak wyżej napisane pieluchy, spanie do 21 i papa. Natomiast myślę, że dobra organizacja a przede wszystkim chęci i niepoddawanie się stereotypom typowej matki polki jest tu kluczem 🙂

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Jest na to jedna odpowiedź – potraficie ze sobą rozmawiać i być dla siebie przede wszystkim partnerami. Wielu parom w dzisiejszych czasach tego brakuje. I jedno jest dla mnie pewne. Jeśli nie było tego „przed dzieckiem” to ono nie będzie spoiwem (jak wiele osób łudzi się ba to decydując się na potomstwo), wręcz przeciwnie, oddali partnerów od siebie jeszcze bardziej.
      Trzymam kciuki, żeby nic się u Ciebie nie zmieniło 🙂 Pozdrawiam.

      Polubione przez 2 ludzi

    2. Chyba nie do końca zrozumiałaś przeczytany tekst. Autor nie twierdzi, że niemożliwe jest szczęśliwe życie po urodzeniu dziecka, nie twierdzi również, że niemożliwym jest zbudowanie szczęśliwej rodziny. Nie przeczy że można znaleźć tą ”prawdziwą i jedyną miłości ( którą jak rozumiem, Ty miałaś szczęście odnaleźć). Autor porusza zagadnienie okropnego życia według schematu. Ludzie nie potrafią czekać, nie potrafią być cierpliwi. Dochodzą do pewnego wieku, znajdują kogos( bo już wypada), biorą ślub ( bo to ten wiek), decydują się na dziecko BO TAKI JEST SCHEMAT. Tekst skłania nas do refleksji co w momencie kiedy ten błąd zrobiliśmy ? Czy powinniśmy w czymś takim tkwić, czy może dążyć do własnego szczęścia? Autor skłania nas również bardzo subtelnie do wyciągnięcia wniosków. Czasami warto na coś zaczekać, być pewnym, a nie ślepo podążać drogą, które określiło społeczeństwo.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Z tego co widzę to autor cierpliwie czeka ale na emeryturę. Warto też się zastanowić skąd mamy ten cały SCHEMAT. Ja osobiście cierpliwa nie jestem bo mam świadomość przemijania.

        Polubione przez 1 osoba

    3. Fajnie masz. Moja żona przestała traktować mnie jak faceta zaraz po urodzeniu dziecka. Od 9 miesięcy nie spaliśmy ze sobą, bo ona nie chce/ nie ma siły/ nie ma chęci / boi się bólu i tak dalej. Próba rozmawiania o tym za każdym razem spełzła na niczym. Czy dzieco psuje związek? Nie psuje. Rujnuje.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nie dziecko Wam rujnuje związek, Wy sami, wspólnie, to robicie. Żona twierdzi, że nie ma siły, jest zmęczona? Pomagasz jej trochę z tym dzieckiem, czy ona „siedzi całymi dniami w domu i odpoczywa z Amelką/Oskarkiem, a Ty harujesz jak wół żeby utrzymać rodzinę”? Szuka wymówek? Nie naciskaj, spróbuj zrozumieć gdzie tkwi problem.

        Poświęć trochę uwagi swojej kobiecie, doceń ją, daj jej trochę odpocząć. Spraw żeby poczuła się znowu jak kobieta, a nie tylko jak matka. Nie wymagaj od niej zbliżeń, spraw żeby sama miała na nie ochotę.

        Nawiązując do tekstu, pojadę banałem, ale ona oddaje Ci to co dostaje od Ciebie. Jeśli będziesz jej wyrzucał i wymagał to jedyne do czego będzie to prowadzić to rozkład. A powinniście obydwoje budować się nawzajem.
        Powodzenia

        Polubione przez 1 osoba

      2. Masz racje . Ja ze swoją spałem może z 10 razy po urodzeniu dziecka . Małżeństwem byliśmy 30 lat . Ale to już historia . Teraz Ona ma swoją szkolną miłość , któremu zatruwa życie . A ja?, no cóż nie wiedziałem że , życie jest takie piękne .

        Polubienie

  2. W sumie to trochę czuję się zmieszana tym postem.
    W jednych czytam że 30 na karku to już tylko staropanieństwo i nie ma co zbierać, a w drugich że ślub i dziecko przed 30 to spory błąd bo nie wiemy o co nam chodzi.

    Mam 29 lat. Normalna, ładna, inteligentna kobieta. Mam znajomych naokoło, którzy się hatają, dzieciacią. Mam naokoło singielek moc w wieku +/- 2 lata. Mam za sobą parę związków mniej lub bardziej udanych, całkiem poukładane w głowie, bardzo ciekawe życie. I co to oznacza? Że coś i tak jest spieprzone w tym wieku, kiedy moja matka zajmowała się 2-letnim popylającym berbeciem, ja śpię ze swoim psem i kotem i planuję kolejne wyprawy w nieznane? Zamiast przymierzać księżniczkowe sukienki to piszę doktorat? Zamiast łożyć na kredyt albo czesne szkoły to wolę psychoterapię i spokój w głowie?
    Jakoś nie przekonują mnie teksty „po prostu nie spotkałaś swojego jedynego”. Rzygam aplikacjami randkowymi i tym całym tym syfem na siłę maczującym ludzi. Nie trawi mnie desperacja. A powinna?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pewnie, że nie powinna. Bo każdy ma swoje życie. Problem pojawia się, gdy ta „desperacja” przyjdzie za 10 lat. Bo co wtedy?

      Mam parę lat od Ciebie więcej, ale już wiem, że prawdą jest to co mówili zawsze starsi, a ja mając jedynkę, dwójkę, a nawet wczesną trójkę na początku wieku uważałem za bullshit: 1. Wszystko w życiu ma swój czas, pewnych rzeczy nie da się zrobić ani wcześniej, ani później. 2. Od pewnego momentu życie zaczyna tak szybko zapierdalać, że dwudziestolatek nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Ta zmiana percepcji czasu zmienia optykę na wszystko. Ludzie dostają korby, bo zdają sobie sprawę, że nie są już młodymi wilczkami, że już bliżej niż dalej, a czas przecieka przez palce. I wtedy dostają „desperacji”, tylko, że wtedy patrz pkt. 1. 😉

      To banały, ale jak słusznie zauważył autor „z banałem to zazwyczaj jest to problem taki, że jest to prawda, którą wszyscy powtarzają a mało kto się słucha”.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Jeżeli ktoś, jak Olga, ma takie rzeczowe i konkretne podejście do życia i układa je sobie tak jak chce,to nie ma tu mowy o żadnej desperacji, ani za 10, ani za 30 lat.

        Polubione przez 2 ludzi

      1. Co to znaczy że mam zmniejszyć oczekiwania?
        Nie pisałam o swoich oczekiwaniach, tylko o stylu życia. Nie napisałam, że nie próbuję go z kimś ułożyć, tylko że jakoś do tej pory na stałe się nie związałam.
        Czy to znaczy, że za cenę złapania faceta (wtf?) mam rezygnować z rozwoju w nauce, z podróży, z hobby? Pewnie, związek to wyzwanie i sztuka kompromisów. Ale są pewne granice, których przekraczać nie wolno, bo rezygnuje się z siebie. A nikt nie chce kogoś, kto jest wydmuszką, bo jeśli się kogoś naprawdę kocha i chce z nim być to właśnie z powodu tego wnętrza. Bardzo dobrze jest to opisane w poniższym artykule:
        https://markmanson.net/love

        A to co mnie niemożebnie wkurza w tym cholernym kraju (świecie/czasach) to fakt, że jak kobieta nie złapie faceta to reszta nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia jej pasja, jej dokonania, jej umysł, jej poziom, kwalifikacje. Ma być mąż, dziecko i dom. Jak nie to choćby przejechała pół świata, napisała książkę, doktorat, była świetnym specjalistą – jest przegrywem.
        Swoją drogą Piotrze, myślę że to jest warte opisania w osobnym artykule.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Mam 25 lat, w stałym związku jestem od 6. To co tu napisałeś jest odzwierciedleniem niemal wszystkich moich obaw w stosunku do życia. Sytuację utrudnia fakt że mimo tylu lat związku nie mieszkam jeszcze ze swoim facetem. On kurczowo trzyma się rodziców (były nawet hasła o „dobudowaniu piętra i zamieszkaniu w ich domu”…. >_<). Ciągle słyszę też slogany z grupy "kiedy dzieci, kiedy ślub?". Mam wtedy ochotę szaleńczo zaśmiać się rozmówcy w twarz.
    Czuję, że jest miłość, jest zainteresowanie, są plany ale z realizacją już gorzej. Co lepsze, czeka mieszkanie. Całkiem puste, pozostawione przez jego rodziców dla syna, ale trzeba zrobić remont. Zanim remont to trzeba zmienić samochód, a na to wszystko potrzeba pieniędzy, które trzeba zarobić.
    Mam coraz większe poczucie że sytuacja robi się żałosna. I to na długo przed tym, kiedy wspólne życie się zaczęło. Poczucie zażenowania narasta, ale z drugiej strony myślę, że na nikogo lepszego od niego nie trafię. Mimo wielu sprzeczności jest jednak ogrom spraw, w których mamy takie samo zdanie, wspólnych tematów do rozmów, podobnych zainteresowań. Pytanie, ile zmieni się w momencie, kiedy w końcu razem zamieszkamy?
    Ten wpis to coś na kształt wbicia kija w mrowisko, tylko skutki ograniczają się do wnętrza mojej głowy, a wyłażące z niego mrówki to dokuczliwe myśli dotyczące przyszłości.
    (Takie mrówki dręczyły mnie już wcześniej, jednak nie z taką zajadłością jak obecnie.)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Powinnaś zastanowić się porządnie nad wszystkim. Oby te toksyczne szkodniki w Twojej głowie nie zaślepiły Ci oczu…tez mam 25lat i Stanęłam w obliczu podobnej sytuacji i decyzji. I bach- rozstanie. Po roku czasu uważam ze to była jedna z lepszych decyzji mojego życia.
      Spełniam się, w końcu realizuje na 1000%, a wcześniej? Było mi szkoda hajsu bo przecież mieszkanie, wspólna przyszłość, trzeba odkładać. Największa głupota Heh. Waśnie biorę sama kredyt i kupuje mieszkanie. Nigdy nie przeżyłam tylu radosnych wyjazdow, chwil co w ciągu tego roku. I co? Grunt to być zadowolonym i szczęśliwym w związku z samym sobą. Mieć wokół odpowiednich ludzi.
      Reszta przyjdzie sama w odpowiednim momencie…. 🙂 życie jest jedno i trzeba je przeżyć z uśmiechem i szczęściem na twarzy! Pamiętaj! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    2. Nie można mieszkać z teściami. To poważnie szkodzi psychice. Nawet najlepsza teściowa po jakimś czasie jest denerwująca, choćby z tego powodu, że oddycha. Powiedz mu czego chcesz. Powiedz co Cię wkurza. Może się okazać, że macie inne wizje życia. Może się też okazać, że chcecie tego samego, tylko baliście się powiedzieć. Przeczytaj mu to co tutaj napisałaś. Pewne rzeczy powiedzieć trzeba, bo inaczej związek jest bez sensu. Znam takie, które myślały, że „lepszy im się nie trafi” a po 8 latach okazywało się, że jednak się trafił. Tylko wtedy one miały już męża, dwójkę dzieci, dom w kredycie, samochód w leasingu, cellulit, rozstępy i długi.

      Polubione przez 1 osoba

    3. Dziewczyno, zamieszkajcie razem na próbę jak najszybciej albo uciekaj. Jestem od 3 lat ze swoim facetem i do tej pory żyliśmy jak dwie połówki jabłka, bratnie dusze, wymyślanie imion dla dzieci itp. Tylko, że na odległość. Zamieszkaliśmy razem na 3 miesiące. Po prostu piekło. Po 3 latach okazało się, że wcale człowieka nie znam – jaki jest ”życiowo” wyszło w praniu. Ja też na pewno swoje przeskrobałam, ale wniosek pozostaje ten sam: to się dobrze nie skończy. Jesteśmy dalej razem, bo niewątpliwie jest między nami niezwykła chemia, dobrze się razem czujemy, świetnie się rozumiemy na poziomie duchowym. Ale nie samą chemią człowiek żyje. Czuje, że to ten jedyny i boli mnie nieuchronność porażki. Ale nie zmarnuje sobie życia z powodu nietrafionej miłości. I mam nadzieję, że ty też nie.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Moi rodzice po 15 latach zwiazku zorientowali sie ze nie gra, o czym my, dzieci wiedzielismy od dawna i oni też. Klotnie, agresja, darcie mordy i umniejszanie mamie na okrągło. I w koncu ta mama, szara myszka , cicha i pokorna, zbuntowala sie i to było tacie nie w smak. Sprawa rozwodowa, a wlasciwie 3. Mama twardo nie zgadzała sie na rozwod bo slubowala do konca życia i wiecie co? Chodzą teraz na terapię małżeńską od 2 lat i nigdy nie widziałam piekniejszej, szczesliwszej, bardziej zgranej i szanującej sie pary. A ojciec odnosi sie do matki z taką miłością jak rzadko jakis facet. Warto walczyć i naprawiać, to cholernie ciezka praca, widze po nich, ale warto. Tylko zazwyczaj ludziom sie nie chce, wolą rozpieprzyc zwiazek dla tych motyli przez miesiac z kims innym, wybierają łatwiejsze – rozwód, romans, a potem nagle dziwne ze wszystko sie pierdoli… bo po co nad czyms pracowac jak mozna zamienić i w kółko powtarzac schematy…

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Nie zawsze jest tak, że się nie chce. Ja chcę, bardzo. Po stokroć powtarzam.co mnie boli, czego mi brakuje. I wiesz co słyszę? „Znowu coś sobie roisz. Głupoty gadasz. Itp, itd”. Jestem z nim od 4 lat. Mamy dwójkę dzieci i tak naprawdę są jedynym co nas łączy. A ja już nie mam sił.

      Polubione przez 1 osoba

  5. Czarny tekst w samo sedno! Akurat dzisiaj czuje ze czeka mnie decyzja o rozstaniu.

    Niestety współczesne kobiety są otumanione, jak nie telewizją to nawet durnymi cytatami, które utwierdzają je tylko w przekonaniu, że nie warto kochać, że najlepiej jest być samotną etc, często też nie mają one odzwierciedlenia w rzeczywistości, choć po bólu jaki mają w sobie delikatnie jestem w stanie zrozumieć to, że mogą być ślepe na to co je tak naprawdę otacza, zamykają się często w sobie nawet przed najbliższymi i tworzy się błędne koło, kiedy to osoba której na niej zależy widzi, że ma ją ona tak naprawdę w dupie, a po zerwaniu kilkuletniego związku, nie jest trudno o taki efekt. Mówię tutaj stricte o kobietach, a nie o szm*tach szukających „bolca”!
    Co z tego, że wspierasz taką jak możesz, dajesz jej spokój kiedy ma gorszy humor i chce pobyć sama lub po prostu irytuje ją nasza osoba, jak po prostu olewa nas z góry na dół. Tutaj da się przytulić, tu pocałować, ale mimo to Cię odrzuca bez konkretnego powodu, nie powie wprost, że nie jest jeszcze gotowa na nowy związek czy po prostu nie jest zainteresowana naszą osobą, tylko trzyma człowieka na dystans i w niepewności.
    Skurw*eli jest pod dostatkiem, ale takich każda chce niby unikać, a trafi się ktoś o taką dba i traktuje jak księżniczkę to też źle i weź tu dogódź.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Już kiedyś czytałam ten tekst, według mnie przesadzony. Wkładanie wszystkich związków do jednego worka i popłynięcie w schematyzm. Zastanawiam się czy osiągając 30 lat przekraczamy jakąś magiczną granicę, zaczyna się starość czy ki czort. Jak nie wyjdziemy za mąż jesteśmy starymi pannami, jak wyjdziemy – marnujemy sobie życie. Jak się dziecko urodzi, to zaraz tekst, że mąż idzie w odstawkę. Nie no lepiej dziecko obsrane, głodne, płaczące zostawić i iść się z mężem zabawiać. U nas związek małżeński nie zmienił nas wcale, jak było przed ślubem, tak jest i teraz. Chyba ktoś, kto pisał ten tekst się komedii romantycznych za dużo naoglądał, wiadomo że motyle w brzuchu towarzyszące na początku związku, nie będą w nim siedziały do końca życia, ale trzeba rozmawiać, stawiać na kompromisy, starać się, by miłość pielęgnować, a nie nazywać ją „przyzwyczajeniem”. I choć ludzie się na siebie wściekają, kłócą, to nie powód, by lecieć od razu do innego/innej. „Ludzie wybierają partnerów na całe życie, kiedy nie są na to w ogóle gotowi” – no chyba jak sobie wybierają tych partnerów w podstawówce. I moje ulubione: „Jeśli nie rozmawiasz z ludźmi, żyjesz w instagramie” – wtf, co ma jedno do drugiego?

    Polubione przez 1 osoba

    1. W ogóle nie zrozumiałaś artykułu, a i jeszcze jedno… można mieć 60 lat i nie być gotowym na związek ( autorowi nie chodziło o wiek). Cytuję autora
      „Poznajesz jego/ją. Jest spoko. Jakieś tam motyle i inne sraty pierdaty. Lecą wam lata, przyzwyczajacie się do siebie. Motyle już dawno odleciały, ale myślisz sobie – Boże, mam JUŻ 25 lat. Gdzie ja kogo lepszego poznam? A, weźmy ślub, przecież tyle lat razem nie może iść w pizdu, wszyscy tak robią.
      Tu jest błąd…..ona idzie dalej bo tak wypada, nie, że go kocha.

      Ps. przeczytaj odpowiedź ” KOJO” tu się zgadza…mądra kobieta…. Cytuję ” Mam 33 lata, jestem zona od 8 lat. Mam dzieci. Spelniam sie zawodowo i rodzinnie. Jestem szczesliwa. W zasadzie pijana ze szczescia. Nigdy nie myslalam,ze mozna tak kochac faceta i w dodatku miec w nim najlepszego przyjaciela. Czuje sie kompletna. Niczego mi nie brakuje. Wybory jakich dokonalam przed 30 rokiem zyciabuczynily mnie szczesliwa teraz.”

      Polubione przez 1 osoba

  7. Mam 33 lata, jestem zona od 8 lat. Mam dzieci. Spelniam sie zawodowo i rodzinnie. Jestem szczesliwa. W zasadzie pijana ze szczescia. Nigdy nie myslalam,ze mozna tak kochac faceta i w dodatku miec w nim najlepszego przyjaciela. Czuje sie kompletna. Niczego mi nie brakuje. Wybory jakich dokonalam przed 30 rokiem zyciabuczynily mnie szczesliwa teraz.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Brawo. Jako jedyna zrozumiałaś o co chodziło autorowi. Cytuję…” wybory jakich dokonałam przed 30 rokiem życia uczyniły mnie szczęśliwą teraz”

      Ps. Przepraszam, ale zacytowałam Twoją odpowiedź w odpowiedzi do ” Gąski” bo ona nie zrozumiała.Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

    1. W ogóle, to nie ma to jak spierdolić prosty, kultowy cytat. Tylko zjeb, który prowadzi tę stronę to chyba potrafi.
      „Ty stara kurwo, zmarnowałaś mi 20 lat życia”, średnio się ma do „Spierdoliłaś mi życie dziwko”

      Polubione przez 1 osoba

      1. A ten cytat to nie jest z programu „Maszyna czasu”, którego skecze opierały się właśnie na dowcipach z długą brodą? Nie wiem, czy w tym wypadku da się orzec, co było pierwsze – kura czy jajo – i jak dokładnie powinien brzmieć cytat. To nie fragment dramatu Szekspira a twczość „ludowa”…

        Polubione przez 1 osoba

  8. Piotr kocham Cię, ale lepiej wychodzi Ci opowiadanie historii tak jak w PI niż te pseudo poradnikowe wpisy. Wszystkie sprowadzają się do tego, że jeśli nie będziesz szczęśliwy sam ze sobą, nie będziesz szczęśliwy w związku. Nuda.

    Polubione przez 1 osoba

  9. A morał tej historii jest taki, że jak się człowiek za bardzo przejmuje tym co mówią i nakazują mu robić inni to wychodzi na tym jak frajer. Trzeba robić swoje i po swojemu. I trzeba się też trochę zastanowić. Brać ślub dla białej kiecki, albo żeby koleżanki zazdrościły to strasznie słaby powód. A z drugiej strony być zawziętą singielką bo przecież ‚Sex and the City’ to taki zajebisty serial też jest słabą motywacją 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wgl śmieszne jest to, że znam wiele par, które wyglądają na szczęśliwe tylko na FB, no bo trudno nazwać szczęśliwym np. typa, który jęczy przyjaciółce do ucha, że „jest nieszczęśliwy w związku”, zaraz po tym jak się oświadczył swojej pannie… No debil 😉 Ale za rok ślub, bo tak wypada, bo już długo są razem, bo ona wesele planuje… To, że on kocha kogoś innego (o czym najbliżsi znajomi, oprócz jego zaślepionej narzeczonej doskonale wiedzą) nie ma znaczenia przecież, no bo tyle lat razem, ludzie żyć nie dadzą jak ją zostawi, a i na fejsie piszą, że piękna z nich para. Jakoś to będzie. 😉

      Ja nawet nie myślę, o ładowaniu się w kosmiczne kredyty, żeby być „księżniczką” przez kilka godzin, dla publiczności w postaci rodzinki za którą nie przepadam i która mnie kompletnie nie zna 😉 Jeżeli kiedyś zdecyduję się na ślub, to będzie to raczej kameralna uroczystość.
      Jak będę chciała się pobawić w przebieranki to zostanę cosplayerką po prostu 😉

      Polubione przez 1 osoba

    2. Swietnie powiedziane z tym co nakazuja inni o przejmowaniu sie. Ten frajer to ja😉 gdybym kilka lat wstecz potrafil tesciowej i jej rodzince powiedziec NIE. Kochalem ale bez tego calego cyrku wokol. Nie spedzilbym 15 minut w sadzie na rozprawie. Bez tego Nam sie ukladalo potem jak juz zona znienawidzilem. Przestalo mnie zycie cieszyc. A tak dlugi i zaczynanie od nowa. Ona znowu mezatka zostala matka. Moglbym byc ojcem gdyby nie slub. U nas wszystko zmienil. Kiepsko tak zaczynac. Kolejna bym tylko zranil. To nie byloby to. Czasem takie rzeczy zmieniaja na cale zycie. A czy autor ma racje. Nikt przyszlosci nie zna. Kwestia podjecia wyboru ale czasem pewnych rzeczy dla wlasnego dobra nie robic. Ja swoja znam. I tak to wyglada. Bylo pieknie dopoki nie glupi slub. I jak gdyby ktos nam wsadzil kij w dupe. Bolesne. Nie ze wszystkiego mozna sie w zyciu podniesc.

      Polubione przez 1 osoba

  10. Jestem z moim narzeczonym od 7 lat o w tym roku lecimy na za granicę wziąć ślub. W Polsce nie będzie on uznawany i nie możemy tu adoptować dziecka, ale… patrząc na nieudane zwiazki hetero czujemy się jakbyśmy wygrali na loterii. Wiem, ze lepiej trafić nie mogłem. To, ze państwo nas nie uznaje niczego nie zmienia.

    Polubione przez 1 osoba

  11. Chłopie, co za ekstrement intelektualny.. Nie jest Ci za siebie wstyd? Chciałbym w to wierzyć, że na początku miałeś dobre intencje i sprzedałeś się tylko, bo nie wmówisz mi że pisanie takich gniotów dla Dżesik z gimnazjum sprawia Ci radość… Żal mi Cię

    Polubione przez 1 osoba

  12. Nie na temat troche ale jestem juz na tyle stary ze dorobilem sie pewnych nawykow i upodoban. Moj pet peeve to uzywanie sformulowania ‚motyle w brzuchu’ jako wyznacznik (symptom?) milosci. Zostalo wielokrotnie udowodnione (google scholar z pewnoscia cos znajdzie) ze to nic innego jak skurcze macicy. W oczekiwaniu na potencjalny orgazm w obecnosci samca-triggera pewne hormony powoduje je w stanie podniecenia u samic. Podobny mechanizm zachodzi i u nas homo sapiens. Tak, to tylko chemia, choc mila przyznam.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pisałem już o tym wielokrotnie tutaj, że fizycznie nie jest możliwe, żeby facet poczuł „motyle w brzuchu”, co wynika z prostego faktu że nie posiada macicy.
      Ja facet czuje motyle w brzuchu, to powinien czym prędzej poszukać toalety bo coś co zeżarł było „nie takie” 🙂
      Ale cóż z tego…pisałem że to skurcze macicy, na co jakaś dżessika mi odpisała żebym się nie martwił, bo na pewno niedługo się zakocham i sam poczuję…
      Tak swoją drogą, podwyższony poziom serotoniny(typowy w ostrym zakochaniu) powoduje również „niepokoje” w brzuchu i efekt braku zainteresowania jedzeniem. To słynne „żyje miłością” 😉
      I to już faceta może dotyczyć jak najbardziej. Motyle – nie.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Nieeee…. skurcze macicy i motyle w brzuchu to dwie różne sprawy odczuwane w różnych miejscach. Skurcze mogą występować bez motyli, albo mogą najpierw wystąpić motyle, a skurcze dużo później.
      Całą teorię musieli wymyślić jacyś niewydarzeni pokurcze, którzy nie posiadają macicy i nie mogą tego sprawdzić.

      Polubione przez 1 osoba

      1. zawsze wolałem ufać niewydarzonym pokurczom, badającym sprawy „na chłodno” niż rozemocjonowanej kobiecie, której ogląd rzeczywistości jest „przez różowe okulary”.
        Bo wszak taka ma motyle w brzuchu 🙂
        Odczucia to są takie fajne jaja, że można wyrostek odczuwać z lewej strony a wrzody żołądka niemal wszędzie, a ty mi piszesz o odczuwaniu „w różnych miejscach”.
        Ale na wszelki wypadek zapytałem żonę jak z tymi motylami. Mówi że jak są, to są wszędzie.
        Reasumując – stawiam na pokurczy, przykro mi. W ogarnianiu rzeczywistości „geeks knows better”. Tak po prostu,

        Polubione przez 1 osoba

      2. Twoja żona równie dobrze mogłaby powiedzieć „Co to za pytanie w ogóle. Daj mi spokój, nie mam czasu”. Ale krócej było „wszędzie” i się odczep 🙂
        Wyrostka już dawno nie mam i bolał mnie najbardziej tam gdzie faktycznie był. Rzeczywiście nie miałam doświadczeń z żadnymi wędrującymi bólami i zawsze potrafiłam bez emocji określić gdzie mnie coś boli. A też dokładnie wskazać miejsce motyli, które bez wątpienia nie są w macicy. Geeks może i coś tam wiedzą lepiej w tym temacie o ile sami mają macice.
        Brzmisz jak zwolennik polowań na rozemocjonowane czarownice w obronie jakichś jedynych słusznych poglądów głoszonych przez jajogłowych. 🙂
        Może zafunduj sobie różowe okulary i stay positive. Howgh.

        Polubione przez 1 osoba

      3. To masz fajnie, naprawdę, jeśli potrafisz bezbłędnie pokazać palcem wewnętrzne źródło przyjemności/bólu.
        Ja mam tak, że dobry orgazm czuję od kolan do pępka, w kręgosłupie i nie wiadomo gdzie jeszcze.
        Mimo że wiem, gdzie tak naprawdę siedzi źródło tego fenomenu.
        Tak że, preferując żólte polary zamiast różowych, i’ll stay positive and trust geeks.
        Ina tym skończby, bo w końcu orgazmy i motyle są od przeżywania a nie ględzenia o nich. Czego życzę serdecznie i Tobie.

        Polubione przez 1 osoba

  13. A mnie na studiach uczono zawsze, że większość rozwodów jest średnio w Polsce po 13-14 latach małżeństwa. Wszystkie zatem szczęśliwe mamki tudzież inne optymistki bujające w obłokach zapraszam tu 13-14 lat po ślubie. Podzielcie się wtedy albo receptą na sukces, albo receptą przepisanych psychotropów po dobiciu do średniej krajowej…

    Polubione przez 1 osoba

    1. A ja jestem facetem co już jest za połowinkami i to dobrze, w zasadzie to powoli dobijam do wieku w którym jest mi dokładnie wszystko jedno kto z kim umawia się na stałe i monogamiczne kopulowanie ze sobą, połączone ze współdzieleniem kont i majątku, i czy w ogóle zamierza tej umowy dotrzymywać czy nie.
      Więc patrzę na sprawy z dystansu i ze sporym rozbawieniem w związku z tym, bo to zabawne w sumie jak powszechnie teoria rozjeżdża się z praktyką 🙂 – ale też swoje widziałem i przeżyłem. A jako że byłem stałym związku- z jedną kobietą – mniej więcej tyle ile wynosi na tym blogu mediana wieku aktywnych komentatorek(wliczając w ten wiek czas kiedy waliły w pieluchy a potem wierzyły w bociany) to coś niecoś wiem.
      Niewierny był ze mnie sukinsyn i nie raz romansiłem z mężatkami a ponieważ zdrady ze strony kobiet korelują ściśle z erozją ich związku i poprzedzają odejście i rozwody, to zaryzykowałbym że te 13-14 lat po ślubie to w rzeczywistości czas kiedy ostatnie dziecko takiej kobiety ma 4-5 lat.
      Tak, jakby w momencie gdy kobieta uświadamia sobie „więcej dzieci nie chcę(z tym facetem przynajmniej) a wszystkie już są na tyle duże że w razie czego damy radę” coś w głowie robiło „pstryk”, co nie tylko kończy definitywnie ostre pieluszkowe zapalenie mózgu, ale wręcz zaczynało działać w drugą stronę 😉
      Oczywiście to moje doświadczenia i wcale nie twierdzę że to jakaś szeroka reguła.
      Ale u mnie to tak wyglądało.
      Więc nie tyle „pogadamy za 15 lat” co „pogadamy jak wyślesz ostatnie dziecko do szkoły” 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ja już mogę gadać teraz. Nie mam dzieci, nie chciało mi się ich nigdy mieć, bo nie chciałam skończyć jak rozpierdolone laski (dziś mamunie-Polunie) z mózgiem zaprojektowanym na jeden cel… I chyba przez to zmieściłam się idealnie w widełkach średniej krajowej 🙂 Taka pospolita jestem, a chciałam być taka wyjątkowa…;)) Dobre nie?

        Polubione przez 1 osoba

    2. O rany, co to za studia ????? Ale fakt, 13-14 po ślubie moje małżeństwo było przedsiębiorstwem logistycznym 🙂 Dzieci miały dużo zajęć. Z tego czasu słabo pamiętam męża i innych facetów. Maaaaaaksymalnie byłam wkręcona w dzieci,a daaaaawno przekroczyłam ten staż małżeński. Dzieci były pasją fajniejszą niż seks i praca. Jakoś tak. I nie mam zielonego pojęcia jak to przetrwał mąż i szczerze, to w ogóle mnie to nie obchodzi. Przetrwał – dzieci są już dorosłe, a my razem, a on mnie teraz nadal fascynuje 🙂 W każdym razie ….. nic mnie wtedy nie obchodziło, tylko dzieci.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Jest takie przysłowie „Nie chwal dnia przed zachodem Słońca” 🙂
        Też mnie przez długi czas nic nie ruszało i nie obchodziło….
        Do czasu…. poznaj moją historię….

        Polubione przez 1 osoba

  14. Właśnie skończyłam 30stkę, 8lat temu ślub, później dziecko, po jego narodzinach rozwód. Slubowalam do grobowej deski,on nie-poznal inną i wszystko legło w gruzach. Po jakimś czasie poznałam swojego obecnego męża, mamy razem dziecko, tworzymy piękną rodzinę. Jestem szczęśliwa. Z perspektywy czasu pierwszy ślub i związek wiem, że był wynikiem strachu jak poradzę sobie w dorosłym świecie. Później zdecydowałam się na drugi związek, bo chciałam z nim być, wiedząc, że w zupełności poradzę sobie sama. Jesteśmy szczęśliwi, bo nie oczekujemy codziennych fajerwerków, uzupełniamy się i tak samo jak się kochamy, tak potrafimy w sekundę się wnerwic, by później się pogodzić. Dzieci, choć robimy z myślą o nich wszystko często mają iść wcześniej spać, bo rodzice mają randkę 🙂 o ile zmęczeni pracą,domem i dziećmi nie padamy na twarz 😉 Moja pierwsza decyzja była błędna, miałam szczęście móc podjąć drugą i ta szansę wykorzystałam. Kocham mojego obecnego męża, lecz nie przeglądam się w jego oczach. Z tyłu głowy mam, że jeśli byłaby potrzeba wstanę i poradzę sobie sama, tylko po co? Chcę z nim być. Chcąc czegoś łatwiej znieść ewentualne trudności, być odpowiedzialnym, kowalem swojego losu. Po poprzednim doswiadczeniu wiem, że tylko ja jestem w stanie uszczęśliwić siebie (przy okazji innych), moje chęci nie są w stanie sprawić, by druga osoba kochała i uszczesliwiala po kres dni. Jestem z nim bo tego chcę i jestem szczęśliwa. Życie jest tylko jedno i nigdy nie jest za późno, by być szczęśliwą.

    Polubione przez 1 osoba

  15. Wcześniej lubiłam blog. Było ciekawie. Teraz za dużo jest wrzucania do jednego wora a teksty są podrasowywane co chwilę przekleństwem co by fajnie brzmiało i tak luzacko – a tak naprawdę biadolenie o niczym. Nie zdziwiłabym się gdyby pan Piotr siedział w okularach przed kompem za 2500 netto i udawał w internecie kimś kim chciałby być w realu. Nie wiem jakie ludzie mają relacje – ile par tyle historii – ale co to dla autora on wie wszystko o wszystkich. Tylko zapomniał, że średnia hajtania się wzrosła do 30 roku a wg niego w 30 to już wszystko robi bum. Nie będę mówić nic nie o Europie bo małżeństwa zawiera się jeszcze później więc tak pania piotrze – „Ludzie wybierają partnerów na całe życie, kiedy nie są na to w ogóle gotowi. ” tyaaaa….
    A to jakaś zasada, ze w 40 już na bank wiedzą , że to ‚ten”
    Nie pierdol.

    Polubienie

    1. Nigdy się nie wie – to pokazuje życie i długie lata następujące po decyzji.
      Jak wyjdzie fajnie, to wszyscy mądrzy że „od razu czułam/em że to TEN/TA”.
      Takie pieprzenie. Od razu, to oni może poczuli rosnące napięcie między nogami a nie że oto spotkali kogoś dobrego/odpowiedzialnego etc etc.
      A jak się rozwali to też wszyscy „od początku czuli że coś nie tak było”…i też takie pieprzenie.
      Nie da się przewidzieć.
      Natomiast dwie rzeczy się da: wiedzieć czego/kogo się chce oraz – rozpoznać dupka/zołzę po chwili rozmowy.
      I do tego rzeczywiście przydaje się doświadczenie.
      Mając lat 3x zdecydowanie łatwiej powiedzieć sobie: co prawda ma najfajniejszy tyłeczek jaki w życiu widziałem, i potrafi z niego korzystać ale taka z niej wredna małpa że nie chcę.
      Jak się ma 2x lat to tyłeczek wygrywa. Tak to już jest 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    2. Piotrze, nie bierz na poważnie takich komów jw.. Przekleństwa są zajebiste, urocze, mega seksowne, energetyzujące, nie do zastąpienie przez żadne „ą’, „ę”, nie wyobrażam sobie bez nich życia. Mówi Ci to polonistka, podobno bardzo ceniona w swoim 130-tysięcznym mieście 😉

      Polubienie

  16. Tak sobie pan panie ikea piszesz o związkach przyjaźniach i przelotnych przygodach.Napisz pan cos o swoim osobistym doswiadczeniu czy napotkales kobiete w której się zatraciles czy zaznales obopólnej głębszej relacji .Nie mów ciagle o cudzych wynurzeniach w listach ,prawdziwy pisarz pisze z reguly o swoich uczuciach a czy masz takie ?czy moglbys otwarcie powiedzieć nam którzy tu czasem lookną ze jestes gotowy wziaść i dać milosc kobiecie/ Cos tu nie gra bo twój egocentryzm panieikea jest przeszkodą na której przewracają się niestety niewiasty które może pokladaja w tobie nadzieje.Twoj wulgarny jezyk myślisz ze jest sexy o nie , po 2 zdaniach z tobą wiałabym choć tez czasem k….a zaklne .

    Polubienie

  17. ,, Ocenianie ludzi, gdy się nie przeżyło czegoś podobnego, to wyjątkowo komfortowe zajęcie. Można mieć wtedy bezkompromisowe poglądy”
    Prosto w sedno. Ludzie wpychają swój nos w czyjeś życie, bo ich własne jest tak nudne i beznadziejne, że zajmują się życiem innych.

    Polubienie

    1. Kilka razy w życiu zmieniałam prace i teraz mam przegląd bardzo różnych środowisk. Moje spostrzeżenia są takie, że to „wpychają swój nos w czyjeś życie” jest zdecydowanie nasilone w okolicy najniższej krajowej za niewymagającą pracę.

      Polubienie

  18. Dotarłam tu przypadkiem, przez udostępnienie znajomego na facebooku i muszę powiedzieć, że takiego głośnego lamentu, wołania o pomoc już dawno nie słyszałam. Nie jestem co prawda psychologiem z wykształcenia, ale sposób w jaki piszesz o ludzkich relacjach jest naprawdę przerażający i świadczy o bardzo poważnych problemach emocjonalnych. Aż nie mogę w to uwierzyć, że można w tak płytki sposób postrzegać związki międzyludzkie i szeroko pojęte partnerstwo. Nigdy w życiu nie patrzyłam w ten sposób na małżeństwo i macierzyństwo jak Ty i jedyne, co od razu nasunęło mi się po przeczytaniu tego tekstu to szczere współczucie. Naprawdę, uwierz w to lub nie, ale wśród naszego pokolenia wciąż są jeszcze takie przypadki, które odczuwają szczęście z założenia rodziny, bo jest no naturalna kolej rzeczy i świadczy jedynie o dojrzałości społecznej ludzi, którzy podejmują tę bardzo odpowiedzialną decyzję. Życzę Ci znalezienia odpowiedniej osoby, która ułatwi Ci zrozumieć, o czym tutaj piszę i jak to Ty ujmujesz „spieprzenia sobie życia”

    Polubienie

  19. Szanowni goście odwiedzjący bloga musze z ciężkim sercem powiedzieć,z e ja osobiście spieprzyłam sobie zycie przaed trzydziestką.A jak no to za dluga historia.W skrócie kiedyś miałam wybór czy być z panem x czy z panem y.Wybrałam pana x ale choroba zle wybrałam bo nie kierowałam sie pewnym czynnikiem.Zaraz to głebiej wyjaśnie .Pochopne decyzje wyboru partnera wynikają z wlasnie narzuconychprzez spolecznosc wzorcow .I tak dla młodej kobiety jest taki ma w pewnym wieku wybrać sobie pana na meża ma urodzić jedno czy dwojke pociech i wiesc zycie statecznej niewiasty.A w zyciu wychodz lipa ,dno i wodorosty 😉 JA przy wyborze partnera oparłam się na złym kryterium bo ow partner nie podobał mi się za bardzo nie czułam z nim wlasnie porozumienia duchowego ale bojąc sie być samą chciałam dokonać jak najszybciej wyboru , a pospiech to zly doradca mówie wam nie spieszczie się a jeśli już to spieszczie się powoli..Jako wtedy niedoświadczona dziewica bardzo chcialam wlasnie z kims byc a on deklarował ze tez che zalozyc rodzine.Z kolei pan y wzbudzak we mnie emocje tak silen ze obawiałam się z nim spróbować być.Prosze was kierujcie się owym czynnikiem tą ukrytą w każdym z nas intuicją ona mówi tak a rozum często mówi inaczej więc człowiek w rozterce wierzy w zdrowy rozsądek .Facet na przykład szuka zony kobitki na partnerke i opracowuje plan musi być madra najlepiej lekarka prawniczka a moze giazda celebrytkamusi być zgrabna zadbana wesola zawsze się usmiechac kochac dzieci i tak samo samo kobiety szukają kogos z książek typu romanse zliteratury dla kobiet .Aha romanse dla kobiet nie są zle jesli sa pisane przez znajac azycie kobietę.Prawie wszyscy patrza qyłącznie na zewnętrzność na to jaki jest wizerunek tzw image a czy ktoś zastanawia się głebiej i przeprowadzi dialog ze swoim sercem ze swoim wewnętrznym glebokim ja odartym z otoczki spoleczneych i współczesnych kryteriów atrakcyjności i wymagań globalnego swiata .Niech każdy zapyta się sam siebie czy ta osoba będzie mnie rozumieć czy ja czuje w glebi ducha jakies pokrewienstwo na poziomie swiadomosci.Zapytajmy siebie czego ja pragne ale tez co ja mogę ofiarować , czy stać mnie nie tylko na zadania ale rowniez na dawanie radości drugiemu czlowiekowi. Ludzie szukaja planują wymyślają, czytają poradniki a nie mają nikogo z kim można usiąść i pomilczeć patrząc na plomien ogniska gdzies w plenerze jeśli przpadkiem oboje kochają naturę.Spotkac partnera mozna wszędzie ,moja sąsiadka stracila radość zycia rzucil ja maż dla mlodszej panienki ,dziecko 20 letni syn wyjechal za granice.Ona kobieta przecietna mala lekko korpulentna okulary i wlosy blond kiedys dzis z siwizną niefarbowane ubior dość prosty golf i spodniczka w kratke ,buty typu kamasze meskie sznurowane kurtka zees kaja udajaca ramoneske.,zero makijażu , torebka nie markowa ale zwykla stara goralska z Zakopanego bo znajoma kocha góry.Stracila robote bo nie wlazila w dupe kierowniczce i w końcu przypadkiem zagadala do pewnej kelnerki jak pila drinka samotnie poznym wieczorem i suma sumarum zatrudnila się na zmywaku w pewnym lolalu .Idąc z taaca brudnych naczyń z ogrodka piwnego potknęla się i upadla jej szklanka z piwem .Chciala ją pozbierać serwetką i wtedy jakiś skromy gość w okularach szybko pobiegl do samochodu rownie skromnego jak on sam po szczotke i zmiotke .POdziekowala mu spojrzeli i tak się zaczęlo .Stwierdzila ze poczula tak jakby znalazla sie wdomu po dlugiej podrózyDziś są razem a pan okazal się oficerem kapitanem statku podróżniczego którym teraz znajoma oplywa archipelag zielonego przylądka i kieruje się na wyspy wielkanocne.I tego tez zycze wszystkim by zobaczyli i patrzeli swym trzecim okiem a nie powierzchownymi złudnymi często przesłankami a szukając naprawde i zyjac w prawdzie znajda swojego kobiety kapitana a męzczyzni przystań czyli zyczliwą i milą ich sercu kobiete lub ew. przyjaciolke Oby trafna intuicja i sprzyjajaca passa czy fortuna wsparlywasze marzenia.;)

    Polubienie

    1. No dobra, było ich dwóch, X nietrafiony, Y niewybrany.
      A jak teraz? Nadal X, po czasie Y, może jakiś Z albo kot?
      Jak „natura ciągnie” to znaczy że będą z tego fajne dzieci, ale niekoniecznie fajny związek(choć przez chwilę będzie ogień, ale do tego to i romansik wystarczy).

      Polubienie

  20. Co osoba, to inna historia.
    U mnie w rodzinie 2+2 przez kilkanaście lat układało się dobrze i pomyślnie. Uwielbiałam swoją rodzinę, interesującego męża, udanych synów, przytulny dom z ogródkiem. Byliśmy wzorową rodziną. Nie „widziałam” innych mężczyzn poza kochającym starającym się mężem, choć w pracy miałam dużo kontaktów i jakieś zainteresowania od innych panów. Aż do kiedy mąż wyjechał na pewien czas do pracy w delegację. Wtedy w mojej pracy pojawił się nowy pracownik. Z czasem zawładnął mną całkowicie. Czułam się przy nim wspaniałe i rosły mi skrzydła. Nie, nie czułam motylków w żadnej części ciała. Ale czułam, że unoszę się i latam jak wolny ptak. Nigdy w życiu nie czułam się i nie wyglądałam tak pięknie. Inni ludzie oraz ten właśnie mężczyzna oceniali mnie wtedy na 10 lat młodszą, bo tak promieniałam. Oczywiście do niczego nie doszło, ale to było wyjątkowe. Cudowne porozumienie dwóch serc i dusz. Nie mogliśmy nasycić się swoją obecnością i patrzeniem na siebie. Nie rozumiałam, co się dzieje. Czy wiecie, co mogłam przeżywać oraz czuć? Naturalnie po powrocie męża na stałe do domu, nic nigdy już nie było takie same. Firma, w której pracowałam, rozpadła się i nasze drogi rozeszły się….
    Czy mogłam takie zdarzenie, spotkanie przewidzieć kilkanaście lat wstecz? Teraz wiem, że nigdy niczego nie można być pewnym. Los lubi zaskakiwać całkiem przyzwoitych ludzi. Panie Piotrze, jest Pan spostrzegawczym znawcą dusz i psychiki i ma Pan receptę na wszystko. Jak powinnam była postąpić wtedy? A co powinnam zrobić teraz?

    Polubienie

    1. Piękne jest to, że można pisać tu anonimowo i tyle dowiedzieć się o podobnych przypadkach…do własnych wydarzeń z życia. Ktoś w tych komentarzach wcześniej napisał…że co parę lat spotykasz w zyciu osobę, która Tobą zawładnie…tak zawładnie…że i między nogami i w głowie robi się „ciepło”. Później to kwestia odwagi…wyrzutów sumienia…ktore mieszają się z ciekawością i pożądaniem. Odezwać się…zdradzić, czy tłumić to w sobie i nie uzewnętrzniać się? Bardzo długo walczyłem ze samym sobą ale po 18 miesiącach nie wytrzymałem…i zaczęło się…romans powoli się rozwijał aż do wielkiego uczucia. Trwało to w sumie około 2 lat, tylko w takim układzie jest ciężko żyć…(Gdy ma się żonę i 2 dzieci) Potem było dużo cierpienia – rozstanie na wieczne milczenie bo zabrakło odwagi aby przełamać stereotyp i zamieszać w życiu. Te wybory….. ale zapewniam Cię…że to co przeżyłem tego mi nikt nie odbierze…wspomnienia z tych 2 lat….piękne sceny i słowa pozostaną w mojej głowie na zawsze….. warto było mimo wszystko.
      Kiedyś zapytałem się jej….czy gdybym nie zaczepił jej po tych 18 miesiącach…czy ona by to zrobiła..? W odpowiedzi….tylko się uśmiechnęła……

      Polubienie

  21. Bardzo dobrze rozumiem o czym piszesz. 🙂 Oczywiście, że takie zdarzenie jest do przewidzenia. Nawet można być pewnym tego, że co jakiś czas spotyka się faceta z którym odczuwa się jakieś kosmiczne porozumienie dusz. I tak w koło Wojtek, co parę lat. Ale przecież nie ma co zmieniać męża tak często. Mąż niech sobie będzie jeden, a porozumienie od czasu do czasu z kimś innym. 🙂 Dobra wiadomość jest taka, że z czasem coraz trudniej o kogoś szczególnego, bo faceci są do siebie podobni i w pewnym momencie ma się wrażenie, że wszystko już było. Być może przyciąga się jeden typ faceta. Na dodatek w gruncie rzeczy typ podobny do własnego męża.

    Polubienie

  22. „Ocenianie ludzi, gdy się nie przeżyło czegoś podobnego, to wyjątkowo komfortowe zajęcie. Można mieć wtedy bezkompromisowe poglądy”

    To jest clue tego tekstu i wszystkie uniwersalne prawdy ida sie piescic. Latwo mowic ze dana osoba jest w zwiazku bo sie boji samotnosci, ale tylko ona zna ten strach i tylko ona jest przedmiotem dzialania swej podswiadomosci – nie zewnetrzy obserwator ktory nie przyzyl w jej skorze 2 dni.
    Nie ma jednej obiektywnej rzeczywistosci, jest tylko nasza interpretacja, wiec dajmy ludziom popelniac ‚bledy’: tkwic w zwiazkach, marnowac zycie itd. Priorytety sa rozne, czasem takie tkwienie chroni ich przed niemilymi doznaniami: konfrontacja, poczuciem samotnosci, straty itd. – nie wszyscy moga sobie porardzic z takimi kwestiami bez uszczerbku na psychice, wiec przestanmy dawac banalne rady.

    Polubienie

  23. Mała poprawka, spotyka to ludzi nie tylko przed 30ką. Artykuł tak dosadnie napisany że trzeba go chyba pokazać niektórym osobom w środowisku, by drugie otworzyło oczy, wiele par ma problem z tym , że druga strona nie potrafi dokładnie tak tego przekazać

    Polubienie

  24. Jakbyś wyjął mi ten artykuł z ust. Zawsze tłumaczę swoim rówieśnikom, jak działa ten mechanizm. I wiesz, jaka jest odpowiedź? Oczywiście: „nie ma co generalizować, każdy przypadek jest inny”. Kiedy to słyszę, wiem już, że mój rozmówca ma klapki na oczach. Widzi rzeczy na poziomie emocji, nie faktów. Tylko, o ile istnieją drobne szczegóły różniące historie miłosne, to nie wpływają one na schemat sytuacji czy relacji. A schemat ma to do siebie, że dotyczy pewnej grupy (nie jednostki).

    Mam wielu znajomych, którzy wpadli w opisywany przez Ciebie schemat. Kiedy moja kuzynka zaledwie po roku od małżeństwa, żałowała go, a później wdała się w romans, powiedziałam: „wiedziałam, że to nie przetrwa, kiedy brałaś ślub. Przecież to było oczywiste. Twój pierwszy facet? Wielka miłość? Związek „szkolny”? Nie mogło skończyć się inaczej”. Ona zdziwiona: „Dlaczego więc mi nie powiedziałaś?”
    Ja: „Posłuchałabyś?”
    Ona: …
    Oczywiście, że nie. To tak nie działa. Większość ludzi uczy się na swoich błędach, nie na cudzych. A przecież tak byłoby dużo łatwiej 🙂

    P.S. Wyjątki od reguły tylko ją potwierdzają.

    Polubienie

    1. Bzdury poparte bzdurami.
      1. Opierasz się na dowodach anegdotycznych(ja na przykład mam w zanadrzu kilka anegdotek mówiących dokładnie co innego niż te Twoje. W tym małżeństwo mojego bardzo dobrego znajomego, serdecznego kumpla od dekad – gdzie to była jego pierwsza wczesnostudencka miłość a jej w ogóle wszystko pierwsze. Jest 20 lat później, pierwsza córka w tym roku zaliczyła maturę, następna dwójka się szykuje, żyją spokojnie pielęgnując ogród i rodzinkę i na Twoje teksty posikaliby się w majtki.
      2. Jeśli ktoś powtarza, że wyjatek potwierdza regułę to jest bezrefleksyjnym „łykaczem memów”. W każdym języku funkcjonuje kilka popularnych i chętnie przytaczanych idiotyzmów i w polskim języku sztandarowym jest ten właśnie. Otóż wyjątek podważa/obala regułę a nie ją potwierdza. Przemyśl to sobie. Samodzielnie.
      Bo ten kretynizm funkcjonujący u nas bywa przytaczany nawet przez profesorów. Widać wykształcenie wcale nie musi oznaczać zdolności do samodzielnej analizy. Czasem oznacza tylko zdolność do zapamiętywania tego, co napisali inni 🙂
      3. Jak pożyjesz odpowiednio długo, zobaczysz wiele związków trwałych „mimo wszystko” oraz rozwalających się mimo że wszystko wydawało się idealnie. Utrzymywanie że sie WIEDZIAŁO…cóż. Błędy poznawcze(racjonalizacja po fakcie) są powszechne. wszyscy im ulegamy 😉

      Polubienie

  25. „Widzi rzeczy na poziomie emocji, nie faktów”

    „powiedziałam: „wiedziałam, że to nie przetrwa, kiedy brałaś ślub. Przecież to było oczywiste”
    Dajesz sie wkrecac swojemu ego, dowartosciowujesz uznajac za bardziej spotrzegawcza a, za przeproszeniem, g…o wiesz, nie znasz jej psychiku i schematow dzialania, nie ma jednych faktow, jest tylko indywidualna interpretacja zdarzen i rzeczy.

    Polubienie

    1. Właśnie dlatego nie mówię takich rzeczy ludziom w momencie, kiedy są w związku. Doszukują sie problemu we mnie. Tylko dlatego, że nie podchodzę emocjonalnie do ich relacji? To chyba naturalne. W swoich związkach, w których do głosu dochodziły emocje, również miałam problem z oglądem. Spokojnie, wszyscy jedziemy na tym samym wózku 😉

      Polubienie

  26. W duzej czesci się zgadzam I potwierdzam ze wiele zwiazkow tkwi w takuej chorej relacji. Ja już nie po 23 latach nalzenstwa rozwiodlam się I przeprowadzilam się na inny kontynent z jedna walizka. W polsce zrezygniwalam z calego 25 letniego dorobku zyciowego. Zaczelam wszystko od nowa. Nowy kraj , jezyk , ludzie , mentslnosc I inny Świat . Teraz czuje ze jestem wolna I szczesliwa . Mieszksm w U.S. Prawie 4 lata…. Tesknota, zal I wyrzuty sumienia już sa po za mna. I nie wiem czy wróce kiedy kolwiek do Polski .rizwod był bardzo trafna decyzja w moim życiu . Mialam wtedy 45 lat. pozdrawiam wszystkich odwaznych I miwie warto było 🙂

    Polubienie

  27. W notce zauważyłam fragment poezji ciekawe czy to Owidiusz czy panikea jest autorem Ja czytam Owidiusza i innych filozofów na przyklad Machiavellego.Panikea czyta poezje no nie do pomyślenia przy tych wielu niecenzuralnych slowkach tkwiących w tekście. .W sumie kochanek poeta , erudyta, literat , pisarz tez fajne polaczenie nie odmówiłabym …

    Polubienie

    1. Autor jest mistrzem kiczu i dolnych rejonów pop-literatury z gatunku „na plażę/do pociągu”.
      Jeśli to, co on pisze(tylko tutaj) uważasz za produkty erudyty i literata to możesz spokojnie odpuścić poezję i filozofię i pozostać przy lekturze składu na etykietkach produktów spożywczych. Poważnie.
      I tak nie odróżniasz a czytanie etykietek daje realne korzyści chociaż.
      p.s. Machiavelli to historia filozofii, w dzisiejszych czasach teoria umysłu jest tak rozpracowana ze ze względu na kontekst społeczny jego prace interesują tylko studentów(bo muszą zaliczyć kolokwium: ).
      Poza tym, droga Lukrecjo – nie musisz używać co chwilę innych nicków w zależności od tego co chcesz napisać. I tak widać że ty to ty, czy Lukrecja czy Eulalia 🙂

      Polubienie

  28. Przeczytałem cały blog. Czarny ma swój sposób obserwacji świata, ludzi i nie można mu wytykać, że ma taki a nie inny. Tak już ukształtowało go życie, praca, czas wolny. Robi co chce, kiedy chce, żyje swoim życiem i nic nikomu do tego. Nikt nie będzie chodził w jego butach i nikt za niego jego życia nie przeżyje. Czasami potrzebuje coś z siebie wyrzucić i od tego ma ten blog. Trochę pisze jak patola spod dworca, ale cóż, taki styl.
    Czarny gdzieś napisał, że mężczyźni to siury. Tak, ma rację. Jesteśmy siurami.
    Wielu z nas nie wie czego chce, wielu z nas żyje w maraźmie od 1-go do 1-go, marząc o rzeczach nieistotnych. Czasami kupujemy sobie drogie zabawki, by poprawić sobie humor, czasami jesteśmy dużymi dziećmi. Nieodpowiedzialnymi, robiącymi coś na pokaz. Czasami dostajemy małpiego rozumu, coś odwalimy dziwnego i stajemy się obiektem drwin znajomych, przyjaciół czy rodziny.
    Sam kiedyś obudziłem się na kacu z pieńkiem do rąbania drzewa. Co on robił koło mnie, nie wiem do dziś.
    Potrzebujemy tego, czasami potrzebujemy się nachlać, upodlić, wyglądać jak siedem nieszczęść, przelecieć jakąś cizię, lub potrzepać do wyobrażenia jej ciała, dać komuś w mordę, by nasza pozycja w stadzie była wyższa. Czasami robimy świrów z siebie specjalnie, by dano nam spokój, bo z nieprzewidywalnym wariatem się nie zaczyna, gdyż może to się źle skończyć. Można wiele o tym pisać.

    Wiele się tu porusza spraw damsko-męskich i naprawdę, oburza to tylko tych, którzy albo trzepią kapucyna, nie zaznawszy nawet matczynej miłości, albo rusza tylko te królewny z wibratorem jako berło.
    Mnie to bawi tak naprawdę. Dla mnie kobieta jest jak dziecko z Downem. Ono nigdy nie wyzdrowieje. Można kochać, nie powinno porzucać, ale nie warto mieć nadziei na cudowną zmianę. Zmiana kobiety? Przecież to nic nie zmieni. Wszystkie są praktycznie takie same, mają cycki, dupę a zaglądanie im w duszę przypomina grzebanie patykiem w gównie.

    Skończyłem 42 lata. Wykańczam dom, swoje miejsce na ziemi. Podróżuję, zwiedzam, gotuję, sprzątam, gacie sam sobie piorę, dobrze zarabiam, odniosłem jakiś sukces, mam na wszystko czas. Wiecie dlaczego? Bo jestem sam. I co najśmieszniejsze – dobrze mi z tym. Wolę innym sprawom poświęcić czas, niż tracić go na jakąś dupę ze zrytą psychiką po swoich poprzednich ex i próbującą demolować wszystko co popadnie, bo innego życia nie zna. Bo inaczej nie umie. Bo im gorzej, to dla niej lepiej. Bo słowo spier… w jej świecie znaczy coś miłego. Ewentualnie jak była dobra z geografii, to się nie zgubi. O przebiegu jak miras w tedeiku nie wspomnę, bo próbowała sobie ułożyć życie, mieć kogoś, ale czuć się wolną i bez ograniczeń. Oraz nie wiedziała czego chce od siebie, życia i zwłaszcza od partnera.
    W moim wieku kobiety nie mają niczego do zaoferowania oprócz chorej czaszki, szmacianej przeszłości i sejwów po swoich eks. Więc lepiej być samemu i szczęśliwie dożyć starości.
    Polecam.

    Polubienie

  29. Mam 26 lat. Jestem 3 miesiące po ślubie, w związku 9 lat. Czytałem ten wpis i przez pół sekundy miałem obawę, że uświadomi mi on jaki popełniłem błąd, a było wręcz odwrotnie. Czytałem, czytałem i coraz bardziej uświadamiałem sobie, jakie zajebiste decyzje podjąłem w swoim życiu.

    Ślub? Sam cywilny w terenie, mimo, że wszyscy wokół narzekali i robili afery. Groźby nie przyjścia na ślub oczywiście się pojawiały.

    Ciotki na ślubie i weselu? Nie było takiej opcji, sami ludzie, którzy coś dla mnie znaczą. Wyszła z tego super impreza, nie nudne wesele.

    Brak miłości i motylków? Współczuję komuś, kto nie ma tego w związku. Gorsze chwile bywają, to jest oczywiste, ale ja z dnia na dzień kocham ją coraz mocniej.

    Żaden związek nie jest idealny, ale jeśli ktoś po kilku latach związku czuje, że druga osoba jest dla niego obca, to lepiej się rozstać i inaczej ułożyć swoje życie. Ja na szczęście podjąłem zajebiste decyzje w swoim życiu, jestem mega szczęśliwy, że mam taką kobietę. Oby tylko ona też tak myślała 🙂

    Polubienie

  30. Buhahahaha, jak się podejmuje decyzje „bo tak wypada” i ma się do tego niedorozwinięte umiejętności komunikacyjne to tak się to kończy. Jeżeli się umie i chce w związku rozmawiać o wszystkim i jeżeli macie nastawienie „razem” a nie „on/ona i ja” to po pewnym czasie wszystkie sytuację życiowe robią się postmodernistyczne.

    Polubienie

  31. Wszystko zajebiście, serio, tru story i w ogóle, ale powiedzcie mi do chuja, skoro już można tak obnażać publicznie negatywne strony życia i pisać to w taki sposób „paczcie wy kurwie, tak wygląda wasze nędzne życie boście głupi” to gdzie za przeproszeniem inteligentny autor tych monologów zamieścił „rady” dla nas półgłówków na poprawienie jakości życia? Gdzie jest wylana kwintesencja inteligencji tej osoby o tym, ja się żyć powinno? Powiem jedno-każdy człowiek jest indywidualną jednostką stąpającą po tej ziemi i w nie każdej sytuacji powiedzenie „jak sobie pościelisz tak się wyśpisz” ma pokrycie. Można by pisać różne przykłady i filozofować lepiej niż autor tekstu, ale choćby przykład wielu małżeństw: „on był inny zanim się pobraliśmy. Stał się potworem po ślubie” i vice versa. I co takiej osobie autorze powiesz? Że poszła za ciosem koleżanek wychodząc za mąż? Że pomyliła zauroczenie z miłością?
    Fajnie, że zostało wyjaśnione jakie to nasze życie i my jesteśmy do dupy. Ale poza pustą refleksją i zmarnowanym czasem nic w moim życiu to nie pozostawiło.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s