Jestem ze średniej wielkości miasta i sam zawdzięczam wszystko sobie. Sobie, zbiegom okoliczności i dacie urodzenia.

Urodziłem się w czasach pana Gierka, który wziął duże kredyty a później sobie poszedł. Blok w którym mieszkałem był wojskowy, czteropiętrowy, z brzozami dookoła. Darzę go pewnym sentymentem. Sąsiadów miałem dziwnych. Piętro nade mną mieszkała pani Krysia. Dziabnęła męża nożem po pijaku. Nabił się na niego 24 razy, odsiedziała bodaj siedem czy dziewięć lat.

Do tej pory już nikogo nie zabiła więc w jej wypadku resocjalizacja chyba odniosła sukces.

Dzieciństwo było psoko mimo, że dzielnica chujowa. Podobno najgorsza w mieście, W bloku obok mnie trzech kolesi wyrzuciło laskę przez okno. Kolesie wpierw pili. Później ją zgwałcili i porysowali nożami. Wreszcie uczyli ją latać z drugiego piętra.

Była pojętną uczennicą i przeżyła. Chodziła później dumna i drżąca bo ja pokazywali w telewizji. Była to epoka jeszcze przed Big Brotherem, chociaż teraz jest już pokolenie, które nie wie nawet co to Big Brother.

Do szkoły miałem często na 13.20, bo klas było dużo (ja byłem w „e”, a za mną były jeszcze „g” i „h”). Chodziłem po podwórku z kluczem na szyi.

Nie, nie czułem że może mi się coś stać. Tak, mając 7 lat wracałem do domu po 20.

Na osiedlu było jak to na osiedlu. Latem ludzie pili na ławkach do 3 rano. Wiosną i jesienią krócej. Ktoś naprawiał samochód. Ktoś go kradł. Dzieci krzyczały i właziły na wierzby, bujały się na gałęziach zrywając i liście i gałęzie. Emeryci wygrażali gówniarzom pięściami. Ktoś rysował chuje po klatkach. Sąsiadki dyskutowały nad złą kondycję młodzieży. Młodzież dyskutowała nad złą kondycja psychiczną starszych kobiet wyzywając je od pierdolniętych kurew.

Od czasu do czasu był włam do piwnicy, bo ktoś potrzebował weków do popitki pod flaszkę.

Ludzie wykazywali się swego rodzaju prawem naturalnym. Nazwijmy to w uproszczeniu moralnością. Byłeś miejscowy to mogłeś chodzić najebany po osiedlu z portfelem na wierzchu. Byłeś obcy to nawet trzeźwy dostawałeś po ryju i zabierali ci kasę. Jak szedłeś po mieście ulicą i ktoś cię zaczepiał żeby zdefasonować ryj i zabrać gumofilce marki Relaks, to wpierw się pytał: skąd jesteś? Jak odpowiedziałeś, że ze Słodkich i znasz dajmy na to Bulego, Łysego, Grubego i Parówę to zazwyczaj dawali Ci spokój. Ewentualnie bili słabiej, na wszelki wypadek, bo nie wiedzieli kto im będzie oddawał.

Wiesz, moi rówieśnicy są mniej więcej jednorodni.

Do przedszkola poszedłem kiedy miałem 3 lata. Wpierw była ósemka później 25. Była zupa mleczna, kotlet mielony, budyń i buraczki. Jak teraz czasami rozmawiam ze znajomymi jak wspominają tamte czasy to historie wszystkich są takie same. Nawet zdjęcia są takie same. Przebrana przedszkolanka z biała brodą z waty i czerwonym kostiumie Mikołaja trzyma cię za rękę. Ty trzymasz w ręce paczkę. W paczce zazwyczaj była w niej pomarańcza i coś co przypominało dzisiejszą czekoladę.

Do pewnego momentu wszyscy też mieli to samo.

Ty jesteś inny.

Z grubsza można ciebie i twoich rówieśników podzielić na dwie grupy, Cześć z was pochodzi z tego co nazywa się Polską B. Wasi rodzice nie zrobili „kariery”. Po prostu są. Pewnie nie mają studiów. Pracują gdzieś tam, zarabiają coś tam, w wakacje na działce robią grilla.

I robisz go też Ty.

To nic złego. Zawsze uważałem, że lepiej nie mieć kasy a być szczęśliwym niż żyć w szklanych gabinetach pełnych złudzeń.

Łoiłeś browar przed klatką, może słuchałeś Paktofoniki. Wczasy jak dobrze poszło były nad Bałtykiem. Dużo piwa, jakieś panny, szczanie do morza.  

Teraz możesz pracować w jakimś sklepie albo na budowie, dostawać jak dobrze pójdzie pensję minimalną. Wydymać jakąś laskę w samochodzie, gdzieś w lesie.

Masz pewnie w głębi duszy poczucie, że wszystko wygląda nie tak jak powinno.  Nie ta szkoła, nie ta praca, nie ta kobieta, nie to życie. Życie miało być w kolorze soul red i w błyszczącym opakowaniu. Nie gardzę Tobą. Współczuję ci.

Jak miałeś/aś fart to twoi rodzice mają trochę szmalu więc mieszkałeś na zamkniętym osiedlu ze szlabanem a starzy odwozili cię do pracy, bo świat to w końcu strasznie niebezpieczne miejsce.

Pewnie mieli swoją firmę co? Albo byli pierwszą falą korporacji.

Wszędzie ktoś cię woził i odbierał.  Owszem zobaczyłeś wcześniej wiele rzeczy, które ja nadrabiam przez całe życie. Byłeś wcześniej za granicą, wcześniej niż ja widziałeś Alpy, kilka muzeów, dużo filmów, mogłeś więcej czytać, znasz więcej języków, pewnie zaliczyłeś Erasmusa (chciałem, ale wiesz jak na trzecim roku dostajesz propozycję pracy, dzięki której możesz się uniezależnić od wszystkich, to właściwie nie masz wyjścia).

Zazdroszczę ci.

Rodzice pewnie po studiach załatwili ci staż, nie? Wiem, widuję takich jak Ty codziennie. Współczuję im.

Nie, oczywiście, nie jesteś lepszy ode mnie. Wiesz, żeby być lepszym trzeba mieć doświadczenie. A Tobie – i mówię to ponownie z zazdrością brakuje pewnej determinacji.  Chyba chodzi o to że ty nigdy nie musiałeś walczyć?

Nie wiesz jak to jest kiedy jesteś przyparty do muru. Musisz zapłacić za wynajętą chatę albo zdechniesz. Musisz zarobić kasę albo zdechniesz z głodu, bo starzy ci nie dadzą.

 A ty? Masz zawsze spadochron. Zawsze wiesz , że ktoś ci pomoże. To pomaga, ale i ogranicza. Może jesteś jednak szczęśliwszy ode mnie?

Kiedy wybija 18 – już ciebie nie ma.  Zostaję w firmie tylko ja i kilka innych osób w moim wieku.  My przychodzimy wcześniej, wychodzimy później i ciągle jesteśmy bardziej wydajni.

Oczywiście zazdroszczę ci, że masz bardziej wyjebane, tak samo jak ty zazdrościsz mi innych rzeczy.

Synonimem „życia jak ludzie“ w tym kraju jest samochód, wakacje w Toskanii i jedzenie na mieście. Samochód i mieszkanie dostałeś od rodziców. Mamy te same meble z Ikei w mieszkaniach.

Jedyna różnica między nami jest taka, że ja mogę wziąć kredyt na wszystko. A Ty nigdy nie chodziłeś z kluczem na szyi.  

Nie przejmuj się. Kiła, sraczka, plagi i zaraza, i czas do śmierci nam jakoś zleci.

9653954595_20ddc3f8d3_b

Photo by Виго/CC Flickr.com

122 uwagi do wpisu “Masz 20 kilka lat. Dziś wyjaśnię dlaczego mnie nie zastąpisz w pracy

  1. Czy przez to, że moi rodzice osiągnęli w życiu więcej niż inni mam czuć się gorsza? Nie sądzę, jestem z nich dumna. Czy przez to, że mnie kochają, czasami się martwią oznacza, że źle mnie wychowują? Nie sądzę. Czy przez to, że mam rodzinę która zrobi dla mnie wszystko, mogę im bezgranicznie ufać, mieć świadomość, że zawsze szczerze mi doradzą, pomogą, jestem gorsza niż Ty? Nie sądzę. Czy przez to, że otrzymuje od nich wiele, sama nic nie osiągnę? Nie sądzę. Czy coś przez to straciłam? Absolutnie nie. Mam cudowne życie dzięki nim, dzięki świadomości, że mam przy sobie rodziców, którzy są dla mnie ostoją, wzorem, autorytetem. Każdego dnia czuje szczęście, że mogę doświadczyć szczerej, prawdziwej i bezgranicznej miłości i wiesz co, za nic bym tego nie zamieniła. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak moje życie wyglądałoby bez nich. Największą tragedią dla mnie byłoby ich stracić, albo co gorsza… nigdy ich nie mieć. P.S. Najgorszy wpis jaki tutaj przeczytałam, a niecierpliwie czekam na każdy kolejny.

    Lubię to

    1. „Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak moje życie wyglądałoby bez nich.”
      Najgorszy wpis, czy najmniej przez Ciebie zrozumiany?
      Jeden z lepszych wpisów jakie czytałem w swoim życiu.

      Lubię to

  2. pewnym zaskoczeniem jest taka rzesza męskich czytelników,
    widocznie coś się zmieniło od mojej ostatniej tutaj wizyty,
    wielka szkoda natomiast, że głosów z pokolenia autora jest tak mało, a chyba nawet wcale
    komentarze Mr Janso i Sabethy były najlepsze,
    a Ci wszyscy odgrażający się dwudziestolatkowie, udowadniający jak to mają gorzej, to hm szkoda czasu na pisanie

    Lubię to

    1. Głosów z pokolenia autora jest mało bo a) siedzą w korpo i nie maja czasu i/lub ochoty pisać odpowiedzi i b) generalnie to się z gościem zgadzamy. Tzn myślę, że dla mnie właściwe jest podejście gdzieś pośrodku, pomiędzy tymi dwoma zaprezentowanymi. Ale rozumiem autora (i mam wrażenie że ci młodsi nie bardzo). Ja tam się ciesze że nie jestem z pokolenia lat 90. – bo widzę jak oni funkcjonują i ni cholery mi to nie pasuje. Widzę tych ludzi bez ambicji i pragnień, często 18 latków na mentalnych emeryturach i dziękuję Bogu że nie nalezę do tego pokolenia. I naprawdę nieważne czy nam było ciężej czy nie. Ważny jest efekt. Mógłbym się rozpisywać teraz na ten temat, ale mi się po prost nie chce.
      P.S. I „nowa fura, nowy ajfon/tablet, nowa dziewczyna, większe mieszkanie, lepsza praca, więcej pieniędzy itd” to naprawdę nie jest ten rodzaj ambicji i pragnień o który mi chodzi.

      Lubię to

  3. Zgadzam się w 100% z tresią. Osoba która nie jest ze „starych czasów” gdzie człowiek od rana do wieczora biegał, jezdził rowerem, pił oranżadę na miejscu, bawił sie w kwiaciarnię w lipcu a w sierpniu w podchody, chodził na szaberek, czekał na Boze Narodzenie żeby zjeść coś słodkiego, marzył o lalce Barbie a w dorosłym życiu nie miał przyjemnoścć rekrutowac bądz pracować z osobą która wcześniej zasilała „gimbazę” wpisu nie zrozumie.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ojej. Młode pokolenie się obruszyło.

    Tekst polsko-swojsko wyjątkowo prawdziwy.
    Nas, Polaków jeszcze cały czas da się bardzo łatwo zaszufladkować w kilka specyficznych szufladek…

    Lubię to

  5. Wiesz co.. Może masz trochę racji, ale tylko trochę. Bo choć nie mam bogatych rodziców, mam w nich oparcie, wiem, że zrobią dla mnie wszystko. I powiem Ci, że nie uważam tego za wadę, coś co nie pozwala mi być ambitnym, walczyć o siebie. Bo codziennie to robię, jednak mam tę świadomość, że niezależnie jak będzie i czy się uda, nie zostanę z tym sama. To bardziej pomaga w życiu niż ogranicza. To daje siłę.

    Lubię to

  6. Ojej, jakaś tendencja spadkowa tu ostatnio. Strasznie, strasznie uproszczony obraz tu przedstawiłeś. Z tego, co pamiętam, to 15 lat temu u mnie przed blokiem dzieci (to straszne pokolenie lat 90…) biegały, piły oranżadę, grały w klasy i wyciągały ze śmietników paczki po papierosach, bo się bawiły w sklep w piaskownicy, a to był w nich towar luksusowy. Zawsze i wszędzie byli i będą ludzie bogatsi i biedniejsi. Ktoś może pochodzić z rodziny, w której matka będzie jadła suchą bułkę żeby zaoszczędzić i kupić dziecku iphona, żeby się nie czuło gorsze od rówieśników. A są ludzie, co zrobili swoje w życiu i srają kasą, ale nie spełniają każdej zachcianki swoich pociech, bo chcą je nauczyć szacunku do pieniądza.
    Po prostu są tacy z głową na karku i z głową w dupie.

    Polubione przez 1 osoba

  7. tekst brzmi, jak ‚mam smutne życie i znalazłem trochę czasu, żeby sobie ponarzekać, odrobinę się dowartościować i poczuć zaakceptowany społecznie przez ludzi z mojego pokolenia, którzy oczywiście się z tym tekstem zgodzą’. Jednostronny, tendencyjny tekst bez większej wartości, no chyba, że mówimy o materiale do badań nad smutną cebulą. Ja wciąż szukam tych ludzi ze swojego pokolenia, którzy mają fury i mieszkania od rodziców, ale rzadko kogo na to stać. Jeśli już, to dzieci wykształconych i zapracowanych rodziców, bardzo często z wszczepionymi ambicjami rodzicieli. I tak dalej.

    Lubię to

  8. Mam dwadzieścia parę lat ,dokladnie 22.
    W dalszym ciągu mieszkam w bloku czteropiętrowym należącym kiedyś do wojska, moi rodzice „tyrają” ,bo nic więcej im już nie pozostaje. „Odprowadzałam sie” sama od pierwszej klasy podstawówki. Nikt za rękę mnie nie prowadzał. Biegałam z kluczami na szyi . A jeszcze wczesniej siedziałam od 6-18 w przedszkolu. Moi rodzice nie są super wykształceni,ale nie są głupi. Są moim wsparciem i „kopem” w dupe kiedy potrzeba. Niczego mi nigdy nie załatwili. O wszystko staram się sama . Nie jestem korposzczurem ,ale prace którą mam, posiadam dzięki sobie i mojemu zaangażowaniu. Jestem młoda,ba… Bardzo młoda i troche wypalona,ale bardzo dumna z siebie,bo wszystko co osiągnęłam zawdzięczam tylko sobie. Teraz tak myślę, że wypalona to kiepskie określenie. Ja poprostu żyję,a życie właśnie moje tak wygląda,że na wszystko muszę zapracować . I stwierdzenie,że całe pokolenie młodych jest takie jak opisałeś,jest bardzo krzywdzące.
    Najwidoczniej nie jesteś takim dinozaurem za jakiego się uważasz skoro mamy takie same wspomnienia z dzieciństwa.

    Lubię to

  9. Witam! Mam 26 lata i rodziców, którzy skończyli zawodówki, w dodatku matka nigdy nie pracowała bo kiedy miałam 7 lat zachorowała i do tej pory leczy się psychiatrycznie. Skończyłam stomatologię, nie wspomnę ile wyrzeczeń mnie to kosztowało. Szczerze wolałabym czasem być dzieckiem bogatego lekarza lub profesora i mieć na wszystko wyj*jebane nie martwić się to co będzie. „Przynajmniej sama w życiu do czegoś doszłaś”- tekst, który mnie wyprowadza z równowagi niemiłosiernie, bo w sumie co ja takiego mam. Przez lata miałam kompleks, że pochodzę z takiej a nie innej rodziny.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Hahaha My – Oni, nigdy nic w internetach nie ma pośrodku 🙂 Bo przecież są też 40 latkowie na garnuszku u rodziców albo „którzy nic w życiu nie osiągneli sami” i sa 20 latkowie co też biegali z kluczem na szyi i pewnie właśnie zabieraja się do wzięcia kredytu na wszystko bo na nic ich nie stać a chcieliby mieć coś i czasem więcej niż coś tablet czy coś wakacje w Toskanii 🙂 Czarno Biały ten post i chyba sam autor nie wierzy w to co napisał 🙂 P.S. mam nadzieję bo reszta mi się podoba.

    Lubię to

  11. Mam dwadzieścia kilka lat, ale do połowy mogłabym podpisać się pod tym tekstem. Tendencyjnym? Może. Z drugie strony zawsze można odpowiedzieć: „Sorry, taki mamy klimat”. Przez pięć dni w tygodniu pracuję w korpo, co najmniej trzy razu w tygodniu mam zajęcia na uczeni. Studiuję dziennie, zarabiam niewiele (kiedyś zarabiałam więcej, ale głupia chciałam mieć pracę, w której liczy się coś poza buzią i cyckami). Jaknarazie mam stypendium naukowe, ale przy tej ilości pracy cieszę się, że w ogóle jakoś tę sesję zaliczam. Co będzie bez stypy? Nie wiem. Szczerze mówiąc, chciałabym martwić się tylko o siebie. W końcu moi rówieśnicy już samowystarczalność uważają za życiowy sukces. Tyle, że nie tylko nie mogę już liczyć na kasę od rodziców, ale to ja pomagam mojej mamie. I kiedy w weekend moi znajomi idą na imprezę, ja nawet nie mogę iść spać – pracuję albo wracam z pracy. Jakie są moje wyniki? Przeważnie świetne i co z tego? Niby mnie to umocni i będę niezniszczalna? Nie, raczej zgorzknieję do reszty.

    Lubię to

  12. mieszasz pokolenia, mieszasz kraje, mieszkasz kultury. przecież to wszystko nieprawda. i obstawiam, że swoje osiedle z dzieciństwa oglądałeś z kluczem na szyi przez okno którejś z tych starych babć, a grubego i łysego bałeś się jak ognia. z każdą notką coraz bardziej widać, ze to pic na wodę, fotomontaż. Ty w ogóle pracujesz w korpo?

    Lubię to

  13. Nie, to nie tak. Studiuję może niezbyt dobrze rokujący kierunek, ale mam na studiach i osoby z Polski B (w tym ja) i ludzi z podwarszawskich miejscowości i rodowitych warszawiaków. Większość z nas radzi sobie jak może, szukamy staży, praktyk, łapiemy fuchy, nawet jeśli jest to inwentaryzacja za 70zł za noc. Co ciekawe, ci z ustawionymi rodzicami mają właśnie ambicje, żeby osiągnąć coś samemu, bez wsparcia tatusia. A ja i inni, którzy mają rodziców na wsiach czy w małych miasteczkach, cóż, musimy radzić sobie sami. A wiesz dlaczego? bo wszyscy CHCEMY. Nie jest to diagnoza całego mojego pokolenia ale… nie wiem, może to życiowe szczęście, że trafiam na ludzi, którzy potrafią sobie poradzić i są wytrwali co najmniej tak jak Ty.

    Lubię to

  14. Ciekawe, bo jakoś wszyscy moi znajomi z mieszkaniami i samochodami od rodziców świetnie sobie radzą w życiu zawodowym i już teraz zastępują takich, jak Ty.
    Ambicja i wartości wyciągnięte z dobrego domu, chęć życia na pewnym poziomie, nie gorszym niż ten, do którego przyzwyczaili rodzice dosyć mocno motywują do osiągnięcia czegoś w swoim życiu.
    Ja miałem dobry start w życiu, a moje dzieci będą miały jeszcze lepszy i osiągną jeszcze więcej.
    A wtedy za 20 lat jakiś podobny Ikea napiszę notkę, że im współczuje, a one się uśmieją tak samo, jak ja teraz.

    Lubię to

  15. co do tytułu tego wpisu – nie każdy chce Cie zastąpić w pracy, wyobraź to sobie. Osobiście nie wytrzymałabym w korporacji ani jednego dnia. Choć szczerze mowiąc, nawet nie wiem co sie tam robi. Nie uważam też, że jesteś lepszy ode mnie bo masz w korpodziedzinie wiecej doświadczenia. Pracuje z dziećmi, bawię się z nimi, jem i przygotowuję wspólne posiłki, uczę je, jak sie posługiwac nożem i widelcem, jak porozumieć się z obcokrajowcem, oraz tego, ze nie pierdzi sie przy stole. Obecnie kręce z nimi film i uszyłam w ich współpracy ok 40 kostiumów. Ty, wspaniały Panie Niezastąpiony nie wytrzymałbyś w tym miejscu ani minuty, a już na pewno nie wtedy, gdy jedno z nich miało by cieższy dzień i z natłoku zdarzeń zaczełoby wymiotować, lub z podniecenia siusiać w majtki. Dla mnie to codziennosc. I robie to z przyjemnością (wiekszą lub mniejszą, w zależnosci od humoru o poranku). Nie wiem ile tam zarabiasz, ale na zarobki też pewnie bym sie nie wymieniła. W związku z tym ,ze mieszkam za granicą moge pozwolić sobie na pracę na częśc etatu i mimo to żyć na poziomie 😀 Pozdrawiam!

    Lubię to

  16. Istnieje pewna smutna tendencja roczników <90' do przedstawiania siebie jako jedynych słusznych, którzy zasmakowali jedynego, słusznego dzieciństwa "poza kloszem", którzy byli niewiarygodnie samodzielni i zaradni. Coś ala "nie dorównacie nam, bo my nie dorastaliśmy w czasach pełnych możliwości". Bo te roczniki 90' to takie fuj. Trochę zasmucił mnie fakt, że wyrzuciłeś z siebie taki tekst.

    Lubię to

  17. Jestem z pokolenia autora albo ciut później. Ludzie są różni, jasne, pochodzą z wielu środowisk. Skoro autor jest taki dumny z tego, że wyrwał się z blokowiska i bez pomocy rodziców skończył studia i odnosi sukcesy w korporacji, będąc w pewnym sensie niezastąpionym, to dlaczego tekst przebrzmiewa goryczą i pogardą, od której się tak odżegnywał?

    🙂

    Lubię to

  18. A ja jestem tym trzecim, emigrantem z wyboru rodziców. Ale nie jakimś tam zwykłym typkiem którego emocjonuje zwykła stawka i tyranie w robocie ktorej nie lubisz ale tez nie gardzisz, i wyścig szczurów o lepszą pozycje nie znaczącą nic. Nie, to nie dla mnie. Rodzice zawsze byli do wsparcia ale o edukacje musiałem zawalczyć sam, przecież nie znają języka to jak mi mogli pomoc. Wygralem. Studiuje sobie a większość tu żyje jak robot praca dom dom praca i zero przyjemności z życia. Nara !

    Lubię to

  19. Tekst z kategorii: „jestem lepszy bo urodziłem się w latach gdzie nic nie było, a potem do wszystkiego doszedłem sam, nikt mi nie pomógł i jestem taki zajebisty..”.
    Śmierdzi mi to kryzysem wieku średniego i poczuciem zagrożenia ze strony pokolenia 20, które może nieco mniej ambitne ale szybciej nadążające za zmianami, mimo braku doświadczenia może Cię wygryźć.
    Najgorsze jest to, że Ty, jako reprezentant pokolenia średniego spisujesz tych młody na straty. Że niby przez to że przyszło im wychować się w innych czasach nie mają prawa być początkującymi świeżakami, z którymi warto współpracować i im pomagać.
    Nie pomyślałeś, że ta „gimbaza” kiedyś będzie mogła tak samo myśleć o Twoich dzieciach?:)

    Jestem z pokolenia „gimbazy”, mam 28 lat, moi rodzice mają wykształcenie średnie ale IQ wyższe niż nie jeden z dyplomem. Skończyłam studia kiedyś mocno reklamowane- obecnie bez przyszłości, byłam na Erasmusie. Potrafię docenić ludzi ode mnie starszych, z doświadczeniem i łykać od nich wiedzę. Wcale nie uważam ich za zacofanych dziadków, którzy nie wiedzą co to iphone.
    Nie pomyślałeś, że twoja wiedza i pozytywne nastawienie do tych młodszych, a nie współczucie i brak akceptacji, może być z korzyścią dla wszystkich?

    Lubię to

  20. Wkurwił mnie ten artykuł na maksa, bo (jak rzadko kiedy Twoje artykuły) mija się z prawdą. I to grubo się mija. Trudno, przeboleję, bo chcę dalej Cię czytać

    Lubię to

  21. Każdy jest kowalem swojego losu. Można się poddać i zostawić nasze życie do załatwienia innym, można też samemu zakasać rękaw i wziąć się do roboty (pomimo tego że w domu spływa na nas manna z mlekiem). To już kwestia charakteru, zaangażowania i ambicji.

    Ps Mam wrażenie że jesteśmy z tego samego osiedla.

    Lubię to

  22. A ja jestem z dobrych lat 80′. Autor myli się, myśląc, że nikt po nim „nie nosił kluczy na szyi” ale mam wrażenie, że nie to jest tu najważniejsze.
    Chcecie łatwej, dobrze płatnej pracy, po studiach polegających na balowaniu i dupceniu. Na wejście średnia krajowa, bo trzeba do Tajlandii pojechać… phii. Smutne jest to, że plujecie na nasz kraj i ludzi, którym coś wyszło tylko dlatego, że nie potraficie zrozumieć, że dojście do pozycji i pieniędzy wymaga CZASU i PRACY! Wasi rodzice, którzy teraz kupują mieszkania a wcześniej zabierali Was w Alpy zaczynali w śmierdzącej kupie PRLu a jednak do czegoś doszli. Wy, z tym histerycznym, roszczeniowym podejściem – nie osiągniecie nic 🙂

    Lubię to

  23. Przesadnia generalizacja pokoleń!
    Każdy ma swoją historię i przez to nie staje się ani lepszy, ani gorszy!
    Nigdy nie uważałam, że jakoś się specjalnie wyróżniam chociaż mam 25 lat i już blisko 10 lat nie mieszkam w ciepłych pieleszach mamusi i od liceum musiałam dbać o własny tyłek sama, chociaż na początku za pieniądze dane, później za samodzielne zarobione. Studiowałam, pracowałam, pracowałam, studiowałam, ale tego studenckiego życia prawie nie miałam, bo musiałam za*****alać żeby nie musieć jeść przez cały miesiąc pasztetu z chlebem. Przegoniłam wszystkich rówieśników- stanowiskiem, finansowo, doświadczeniem, edukacją i gdy rówieśnicy rozglądają się za pierwszą pracą, ja mam już wachlarz ofert do wyboru. Jednak przypłaciłam to łzami, potem i samotnością oraz zwiększającą się frustracją. Jestem z polski b, a wręcz c gdzie czas się prawie zatrzymał i to właśnie moje pochodzenie było moim motorem do za*****lania, strach przed powrotem na pipidówe. To właśnie ten koniec świata zahartował mnie za młodu na kopy w dupę od sfrustrowanych 40latków, którzy tylko udają, że miejsce w życiu w którym są obecnie sprawia im przyjemność, a tak naprawdę wkurwia ich wszytko dookoła i żałują że nie robią czegoś innego, i już boją się zmiany.

    Lubię to

  24. Najpierw przeczytałam tekst o tym jak to cieszyć sie małymi rzeczami i nie rzucać kurwami na lewo i na prawo po czym wpadlam na ten wpis, który przesiąknięty jest żółcia zazdrością i chęcią wywyższenie sie na tle innych… Człowieku, nikt z nas nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie sie urodzi i jak łatwo/trudno mu będzie osiągnąć coś w życiu. Osobiście uważam,ze to ile w życiu osiągamy oczywiście zdeterminowane jest pochodzeniem,ale przede wszystkim charakterem, nie możesz oceniać innych, bo nie wiesz ile oni w życiu przeszli, jak sam twierdzisz pieniądze szczęścia nie dają, a to czy kogoś stać na wakacje w Toskanii czy na Mazurach nie świadczy o ambicjach o inteligencji i pozycji jaka zajmuje w korpo czy ogólnie w życiu. Jesteśmy indywidualnymi jednostkami, które mierzą sie z życiem na swój sposób. Osobiście znam ludzi z biednych rodzin, które osiągnęły wiele znam tez takich którzy urodzili sie w bogatej rodzinie i absolutnie daleko im do ‚zawodu syn czy córka’. Moim zdaniem tekst beznadziejny. Jak nie wiesz co pisać to może zrób sobie dzień wolnego…w tekście znajdziemy malkontenctwo na miarę prawdziwego Polaka z pokolenia, w którym sie urodziłeś.
    Miej wyjebane i rób swoje nie patrz na to czy inni maja lepszy czy gorszy start, nigdy nie wiesz ile na trasie napotkaja/li przeszkód by dotrzeć do swojej mety – poczucia szczęścia i zadowolenia z życia.

    Lubię to

  25. To chyba jedyny artykuł, który nie dość, że mija się z prawdą to jeszcze niesamowicie potrafi wkurzyć. To wygląda trochę jakbyś zazdrościł tym ,którzy mają lepsze, łatwiejsze życie a nawet nie zapracowali na to. Też nie ma co w ten sposób porównywać pokoleń bo nawet dziś istnieją młodzi ludzie ,którzy nie mieli lekkiego startu a samochód, mieszkanie czy pieniądze nie spadną mu z nieba.

    Lubię to

  26. bardzo spłaszczony obraz . Na przykład pominięto istotny fakt , ze najsilniejszy wpływ na człowieka ma wychowanie i grupy równieśnicze. W ten sposób obserwowanie przez dziecko rodziców , którzy nie bez powodu osiągneli sukces, ich nawyków , podejścia , planowania , zamiłowania do poszerzania wiedzy przekłada się na dziecko i jego podejście do życia . To jest jedna z podstaw tego zagadnienia. Czasem mam wrażenie, że autor bez głębszej analizy próbuje polecieć na tym ,że ma fajny styl pisania . Mimo wszystko miłe mi wspomnienia tekst przytoczyl dot dzieciństwa i wręcz „mieszkania” na dworze.

    Lubię to

  27. Drodzy Państwo z dołu, nie ma powodu do tak dużych skoków Waszego ciśnienia. Pomimo tego, że mam właśnie 20 lat chyba zrozumiałam ten tekst lepiej niż niektórzy poniżej. On bynajmniej nie miał na celu obrażenia żadnego 20- kilku latka, a jedynie ukazanie większości zachować mojego pokolenia. Pani z dołu, która burzy się, że nie jest gorsza z powodu bogactwa, czy materialnego czy emocjonalnego, po prostu swoim wpisem daje namacalny dowód braku inteligencji lub wykształcenia. Pozwolę sobie w takim razie udzielić tej Pani rady od serca- proszę wklepać w google „hiperbola” !!!

    Lubię to

  28. Hm, a co z ludźmi z pokolenia 90., którzy mają cechy jednej i drugiej grupy opisywanej przez Autora? Średnio wykształconych rodziców (którzy sami pchali do tego, żebym wykształciła się w kierunku, z którym chciałam wiązać życie), samemu doskonale wiedząc, nie raz bojąc się o własną dupę, kiedy klucz „magicznie” zrywał się z szyi? 🙂

    P.s
    Pokolenie 2000 jest jeszcze gorsze!
    P.s 2
    Pokolenie 90. powinno jeszcze wklepać w „Google” słowo „bynajmniej” i sprawdzić jego zastosowanie. Dziko uśmiechnęłam się, czytając komentarze wykształconych na polonistów 20-latków.

    Lubię to

  29. Za bardzo uogólniłeś. Ani moi rodzice, ani moje siostry nie skończyli niczego poza zawodówką, w młodości nie jeździłam nigdzie na wakacje, bo nie było pieniędzy, rodzice dali z siebie wszystko i pomogli mi jak mogli, dzięki czemu ukończyłam studia, mam 24 lata, konkretną pracę i mogę wziąć kredyt 🙂 Więc w tym momencie kompletnie się z Tobą nie zgodzę i powinieneś poznać więcej osób w tym wieku, aby móc się wypowiedzieć ^^

    Lubię to

  30. Moi rodzice pochodzą z tzw. Polski B, i tak chodziłem tak jak ty z kluczem na szyi i tak jak ty mieszkałem na najgorszym osiedlu w mieście. Mam 23 lata i do wszystkiego doszedłem sam, bo nie chciałem mieć takiego losu o jakim napisałeś. Branie wszystkich osób do jednego wora nie zawsze sie sprawdza

    Lubię to

  31. Również nie zgadzam się z tym wpisem. Tutaj nie chodzi o to czy ktoś był bogaty czy biedny za dzieciaka. To wychowanie jakie zagwarantowali nam rodzice w dużym stopniu wpływa na to, jak zachowujemy się w obliczu usamodzielnienia. Oczywiście nie należy wszystkiego zwalać na naszych rodziców, bo sami mamy własny rozum. Dla przykładu napiszę historię moją i mojego dobrego znajomego. Mieszkałem na osiedlu łudząco podobnym do Twojego, chociaż jestem od Ciebie sporo młodszy. Co prawda nikt nie testował grawitacji, ale zdażyło się przypadkowe dźgnięcie nożem 3 razy. Mój tato nie zarabiał wiele, ale przez odpowiednie zarządzanie pieniędzmi nigdy niczego nam nie brakowało. Zawsze jeśli chciałem trochę pieniędzy na coś (cokolwiek) to dostawałem. Jestem dość bystry i bez trudu zdawałem kolejne lata edukacji praktycznie nic się nie ucząc. Nie pracowałem do 22 roku życia będąc na garnuszku u coraz starszych rodziców. Od dziecka miałem wszystko podane na talerzu. Oczekiwałem, że kariera bądź satysfakcja z życia przyjdzie sama, bo przecież wszystko inne zawsze przychodziło. Myliłem się.
    Z drugiej strony jest mój znajomy, z którym juz niestety nie mam takiego kontaktu jaki chciałbym mieć. Byl z bogatej rodziny, a nawet bardzo bogatej. Ferie zimowe zawsze na nartach za granicą, wakacje na plaży najlepiej poza Europą. Tylko, że jego rodzice stosowali inne wychowanie. Nie zapracujesz to nie masz. Chłopak osiągnął więcej na studiach niż ja prawdopodobnie osiągnę przez najbliższe 10 lat. Pamiętam do dziś sytuację jak mieliśmy iść do klubu na długo wyczekiwaną imprezę. Widząc, że mogę się spóźnić na zaplanowane z nim spotkanie napisałem sms żeby był później. Chwile potem on napisał, że jednak nie idzie bo nie ma kasy na impreze, a rodzice mu nie chcą dać bo „na przyjemności trzeba zapracować”. Ja oczywiście wziąłem pieniądze od mamy.

    Oczywiście nie mam żalu do swoich rodziców i kocham ich bardzo mocno. Zrobiłbym dla nich wszystko, tak jak oni zrobili by to dla mnie. Natomiast uważam, że sposób wychowania mojego znajomego był bardziej przystosowany i bardziej efektywny do panujących czasów.

    Lubię to

  32. W pierwszej części tekstu miałem ochotę zadać autorowi pytanie „chwalisz się czy żalisz?”. Czasy się zmieniają, zazdrościsz młodym ludziom dobrobytu to twój problem. Z drugiej strony masz trochę racji – patrzę na rówieśników i widzę że ten brak trudów od dzieciaka tworzy „bananową młodzież” :/

    Lubię to

  33. Cholernie tendencyjny tekst. Kolejny raz przeczytałam co masz tu do powiedzenia i wygląda na to, że myślisz, że już wszystko wiesz i na wszystkim sie znasz, a przeżyć?Przeżyłeś już chyba wszystko. Mam nieodprate rownież wrażenie, że przemawia przez Ciebie wieczny tzw. „ból dupy”. Poczytam jeszcze kilka kolejnych Twoich prawd objawionych, które albo pokażą jedynie, że to Twój chwilowy spadek formy albo zwyczajnie szkoda czasu na pełną jadu/goryczy/nie wiem lekturę.

    Lubię to

  34. Wiesz.. Kiedy ja zapierdalałam po to żeby przeżyć, moi znajomi z dobrych domów mieli czas na naukę/rozwijanie pasji/zdobycie doświadczenia. Kiedy ja szukałam podczas studiów pracy która pozwoli mi się utrzymac w wawie moi znajomi szli do najlepszych, na kilkumiesięczne darmowe staże. Kiedy ja siedziałam na erasmusie i zakuwałam, moi znajomi robili ‚networking’. Kiedy ja teraz nadrabiam zaległości ze studiw, oni koncza doktoraty. Co mi dało chodzenie z kluczem na szyi? Pot, łzy, wsciekłosc, siwe włosy i to ze z moja kariera jestem conajmniej 5 lat do tylu za moimi znajomymi. Bo nie miałam wsparcia z domu, wszystko zostało siła wyszarpane.
    Nie czuje si z tego powodu lepsza, wręcz przeciwnie. I nie mysl sobie, ze tylko Twoje pokolenie nauczyło się życia..

    Lubię to

  35. Życie zależy od podejścia człowieka. Ja mam 22 lata, wynajmuje mieszkanie, zrobiłem prawko, kupiłem samochód. I to wszystko za swoje własne pieniądze. Mam kochających rodziców do których z chęcią wpadam na obiady, ale niczego od nich nie oczekuje. Nikt mi niczego nie załatwiłał, jakoś potrafię sobie w życiu poradzić. Martwi mnie tylko podejście niektórych od strony – „noo, rodzice są to załatwią, po co się męczyć jak sami się oferują”. To jest dopiero smutne.

    Lubię to

  36. A gdzie jest coś pośrodku? Wiele z nas ma kochających rodziców, na których może liczyć, ale nie są oni bogaci. Na wszystko co maja zarobili sami, bez pomocy finansowej rodziców. Opisywanie prawie, że dwóch skrajności bez pokazania tego co pośrodku traci na wartości.

    Lubię to

  37. Nie wiem skąd w autorze tyle jadu. Jestem z pokolenia lat 90. Do wszystkiego doszłam sama, choć rodzina mnie wspiera. Wielu rzeczy odmowilam im mimo że mogło mi być łatwiej dzięki nim. Dziś mam swoją firmę, mieszkanie-za swoje i swoją ciężką pracę. Pozdrawiam autora i życzę więcej optymizmu. Świat jest takim jakim chcemy żeby był.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s