Decydując się na spotykanie z celebrytą, mniejszego lub większego formatu, podpisujesz pakt z diabłem.

Zacznijmy od tego, że to bardzo rygorystycznie określona znajomość, jeśli nie weźmiesz sobie tego do serca, wypadasz z gry. Jest wiele niepisanych, niewypowiedzianych zasad, które obowiązują szczególnie stronę nie-celebrycką. Masz działać pod konkretnie określonym schematem, na jego/jej oczywiście korzyść, być bardzo spolegliwym na wszelkie wymogi oraz akceptować to, że generalnie jesteś przy tej osobie NIKIM.
Zanim do tego wszystkiego doszłam, wypadłam z gry, z głośnym hukiem.

On CELEBRYTA ma bardzo ładne mieszkanie, bardzo drogi samochód, bardzo ładną dykcję i bardzo ładną, bardzo znaną, byłą żonę. A nawet kurwa dwie!

Przyznam się bez bicia, że kiedy jechałam do niego o drugiej w nocy, kompletnie nie wiedziałam do kogo jadę. Nie wiedziałam tego też po pierwszej lampce wina (zrobił długi wywiad co będę chciała pić oraz jeść na śniadanie), ani po całej butelce. Ani kiedy oglądaliśmy śmieszne filmy na youtub’ie, ani kiedy rozkoszowaliśmy się podobnym gustem muzycznym, (Big Jet Plane by Angus and Julia Stone „Gonna take her for a ride on a big jet plane, Gonna take her for a ride on a big jet plane” – jeśli o mnie chodzi, to widziałam większe, ale nie mam zamiaru narzekać w tym przypadku), ani kiedy braliśmy rano wspólny prysznic w jego przeszklonej matowym szkłem łazience.

W życiu nie pomyślałabym o tym, kiedy rozpinał mi stanik na swoim wielkim łóżku.

Zasada numer jeden: udawaj, że nie wiesz. Wychodziło mi to nadzwyczaj idealnie.

Zasada numer dwa: On zrobi wszystko, żebyś czuła się dobrze.

Dostałam zatem ulubione lody (on też dostał swoje) , dobre wino i paczkę ulubionych papierosów. Leniuchowałam pod jego bacznym okien w pościeli, gapiąc się w jego wielki telewizor na którym włączony był TVN. (Zasada numer trzy: oczywiście on też nie znosi jakiejkolwiek krytyki. Jest we wszystkim najlepszy i ma największego w mieście. To mnie nie zaskoczyło. Kłamać w stosunkach z mężczyznami nauczyłam się tuż po przekroczeniu 16 roku życia).

Zasada numer cztery: jeśli w końcu zrobi się cicho na klatce i parę razy zerknie w wizjer, to znaczy, że możecie bezpiecznie już wyjść z jego mieszkania.

Pamiętaj, nie idź z nim ramię w ramię! Zachowaj odstęp przynajmniej dziesięciu metrów!!!

Rano, po wspólnym śniadaniu, kawie i pierwszym papierosie, kiedy widzisz jego twarz pierwszy raz w świetle dziennym, zaczynasz zastanawiać się czy skądś jej nie kojarzysz. I zaczyna wydawać ci się, że to trochę dziwne, że nadal znasz tylko jego imię i wiek, kiedy on wie o Tobie już całkiem sporo, łącznie z tym w której pozycji twój tyłek wygląda najlepiej.

Decydujesz się nie robić mu teraz z rana dramatów z tego powodu, co jest najlepszym wyjściem.
Rozstajecie się w bardzo dobrej atmosferze, ba, nawet kontynuujecie znajomość. W jego oczach prawdopodobnie zajebiście sobie radzisz z tą sytuacją.

Jakiś czas później, siedząc u znajomych i z braku laku przerzucając kanały w telewizorze, włączasz TVN, widzisz jego twarz, wiesz już kim jest. Odpalasz wujka Google i myślisz sobie jedno:

O ja pierdolę……..

To oznacza, że ja zaliczyłam jego, czy on zaliczył mnie?

144340762_f5185cb915_bPhoto: Christi Nielsen Creative Commons

32 uwagi do wpisu “Wyznania suki: celebryta

  1. tez tak mialam dwa razy. Dodam ze nie spalam z kolesiami ale jednak. Nawet jak mi spiewal piosenki nie udalo mi sie poznac ze gra w Romie, a drugiego nawet z M jak Milosc nie poznalam 😀

    Lubię to

  2. czy można skończyć już z wyznaniami suki?
    niech napisze swojego bloga, może ktoś będzie czytał,
    tutaj powinno być miejsce dla Lisic, pani od papierowej torby itd.
    please
    ktoś traktuje siebie jak szmatę i czerpie z tego jakąś dziwną satysfakcję ni to zadowolona że takie powodzenie ni to zniesmaczona swoim postępowaniem, i czy naprawdę musimy o tym wszyscy wiedzieć?

    Lubię to

    1. Przecież Autor wielokrotnie ostatnio udowodnił, że ma literackie życzenia czytelników głęboko w dupie. Jakby nie patrzeć ma racje, bo to jego blog. Zatem nie ma sensu reagować negatywnie w komentarzach tylko, gdy miara się przebierze, dokonać prostego wyboru – czytam czy nie. W najgorszym razie, gdy poziom osiągnie już totalne dno, Autor straci czytelników. Chociaż biorąc pod uwagę, że większość społeczeństwa to idioci, uwielbiający igrzyska, nie jest to takie pewne. Poza tym chodzi o dostęp do jak największej ilości dużych cycków, w czym z Autorem się całkowicie zgadzam. Natomiast z metodą uzyskania dostępu już nieco mniej.

      Lubię to

      1. Gdyby autor mial się kierować wyłącznie opiniami czytelników to by zwariowal. Kazdy jest inny. Kazdy lubi co innego nawet w kwestii postów. Grunt to pozostać w zgodzie z sobą i nie ulegać presji otoczenia. Tyle w temacie.

        Lubię to

      2. Czytelnicy chcą lisice – czytelnicy dostają lisice. Czytelnicy chcą podwyższenia nędznego poziomu wpisów – czytelnicy są olewani. Grunt to być konsekwentnym, nadal będąc sobą. Poza tym nie operujmy frazesami, bo mimo że Autor ponad wszystko ceni przyjemność, co oczywiście jest jego sprawą, to jednak celuje w czytelnika inteligentnego, a nie przeżuwacza papki informacyjnej, takie mam przynajmniej wrażenie. Tyle w temacie.

        Lubię to

      3. @simon_says z całym szacunkiem ale kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Zatem będę polemizować. Lubię lisice ale nie uważam aby wyznania suki były kiepskie. Uszanuj zatem opinie i upodobania innych i po prostu czytaj np. tylko te posty, które tematycznie Ci się podobają. I nie operuje frazesami tylko nie lubię jak ktoś wywiera presje na kims tylko dlatego, ze ma odmienne zdanie i próbuje mu narzucić co ma robić… howk.

        Lubię to

      4. Polemizujmy zatem. Po pierwsze wyobraź sobie, że są inni czytelnicy, którym poziom wpisów od dłuższego czasu się nie podoba i zarówno ja jak i oni maja prawo to wyrazić. Po drugie nie o temat wpisu chodzi, a treść, którą ocenić mogę dopiero po przeczytaniu wpisu. Wiem, że dużo ludzi w tym kraju ocenia teksty nie czytając ich wcale, ale ja tak nie robię. Po trzecie ja nikogo do niczego nie zmuszam i nie wywieram presji, a jedynie apeluje, co jest moim prawem w związku z tym, iż poświęcam czas na czytanie. Gdy znudzi mi się apelowanie, a tendencja zniżkowa się utrzyma, oleję ów blog sikiem prostym.

        Lubię to

      5. Po primo.
        Wyobraź sobie, ze sobie wyobrażam😏, ze części osób poziom wpisów się nie podoba. I wcale nie musi. Nikt chyba ich nie zmusza do czytania.
        Po secundo. Wiem ze większość osób w tym kraju czyta tylko nagłówki. Winszuje, że nie należysz do tego grona i serio za to masz plusa.
        Po trinto.
        Apeluj. Apeluj i jeszcze raz apeluj. Ale czy nie uważasz, że rozsadniej będzie całą swoją energię przełożyć w jakiejś zacnej sprawie aniżeli tego, który wpis winien się pojawić?
        Uważam ze wszystko juz zostalo powiedziane i nie ma sensu kontynuować. Nie podoba sie? Nie czytaj ‚wyznan suki’. Ot. To!

        Lubię to

      6. Po pierwsze gdyby Autor nie był ciekaw reakcji czytelników na wpisy, to zablokowałby możliwość ich komentowania, zwłaszcza że Autor komentarze najpewniej czyta, gdyż czasem na nie odpisuje. Zatem uzasadnioną reakcją na subiektywnie kiepski wpis jest wyrażenie tego w komentarzach. Po drugie w ramach konsekwencji mam zamiar czytać wszystkie wpisy lub żadnego i coraz bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji. Po trzecie angażuję się w tyle istotnych spraw, że w kilka nieistotnych również dla równowagi mogę się zaangażować. Po czwarte w końcu nie będę rezygnował z czytania wpisu z powodu tytułu, bo nie wiem czy treść mnie pozytywnie nie zaskoczy. W końcu każdemu zdarza się czasem wyrazić coś sensownego. W tym momencie dopiero zgadzam się z Tobą, że wszystko zostało powiedziane, mimo że musiałem połowę treści obecnego komentarza powtórzyć z poprzednich.

        Lubię to

      7. Hm… przepraszam, wiem, że sporo po czasie, ale nie mogę się powstrzymać od komentarza. Kiedy widzę – zmień treść, bo przestanę czytać, przypomina mi się moja córka. Pięcioletnia…. „albo mogę ubrać się jak JA chcę albo nie idę z Tobą – wybieraj”. 😉

        Lubię to

      1. jak to jest spełniające życie seksualne to ja wybieram piaskownicę,
        lepiej tam zostać niż obciągać taksówkarzowi

        nie rozumiem dlaczego szowinistyczny blog nagle zmienił się w jakieś pojękiwania i utyskiwania osoby, która samą siebie suką nazywa

        zajrzę tu jeszcze kilka razy w nadziei na stare klimaty a jak nie, trudno, czasu marnować nie będę

        Lubię to

  3. Decydując się na spotykanie z celebrytą, mniejszego lub większego formatu, podpisujesz pakt z diabłem.Jeju, jeju……powiało grozą.Celebryta też człowiek, swoje słabe punkty też ma >:P

    Lubię to

  4. Autorka tego wpisu ma z 19 lat i ma gówniarskie myślenie. Dorośniesz zrozumiesz, że spotkać „celebryte” to żadne wow. Jak dla mnie czasami są to ludzie nad wyraz wkurzający! Idzie taki ekhm „celebryta” do np. Delite i zachowuje się jak właściciel klubu- żal.

    Lubię to

  5. Dziewięćdziesięciu ośmiu procent aktualnych celebrytów i tak bym nie rozpoznała z mordy, a pozostałe dwa są w takim wieku, że rozpoznanie nie miałoby większego znaczenia. Znaczy się, wszyscy zainteresowani mogą spać spokojnie 😀

    Lubię to

  6. Opisany facet nie był gentlemanem absolutnie ;p, a ona nie posiadala 6 zmysłu tego użytecznego dedektora i nie wyczuła że to zwykły falsyfikat. Ja nie lece do celebrytow bo jako gwiazda i jednocześnie ponetna róża i roztaczam blask który zwykłego faceta zamienia w księcia 😉

    Lubię to

  7. Co za bzdura, czlowiek jak kazdy inny, kazdy ma wady i zalety, mniej lub bardziej przejmuje sie robota, jest mniej lub bardziej rozpoznawalny. Nie ma co robic dramatow. Laska pisze o tym, ze niby jaki wielki dramat, bo nie bylo tak jak sobie wyobrazala i pewnie dlatego wszyscy celebryci sa chujowi a tak naprawde zazdrosci i pluje sobie w gebe, ze dala sie przeleciec byle dupkowi, ktory kazal jej isc 10 m za soba, bo jest nie reprezentatywna. Dramat w stylu dlaczego ja. To mnie w polakach wkurwia lubia robic z igly widly i utrzymywac legendy i schematy. Polak potrafi sie chwalic tym, ze jego 5 woda po kisielu zna kogos tam, kto zna kogos tam. Kurwa, znam wielu znanych ludzi i sa to ludzie tacy jak inni. Nie ma co dramatyzowac. Wszedzie znajda osoby mniej lub bardziej interesujace-w zaleznosci jak wykorzystywali na codzien czas jaki maja, bo jak na zbijaniu bąkow to raczej interesujacy nigdy nie beda.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s