To pytanie zadała mi w swoim liście M. I  zanim zacząłem czytać dalej, przypomniał mi się suchar, jak to pewien facet, po 20 latach małżeństwa, chciał poprosić żonę o sól, ale wyrwało mu się: „Spierdoliłaś mi życie, dziwko”. A później list przeczytałem i pomyślałem po raz drugi, że to będzie dobre ostrzeżenie.

Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30-tki?

To ci powiem (życie moje + obserwacja znajomych). Masz lat 20 i za sobą jakieś tam pierwsze miłosne doświadczenia – lepsze, gorsze.

Poznajesz jego/ją. Jest spoko. Jakieś tam motyle i inne sraty pierdaty. Lecą wam lata, przyzwyczajacie się do siebie. Motyle już dawno odleciały, ale myślisz sobie – Boże, mam JUŻ 25 lat. Gdzie ja kogo lepszego poznam? A, weźmy ślub, przecież tyle lat razem nie może iść w pizdu, wszyscy tak robią.

I zakładasz tą suknię księżniczki, wynajmujesz bryczkę i zapraszasz ciotki, których nie znasz, no ale przecież byłaś na weselu ich córki gdy miałaś 5 lat, więc wypada zaprosić. Wrzucasz zdjęcia na fejsa i koleżanki singielki zazdroszczą, a Ty rośniesz w piórka, bo Tobie się udało, a im nie. 

Potem wiadomo, że robisz dzieciaka, bo przecież wszyscy tak robią, a i rodzina naciska przy każdym świątecznym obiedzie. Ciąża super extra, sesja z brzuszkiem i baby shower, żeby poczuć nieco amerykańskiego świata. Rodzisz. I wtedy się zaczyna piekło.

Dziecko zbliża? No way. Kolki, nieprzespane noce, obowiązki, a przyjemności brak. Baba skupia się na dziecku, facet idzie w odstawkę. Oczywiście jest zdziwiony, że już nie pojedziecie na Sunrise. Padacie na pysk o 21.

Seks? Czasem, w jednej pozycji. Ona nie połknie i powie, że naoglądał się pornosów i żąda cudów, on jej nie zwiąże, bo „A daj spokój, Greya żeś się naoglądała i wymyślasz”. Jesteście coraz dalej od siebie, chociaż siedzicie na jednej kanapie. Tyle lat wspólnych, a stajecie się dla siebie obcy.

Dobiegasz 30-tki. Wkurwiacie się nawzajem, kontakt ogranicza się do prostych komend „kup pieluszki, wyrzuć śmieci, znowu wychodzisz?”. Toczysz bój o wszystko. Facet ucieka z domu przy każdej okazji, kobieta frustruje się siedzeniem w domu, bo nie ma komu dziecka podrzucić. 30-tka stuka – wiesz już, że to nie ta/ten, że mogło być inaczej. Że, kurwa, każdy wydaje ci się lepszy niż to, co masz w domu.

A co jest dalej?

Dalej jest ratowanie związku.

Kobieta się stara, zapierdala w tych 15 cm szpilach, zakłada stringi, które są w chuj niewygodne (wiem, dostałem kiedyś niby męskie w prezencie, założyłem raz i pomyślałem: „No chyba kogoś pojebało”).  Wypina w tych stringach dupę do telefonu, aby zrobić zdjęcie i jemu stanął a tu nic.  Zero uwagi.

I kiedy tej uwagi nie ma przez dłuższy czas, to niemal na pewno pojawi się ktoś, kto kobiecie  tej uwagi dostarczy. Kto tak dobrze ją zrozumie. Kto zobaczy w niej coś więcej, niż babę w dresie. Zresztą, czy można zdradzić osobę, z którą łączy cię już tylko miejsce zamieszkania???

Dziki seks, och, jakie porozumienie, och jakie przeciwieństwo męża/żony! Och, nie wiedziałam, że nowości są takie ekscytujące. Z żoną/mężem to by nie przeszło. Pojawiają się motyle, których nie było od 10 lat. I co… rozwód ? Gówno. Boisz się.

Bo inni uznają cię za skończonego kutasa albo zimną sukę, która rozbiła rodzinę. Wszyscy się od ciebie odwrócą. Dziecko przecież najważniejsze.

Trochę pobzykasz, trochę popłaczesz, trochę się poużalasz nad swym marnym losem. Trochę odżyjesz, czasem przy spotkaniu w aucie ukrytym w lesie. Trochę masz wyrzuty sumienia (miną przy pierwszej lepszej awanturze, bo kupiłeś zły makaron i jesteś nieudacznikiem) ale generalnie chcesz, być chociaż na chwilę szczęśliwy, więc romans trwa.

W końcu jednak pójdziesz po rozum do głowy i zostajesz w małżeństwie. I wiesz, że wszystko spieprzone, ale pojedziesz z rodziną nad Bałtyk w wakacje. Tak ładnie razem wyglądacie, tak fajną rodzinkę tworzycie. Szkoda, że tylko na pokaz…

Przecież tyle lat nie może iść w pizdu. Kredyt na mieszkanie, pensja 2000 brutto i pińcset złotych alimentów przy dobrych wiatrach nie brzmi zachęcająco (zwłaszcza jak lubisz buty z Kazara i gardzisz CCC).

Kochasz dziecko nad życie, męża/żonę już nie. I po co Ci to było? Czujesz, że życie marnujesz, ale nie zrobisz nic. Bo tak jak wypadało wziąć ślub i mieć dziecko, tak wypada ciągnąć małżeństwo. A czy jesteś szczęśliwy? Kogo to obchodzi… Masz dać dziecku pełną rodzinę – przecież wszyscy tak robią.

Ps. „Pokolenie Ikea” i „Brud”- pierwsze książki, które kupiłam od 10 lat. Warto było ;)”

Dlaczego już nikt nie chce się we mnie zakochać?

Jest wiele piosenek i filmów o tym, jak oni się poznali.

I co jest później, też mniej więcej wiadomo.  Żyli długo i szczęśliwie. O tym, co to konkretnie znaczy to ‘długo i szczęśliwie’ to komedii romantycznych już nikt nie robi. Prędzej już jakiś dramat, że ktoś kogoś zranił, zdradził, skoczył z mostu, bądź zwyczajnie za to szczerze nienawidzi.

Jesteśmy mistrzami początków, i to od wieków.

Piersi jej delikatnie otoczyłem dłonią 

Świeżością skóry, czarem młodości olśniony 

I pieszcząc całe ciało śliczne, jasne włosy 

Muskając lekko, męskiej dałem upust mocy.” 

To Archiloch, poeta grecki, I połowa VII wieku przed naszą erą. Swoją drogą jako jeden z pierwszych opisał w formie poezji proces dawania przez kobietę przyjemności mężczyźnie ustami i dłońmi.

/co robisz, jak jesteś ze swoim facetem w windzie i słyszysz komunikat wygłaszany przez automat: „going down” ?/ 

Ale nie o tym.

Cały ten wiersz wyżej to zachwyt mężczyzny nad młodą kobietą. Mężczyzny, który patrzy i nie może uwierzyć. Który dotyka i wie, że zaraz dotknie więcej. Tkwi w momencie pomiędzy pożądaniem, a spełnieniem.

I za takim uczuciem tęsknimy.   

Pragniemy początków.  Początki są fajne, a dopiero po nich przychodzi rutyna, która jest już niefajna.

Wszystko mija, a miłość już szczególnie szybko. Czasami zdawało się, że rano jeszcze jest, a po południu już jej nie było. I nasz skrypt tego nie obejmuje. Ludzie się, więc, szarpią.

Kobieta się boi, że już nikt nie powie, że jest piękna.

Że nikt nie będzie chciał jej już uwieść.

Że nie zobaczy ognia w oczach innego mężczyzny, który właśnie oszalał, bo odkrył jej brzuch i piersi.

Że już nikt nie będzie jej kochał. Marzył o niej i tęsknił za nią.

Dlaczego dajemy się tak robić w chuja?

Stop

Nie dajemy.

Ja tam głęboko wierzę, że to, w jakim jesteśmy obecnie miejscu, zależy od decyzji, które podjęliśmy wcześniej. A reszta to po prostu wmawianie sobie, że życie się tak potoczyło. I czasami komuś dzięki takim wymówkom jest łatwiej.

A jak wygląda prawda? („Jak wygląda kaczuszka? Kaczuszka wygląda oczkami.”)

Ludzie wybierają partnerów na całe życie, kiedy nie są na to w ogóle gotowi. Dwie osoby coś ustalają, a nagle się okazało, że dla jednej to były plany, a dla drugiej bajki. Wierzymy, że coś jest miłością, kiedy jest tylko zauroczeniem. Później jest płacz. Za utraconym uczuciem. Choć tak naprawdę, nie można stracić czegoś, czego się nigdy nie miało.

Ludzie bardzo często dobierają się na zasadzie deficytów. Skoro ja jestem słaba, to szukam kogoś silnego, kto da mi bezpieczeństwo.  Ewentualnie mogę sama dać sobie orgazm, sama wymienić żarówkę, zadzwonić po hydraulika, ale mieszkać sama nie chcę.  

Ludzie nie wierzą, że mogą być kochani. Albo żyją w stanie obawy, że może jednak wybrali źle. Cały czas zachowują się, więc, asekuracyjnie, wychodząc z założenia, że to wcześniej czy później pierdolnie.

Ludzie pozbawiają się życia poza związkiem. Prosta sprawa: odmawiasz znajomym/przyjaciołom kilku spotkań, kilku imprez, w końcu przestajecie się widywać, ale przecież warto, bo on/ona jest najważniejszy/a.

Ludzie sami ze sobą zawierają coraz więcej kompromisów, o których w młodości mówili, że nigdy. Że na pewno nie. Na koniec wtykają sobie kij w dupę i piją butelkę wina każdego wieczora.

Gotowe. Życie jest spieprzone.

Czy warto uciec ze związku?

I wtedy powstaje pytanie: uciekać czy ratować? Odgrzewać starego kotleta czy ubijać nowego? I tu nie ma łatwych odpowiedzi.

Ludzie czasami mówią: „Nigdy nie byłabym z kimś tylko ze względu na dziecko”. Ludzie mówią: „Nigdy nie będę błagał/a, żeby on/ona został/a”. Odpowiem: w dupie byliście, gówno widzieliście.

Ocenianie ludzi, gdy się nie przeżyło czegoś podobnego, to wyjątkowo komfortowe zajęcie. Można mieć wtedy bezkompromisowe poglądy.

Jak to ładnie stwierdziła nasza noblistka z Krakowa:

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.”

Sąsiadka z bloku moich rodziców, kiedy umarł jej mąż, z którym była ponad 40 lat, wyprała pościel, wywiesiła do wywietrzenia kołdrę i z satysfakcją powiedziała do mojej matki: „Wreszcie nie będzie w nią pierdział. Zaczynam nowe życie”. Sąsiadka miała wtedy 68 lat.

I ja wiem, że lepiej późno, niż wcale, ale z drugiej strony 68 lat to 68 lat. A poza tym, nie każdy może mieć takie szczęście, że ta druga osoba wykituje tak szybko.

Z drugiej strony ostatnio słyszałem historię, jak to pewnego dnia rodzina, przyjaciele i znajomi obudzili się rano i zobaczyli, że pewna Kasia, która dotychczas wyglądała na bardzo szczęśliwą, zostawiła swojego męża, zostawiła swoich znajomych i przyjaciół. Uciekła z kolesiem poznanym dwa miesiące wcześniej. Przeprowadziła się 300 km od rodzinnego miasta, zrywając kontakty ze wszystkimi. Kasia, która twierdziła, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie, Kasia, która przekonywała, że ma cudownego męża.

Wszystkim opadła żuchwa. Najbardziej mężowi. Nie kumał, o co chodzi. Nikt Kasi tak naprawdę nie znał.

Ludzie zajebiście udają. Zresztą mężczyźni często nie wiedzą, co ich kobiety mają w głowach, bo ich to zwyczajnie nie interesuje.

Czy Kasia zrobiła dobrze, czy źle? Odpowiem: nie wiem. Wiem za to, że ona też jeszcze tego nie wie, bo to się okaże dopiero po czasie.

Czy będzie mądrzejsza i szczera sama ze sobą? Nie wiem. Bez tego za moment znajdzie się w tym samym miejscu, w którym już była.

Bo w sytuacji w jakiej znajduje się Kasia, problemem nie był jej związek tylko ona sama. 

I że pojadę tutaj banałem, choć z banałem to zazwyczaj jest to problem taki, że jest to prawda, którą wszyscy powtarzają a mało kto się słucha, jeśli nie potrafisz się cieszyć z małych rzeczy to nie potrafisz i z dużych. A życie składa się z drobnych momentów, które trzeba nauczyć się kolekcjonować.

Jak nie lubisz siebie to będziesz udawać kogoś kim nie jesteś, aby tylko cię zaakceptowano. Nikt nie będzie w stanie cię naprawdę poznać. Nikt więc nie będzie w stanie cię pokochać. 

Jeśli nie masz przyjaciół nie będziesz też mieć związku. Bo nie wiesz jak to się robi. A to przyjaźń rozwija nas emocjonalnie.

Jeśli nie rozmawiasz z ludźmi, żyjesz w instagramie. Nie potrafisz budować relacji. Zadowalasz się pozorami.

Będziesz wymieniać jeden związek na drugi i z każdego uciekać bez satysfakcji. Ile razy można zaczynać od początku? Dużo. 

Kimkolwiek jesteś, jakąkolwiek decyzję podejmiesz, życzę Ci dobrze.

jose-chavez-62218

 Photo by Xavier Sotomayor on Unsplash

135 uwag do wpisu “Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30tki? 

  1. To ja jednak wole byc tym od spontanicznych spotkan z zajetymi dziewczynami i mezatkami…Dziekuje za uswiadomienie :).

    Dzisiejsze zwiazki to i tak tylko zawieranie pewnego paktu,ktory polega tylko na wspolnym seksie i dzieleniu pewnych interesow :). W one night standach obydwie osoby przynajmniej wiedza na co sie pisza.Nam nie lezy w naturze monogamia i nigdy nie bedzie, ale tutaj mozna nature oszukac jesli zachce sie pracowac nad soba i nad wspolnym projektem takim jak rodzina, zwiazek,malzestwo etc :)…
    .

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s