Jestem ze średniej wielkości miasta i sam zawdzięczam wszystko sobie. Sobie, zbiegom okoliczności i dacie urodzenia.

Urodziłem się w czasach pana Gierka, który wziął duże kredyty a później sobie poszedł. Blok w którym mieszkałem był wojskowy, czteropiętrowy, z brzozami dookoła. Darzę go pewnym sentymentem. Sąsiadów miałem dziwnych. Piętro nade mną mieszkała pani Krysia. Dziabnęła męża nożem po pijaku. Nabił się na niego 24 razy, odsiedziała bodaj siedem czy dziewięć lat.

Do tej pory już nikogo nie zabiła więc w jej wypadku resocjalizacja chyba odniosła sukces.

Dzieciństwo było psoko mimo, że dzielnica chujowa. Podobno najgorsza w mieście, W bloku obok mnie trzech kolesi wyrzuciło laskę przez okno. Kolesie wpierw pili. Później ją zgwałcili i porysowali nożami. Wreszcie uczyli ją latać z drugiego piętra.

Była pojętną uczennicą i przeżyła. Chodziła później dumna i drżąca bo ja pokazywali w telewizji. Była to epoka jeszcze przed Big Brotherem, chociaż teraz jest już pokolenie, które nie wie nawet co to Big Brother.

Do szkoły miałem często na 13.20, bo klas było dużo (ja byłem w „e”, a za mną były jeszcze „g” i „h”). Chodziłem po podwórku z kluczem na szyi.

Nie, nie czułem że może mi się coś stać. Tak, mając 7 lat wracałem do domu po 20.

Na osiedlu było jak to na osiedlu. Latem ludzie pili na ławkach do 3 rano. Wiosną i jesienią krócej. Ktoś naprawiał samochód. Ktoś go kradł. Dzieci krzyczały i właziły na wierzby, bujały się na gałęziach zrywając i liście i gałęzie. Emeryci wygrażali gówniarzom pięściami. Ktoś rysował chuje po klatkach. Sąsiadki dyskutowały nad złą kondycję młodzieży. Młodzież dyskutowała nad złą kondycja psychiczną starszych kobiet wyzywając je od pierdolniętych kurew.

Od czasu do czasu był włam do piwnicy, bo ktoś potrzebował weków do popitki pod flaszkę.

Ludzie wykazywali się swego rodzaju prawem naturalnym. Nazwijmy to w uproszczeniu moralnością. Byłeś miejscowy to mogłeś chodzić najebany po osiedlu z portfelem na wierzchu. Byłeś obcy to nawet trzeźwy dostawałeś po ryju i zabierali ci kasę. Jak szedłeś po mieście ulicą i ktoś cię zaczepiał żeby zdefasonować ryj i zabrać gumofilce marki Relaks, to wpierw się pytał: skąd jesteś? Jak odpowiedziałeś, że ze Słodkich i znasz dajmy na to Bulego, Łysego, Grubego i Parówę to zazwyczaj dawali Ci spokój. Ewentualnie bili słabiej, na wszelki wypadek, bo nie wiedzieli kto im będzie oddawał.

Wiesz, moi rówieśnicy są mniej więcej jednorodni.

Do przedszkola poszedłem kiedy miałem 3 lata. Wpierw była ósemka później 25. Była zupa mleczna, kotlet mielony, budyń i buraczki. Jak teraz czasami rozmawiam ze znajomymi jak wspominają tamte czasy to historie wszystkich są takie same. Nawet zdjęcia są takie same. Przebrana przedszkolanka z biała brodą z waty i czerwonym kostiumie Mikołaja trzyma cię za rękę. Ty trzymasz w ręce paczkę. W paczce zazwyczaj była w niej pomarańcza i coś co przypominało dzisiejszą czekoladę.

Do pewnego momentu wszyscy też mieli to samo.

Ty jesteś inny.

Z grubsza można ciebie i twoich rówieśników podzielić na dwie grupy, Cześć z was pochodzi z tego co nazywa się Polską B. Wasi rodzice nie zrobili „kariery”. Po prostu są. Pewnie nie mają studiów. Pracują gdzieś tam, zarabiają coś tam, w wakacje na działce robią grilla.

I robisz go też Ty.

To nic złego. Zawsze uważałem, że lepiej nie mieć kasy a być szczęśliwym niż żyć w szklanych gabinetach pełnych złudzeń.

Łoiłeś browar przed klatką, może słuchałeś Paktofoniki. Wczasy jak dobrze poszło były nad Bałtykiem. Dużo piwa, jakieś panny, szczanie do morza.  

Teraz możesz pracować w jakimś sklepie albo na budowie, dostawać jak dobrze pójdzie pensję minimalną. Wydymać jakąś laskę w samochodzie, gdzieś w lesie.

Masz pewnie w głębi duszy poczucie, że wszystko wygląda nie tak jak powinno.  Nie ta szkoła, nie ta praca, nie ta kobieta, nie to życie. Życie miało być w kolorze soul red i w błyszczącym opakowaniu. Nie gardzę Tobą. Współczuję ci.

Jak miałeś/aś fart to twoi rodzice mają trochę szmalu więc mieszkałeś na zamkniętym osiedlu ze szlabanem a starzy odwozili cię do pracy, bo świat to w końcu strasznie niebezpieczne miejsce.

Pewnie mieli swoją firmę co? Albo byli pierwszą falą korporacji.

Wszędzie ktoś cię woził i odbierał.  Owszem zobaczyłeś wcześniej wiele rzeczy, które ja nadrabiam przez całe życie. Byłeś wcześniej za granicą, wcześniej niż ja widziałeś Alpy, kilka muzeów, dużo filmów, mogłeś więcej czytać, znasz więcej języków, pewnie zaliczyłeś Erasmusa (chciałem, ale wiesz jak na trzecim roku dostajesz propozycję pracy, dzięki której możesz się uniezależnić od wszystkich, to właściwie nie masz wyjścia).

Zazdroszczę ci.

Rodzice pewnie po studiach załatwili ci staż, nie? Wiem, widuję takich jak Ty codziennie. Współczuję im.

Nie, oczywiście, nie jesteś lepszy ode mnie. Wiesz, żeby być lepszym trzeba mieć doświadczenie. A Tobie – i mówię to ponownie z zazdrością brakuje pewnej determinacji.  Chyba chodzi o to że ty nigdy nie musiałeś walczyć?

Nie wiesz jak to jest kiedy jesteś przyparty do muru. Musisz zapłacić za wynajętą chatę albo zdechniesz. Musisz zarobić kasę albo zdechniesz z głodu, bo starzy ci nie dadzą.

 A ty? Masz zawsze spadochron. Zawsze wiesz , że ktoś ci pomoże. To pomaga, ale i ogranicza. Może jesteś jednak szczęśliwszy ode mnie?

Kiedy wybija 18 – już ciebie nie ma.  Zostaję w firmie tylko ja i kilka innych osób w moim wieku.  My przychodzimy wcześniej, wychodzimy później i ciągle jesteśmy bardziej wydajni.

Oczywiście zazdroszczę ci, że masz bardziej wyjebane, tak samo jak ty zazdrościsz mi innych rzeczy.

Synonimem „życia jak ludzie“ w tym kraju jest samochód, wakacje w Toskanii i jedzenie na mieście. Samochód i mieszkanie dostałeś od rodziców. Mamy te same meble z Ikei w mieszkaniach.

Jedyna różnica między nami jest taka, że ja mogę wziąć kredyt na wszystko. A Ty nigdy nie chodziłeś z kluczem na szyi.  

Nie przejmuj się. Kiła, sraczka, plagi i zaraza, i czas do śmierci nam jakoś zleci.

9653954595_20ddc3f8d3_b

Photo by Виго/CC Flickr.com

130 uwag do wpisu “Masz 20 kilka lat. Dziś wyjaśnię dlaczego mnie nie zastąpisz w pracy

  1. Wiesz, nie zgodzę się do końca, że wszyscy z tego pokolenia to takie niedojdy. Sam mam te dwadzieścia parę lat, moi rodzice nigdy nie mieli firmy a ja sam pracowałem juz jako młodzian gdzieś po magazynach żeby mieć jakąś kasę dla siebie bo rodzice jej nie mieli. Tez robie w korporacji, ale wyłącznie dlatego ze kasa jest na czas i robie to co lubię (praca w windykacji). Nie mam studiów, na to mam zawsze czas. Dla mnie nie ma problemu żeby zostać po godzinach czy wziąć dodatkową sobotę – pracuje na siebie i swoją premię a ze nie mam jeszcze rodziny ani dzieci to nie przeszkadza mi to chociaż nie muszę.
    Tez pamiętam moje przedszkole, bieganie z kluczem u szyi i zakaz lazenia po bramach bo tam siedzą cpuny.
    Co do tego, że nie będzie lepszy od Ciebie to mówimy tutaj o dzieciach bogatych rodziców które nigdy nie będą wiedziały co to znaczy ze w domu nie płaci się rachunków żeby mieć co jeść. Przykre ale też i prawdziwe jak praktycznie wszystko co czytam u ciebie na blogu.

    Polubione przez 3 ludzi

    1. @Zmeczony Zyciem, zgadzam się z Tobą.
      Tak samo, mam dwadzieścia parę, a dokładniej dwadzieścia cztery lata. Wychowałem się na PRLowskich blokowiskach, biegałem z kluczem na szyi. Po skończeniu „śmiesznego gimnazjum” dorabiałem w różnych lokalnych przedsiębiorstwach, żeby mięć na bilet miesięczny do LO w innym mieście. A jak tylko je skończyłem to zacząłem żyć sam na za swoje pełną prą. Na studia nie poszedłem, bo rodziców nie było stać. Teraz się zastanawiam, bo mnie stać… Nie raz czułem jak grunt walił mi się pod nogami, bo czynsz zabierał mi 2/3 wynagrodzenia. Dziś jestem bogatszy o klika życiowych doświadczeń i z większą pensją niż moi rodzice razem. Stanąłem na nogi i żyję, daję sobie radę. Mieszkania własnościowego nie mam, ale wszystko przede mną. I ze względu na to co zdobyłem sam, mogę powiedzieć, że czuję się lepszy niż moi rówieśnicy, którzy wszystko dostali/dostają. Uważam, że tych dwudziestoparolatków można podzielić na trzy grupy, bo są jeszcze wyjątki od Twojej(Piotr C.) reguły.
      Pozdrawiam
      Ps. Czekam na nową książkę 😉

      Polubienie

      1. Jak nie masz jeszcze dzieci i jeszcze masz jakieś oszczędności – skończ studia.Tylko w takiej dziedzinie, która Cię interesuje. Nie będziesz żałował.

        Polubienie

      2. Piotr C. Ja też się nie zgodzę. Mam te lata, które mają być gorsze, miałam to szczęście, że poszłam na studia, ale nie za pieniądze rodziców. Od razu poszłam do pracy. Teraz robię szpagaty między magisterką i pracą i udaje mi się, uniezależniłam się i sama mogę od czasu do czasu wesprzeć groszem, wiem jak to jest jak pół pensji idzie na czynsz, wiem jak to jest jeść tylko pasztetową i bułki przez tydzień zapijając herbatą bez cukru. I wiesz co? Kiedyś Cię zastąpię, bo jestem zbyt zdeterminowana żeby odpuścić.

        Polubione przez 3 ludzi

    2. Przecież każdy post to prowokacja (mniejsza lub większa), wszelkie tezy są głoszone dla wywołania dyskusji. Kiedyś Wojewódzki powiedział, że on lubi być dyskusyjny, bo to znaczy, że kogoś obchodzi i zmusza do refleksji. To samo Pan Ikea. Są pewne fajne rzeczy, które punktuje, jednakże on Was prowokuje po prostu. 🙂

      Polubienie

  2. Co za pierdzielenie…To, że ktoś urodził się w innych czasach (na co hmm nikt nie ma wpływu) skazuje go na bycie lepszym/gorszym? Ileż ja się nasłuchałam pretensji o to (tak! bo starsi ode mnie mają do mnie o to pretensje!), że kiedyś nie było [i tu wyliczanie], a dali radę i że jaka to jestem wygodna, że żyję w takich czasach. I owszem, mam dwadzieścia parę lat i spokojnie zastąpiłabym w pracy te zakute łby, które hamują wszelki postęp. Nie mam problemu, żeby do pracy przyjść o 21 w sylwestra (a tak się zdarzyło), nie miałam problemu ze zbieraniem malin w Niemczech, żeby zarobić na studia. No i nie każdy wychowywał się w mieście, żeby trzeba było nosić klucze na szyi.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Drogi Panie Pisarzu,

        Całusek w czółko: enter trochę okiełznany. 😉 Czasem przecinki jeszcze figlują; raz który ucieknie, raz stanie przy wielkiej literze. And the last but not least, zwrot do adresata. Wprawdzie obecnie obojętnie czy wielką czy małą literą, byle konsekwentnie.

        Pozdrawiam coraz bardziej,

        Anulka

        Polubienie

      2. Cholera, pojawiła mi się taka myśl, że celowo.
        Potem zguglowałam, czy jest takie słowo.
        Potem sprawdziłam w słownikach slangu.
        A potem zdecydowałam, że napiszę. I że jeśli tak miało być, to nas o tym poinformujesz 🙂

        Polubienie

  3. bardzo zabawny post 🙂 śledzę Twojego bloga odkąd na facebooku mój kolega udostępnił Twój post ” Nie wmówisz kobiecie że jest ładna ” od tej pory czytam Twoje wpisy. Za każdym razem zastanawiam się czy jesteś niepełnosprawny/a lub chory/a. W czystko fizycznym aspekcie. Ta myśl nasuwa mi się notorycznie więc pozostawię ją tutaj, ku czci wszystkim zbyt gorliwym opiniotwórcom.

    Polubienie

  4. Słabe. Co chcesz przez ten wpis przekazać? Proste pytanie, dlaczego chcesz, żeby ktoś poświęcił swój czas, aby to przeczytać?
    Jeśli już sobie odpowiesz to będziesz krok dalej niż ja, bo mi nie nasuwa się tylko jeden powód – chcesz zademonstrować różnice między „Pokoleniem Ikea”, a ludźmi około 10 lat młodszymi. Tylko to żaden powód, żadna nowość. Różnice i charakterystykę porównawczą nie trzeba wcale pisać, aż o takiej różnicy wieku, wystarczy 5 lat (choćby rodzeństwo) i już widać wiele różnic światopoglądowych. Poza tym, zazdrościsz czy nie zazdrościsz? Rozumiem, jednego tak, drugiego nie. Tylko kipi w tym tekście z jednej strony od pogubionego w świecie dzieciaka, który drugiemu zazdrości lepszych zabawek, a z drugiej od „starego dorosłego”, który już jest na etapie upominania młodszych i mówienia, jak to się ciężko za jego czasów żyło. Wiele upraszczasz, co jest zrozumiałe, bo to wszystko, co piszesz o innych tak ci się wydaje. Tak zaobserwowałeś, unosząc głowę znad komputera o 18 i spotykając przedstawicieli młodszego pokolenia posiadaczy tych samych mebli z Ikea (tak, wyraz Ikea się nie odmienia). I sam chciałbyś wyjść z pracy o 18, ale ktoś ci wmówił, że jesteś niezastąpiony, że na twoich barkach spoczywa los tej firmy.
    Więc nie obruszaj się, gdy młodsi chcą po prostu szczęśliwie życie przeżyć, nie goniąc nie wiadomo za czym, po prostu ciesząc się tym co mają w danej chwili.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wyraz Ikea powinno się odmieniać jak każdy inny, bez względu na filozofię marki. Żyjemy w Polsce, posługujmy się językiem polskim, na Boga! Wykorzystajmy jego bogactwo. Nie po to mamy siedem przypadków, żeby rzeczowniki w każdym miały tę samą formę!

      Polubione przez 1 osoba

  5. O to to! I to współczucie i zaskoczenie moich rówieśników, pytając ”poszłaś do pracy po maturze i na studia zaoczne?!!!’ ;OOO Szok, niedowierzanie! Nie chciałaś imprezować? Wieść studenckiego życia? No jak to tak? Później ich narzekania… ‚co ja zrobię po studiach? już się kończą, nie mam planu” lub ‚nigdzie mnie nei chcą przyjąć,bo nie mam doświadczenia.” TADAM.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że autor to po prostu zwykły burak z nudnym życiem, wybierający sobie głupie kobietki i uważający się za NieWiadomoKogo.

    Polubienie

  7. Drogi blogerze,

    mam 22 lata, ty jesteś starszy, dziś wyjaśniłeś dlaczego młodsze pokolenie jest gorsze niż ty, mniej zarabia, jest mniej zdeterminowane i mniej widziało bo to już nie to samo małe miasteczko, przerażające historie zza ściany mieszkania twojej rodziny. Na pewno też zrobisz mniej błędów w swojej wypowiedzi niż ja. Lubie twojego bloga jako jednego z dwóch które regularnie czytam, historie z mojego życia pokazałyby ci że wypadające kobiety z okna to pryszcz.. I tak leże sobie na łóżku z ikei które kupiłem sam, w mieszkaniu którego nie wynajmuje i płace za nie bez bólu dupy że mi nie wystarczy (btw. jestem barmanem) i przykro mi że ktoś kto pisze świetne zazwyczaj monologi miał wielką potrzebę pokazania jak bardzo słabe i gorsze od ciebie jest wszystko co nie znajduje się na twojej lini życia. Przykro mi też że starszy gość ze szklanego budynku, otoczony zabawkami i wychodowanym sztucznym poczuciem wyższości podzielił młodsze pokolenie na tych wygodnych dzieci bogatych rodziców i tych konformistów którzy będą zamiatać chodniki. Zapomniałeś o 20-kilku letnich ludziach którzy są gdzięś pośrodku i to oni klepiąc cie po ramieniu jak troche podrosną pokażą jak tobie współczują.

    Ja sam będe pierwszy. Licze że ten artukuł to ostatnia mizeria jaką zaserwowałeś bo z przyjemnością bede czytał CIę dalej.

    A.P.

    Polubienie

  8. to ja mam dwadzieścia-kilka lat ale mimo wszystko jestem z Twojego pokolenia, chodziłam z kluczem na szyi, nie dostałam nic od rodziców, na wszystko pracuje sama, przychodzę wcześniej i wychodzę później niż inni z pracy, dorabiam się by zobaczyć te wszystkie muzea, przeczytać te wszystkie książki przed kominkiem na który sama zarobie, dorabiam się by wypić lampkę wina w Toskanii i zrobię to wszystko. Zazdrość mi;)

    Polubione przez 1 osoba

  9. Tak trochę jakbym czytał o sobie. Już w wieku 13/14 lat biegałem po klatkach z ulotkami, a w wakacje szukałem prac dorywczych które nauczyły mnie abym uczył się i walczył o więcej bo nikt mi tego nie da. Teraz od pewnego czasu szukam stażu na którym będę harował jak wół, po to aby za 2-3 lata móc zaczynać osiągać to o czym marzę. Ale aktualnie dostaje negatywne odpowiedzi albo ich brak. Dzięki bogu, że się tym nie przejmuje – bo wiem, że jak już się na niego dostanę to będę najlepszy.

    P.S. Też biegałem z kluczami na szyi po osiedlu i jestem dumny z tego z jakiej dzielnicy pochodzę

    Polubione przez 1 osoba

  10. Chujowe to jest użalanie się nad swoją przeszłością i zazdrość – młodszym żyjącym w lepszych czasach , którzy poświęcają mniej czasu na pracę a więcej sobie – bo wiedzą , że są coś warci i że mają prawo czegoś żądać i czegoś wymagać. A Ty aby im dorównać drogi autorze zasuwasz kilka godzin więcej i zazdrościsz tego że poza pracą mają swoje życie…więc zasuwaj stary pierdzielu i przestań tworzyć te wypociny.
    Na razie 🙂

    Polubienie

  11. Dobra w sumie trochę mnie poniosło bo mnie to strasznie denerwuje, z jaką wyższościąpróbuje na mnie patrzeć Twoje pokolenie w pracy ‚starzy’ wytykając drobne błędy mówiąc podobne farmazony o tym, jak to my nie mamy dobrze..
    Nie nie mamy. Mam 24 lata, żonę , i dziecko w drodze. Zapierdalam ile mogę, bo chcę żeby moja rodzina miała w tym życiu chociaż ‚jako tako’. Ale nie uważam, za coś złego tego że moi rówieśnicy dostają od rodziców mieszkania – samochody – czy fuszki na dobrych stanowiskach. No czemu nie? Sam jeżeli tylko będę mógł swojemu dziecku oszczędzę pracy od 18 roku życia,…Ale co zrobić? Strasznie tutaj zaszufladkowałeś wszystko i wszystkich. A szkoda, bo do tej pory lubiłem Ciebie czytać drogi autorze. Ale skoro uważasz nas za w pewien sposób życiowych nieudaczników to chyba marnuję tu czas.
    Czemu Cię to dziwi, że ludzie których na to stać obdarowują swych najbliższych lepszym życiem, którego często sami nie mieli? Jak Ty wychowasz swoje dzieci?

    Polubienie

  12. Panie Ikea, szacun za blog, który jest duuuużo ciekawszy niż blogi szafiarek i innych takich tam. Ale akurat z tym wpisem się nie zgodzę.

    Jestem z pokolenia 20+, studiuję sobie i zapewne za jakiś rok będę musiał ostro pracować na produkt krajowy brutto i Twoją emeryturkę (ewentualnie emeryturę Twoich rówieśników). Od zawsze spotykałem się ze stwierdzeniem „A ty jesteś gówniarz, nie znasz się, co Ty wiesz co za komuny się działo…”. Pewnie też to słyszałeś od swoich starszych kuzynów lub wujków. Tyle, że czasy się zmieniają. Jeśli mój ojciec był mechanikiem i za młodu naprawiał Maluchy i WSKi to ja, jako dzisiejszy mechanik mogę go przewyższyć w zdolnościach, naprawiając nowe pojazdy pełne elektroniki. A gdyby mój syn był mechanikiem w przyszłości, to mnie przewyższy w naprawianiu latających samochodów. I to jest normalna kolej rzeczy. Starzy psioczą, młodzi się uczą, pokolenia się zmieniają i tak do pożygu i do posru.

    Jednak jest pewna niezaprzeczalna prawda – moje pokolenie jest zepsute i oszukane. W liceum mówili, żeby iść na studia „bo przyszłość, bo szersze horyzonty…” i wszyscy szli na jakieś gównokierunki. Na studiach – chlanie i sranie w banie. Moi męscy rówieśnicy w wielu przypadkach nie mogli się wychować, jak to powinno mieć miejsce w życiu prawdziwego faceta, przy naprawie auta, przy wykuwaniu podków, lub na budowie. Za to były komputery, panie przedszkolanki, panie nauczycielki, wszędzie panie, które wiedzą wszystko lepiej ode mnie, więc dlatego zamiast facetów są same pizdeczki.

    I racja, nie zastąpię Cię w pracy. Dlaczego? Bo w dupie mam korpo i już wolałbym być drwalem w Bieszczadach, bo w posranych czasach to jest jedna z rozsądniejszych rzeczy, by zachować zdrowie psychiczne i fizyczne.

    Polubione przez 1 osoba

  13. och jak bardzo się mylisz autorze. Patrzysz na mnie i współczujesz albo gardzisz, więc wyjaśnie Ci jak bardzo się mylisz.
    ad. 1 wcale nie jest mi łatwiej osiągać wiele niż Tobie – wydaje mi się że nawet znacznie trudniej. Owszem, tata z mamą zawsze pomogą – ale powiedz mi autorze – jak łatwe dla Ciebie byłoby pójście na kurs językowy czy staż, starać się na studiach gdybyś wiedziała, że czeka Cie ciepła posadka u taty w firmie?

    ad2. patrzysz na mnie, że później przychodzę od Ciebie do pracy i później wychodzę – i chwalisz się, że Cie nie wygryzę. Jak bardzo się mylisz. Po pierwsze, jestem dokładnie w tym miejscu w którym chcę. Jestem w twojej firmie wyłącznie po to, aby zdobyć odrobinę wiedzy którą posiadasz. Dużo bardziej interesuje mnie twój przełożony i szef. To jak rozmawia z ludźmi i jak zarządza zespołem. To jak wygląda controlling w firmie, obieg dokumentów, marże, koszty, optymalizację. Nie wygryzę Cię z pracy bo nie chce. Nie po to do niej poszedłem. Gdybym chciał mógłbym to zrobić bez trudu. Mam dwadzieścia parę lat, znam jeden język więcej, nie mam dzieci ani żony. Mój organizm szybko się regeneruje. Mógłbym dużej siedzieć w pracy, pić więcej kawy zdrowiej się odżywiać i być wydajniejszy. Tylko po co? Żeby stać się Tobą? Żeby w wieku 35 lat zdać sobie sprawę, że od lat pracuję za dużo. Że ktoś mnie zatrudnił do budowanie jego marzeń? Że czeka mnie jeszcze 35 lat pracy, której nie wiem czy dam rade wykonywać, bo przy 50tce będę już mniej wydajny i wypalony? Mam dwadzieścia parę lat i nie boję się o przyszłość – zdobywam doświadczenia i zaliczam kolejne firmy, może wrócę do taty, bo nie potrzebuje budować Warszawy od nowa.

    Mam zawsze spadochron? Może mam, ale nie liczę na niego za bardzo, bo dziś jest a jutro go może nie być. W najgorszym wypadku wyląduje na jakiejś budowie pod wiedniem jakby coś naglę i mocno się spierdoliło. Żyje tu i teraz w odróżnieniu od Ciebie. Jak będę miał te 35 lat, będę miał masę różnych umiejętności, masę książek przeczytanych i masę imprez zaliczonych. A gdy zachoruję, powiem sobie ,,krzysiek – dobrze wykorzystałeś ten czas”. Ty w tej samej sytuacji zrozumiesz, że oprócz 15 lat kredytu nie masz nic a ktoś ukradł Ci życie a dla swojego pracodawcy jesteś ciężarem który firmowy prawnik szybko zrzuci.

    Polubienie

  14. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ze opisałeś może jakieś 30% młodszego pokolenia, te z samego szczytu i z samego marginesu. Pozostałe 70% to dzieci klasy średniej, ludzi którzy mieszkali w poPRLowskich blokach, ale na wakacje jechali do Włoch czy Egiptu, ludzi zapewniających dzieciom przyzwoity byt i wykształcenie, ale raczej żadnych znajomości, płatnych staży itd. Masz bardzo małe pojecie o naszym społeczeństwie.

    Polubienie

  15. „Moralność niewolników, by powstać, potrzebuje zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego, potrzebuje, mówiąc fizjologicznie, podniet zewnętrznych, by w ogóle działać – jej akcja jest z gruntu reakcją.” F.N.

    Polubienie

  16. Jakkolwiek język polski jest bogaty, to każdy kto chce go tak „pięknie” używać musi stosować się do jego zasad. Konkludując nauczcie się wreszcie, że nie ma czegoś takiego jak „Ikei” jest IKEA, dopełniacz IKEA itd.

    Polubienie

  17. Przypomniałeś mi cudowne dzieciństwo ..trzepaki, podchody i inne cudowne rzeczy , o których dzisiejsze dzieciaki nie mają pojęcia 🙂 bardzo ci za to dziękuje:)

    Polubienie

  18. Bardzo ciekawy tekst. Kiedyś mój „kolega” który wszystko ma dzięki mamie (mieszkanie, samochód, pracę, jak ją tracił to był na jej utrzymaniu itd..) jak dowiedział się, że utrzymuję się od 19 roku życia sama powiedział do mnie shit happens…Mimo tego, że jest starszy ode mnie to nie doszedł sam do niczego i cały czas jest w ciężkim szoku, że sama zarobiłam na studia, kursy językowe, wakacje, samochód i moje własne M2 :). To nie jest kwestia pokolenia tylko wychowania.

    Polubione przez 1 osoba

  19. Zgadzam się, ale przedział wiekowy trochę przestrzelony. Sam mam 24 lata i mógłbym napisać taki sam artykuł bazując na własnej biografii. Sam pracuję w korporacji i daję z siebie 100%. Miałem to szczęście, że rodzice mi pomagali, ale to mnie nie zepsuło. I wśród moich rówieśników jest wiele osób, które mogą napisać to samo o sobie.

    Polubienie

  20. Ale jaja, to słowo ‚wpierw’, występuje również w twej książce nr.2 – za każdym razem, roz-bra-ja mnie 😀 i powoduje to samo: UŚMIECH. Dzięki. Naprawdę, to ‚coś’ zaskakującego. Jako prawnik też go używasz, czy unikasz? Ale żmija co?

    Polubienie

  21. Dzieciństwo mieliśmy fajne, te trzepaki, chodzenie z kluczem na szyi, jakoś tak bardziej naturalne. Teraz dzieciństwo jest wirtualne.
    I to nasze nauczyło nas większej samodzielności – tego nikt nam nie odbierze.
    Nawet jeśli ktoś inny pozornie dostał więcej na starcie, najczęściej zawodzi w trudnościach szybciej.
    Dobry tekst 🙂
    pozdrawiam serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

  22. Ten tekst jest słaby. Od kiedy wszystko jest czarne albo białe? Jesteś biedakiem bez perspektyw albo rozpieszczonym leniwym bachorem bez ambicji? To są jedyne opcje dla naszego pokolenia? Naszego, bo sama ma 24 lata. Nie wydaje mi się. Bliżej mi do tej pierwszej grupy „dzieciaków” – wakacje nad Bałtykiem i życie od pierwszego do pierwszego, ale kończę studia, też pracuję od 3 roku, jestem w stanie sama utrzymać mieszkanie, kawalerkę oczywiście, i samochód. Kokosów nie ma, ale są perspektywy na rozwój. A w naszej prawie 40-osobowej firmie, oprócz prezesowej, wszyscy są 8-12 lat młodsi od Ciebie. Czytam tego bloga od jakiegoś czasu i zazwyczaj teksty mi się podobają, wiele przemyśleń uważam za trafne, ale ta notka mnie zirytowała. Chcesz zostać królem hejterów Czarny? 😉

    Polubienie

  23. Zawsze czytalem wpisy na tym blogu i niejako się relaksowałem, to co tutaj było napisane czasem miało sens, czasem było przecwaniakowane ale koniec końców zawsze przyjemne w lekturze. A czytając ten wpis mam wrażenie że autor wyżej sra niż dupę ma, i to do tego bolącą… Mam dwadzieścia parę lat i nie wpisuję się w Twój ani jeden ani drugi obraz. Poza tym, dzieciństwo wspominam podobnie – może po prostu w latach 90 już nie za często zaglądałeś na swoje podwórko i nie wiesz że niewiele się tam zmieniło, „starcze z doświadczeniem”

    Polubienie

  24. Rownież sie z Tobą nie mogę zgodzić. Mam 20 lat, czasy mojego dzieciństwa wspominam podobnie do Ciebie – tez miałam swoje „podwórko”, które rządziło sie swoim prawem, biegałam z klucze, na szyji i wracałam do domu jako 7latka po 20 lub gdy mama zawołała mnie z okna. Teraz też jest inaczej niż Ty to przedstawiasz. Z jednej strony moje zycie wpisuje sie w sytuacje numer 2. Do prywatnej szkoły jeździłam taxówka, nie brakowało mi pieniędzy na normalne zycie, na wakacje jeździłam na Wyspy Kanaryjskie czy do Maroko. Z drugiej jednak strony uważam, ze w dobie tak bardzo rozwiniętej techniki i co sie z tymwiaze możliwości oraz łatwości dostępu do informacji moje pokolenie ma trudniej. Na rynku jest coraz większa konkurencja, coraz trudniej jest sie wybić takiemu szaremu człowiekowi. Swiat pędzi. Trzeba dawać z siebie 200% i wszystkie te tendencje sie pogłębiają. Zpracy w każdej chwili rodzice – w przypadku 20 łatki – mogą byc zwolnieni z pracy i wtedy nie ma za co opłacić kredytu za dom, akademika dla dziecka, etc. Moje pokolenie zyje w strachu o swoj byt. Wsyzstko tak szybko sie zmienia, ze nic mie jest pewne. Raz jestes na gorze raz na dole i nie ma czasu na bycie średniakiem. Trzeba dawać z siebie wsyzstko, bo inaczej wylecisz z gry.

    Polubienie

  25. Nie wszyscy są tak zepsuci, jak się wydaje i w dzisiejszych czasach nadal nie każdy ma bogatych rodziców, którzy mu we wszystkim pomogą na starcie. Są jeszcze ludzie którzy sami pracują na swój sukces. Na Erasmusa pojechałam tylko i wyłącznie dlatego, że grant wystarczał na przeżycie poza Polską. W dodatku był to mój pierwszy pobyt za granicą. I poradziłam sobie, bez najlepszego telefonu z nawigacją, nie zaginęłam, a przy dobrym planowaniu wydatków mogłam sobie pozwolić na drobne podróże.
    Sądzę, że gdyby zabrać ludziom których spotkałam ich wszystkie iphony, macbooki i kasę od rodziców, nagle przeżyliby traumę. Trochę mi szkoda takich ludzi.

    Polubione przez 1 osoba

  26. Kolejny raz: nie umiem doczytać do końca tekstu z tyloma błędami interpunkcyjnymi, nie wierzę, że jego autor jest prawnikiem. Robisz nas w bambuko, Czarny.

    Polubienie

  27. Taki trochę buntowniczy ten wpis i na siłe sentymentalny, Czarny. Twardziel w życiu i bulterrier w korporacji. Jesteśmy równolatkami. Ja też mam kredyt, zasuwam w korporacji. Nikt mi nic nie dał, średnie miasto, wydział prawa 🙂 rodzice niewiele pomogli w wychowaniu a wręcz odebrali pewność siebie, sprawczość, radość życia. Różni nas chyba to, że mam kochającą rodzinę (żona, dzieciaki), a przez to może mniej frustracji i żalu do pezeszłości, czasów i wychowania.

    Lubię Cię i trzymam za Ciebie kciuki. Jesteś fajnym, wrażliwym człowiekiem. I masz pełną świadomość, że prawda i szczęście to nie pogoń za kasą. Nie będziesz na starość chwalił się dealami, które robisz dla kolejnych funduszy, ale tym co dałeś innym. A dajesz sporo, piszesz dużo prawdy o nas, świecie, widzisz to dobrze. Pozdrawiam,

    Polubienie

  28. A może by tak autor spróbował wziąść się w garść? Czytam bloga od dawna (od bardzo dawna nawet, od tak dawna że na bloga mówiło się blog.pl), zaliczyłem obie książki, ale ostatnimi czasy mam wrażenie że autorem jest Paolo Coelho. Z zaburzeniami erekcji.
    IMHO dryf w stronę poradnika dla młodych, zagubionych panien nie wychodzi Ci na dobre (przynajmniej literacko, może są z tego jakieś inne korzyści, nie wiem). Jak dla mnie najlepszą częścią pokolenia byly historyjki z życia korposzczurów, sądzę też że wbrew pozorom lepiej się nadają do przemycenia ważkich przesłań, jeżeli za takowe uznamy „kiedyś było inaczej a wszyscy i tak pomrzemy”

    Polubienie

  29. Chyba coś nie do końca zgadza się w tym tekście. Jasne, rozumiem konwencję, wszystko powinno być w miarę możliwości czarne albo białe. Szkoda tylko, że tak nie jest i nie można sobie tak łatwo i przyjemnie podzielić dwudziestolatków na dwie grupy. Mi już trochę bliżej do trzydziestki, niż do dwudziestki, ale niestety jeszcze przez parę lat się łapię do tej kategorii. Może dlatego tekst odrobinę mnie zirytował.

    Moi rodzice na zarobki nigdy nie narzekali, chociaż nie mieszkałam na osiedlu ze szlabanem, tylko w domu (faktycznie nie nosiłam klucza na szyi. Są lepsze miejsca do noszenia klucza). Od zawsze uczyli mnie, że mam na wszystko zapracować sama. Nie było załatwiania niczego, nie było instytucji określanej tu jako „spadochron”. W wakacje od czasów LO pracowałam, od 3 roku studiów już na stałe. Dodam może jeszcze, że pracować lubię, ale nikt mi nie wmówi że przechwałki, kto w pracy przychodzi wcześniej i zostaje dłużej są normalne. Nikt mi nie załatwił stażu, praktyk ani pracy. Nie dostałam samochodu ani mieszkania, ale ze smutkiem przyznam, że lubię od czasu do czasu zjeść na mieście. O, i mogę wziąć kredyt. To co, wpasowuję się do którejś grupy czy jednak nie? Powinnam się skarżyć na złe traktowanie przez rodziców?

    Ludzi takich jak ja jest więcej, naprawdę. Szczerze mówiąc, to wśród dwudziestolatków których ja znam to jest właśnie największa grupa. Ale zawsze można próbować kogoś oczernić, czerpiąc całą wiedzę zapewne z łzawych historyjek pisanych na łamach Wyborczej „mam dwadzieścia parę lat, skończyłam trzy kierunki studiów i podyplomówkę, zarabiam 800 zł i jestem nieszczęśliwa, bo rodzice zrobili ze mnie ofiarę życiową!” ;).

    Polubienie

  30. Twój wpis przypomniał mi jako żywo, kazania naszego proboszcza w czasie niedzielnej sumy. Z czasów kiedy jeszcze chodziłem do kościoła. Czemu? On tez wiele słów kierował do nieobecnych.

    Tak, myślę że taki tam Zenek z klatki czyta Twój blog. Wrócił z roboty na budowie, wyskoczył poruchać w aucie, obalił ze trzy browary z kolesiami na ławce przed blokiem a teraz gapi się w ekran i z CZYTA… Taaa……

    No i pampersy też czytają.
    Najpierw wyskoczyli na miasto, popiwkowali ze znajomymi, chodzą na fitnesy, bzykają swoje laski/facetów i cieszą się życiem, którego my w wielu wypadkach, siedząc w swoich korpo-biurach nie mamy. A po tym wszystkim wracają późnym wieczorem do domu, siadają do kompa i wgłębiają się w lekturę, której nie rozumieją i którą, powiedzmy to sobie szczerze, mają w dupie.

    Zapewne…

    A tak, jestem trochę starszy ale najwyraźniej dzieciństwo mieliśmy bardzo podobne.

    Polubienie

  31. Życie w epoce PRLu uczyło kilku umiejętności – elastyczności, wytrwałości w dążeniu nawet do małych celów (dziś mówimy, że są małe, kiedyś rower to było coś), budowania instynktu przetrwania oraz pracy zespołowej. Tego dziś nie uczy nikt poza być może harcerstwem. Późniejsze pokolenie tego po prostu nie zna. Czy jest z tego powodu gorsze? W normalnych warunkach – nie. Ale wystarczy naprawdę poważny problem i okazuje się, że ludzie urodzeni w latach siedemdziesiątych radzą sobie znacznie lepiej od dziesięć-piętnaście lat młodszych.

    Polubienie

  32. Posłużę się językiem autora : pierdolenie!
    Moja córka ma 22 lata. Pracuje na dwóch etatach żeby zarobic na studia i dołożyć sie kosztów. Tak, mieszka ze mną ! Wcale nie ma łatwiej w życiu dlatego, że urodziła sie w latach 90-tych. Owszem jezeli chodzi o techniczne nowinki i takie tam , to pokolenia ma łatwiej. Ale czy oby na pewno sa , jak wynika z tekstu, nieudacznikami liczącymi tylko na pomoc rodziców? Nie sądzę.
    Porównywanie poziomu życia z czasów kiedy ja byłam w jej wieku , do poziomu zycia ow obecnych czasach , a raczej możliwości jakie mają teraz , jest idiotyzmem. To jakby mieć pretensje do do własnych rodziców, że nie poczekali z poczęciem nas do XXI wieku .
    Poza tym , jedna najważniejsza sprawa, której zawsze swoje dzieci uczyłam, CHCESZ COS OSIĄGNĄĆ W ZYCIU TO RUSZ DUPĘ I NIE CZEKAJ AZ CI KTOŚ DA !
    Myślę , że ta rada jest ponadczasowa 😉
    Pozdrawiam 😉

    Polubienie

  33. A ja ewidentnie widzę,że próbujesz się ze mną poklocic na forum ,za wrzucanie wszystkich ( zwłaszcza pokolenie20+ ) do jednego wora- nie dam się sprowokować!!
    Zawiodłam się na Tobie Piotrze!:)
    Skoro chcesz nas oceniac,przeanalizuj jeszcze raz spoleczenstwo 🙂
    W grupie 20+ są ludzie,którzy nosili na smyczy klucz 🙂

    Pozdrawiam
    Aśka
    :p

    Polubienie

  34. Ogólnie lubię czytać twoje teksty, dużo w nich trafnych spostrzeżeń. Ale ten jest chujowy, odrealniony. Odnoszę wrażenie, że oceniłeś i poszufladkowałeś tych dwudziestokilkulatków na podstawie swoich własnych, niczym nie potwierdzonych stereotypów, które w tym konkretnym przypadku opisują jakies 10% tej społeczności.

    Polubienie

  35. Napisałeś post chyba jednak o nastolatkach, nie dwudziestoparolatkach 😉

    Ja mam 28 lat, pochodzę z takiego samego miasta i tak samo z podobno najgorszego osiedla. Historie o dziwnych sąsiadach, pijakach na ławkach, ognisku w mieszkaniu, krzykach i awanturach osiedlowych znam bardzo dobrze.

    Mam też doświadczenie w noszeniu klucza na szyi, zasłanianiu się na mieście „ważnymi” ksywami, ganianym po piwnicach, rzucaniem we wszystko mirabelkami, pozowaniu z tandetnie przebranym mikołajem i skakaniem z huśtawki kto dalej, mimo betonu i piachu wokoło (jakoś nikomu wtedy nie przeszkadzały strupy, siniaki i zadrapania, bo każdy na ośce coś tam sobie poobijał skacząc z drzewa). Wiem co to jest walkman i uwaga mam go w szafie do tej pory, pamiętam czasy gdy na MTV była muzyka, a pomarańcze kojarzą mi się ze świętami. Do szkoły śmigałam na piechotę, potem jeździłam autobusem, który jeździł raz na godzinę. Czasem jeździłam na wakacje – maluchem i to pożyczonym od dziadków. Spokojnie wchodzi do niego 5 osób, a bagaże można przywiązać sznurkiem do dachu 😉

    Kiedyś też postanowiłam się wyrwać i spróbować osiągnąć więcej niż dyplom z siedzenia na ławce lub przystanku. Uczyłam się dzielnie. Na studia pojechałam do Warszawy. Wiedziałam, że sama będę musiała na to zarobić bo wybrałam dla mojej mamy za drogie miasto. Od 1 roku studiów (dziennych – sama wawa już była dla mnie droga, bezpłatne studia były jedyną opcją) pracowałam wieczorami i weekendami. Robiłam mało rozwijające i ambitne zadania, ale uczące ciężkiej pracy i szacunku do pieniędzy. Staże w firmach w których można się było rozwijać też zaliczyłam w trakcie studiów np. w Operze Narodowej, ale oczywiście wszystko z darmo. Wiem co znaczy gdy kończy się kasa, a rachunki czekają – to mnie nauczyło gospodarowania kasą, ale też umiejętność wydawania ich czasem na przyjemności – w końcu to nie pieniądze dają szczęście, tylko to co możesz za nie kupić.

    Od 6 lat pracuję w jednej firmie w mediach. Zaczęłam od stażu na 3 miesiące za marne grosze. Udowodniłam, że jestem wartościowym, szybko uczącym się pracownikiem i znalazło się miejsce na śmieciówce co prawda z marną kasą, ale jednak z błyskiem w oczach przełożonych. Pokazałam z czasem, że świetnie radzę sobie mimo lawirowania między zajęciami na uczelni, a zadaniami służbowymi – zapracowałam na szacunek i uznanie. Długo walczyłam by zarabiać więcej i więcej i dostać normalna umowę. Przychodziłam wcześniej, siedziałam do nocy, kiedy pracownicy w twoim wieku dawno byli w domu. Dziś planuję strategię promocji brandów, tworzę koncepty kreatywne, koordynuję pracę innych i wiem że wszystko co osiągnęłam zawdzięczam zawzięciu i ciężkiej pracy. Nie zatrzymuję się ani na chwilę. Teraz swoją pracę łączę z rozkręcaniem własnego biznesu i studiami podyplomowymi na specjalizacji, która mnie zawsze interesowała (bo dopiero teraz mam kasę za to zapłacić). Teraz jeżeli tylko mogę wychodzę z pracy o 18.00 nie muszę nikomu udowadniać, że jestem niezastąpiona (nikt nie jest), robię swoje najlepiej jak umiem, znam swoją wartość i zwyczajnie warto mieć trochę czasu by żyć. Pracujesz by żyć, nie żyjesz by tylko pracować.

    Meble w każdym wynajmowanym pokoju i mieszkaniu miałam z Ikei. W swoim własnym też takie mam bo je lubię i nie widzę potrzeby wydawania więcej na meble. Kredyt też mogę sobie spokojnie wziąć na wszystko, a jedyna różnica między nami jest taka, że masz większe doświadczenie, bo zwyczajnie dłużej żyjesz. Więcej za Tobą czasu, doświadczeń, chwil, wyciągniętych wniosków, wzlotów i może też upadów, a przede mną więcej czasu by jeszcze to wszystko przeżyć.

    I uwierz mi nie jestem wyjątkowa, sporo jest takich dwudziestoparolatków. Tak jak i w twoich rocznikach są też dupki, lenie i karierowicze, ale pracowitych ludzi też kilku znajdziesz. Wbrew pozorom pokolenia się wcale tak dużo od siebie nie różnią.

    pozdrawiam,
    Agata

    Polubienie

  36. Szczerze powiedziawszy, po przeczytaniu tego wszystkiego można współczuć tylko Tobie. Bo choć jest w tekście troszkę prawdy, to głównie i tak widać jak wylewa się z Ciebie nie uzasadniona wyższość swojego pokolenia. I.. albo jakieś głupie zaślepienie jak jest dziś, albo pełna ignorancja. Nie wiesz jak część „dwudziestolatków” żyła w młodości i żyje dziś. Każdy z opisanych przez Ciebie przykładów (włącznie ze swoim) wydaje mi się banalnie prosty. Uwierz, że są ludzie aby się usamodzielnić i czegoś dorobić musieli przejść sporo więcej, przy okazji odrzucając pewne dobra. I jestem pewien, że praktycznie w każdej dziedzinie dało by radę zastąpić tych z „starszego pokolenia”, bo nie ma ludzi nie zastąpionych.

    Polubienie

  37. A ja jestem z małego miasta, którego szczerze nienawidzę. Byłam kochana i zadbana, więc nie nosiłam kluczy na szyi, bo zawsze ktoś na mnie czekał. Widzisz są rzeczy, których kupić nie można ja je dostałam. Rzadko, bardzo rzadko bywam sobą, to takie passe i mogłoby zaszokować co niektórych. Dlatego nigdy nie napisałabym takiego tekstu jak Ty. Staram się dobrze bawić w schizofrenie, ale zachować jakiś dystans do tego co tworzę w swojej głowie. Poza Bogiem w niewiele już wierzę. Jeśli jesteś pisarzem jak tu piszą to ciekawa jestem, na którym miejscu na Twojej liście jest ta emanacja (blogowa). Jeśli masz wszystko na kredyt to zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś żebrakiem? Jestem z Twojego pokolenia, ale widzę że ludzie w wieku 20-25 są rozgarnięci. Najgorsze jest „pokolenie Jana Pawła”, hejterzy, ateiści, ludzie skrajnie roszczeniowi, gdzie tylko się pojawią. Przekonani o swojej wyższości nad światem i boleśnie głupi, aż czasem myślę jaka to zemsta dziejów i cholerna ironia losu nazywanie tych ludzi „pokoleniem Jana Pawła”. Paktofonikę odkryłam dopiero niedawno… zachęciła mnie taka dziewczyna, której głównym zajęciem jest robienie „dzióbka” mówiąc, że to gówniane klimaty. Jak widać inspirację można znaleźć wszędzie. Jakie masz plany na resztę życia? Bo wiesz kiła to jednak nie jest dobry pomysł. Co prawda jest popularna i sporo ludzi ostatnio ją sobie zafundowało, ale to droga donikąd. Ja zamierzam się dobrze bawić. Pieniądze w życiu nie są czymś stałym. Zakładasz, że inni sobie odpuścili? Jak widzę nie znasz przysłowia: jak się urodziłeś pod stołem to na stół nie wyjdziesz. Nie słyszałeś też o wciąganiu drabinek, albo tego nie widzisz. Kiepsko jest mieć mózg i urodzić się biednym. Bogate tępaki wyczuwają cię od dzieciństwa i zabierają wszystko co mogą ci zabrać. Możesz co najwyżej zaczarować rzeczywistość (jest na to paragraf, którego nie podam, a dla ułatwienia nazwijmy to magią) ale życie przynajmniej kilka razy narzyga ci na puchową pierzynkę. Na twoim miejscu nie wierzyłabym w pieniądz i to, że dzięki niemu jesteś kimś lepszym. Czy wiesz, że skoro jesteś pisarzem to każdą Toskanię masz w swojej głowie? Kiedyś uderzysz w mur i przekonasz się, że nie kupisz popularności, miłości, mądrości i nieśmiertelności. Znajomości też Ci tego nie załatwią, bo w końcu ilu znajomych kupi Twoją książkę? Kiedy ją napiszesz jeśli tyle pracujesz? Bo przecież pieniądze dają ci kopa. Kim byłbyś bez nich? W nich i swoim sukcesie upatrujesz własnej wartości. Chcesz być pisarzem? Spadnij na samo dno, nie bój się, odpuść sobie. Kto nigdy nie tęsknił do dna i nie bał się tego, że tam spadnie? Na wszystko patrzę dziś inaczej. Przykład. Ona robi sobie tatuaż po zakończeniu związku lub dla faceta, który jej nie szanuje i zmusza do puszczania się? Dobry sposób by ukarać siebie, lepszy niż nacięcia, bo nie wezmą cię za świra. Wizerunek jest bardzo ważny. Itd, itd., tak to jest, jak się w nic nie wierzy zaczyna się podejrzewać, że wszystko ma jakieś drugie dno. Młodszym pokoleniom najwyraźniej dobrze zapadł w pamięci cytat:” nigdy się nie przyznawaj, do niczego… a jak cię złapią za rękę mów, że to nie twoja ręka.” W tych czasach to dobre rozwiązanie.
    Ps. Fajne są historie ludzkie, ale nie zatrzymuj tylko tych z dzieciństwa, teraz wokół ciebie też są bohaterowie. Nasze pokolenie nie znało wielu niebezpiecznych zabaw z mózgiem, a to nowe nawet nie wie ile ryzykuje. Dla nich kościół katolicki to sekta, więc skoro tylu ludzi jest w tej sekcie i jakoś żyje to można wybrać jakąkolwiek inną. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, która kończy się w jakimś parku w jakiś „Tworkach”. Oni na wszystkie lekkie mówią: „maryśka”, potem skaczą z balkonu, wpadają pod autobus lub jeśli mają fart idą na kurację do jakiś „Tworek”. To też są ciekawe historie. Bez happy endu.

    Polubienie

  38. Też mam 20-par lat, i tez biegałam z kluczami na szyi 🙂 Biegaliśmy po podwórku, bawiliśmy w chowanego, graliśmy w klasy, ziemniaka, syfa, itd. Wychowałam się na osiedlu gdzie mieliśmy kilka metrów zielonej trawy, ale często przebywałam też w okolicach centrum – u dziadków. Nie wiem czy to akurat przypadek, czy norma, że doszło do zderzenia światów. Okolice dziadków – czyta patologia (a to ulica przylegająca do rynku), u mnie tego nie było. Nie mam bogatych rodziców, ojciec musiał zapier**lać po 16 godzin, by utrzymać 4 osobową rodzinę, odłożyć kasę na remont i auto. Kiedyś zazdrościłam dzieciakom kasy, oryginalnych butów, nowego zegarka lub roweru (takie były czasy, że na komunię dostawało się rower, encyklopedię i trochę kasy, którą i tak rodzice zazwyczaj wydawali na coś praktycznego. Teraz dziękuje że urodziłam się w roku 1990. To co mam zawdzięczam sobie, studia połączyłam z pracą, w wieku 20 lat odcięłam pępowinę od rodziców i zamieszkałam w centrum mojego miasta. Patologia wciąż zbiera żniwo, nie to co na zielonym trawniku pod oknami moich rodziców. Wybaczcie tych których skrzywdzę, ale moim zdaniem dzieciaki po 98 roku to buractwo.

    Polubienie

  39. nasze pokolenie 20kilku latków (sama jestem dopiero przed 23) nie dzieli się na 2 grupy, ale co najmniej na 3. Trzecia to ludzie, którzy żyli wygodniej, lepiej, ale podejście do pracy mają „staromodne”. Pracę znalazłam na początku drugiego roku, przez pół roku robiłam prawie za darmo teraz zaczęłam kolejny kierunek (notabene prawo a jestem grafikiem 🙂 ) i wynegocjowałam pensję dzięki której mogę utrzymywać się sama. Od rodziców nie dostaję nic, mają kasę i mogliby by (a właściwie ojciec) pomóc ale tego nie zrobią. W pracy jestem 24/7, wychodzę ostatnia i do szału doprowadzają mnie z kolei ludzie pokolenia 40+, którzy potrafią jak mantrę powtarzać „Ty możesz zostać dłużej w pracy, Tobie to nie robi ja mam DOM”. A ja nie? Rachunki, zakupy, ogarniam między kolejnymi zleceniami. Denerwują mnie przy tym Ci wszyscy roszczeniowi młodzi, przez co o naszym pokoleniu mówi się, że tylko wyciąga ręce i żąda a nic od siebie nie daje. Nie każdy spędza studia głównie na piciu, ew. dorywczej pracy na więcej picia a potem po skończeniu studiów oczekuje, że za sam papierek „magister” (na który nie trzeba się bardzo napracować” mają mu dać pracę za 5tys. miesięcznie.

    Polubienie

  40. Pan IKEA znowu się popisał. Tym razem opisał swoje pochodzenie, skąd wyrasta i do czego go to doprowadziło.

    Pytanie zasadnicze: „(…) Dziś wyjaśnię dlaczego mnie nie zastąpisz w pracy”.
    Odpowiedź pana IKEA: „(…) Kiedy wybija 18 – już ciebie nie ma. Zostaję w firmie tylko ja i kilka innych osób w moim wieku. My przychodzimy wcześniej, wychodzimy później i ciągle jesteśmy bardziej wydajni.

    Oczywiście zazdroszczę ci, że masz bardziej wyjebane, tak samo jak ty zazdrościsz mi innych rzeczy.

    Synonimem „życia jak ludzie“ w tym kraju jest samochód, wakacje w Toskanii i jedzenie na mieście. Samochód i mieszkanie dostałeś od rodziców. Mamy te same meble z Ikei w mieszkaniach.

    Jedyna różnica między nami jest taka, że ja mogę wziąć kredyt na wszystko. A Ty nigdy nie chodziłeś z kluczem na szyi.

    Nie przejmuj się. Kiła, sraczka, plagi i zaraza, i czas do śmierci nam jakoś zleci.”

    Panie C., po tym co pan tu nasmarował wynika, że niestety, ale czuje pan oddech młodszych od siebie. Pan w korpo ma już z górki. Tyrał pan tyle lat, ale jak na razie żadnego awansu. Stał się pan wyrobnikiem na najniższym szczeblu korpo. A to oznacza, że zapieprza pan 12 i więcej godzin za namiastkę szczęścia na kredyt. Inni w tym czasie nawiązują sensowne znajomośći, zakochują się i kochają, tworzą rodziny, mają dzieci a pan tymczasem zapieprza na to, żeby pojechać do Toskanii, żeby potem na fejsiku się tym pochwalić. Z faktu, że się pan urodził w epoce Edwarda nic nie wynika dla dzisiejszego czasu. To samo jeśli chodzi o te bajdurzenie o kluczu na szyi. Co to ma niby udowodnić?
    Czuje pan niebezpieczny oddech młodszej od siebie KONKURENCJI, która za chwilę pana wygryzie z pracy a wtedy może się okazać, że skończy pan jak ta pańska Krysia. Facet, ogarnij się trochę a nie zachowuj jak Wojewódzki.

    Polubienie

    1. Panie Raven jak zwykle trafiony i spojny komentarz ,po prostu można od razu się domyslic ze panikea to już podstarzaly kawaler w wieku mojego tatusia .Boi się ,ze wkrótce nie nastarczy sil żeby nadązyc za tymi co nie tylko młodsi ale i z odpowiednim zapleczem .Tak dziś liczy się zaplecze wiele firm zatrudnia dziś osoby wewnętrzne wręcz tworza się klany typu kolega kolegi kuzyn kuzynki kuzyna .Jeśli jest ktoś dobry w fachu nie będzie się bal gorzej jak jakas oferma i mazgaj albo madrala bez piątej klepki dostanie się na stanowisko żadne tu plecy nie pomogajak cos spartaczy sam wyleci albo mu inteligentniejszy podlozy noge,i zegnajcie kajmany i teneryfy.Jak mawia medzrzec jest czas na lowienie ryb i suszenie sieci fakt , czy w dzisiejszym szybkim tempie wogole będzie czas na odpoczynek pelny i wolny? A te wpisy na blogu ok niby sa ale znam blogi gdzie jest tych wpisów ponad 160 szczerze i są to blogi ludzi z pasja a jaka pasje tu widać kogo ten blog opisuje , o jakich doświadczeniach opowiad o laskach robiących laski albo facetach niby prawnikach o zgrozo wyznających zasade bezprawia .No ladnie bym wyszla ida c z porada do takiego prawnika z korpo panaikei .pomyślcie autor ma tyle wspólnego z prawem co Eskimos z kokosem lub co murzyn z morsem .Nie jest prawnikiem jest antytezą prawa .A może prawem jest wmaweianie ludziom ze to dobry sposób na zycie .Taka korporacje z takimi prawnikami należałoby pozbawić wszelkich uprawnien i możliwości jakichkolwiek poprawek .Partactwo jednym słowem i h….j z takim swiatkiem.

      Polubienie

  41. Patrzysz z góry na młodszych od siebie, myślisz, że jak nie mają problemów Twojego pokolenia to nie maja problemów wcale. Każdy swój krzyż nosi, każdy walczy co dzień o przetrwanie. Bogatszy też ma trudności w osiągnięciu szczęścia, które w przypadku biedniejszych jest niewyobrażalne.
    Dla mnie największą wartością jest rodzina i przyjaciele. Matka pracuje we Francji, ojciec jest Włochem i znam go od kilku lat. Jest mi z tym bardzo ciężko, a mam przecież mieszkanie i samochód, więc niby powinienem być szczęśliwy… Każde czasy rządzą się swoimi prawami, każde generują trudności…
    Spodziewałem sie po Twoim artykule, że dowiem sie czym różnią się nasze pokolenia, a nie wniosłeś nic niesamowitego w ten rodzaj dyskusji… Pozdrawiam

    Polubienie

  42. Jestem dzieckiem z blokowiska; nie słuchałam Paktofoniki, zawsze lubiłam alternatywną muzykę; u mnie w domu słuchało się trójki. Biegałam z kluczem na szyi i opiekowałam się młodszą siostrą oraz gromadką innych dzieci z osiedla. System edukacyjny eksperymentował na mnie tak, że nie zmieniając budynku zmieniłam 3 razy szkołę. Moich rodziców nie było stać na moje studia, ale to zrozumiałam po pierwszym roku (w swoim egoizmie byłam przekonana, że mi się należą) i zaczęłam pracować. Umowy śmieciowe, ale też pozowałam nago adeptom malarstwa, pracowałam za jedzenie w różnego rodzaju fundacjach, czasem byłam dokarmiana przez znajomych. Nauczyłam się elastyczności i adaptacyjności, ale stałam się tułaczem. Po pół roku w jednym miejscu nachodzi mnie poczucie nietakości, potrzeba zmiany. Zwykle wystarcza zmiana dzielnicy (nie stać mnie na kredyt mimo, że pracuję w korporacji, nie mam nic własnego), czasami posuwam się do zmiany miasta. Mój rekord to 28 dni pracy bez przerwy po 14 godzin dziennie, potem łapie doła i staję się rozhisteryzowana, czasem płaczę. Pomaga dużo snu oraz ciasto francuskie. Od jakiegoś czasu nie robię nadgodzin; chyba, że uznam je za konieczne. Mam inny punkt ciężkości w swoim życiu – pracę mogę stracić w każdej chwili, więc skupiam się na zdobywaniu tego, czego nikt nie jest mi w stanie odebrać.
    Mój chłopak dostał kawalerkę od rodziców, ma stabilne zatrudnienie, nie robi nadgodzin, wychodzi po 7,5 ponieważ nie zostaje na przerwie obiadowej. Mogłabym się do niego wprowadzić, ale wtedy bym mu zawdzięczała dach nad głową. Mieszkamy więc oddzielnie, życia mamy oddzielne, czasem łączymy się naskórkiem w jednym miejscu. Tak wybrałam.
    Wiem, że w każdej chwili mogę stwierdzić, że chcę wyjechać, że chcę zostawić to, co robię w tej chwili i odejść. Zostawiam więc furkę.
    To nie problemy z bliskością, z oddaniem się drugiemu człowiekowi; nie raz z miłości skakałam na główkę nie widząc dna; pewnie dlatego jestem miłosną kaleką.
    Nie determinuje nas klucz na szyi, nie determinują rodzice, nie determinuje środowisko. Moja siostra wychowywała się w takich samych warunkach jak ja. Ma pracę, narzeczonego, mieszkanie. Nie pracuje w korporacji, nie robi nadgodzin, na wiele nie będzie jej stać. Jednak nie ma tego poczucia ciągłej pogoni za czymś.
    Myślę, że jest szczęśliwsza.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Jest moją siostrą 😉
        A tak poważnie, jest spokojniejsza ode mnie; potrafi odpoczywać; nie szkoda jej czasu na sen.
        A ja siebie ciagle czeszę pod włos. Wychodzę ze strefy komfortu.
        Zrobiłam z życia cykl projektów SMARTa.
        Zaplanowana spontaniczność.
        Chaos kontrolowany.

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do ewka.94 Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.