Dlaczego nie wychodzi ci w związku vol 2 (Kobiecie trzeba stawiać granice)

Pisze M.

Wiesz dlaczego nie mam sił by walczyć o kobiety? Bo wiem, że to się nie opłaca. Bo jestem pragmatykiem. Bo współczesne panie są wykręcone psychicznie, rozdarte, niedowartościowane lub przewartościowane. Bo już nie można być dla kobiety tym mężczyzną jakim był dla matki mój ojciec, dla ciotki wujek, dla babek dziadkowie, dla prababek pradziadkowie itp. itd. Że zaangażowanie się to zgoda na rozplątywanie węzła gordyjskiego. Niemożliwe. Możesz co prawda go przeciąć jak Aleksander Wielki, ale powiedzmy sobie szczerze: nie jestem jednym z tych frajerów, którzy starają się o kobietę, by ją jak najszybciej zerżnąć i później stwierdzić, że miłość nie jest dla mnie.

Czytaj dalej

Dlaczego nie wychodzi ci w związku? (część I)

Podymał cię przez kilka miesięcy a później kopnął cię w dupę? A ty mu wszystko i obiad i kolację i koszulę i w każdej pozycji?

Była z Tobą a nie miał jej jeszcze tylko kurier, który przynosił ci paczki i koleś z gazowni, który robi odczyty liczników a to to też przez przypadek? I teraz baranie zastanawiasz się dlaczego?

Błędy najlepiej rozważać na przypadkach. 

Czytaj dalej

Pieniądze szczęścia nie dają… Tym, którzy je mają

Stałem sobie w tej ‘Biedrze’ w niedzielę rano, bo miałem kaprys spożyć rogala z francuskiego ciasta. Miałem bardzo solidny zamiar posmarować go masłem, a następnie truskawkową konfiturą. A do tego napić się, jak kundel leming, kawy z mlekiem.

Czytaj dalej

Kobietę możesz kupić

Poznajcie Wojtka: „Im chodzi o nasza kasę. Pierdolone PLN które kochają tak bardzo, że są w stanie sprzedać dupę, duszę i wszystko po kolei, żeby móc kupić sobie nowe auto… szmaty u projektanta i zapłacić w hotelu naszymi pieniędzmi za siebie i kolesia, który je świetnie wydyma, choć nie ma kasy.”

Czytaj dalej

Dlaczego kobiety udają orgazmy?

Pierwszy raz zobaczyłem ją chyba z siedem lat temu, przelotem na imprezie.

Imprezę robił mój dobry kumpel, prawnik rzecz jasna. Na przestrzeń 45 m2 wtłoczył około stu osób. I ta setka cały czas się zmieniała, niczym fale uderzające o brzeg. Wódka, wino i piwo podawano na balkon niczym na taśmie transportowej w przemysłowym browarze, a jak ktoś chciał skorzystać z łazienki, to lepiej aby zdusił to w sobie. Bo nie było opcji, żeby dopchał się do kibla.

Na tej imprezie było dużo samotnych kobiet, bo w Warszawie jest dużo samotnych, zdesperowanych kobiet. Chodziły do pracy w garsonkach albo nie, były przed trzydziestką, miały zazwyczaj własne mieszkania kupione na duży kredyt, w środku była lampa i materac z Ikeii, a w weekendy na tym materacu pocił się coraz to inny facet.

Były ładne, niektóre śliczne, dużo piły, niektóre za dużo. Miały koty i w sumie nie wiedziały za bardzo czego chcą od życia. Zazwyczaj niszczył je jakiś facet, a później one usiłowały o nim zapomnieć. Wtedy było jeszcze więcej białego i czerwonego wina i więcej drinków stawianych w klubie przez różnych mężczyzn, a materac zwiększał przebieg, bo żyjemy w takich czasach, że zdjęcie z siebie majtek i rozłożenie ud o niczym nie świadczy.

Jest jak fitness albo zumba.

Czytaj dalej