Pamiętacie kobiety, które kiedyś rzuciliście? Facetów, których kopnęłyście przez przypadek w dupę?
Wiecie – dziwna akcja, duża kłótnia, działanie w emocjach? Później po tygodniu, po miesiącu pojawia się jednak żal, że to była pochopna decyzja.
Zawsze pamiętamy tych z którymi się rozstaliśmy. Jednych nienawidzimy, głównie za swoją głupotę że mogliśmy z nimi być tak długo. Innych żałujemy. Może nasze życie wyglądałoby inaczej gdybyśmy z nimi zostali?
Może byśmy byli piękniejsi, bogatsi, zdrowsi, bardziej…. (wstawcie właściwe). Sprawdzacie w goolgu, na Fejsie, na n-k co dzieje z waszymi eks? Oczywiście, że sprawdzacie.
Ale straciliście nad nimi kontrolę.
Skończyłem pisać PI2. Napisałem słowo: KONIEC. Owszem zostały mi jeszcze jakieś rzeczy do poprawienia, przestawiam kolejność niektórych fragmentów, wygładzam zdania ale to są już drobiazgi. Zacieranie papierem ściernym drzazg.
Książka odpłynie do wydawnictwa w tym tygodniu. Czuję trochę pustkę. Jakbym urodził dziecko a teraz ono ma opuścić dom. Tam dorobią mu okładkę, zrobią mu korektę ale to już nie jest moje albo inaczej nie jest już moje w takim stopniu w jakim było jeszcze jakiś czas temu.
Jak ten eks o którym pisałem przed momentem.
Czuję się wypruty.
Bez śladu myśli.
Bez śladu jakiejkolwiek kreatywności.
Jakbym przelał wszystko co mam w tą jedną rzecz. I już nic nie zostało. Przypomina to sytuację kiedy rolnik doi krowę doi, daje ona wiadro mleka, drugie wiadro a w pewnym memencie tylko już ryczy aby dać jej spokój.
Albo że użyję bardziej seksualnego porównania sytuację gdy facet spędza z piękną rudą kobietą noc. Rżnie ją pierwszy raz. Drugi. Palce. Język. Trzeci raz. Czwarty! Ale w końcu mimo że ma obok siebie naprawdę absolutnie niewiarygodną sztukę – mówi pas, potrzebuje chwili aby się zregenerować.
Tyle, że w moim przypadku naprawdę nie mam pojęcia czy będę jeszcze w stanie napisać choć przecinek. Nie miałem tego po pierwszej książce, może dlatego, że tamta powstawała dłużej.
Oczywiście zaraz po wydaniu powstaną fronty: lepsza druga, lepsza pierwsza. Tak samo jak było z jedynką: przeciwnicy i zwolennicy ostatniego rozdziału. Znam takich, którzy twierdzą że tylko w ostatnim pokazałem że potrafię pisać, znam też taki którzy oceniają ostatni jako najgorszy z całej książki.
Aby nie było wątpliwości – oczywiście że druga jest lepsza niż pierwsza. Wiem, czytam ją właśnie.
Znam już jej tytuł. Albo przynajmniej wiem jaki chciałbym żeby nosiła tytuł. Wiem jak chciałbym żeby wyglądała okładka. Wszystko wskazuje, że będzie dużo grubsza niż jedynka . To ostatnie jest akurat nietrudne.
To dziecko zaraz idzie w świat. Nie wiem jak sobie poradzi. Ale jest moje i jestem z niż zżyty. To kawałek mnie. Nad którym tracę kontrolę.
PS. Tak jest tam całe „Pokuszenie”


